Herbert Spencer

ROZDZIAŁ VII

ZŁOŻONE ZWIERZCHNICTWO POLITYCZNE

§ 483. W rozdziale poprzedzającym śledziliśmy rozwój pierwszego pierwiastku owej trójjedynej budowy politycznej (państwowej), jaka w początkach objawia się wszędzie. Przechodzimy obecnie do rozwoju pierwiastku drugiego — grupy ludzi wybitnych, wśród których wódz jest zrazu tylko osobistością najwybitniejszą. Zobaczyć tu mamy, w jakich warunkach pierwiastek ten rozwija się aż do podporządkowania sobie dwóch tamtych, jakie przyczyny wpływają na jego uszczuplenie, jakie zaś wpływają na rozszerzenie się jego, tak znaczne, iż przechodzi on w pierwiastek trzeci.

Jeżeli wrodzone czucia i skłonności danej rasy biorą znaczny udział w określaniu rozmiarów i spoistości tworzonych przez nią grup społecznych, to jeszcze bardziej uczestniczyć one muszą w określaniu wzajemnych stosunków pomiędzy członkami każdej takiej grupy. Jeżeli rodzaj życia danej grupy dąży do nadania jej takiej lub innej budowy politycznej, to z drugiej strony skutki odnośne komplikują się zawsze pod wpływem oddziaływania charakteru odziedziczonego. Bez względu na to, czy stan pierwotny, w którym władza rządząca rozdzielona jest równomiernie pomiędzy wszystkimi wojownikami lub starszymi, przeobraża się lub też się nie przeobraża w taki stan, w którym rządząca władza zmonopolizowaną zostaje przez jednego, bez względu na to, zależy on po części od łupieżczego, albo też pokojowego rodzaju życia danej grupy, po części zaś od przyrody jej członków, popychającej ich do opierania się nakazom z mniejszą lub większą zaciętością. Kilka faktów uwydatni nam lepiej tę prawdę.

Arafurowie (wyspiarze papuańscy), którzy „żyją w pokoju i miłości braterskiej”, nie znają żadnej innej „władzy pośród siebie, oprócz postanowień swoich starszych”. Wśród niewinnych Todów, „wszelkie spory, oraz pytania o złem i dobrem, rozstrzygane są albo przez sąd polubowny, albo też przez punchayet, czyli radę pięciu”. O Bodach i Dimalach, którzy, podług opisów, mają wstręt do służby wojskowej, oraz „całkowicie są wolni od zuchwalstwa, mściwości, okrucieństwa i pyszałkowatości”, czytamy, że jakkolwiek każde z ich małych społeczeństw posiada nominalnego zwierzchnika, któremu płaci daninę, ta jednak nie ma nad sobą władzy, a „spory rozstrzygane są u nich przez sądy starszych”. W przykładach tych, obok braku takich przyczyn, które doprowadzają do zwierzchniczej przewagi wodza, można zaznaczyć obecność przyczyn innych, bezpośrednio ją hamujących. O Papuańczykach, których typem w opisach Modery, Rosaa i Kolfta bywają zwykle wzmiankowani wyżej Arafurowie „dobroduszni”, „łagodnego usposobienia”, uprzejmi i pokojowi względem obcych, Eart powiada, iż niezdolnymi są do działań wojennych; „nieznoszenie przez nich żadnej kontroli... w najwyższym stopniu przeszkadza owej organizacji, jaka byłaby pozwoliła” Papuańczykom „bronić ziemi ich przeciwko wdzieraniu się innych”. Bodowie i Dimalowie, będąc „wolnymi od wszelkich gwałtowności, tak względem swoich, jak i względem sąsiadów”, również „opierają się wszelkim nakazom niesłusznym z ponurą zaciętością”. na koniec, o pokrewnym „wielce ujmującym ludzie”, o Lepchach, przyjacielskich, pokojowych, uprzejmych, jak ich jednomyślnie opisują podróżnicy, a wzbraniających się od służby żołnierskiej, mówią nam, iż „zniosą oni raczej największy niedostatek, lecz nie ulegną uciskowi albo niesprawiedliwości”.

Tam, gdzie odraza względem kontroli jest silna, tam w dalszym ciągu trwa jeszcze niescentralizowana organizacja polityczna, pomimo działań wojennych, dążących do ustanowienia przywództwa. Nagaowie „nie uznają pośród siebie żadnego króla”, ich „wioski wiodą ustawiczne kłótnie”; „każdy jest tam własnym swym panem, namiętnościami jego i skłonnościami, rządzi tylko jego zwierzęca siła”; dalej zaś czytamy, że „drobne kłótnie i spory o własność, rozstrzygane są przez radę starszych, przy czym strony zwaśnione, dobrowolnie poddają się jej wyrokowi. Ale, mówiąc właściwie, w społeczności nagajskiej, „nie masz ani cienia jakiejś władzy ustalonej i, jakkolwiek wyda się to dziwnym, ten brak rządów nie pociąga za sobą żadnego znaczniejszego nieładu”. Podobnie też dzieje się wśród wojowniczych plemion Ameryki północnej. Mówiąc o ludach tych w ogólności, Schoolkraft powiada, iż „wszystkie one chcą rządzić, lecz nie być rządzonymi. Każdy Indianin sądzi, że ma prawo robić co mu się spodoba, oraz, że nikt nie jest lepszym od niego; to też raczej bić się będzie, a nie ustąpi w tym, co uważa za słuszne”. O Komanczach, wziętych jako przykład, robi on uwagę, że „pierwiastek demokratyczny silnie jest w nich zakorzeniony”, oraz, że dla spraw rządzenia „w odstępach regularnych zbierają się zgromadzenia publiczne w ciągu roku”. Dalej czytamy, że w dzielnicach dawnej Ameryki środkowej, istniały społeczności nieco wyżej rozwinięte, które, będąc wojowniczymi, dążyły jednak pod wpływem zazdrości podobnej do zabezpieczenia siebie przeciwko monopolowi władzy. Rządy sprawowała rada, wybierana z pośród starców, która wyznaczała wojennego wodza; ten zaś, „gdy go tylko podejrzewano o spiskowanie przeciwko bezpieczeństwu ogólnego dobra, albo też w celach zagarnięcia władzy najwyższej w swe ręce, był zawsze skazywany na śmierć przez radę”.

