Herbert Spencer

Dane socjologii

Rozdział XVI. Wyobrażenia o działaczach nadprzyrodzonych.

§ 116. Wyrazy naszej mowy, wyspecjalizowawszy się odpowiednio do naszych pojęć, nie odtwarzają wiernie pojęć dzikiego, częstokroć zaś całkowicie je paczą. Słowo nadprzyrodzony każe przypuszczać inne — przyrodzony, to też zanim osiągniętą nie będzie idea przyczynowości uporządkowanej, zwanej przez nas przyrodzoną, dopóty nie może powstać żadna taka idea, jakiej domyślać się każe wyraz nadprzyrodzoność. Zmuszony jednak jestem posługiwać się nim, w braku lepszego, lecz uprzedzić muszę czytelnika, iżby się strzegł przypisywania człowiekowi pierwotnemu takiej koncepcji, jaką wyraz ten budzi w nas samych.

Po tym zastrzeżeniu postarajmy się, w miarę możności, namalować obraz urojonego otoczenia człowieka pierwotnego, obraz, jaki wytwarza on sobie za pomocą owych objaśnień, opisanych w czterech rozdziałach ostatnich. Jakkolwiek nie ścisłymi bywają w szczegółach pojęcia, jakie tworzy on sobie o działaniach otaczających, to jednak w swym całokształcie zgadzają się one z tymi, które przedstawiliśmy wyżej, jako nieunikniony wytwór jego umysłu.

§ 117. W każdym plemieniu śmierć dodaje od czasu do czasu nowego upiora, do wielu upiorów dawniejszych. Widzieliśmy, iż początkowo sądzi się, że upiory owe znajdują się tuż pod bokiem — że odwiedzają, dawne swe siedziby, tęsknią w pobliżu miejsca pogrzebania ciała, błąkają się dokoła w sąsiednich zaroślach. Gromadząc się coraz liczniej, tworzą oni jakąś ludność rozsianą dokoła; ludność ta jest zazwyczaj niewidzialną, ale niektórzy z pomiędzy nich dają się, niekiedy widzieć. Oto kilka przykładów.

Australijczycy przypuszczają, iż powstałe w ten sposób istoty nadprzyrodzone znajdują się wszędzie; oblicze kraju roi się niemi, pełno ich w gąszczu leśnym, w wodzie, w skałach. Weddahowie, wierzący w "cienie przodków i dzieci," "sadzą, że powietrze zaludnione jest duchami, że każda skala lub drzewo, las albo wzgórze słowem każdy szczegół przyrody, posiada swojego genius loci" Tasmańczycy wyobrażali sobie "całe wojsko złośliwych duchów, i szkodliwych chochlików, " zapełniających jaskinie, lasy, rozpadliny, skalne, wierzchołki gór. Tam, gdzie panuje zwyczaj grzebania wewnątrz domu, wyobraża się pospolicie, iż duchy zmarłych znajdują się tuż pod ręką osób żyjących; tam zaś, gdzie, tak jak wśród tubylców z nad Amazonki, "niektóre z większych domów, zawierają po sto przeszło grobów," tam wierzy się zapewne, że duchy nieustannie potrącają swych potomków. Zdaniem Karena, świat jest gęściej zaludniony duchami, niż ludźmi... duchy zmarłych, tłoczą się do koła mego;" podobnie też Tahitańczycy "wyobrażali sobie, iż żyją na jakimś świecie duchów, które ich otaczają dniem i nocą, śledząc każdy postępek." Duchy przodków, uważane już to za przyjazne, już za sprawców szkody, bywają niekiedy wypędzane, jak to np., dzieje się wśród tubylców wysp Nikobarskich: "raz na rok, niekiedy zaś w razie wielkich chorób budują oni, (Nikobarczycy), wielką lodź, a Minloven czyli kapłan przybija z nią do każdego domu, i krzykiem swym skłania wszystkie owe duchy do opuszczenia siedziby i umieszczenia się w łodzi. Mężczyźni, kobiety i dzieci towarzyszą mu w tych zaklęciach. Drzwi domu zostają zamknięte; drabinkę usuwa się, (domy budowane są na palach, "od ośmiu do dziewięciu stóp wysokich); potem łódź zostaje zepchniętą na brzeg morza, skąd unoszą ją fale z całą hałastrą diabłów" Podobny też zwyczaj panuje na wyspach Maldywskich; wreszcie niektórzy z Indian kalifornijskich rok rocznie wypędzają upiorów, co się nagromadzili w ciągu roku.

