Herbert Spencer

Indukcje Socjologii

Rozdział IV. Budowa społeczna

§ 228. W społeczeństwach, tak samo jak w ciałach żywych, wzrostowi masy towarzyszy zwykle wzrost budowy. Obok integracji, będącej pierwszorzędną cechą rozwoju, tak społeczeństwa jak i organizmy w wysokim stopniu okazują nam cechę wtórną-zróżnicowanie.

Kojarzenie się tych cech obu opisaliśmy w Principles of Biology, § 44. Wyłączając pewne niższe rodzaje zwierząt, których czynności nie o wiele przewyższają funkcje roślin, uznaliśmy prawo ogólne, że wielkie skupienia posiadają Organizację wysoką; liczne są ograniczenia tego prawa, wynikające z różnic środka, siedziby, typu, ale nie dotykają one w niczym tej prawdy, iż złożony żywot jakiejś masy obszernej wymaga koniecznie zawiłych przyrządów. Tak samo ma się rzecz ze społeczeństwem. W miarę tego, jak postępować będziemy od grup małych ku wielkim, od prostych ku złożonym, od złożonych ku podwójnie złożonym, wzmagać się będą różnice ich części składowych. Skupienie społeczne jednorodne jeszcze, gdy się znajduje w stanie małego zalążka, pospolicie wraz z każdym nowym przyrostem zyskuje na różnorodności; dla dosięgnięcia zaś objętości wielkiej musi posiadać wielką złożoność. Przypatrzmy się głównym stadiom tej sprawy.

Rzecz naturalna, iż w stanie takim, w jakim znajdują się Koniagowie albo Indianie leśni Ameryki południowej, w stanie tak małego uspołecznienia, iż "jedna rodzina mieszka tam z dała od drugiej", organizacja społeczna jest niemożliwa, oraz, że nawet tam, gdzie spostrzegamy już pewne lekkie zrzeszanie się rodzin, organizacja nie powstaje jeszcze, gdy rodziny te są nieliczne i koczownicze. Grupy Eskimosów, Australijczyków, Buszmenów i mieszkańców Ziemi Ognistej, nie okazują nam nawet tej pierwszorzędnej przeciwstawności części, jakiej domyślać się każe ustalone już przywództwo. Członkowie ich podlegają takiej jedynie kontroli, jaką czasowo uzyska nad nimi człowiek silniejszy, bardziej przebiegły lub doświadczony: nie spostrzegamy tu nawet jakiegoś stałego jądra. Tam, gdzie istnieją grupy większe, znajdujemy zazwyczaj pewien rodzaj głowy (przywódcy). Rząd ten, jakkolwiek nie jednolity (gdyż, jak zobaczymy później, pochodzenie władzy kontrolującej zależne jest od przyrody czynności społecznych) jest jednak ogólny. Gromadki bez-głowę, całkiem nie rządzone, są niespójne i-aż do czasu osiągnięcia znacznej objętości-rozdzielone; ale wraz z ukazywaniem się skupień, dochodzących do setki osobników, lub przekraczających tę liczbę, znajdujemy zazwyczaj prosty lub złożony czynnik rządzący- przy czym jeden człowiek lub kilku przywłaszczają sobie i wykonywają władzę-bądź przyrodzoną, bądź nadprzyrodzoną, bądź też jedną i drugą. Takim jest pierwsze zróżnicowanie społeczne. Rychło po tym ukazuje się zróżnicowanie inne, dążące do wytworzenia podziału na części: kierowniczą i roboczą. Wśród pokoleń najniższych taki stan rzeczy objawia się jedynie jako tako w przeciwieństwie położenia dwu płci: mężczyźni, którym przysługuje kontrola nieograniczona, oddają się takim działaniom zewnętrznym, jakimi, na wojnie zwłaszcza, cechuje się pokolenie jako całość; tymczasem kobietom wyznacza się rolę wyrobnic, wykonywających mniej kosztowne części całkowitej pracy utrzymania. Ale, oto, wzrost społeczności oraz ustanowienie przywództwa, nadającego przewagę wojenną, spowoduje powiększenie się części roboczej przez dołączenie do niej jeńców. Poczyna się to niepostrzeżenie. Podczas kiedy mężczyźni zabijani bywają w bitwie, a częstokroć później zjadani, to znów jednostki nie walczące dostają się do niewoli. Patagończycy np. biorą do niewoli kobiety i dzieci pojmane w czasie wojny. Później, szczególnie zaś kiedy ludożerstwo ustanie, jeńcami bywają też mężczyźni; wynikiem zaś tego w pewnych razach bywa powstawanie części roboczej, wyodrębnionej jasno od części kierowniczej. U Czynuków jeńcy "wykonywają wszelkie roboty ciężkie". Czytamy, iż Beluczowie, unikając ciężkich trudów rolnictwa, wkładają je na barki Jutów-dawnych krajowców, których sami podbili. Beecham powiada, że na Wybrzeżu Złotym jeńcy często używanymi bywają do oczyszczania gruntu pod uprawę. na koniec, pomiędzy Felatami "jeńcy są liczni: mężczyźni trudnią się tkactwem, zbieraniem drzewa lub trawy, albo też pracą inną; niektóre z kobiet oddają się przędzeniu... przygotowują wełnę dla tkaczów, inne zajęte są tarciem i mieleniem zboża itp."

