Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ XIII

Lud, naród, społeczeństwo

Nie mniej chwiejnym od znaczenia i pojęcia szczepu było i jest dotychczas znaczenie i pojęcie wyrazów „lud" i „naród." Ta chwiejność i niejasność pojęć tak zasadniczych w socjologii charakterystycznym jest znakiem zaniedbania tej umiejętności. Podejmując usiłowania ścisłego określenia tych pojęć, socjologia powinna uważnie śledzić kierunek, w jakim duch języka czy pospolite używanie wyrazów tych postępuje. Bo jakkolwiek ścisłe określenie pojęć jest rzeczą umiejętności, nie wolno jej jednak nigdy w sprawie tej poczynać sobie dowolnie, ale musi przy tym zawsze pozostać w zgodzie z ogółem mówiących i piszących, musi iść za wskazówką tego, co przenośnie nazywamy duchem języka, a co w gruncie jest dobrym smakiem wyborowej mniejszości mówiących, za którą idzie bezmyślna większość. Otóż ten „duch języka," jeżeli bacznie objawy jego śledzimy, rozróżnia między pojęciami lud i naród, jakkolwiek ogół mówiących i piszących przeciwko temu rozróżnieniu często jeszcze grzeszy. Określając tu ściśle te dwa pojęcia, zdaniem naszym, przychodzimy tylko w pomoc duchowi języka, stajemy się tylko tłumaczem jego dążności.

Przez „lud" więc rozumiemy tę całość społeczną, która stanowi całkowitą ludnościową treść państwa; a ponieważ każde państwo ma rząd jakiś lub panującego, więc lud określić można także jako tę ilość ludzi lub zbiorowość ludzi, która jednej władzy państwowej podlega. To podleganie jednej i tej samej władzy jest jedynym łącznikiem jednostek lub żywiołów społecznych lud stanowiących, w skład jego wchodzących. Inne łączniki do pojęcia ludu nie są potrzebne. Niechaj z różnych okrawków lub cząstek różnych ludów, dyplomacja europejska dziś utworzy nowe państwo: ta różnorodna, różnoplemienna, nawet różnojęzykowa nowa masa społeczna byłaby ludem w odniesieniu do jednej władzy państwowej, której odtąd podlegać by miała. W tym znaczeniu mówimy o ludzie belgijskim, bawarskim, wirtemberskim lub nawet o ludzie austriackim; nie zaś o narodzie austriackim, bawarskim itd. Natomiast mówimy o narodzie niemieckim, chociaż on nie jednemu ale wielu różnym monarchom podlega (a używaliśmy tego wyrazu co do Niemców przed rokiem 1870). Tak samo mówiliśmy o narodzie włoskim i przed zjednoczeniem Włoch, kiedy kraj ten podzielony był na różne państwa. Nie trudno nam więc teraz, idąc w ślad za znaczeniem nadanym przez duch języka, określić ściśle pojęcie narodu. Przez naród bowiem rozumiemy tę zbiorowość społeczną, ten ogół ludności, który posiada pewne cechy wspólne społeczno-psychiczne nabyte w przeszłości przez wspólne dzieje, albo wyraźniej powiedziawszy, przez to, że niegdyś stanowił jeden lud, a więc, że należał do jednego państwa. Ogół Niemców nazywamy dlatego narodem, że posiada wspólne cechy społeczno-psychiczne, Przede wszystkim język, obyczaje, prawo i t, p. wyrobione i wykształcone we wspólnej przeszłości państwowej, w dawnym cesarstwie niemieckim. Tak samo Włosi, choć podlegali różnym władcom przed dwudziestu laty, stanowili przecież naród, bo posiadali wspólne cechy społeczno-psychiczne, głównie zaś wspólny język, wyrobiony przez długie wieki wspólności politycznej w starożytności. Doszliśmy więc do punktu zasadniczego, z którego różnica pojęć „lud" i „naród" samą się objawia. Lud może być różnonarodowy albo być cząstką narodu— narodem zaś nazywamy tę zbiorowość społeczną, która jest rezultatem wspólnego rozwoju cywilizacyjnego przebytego w jednym państwie. Wynika stąd, że każdy lud może kiedyś stać się narodem, jeżeli przyjazne stosunki historyczne doprowadzą go do tej wspólności cech społeczno-psychicznych, które stanowią istotę narodowości. Każdy zaś naród musiał raz być ludem tj. podlegać jednej władzy, być społeczną treścią jednego ustroju państwowego. Porównywając więc z sobą trzy pojęcia: horda, lud i naród, powiedzieć można, że horda jest zjawiskiem, naturalnym, lud zjawiskiem politycznym, a naród zjawiskiem cywilizacyjnym. Hordę stwarza przyroda, lud powstaje przez rząd wspólny, a naród jest wynikiem wspólnego rozwoju cywilizacyjnego ludu. Oznaczają zatem te trzy pojęcia, a jeżeli do nich jeszcze pomiędzy hordą a ludem dodamy szczep—oznaczają te cztery pojęcia różne szczeble rozwoju społecznego, przez który żywioły społeczne przechodzą, a przynajmniej przechodzić mogą w warunkach odpowiednich. Horda przedstawia jednolitość genealogiczną, jednolitość krwi; im wyżej postępujemy, tym więcej ustępuje i znika ta pierwotna jednolitość, a natomiast wyrabia się wspólność ustroju społecznego, a przez nią wspólność cech społeczno-psychicznych aż do tej zupełności, którą nazywamy narodowością. Temu procesowi cywilizacyjnemu unaradawiania się ludzi przypatrzymy się później bliżej, teraz tylko jeszcze określić musimy nie mniej ważne dla socjologii pojęcie społeczeństwa.

