Herbert Spencer

ROZDZIAŁ VI

WIELOMĘSTWO ( POLIANDRIA )

§ 297. Luźności stosunków płciowych ( promiseuity ) można nadać nazwę nieokreślonego wielomęstwa ( poliandrii ) połączonego z nieokreślone wielożeństwem ( poligamią ); jednym zaś z objawów postępu jest tutaj zmniejszanie się nieokreśloności.

Odnośnie do mieszkańców Ziemi Ognistej, admirał Fitzroy powiada: "Mieliśmy niejakie powody sądzić, iż były partie, żyjące w luźnych stosunkach płciowych — po parę kobiet z wieloma mężczyznami" — stan rzeczy, który można uważać, jako pierwotną luźność stosunków, ograniczoną już nieco. Ale, nie zatrzymując się nad tym twierdzeniem niepewnym, przejdźmy do innych bardziej stanowczych, a dotyczących tego, co można byłoby nazwać połączeniem określonej poliandrii z określoną poligamią. Shortt powiada nam o Todach, że, "jeżeli było czterech lub pięciu braci, z których jednemu wiek pozwalał już żenić się, to żona jego uważa za mężów wszystkich jego braci i, w miarę jak dosięgają oni dojrzałości, poczyna żyć z nimi; albo też, jeżeli żona ma jedną lub więcej sióstr młodszych, to i one z kolei, po dojściu do wieku właściwego, stają się żonami męża lub mężów swojej siostry, a w ten sposób w rodzinie, złożonej z kilku braci może być, stosownie do okoliczności, bądź jedna tylko żona dla nich wszystkich, bądź też kilka; ale, tak czy inaczej, wszyscy oni mieszkają pod jednym dachem i żyją ze sobą w pomieszaniu".

Pokrewny tamtemu porządek rzeczy, jakkolwiek różniący się pod tym względem, że mężowie nie bywają braćmi, istnieje wśród Nairów. Mr. M' Lennan powołuje się na twierdzenia kilku powag, że "Zwyczajem jest, iż jedna kobieta łączy się z dwoma mężczyznami lub z czterema lub może więcej i że żyją ze sobą podług pewnych przepisów". Z twierdzeniem tym zgadza się opowiadanie Hamiltona, który jednak powiada, że kobieta nairska nie może mieć więcej nad dwunastu mężów i że musi ich wybierać z uwzględnieniem pewnych zastrzeżeń, dotyczących stanowiska i kasty. Z drugiej strony, Bachanan utrzymuje, że kobiety po wyjściu za mąż mogą żyć z pewną liczbą, mężczyzn, zachowując tylko pewne przepisy co do plemienia i kasty. Zgodnie z trzema tymi twierdzeniami Hamilton powiada wyraźnie, że "jeden Nair może się znajdywać w kilku kombinacjach małżonków".

Tutaj więc, obok ograniczonej w pewnym stopniu poliandrii ukazuje się poligamia, również w pewnej mierze ograniczona. Na koniec, u nawpółcywilizowanych Tahityjczyków jedna z kilku form stosunków płciowych pokrewną była tamtej. "Jeżeli położenie towarzyskie kobiety było ile tyle wyższym, niż stanowisko jej męża, to mogła ona przybrać sobie tylu innych mężów, ilu jej się podobało", jakkolwiek nominalnie pozostawała żoną. pierwszego.

Od tych postaci rodziny ( jeżeli nazwa ta może się do nich rozciągać ), w których poliandria łączy się z poligamią, przechodzimy do tych, które właściwie podpadają, pod kategorię poliandrii. W jednej z nich mężowie nie są krewnymi, w innej są spokrewnieni, a zwykle bywają braćmi.

§ 298. Widzieliśmy już, że rodziny poliandryczne, niższego, jak się zdaje, typu, zdarzają się wśród plemion, mających również rodziny poligamiczne; jako przykład, przytaczaliśmy: Karaibów, Eskimosów, Waranów. Innego znów przykładu dostarczają wyspiarze aleutsey, będący wielożeńcami, lecz pośród których "kobieta może wejść w podwójny związek małżeński, gdyż posiada prawo wybrania" sobie małżonka dodatkowego. Tubylcy wysp Kanaryjskich uprawiali wielomęstwo, prawdopodobnie typu nie-braterskiego. Kiedy Hiszpanie przybyli do Lanceroty znaleźli tam "pewien zwyczaj bardzo szczególny... Kobieta miała kilku mężów... Małżonek uchodził za takiego jedynie w ciągu jednego obrotu księżyca". Na koniec, do tych przykładów niższej poliandrii, znalezionych przeze mnie wśród moich własnych materiałów, mogę dodać inne jeszcze, przedstawione przez Mr. M' Lennana: wymienia on Knssia'ów oraz kozaków zaporoskich.

