Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ XX

Wzrost państw

Semper Augustus, po wszystkie czasy mnożyciel władzy,—oto tytuły rzymskich i niemieckich cesarzy. W tytułach tych objawia się instynktowe zdrowe pojęcie natury pań- twa. Najnaturalniejszą bowiem tendencją każdego państwa (którego uosobieniem niejako jest monarcha) jest ciągłe bezustanne zwiększanie władzy swej, a zatem tak zasobów swych materialnych jak i obrębu swego terytorialnego.

Tendencją ta przeszła na państwo w dziedzictwie od najdawniejszej jego poprzedniczki, od pierwotnej hordy; jest ona najnaturalniejszą tendencją wszelkiej zbiorowości społecznej.

Horda koczująca objawia ją przez rabunek i zabieranie w niewolę obcoszczepowych. Od chwili obrania sobie stałych siedlisk, tendencją ta w dwóch tylko formach objawić się może, a mianowicie albo w wyprawach wojennych mających na celu rabunek, łup, nałożenie haraczu lub kontrybucji, albo w formie przyłączenia obcego kraju do własnych siedlisk (aneksja).

Ponieważ ta ostatnia forma jest najskuteczniejszym i najpopłatniejszym objawem owej tendencji zwiększania władzy, dlatego też jest najczęstszą i najważniejszą formą, pod którą odbywa się zwiększanie władzy i rozwój.

Powiększanie terytorium państwa przez aneksje—oto wielkie prawidło historyczne, według którego odbywa się rozwój państw.

Wszystkie wielkie państwa, dziś istniejące, tym sposobem wzrosły. A dodać trzeba, że państwa tendencję tę żywią, za popędem tym idą tak długo, jak tylko mogą, dopóki siła wewnętrzna lub okoliczności zewnętrzne na to pozwalają. Oczywista jednak, że musi być naturalna granica, przy której siła wewnętrzna się wyczerpuje albo zewnętrzne okoliczności dalszemu powiększaniu nieprzebytą przeciwstawiają tamę; bo inaczej cały świat dawno już musiałby być jednym państwem, do czego nigdy jeszcze nie przyszło, ani też z wielu przyczyn nigdy przyjść nie może.

Otóż pierwszym warunkiem, który nowozałożone państwo spełnić musi w celu urzeczywistnienia owej naturalnej tendencji, jest ustalenie i ubezpieczenie panowania na wewnątrz. Dopóki organizacja panowania wewnątrz państwa nie jest jeszcze silnie ugruntowaną, dopóki między panującymi a opanowanymi nie wytworzyły się jeszcze silniejsze węzły wzajemnego interesu i wspólnego przywiązania do państwa, dopóty panujący nie mogą jeszcze myśleć ani o wyprawach na zewnątrz, ani o powiększeniu terytorialnym państwa. Jeżeli zaś pomimo wewnętrznej niepewności, panujący puszczają się na zewnętrzne wyprawy, to ryzykują przy tym panowanie swoje wewnątrz państwa. Historia wiele podobnych podaje nam przykładów. Dopiero, jeżeli różnorodne żywioły społeczne państwa za pomocą silnej i rozumnej organizacji i za pomocą silnych interesów wspólnych wszystkim kołom społecznym zlały się w jedno wielkie społeczeństwo państwowe, tak, że na zewnątrz, przynajmniej wobec innych ustrojów społecznych stanowi jedne całość społeczną, jednolity ustrój społeczny; wtedy klasy panujące myśleć mogą i według prawa naturalnego myślą o powiększeniu państwa na zewnątrz. Stąd wynika zawsze i wszędzie powtarzająca się forma działania i postępowania państw, którą wyrazić możemy jako prawo społeczne, opiewające, że: możność działania państwa na zewnątrz wzrasta w miarę dokonywającego się wewnętrznego procesu asymilacyjnego społecznych jego żywiołów. Ponieważ jednak każdy nowy podbój, każda nowa aneksja wprowadza w ustrój państwowy nowy żywioł, który również dopiero musi być zasymilowany z resztą społeczeństwa państwowego, jeżeli nie ma być przeszkodą dalszej akcji na zewnątrz: wynika stąd, że nowe podboje i aneksje mogą być podejmowane skutecznie tylko w miarę, o ile dawniejsze podbite i przyłączone żywioły zlały się z całością państwa.

Zdrowym instynktem prawa te społeczne odgadując, mężowie stanu i dyplomaci wszystkich czasów i krajów upatrywali w niezgodzie wewnętrznej i wojnach domowych sąsiednich państw ubezpieczenie i pewność własnego kraju, jakkolwiek bywają i wypadki, gdzie mniejszej wagi spory wewnętrzne mogą być zażegnane wielką i obiecującą wielkie korzyści akcją na zewnątrz.