Chociaż właściwości charakteru, popychające w ten sposób, w stadiach wcześniejszych, niektórych ludzi do wytworzenia złożonego zwierzchnictwa politycznego, oraz do opierania się jedynowładztwu nawet pomimo nacisku wojny, są rzeczą wrodzoną, to jednak nie jesteśmy całkiem pozbawieni wskazówek co do przyczyn owej ich wrodzoności; ze względu zaś na wyjaśnienia, jakie obecnie podjąć nam wypadnie, pożytecznym będzie, gdy się przyczynom owym przyjrzymy. Komanczowie, oraz plemiona pokrewne, koczujące małymi hordami, mające wśród siebie czynnych i biegłych jeźdźców, w ciągu długich okresów ubiegłych znajdowali się w warunkach utrudniających ujarzmienie człowieka przez człowieka. Tak samo też, chociaż pod wpływem innych przyczyn, działo się wśród Nagaów. „Zamieszkują oni stromy i powikłany łańcuch górski”, wioski zaś ich „uczepione są na złomach skalnych”. Dalej w uwadze kapitana Burtona znajdujemy znamienny dowód tego, że zarówno w Afryce jak i w Azji, istnieją trzy postacie rządu: despotyzm wojskowy, feudalne monarchie i pierwotne rzeczypospolite: tych ostatnich twórcami są „plemiona Beduinów, ludy górskie, oraz mieszkańcy trzęsawisk”. Jasnym jest, że ostatnie te przykłady wskazują, iż ludy odnośne mieszkają w takich okolicach, które, zapobiegając samą przyrodą swoją scentralizowanej formie rządu, sprzyjają bardziej rozpierzchłej formie, oraz karności politycznej mniej stanowczej, jaka jej zwykle towarzyszy.

Fakty te wiążą się oczywiście z pewnymi innymi faktami już wzmiankowanymi wyżej. Widzieliśmy w § 17, a również w § 449, iż jest rzeczą stosunkowo łatwą wytworzyć społeczeństwo wielkie, gdy z jednej strony wszystkie części danego kraju są, łatwo dostępne i kiedy z drugiej posiada on jakieś zapory, utrudniające wychodźstwo; Tutaj widzimy dalej, że podobne warunki fizyczne przeszkadzają nie tylko początkowej integracji politycznej, polegającej na rozroście masy, ale, że uniemożliwiają one rozwój bardziej zintegrowanych form rządu. Okoliczności, przeszkadzające konsolidowaniu się społeczeństwa, przeszkadzają również ześrodkowywaniu władzy państwowej.

Tutaj dotyczy nas jednak głównie ta prawda, że ciągła obecność takiego lub innego splotu warunków rodzi w końcu charakter podatny bardziej bądź do scentralizowanej organizacji politycznej, bądź też do organizacji rozpierzchłej. Istnienie w ciągu całych pokoleń w kraju, w którym powstała kontrola despotyczna wytwarza odpowiadający jej typ przyrody — częścią pod wpływem nałogu codziennego, częścią zaś wskutek ostawania się w walce takich, którzy najbardziej uzdolnionymi są do życia pod kontrolą podobną. Przeciwnie, w kraju, sprzyjającym niezależności grup małych, z biegiem stuleci potęgują się uczucia odrazy do wszelkich więzów; nie tylko bowiem w każdym z członków grupy rozwijają się owe uczucia wskutek oporu stawianego od czasu do czasu wysiłkom ujarzmienia ich, ale, biorąc ogólnie, ci którzy opornymi są najbardziej, są zarazem tymi, którzy pozostając w niepodległości i przekazując cechy swoje duchowe potomstwu, stanowią o charakterze rasy.

Przyjrzawszy się tedy działaniu tak zewnętrznych jak i wewnętrznych czynników na grupy proste, zrozumiemy, w jaki sposób czynniki te działają ze sobą wespół, kiedy, za sprawą osiedlania się, albo inaczej, podobne plemiona znajdą się w warunkach, sprzyjających urastaniu ich na społeczności wielkie.

§ 484. Najlepiej będzie, gdy rozpoczniemy objaśnienia nasze od przykładu ludu niecywilizowanego, o przyrodzie podobnej, który w czasach późniejszych wykazał nam, co się dzieje wówczas, gdy warunki sprzyjają łączeniu się małych grup w wielkie.

Narody irokeskie, z których każdy składał się z wielu plemion niegdyś sobie wrogich, musiały bronić się przeciwko najeźdźcom europejskim. Połączenie się w tym celu owych pięciu (ostatecznie zaś sześciu) narodów spowodowało uznanie ich równości, gdyż nie nastąpiłaby zgoda co do połączenia się, gdyby wymagano, aby jeden z działów podlegał innym. Grupy te miały współdziałać w tym przypuszczeniu, że ich „prawa, przywileje i obowiązki” będą jedna kie. Jakkolwiek liczba stałych i dziedzicznych sachemów, wyznaczanych przez każdy naród pojedynczy ku wytworzeniu Wielkiej Rady, bywała różną” to jednak głosy każdego narodu były sobie równe. Pomijając szczegóły organizacji, musimy zaznaczyć naprzód to, że przez ciąg wielu pokoleń, a pomimo wojen, jakie związek ów prowadził, konstytucja jego pozostała niezmienną i żadna jednostka nie zdobyła władzy najwyższej; po wtóre zaś, że owa równość władzy grup rozmaitych istniała obok nierówności wewnątrz każdej grupy: lud nie brał udziału w jej rządach.

W ten sposób znajdujemy klucz do zrozumienia owego zwierzchnictwa złożonego, z jakiem oswoiły nas dzieje starożytne. Jesteśmy już w stanie zrozumieć, w jaki sposób w tym samem społeczeństwie mogły istnieć razem pewne urządzenia despotyczne obok innych, opartych widocznie na zasadach równości i uważane niekiedy za urządzenia wolne. Przypomnijmy sobie dawniejsze dzieje tych z pomiędzy narodów europejskich, które rozwinęły taką właśnie formę rządów.

