Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ VII

Podbój i różnoplemienność

Jeżeli niepohamowana żądza dobrobytu, niemogąca być zaspokojoną bez wyzysku obcej pracy ludzkiej na swoje korzyść, wiedzie ludzi do gwałtów i podbojów: to są jednak pewne równie głęboko w duszę ludzką wszczepione instynkty i właściwości, które sprawiają, że te gwałty i podboje wykonywane są zawsze tylko przeciwko ludziom różnoplemiennym. Albowiem, obok popędu samozachowawczości i żądzy dobrobytu^ tkwi głęboko w człowieku najdzikszym pewne współczucie dla „swoich", uczucie pobratymstwa dla członków tej samej współrodnej grupy. A jeżeli w człowieku dzikim szukamy śladów człowieczeństwa, obok miłości matek do dziatwy, niebędącej jednak wyłącznym przymiotem ludzi, bo ją i w zwierzętach napotykamy, znajdujemy tylko żywsze uczucie przynależności do grupy współrodnej i płynącą stąd pewną solidarność członków tej grupy między sobą. Stąd pochodzi, że ów gwałt i podbój nie zwraca się nigdy przeciw współrodnym, ale zawsze tylko przeciwko obcym. Natomiast zdaje się, jakoby natura sama, chcąc ułatwić ludziom ten pierwszy nieludzki krok ku wszelkiemu rozwojowi społecznemu, uczyniła ich nie tylko obojętnymi na cierpienia i męki obcych, ale nawet wszczepiła w ich duszę brutalną nienawiść i pogardę dla tych „obcych", nie należących do ich hordy, tak że wszelkie okrucieństwa przeciwko nim, będące najczęściej nieuniknionymi środkami podboju, popełniane bywają nie tylko z nieczułością zwierzęcą ale nawet z uniesieniem „patriotycznym". Tak więc naturalne usposobienie ludzi, czyniące ich czułymi na cierpienia „swoich", a nieczułymi na cierpienia „obcych", daje instynktom gwałtownym i podbojom zawsze kierunek na zewnątrz przeciwko grupom obcym, różnoplemiennym. Stąd to pochodzi i tak sobie wytłumaczyć jedynie możemy, że wszelkie ustroje państwowe powstają przez gwałty i podboje, przez podbijanie jednych grup przez drugie, że zatem wszelkie ustroje państwowe już w najpierwotniejszych czasach iw zarodowych swych formach zawsze przedstawiają zlewek przynajmniej dwóch różnorodnych żywiołów etnicznych, z których jeden staje się panującym, a drugi opanowanym.

Można by powiedzieć, że natura sama zamierzyła takie a nie inne powstanie państw. Skazała ona bowiem człowieka na usługi innych ludzi, uniemożliwiając mu dojście do dobrobytu i do wygodnego życia, do którego pcha go niepohamowana żądza, samą tylko własną pracą. Te zaś usługi, których od innych ludzi potrzebuje, są tym cięższe, im pierwotniejszym jest stan kultury. Nałożeniu tych ciężkich usług ludziom współrodnym sprzeciwiało się zawsze uczucie pokrewieństwa i pobratymstwa. Nie pozostawało nic innego jak szukanie sobie „bydła roboczego" między obcymi, a środkiem do pozyskania takiego „bydła "roboczego" był gwałt i podbój. Tak więc natura sama nie tylko wskazywała ale pchała plemiona ludzkie na jedyną możliwą drogę rozwoju społecznego, na drogę ujarzmienia obcych plemion i szczepów i zaprowadzenia za pomocą panowania przymusowego podziału pracy, będącego zawsze i wszędzie pierwszym warunkiem wszelkiego postępu, wszelkiej kultury. Stąd też pochodzi, że nie tylko w pierwotnych czasach, kiedy ród ludzki składał się z niezliczonej ilości różnorodnych plemion i szczepów, bezustanne toczyły się walki między tymi oddzielnymi grupami, mające za rezultat związki przymusowe różnorodnych żywiołów w ustroje państwowe, ale nawet do dziś dnia treścią dziejów ludzkich są bezustanne walki i wojny, których celem zawsze jest podbicie i ujarzmienie lub wyzysk w innych formach, jednych ustrojów społecznych przez drugiej.