Wraz z takim powiększaniem się objętości-pod wpływem łączenia się pierwotnych skupień społecznych we wtórne-ukazują się też dalsze różnice części. Utrzymywanie się trwałe gromady złożonej każe przypuszczać obecność zarówno "głowy" całości, jak i głów części poszczególnych; to też proces różniczkowania, podobny temu, jaki uprzednio wytworzył już był wodza, obecnie wytwarza znów wodza wodzów. Niekiedy powstaje taki związek w celach obrony przeciwko wspólnemu wrogowi, niekiedy zaś jest on wynikiem podboju innych pokoleń przez jedno. W tym ostatnim wypadku pokolenie panujące, utrzymując się przy zwierzchnictwie, rozwija wyżej swój charakter wojowniczy, a w ten sposób staje się niepodobnym do innych.

Kolejne stadia rozwoju kręgosłupa uwydatniają dobrze działanie tego prawa w organizmach zwierzęcych. Na początku cała oś mózgowo-rdzeniowa przedstawia się w postaci wydłużonego zagłębienia blastodermy, zwanego "bruzdą pierwotną", niema wówczas jeszcze ani znaku kręgów, ani też nawet przeciwieństwa pomiędzy tą częścią kręgosłupa, która ma się stać głową, oraz tą która się stanie osią grzbietu. Ale oto brzegi ograniczające tę bruzdę, rosnąc wciąż i zaginając się szybciej na końcu przednim, który też jednocześnie bardziej się rozszerza, pozwalają odróżniać już czaszkę od grzbietu; z drugiej strony początek segmentacji części grzbietowej, podczas gdy część czaszkowa pozostaje nie usegmentowaną, jeszcze bardziej uwydatnia to przeciwieństwo. Wewnątrz każdego z tych działów głównych powstają rychło pomniejsze. Zaczątkowa czaszka, pochylając się ku przodowi jednocześnie okazuje nam trzy zgrubienia, będące zapowiedzią zawartych w niej ośrodków nerwowych; gdy tymczasem segmentacja kolumny grzbietowej, dochodząc aż do końca, wytwarza jednostajny prawie szereg kręgów pierwotnych-"protovertebrae". Kręgi te zrazu nie tylko bardzo mało różnią się od siebie, ale każdy z nich jest stosunkowo prostą masą kwadratową. Stopniowo ten szereg prawie jednostajny rozpada się na działy odmienne-na grupę szyjową, grzbietową, lędźwiową; podczas zaś kiedy szereg kręgów różniczkuje się w ten sposób w jego rozmaitych okolicach, każdy krąg zmienia również swą postać ogólną, jaką pierwotnie posiadał wespół z innymi, na pewną postać szczególną, wyróżniającą go niekiedy od pozostałych. W całym zarodku toczą się też jednocześnie sprawy pokrewne, które, wyodrębniając zrazu od innych każdą część większą, następnie wyodrębniają znowu cząstki tej części.

Kiedy już takie skupienia skupień stężeją o tyle, że zjednoczone ich władze podlegną kierownictwu jednego czynnika rządzącego,wówczas zawiera się sojusze z innymi skupieniami skupień, albo się je podbija; sprawa zaś ta kończy się od do czasu czasu zupełnym zespoleniem. Kiedy się to zdarzy, sprawa rządzenia staje się jeszcze bardziej złożoną; mamy już wówczas; króla, rządców miejscowych i drobniejszych zwierzchników. na koniec, w tym samym czasie wybitniej też zarysowuje się podział na klasy: wojowniczą, kapłańską, niewolniczą itp. Jasnym jest przeto, że większa zawiłość budowy towarzyszy wzrostowi masy.

