Prasa o Kundalinim

Trafieni zatopieni

04.07.05 Nr 154

OPINIE

Co łączy niedoszłego ambasadora RP w USA i "Dialog między cywilizacjami"

Trafieni zatopieni

Słabość państwa jest obecDlaczego? nie bodaj najważniejszym problemem, jaki stoi przed Polską

Budowa wizerunku państwa, jak i wizerunku firmy, wymaga stałego wysiłku. Wizerunek taki ma wymierną wartość. Ważnym atutem w grze dyplomatycznej państwa jest zaufanie aktorów międzynarodowych, a jego podstawą jest wiarygodność wynikła z czytelności i przewidywalność jego zachowań. Państwa posiadające ten atut mogą osiągnąć więcej, niż wskazywałoby na to bogactwo czy siła militarna. Na zdobycie kapitału zaufania trzeba pracować latami, roztrwonić go można w parę chwil.

W ostatnich tygodniach miały miejsce dwa symptomatyczne wydarzenia, a raczej ciągi wydarzeń, które - w moim przekonaniu - rzutują negatywnie na wiarygodność Polski, a także stanowią symptom negatywnych trendów w sferze instytucji publicznych. Pierwszy z tych ciągów wydarzeń dotyczy perypetii związanych z nominacją ambasadora w Waszyngtonie. Drugi - odwołania na trzy dni przed rozpoczęciem wielkiej konferencji międzynarodowej, z udziałem kilkuset gości zagranicznych, pod hasłem "Dialog między cywilizacjami".

MEDIA WYDAŁY WYROK

(...)

SEKTA A RADA AZJI I PACYFIKU

Drugie wydarzenie wiąże się z opublikowaniem przez poważny dziennik artykułu o sekcie, która rzekomo opanowuje ważne instytucje państwowe, organizując międzynarodowe imprezy oraz wykorzystując nazwiska znanych polityków, biznesmenów i naukowców jako parawanu dla swych działań. Jej przywódcą ma być sekretarz Zarządu Rady Azji i Pacyfiku. Poza tym w artykule wymienieni są z imienia i nazwiska, jako parawany, dwaj znani politycy. Pojawiają się imiona dwóch anonimowych informatorów. Na tym kończą się konkrety. Główna teza artykułu dotyczy związku między sektą, Radą Azji i Pacyfiku oraz wielką konferencją, którą Rada co roku organizuje pod patronatem najwyższych urzędów państwowych, z udziałem kilkuset osobistości zagranicznych, na temat "Dialogu między cywilizacjami". Na skutek tego na trzy dni przed rozpoczęciem organizatorzy odwołują konferencję, bo instytucje zapewniające patronat tej imprezie wycofują swoje poparcie.

(...)

Co do drugiej sprawy, zakładając, iż informacja jest prawdziwa i sekretarz Zarządu Rady Azji i Pacyfiku jest guru sekty, to daleko stąd do diagnozy, że sekta spenetrowała Radę i pod jej przykrywką organizuje swoje imprezy, w tym konferencję "Dialog między cywilizacjami". Wystarczyło to jednak, by wysokie urzędy III RP wycofały swoje poparcie dla konferencji tuż przed jej rozpoczęciem. Konsekwencje tego dla międzynarodowej reputacji Polski są dość oczywiste. Jeśli jednak założyć, że ta niebezpieczna sekta rzeczywiście penetruje ważne ośrodki władzy, to co robią służby powołane do tego, by te ośrodki chronić w imię bezpieczeństwa Polski? Czy to dziennikarze śledczy mają za nie odkrywać groźne spiski?

WŁADZA BEZ ODPOWIEDZIALNOŚCI

W obu przypadkach atak był albo zainicjowany przez środki publicznego przekazu, albo decydujące uderzenie było przez nie zadane. W obu przypadkach instytucje państwowe ustąpiły bez próby obrony, co sugeruje przyznanie racji oskarżeniom prasowym. A może kierownictwa tych instytucji nie są w stanie bronić jakichkolwiek decyzji i najmniejszy wyraz publicznej krytyki zmusza je do wycofania się?

Mamy dwie możliwości: albo decyzje o rezygnacji kandydata na ambasadora oraz odwołanie międzynarodowej konferencji były uzasadnione, albo były pozbawione podstaw. W pierwszym przypadku odpowiedzialność ponoszą służby powołane do zapewnienia bezpieczeństwa państwa. Cóż są one warte, kiedy w ich statutowych czynnościach musiał je wyręczyć amerykański Mr. Nobody czy dziennikarz śledczy?

Jeżeli jednak decyzje te były pozbawione podstaw, to można zapytać o stan umysłów ludzi, którzy kierują nawą państwową: jaki jest powód, że wystarczy pierwszy lepszy atak medialny, by salwowali się ucieczką? Odpowiedź, która się nasuwa w sposób naturalny, dotyczy masowego ujawniania nieformalnych powiązań świata polityki i gospodarki. Eksponując jego demoralizację, środowisko dziennikarskie zyskało władzę bez odpowiedzialności. Zgodnie zaś ze słynnym zdaniem lorda Actona, każda władza korumpuje.

Niezależnie od tego, którą interpretację wydarzeń przyjmiemy, w obu przypadkach musimy dojść do tej samej diagnozy: Polska cierpi na brak przejrzystości życia publicznego.

W takich warunkach manipulowanie zdarzeniami politycznymi przez kliki wewnętrzne, a także niechętne nam ośrodki zewnętrzne, nie nastręcza żadnych trudności. Słabość państwa, na którą od dawna zwraca się uwagę na łamach "Rz", jest obecnie bodaj najważniejszym problemem, jaki stoi przed Polską.

Pogłębiający się kryzys instytucji publicznych stwarza jeszcze jedno zagrożenie. Natura nie znosi próżni. Przedłużanie tego stanu rzeczy może doprowadzić do wypełnienia próżni publicznej przez elementy dla kraju niebezpieczne. Barbarzyńcy stoją u bram.

ANTONI Z. KAMIŃSKI,

Profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, przewodniczący Stowarzyszenia Polska Obywatelska

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009