Herbert Spencer

Indukcje Socjologii

Rozdział VI. Układy narządów

§ 237a. Hipoteza ewolucji każe przypuszczać pewną prawdę, stwierdzoną niezależnie od niej tę mianowicie, iż wszystkie zwierzęta jakkolwiek niepodobnymi by były do siebie na ostatku, rozpoczynają swój rozwój jednakimi drogami. Najpierwsze zmiany budowy, przebywane niegdyś wspólnie przez wszystkie typy odmienne, powtarzają się we wczesnych przeobrażeniach, jakim podlega każdy nowy osobnik wszelkiego typu. Po uwzględnieniu pewnych wyjątków, dotyczących głównie pasożytów, twierdzenie to uznano za prawo ogólne.

Spodziewać się możemy, iż temu wspólnemu sposobowi rozwijania się organizmów osobniczych odpowiadać będzie równolegle jakaś wspólna metoda rozwoju organizmów społecznych; jakoż oczekiwania nasze okażą się słusznymi.

§ 338. W Pierwszych Zasadach (§§ 149-152), oraz w Zasadach Biologii (§§ 28-79) opisano pierwotne zróżnicowania organiczne, powstające odpowiednio do pierwotnych przeciwieństw tych warunków, w jakich się znajdują części zewnętrzne i wewnętrzne. Pominąwszy stadia wcześniejsze, zwróćmy się tutaj do tych, jakie odsłonią nam wynikłe pod wpływem owych różnic układy narządów w ich postaci prostej.

Skupione jednostki, składające najniższe zwierzę jamochłonne, tak się ułożyły, że istnieje warstwa ich zewnętrzna, wystawiona na bezpośrednie działanie otaczającego środka i jego zaludnienia, oraz wewnętrzna warstwa, ograniczająca jamę trawienia, a wystawiona li tylko na bezpośrednie działanie pokarmów. Z jednostek warstwy zewnętrznej tworzą się owe macki, przy pomocy których zwierzę chwyta małe żyjątka, oraz owe tzw. komórki nitkowate, wyrzucające malutkie narządy obrończe przeciwko napaściom istot większych; tymczasem jednostki warstwy wewnętrznej wydzielają ze siebie rozczyn, służący do przygotowania pokarmu, wchłanianego potem przez nie zarówno dla własnego ich utrzymania, jako też ku pożytkowi jednostek innych. Tutaj więc mamy pierwsze stadium owej zasadniczej a panującej w świecie zwierzęcym odrębności, pomiędzy częściami zewnętrznymi, mającymi do czynienia ze wszystkim tym, co istnieje na zewnątrz - jak ziemia, powietrze, zdobycz, nieprzyjaciele - oraz częściami wewnętrznymi, które na korzyść całego ciała zużytkowują materie odżywcze, zapewnione im przez części zewnętrzne. Wśród wyższych jamochłonnych spostrzegamy pewną komplikację tej sprawy. Zamiast każdej pojedynczej warstwy jednostek spostrzegamy warstwę podwójną, pomiędzy zaś takimi podwójnymi warstwami próżną przestrzeń. Przestrzeń ta, częściowo tylko oddzielona od żołądka u istot tego typu, oddziela się od niego całkowicie u typów wyższych. U tych ostatnich podwójna warstwa zewnętrzna tworzy ścianę ciała; wewnętrzna warstwa podwójna ogranicza jamę trawienia, zaś przestrzeń pomiędzy niemi, zawierająca pokarmy już wchłonięte, stanowi tzw. jamę otrzewną (peri-visceral sac). Jakkolwiek dwie wyżej opisane warstwy proste wraz z odgradzającą je protoplazmą są tylko analogicznymi względem zewnętrznego i wewnętrznego układu zwierząt wyższych, to jednak te dwie warstwy podwójne wraz z oddzielającą je próżnią są już homologicznymi w odniesieniu do zewnętrznego i wewnętrznego układu wyższych zwierząt; w przebiegu ewolucji bowiem podwójna warstwa zewnętrzna daje początek szkieletowi, układowi nerwowo-mięśniowemu, narządom zmysłów, przyrządom ochronnym itp., gdy tymczasem warstwa podwójna wewnętrzna wytwarza kanał odżywczy wraz z licznymi jego organami przydatkowymi, które prawie całkowicie wypełniają jamę ciała.