§ 229. Owo wzmaganie się różnorodności, towarzyszące wzrostowi skupień obydwóch kategoryj, przedstawia inną jeszcze cechę wspólną. Oto, obok niepodobieństw, odróżniających części skupienia a wynikłych z rozwoju działań koordynujących, ukazują się też niepodobieństwa działań skoordynowanych - narządów odżywczych itp. w jednym wypadku, zaś urządzeń przemysłowych w drugim.

Kiedy skupienia zwierzęce najniższego porządku łączą się ze sobą, tworząc skupienie porządku wyższego, i kiedy dalej te skupienia wtórne jednoczą się znów w trzeciorzędowe, to każdy z ich składników zrazu podobnym bywa do innych; ale z biegiem ewolucji powstają niepodobieństwa, zarysowujące się coraz bardziej stanowczo. stadia tej sprawy łatwo śledzić możemy u jamochłonnych, na bokach hydry pospolitej ukazują się w drodze pączkowania osobniki młode, które, po dosięgnięciu całkowitego rozwoju, oddzielają się od swej rodzicielki. W hydroidach złożonych młode, wytworzone w podobny sposób polipy pozostają na zawsze przytwierdzonymi do pnia macierzystego, a, powtarzając z kolei proces pączkowania, tworzą skupie-' nie rozgałęzione. Kiedy członkowie takiej grupy złożonej prowadzą życie podobne i prawie niezależne, jak to np. widzimy u rozmai-" tych rodzajów stałych, wówczas wszyscy oni, z wyjątkiem tych, co się stają narządami rozrodczymi, są do siebie podobni. Ale w skupieniach unoszących się po wodzie oraz pływających, a wytworzonych, drogą procesów podobnych, rozmaicie uwarunkowani członkowie skupienia poczynają się od siebie różnić, przybierając odmienne funkcje. Dzieje się tak samo z pomniejszymi grupami społecznymi połączonymi w większe. Każde pokolenie posiadało początkowo w swym łonie owe słabo zaznaczone podziały zajęć przemysłowych, wystarczające niskiemu rodzajowi jego życia, a podobne do podziałów każdego z pokoleń innych. Ale łączenie się ułatwia wymianę wytworów; -kiedy zaś, jak to się zdarza najczęściej, różne pokolenia składowe zamieszkują miejscowości, sprzyjające odmiennym rodzajom wytwarzania, wówczas poczyna się ukazywać różnica zajęć, a wynikiem jej bywa niepodobieństwo budowy przemysłowej odrębnych części. Nawet wśród pokoleń nie zjednoczonych, jak np. w Australii, odbywa się wymiana wytworów pomiędzy odnośnymi siedzibami plemion, dopóki wojna nie stanie temu na zawadzie. Na koniec, oczywistym jest, że tam, gdzie osiągniętym będzie taki stopień integracji, jaki widzimy na Madagaskarze, albo w główniejszych państwach murzyńskich Afryki, pokój wewnętrzny, wynikły z poddania się różnych plemion jednemu rządowi, ułatwia stosunki handlowe. Ponieważ części podobne stale są tutaj ze sobą zespolone, przeto możliwą się staje wzajemna ich zależność; zaś w miarę wzrastania owej zależności potęgują się też różnice części.

§ 230. Postęp organizacji, zdążający w ten sposób za postępem skupiania się, a podobny tak w organizmach osobniczych jak i społecznych, zgadza się w obu wypadkach z jednym prawem ogólnym: zróżniczkowania odbywają się tam, podążając od ogółu do szczegółu. Naprzód mamy szerokie a proste różnice pomiędzy częściami; dalej wewnątrz każdej z tych pierwotnie zróżniczkowanych części spostrzegamy zmiany, wyodrębniające działy każdej z nich; jeszcze później w każdym z takich niepodobnych działów ukazują się różnice pomniejsze i tak dalej ustawicznie.