W każdym jednak razie, w chwili ustalonego pokoju wewnętrznego każde państwo zna tylko jeden cel: powiększenie i wzrost na zewnątrz. Dążenie to jest koniecznym z natury państwa płynącym: żadne państwo w odpowiednich warunkach zewnętrznych tej dążności wyrzec się nie może, choćby sam anioł pokoju zasiadał na jego tronie.

"Rodzaj i sposób, w jaki dążność ta się objawia, zależą najzupełniej od okoliczności zewnętrznych; dążność zaś sama jest tak nieunikniona i niepohamowana, że wobec niekorzystnych okoliczności zewnętrznych, każde państwo szuka wiecznie tylko nowych dróg i środków, aby zewnętrzne przeszkody wprowadzenia w czyn dążności tej przezwyciężyć lub obejść.

Dopóki więc, dajmy na to, państwo silne znajduje się wśród słabszych sąsiadów, dopóty prowadzić ono będzie po prostu politykę zdobywczą, aneksyjną aż do granic-możliwości, jak to np. niegdyś Rzym czynił we Włoszech, jak dzisiaj czynią państwa silniejsze sąsiadujące z ludnościami znajdującymi się na pierwotniejszym jeszcze szczeblu rozwoju.

Jeżeli zaś na około państwa utworzyło się kilka państw równych mu siłą i potęgą, tak, że o podbiciu i ujarzmieniu któregokolwiek z nich myśleć nie może, wtedy niechybnie będzie się ono starało o zawarcie przymierza i sojuszu z jednym lub drugiem z tych sąsiednich państw, aby w połączeniu z niem rzucić się na jedno z odosobnionych i zgnieść je połączonymi siłami. Żadna moralność osobista mężów stanu, władców i dyplomatów nie paraliżowała nigdy takiego postępowania; historycy zaś pełni są podziwu dla sztuki dyplomatycznej, która równie silnego sąsiada z którym samemu wojny podjąć nie można, obsacza sprzymierzonymi sąsiadami, by go łatwiej rozszarpać i łupem się podzielić. Przymierza takie, które moralność indywidualna potępić by musiała, są na porządku dziennym historii; zawieranie ich coraz to w nowych kombinacjach, choć zawsze w tym samym celu wyzysku odosobnionego przeciwnika, są chlebem powszednim dyplomacji europejskiej i pozaeuropejskiej.

Subiektywne zapatrywania i usposobienia dyplomatów nic tu nie znaczą. Sytuacje polityczne jedynie rozstrzygają: one to zniewalają jednostki, one rządzą ludźmi, w nich zaś włada prawo natury. Jeżeli sytuacja polityczna sprzyja wykonaniu zamachu na sąsiada, wnet jakby jakaś demoniczna władza pcha ludzi i Społeczeństwa do korzystania ze sposobności, umysł zaś ludzki wynajdzie wnet jakieś powody i przyczyny, które zdają się pochodzić z wolnego namysłu, ale w gruncie rzeczy są tylko przystosowaniem sposobu myślenia do sytuacji zewnętrznej.

Niechaj jakieś słabe państwo, nieobwarowane odpowiednimi przymierzami, znajdzie się wśród kilku silniejszych, wtedy przymierze silniejszych sąsiadów w celu rozdziału słabego państwa między siebie będzie rzeczą nieuchronną. Takie zdarzenia następują z koniecznością zjawisk naturalnych, wynikających ze współdziałania ślepych sił natury. Różnica jest tylko ta, że do tych zdarzeń społecznych przyczyniają się bezpośrednio ludzie, którym się zdaje, że współdziałanie ich następuje z własnej wolnej woli. Dlatego też inni znów ludzie, świadkowie tych zdarzeń lub historycy i potomność sądzą zdarzenia te jako czyny ludzkie i mierzą je miarą osobistej moralności, nazywają tę wojnę niesprawiedliwą, ów podbój dobroczynnym, tę aneksją słuszną, a tamten rozdział państwa zbrodnią itp. Tym samym prawem można by zbrodnią nazwać trzęsienie ziemi, przy którym tysiące ludzi ginie, i oburzać się na wylewy, które niszczą żniwa całego kraju. Różnica między owymi zdarzeniami społecznymi a tymi katastrofami elementarnymi jest tylko ta, że sprawców tamtych widzimy i znamy, gdy tymczasem sprawców tych katastrof nie znamy i nie widzimy.

