RELIGIE ALTERNATYWNE

Sekty czy NRR?

Czy rzeczywiście socjologia leży na przeciwległym biegunie wartościowania?

Tak mogłoby się wydawać, ale tylko tym, którzy nigdy nie czytali Webera a jedynie o Weberze i jego postulacie wolności od wartościowania.

Niechęć przed wartościowaniem zwykle prowadzi socjologów do zastępowania negatywnie uwarunkowanego terminu "sekta" terminami takimi jak "nowe ruchy religijne", "nowe religie" czy "religie alternatywne".

Wydaje mi się, że to nie rozwiązuje problemu, bo wszystko zależy od tego, do czego używamy danego terminu. Gdy zakażemy używania tego terminu, a praktycy te same zjawiska będą określali tym samym terminem, on również nabędzie negatywnych konotacji.

Dlatego, jak napisałem w artykule Sekty jako problem socjotechniczny

"zamiast więc wdawać się w nieskończony wyścig z wartościowaniem i wprowadzać kolejne eufemizmy, lepiej postarać się, aby słowo odpowiadało możliwie ściśle rzeczywistości zarówno w aspekcie treści jak i oceny.

Jeśli chodzi o treść, to dla przypomnienia, wyjdziemy od koncepcji nieco zapomnianego klasyka socjologii, Herberta Spencera. Zjawisko nazywane powszechnie sektą autor ten określa jako nonkonformizm religijny. Jego cechą charakterystyczną jest odrzucenie autorytetu kościoła panującego, czyli takiego, który tkwi w ścisłych związkach z państwem. Koncepcja ta jest oczywiście nieco anachroniczna, dyferencjacja społeczna w większości społeczeństw doprowadziła już do rozdziału państwa i kościoła. Warto więc koncepcję tę przekształcić, zuniwersalizować przy pomocy innej kategorii Spencera jaką jest system kierowniczy. Kościół panujący zatem to taki, który pozostaje w zgodzie z systemem kierowniczym danego społeczeństwa. Sektami zaś są organizacje, które z motywów religijnych odmawiają podporządkowania się systemowi kierowniczemu społeczeństwa. Na system ten składają się trzy systemy normatywne i chroniące je instytucje społeczne. Są to: prawo, moralność i obyczajność, na straży których stoją instytucje polityczne (potocznie zwane państwem), opinia publiczna (wliczając w to środki masowego komunikowania się), a także kościół, o tyle, o ile strzeże i upowszechnia zasady moralne. Do sekt zaliczylibyśmy więc organizacje religijne, które:

Zauważmy jednakże, że powyższa definicja do jednej kategorii zalicza organizację religijną składającą krwawe ofiary z ludzi i odrzucającą obowiązujące w społeczeństwie zwyczaje kulinarne.

Musimy zatem doprecyzować naszą definicję również pod względem intensywności uczuć wartościujących zawartych w etykiecie "sekta". Problem w tym, że będą one zupełnie różne u odmiennych grup społecznych. Dla uproszczenia sprowadźmy możliwy wybór do dwóch stanowisk: rygorysty i liberała. Rygorysta negatywnie wartościuje jakiekolwiek niepodporządkowanie się systemowi kierowniczemu, będzie więc zwolennikiem możliwie szerokiej definicji sekty. Liberał zaś za sektę będzie skłonny uznać jedynie tę organizację religijną, która z motywów religijnych zaleca łamanie prawa (jako że prawo chroni też najważniejsze normy obyczajowe i moralne). Skrajny liberał miano sekty zastrzeże przy tym wyłącznie do poważnych naruszeń prawa (zbrodni). Z rygorystycznego punktu widzenia właściwie każda nowa religia zasługiwać będzie na miano sekty, z liberalnego zaś, tylko nieliczne.

Dzisiaj zmodyfikowałbym powyższą skale rozbijając a) na a1) grupy zbrodnicze - nakłaniające do najcięższych zbrodni (islamskie grupy terorystyczne, Najwyższa Prawda, grupy satanistyczne składające krwawe ofiary i inne tego typu), a2) grupy przestępcze (nakłaniające do naruszeniem prawa, np. własności) oraz a3) grupy bezprawne (uchylające się od nakazów pozytywnych prawa choć nie łamiące z premedytacją norm negatywnych - zakazów). Tak skonstruowane narzędzie podlegałoby procesowym procedurom dowodzenia, byłoby więc obiektywne. Pozostawałaby tylko decyzja, jak wysoko w tej skali zawiesić poprzeczkę sektowości. Z całą pewnością na taką nazwę nie zasługują grupy c) nieobyczajne, zwłaszcza, że jedną z norm, jakie niedawno wprowadzono do naszej kultury jest tolerancja dla inności pod tym względem. W ten sposób sekta pozostanie sektą, a jednocześnie pojęciem użytecznym praktycznie.

Pojęcie te słusznie jednak wyrugowano z nauki. W artykule "Sekty z innego punktu widzenia", sądziłem, że da się uchronić jego neutralne znaczenie - obecnie zmieniłem zdanie - skoro zyskał znaczenie wartościujące - to niech już służy wartościowaniu. Naukowa analiza sobie bez niego poradzi.

Termin "Nowych ruch religijny" (NRR) spotkał się z zasłużoną krytyką, choć zyskał już sporą popularność. Sądzę, że słowo "ruch" można z korzyścią pominąć - lepszym punktem wyjścia jest zatem określenie "nowa religia". Nie ma bowiem podstaw, aby przeciwstawiać "sekty" innym religiom. Wielkie religie tradycyjne również w pierwotnym okresie przechodziły przez etap wykazujący cechy charakterystyczne dla NRR czy "sekty". Trudność stanowi doprecyzowanie - jak długo religia jest "nowa"? Sądzę, że do ustalenia tego momentu posłużyć może najlepiej koncepcja Weberowska "spowszednienia charyzmy". Pierwotnie charyzma pozostaje w ostrej sprzeczności z zaangażowaniem świeckim. Religia jest drogą życia, a nie jego elementem. Nadchodzi moment, gdy dana grupa musi się zdecydować - bronić nadal czystości doktryny i pierwotnej gorliwości czy pójść na kompromis. Zwykle kompromis oznacza dopuszczenie do nieskrępowanego zawierania małżeństw, działalności ekonomicznej i zaangażowania politycznego (3 struktury Schelerowskiej "bazy"). Religia często przybiera wówczas strukturę stanową: musi znaleźć się miejsce dla amatorów (zwykłych wiernych), zawodowców (kapłanów) i zwolenników religii ekstremalnej (mnichów, pustelników). Tylko taka religia ma szansę ogarnąć szersze klasy społeczne.

Oczywiście socjologa może też interesować stosunek nowej religii do otoczenia, w tym kontekście termin sekta (używany w tym celu np. przez Starka i Bainbridge'a) może być z powodzeniem zastąpiony przez terminy takie jak "religia alternatywna" czy "nonkonformizm religijny".

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009