W ciągu rozwoju społecznego można również śledzić przeobrażenia podobne. Za przykład posłuży nam tutaj powstawanie urządzeń kontroli religijnej. W plemionach prostych oraz w gromadkach plemion w ciągu wcześniejszej doby ich skupiania się, znajdujemy ludzi, pełniących jednocześnie czynność: czarodziejów, kapłanów, wróżbiarzy, egzorcystów, doktorów,-znajdujemy ludzi, rozprawiających się z domniemanemu istotami nadprzyrodzonymi we wszelki możliwy sposób: już zjednywają je oni, już szukają a nich wiedzy oraz pomocy, już rozkazują im, już je pokonywają. W miarę postępów integracji społecznej, ukazują się różnice zarówno w czynnościach tych ludzi, jak i w ich stanowiskach* Na Tanna "istnieją doktorowie od deszczu... i mnóstwo innych ludzi "świętych"". Na Fidżi znajdują się nie tylko kapłani, ale i wiedźmy; wśród wyspiarzy z Sandwich spotykamy wróżbiarzy, jako też i kapłanów; wśród Nowo-Zelandczyków Thomson odróżnia kapłanów i czarodziejów; na koniec wśród Kafrów, obok wróżbiarzy i sprowadzaczy deszczu, istnieją dwie klasy doktorów, z których jedni przy pomocy czynników nadprzyrodzonych, zaś drudzy za pomocą przyrodzonych czynników leczą chorego. W społeczeństwach dalej posuniętych w rozwoju, jak np. i w społeczeństwach Ameryki starożytnej, spostrzegamy jeszcze większą różnolitość tej grupy, niegdyś jednostajnej: w Meksyku np. klasa lekarzy, pochodząca od klasy czarodziejów, którzy po nieprzyjacielsku rozprawiali się z działaczami nadprzyrodzonymi, domniemanymi sprawcami chorób, różniła się od klasy kapłanów, których stosunek do działaczy nadprzyrodzonych polegał na zjednywaniu tychże działaczy. Dalej, klasa kapłańska zawierała w sobie kilka rodzajów działaczy, dzielących pomiędzy siebie obowiązki religijne; byli tu ofiarnicy, wróżbiarze, śpiewacy, twórcy hymnów, nauczyciele młodzieży; nadto, w każdym z tych podziałów było jeszcze pewne stopniowanie dostojeństw. Taki postęp kapłaństwa od ogółu do szczegółu doprowadził wśród narodów wyższych do tak wybitnego wyodrębnienia tej klasy, iż o pierwotnym jej powinowactwie zapomniano. Kapłani-astrologowie plemion starożytnych dali początek klasie uczonych, tak różnorodnie wyspecjalizowanej dzisiaj; od kapłanów-lekarzy starożytności pochodzi znów klasa lekarzy, wraz z jej głównymi i pomniejszymi podziałami; gdy tymczasem we właściwej klasie duchowieństwa nie tylko powstały rozmaite stopnie godności duchownych-od papieża aż do kościelnego sługi-ale różne rodzaje urzędów, jak dziekana, proboszcza, księdza, diakona, chórzysty, a nadto inne jeszcze rodzaje, jak wikariuszy i kapelanów. Podobnie też dzieje się z rozwojem jakiegokolwiek urządzenia przemysłowego; tak np. poczynając od kowali pierwotnych, przetapiających własne swe żelazo i wyrabiających z niego narzędzia, dochodzimy do naszych okręgów przemysłu żelaznego, gdzie przygotowywanie metalu zróżnicowało się na: wytapianie, lutrowanie, hartowanie, walcowanie i gdzie zamiana tego metalu na narzędzia podzieliła się również na sprawy różnorodne.

Przeobrażenie, którego przykład podaliśmy tutaj, jest w istocie wzorem owej zamiany jednorodności na różnorodność, jaka wszędzie cechuje ewolucję; ale co szczególniej zaznaczyć tutaj wypada, to ten fakt, że zmiana laka cechuje organizmy osobnicze oraz społeczne w stopniu szczególnie wysokim.

§ 231. Ściślejsze zbadanie faktów odsłoni przed nami inną jeszcze równoległość uderzającą. Wewnętrzne urządzenie narządów zwierzęcych oraz roślinnych kształtuje się na tej samej zasadzie.

Organy wewnętrzne jakiejś istoty żywej, przedstawiając różnice wielorakie, posiadają jednak pewne cechy wspólne. Każdy z nich zaopatrzony jest w przyrząd, służący do dostarczania pożywienia jego częściom, do przynoszenia mu materiałów, których kosztem działa, do wydalania materiałów zużytych, do wyprowadzania produktów, przezeń wytwarzanych, jak również do kierowania jego działalnością. Jakkolwiek wątroba np. i nerki niepodobne są do siebie z postaci ogólnej i budowy drobnowidzowej, jak również z czynności, jakie wykonywają, to wszakże tak jedna z nich, jak drugie posiadają układ tętnic, żył, naczyń chłonnych - posiadają rozgałęzione przewody ku wyprowadzaniu swych wydzielin, oraz nerwy, podniecające lub powściągające ich działania. W znacznej mierze to samo stosuje się też do owych narządów wyższych, które zamiast wyrabiać, oczyszczać i rozprowadzać krew, przyczyniają się do życia ogólnego przez wykonywanie działań zewnętrznych; mówimy tu o narządach nerwowych i mięśniowych. One również posiadają własne swe przewody do sprowadzania przygotowanych już materiałów, drogi do wydalania materiałów wadliwych, oraz do wyprowadzania materyj zużytych, jak również posiadają komórki i włókna kontrolujące. Tak więc obok licznych a wybitnych różnic budowy, istnieją też wydatne cechy jej wspólności.