Wiele też jest wypadków wyższej formy poliandrii: niekiedy istnieje ona wespół z formą niższą, niekiedy zaś sama. Tennent powiada nam, że "Poliandria panuje w całym wnętrzu Ceylonu, głównie wśród klas bogatszych, gdzie jedna kobieta miewa częstokroć po trzech lub czterech mężów, czasem zaś aż do siedmiu... Pospolicie mężowie należą do jednej jakiejś rodziny, często zaś są braćmi",

Z pomiędzy innych ludów, którym wyraźnie przypisywano zwyczaj poliandrii podobnej Mr. M' Lennan wybiera w Ameryce Awaroów i Maypurów, zaś w Azji — mieszkańców Kaszmiru, Ladafku, Kinaweru, Kistoweru i Sirmoru. W odległej przeszłości istniała ona tam, gdzie dzisiaj jest nieznaną, Bastiat przytacza Strabona, który mówi o plemionach Arabii szczęśliwej, że mężczyźni z jednej rodziny posiadali tam wspólnie jedną. żonę. W Mahabaracie, starożytnej epopei hinduskiej, księżniczkę pewną opisuje się, jako żonę pięciu braci. Na koniec, zdaniem Cezara, poliandria bratnia istnieć miała wśród dawnych Bretończyków.

§ 299. Co też mamy powiedzieć o początku i rozwoju tego typu stosunków domowych?

Jak utrzymywaliśmy wyżej, fakty nie popierają mniemania, iżby stosunki owe wylęgły się z dzieciobójstwa oraz idącego za nim braku kobiet. Widzieliśmy, iż poliandria wie ma przewagi tam, gdzie w obyczaju jest porywanie żon, o którym również mówi się, jako o następstwie braku kobiet; natomiast widzieliśmy, że w takich razach rzeczą bardziej zwykłą jest poligamia. Widzieliśmy również, że często współistnienie poliandrii obok poligamii zadaje kłam mniemaniu, iż wypłynęła ona z nadmiaru mężczyzn... Prawda, o Todach Czytamy, iż dzięki "wielkiemu brakowi kobiet w tym plemieniu, zdarza się częściej, iż jedna kobieta bywa żoną kilku mężów". Ale przeciwko temu można przytoczyć przykład wysp tahityjskich, gdzie niema żadnego powodu podejrzewać braku kobiet, a gdzie poliandria w połączeniu z poligamią istniała wespół z innymi luźnymi stosunkami płci — gdzie "bracia, lub członkowie jakiejś rodziny niekiedy zamieniali ze sobą, żony, gdy tymczasem żona każdego mężczyzny bywała zarazem żoną jego taio czyli przyjaciela".

Nadto, jak sądzę, nie możemy przypisywać początku poliandrii ubóstwu; jakkolwiek, w wypadkach niektórych, ubóstwo mogło być przyczyną jej dalszego trwania i upowszechniania się. Znajdujemy ją pospolicie wśród pewnych społeczności, mających się stosunkowo dobrze; jakkolwiek zaś, w pewnych razach bywa ona cechą klas biedniejszych, to jednak niekiedy bywa na odwrót. Przytoczony już wyżej Tennent powiada nam, że na Ceylonie poliandria "panuje głównie wśród klas bogatszych"; co każe domyślać się, że ponieważ w klasach uboższych każdy mężczyzna ma pospolicie jedną żonę, jeśli nie więcej, tedy przyczyną, poliandrii nie jest ani brak kobiet, ani też brak środków utrzymania żony.

Zgodnie z wypowiedzianym już wnioskiem, musimy raczej uważać poliandrię, jako pewien rodzaj stosunków małżeńskich, wyłaniających z pierwotnego stanu nieładu, jako rodzaj stosunków, który się ostał tam, gdzie współzawodniczące z nim rodzaje inne, z powodu warunków nieprzyjaznych, nie mogły go wyplenić.