Wczesne takie stadia zasadniczo podobne do tamtych, spostrzegamy też w ewolucji organizmów społecznych. Kiedy od plemion niższych całkiem niezróżnicowanych, przejdziemy do stojących tuż ponad niemi, znajdujemy tam klasy panów i niewolników panów, którzy jak wojownicy np., wykonywają czynności napadu i obrony, a tym samem szczególnie pozostają w stosunkach z czynnikami zewnętrznymi, i niewolników, którzy pełnią roboty wewnętrzne ku utrzymaniu ogólnemu naprzód swych panów, a następnie i siebie samych. Rzecz jasna, iż przeciwieństwo to, początkowo nie jest dość wyraźne. Tam, gdzie plemię utrzymuje się głównie kosztem zwierząt dzikich, tam jego jednostki panujące, będąc zarazem myśliwymi i bojownikami, pełnią znaczną rolę w sprawie zdobywania żywności; zaś nieliczni jeńcy, jakich dostarcza wojna, stają się pracownikami, wykonywającymi czynności mniej kunsztowne a cięższe w sprawie ogólnego utrzymania. Ale z utrwaleniem się stanu rolniczego, zróżnicowanie staje się bardziej wyczuwalnym. Jakkolwiek członkowie klasy panującej pilnując na polach pracy swych niewolników, łączą się niekiedy z nimi w robocie, to jednak klasa podwładna sama tylko styka się bezpośrednio ze sprawą zdobywania żywności, zaś klasa panująca, bardziej oddalona od tego zajęcia, staje się w stosunku do działań wewnętrznych wyłącznie kierowniczą, gdy tymczasem w stosunku do zewnętrznych działań napadu i obrony pozostaje ona i kierowniczą i wykonawczą. Społeczeństwo złożone w ten sposób z dwóch warstw do siebie przylegających zyskuje jeszcze na złożoności dzięki powstawaniu pewnych stopniować wewnątrz każdej warstwy. Opisana przed chwilą budowa dla pokoleń małych jest wystarczającą; ale tam, gdzie się już potworzyły skupienia pokoleń, nieuchronnie posiadające bardziej rozwinięte urządzenia rządowe i wojownicze, oraz związane z niemi i służące ku ich utrzymaniu a bardziej rozwinięte urządzenia przemysłowe, tam zarówno warstwa wyższa jak i niższa obok pomniejszych różnic miejscowych daje wszędzie początek dodatkowej klasie osobistych adherentów, będących również najczęściej wojownikami; tymczasem klasa niższa poczyna się dzielić na niewolników i wolnych. Rozmaite społeczności Malajopolinezyjskie mogą być właśnie przykładem takiego stadium. Wśród Afrykańczyków Zachodnich, mieszkańców Kongo, Murzynów Nadbrzeżnych i wewnątrz-lądowych znajdujemy zawsze te same podziały ogólne: króla z jego krewniakami, klasę wodzów, lud pospolity i niewolników; z pomiędzy tych wszystkich pierwsze dwie klasy wraz z jednostkami bezpośrednio od nich zależnymi wykonywają zbiorowo czynności społeczne, zaś dwie drugie klasy pełnią te względnie rozdzielne czynności, jakie zapewniają utrzymanie klasom wszystkim.

§ 239. W organizmach zarówno osobniczych jak i społecznych po wzajemnym wyodrębnieniu się układu wewnętrznego i zewnętrznego poczyna się ukazywać układ trzeci, leżący pomiędzy tamtymi dwoma, a ułatwiający ich współdziałanie. Wzajemna zależność części pierwotnie wyodrębnionych każe domyślać się pośrednictwa; toteż w miarę ich rozwoju musi też rozwijać się przyrząd, służący do i wymiany wytworów i wpływów. Jakoż znajdujemy to istotnie.