Tak samo ma się rzecz ze społeczeństwem. Skupienie obywateli, tworzące narząd, zatrudniony wytwarzaniem jakiegoś wyrobu ku pożytkowi całości, albo też w inny sposób zaspakajający potrzeby narodu, posiada w sobie narządy podrzędne, w istocie swej podobne do takich samych narządów każdego z organów, zajętych inną jakąś czynnością. Weźmy np. okręg przemysłu bawełnianego, albo też wyrobów żelaznych; dosiada on szereg urządzeń, służących do sprowadzania materiału surowego, oraz grupę urządzeń innych, gromadzących i rozsyłających wyroby; posiada cały układ większych i mniejszych przewodów, po których podążają zapasy żywności oraz innych potrzeb życiowych, czerpane z ogólnego zasobu, krążącego po całym państwie, a dowożone aż do mieszkań pracowników miejscowych oraz ich kierowników; posiada on urządzenia pocztowe i inne, służące do przesyłania owych impulsów, pod wpływem których przemysł miejscowy ożywia się, albo się zatrzymuje; posiada miejscowe władze nadzorcze, państwowe oraz kościelne, utrzymujące porządek i umożliwiające zdrową działalność narządu. To samo ujrzymy, zwracając się od okręgu, wytwarzającego pewne wyroby do portu nadmorskiego, który pochłania je i rozsyła: spostrzegamy tam, iż urządzenia rozdzielcze i kierownicze są prawie te same. Nawet tam, gdzie organ społeczny, nie oddając się czynności materialnej, ma za obowiązek, jak np. uniwersytety, przysposobienie pewnych klas jednostek do rozmaitych czynności społecznych, nawet tam również powtarza się ten ogólny typ budowy: urządzania, służące do utrzymywania i kierownictwa instytucji, jakkolwiek różne pod niektórymi względami, podobne są jednak w swojej istocie: mamy tu również klasy rozdzielców, klasy kontroli cywilnej, oraz szczególnie rozwiniętą klasę kontroli kościelnej.

Zauważywszy, iż owej wspólności budowy narządów społecznych, jak również owej wspólności budowy narządów ciała żyjącego niechybnie towarzyszy współzależność tychże narządów, spostrzeżemy jaśniej, niż dotychczas, jak wielkim jest podobieństwo przyrody pomiędzy Organizacją osobniczą, a społeczną.

§ 232. Potrzeba wspomnieć tu jeszcze o pewnym podobieństwie budowy. Tworzenie się narządów w ciele żyjącym podąża drogami, które odróżniać możemy, jako pierwotne, wtórne i trzeciorzędowe; w podobny też sposób istnieją pierwotne, wtórne i trzeciorzędowe drogi wytwarzania się narządów społecznych. Przypatrzymy się tutaj każdej z owych trzech równoległości. U zwierząt niższego typu narządem, wydzielającym żółć nie jest wątroba, lecz pojedyncze komórki, umieszczone w ścianach jednej części przewodu odżywczego. Komórki te, każda, z osobna, wykonywają swą czynność, oddzielając od krwi pewne materie i wydalając ze siebie to, co oddzieliły.

Ściśle mówiąc nie istnieje tu jeszcze żaden organ, lecz tylko pewna liczba jednostek, nie zespolonych jeszcze w narząd. Podobnym to jest do zaczątkowej formy jakiegoś urządzenia przemysłowego w społeczeństwie. Zrazu każdy pracownik sam wykonywa swoją robotę i sam dostarcza wyrób swój spożywcom. Porządek taki istnieje dotąd w naszych wioskach, gdzie szewc przy własnym swym ognisku robi i sprzedaje buty, gdzie kowal sam jeden zaopatruje sąsiadów w wyroby żelazne; są to przykłady pierwotnego typu wszelkich urządzeń wytwórczych. Wśród dzikich zarysowują się lekkie zróżnicowania, pod wpływem zdolności osobistych. Nawet o uwstecznionych mieszkańcach Ziemi Ognistej Fitzroy powiada nam, iż "jeden z nich staje się zwolennikiem włóczni, inny procy, zaś inny łuku i strzał". Ponieważ podobne różnice uzdolnień wśród członków pokoleń pierwotnych nakłaniają różnych łudzi do obrania danego rodzaju wytwórczości, wynika stąd przeto, iż organ jakiegoś przemysłu niechybnie poczynać się musi, jako jednostka. Gdzie, tak jak wśród Indian kalifornijskich Shasta, "wyrabianie strzał jest zawodem odrębnym"-tam oczywistym się staje, że skoro wyższość jest przyczyną zróżnicowania, tedy pracownik musi zrazu pozostawać pojedynczym. W następnych okresach rozwoju nawet wśród małych społeczności osiadłych typ ten istnieje w dalszym ciągu. Twierdzenie, że wśród Murzynów Nadbrzeżnych "najzdolniejszy człowiek w wiosce jest zazwyczaj kowalem, stolarzem, budowniczym i tkaczem", z jednej strony wskazuje nam na niezróżnicowane jeszcze stadium rozwoju rzemiosła, z drugiej zaś poucza, jak dalece indywidualną jest tutaj budowa warstwy rzemieślniczej; domyślnym zaś z tego wszystkiego wywodem jest ten, że ukazującym się później nowym potrzebom społeczeństwa czyni zadość ciągły przyrost takich osobników, pełniących pojedynczo i niezależnie od siebie swe czynności.