W ciągu koczowniczego życia pasterskiego przyzwyczajono się już do ulegania jednemu zwierzchnikowi. Oporny członek wszelkiej grupy musiał albo poddawać się władzy, pod którą wyrósł, albo też, buntując się przeciwko niej, opuścić grupę i stawiać czoło niebezpieczeństwom, jakimi groziło nieosłonięte przez nikogo życie w dzikiej pustyni. Utrwalaniu się owej karności sprzyjały w dalszym ciągu częstsze ostawanie się w walce takich grup, w których karność ta była największą, gdyż w razie zatargu pomiędzy grupami, te z nich, których członkowie byli niekarni, jako mniejsze zazwyczaj oraz mniej zdolne do skutecznego współdziałania, łatwiej ulegały zagładzie. Ale oto do faktu, iż w podobnych rodzinach i klanach okoliczności sprzyjały utrwalaniu się posłuszeństwa względem ojca i patriarchy, należy dodać fakt inny, zaznaczony wyżej z naciskiem, że okoliczności sprzyjały tam również uczuciu wolności w stosunkach pomiędzy klanami. Sprawowanie władzy jednego nad drugim trudnym było z powodu tak znacznego rozproszenia, jako też i wielkiej ruchliwości; jakoż wraz ze skutecznym opieraniem się przymusowi zewnętrznemu, wraz z łatwością unikania go, co trwało przez ciąg niezliczonych pokoleń, łatwo mogła się wzmagać dążność do odpierania i nieznoszenia wszelkiej władzy obcej.

Jak już napomknięto, od warunków, jakim podpadały skupiające się a wyćwiczone w ten sposób grupy, zależało po części to, czy przybiorą one taką, czy też inną postać organizacji politycznej. Gdybyśmy nawet pominęli różnice pomiędzy Mongołami, Semitami i Ariami, zrodzone w czasach przedhistorycznych pod wpływem nieznanych nam przyczyn, albo też, gdyby długotrwające życie pasterskie stało się było nawet przyczyną zupełnego ich podobieństwa, to i wówczas wielkie społeczności, wytworzone z zespolenia ich hord niewielkich, mogłyby przedstawiać typ podobny, jedynie pod działaniem podobnych okoliczności. Właśnie w nieprzyjaznym wpływie tych ostatnich, można odnaleźć przyczynę tego, iż Mongołowie i Semici, tam, gdzie mogli osiedlić się i rozmnożyć, nie zdołali zachować niezależności swych hord składowych, oraz wyłonić odpowiadających temu urządzeń. Nawet Arjowie, u których najgłówniej rozwinęły się mniej ześrodkowane postacie rządu politycznego, wskazują nam, że wszystko prawie zależy od przyjaznych lub wrogich warunków, jakim się podpada. Odziedziczywszy zrazu wspólne cechy duchowe, rozmaite poddziały tej rasy rozwinęły wśród siebie rozmaite urządzenia oraz towarzyszące im rysy charakteru. Ci z pomiędzy nich, którzy się rozeszli po równinach Indii, gdzie wielka żyzność umożliwiała gęstą ludność, do kontrolowania której nie wiele było przeszkód fizycznych, utracili niepodległość swojej przyrody i nie rozwinęli wśród siebie takich systematów politycznych, jakie powyrastały u ich zachodnich pobratymców, pod wpływem okoliczności, sprzyjających zachowywaniu charakteru początkowego.

Domyślać się tu trzeba, że tam, gdzie grupy typu patriarchalnego znalazły się w okolicach, pozwalających na znaczny rozrost ludności, lecz posiadających taką budowę fizyczną, która przeszkadza ześrodkowywaniu władzy, tam pozostanie złożone zwierzchnictwo polityczne, oraz przez czas jakiś utrzymywać się będzie, dzięki współdziałaniu dwóch czynników: niezależności grup miejscowych, oraz potrzeby jednoczenia się na wojnie. Rozważmy tu parę przykładów.

§ 485. Wyspa Kreta posiada liczne doliny górskie, obfitujące w dobre pastwiska, oraz dostarcza wielu siedzib, zdatnych na warownie — siedzib, które, jak świadczą zwaliska, zużytkowywali niegdyś mieszkańcy. Podobnie też ma się rzecz z głównym lądem Grecji Zawiły układ gór rozdziela jego poszczególne części i utrudnia dostęp do każdej z nich. Szczególnie stosuje się to do Peloponezu, zaś nade wszystko do części zajmowanej przez Spartańczyków. Zauważono, iż państwo, posiadające oba brzegi Tajgetu, może być panem całego półwyspu: „jest to Akropolis Peloponezu, tak samo jak kraina ta jest Akropolem Grecji”,

Kiedy mieszkańców dawniejszych poczęły zalewać kolejne fale helleńskich zdobywców, ci ostatni przynieśli ze sobą przyrodę i organizację typu wspólnego Arjom, a zdradzającego owe opisane wyżej cechy wspólne. Taki lud owładnąwszy takim krajem nieuchronnie musiał z biegiem czasu rozpaść się „na tyle niezależnych klanów na ile dolin i dzielnic był podzielony sam kraj przez swoje łańcuchy górskie”. Wynikiem podziału było wzajemne zobojętnienie, tak, iż części od siebie odległe, stawszy się naprzód obcymi sobie, później stawały się wrogimi. Za dawnych czasów Grecji klany, zajmujące wioski górskie, odznaczały się taką pochopnością do wzajemnych najazdów, iż sadzenie drzew owocowych było próżnym marnowaniem pracy. Istniał wówczas stan rzeczy, podobny temu, jaki spostrzegamy wśród takich górskich plemion Hinduskich jak Nagaowie.