Liczne te, pozbawione ciała duchy ludzkie, są działaczami, wiecznie gotowymi do roboty, są sprawcami wszelkich zdarzeń otaczających, a domagających się wytłumaczenia. Nie znaczy to, iżby uznawano je zawsze w jednej jakiejś postaci: niektóre z nich na pewno utrącają ów charakter jednaki. Roje demonów, jakimi sądzili się być otoczonymi żydzi, uważane byty przez jednych, jako duchy złych nieboszczyków, gdy tymczasem inni rychło poczęli ich uważać za potomstwo Aniołów upadłych i córek ludzkich. Skoro rodowody nagromadzającego się tłumu duchów ostały raz zatracone, nic się nie sprzeciwiało już jakiejkolwiek bądź, podawanej teorii,

dotyczącej ich początku. Chociaż Arabowie np., którzy sądzą, że pustynia tak gęsto zaludniona jest duchami, iż, rzucając jakiś przedmiot, proszą o przebaczenie tych, których mogli uderzyć, nie zapatrują się dziś na nieb prawdopodobnie jako na błędnych sobowtórów ludzi zmarłych, to jednak jasnym jest, iż, przypuściwszy raz błąkanie się tych sobowtórów, których obecności człowiek pierwotny domyśla się wszędzie, znajdujemy w przypuszczeniu tym zarodek niezliczonych działaczy nadnaturalnych, podatnych zmianom najrozmaitszym.

118. Stąd to pochodzi naturalność, i zaprawdę nieuchronność owych tłumaczeń, jakimi umysł dzikiego rozjaśnia sobie zjawiska otaczające. Z rozwojem teorii upiorów, otwiera się wygodna droga tłumaczenia wszystkich tych zmian, jakie niebo i ziemia przedstawiają nam co godzina. Chmury, zbierające się i pierzchające, gwiazdy spadające, które ukazują się i znikają, nagłe mroczenie się powierzchni wodnej pod wpływem wiatru, przeobrażenia zwierząt, przemiany materii, burze, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów — wszystko to jest teraz zrozumiałem. Owe istoty, którym przypisywaną jest władza dowolnego uwidoczniania się i znikania, a których innym władzom granic zakreślić niepodobna, są wszędzie obecne. Ponieważ działanie ich tłumaczy, jak to się zdaje, wszystkie zmiany niespodziewane, przeto własne ich istnienie tym samem znajduje nowe poparcie. Żadne inne przyczyny takich zmian albo nie są znane, albo nie mogą być pojmowanymi (conceived), przyczynami tymi muszą więc być dusze zmarłych, a tym samem istnienie pośmiertne tychże dusz jest oczywistym: mamy tu błędne koło rozumowania, wystarczające dla wielu, oprócz dzikich.