§ 300. Kiedy od owej postaci wielomęstwa, nie o wiele przewyższającej luźność stosunków pierwotnych, gdzie jedna kobieta ma kilku niespokrewnionych ze sobą mężów, zaś jeden mężczyzna posiada kilka innych żon, również nie połączonych wspólnością, krwi — przejdziemy do takiej formy, gdzie kilku niespokrewnionych mężczyzn posiada jedną tylko żonę, dalej — do takiej formy, w której mężowie są już sobie krewnymi, ostatecznie zaś do formy, w której mogą być nimi tylko bracia, to w pochodzie tym zdążamy za postępem urządzeń rodzinnych. Napomykałem już o tym, że Mr. M' Lennan wykazał rozmaite wyniki owego postępu.

Gdzie, tak jak u Nairów, każda kobieta posiada kilku niespokrewnionych mężów, zaś każdy mąż kilka niespokrewnionych żon, tam nie tylko krew ojca znaną nie jest, ale nadto dzieci takiego mężczyzny rozsiane są w kilku domostwach. Obok tego faktu, że jedynym pokrewieństwem znanym jest wówczas pokrewieństwo przez kobiety, mamy tu jeszcze drugi fakt, że interes rodzinny każdego mężczyzny, nieograniczony do danej grupy dzieci, niknie wskutek owego ich rozproszenia. Ponieważ jedynie krewni matki znajdują się w skupieniu, zaś ojca krewni są rozproszeni, przeto więzy rodzinne nie o wiele tu są silniejsze od tych, jakie towarzyszyły pierwotnym stosunkom luźnym. Jedynymi z pomiędzy znanych krewnych każdego mężczyzny są, oprócz jego matki, przyrodni bracia i siostry oraz dzieci jego sióstr przyrodnich.

Tam gdzie niespokrownieni mężowie posiadają wespół jedną tylko żonę oraz gdzie ich dzieci, jakkolwiek nie związane pokrewieństwem z żadnym z ojców w szczególności, tworzą jednak pewną odrębną grupę domową, tam istnieje już pewna atmosfera, sprzyjająca powstawaniu uczuć ojcowskich. Każdemu z mężów zależy na wychowaniu potomstwa, wśród którego, być może, a nawet prawdopodobnie znajduje się jego własne dziecko — o czym zresztą niekiedy wnioskować można już z podobieństwa dziecka, już, opierając się na twierdzeniach jego matki. Jakkolwiek pokrewieństwo stanowczo wiadome pozostaje tutaj takim samym, jakim było w wypadku ostatnim, to jednak spostrzegamy już pewien postęp w wytwarzaniu się grup domowych.

Na koniec, jak to zaznacza Mr. M'Lennan, tam gdzie mężowie są braćmi, dzieci posiadają krew wiadomą, zarówno w linii męskiej, jak i żeńskiej. Każdy z mężów wie o tym iż dany chłopczyk lub dziewczynka jest, jeżeli nie synem jego lub córką, to przynajmniej synowcem lub synowicą. Utrwalenie rodowodu ze stron obydwóch umacnia oczywiście związek rodzinny. Oprócz ściślejszej spójni w każdej grupie pojedynczej, ukazuje się teraz nadto, z biegiem pokoleń, zespolenie grup wielu nie tylko ze strony żeńskiej, ale i z męskiej. Takie zaś rozgałęzienie więzów rodzinnych staje się pierwiastkiem siły społeczeństwa * ).

Tak więc, podobnie jak, przechodząc od stosunków luźnych do poliandrii, posuwamy się ku bardziej spójnym i określonym stosunkom domowym, tak również w takim samym zdążamy kierunku, gdy przechodzimy od niższych form wielomęstwa do wyższych.

§ 301. Co też powiedzieć mamy o poliandrii pod względem wpływów jej na sprawy samo zachowania społeczeństwa, wychowania potomstwa i życia osobników dojrzałych? Niektórzy ze świadków, miewających dobrą, sposobność osądzenia rzeczy, utrzymują, iż w pewnych miejscowościach poliandria bywa pożyteczną. Zdawałoby się, że tak samo jak istnieją siedziby, w których utrzymywać się mogą tylko niższe formy zwierząt, tak samo też w społeczeństwach, podległych pewnym warunkom fizycznym, ostają się tylko pewne niższe formy życia domowego, gdyż one jedynie okazują, się w praktyce możliwymi.