Zaczątkowy narząd wydzielający, za sprawą dwóch przemian jednoczesnych, dosięga owego wyższego stadium budowy, od jakiego obecnie rozpoczniemy nasze porównanie. Komórki przechodzą od stanu skupień rozproszonych do stanu skupień zbitych; te zaś ostatnie zyskują jeszcze na złożoności. Zamiast komórki pojedynczej, wyrabiającej i wydalającej swój produkt, mamy teraz wydłużone woreczki złożone z całej rodziny komórek; woreczek taki, otwarty na jednym ze swych końców, pozostawia wolną drogę produktowi komórek. Jednocześnie wytwarza się zintegrowana grupa takich woreczków, z których każdy zawiera jednostki wydzielające i posiada swe osobne ujście. W społeczeństwach na wpół cywilizowanych znajdujemy pewien typ organa społecznego ściśle odpowiadający owemu typowi narządów osobniczych. Oto w którejś z tych osiadłych a rosnących społeczności zapotrzebowanie pracowników pojedynczych, bardziej już wyspecjalizowanych co do rodzaju zajęć, poczyna objawiać się stale; każdy też z pracowników, naglony pilnością, roboty, przybiera sobie do pomocy własne dzieci. Praktyka taka począwszy się przypadkowo-utrwala się; niekiedy zaś urasta na nieuchronny zwyczaj, mocą którego każdy pracownik wdraża dzieci swe do własnego rzemiosła. Liczne są przykłady tego stadium rozwoju. Zajęcia rękodzielnicze "jak każde inne powołanie lub zawód w Peru zawsze przechodziło z ojca na syna. Podział na kasty pod tym szczególniej względem był tam tak ścisły, jak w Egipcie lub Industanie". Nadto, w Meksyku "synowie w ogólności uczyli się zajęć swoich ojców i obejmowali ich zawód". To samo stosowało się też do przemysłowych urządzeń ludów Europy za czasów dawnych. Na mocy kodeksu Teodozjusza młodzian rzymski zniewolony bywał do oddawania się zajęciom swych ojców... Jakoż konkurent, starający się o rękę córki, wtedy tylko ją otrzymywał, kiedy się poświęcał zawodowi jej rodziny. We Francyi średniowiecznej rzemiosła były dziedziczne, dawniejsze też okresy dziejów Anglii cechowały się zwyczajem podobnym. Rozgałęzienie się zawodu danej rodziny w ciągu pokoleń na pewną liczbę rodzin spokrewnionych ze sobą a oddanych jednakowemu zajęciu wytwarzało zaczątek cechu; takie zaś zjednoczone ze sobą rodziny, monopolizujące pewien rodzaj przemysłu, tworzyły gromadę, która zamieszkiwała zazwyczaj tę samą dzielnicę. stąd to owe do dziś dnia pozostałe nazwy ulic w miastach angielskich: ,,Fellmonger, Horsemonger i Fleshmonger, Schoc-wright i Schieldwright, Turner i Salter Streets". (Ulica handlarzy drzewa, koni, Rzeźnicka itd.). Podział oczywiście podobny do te- go, jaki dotąd istnieje jeszcze na bazarach wschodu. Otóż, zauważywszy, że taka dzielnica przemysłowa zajętą była przez wiele rodzin spokrewnionych, z których każda zawierała w sobie synów pracujących pod kierunkiem ojca, że ten, kierując robotą, zbywał zarazem wyroby, i że kiedy rodzina i prowadzony przez nią interes były dość znaczne, stawał się on głównym nabywcą materiałów surowych i oddawcą wyrobów, spostrzeżemy, że istniała tam analogia z owym rodzajem opisywanego wyżej narządu gruczołowego, który się składa z pewnej liczby woreczków, złożonych z komórek, a posiadających odrębne ujście.