Jakkolwiek przechowywano tradycję wspólnego pochodzenia, przestrzegano posłuszeństwa względem najstarszego męskiego przedstawiciela patriarchy, to jednak, gdy ludność rozpraszała się po kraju, przez co nawet małe, przyległe do siebie grupy się oddzielały, a jeszcze bardziej owe odleglejsze skupienia grup, powstające z biegiem pokoleń, rząd ich wszystkich nieuchronnie stał się bardziej rozłącznym; podległość jednej głowie wspólnej była rzeczą coraz trudniejszą do osiągnięcia, zaś jedynie możliwym stawało się uleganie zwierzchnikom miejscowym. Jednocześnie też w takich warunkach potęgowały się przyczyny nieposłuszeństwa. Kiedy rozmaite gałęzie jednej rodziny będą tak od siebie oddzielone, iż rozdział ten zapobiega wzajemnym stosunkom, wówczas dzieje każdej z nich, oraz rodowody ich przywódców muszą albo zupełnie nieznanymi im być nawzajem, albo też znanymi będą tylko częściowo; jakoż niewątpliwie uroszczenia już to jednego, już drugiego z władców miejscowych do najwyższego przełożeństwa staną się przedmiotem sporu. Gdy przypomnimy sobie, jak, nawet w społeczeństwach osiedlonych, posiadających pomniki piśmiennicze, odbywały się wiekuiste zatargi o prawa spadkowe, oraz jak, aż do dni naszych, często zdarzają się sądowe sprawy, mające rozstrzygać o dziedziczeniu tytułów i własności, to będziemy musieli tylko wywnioskować, że w stanie takim np., jakim był stan dawnych Greków, trudność wykazania prawowitości przełożeństwa ogólnego, oraz żądza niepodległości własnej i zdolność zachowania jej nieuchronnie prowadziła do rozpadnięcia się władzy na liczne przywództwa miejscowe. Rzecz jasna, iż, odpowiednio do odmiennych warunków każdej miejscowości, rozszczepianie się rządów większych na pomniejsze odmiennego też dosięgało zakresu, oraz, że, nadto, drogą naturalną zdarzały się tam wypadki ponownego przywracania rządów ogólnych, albo też rozszerzania zakresu pomniejszych rządów. Ale, mówiąc ogólnie, dążnością takich warunków było wytwarzanie małych grup niezależnych, z których każda posiadała organizację typu patriarchalnego. stąd to pochodził nieraz upadek takich królestw, o jakich napomyka nam Iliada Czytamy u Grote'a: „zbliżając się do czasów Grecji historycznej, znajdziemy, że (z wyjątkiem Sparty) pierwotny, dziedziczny, nieodpowiedzialny władca, jednoczący w sobie wszystkie czynności rządu, przestał już panować (1).

A teraz spytajmy siebie, co się stanie, gdy jakiemuś skupieniu klanów pochodzenia wspólnego, które zdobyły niezależność i stały się wrogimi sobie, pocznie grozić jednocześnie jakiś nieprzyjaciel, z którym one albo zgoła spokrewnionymi nie są, albo też jedynie w dalekim pozostają pokrewieństwie. Zazwyczaj, klany takie, pominąwszy różnice swe, działać poczną ku wspólnej obronie. Ale w jakich warunkach odbywać się będzie owo współdziałanie? Nawet wśród grup przyjaznych działanie łączne byłoby utrudnionym, gdyby kilka osób poczęło się ubiegać o zwierzchnictwo; zaś pośród takich grup, którym grozi jakiś nieprzyjaciel zewnętrzny, nie może być mowy o zjednoczonym działaniu inaczej, jak tylko na stopie równości. Wspólną przeto obroną kierować się tu będzie ciało, złożone z przywódców małych społeczności współdziałających; gdyby zaś współdziałanie obrończe trwało dłużej, albo też zamieniło się na zaczepne współdziałanie, wówczas owo ciało nadzorcze, z czasowego stałoby się naturalnie narzędziem stałem, utrzymującym małe społeczności w skupieniu. Cechy szczególne tego zwierzchnictwa złożonego mogłyby się, naturalnie zmieniać, stosownie do okoliczności. Tam gdzie podania klanów zjednoczonych zgodnie uznawałyby jednego z wodzów za niewątpliwego potomka początkowego patriarchy lub bohatera, od którego wszystkie one pochodzą, tam przyznawano by mu pierwszeństwo i niejaką, przewagę władzy. Tam, gdzie prawa, wynikające z pochodzenia, są przedmiotem sporu, wyższość osobista albo wybór rozstrzygać będzie, który z członków złożonego zwierzchnictwa pierwsze zajmie miejsce. Kiedy wewnątrz każdej z grup składowych władza zwierzchnia jest nieograniczoną, wówczas wynikiem zjednoczenia będzie zwarta oligarchia; gdy tymczasem ścisłość jej stawać się będzie coraz mniejszą, w miarę tego, jak coraz bardziej zmniejszać się będzie uznanie władzy każdego z poszczególnych przywódców. na koniec, w takim wypadku, gdzie się skojarzą ze sobą liczni sprzymierzeńcy, nie obowiązani do posłuszeństwa względem przywódców którejkolwiek z grup składowych, ukażą się wpływy, dążące do jeszcze większego rozszerzenia oligarchii