Mr. Wilson, w dziele swem The Abode of Snow, rozważając poliandrię tybetańską, pod względem jej przystosowawczości do niepłodnej okolic Himalajów, powiada: "Wśród ludności spostrzegać się daje większy popęd rozrodczy, niż zdolność wytwarzania żywności;

 

-----------------------------------------

(1) Właściwym będzie zaznaczyć tutaj, że żadna poliandria braterska nie odtwarza wiernie faktycznego stanu rzeczy i że w istocie instytucja taka nie istnieje. Poliandria, ściśle braterska, kazałaby domyślać się, że wszyscy mężowie pochodzą ze związku monogamicznego, gdyż wówczas jedynie byliby oni braćmi w całym znaczeniu tego słowa, W społeczeństwie poliandrycznym tak zwani bracia, będący mężami jednej kobiety, są potomkami jednej matki oraz ojców, którzy byli braćmi ze strony macierzystej i nieco mniej niż przyrodnimi ze strony ojców. Tak zwani więc bracia są czymś nieco więcej, niż przyrodnimi. Zastrzeżenie to wszakże nie obala twierdzenia, że ojcowska krew dzieci jest tutaj wiadomą.

trudno też byłoby znaleźć wiele środków skrępowania owego popędu lepszych, nad tybetański system poliandrii — w połączeniu z instytucją klasztorów Lamy i jego przytułków mniszych. Bardzo prawdopodobne jest, iż nigdy nie urządzano się w ten sposób z całą świadomością i że taki porządek jest następstwem jakiegoś bardzo niskiego stanu uspołecznienia; ale we wszelkich wypadkach musiano znajdywać, że jest on bardzo pożytecznym w sprawie tłumienia wzrostu ludności wśród — tak trafnie przez Kreppeno ochrzczonych — śnieżnych krajów Azji. Gdyby ludność wzrosła tam w takim np. stosunku, jak w Anglii w ciągu ostatniego stulecia, następstwa tego byłyby straszne bądź dla Tybetańczyków bądź dla ich sąsiadów najbliższych. Obecnie, każdy prawie w Himalajach posiada albo dom i kawał ziemi na własność, albo też domostwo i grunt dzierżawne, gdzie znajduje osłonę i utrzymanie... Zdziwiony byłem nieco znalazłszy, iż jeden z misjonarzy morawskich bronił wielomęstwa Tybetańczyków — nie jako czegoś takiego, co może być zależnym w ogóle albo cierpiałem wśród chrześcijan, ale jako rzeczy dobrej dla pogańskich mieszkańców krainy tak niepłodnej. Wyznając ten pogląd opierał się on na tym, że ludność zbyt obfita w kraju nieżyznym musi być wielką klęską i wywoła "wiekuistą wojnę lub wiekuistą nędzę". Taurner wyraził też pogląd podobny".

Co do wpływu poliandrii na dobrobyt potomstwa, to pod tym względem nie znajduję oświadczeń wyraźnych. Jeżeli jednak jest prawdą, że w siedzibie tak niepłodnej pożyteczną bywa ta postać małżeństwa, która dąży do skrępowania rozrostu ludności, to domyślnym tego wywodem jest to, że dzieciom w związkach poliandrycznych dzieje się, pod względem cielesnym lepiej, niż byłoby się działo przy monogamii: ponieważ lepiej są karmione i odziewane, przeto śmiertelność wśród nich jest mniejsza, zaś wzrost ich — silniejszy. Co do wpływów duchowych, towarzyszących takiemu stanowi rzeczy, to możemy tylko podejrzewać, że ścieranie się władzy rodzicielskiej oraz brak wyraźnego ojcostwa muszą pociągać za sobą wiele złego. Życie ludzi dojrzałych nie cierpi na istnieniu poliandrii tak bardzo, jakby się można było tego spodziewać. Mr. Wilson powiada: "W pierwotnym i nie zbyt utrwalonym stanie społeczeństwa, kiedy główny członek rodziny odwoływanym bywa bądź z powodu długich podróży kupieckich, bądź na dwór królewski, bądź też na wojnę — dobrze jest jeżeli może on pozostawić w domu na swoim miejscu krewniaka, którego interesy związane są z jego własnymi. Mr. Talboya Wheeler napomyka, że wielomęstwo powstało wśród plemion pastuszych, gdzie mężowie w danym czasie przez całe miesiące nieobecnymi bywali w domu i gdzie obowiązek strzeżenia ich rodzin brali na siebie kolejno bracia. System niewątpliwie odpowiada takiemu celowi; nie widziałem też nigdy wypadku, aby żona w poliandrii żyjąca, pozbawioną była towarzystwa przynajmniej jednego ze swych mężów". Przytacza on również zdanie Tuurnera: "Wpływ tego urządzenia na obyczaje ludności, o ile tylko wyśledzić mogłem, nie był nieprzyjazny... Z przywilejem nieskrępowanej wolności w kobiecie łączy się tutaj charakter pani domu ( rodziny, ) oraz towarzyszki mężów; ( dodaje też ) lecz aby ponętny obraz nie skaził niektórych z pań energicznych ( w Ameryce ) do krzątania się na korzyść poliandrii na Zachodzie, dodać muszę, iż uwagę moją uderzyła ta oto okoliczność, że posiadanie wielu mężów czasem równało się tylko posiadaniu wielu panów oraz większych trudów i kłopotów".