U zwierząt jamochłonnych, najpierwej tu opisanych, a składających się z warstw wewnętrznej i zewnętrznej tudzież przegradzającej je protoplazmy, materia odżywcza, wchłonięta przez członków warstwy wewnętrznej ze zdobyczy pojmanej za sprawą jednostek zewnętrznej warstwy, prawie bezpośrednio przesyłaną bywa tym ostatnim. Nie tak się wszakże dzieje w typie wyższym. Pomiędzy dwuwarstwową ścianą ciała oraz dwuwarstwową osłoną jamy trawienia mamy tu już wyodrębnioną częściowo jamę otrzewną; ta zaś służy jako zbiornik materiałów przetrawionych, z którego tkanki otaczające czerpią swój zasób przygotowanego dla nich pożywienia. Tutaj więc mamy zaczątek układu rozdzielczego. Na wyższych szczeblach drabiny zwierzęcej, jak np. u mięczaków, owa jama otrzewna, całkiem już odgraniczona, posiada już rozgałęzienia, przebiegające po całym ciele i dowożące żywność do jego głównych narządów; w środkowej zaś części jamy znajduje się rurka kurczliwa, której poruszenia od czasu do czasu powodują nieregularne ruchy płynu odżywczego. Dalsze postępy polegają tu na wydłużaniu się i rozgałęzieniu tejże rurki, aż na koniec, dzieląc się wielokrotnie, staje się ona układem naczyń krwionośnych, zaś część jego środkowa sercem. W miarę postępów tej przemiany, pożywienie czerpane z narządów odżywczych coraz lepiej rozdzielanym bywa pomiędzy organami wewnętrznymi i zewnętrznymi za pośrednictwem naczyń. Oczywistym jest, iż ten układ rozdzielczy powstać musi pomiędzy dwoma dawniej już istniejące mi układami, i że rozgałęziać się on będzie niechybnie w miarę tego, jak części, którym dostarcza materiałów odżywczych stają się bardziej odległymi, liczniejszymi i bardziej złożonemu. Podobnie też dzieje się w społeczeństwach. Typy najniższe nie posiadają żadnych układów rozdzielczych nie masz tam ani dróg, ani handlarzy. Dwie klasy pierwszorzędne przylegają do siebie bezpośrednio. Niewolnicy, będący własnością członków klasy panującej, pozostają z nią w związku tak bezpośrednim, że przenoszenie ich wytworów odbywa się bez pośrednictwa osób trzecich; ponieważ zaś rodziny wystarczają same sobie, nie zachodzi przeto potrzeba pośredników, którzy by dokonywali wymiany produktów pomiędzy rodzinami. Nawet wtedy, gdy owe podziały pierwszorzędne ulegną cząstkowym poddziałom, spostrzegamy, iż dopóki skupienie społeczne jest tylko zbiorem pokoleń z których każde z osobna w łonie swym wykonuje niezbędne prace wytwórcze, dopóty układu rozdzielczego niepodobna prawie zauważyć: przytrafiają się tutaj jedynie przygodne zbiegowiska w celach wymiany. Ale z chwilą, gdy zespalanie się takich pokoleń umożliwi lokalizację rozmaitych rodzajów przemysłu, poczynają się ukazywać urządzenia, mające na celu przenoszenie wyrobów; składają się one już z pojedynczych handlarzy, już z wędrownych kompanij kupców; z utworzeniem zaś dróg wyrastają na zorganizowany układ całościowy, pociągając za sobą rozszerzającą się wszędzie działalność rozdzielczą.

§ 240. Tak więc pomiędzy tymi trzema wielkimi układami, istnieje równoległość. Co większa, w organizmie społecznym powstaje ona w tym samym porządku i z tych samych przyczyn, co i w organizmie jednostki.