Podobne tłumaczenia zjawisk przyrody, poprzedzające tłumaczenie naukowe, są więc najlepszymi z tych, jakie można wysnuć. Jeżeli Karenowie, jak mówi Mason, przypisywali duchom ludzi złych "niewytłumaczone wzrokowe i słuchowe zjawiska w kuglarstwie," to tym samem uznają oni takie tych zjawisk źródło, jakie, w braku wiedzy uogólnionej, jedynie wyobrażanym być może. Jeżeli, podług Bastiana, Nikobarczycy przypisują sprawie złych duchów takie zdarzenia nieszczęśliwe, jakich przyczyny zwykłe wyjaśnić im nie mogą, to po prostu wpadają oni na domysł takich przyczyn inuych, jakie jedynie pojmować są w stanie. Livingstone wspomina o pewnych skałach, które, rozgrzawszy się naprzód silnie pod działaniem słońca, a potem ostygłszy nagle pod wpływem chłodów wieczornych, pękają z głośnym hukiem; otóż, odgłos ten tubylcy przypisują złym duchom. Czemuż by innemu mieliby go przypisać? Ludzie niecywilizowani dalekimi są od pojmowania tego, że kamień może pękać wskutek niejednostajnego kurczenia się; w braku zaś takiego pojmowania rzeczy, jakąż inną można byłoby wskazać tu przyczynę pękania, jak nie złośliwych demonów, obecnych wszędzie? W opowiadaniu swym o Damakilach Harris powiada nam, iż "niech tylko wicher przeleci przez drogę, a zaraz z tuzin dzikich popędzi za nim, z kriss'ami w ręku, pchając niemi w sam środek słupa kurzu, aby wypędzić ztamtąd złego ducha, który, jak sądzą, paraduje na wietrze." Jakkolwiek śmiesznym wydawać się może to pojęcie, przypomnijmy tylko sobie, iż fizyczne objaśnienie piaszczystego wichru nie może ukształtować się w umyśle dzikiego, a wraz zobaczymy, że jedynym pojmowalnym dlań tłumaczeniem jest właśnie to, jakie on daje. Nadto, niekiedy doświadczenie poncza go, iż działacze tacy są liczni, i wszędzie obecni. Opisując krajobraz zwrotnikowy, Humboldt powiada: "Powierzchnia tych piasków, zagrzanych promieniami słońca, zdaje się falować jak powierzchnia wody... Słońce ożywia krajobraz i nadaje ruch piaszczystej równinie, pniom drzewnym i skałom wrzynającym się w morze, na kształt przylądków." Co też wstrząsa pniami drzew i każe kołysać się skałom? nie masz tu innego wyboru, jak tylko uznać istnienie istot niewidzialnych, rozsianych wszędzie dokoła. Dzicy nie mogą pojmować tych zjawisk, jako złudzeń wzrokowych, spowodowanych przez refrakcję.

Duchy zmarłych, jak wskazuje jeden z przykładów powyższych, we wczesnym stosunkowo okresie rozwoju społeczeństwa, stają się już domniemanymi sprawcami zjawisk niezwykłych; istnieją też inne przykłady podobne. Thomson powiada, iż Araukanowie za przyczynę burz uważają bitwy, jakie toczyć mają duchy ich ziomków, z ich wrogami. Takie tłumaczenie rzeczy tym się tylko różni od tłumaczenia plemion bardziej cywilizowanych, że przedstawia indywidualności zmarłych przyjaciół i wrogów w ich postaci pierwotnej: przez zacieranie się owych indywidualności wyobrażenia działaczy osobowych stają się mniej określonymi pod względem rodzaju. Oto np. znowu wir rzeczny, który obraca wkoło przepływające patyki i pochłania je; znajduje się on niedaleko od miejsca, gdzie jeden z członków plemienia utonął i nie ukazał się już nigdy. Cóż więc może być bardziej oczywistego nad to, że sobowtór owego topielca, złośliwy, jak zwykle niepogrzebani, przebywa tam w pobliżu, wciągając owe przedmioty — co większa, przez zemstę chwyta i wciąga nawet ludzi, którzy poważą się doń zbliżyć. Kiedy wszyscy ci, co znali utopionego, pomrą, kiedy po kilku pokoleniach szczegóły wypadku ustąpią w pamięci miejsca opowieściom nowszym ? nade wszystko zaś, kiedy nadejdzie plemię zdobywcze, w którego podaniach opowieści miejscowe nie znajdują podstawy — wówczas pozostanie tylko przy życiu wiara w jakiegoś ducha wodnego, który nawiedza daną miejscowość1). Podobnie też dzieje się wszędzie. Niema nic, coby dopomagało tradycji przechowywać podobieństwa upiorów do osób, z których one pochodzą; w końcu też, wraz z nagromadzeniem się niezliczonych różnic zacierają się, nie tylko rysy indywidualne, ale z czasem - nawet rysy ludzkie. Odmiany istot nadprzyrodzonych stają się gatunkami, rodzajami i klasami.