O społeczeństwie (societe, Geselischaft) zaczęto rozprawiać w literaturze politycznej europejskiej dopiero przy końcu przeszłego wieku, od czasu rewolucji francuskiej.1) W dawniejszych wiekach aż do rewolucji francuskiej rozprawiano tylko o różnych stanach, z których lud się składa. Rozprawiano o prawach tych stanów, żądając z jednej strony równouprawnienia trzeciego stanu, a z drugiej broniąc praw stanów wyższych. Rewolucja francuska rozstrzygnęła ten spór, znosząc wszelką różnicę prawną między stanami i ogłaszając równe prawo wszystkich obywateli państwa. Prawodawstwa europejskie niebawem poszły za inicjatywą Francji i zniosły w zasadzie (aż do połowy naszego wieku) wszelkie różnice stanów, zaprowadzając równość obywateli wobec prawa. W literaturze politycznej to równouprawnienie oficjalne odbiło się w traktowaniu kwestii politycznych w sposób atomistyczny, to znaczy pomijano zupełnie wszystkie rzeczywiste różnice społeczne, wyrobione pod wpływem najrozmaitszych czynników i rozważano państwo li tylko jako sumę arytmetyczną równych jednostek. Wszystkie reformy polityczne i prawodawcze chciano przeprowadzić jedynie na podstawie tego zapatrywania. Wszelkie prawa chciano uważać tylko jako wyraz woli ogółu, a ta wola mogła się tylko objawić przez głosowanie powszechne, przy czym rozstrzygać miała większość głosujących. Administracja państw miała się przemienić według tej doktryny na zupełny samorząd; rząd bowiem powinien był tylko w tych wypadkach występować czynnie, w których samorząd ludu okazałby się niedostatecznym, niewystarczającym. Sądownictwo miało wrócić do jakiejś prastarej, przez doktrynę wynalezionej formy sądów ludowych wykonywanych przez przysięgłych. Słowem—całe zapatrywanie się na państwo i instytucje polityczne opierano na tej teorii, że państwo jest pewną sumą równych i równouprawnionych jednostek.

Ale wkrótce spostrzeżono, że pomimo tej pięknej teorii, a nawet pomimo szumnych paragrafów konstytucyjnych o równości wobec prawa, różnice społeczne nie ustawały. Zwłaszcza niższe klasy społeczeństwa, musiały pierwsze się ocknąć i spostrzec, że przeprowadzone reformy konstytucyjne wyszły tylko na korzyść stanu „trzeciego" czyli tak zwanej „burżuazji." Teoretycy zaś widzieli ku wielkiemu zdziwieniu, że pomimo teoretycznej i oficjalnej równości, istnieją jednak różnice „społeczne." Zaczęto więc studiować te różnice „społeczne" i przyczyny ich, co doprowadziło w teorii do sformułowania pojęcia „społeczeństwa", jako ogółu tych nierównych części składowych państwa. We Francji do zgłębienia tych kwestii socjalnych przyczynili się głównie pisarze socjalistyczni; w Niemczech pierwsi trzej publicyści, którzy się głębiej zastanawiali nad tym nowym pojęciem społeczeństwa, byli Mohl, Stein i Gneist. Mohl w rozprawie „ o naukach politycznych i społecznych" (1850) zwrócił uwagę na to, że nauki polityczne dotąd pomijały zupełnie pojęcie „społeczeństwa", zajmując się wyłącznie „państwem" i nawoływał do „stworzenia i rozwinięcia nauki o społeczeństwie." 2) Równocześnie prawie Wawrzyniec Stein pierwszy tom swojej „historii ruchu społecznego we Francji od roku 1789 da dnia dzisiejszego" poświęcił wyłącznie „społeczeństwu” zastanawiając się nad tym pojęciem i rozpatrując stosunek „społeczeństwa" do „państwa."3)