Społeczeństwo żyje przyswajając sobie materię z ziemi kopalne materiały budowlane, paliwo itp., materiały roślinne, tkwiące na jej powierzchni, a służące ku pożywieniu i odziewaniu, materiały zwierzęce, wyrabiane z tamtych przy udziale lub bez udziału kierownictwa ludzkiego; najniższa zaś warstwa społeczna jest właśnie tą, która czerpie owe materiały i puszcza je w obieg ogólny wytworów: przy tym wyższą część tej warstwy najniższej stanowią ci, którzy w warsztatach i fabrykach przerabiają niektóre z tych materiałów, zanim dostaną się one spożywcy. Jasnym jest przeto, że klasy oddane pracy ręcznej odgrywają taką samą rolę w sprawie utrzymania społeczeństwa, jak składowe części narządów odżywczych w sprawie utrzymania ciała żyjącego. Nie mniej pewnym jest, że cała klasa ludzi zajętych kupowaniem i sprzedażą wyrobów wszelkiego rodzaju, na wielką i małą skalę, oraz sprawą rozsyłania ich do wszystkich dzielnic, miast i jednostek, po drogach stopniowo się wytwarzających, przez co dają im możność zapełniania braków spowodowanych pracą ich organizmów, że cała ta klasa wraz z owymi drogami, pełniącymi czynność zasadniczo podobną tej, jaką w ciele żywym pełni układ naczyniowy, odpowiada temuż układowi, który do każdego narządu i każdej z jego jednostek składowych doprowadza strumień materiałów odżywczych, odpowiedni do sumy ich działalności. na koniec, równie oczywistym jest, że tak samo jak w ciele żywym mózg, narządy zmysłów i zostające pod ich kierownictwem kończyny, odległe położeniem swym od powierzchni odżywczych, odżywiają się dzięki krętym przewodom układu naczyniowego, tak również /kontrolujące części społeczeństwa, najbardziej odległe od części wytwórczych, otrzymują niezbędne dla siebie zasoby wyrobów spożycia przy pomocy pośrednictwa częstokroć bardzo złożonego.

Obecnie jasnym jest, że porządek ewolucji w obu wypadkach jest nieuchronnie jednaki. Dla stworzenia, bardzo małego, a jednocześnie bardzo bezwładnego, jak np. hydra, wystarcza bezpośrednie przechodzenie żywności od warstwy wewnętrznej ku zewnętrznej za pomocą chłonięcia. Ale w miarę tego, jak części zewnętrzne, stając się bardziej czynnym, więcej się rozszerzają, proste chłonięcie pokarmu z tkanek przyległych nie może już podołać potrzebom organizmu z działalności owej wynikłym; w miarę zaś wzrastania masy, oraz wypływającego stąd większego oddalenia części przygotowujących pokarm od części spożywających, okazuje się potrzeba środków przewozu. Dopóki dwa te układy pierwszorzędne nie wyodrębniły się od siebie, ten trzeci układ nie miał nic do roboty; kiedy zaś powstaną dwa tamte układy, nie mogą się one rozwijać bez odpowiedniego rozwoju tego trzeciego. Podobną też sprawę widzimy w ewolucji społecznej. Tam gdzie istnieją tylko klasy panów i niewolników w bezpośrednim ze sobą zetknięciu, tam nie masz wcale urządzeń służących do przenoszenia wytworów; ale społeczeństwo większe, posiadające takie klasy, które wykonywają rozmaite czynności kierownicze, społeczeństwo mające miejscowości poświęcone rozmaitym rodzajom przemysłu, nie tylko daje u siebie miejsce układowi rozdzielczemu, lecz nadto rosnąć i komplikować się może jedynie pod warunkiem, że i ów układ rozdzielczy odpowiednie będzie robił postępy.

Teraz, zobaczywszy, jakie są stosunki pomiędzy owymi trzema wielkimi układami, możemy śledzić ewolucję każdego z nich z osobna.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009