Można tu nakreślić trzecie jeszcze stadium analogii. Obok owego rozrostu gruczołów, spowodowanego bardziej ożywioną czynnością zwierzęcia bardziej rozwiniętego, ukazuje się też zmiana budowy, będąca wynikiem zwiększania się objętości narządu. Kiedy woreczki się mnożą, gdy tymczasem przewody ich wszystkie mają prowadzić do jednego miejsca, to wynika stąd, że ujścia ich coraz liczniejsze zajmują większą przestrzeń na ścianie jamy, będącej odbiornikiem wydzielin; kiedy zaś bocznemu rozszerzaniu się tej przestrzeni stają na zawadzie wymagania samej czynności narządu, to wynikiem tego będzie zdobywanie niezbędnej przestrzeni przez wytwarzanie worków ślepych. Dalsza tegoż rodzaju potrzeba prowadzi do tworzenia się drugorzędnych woreczków ślepych zbaczających od głównego, który tym samym staje się po części przewodem. W ten sposób rozwija się ostatecznie duży jakiś narząd trzebny np. wątroba, posiadający jeden główny przewód i rozgałęzione przewody boczne, przenikające całą masę narządu. Przejdźmy teraz przez stadia równoległe opisanego wyżej rodzaju organów przemysłowych. Pomiędzy typem przemysłu domowego, a fabryką nie masz nagłej -przerwy, ale istnieje przejście stopniowe. Pierwszy krok tego pochodu widzimy w owych przepisach cechowych, mocą których do liczby członków rodziny może być przydanym uczeń(zrazu prawdopodobnie krewniak), ten zaś, jak powiada Brentano, "stawał się członkiem rodziny swego majstra, który, ucząc go własnego rzemiosła, czuwał jak ojciec zarówno nad moralnością jego, jak i nad robotą"; faktycznie więc uczeń taki stawał się przybranym synem, przemiana taka już się utrwaliła, upowszechnił się zwyczaj posługiwania się uczniami, którzy też zmienili się na najemników wędrownych. Z rozwojem tej zmienionej grupy domowej majster urastał na właściciela wyrobów, wytworzonych już nie tylko przez jego rodzinę, lecz i przez innych; w miarę zaś rozszerzania się tej sprawy nieuchronnie sam on przestawał być pracownikiem, zaś całkowicie stawał się rozdzielcą (distributor)-jak gdyby przewodem, przez który wychodziły na zewnątrz wyroby już nie kilku synów, lecz wielu nie spokrewnionych ze sobą rzemieślników. Utorowało to drogę do takich urządzeń, w których ilość osób zajętych robotą znacznie przekraczała liczbę członków rodziny, aż wreszcie z użyciem siły mechanicznej ukazały się rękodzielnie: szereg pokojów, z których każdy zawierał w sobie mnóstwo jednostek wytwórczych, wysyłających własny swój dopływ wyrobów, który łączył się z dopływami innymi, zanim wszystkie wreszcie nie dosięgły jednego ujścia. Ostatecznie w rozwiniętych silnie organach przemysłowych spostrzegamy wiele fabryk skupionych w jednym mieście, oraz inne zgromadzone w miastach sąsiednich; z miast tych oraz w ich kierunku liczne rozgałęzione drogi pozwalają wywozić zasoby odzieży, tkanin itp. oraz dosyłać materiały surowe.

Istnieją też przykłady, w których jakiś nowy przemysł przeszedł przez owe stadia w ciągu paru pokoleń; tak np. miała się rzecz z przemysłem puszkarskim. Przed 50 laty w hrabstwach środkowych chrzęst i stuk pojedynczych warsztatów dochodził zaledwie z domków przydrożnych tu i owdzie rozsianych: pojedynczy pracownik wykonywał sam i sprzedawał swój wyrób. Później powstały pracownie, w których słyszeć można było robotę kilku takich warsztatów: pracowali tam ojciec ze swymi synami z dodatkiem może jakiegoś czeladnika. Z biegiem czasu wyrosły wreszcie duże budowle, zawierające w sobie wiele podobnych warsztatów, pędzonych siłą pary; na koniec wiele takich dużych gmachów usadowiło się w tym samym mieście.

§ 233. Wszystkie te analogie budowy dosięgają pewnej fazy ostatecznej jeszcze bardziej uderzającej. W obu wypadkach zachodzi przeciwieństwo pomiędzy pierwszorzędnym sposobem rozwoju, a sposobem późniejszym, który zajął miejsce tamtego.