Do przeszkód, hamujących zapędy zdobywcze i politykę zaborczą państwa, należy silnie rozwinięta narodowość słabszego państwa, które stało się celem pożądliwości. Taka bowiem wspólna narodowość wszystkich żywiołów państwa, wyrobiona przez wiekowy rozwój cywilizacji, jednoczy koła społeczne i w nierozłączną je spaja całość; tak że dla państwa zdobywczego wcielenie tej całości narodowej do ustroju swego może stać się wielce niebezpiecznym: wprowadzenie bowiem obcego, wrogiego żywiołu osłabia każdy ustrój państwowy i czyni go niezdolnym do dalszych akcji na zewnątrz. Nie jest to bowiem rzeczą ani łatwą ani przyjemną stłumić lub wykorzenić obcą narodowość, gdy się nawet pominie już wszelkie względy moralności, które protestują przeciwko takiemu zamachowi na duchowy żywot narodu. Jeżeli więc państwo zdobywcze chce wyzyskać zwycięstwo, odniesione nad państwem słabszym materialnie, ale stanowiącym jednolitą narodową całość, to nie pozostaje mu nic innego, jak uczynić to w formie kontrybucji wojennej, zamiast w formie aneksji.

Tak więc wyprawy w celu plądrowania i rabunku, nakładanie haraczu, zdobycze, podboje i aneksje, nareszcie kontrybucje wojenne na wielką nowożytną miliardową skalę — są to przez zewnętrzne okoliczności uwarunkowane formy, w których się objawia niepohamowany naturalny popęd państw do powiększenia swej władzy i rozszerzenia swego panowania. Jakaż jednak jest granica tej dążności państw? Na jakim stopniu rozwoju potęgi i władzy ustaje żądza dalszych podbojów i zdobyczy? Ta władza umysłu naszego, którą nazywamy „zdrowym rozumem", nie trudno by granicę wskazała; rzeczywistość zaś nie jest przykrojoną do miary „zdrowego rozumu".

W rzeczywistości dążenie państw nie ma granic i jak było sprężyną wzrostu i potęgi państwa, tak trwając dalej, bez miary i umiarkowania, sprowadza nareszcie upadek tegoż i ruinę. Jest to prawo społeczne, którego istnienia dowodzi nam historia na każdym znaczniejszym państwie. Każde z nich dążyło bezustannie do coraz większej potęgi, a największe pokusiły się wreszcie o „panowanie nad światem" — dopóki ambitne plany i zamiary nie sprowadziły upadku nagłego i katastrofy historycznej.

Zresztą i to prawo społeczne, jak wszystkie inne, ma analogie we wszystkich innych dziedzinach zjawisk; jest ono tylko na polu zjawisk społecznych szczegółową formą objawu ogólniejszego prawa, rządzącego wszystkimi zjawiskami natury. Tutaj niech mi wolno będzie tylko przypomnieć podobne prawo na polu gospodarczym. Otóż znaną jest rzeczą, że wszelka zyskowna produkcja gospodarcza i przemysłowa tak daleko zawsze się rozszerza, tak bez miary i umiarkowania rośnie, aż wreszcie, zamiast osiągania większych zysków, ponosi straty.

Nieuniknione to zjawisko sprowadza periodyczne przesilenia ekonomiczne, które wracają z prawidłowością periodycznych zjawisk natury. Żaden „zdrowy rozum" tu nie pomaga; przez żadne doświadczenia ogół nie staje się mędrszym. A co przysłowie mówi o Polaku, że „mądry po szkodzie", to śmiało odnieść można do wszelkich społeczeństw i państw. Choć tylekroć już wybujała produkcja ekonomiczna, goniąc za coraz większymi zyskami, sprowadzała nagłe katastrofy, w których zaprzepaszczała długoletnie zyski, jednak żadne doświadczenia, żadne szkody nie zmienią ogólnego tego prawa, i przesilenia ekonomiczne powtarzać się będą zawsze periodycznie, z tą samą regularnością, z jaką państwa powstają, rozwijają się i upadają.

Nie pomogą tutaj nic mądre polityków i filozofów kazania; „przezorność i umiarkowanie" mogą kierować postępowaniem wyjątkowych jednostek, ale nigdy ogółów. Dążenie społeczeństw nie zna innej granicy, jak „krach". Pochodzi to stąd, że wszelkie takie dążenie społeczne nie jest niczym innym, jak koniecznym objawem każdorazowej siły żywotnej, a zatem trwa i trwać musi tak długo, jak długo siły tej tylko starczy, a więc aż do zupełnego wysiłku, do bezsilności, która właśnie objawia się jako przesilenie, katastrofa, czy „krach". Tak dzieje się na polu produkcji przemysłowej, tak na giełdach europejskich, tak w życiu państw. Dopóki tylko państwo czuje w sobie siłę żywotną, dopóty działa, tj. zdobywa, powiększa się, kolonizuje itd. Trwa to tak długo, dopóki z wewnętrznych czy zewnętrznych przyczyn siła ta nie upadnie, albo dopóki inne silniejsze państwa jej nie złamią. Z upadkiem tej siły dopiero ustaje jej naturalny objaw, tj. dążenie do zwiększania się.

dr Kamil M. Kaczmarek 01 08 2011