Na koniec, podobnie też w sprawozdaniach misji tybetańskiej, Mr. Georgea Bogle'a z czasów Warrena Hastingsa, czytamy: "Jednoczą, się oni razem w małżeństwa jak kupcy w handlu. Związki zaś takie nie wywołują, częstych objawów zazdrości pomiędzy stowarzyszonymi. Mało są oni skłonnymi do tego. Co prawda, wynikają, czasem spory o dzieci z danego małżeństwa, ale rozstrzyga się to bądź przez porównywanie rysów twarzy dziecka z rysami jego różnych ojców, albo też pozostawia się tę sprawę orzeczeniu matki".

§ 302. Skoro się zapatrujemy na poliandrię, jako na jedno z kilku urządzeń matrymonialnych, wylęgłe śród społeczeństw najwcześniejszych niezależnie, wtedy nie możemy objaśniać jej upadku w taki sam sposób, jak to uczynilibyśmy, uważając ją za jedną z form przejściowych, jaką przebywała każda rasa — przypuszczenie, zdaje się, Mr. M'Lennana.

Na jedną z podawanych przez niego przyczyn upadku poliandryi możemy, co prawda, przystać. Zamacza on, iż, w wypadkach niektórych, np. wśród Kandyjczyków, wódz ma żonę tylko dla siebie, chociaż ludzie, stojący niżej, żyją, w poliandrii; za czasów też Horacego delia Penna podobna różnica istniała również w Tybecie: powiada on, iż "poliandria przytrafiała się nadto wśród ludzi "szlachetnych" albo też zamożnych, którzy brali dla siebie po jednej żonie, czasem zaś, ale rzadko, więcej''. Stąd też wraz z Mr. M' Lennanem możemy wywnioskować, że skoro we wszystkich społecznościach zwyczaje pewne upowszechniają się od góry ku dołowi, to, gdy tylko okoliczności pozwolą, naśladownictwo dąży do zastąpienia poliandrii przez monogonię. Ale Mr. M' Lennan, nie bacząc na takie wymieranie form niższych wobec wyższej, jako na jedyną przyczynę zjawiska, twierdzi, że formy wyższe powstają również za sprawą, przeobrażania się niższych. Biorąc za wzór poliandrię Ladaku, gdzie pierwszeństwo posiada brat najstarszy i gdzie po jego śmierci "własność jego, władza i wdowa przechodzą do młodszego z kolei" ( str. 199 ) spokrewnią on z tym urządzenia dawnych Hebrajczyków, gdzie "Levir nie miał innego wyboru jeno wziąć wdowę ( swego brata ); zaprawdę była ona jego żoną bez wszelkiej formy małżeństwa" ( 203 ). Na koniec, wnioskuje stąd, że poligamia i monogamia, jakie istniały wśród Hebrajczyków, przechodziły przez poliandrię; powiada on: "Niepodobna nie wierzyć, żeśmy przedstawili tu sobie kolejne stadia upadku tej samej instytucji pierwiastkowej; niepodobna nie dopatrzyć się w różnych jej fazach związku jej z tym, co, jakeśmy widzieli, upowszechnione było w Ladaku; niepodobna nie widzieć, iż pierwiastkowo przedstawiała ona prawo dziedziczenia, lub też równoważnik takiego prawa, wylęgły ze zwyczaju poliandrii" l( str. 203 — 4 ).