W przebiegu swym ogólnym, od typów niższych ku wyższym, ewolucja organiczna przechodziła przez wszystkie opisane powyżej stadia za pomocą zmian nieznacznych; ale w rozwoju osobniczym organizmów typu wyższego stadia te powtarzają się w skróceniu i dany i narząd wytwarza się w sposób stosunkowo bezpośredni. Tak np. wątroba zarodka ssących tworzy się przez nagromadzenie licznych komórek, aż oto urastają one w masę odstającą od ściany kiszki pierwotnej, gdy tymczasem jednocześnie wypukła się w nią-ślepe zagłębienie tej kiszki. Przeobrażenie się tego ślepego worka w przewód wątroby odbywa się jednocześnie ze sprawą wytwarzania się, w masie jej komórek, przewodów pomniejszych złączonych z tym głównym; na koniec w tym samym czasie odbywają się inne jeszcze zmiany, ukazując się jedna po drugiej w ciągu ewolucji organu po przez stadia coraz to wyższe. Podobnie też dzieje się w sprawie powstawania organów przemysłowych. Dziś, kiedy system fabryk mocno jest utrwalony - kiedy włączonym on został do społecznego ustroju, spostrzegamy bezpośrednie stosowanie jego w rozmaitych gałęziach przemysłu, albowiem jego przydatność stała się oczywistą. Jeżeli w jakiejś miejscowości odkrycie rudy żelaznej prowadzi do założenia tam żelaznego przemysłu, jeżeli na innym miejscu jakiś szczególny rodzaj wody ułatwia warzenie piwa, to w wypadkach takich nie widzimy przechodzenia przez dawniejsze stadia pojedynczego pracownika rodziny, rodzin skupionych itd. Ale spostrzegamy nagłe skierowanie do owej miejscowości tak materiałów jak i ludzi, po czym powstają zaraz odpowiednie urządzenia typu wyższego. Co większa-nie tylko jeden znaczniejszy zakład rozwija się wówczas w taki sposób bezpośredni, ale całe skupienie wielkich zakładów. W Barrow-in- Furness widzimy całe miasto z jego warsztatami żelaznymi, przedsiębiorstwami dowozu i wywozu, z rozległymi dokami, z jego środkami komunikacji, a wszystko to w ciągu lat niewielu zbudowano podług takiego typu, jaki drogą zmian kolejnych musiał wytwarzać się w ciągu całych stuleci.

Obu wypadkom wspólną jest również pewna pokrewna tamtej, lecz bardziej jeszcze wybitna przemiana sprawy ewolucyjnej. Zupełnie tak samo jak w zarodku zwierzęcia wyższego rozmaite organy kładą podwaliny swych ważnych części, wzorując się na typach pierwotnych, jak gdyby wiedząc o tym, iż pochodziły przez nie, tak samo z całym ciałem w ogólności zdarza się, że całkowite organy, które w ciągu filogenetycznego rozwoju typu ukazywały się stosunkowo późno, w rozwijającym się typie osobniczym ukazują się względnie wcześnie. Sprawa ta, którą prof. Haeckel nazwał heterochronizmem, objawia się nam np. we wczesnym zarysowywaniu się mózgu u zarodka ssaków, pomimo iż wśród niższych typów kręgowców mózg wcale nie istnieje; albo jeszcze przykład podobny widzimy w segmentacji kolumny grzbietowej, już przed wytworzeniem się jakiegokolwiek układu odżywczego, jakkolwiek u kręgowców pierwotnych istnieją bardzo słabe tylko oznaki segmentacji, nawet wówczas, gdy układ odżywczy jest już całkiem rozwinięty. W ewolucji społecznej przykładu podobnej przemiany porządku rozwojowego dostarczają nam społeczności nowe, odziedziczające jakieś utrwalone zwyczaje społeczeństw starych. Wzorem mogą tu być Stany Zjednoczone, gdzie miasto jakieś, powstałe na dalekim zachodzie posiada juz ulice i place, ma swój hotel, kościół i biuro pocztowe, obok bardzo małej jeszcze liczby domów,-Stany Zjednoczone, gdzie droga żelazna przebiega przez pustynię, jak gdyby w przewidywaniu osiedleńców, albo wreszcie przykładem może być Australia, gdzie w kilka lat potem, jak dokoła nowych kopalni poczęły się gromadzić lepianki poszukiwaczy złota, zakładano drukarnię i dziennik; jakkolwiek w kraju macierzystym stulecia upłynąć musiały, zanim miasto podobnej wielkości rozwinąć mogło taką działalność.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009