takimi, jak wywnioskować możemy, były początki owych złożonych przełożeństw w państwach greckich, istniejących w zaraniu okresu historycznego. Na Krecie, gdzie pozostała tradycja początkowego królestwa, ale gdzie rozproszenie się i podziały klanów, doprowadziły do takiego stanu rzeczy, iż „poszczególne sioła staczały otwartą walkę” istniały „domy patrycjuszowskie, wyprowadzające prawa swe z dawnych wieków rządów królewskich” i w dalszym ciągu „piastujące władzę administracyjną”. W Koryncie „królewski ród Heraklidów, rozpadł się stopniowo, przechodząc przez szereg imion innych, na oligarchię Bachiadów... Osoby tak nazywane uważano za potomków Herkulesa, tworzyły one w mieście kastę zarządzającą”. Tak samo też było z Megarą. Podług tradycji powstała ona ze skojarzenia kilku wiosek, zamieszkanych przez plemiona pokrewne, które, pozostając początkowo w niezgodzie z Koryntem, później, prawdopodobnie w ciągu owego zatargu, zespoliły się w państwo niezależne. Na wstępie do okresu historycznego podobnie też działo się w Sycyjonie, oraz miejscowościach innych. Nadto, Sparta „zachowywała zawsze aż do czasów despoty Nabisa swoją pierwotną postać raczej grupy sąsiadujących ze sobą wiosek górskich, nie zaś właściwego miasta. Jakkolwiek królestwo w Sparcie przetrwało w postaci niezwykłej, to wszakże zjednoczeni przedstawiciele pierwotnego króla, cieszący się jeszcze szacunkiem, z powodu przechowania tradycji o boskim ich pochodzeniu, nie byli już prawie niczym więcej jak tylko członkami oligarchii rządzącej, zachowującymi pewne prerogatywy. na koniec, chociaż prawdą jest, że w najwcześniejszym swoim, znanym historii okresie oligarchia spartańska nie przedstawiała się w postaci takiej, jaka powstać mogłaby samorzutnie ze zjednoczenia się wodzów klanowych dla współdziałania na wojnie, chociaż władza zwierzchnicza stała się tam obieralną wśród pewnej nieograniczonej liczby osób, to jednak ten fakt, że do kwalifikacji niezbędnym był wiek przynajmniej lat sześćdziesięciu, zgadza się z mniemaniem, iż zrazu oligarchia owa składała się z przywódców grup poszczególnych, jakimi bywali zawsze najstarsi synowie najstarszych, oraz, że grupy owe wraz z ich wodzami, opisywane jako „najbardziej nieposiadające praw w całej Grecji” czasów przedlikurgowych, zjednoczyły się pod wpływem owego ustawicznie wojowniczego życia, jakie ich cechowało (2).

Rzymianie dają. nam przykład powstawania zwierzchnictwa zbiorowego w takich warunkach, które, częściowo różniąc się od warunków życia Grecji, w zasadzie jednak były im pokrewne. W okresie najwcześniejszym spomiędzy znanych, Lacjum zajęte było przez gminy wioskowe (village community) (3), łączące się w okręgi (canton), gdy tymczasem okręgi owe tworzyły związek, na czele którego stała Alba — uważana za okręg najstarszy i najwybitniejszy. Powiązanie takie istniało dla łącznej obrony; widać to z tego faktu, iż każda grupa klanów wioskowych, składających okręg, miała wspólną wyniosłą warownię, oraz z tego, że dla związku okręgów, centrem głównym i miejscem schronienia była Alba, najbardziej warowna ze wszystkich i najstarsza. Składowe okręgi związku tak dalece były od siebie niezależne, iż zdarzały się pomiędzy niemi wojny, skąd wnioskować możemy, że kiedy działały one wespół obronnie, odbywało się to na stopie zupełnej równości. Tak np. przed powstaniem Rzymu, ludność, która go stworzyła, takie przyzwyczaiła się wieść życie, iż obok wielkiej uległości w każdej rodzinie i klanie każdym, oraz obok podległości częściowej wewnątrz każdego okręgu (rządzonego przez księcia, radę starszych i zgromadzenie wojowników), istniał też związek przywódców okręgowych, którzy bynajmniej wzajemnie nie byli sobie podległymi. Kiedy mieszkańcy trzech z pomiędzy owych okręgów, Banmiowie, Tyciowie i Lucerowie poczęli zajmować obszar, na którym wzniosła się Roma, przynieśli oni ze sobą swoją organizację polityczną. Najstarsi patrycjusze rzymscy nosili nazwiska klanów wioskowych, należących do owych okręgów. Nie jest jasnym, czy sadowiąc się na wzgórzu palatyńskim i kwirynalekiem, zachowali oni swoje podziały okręgowe, jakkolwiek wydaje się to prawdopodobnym a priori. Palatyńscy „górale” i kwirynalscy „wzgórzanie” zazwyczaj pozostawali ze sobą na stopie wrogiej, a nawet pomiędzy mniejszymi poddziałami mieszkańców Palatynu, zdarzały się również niesnaski. „Rzym pierwotny, jak mówi Mommsen, był raczej skupieniem posiadłości miejskich, nie zaś jednolitym miastem”. na koniec, o tym, że klany, tworzące owe osiadłości, przyniosły ze sobą swoje niechęci, można wnosić z tego faktu, iż nie tylko obwarowali oni wzgórza, na których się sadowili, ale że nawet „domy starych i potężnych rodzin zbudowane były na sposób jak gdyby twierdzy”.