§ 119. Rzecz prosta, iż skoro duchy zmarłych, przybierając stopniowo postać mniej wyraźną, choć jeszcze osobową, pozostają domniemanymi sprawcami wszelkich uwagi godnych wy Jarzeń w świecie przyrody, to są oni również domniemanymi sprawcami wszelkich godnych uwagi wydarzeń w zakresie spraw ludzkich, Nieprawdopodobnym jest, iżby, znajdując się wiecznie w pobliżu, a kierowane uczuciami przyjaźni lub niechęci, nie wtrącały się one do działań człowieka. Duch zmarłego nieprzyjaciela czyha na wyrządzenie psoty; dusza krewnego, w razie dobrego humoru, gotowa jest pomagać i osłaniać, albo, gdy obrażona, nadać sprawie obrót niepomyślny.

Stąd to owe, powszechnie dające się zastosować objaśnienia powodzeń i zawodów. Objaśnienia takie panującymi były u wszystkich ludów, różniły się zaś tylko stopniem zatarcia się charakteru osobowego w duchach, pomagających, lub przeszkadzających. Na najniższych szczeblach drabiny ludzkiej mamy np. Weddahów, którzy spodziewają się, iż cień ich zmarłego rodzica, lub dziecka obdarzy ich powodzeniem na łowach, i przypisują strzał chybiony brakowi odpowiedniej inwokacji. Mamy Australijczyków, którzy "gdy człowiek, spadłszy z drzewa, kark sobie skręci," sądzą iż "na życie jego rzucony został urok, przez Boyalów plemienia sąsiedniego," mamy Aszantyów którzy "wierzą, iż duchy umarłych ich krewnych, trzymają straż nad nimi," i że "upiory zmarłych nieprzyjaciół są... złymi duchami, sprawcami niepowodzeń." Na wyższym szczeblu mamy np. bohaterów Homerowskich, przypisujących czyny swe wojenne pomocy istot nadprzyrodzonych, uczestniczących w bitwie. Obok Hektora "znajduje się zawsze jeden przynajmniej Bóg, który śmierć od niego odpędza," zaś Menelaus "zwyciężył przy pomocy Minerwy," Diomedes jest nieuszkodzonym, gdyż jeden z nieśmiertelnych "odwrócił właśnie bieg strzały szparkiej, mającej go ugodzić," Parys, uwikłany we własny hełm, byłby zginął, gdyby nie Wenera, "która, spostrzegłszy to, szybko przecięła rzemień; na koniec Idajos uniknął niebezpieczeństwa, tylko dlatego że "Wulkan usunął go na bok." Czy będziemy mieli do czynienia z Araukańczykiem, przypisującym powodzenie swojej wróżce szczególnej, czy też ze wzmiankowanym przez Livingstona wodzem Afrykańskim, który był pewnym śmierci napadniętego przez siebie słonia, wypróżniwszy swą tabakierkę na ofiarę dla Baryma; czy tez z Grekiem, którego włócznia więźnie w boku Trojańczyka, gdyż kierowała nią ręka przyjaznego bóstwa, czy przypomnimy sobie żydowskiego Anioła stróża, czy też świętego patrona u katolików — będzie, to zawsze treść jednaka i większa tylko lub mniejsza różnica w formie, Pytanie polega jedynie ma tym, jak daleko posunęła się już ta ewolucja upiorów w nadprzyrodzonych działaczy.