Główną myślą Steina jest, że podczas gdy warstwy społeczeństwa z natury rzeczy w ciągłej pozostają z sobą walce o „panowanie," to zadaniem państwa jest utrzymać równowagę między walczącymi warstwami społecznymi, przez wymiar sprawiedliwości i równego prawa. Zadanie to przede wszystkim spełnić powinno nowożytne państwo „prawne" (Rechtsstaat). Tę myśl przeprowadza Stein we wszystkich swoich licznych dziełach, których słabą stroną jest to, że autor „społeczeństwu" przeciwstawia „państwo" jakby jakąś odrębną potęgę, zapominając, że „państwo" nie jest żadną osobną istotą ani bytnością, ale tylko organizacją, obejmującą w sobie warstwy społeczeństwa, podporządkowane jedne drugim. Jakże więc może być mowa o wymiarze równego prawa przez państwo, kiedy państwo właśnie polega na nierównym prawie warstw społecznych. Znieść to nierówne prawo znaczy znieść panowanie jednych nad drugimi, które jest istotą organizacji państwowej. A zresztą któż by miał znieść w państwie to nierówne prawo? Czy panujący? Nie zechcą! Czy opanowani? Nie zdołają! Gdyby zaś ci ostatni potrafili znieść to istniejące nierówne prawo, zmieniliby je tylko na swoje korzyść. Co się może zmienić w państwie, jeżeli ma państwem zostać, to tylko porządek pierwszeństwa, ale nigdy porządek panowania. Może nastąpić przewrót, ale nigdy równość, której pojęcie wyklucza pojęcie panowania. Pomimo tego kardynalnego błędu przeciwstawienia „państwa" jakoby odrębnej istoty „społeczeństwu," dzieła Steina ogromne mają znaczenie, bo przyczyniły się niemało do poznania istoty i społeczeństwa i państwa.

W inny sposób przyczynił się do tego samego słynny uczony berliński Rudolf Gneist. Ten nie filozofuje abstrakcyjnie jak Stein, który pozostał wierny tradycjom heglowskim i często operuje pojęciami „tezy, antytezy i syntezy," ale na praktycznym przykładzie, mianowicie na urządzeniach państwowych Anglii, wykazuje całą strukturę społeczną państwa i zbija fałszywe zapatrywania liberalnego atomizmu, który państwo uważał za sumę równych i równouprawnionych jednostek. Że Gneist właśnie na przykładzie Anglii zbijał błędy atomizmu, miało podwójną wagę dlatego, że atomizm liberalny wskazywał zawsze na Anglią jako na wzór państwa, w którym lud wykonywa samorząd (selfgovernment) przez swoich wybrańców. Gneist wykazał, że wyobrażenie to jest mylne i że wyraz selfgovernment jest frazesem; istotą zaś angielskiego samorządu jest panowanie klasy majętnej i inteligentnej nazwanej „gentry" nad ludem czyli raczej nad niższymi, pracującymi a nic nie posiadającymi warstwami ludu.4)

Tak więc głównie pod wpływem tych trzech publicystów Mohla, Steina, i Gneista pojęcie „społeczeństwa" odsłoniło nową dotąd pomijaną zupełnie stronę istoty państwa. Przypatrzmy mu się nieco też bliżej. W dwóch znaczeniach używanym bywa wyraz społeczeństwo. Raz jako ogół stanów, klas, warstw i grup społecznych mieszczących się w państwie. W tym znaczeniu społeczeństwo nie jest niczym innym, jak państwem uważanym z innego punktu widzenia; jest to po prostu treść społeczna państwa, którą z punktu widzenia organizacji panowania nazywamy państwem. W drugiem znaczeniu wyraz społeczeństwo oznacza każdą taką osobną grupę społeczną w państwie, która z jakiej bądź przyczyny stanowi w sobie jedność zbiorową. W tym ściślejszym znaczeniu każdy stan, każda klasa w państwie stanowi osobne społeczeństwo, złączone węzłem jakiegoś wspólnego interesu.5) Podwójne znaczenie wyrazu społeczeństwo powoduje często niejasność i nieporozumienia, zwłaszcza że pojedyncze „społeczeństwa" w państwie nie są ściśle od siebie odgraniczone, nawzajem się krzyżują i jedne z drugimi się łączą. Jeden i ten sam człowiek w państwie należeć może równocześnie do różnych społeczeństw, dajmy na to, może należeć jako katolik do społeczeństwa katolickiego, jako robotnik do klasy robotniczej, a oprócz tego może być członkiem jakiegoś stowarzyszenia, mającego wyłączne swoje cele polityczne czy społeczne. Albo urzędnik państwowy, będący zatem członkiem społeczeństwa biurokratycznego, może zarazem być właścicielem dóbr, mającym z klasą obywateli ziemskich wspólny interes, a zarazem jako protestant należeć do społeczeństwa wyznaniowego protestanckiego. W walkach więc społecznych o interesy bądź materialne, bądź moralne, jednostka taka będzie działała pod wpływem różnych interesów, z którymi jest połączona.