Zdaje mi się jednak, iż w obyczajach ludów pierwotnych można z łatwością, znaleźć inne, o wiele bardziej naturalne objaśnienia tej sprawy. Ponieważ we wczesnych ustrojach społecznych żony uważane były jako własność, przeto dziedziczono je w taki sam sposób, jak i inne rodzaje własności. Kiedy czytamy, że wśród "Bellabollahów ( Haidahowie ) żona zmarłego przeniesioną zostaje do haremu jego brata", że pośród Zulów "wdowa przeniesioną zostaje do brata zmarłego jej męża"; że u Damarczyków "kiedy umiera wódz, pozostające przy życiu żony jego oddanymi zostają jego bratu lub najbliższemu z jego krewnych", wówczas rodzi się u nas podejrzenie, że wzięcie na własność żony brata niema nic wspólnego z poliandrią. Podejrzenie to umacnia się w nas, gdy znajdziemy, że w Kongo "jeśli było trzech braci, a jeden z nich umarł, to dwaj pozostali dzielą pomiędzy siebie jego współtowarzyszki"; gdy znajdziemy, że na Samoa "brat zmarłego męża uważał siebie za uprawnionego do posiadania jego żony"; gdy się dowiemy dalej, że w starożytnym Vera Paz "brat zmarłego zaraz brał ją ( wdowę ) za żonę" nawet wtedy gdy był żonatym, jeżeli zaś tego nie uczynił, inny krewny miał do niej prawo''. Fakty te domyślać się każą, że tam, gdzie żony uważano po prostu za przedmiot pewnej wartości ( zazwyczaj kupowany ), tam odziedziczenie ich przez mężowskich braci ukazuje się obok prawa dziedziczenia w ogóle. Jeżeli zaś potrzeba dowodów dalszych, to mogę przytoczyć ten, że w wielu miejscowościach żony ojca branymi bywają w spadku. Thomson powiada, że wśród Nowo Zelandczyków, "żony ojca przechodziły do jego synów, zaś żony zmarłego brata do braci żyjących". O Miszmiach Rowlatt twierdzi, że "kiedy mężczyzna umiera albo starzeje się, żony, obyczajem tego ludu rozdzielonymi zostają pomiędzy jego synów, którzy je biorą, w małżeństwo". Torquemada wspomina o prowincjach Meksyku, w którym synowie odziedziczali te z pomiędzy żon swoich ojców, które jeszcze nie były rodziły synów zmarłemu. Burton w pracy swej, Abeokuta, utrzymuje, że wśród Egbaów "syn dziedziczy wszystkie żony ojca, z wyjątkiem własnej swej matki". Dowiadujemy się z Rosmana, że na Pobrzeżu Niewolniczem "ze śmiercią, ojca syn najstarszy odziedzicza nie tylko całe jego mienie i bydło, ale i jego żony... z wyjątkiem własnej swej matki". Nakoniec, w Dahomeju najstarszy syn króla "dziedziczy żony zmarłego i czyni je swojemi żonami, z wyjątkiem, jużci tej, która porodziła jego samego".

Nie możemy tedy przypuścić, że zwyczaj żenienia się z żoną nieboszczyka brata każe przypuszczać uprzednie istnienie poliandrii; nie możemy też zgodzić się na wniosek, że z rozkładającego się wielomęstwa wyszły wyższe formy małżeńskiego pożycia.

§ 303. Rozważając rozmaite postacie poliandrii, jako typy stosunków domowych, wylęgłe dzięki stopniowemu ograniczaniu pierwotnej luźności, musimy powiedzieć, że rozwijały się one, ostawały się lub zanikały w tym lub innym społeczeństwie — odpowiednio do oddziaływania ogółu warunków. Prawdopodobnie, w wypadkach niektórych, poliandria niższa nie bywała rugowana przez wyższą, gdyż jeszcze obie nie zdążyły rozpocząć ze sobą zapasów, kiedy już dawały się uczuć dobre następstwa formy wyższej. W walce z poligamią, i monogamią poliandria mogła miewać niekiedy przewagę — z powodów przytoczonych wyżej: rodziny poli- i monogamiczne wymierały wskutek stosunkowo gorszego odżywiania się ich dzieci.

Z drugiej strony, takie wpływy, jak np. te które w pewnych miejscowościach zapewniały przewagę wyższym formom poliandrii nad niższymi, musiały znów w miejscach innych dążyć do całkowitego jej zniesienia. Z wyjątkiem tych krajów, gdzie wielkie ubóstwo zapasów żywności na przestrzeniach znacznych czyniło wzrost ludności szkodliwym, społeczeństwa poliandryczne, wytwarzające mało jednostek zdatnych do obrony i napadu, ustępowały naturalnie wszędzie wobec społeczeństw, posiadających urządzenia rodzinne, bardziej przyjazne powiększaniu się ludności. Taką, jest prawdopodobnie przyczyna, dla której wielomęstwo, niegdyś pospolite, stało się względnie rzadkim. Wobec innych warunków jednakich, ten niższy typ rodziny ustępował przed wyższymi typami — zarówno dla swojej mniejszej płodności, jak również z powodu słabszej spójni rodzinnej i wynikającej stąd społecznej.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009