Te podboje nie zależą: ani od woli jednostek, ani nawet od woli zbiorowej grup społecznych, jakby się to zdawać mogło. Popęd samozachowawczości i niepohamowana żądza dobrobytu, nieprzezwyciężoną siłą pcha jednych do wyzyskiwania drugich. Jest to jedno z zasadniczych, może najbardziej zasadnicze prawo socjologiczne, które się objawia zawsze i wszędzie w życiu społeczeństw; a cały szereg praw socjologicznych jest tylko koniecznym następstwem tego jednego prawa. I tak np. jeżeli szczep zdobywczy natrafia na ludność, którą wprawdzie chwilowo może poskromić, ale której do stałego poddaństwa i spokojnej pracy niewolniczej skłonić nie może, a która trwa w nieprzyjaźni i oporze przeciw zdobywcom, nie mogąc ich jednak odeprzeć: w takim razie zdobywcom nie pozostaje nic innego jak ludność tę ze szczętem wytępić. Tu nie pomaga żadna refleksja moralna, żadna religia nakazująca miłość bliźniego. Indianie amerykańscy w przeważającej części byli wojowniczymi i dumnymi; nie potrafili oni odeprzeć chrześcijańskich zdobywców, ale nigdy i nigdzie nie dali się użyć do pracy niewolniczej. Cóż stać się musiało? Pomimo że zdobywcy europejscy wyznawali wiarę chrystusową, nakazującą miłość bliźniego i zakazującą przelewu krwi niewinnej, tępili oni Indian ogniem i mieczem, tak że dzisiaj szczepy te są bliskie zupełnego wyginięcia. Natomiast Murzyni afrykańscy są ludźmi dającymi się użyć do pracy niewolniczej; tych więc sprowadzano z Afryki do Ameryki, gdzie się do dziś dnia, dzięki użyteczności swej, mnożą i stanowią szeroką podstawę ludności robotniczej. Podobnie się ma dzisiaj z autochtonami australijskimi, którzy się nie dają przez europejczyków „cywilizować", to znaczy używać do pracy niewolniczej i na których zatem przybysze z Europy polują jak na dzikie zwierzęta. Czy europejczycy jednak mogliby sobie inaczej postąpić z takimi szczepami? Trudno to sobie wyobrazić. Położenie bowiem wzajemne, dwóch różnorodnych plemion, z których jedno nie może dojść do pokojowego wyzysku drugiego, jest podobnym do położenia dwóch rozbitków, którzy chwycili się dla ratunku płynącej na morzu deski mogącej utrzymać tylko jednego z nich. Cóż w takim razie nastąpić musi? Silniejszy zepchnie słabszego do wody. Czyn ten popełni on pod naciskiem niepohamowanego popędu zachowawczego. O wolnej woli mówić tu nie można: przepisy moralności w takiej sytuacji tracą siłę i wpływ na człowieka. W działaniu jego objawia się prawo naturalne. Takie samo prawo pcha jedne szczepy do wypraw wojennych przeciwko drugim; od chwili zaś zderzenia się, dalszy rozwój ich stosunku zawisł od czynników takich jak: siły wzajemne, potrzeby gospodarcze, będące wynikiem klimatu i urodzajności gleby, tryb życia, do którego przywykły, większa lub mniejsza łatwość przyjęcia innego trybu życia, nareszcie łączenie się wzajemnie różnych szczepów w celu zwalczenia innych itp. Od takich jedynie czynników, wpływających niezłomnie na postanowienia i działania grup społecznych, zależą dalsze losy ustrojów społecznych, powstałych przez pierwsze zderzenie się i złączenie różnorodnych żywiołów.

dr Kamil M. Kaczmarek 27 07 2011