Co jeszcze więcej utrudnia jasne określenie pojęcia społeczeństwa, to ta okoliczność, że liczne społeczeństwa sięgają po za granice pojedynczego państwa i łączą w jedne całość społeczną odłamy społeczne różnych państw. Tak np. społeczeństwo narodowe niemieckie w Austrii poczuwa się do solidarności z narodem niemieckim, choć do państwa niemieckiego nie należy i naród niemiecki poczuwa się w pewnych kwestiach narodowych do solidarności z Niemcami nie tylko w Austrii ale we wszystkich innych państwach. Wszyscy Niemcy całego świata tworzą pod tym względem, jako należący do jednej narodowości, jedno społeczeństwo narodowe. Tak samo ma się rzecz ze wszystkimi innymi narodowościami. Również i inne interesy wspólne łączą z sobą odłamy społeczne różnych państw w jedne całość. Tak np. poczuwają się do pewnej solidarności z sobą wszyscy socjaliści w Europie i Ameryce, jako społeczeństwo dążące do przewrotu czy reformy ustroju społecznego.

Jak ważne jest poznanie tych stosunków, wynika już z poprzednich kilku przykładów; dotychczasowa umiejętność polityczna pomijała zupełnie tę stronę społeczną państwa albo traktowała ją mglistymi tylko frazesami „ filozoficznymi."

Mamy tu na myśli takie określenia pojęcia społeczeństwa, jakie znajdujemy np. w Iheringu, który powiada, że społeczeństwo jest „formą życia ludzkiego w ogóle."6) Podobne określenia znajdujemy u wielu innych prawników i publicystów niemieckich, jak u Bluntschliego, Ahrensa, Helda, ale żadne z nich nie daje nam pojęcia o istocie rzeczy. Więcej już. może do wyjaśnienia istoty rzeczy przyczynia się obrazowe określenie jej przez Holtzendorfa: porównywa on społeczeństwo (w znaczeniu dalszym) z biblioteką, w której pojedyncze dzieła stanowią społeczeństwa (w ściślejszym znaczeniu), tomy zaś tych dzieł wyobrażają jednostki. Najtrafniej, jak dotąd określił rzecz Spencer, który powiada że „trwałość wzajemnych stosunków łączy pewną ilość ludzi w społeczeństwo i czyni z tej ilości ludzi osobnik społeczny, w przeciwstawieniu do jednostek." W istocie „trwałość stosunków wzajemnych" nadaje pewnej ilości ludzi charakter społeczeństwa. Ale ponieważ stosunki te mogą być najrozmaitsze w miarę najrozmaitszych interesów, ku poparciu i obronie których powstają, wynika stąd, że koła społeczne największą okazują rozmaitość; jedne bowiem, jak to jeszcze później zobaczymy, wywołane zostały przez interesy materialne, inne przez interesy moralne, tak zaś pierwszych jak i ostatnich interesów wielka istnieje liczba.


1) Przed rewolucją francuską jednak Fergusson w Anglii wydał dzieło o historii społeczeństwa (civil society).
2) Porówn. „Die taatswissenchaften und die Gesellschaftswissenschaften" pierwotnie w czasopiśmie „Fur die gesammten Staatswissen-schaften," następnie przedrukowane w zbiorze rozpraw jego „Die Ge-schiehte und Literatur der Gesellschaftswissenschafen" (1855) T. I str. 67—10').
3) Geschichte der socialen Bewegung in Prankreich seit, 1789 bis auf unsere Tage. Lipsk 1850. Poprzednio już Stein w dziele „Socialismus und Communismus in Frankreick" poruszył tę sarnę myśl.
4) Najważniejszymi dziełami Gneista są: Selfgorernment, Coramnnalverfassung uud Yerwaltungsgerichte in England; Yerwaltnng, Justiz, Rechtsweg, Staatsverwalttmg und Selbstver-waltung nach englisehen and deutsehen Yerhaltnisses; Ber Eechtsstaat und die Yerwaltunsgerichte in Deutschland; Englisches Verwaltungsrecht; prócz tego liczne inne pisma w ostatnich 30-tu latach.
5) Mohl pierwszy określa społeczeństwo w tym ściślejszym znaczeniu jako grupę społeczną zjednoczoną wspólnym interesem.
6) Ihering, Zweek im Recht I. 95.

dr Kamil M. Kaczmarek 30 07 2011