§ 120. Nareszcie i najgłówniej zaznaczyć tu mamy fakt, iż ów mechanizm przyczynowości, jaki niechybnie zbudować dla siebie musi człowiek pierwotny, wypełnia jego umysł tak dalece, iż wyklucza zeń wszelki mechanizm inny, i hipoteza działania duchów zdobywa sobie trwało stanowisko na długo przed ukazaniem się wiedzy, lub też sposobności gromadzenia i organizowania doświadczeń, stanowiących później hipotezę działania sił przyrodzonych. Nawet wśród nas samych, pomimo naszego rozległego zasobu wiedzy określonej, pomimo łatwości upowszechnienia jej, zastąpienie starej doktryny przez nową jest trudnym. Osądźmyż tedy, jak wielką musi być trudność owa tam, gdzie nieliczne poznane już fakty nie uległy jeszcze uogólnieniom, klasyfikacji i pomiarom, gdzie nie masz nawet ciekawości, niezbędnej do przyspieszenia badań. Jeżeli, trawestując powszechnie znane orzeczenie, możemy śmiało powiedzieć, iż prawo pierwszeństwa stanowi dziewięć dziesiątych wartości wierzenia — jeżeli tak się dzieje nawet w plastycznych względnie umysłach ludzi cywilizowanych, to jakże wiele ważyć ono musi w niepodatnym stosunkowo umyśle człowieka niecywilizowanego?

Dla tego też zdziwienie, okazywane pospolicie z powodu owych objaśnień pierwotnych jest nieuzasadnione. Jeżeli, jak powiada nam Mr. St. John, Dajakowie nigdy nie uznają przyrodzonego objaśnienia jakichkolwiek zjawisk, np. jakiegoś wypadku, lecz zawsze "uciekają się do swoich przesądów, " to uciekają się oni do jedynego, dostępnego dla nich rodzaju objaśnienia. Niedorzecznością jest przypuszczać, iż człowiek niecywilizowany od razu posiada już ideę "objaśnienia naturalnego." Dopiero z rozrostem społeczeństw, pomnożeniem się sztuk, nagromadzeniem doświadczeń, z poznaniem i uszeregowaniem stałych stosunków, oraz oswojeniem się z niemi, pojęcie objaśnienia naturalnego staje się możliwym.

Teraz wreszcie, zobaczywszy już, w jaki sposób człowiek pierwotny zniewolonym zostaje myśleć, iż otaczające go działania podległe są władzy duchów zmarłych, lub też innych, mniej albo więcej z nich zróżniczkowanych, zobaczmy, jak w sposób podobny doprowadzonym on zostaje do myśli, iż duchy owe kierują działaniami, odbywającymi się tak wewnątrz jego własnego ciała, jak też i w ciele innych.


Przypisy

1) Pisząc słowa powyższe, nie spotkałem się z żadnym ich potwierdzeniem, ale dowodu prawdziwości ich dostarczył mi poźniej Mr, Bancroft w dziele swym: The Natwe Races oj the Pacific States.
"Rozstając się z miejscowością tą i z tym przedmiotem zauważyć mogę, iż tubylcy nazwali w tej samej dolinie pewien wodospad Wodospadem Pohona, od imienia jednego ze złych duchów, gdyż wiele osób pociągniętych przezeń roztrzaskało się na sztuki. Żaden krajowiec i sąsiedztwa nie zechce za nic zatrzymać się tam, przechodząc przez, dolinę, ani też żaden z nich nie odważy się spać w pobliżu, gdyż upiory topielców rzucają się w jego pianie, a jęki ich słuchał zawsze, pomimo szum wody szalejącej. Pat. tom III str. 126.

dr Kamil M. Kaczmarek 12 05 2012