Tak tedy, na przykładzie Rzymu widzimy znowu skupienie małych gmin niezależnych, złączonych krwią, lecz częściowo wrogich sobie, które wobec nieprzyjaciół musiały działać wespół w takich warunkach, na jakie zgadzali się wszyscy. W starożytnej Grecji środki obrony, jak zauważył Grote, większe były niż środki napadu; tak samo też działo się w dawnym Rzymie. stąd to, podczas gdy łatwo było o rząd surowy wewnątrz rodziny i w grupie rodzin spokrewnionych, takie same rządzenie wieloma podobnymi grupami, obwarowanymi przeciwko sobie wzajemnie, było trudnym Co większa, sprężystość rządu wewnątrz każdej z gmin, składających miasto pierwotne, zmniejszała się wobec łatwości umknięcia z jednej gminy oraz przystania do innej. Jak żeśmy to już widzieli, wśród plemion prostych dezercja zdarza się wtedy, gdy rządy są zbyt surowe; możemy też wnioskować, że w Rzymie pierwotnym obawa, iż wychodźstwo osłabi osadę i wzmocni jej sąsiadkę, krępowała rodziny potężniejsze w wywieraniu ich władzy nad mniej potężnymi. W ten sposób, takimi były okoliczności, że gdy dla obrony miasta współdziałanie stawało się niezbędnym, przywódcy klanów, stanowiących odrębne jego części, działali na stopie równości zupełnej. Pierwotny senat był ciałem zbiorowym, złożonym ze starszych w klanach, a „to zgromadzenie starszych dzierżyło ostatecznie władzę rządzącą”: było to „zgromadzenie królów”. Jednocześnie głowy rodzin każdego klanu, tworząc zgromadzenie obywateli, pozostawały dla takich samych przyczyn na stopie równości. początkowo, na dowódcę w czasie wojny wybierano kogoś, kto był również główną władzą, miejską. Jakkolwiek nie posiadał on mocy, płynącej z mniemanego pochodzenia boskiego, to jednak miał władzę, wynikającą z przypuszczalnego boskiego przyzwolenia; sam zaś, nosząc na sobie oznaki boskości, zachowywał aż do śmierci bezwzględność właściwą bogu. Ale oprócz tego faktu, że obiór króla, początkowo dokonywany przez senat, miał być dokonywanym przezeń również w razie nagłego opróżnienia tronu, a dalej, oprócz tego faktu, że każdy król, mianowany przez swego poprzednika, musiał był otrzymać przyzwolenie zgromadzenia obywateli, posiadamy nadto ten fakt jeszcze, że władza królewska była tylko wykonawczą. Zgromadzenie obywateli „było, podług prawa, raczej czymś wyższym od króla, nie zaś współrzędnym mu”. Dalej, jako ucieczka ostatnia pozostawała jeszcze najwyższa władza senatu, który był stróżem prawa i mógł położyć veto na zjednoczone uchwały króla i zgromadzenia obywateli. W ten sposób ustrój państwa był właściwie oligarchia starszyzny klanów, zawartą w oligarchii starszyzny domów — czyli złożoną, oligarchia, której władza po usunięciu królów — stała się nieograniczoną. Tutaj też należy położyć nacisk na pewną prawdę, aż nadto widoczną, a jednak zapoznawaną ustawicznie, że republika rzymska, pozostająca po zniknięciu władzy królewskiej, jak najbardziej z przyrody swej różni się od owych postaci rządów ludowładczych, z jakimi się ją pospolicie zestawia. Przełożeni klanów, tworzący pomniejsze ciało rządowe, oraz głowy rodzin, tworzące takież ciało większe, byli istotnie bardzo zazdrośni względem siebie o władzę; o tyle też przypominali oni obywateli wolnego państwa, zachowujących osobiście prawa równe. Ale pojedynczo, każdy z tych zwierzchników miał nieograniczoną władzę nad członkami swojej rodziny i nad gromadką osób od niego zależnych. Gmina, której grupy składowe, biorąc poszczególnie, zachowywały swoją niezależność wewnętrzną, tak, iż rządy każdej z nich były bezwzględne, nie były niczym innym, jak tylko skupieniem małych władztw despotycznych. Takie urządzenia, w których głowa każdej grupy, obok zupełnego władania niewolnikami, miała taką przewagę, że żona i dzieci jej, nie wyłączając nawet synów żonatych, posiadali nie więcej praw, niż bydło i pozostawali na łasce jej pod względem życia i śmierci, albo też mogli sprzedawanymi być do niewoli, urządzenia takie mogą otrzymywać miano wolnych tylko od takich, którzy nie umieją odróżnić cech podobieństwa zewnętrznego od cech wewnętrznej budowy (4).

§ 486. Tworzenie się złożonych zwierzchnictw politycznych w czasach późniejszych odtwarza tę sprawę w jej rysach zasadniczych, jeżeli nawet nie w szczegółach. W taki lub inny sposób ukazuje się ten wynik, gdy potrzeba obrony wspólnej zniewala do współdziałania, oraz kiedy niema żadnej drogi osiągnięcia go, oprócz dobrowolnej zgody.

Poczynając od przykładu Wenecji, spostrzegamy naprzód, że okolica, zajmowana przez Wenecjan starożytnych, zawierała w sobie rozległe obszary błotniste, utworzone z osadów niektórych rzek, dążących ku morzu Adriatyckiemu, obszary, które za dni Strabona, były „poprzerzynane w każdej dzielnicy przez rzeki, strumienie i bagniska” tak, że „Akwileja i Rawenna były wówczas wioskami stojącymi wśród bagien”. Mając z okolicy tej taką warownię, pełną, miejsc, dostępnych jedynie dla tubylców, znających dobrze zawiłe ich ścieżki, Wenecjanie, na przekór wysiłkom Rzymu w celu podbicia ich, zachowywali swą niepodległość aż do dni Cezara. W czasach późniejszych podobne też skutki ujawniły się jeszcze wyraźniej w najbardziej niedostępnej części tej okolicy. Od dawnych wieków wysepki, a raczej ławy piaszczyste, na jakich stoi Wenecja, zamieszkiwane były przez ludność nadmorską. Każda wysepka, bezpieczna wśród zawiłych skrętów swojej laguny, miała ludowładczy rząd obieranych rokrocznie trybunów. Jakoż te rządy początkowe, istniejące jeszcze za czasów, kiedy przybyło tam kilka tysięcy zbiegów z kraju głównego, wskutek najazdu Hunów, przetrwały w postaci jakiejś konfederacji pierwotnej. Ale, jak to się zwykle zdarza, związek, do jakiego zniewolonymi były przystąpić owe małe społeczności dla celów obrony, ulegał rozprzężeniu pod wpływem zatargów, to też dopiero pod naciskiem potrzeby stawiania oporu nacierającym Lombardczykom z jednej, zaś piratom słowiańskim — z drugiej strony ogólne zgromadzenie szlachty, duchowieństwa i obywateli wyznaczało księcia czyli dożę, aby kierował zjednoczonymi siłami i poskramiał spory wewnętrzny: był on bowiem wyższy nad trybunów wysepek zjednoczonych i podlegał tylko temu ciału, które mianowało go. Jakie zmiany nastąpiły później — jak oprócz więzów, narzuconych przez zgromadzenie ogólne, doża popadł był w zależność od dwóch obieralnych doradców, zaś w wypadkach ważnych musiał zwoływać zgromadzenie główniejszych obywateli — jak później ukazała się rada przedstawicielska, podlegająca przeobrażeniom od czasu do czasu — to wszystko nas nie dotyczy. Tutaj musimy zaznaczyć tylko, że, tak samo jak i w wypadkach poprzedzających, kiedy grupy składowe znalazły się w okolicznościach, sprzyjających zachowywaniu wzajemnej ich niezależności, to znowu potrzeba łączenia się przeciwko wspólnemu wrogowi dawała początek pierwotnemu zwierzchnictwu złożonemu, które poza obrębem centralizujących wpływów wojny, przez długi czas utrzymywało się w takiej lub innej postaci.

Znajdując tedy wyniki pokrewne wśród ludzi plemion odmiennych, ale zajmujących okolice jednakie., pozbędziemy się wątpliwości co do przyczynowego związku tych zjawisk. Na przestrzeni na wpół lądowej, na wpół wodnej, utworzonej z osadów Renu i rzek sąsiednich, od dawna istniały rozproszone tu i owdzie rodziny. Żyjąc na samotnych wzgórzach piaszczystych albo w nawodnych lepiankach, były one tak bezpiecznymi wśród swoich zatok, ław iłowatych i bagnisk, że uszły podboju rzymskiego, Utrzymując się początkowo z rybołówstwa, zaś tu i owdzie z owej odrobiny rolnictwa, jaka była wówczas możliwą, stawszy się później ludem morskim i handlowym, ludzie ci z biegiem czasu uczynili kraj swój bardziej mieszkalnym, zabezpieczając się od strony morza; długo też cieszyli się częściową przynajmniej, jeżeli nie zupełną wolnością. W trzecim wieku „niziny (Niderlandy) zawierały w sobie tylko wolną ludność rasy germańskiej”. Szczególnie Fryzowie, bardziej niż inne ludy oddaleni od najazdów, „kojarzyli się z plemionami, osiadłymi na pobrzeżach morza Niemieckiego, tworząc z niemi związek, wsławiony pod nazwą Ligi Saskiej”. Jakkolwiek, w czasach późniejszych, mieszkańcy owych nizin popadli pod władzę najeźdźców frankońskich, to jednak przyroda ich siedziby dawała im w dalszym ciągu taką przewagę w sprawie opierania się kontroli obcej, że, pomimo zakazów, organizowali się podług własnych swych obyczajów. „Od czasów Karola Wielkiego, ludność dawnej Menopii stała się społecznością zamożną, tworzyła związki polityczne w celu stawiania oporu despotycznej przemocy Franków”. Z drugiej strony, Fryzowie, którzy po całych wiekach opierania się Frankom, zmuszeni byli ulec i oddawać pewne nieznaczne posługi lennicze, zachowali swą samodzielność wewnętrzną. Tworzyli oni „związek dość pierwotnych ale rządzących się samoistnie dzielnic nadmorskich”. Każda, przy tym, z tych siedmiu dzielnic podzieloną była na okręgi, rządzone przez zwierzchników obieralnych, oraz ich rady, całość zaś pozostawała pod władzą ogólnego zwierzchnika obieralnego, oraz ogólnej rady.

Z pomiędzy przykładów nowożytnych należy znowu wymienić takie, które wskazują nam wpływ okolic górzystych. Najznakomitszym z nich jest, naturalnie, przykład Szwajcarii Otoczone lasami, „siedząc pośród błot, skał i lodowców, rozpierzchłe plemiona pasterskie od najwcześniejszych czasów rzymskiego podboju znalazły krainę, bezpiecznie chroniącą ich przed rozmaitymi najazdami pozostałej części Helwecji W labiryncie Alp, dostępnych tylko dla tego, kto znał odpowiednie drogi, bydło ich pasło się spokojnie; przeciwko zaś włóczącym się bandom maruderów, które mogłyby odkryć ich kryjówki, plemiona te z łatwością obronić się były w stanie. Okręgi, które z czasem stały się kantonami Schwitz, Uri i Unterwalden, miały pierwiastków o tylko jedno miejsce zborne, ale później, ze wzrostem zaludnienia, ustanowiły trzy takie miejsca, a, utworzywszy oddzielne organizacje polityczne, przez długi czas zachowały niezależność zupełną. Z upowszechnieniem się zawisłości feudalnej w Europie, podległy one nominalnie cesarzowi; ale, odmawiając posłuszeństwa stanowionym nad niemi zwierzchnikom, zawarły sojusz uroczysty, wznawiany od czasu do czasu w celu opierania się wrogom zewnętrznym. Nie potrzebujemy zatrzymywać się tutaj nad szczegółami ich dziejów. Faktem najważniejszym dla nas jest to, że w owych trzech kantonach, których przyroda fizyczna sprzyjała tak bardzo zachowaniu niezależności jednostek i grup, ludność, z jednej strony zaprowadzała rządy wolne, z drugiej zaś łączyła się na podstawach równości ku obronie wspólnej. Tych to właśnie typowych „Szwajcarów”, jakby najpierwej nazywać ich należało, związek był zarodem związków większych, które w końcu, po przez losy zmienne, powstały. Niezależnymi będąc wzajem, owe kantony, składowe części większych związków, walczyły w początkach pomiędzy sobą, zaś utarczki takie zawieszał tylko okres obrony wspólnej. Dopiero stopniowo liga z czasowej i nieutrwalonej stawała się utrwaloną i stałą. Nadto, wspomnieć tu trzeba o dwóch jeszcze innych faktach znaczących. Naprzód — już w okresie późniejszym podobna sprawa opierania się federacji i wyzwolenia się społeczności odrębnych, zajmujących małe doliny górskie, z pod feudalnej tyranii odbyła się w Grison i w Valais — w dwóch okolicach, które, jakkolwiek również górzyste, były jednak bardziej dostępnymi, niż kraje Oberlandu i jego otoczenia. Po wtóre — kantony mniej górzyste nie mogły ani tak wcześnie ani tak całkowicie zdobyć sobie niezależności, a nadto ich ustroje wewnętrzny mniej były wolne. Wybitne przeciwieństwo istniało pomiędzy arystokratycznymi republikami Bernu, Lucerny, Fryburga i Solury, a czysto demokratycznymi kantonami leśnymi, oraz Grisons: z tych w ostatnim „wioszczyna każda, ukryta w dolinie alpejskiej, albo uczepiona na złomie górskim, była niezależną społecznością, której wszyscy członkowie, bezwzględnie sobie równi, mieli prawo głosu na każdym zgromadzeniu, oraz kwalifikacje do wszelkich czynności publicznych”. „Każda wioska miała swe prawa, jurysdykcję i przywileje”, gdy z drugiej strony wszystkie wioski wiązały się w gminy. Nie należy przeoczać tutaj pewnej, uwagi godnej różnicy pomiędzy dwiema postaciami zwierzchnictwa złożonego, powstającymi pod wpływem uzmysłowionych wyżej warunków fizycznych, pomiędzy zwierzchnictwem oligarchicznym, oraz ludowładczym Jak to już wykazano na początku tego paragrafu, jeśli każda z grup połączonych, wskutek działania wojennego, ulega rządom despotycznym, jeżeli każda z nich, pojedynczo biorąc, przedstawia typ patriarchalny, albo też rządzoną jest przez ludzi o domniemanym pochodzeniu boskim, wówczas zwierzchnictwo złożone będzie takim, iż w nim masa narodu w ogólności udziału nie bierze. Natomiast kiedy, jak to było w owych przykładach nowożytnych, władza patriarchalna upadnie, albo też, gdy wiara w pochodzenie boskie podkopaną będzie przez jakieś mniemanie sprzeczne z nią, lub wreszcie, gdy zwyczaje pokojowe osłabią przymusowość władzy, wzmacnianą zawsze przez wojnę, wówczas zwierzchnictwo złożone nie będzie już zgromadzeniem drobnych despotów. Wraz z postępem owych zmian, coraz bardziej przybierać ono będzie postać przełożeństwa takich jednostek, które wykonywają władzę nie na mocy położenia swego, ale na mocy mianowania.

§ 487. Istnieją inne jeszcze warunki, sprzyjające powstawaniu zwierzchnictw złożonych, jeżeli nie stałych, to przynajmniej czasowych, a to mianowicie warunki, ukazujące się w dobie rozprzężenia organizacji uprzednich. Wśród ludów, przyzwyczajonych w ciągu całych stuleci do rządu osobistego, posiadających odpowiednie uczucia, a nie mających żadnego wyobrażenia o czymkolwiek bądź innym, po upadku jednego despoty wznosi się drugi; albo też, jeśli rozpada się wielkie jakieś państwo o rządach osobistych, wówczas części jego tworzą dla siebie przełożeństwa takiegoż rodzaju. Ale wśród ludów mniej służalczych, obalenie politycznego systemu jedynowładczego, łatwo może pociągnąć za sobą wprowadzenie systemów innych o zwierzchnictwie złożonym; zdarza się to szczególnie wtedy, gdy jednocześnie państwo rozpada się na części, nie mające trwałych rządów miejscowych. W takich warunkach, następuje powrót do stanu pierwotnego. Wskutek upadku uprzedniego systemu kierowniczego członkowie społeczności pozostają bez wszelkiej kontrolującej władzy z wyjątkiem tylko woli zbiorowej; ponieważ zaś sprawa organizacji politycznej musi rozpocząć się na nowo, więc postać, jaką przybierze ona, najpierwej pokrewna będzie tej, jaką widzimy w zgromadzeniu dzikiej hordy, albo też w nowożytnych zgromadzeniach publicznych. stąd też ukazują się wówczas rządy niewielu jednostek wybranych, a podlegających uznaniu lub naganie wielu. Jako przykład, można tu wziąć najpierwej powstawanie rzeczpospolitych włoskich. Kiedy w ciągu IX i X stulecia cesarzem niemieckim, trwoniącym przez długi czas siłę swą ku powściągnięciu miejscowych niesnasek we Włoszech, oraz ku poskromieniu wybryków wędrownych band łupieżczych, bardziej niż kiedykolwiek nie udawało się osłonić podwładnych im dzierżaw i kiedy przez to samo poczęli oni wywierać mniejszą już nad niemi władzę, wówczas zarówno niezbędną, jak i możliwą dla miast włoskich rzeczą, stało się zorganizowanie rządów własnych. Jakkolwiek w miastach owych pozostawały szczątki dawnych urządzeń rzymskich, to jednak urządzenia te widocznie już się były przeżyły; w razie niebezpieczeństwa bowiem zwoływano zgromadzenie „obywateli przy pomocy wielkiego dzwonu, aby razem obmyślali środki wspólnej swej obrony”. Niewątpliwie w takich wypadkach uwydatniały się już zaczątki owych urządzeń republikańskich, jakie powstały później. Jakkolwiek mówi się, że cesarze niemieccy pozwalali miastom na tworzenie takich konstytucyj, to jednak słusznie możemy wywnioskować, że raczej, nie mając żadnej innej troski, jak tylko otrzymanie daniny, nie czynili oni żadnych, wysiłków, aby przeszkodzić miastom w takim urządzaniu się. To też, jakkolwiek Sismondi mówi o mieszkańcach miast owych: „ils chercherent a, se constituer sur le modele de la republique romaine”, to jednak możemy tu powątpiewać, czy za owych dni ciemnoty ludzie dość byli obeznani z urządzeniami rzymskiemi, aby znajomość ta wpłynąć na nich mogła. Z większym prawdopodobieństwem wywnioskować możemy, że „owo zgromadzenie wszystkich mężczyzn kraju zdolnych do noszenia broni... na wielkim placu” zwoływane początkowo dla przedsięwzięcia środków przeciwko napastnikom — zgromadzenie, które na samym wstępie musiało ulegać wpływowi grupy obywateli najmożniejszych, oraz posiadać obranych przez się przewodników, samo już było rządem republikańskim w jego postaci zaczątkowej. Zgromadzenia tego rodzaju, zwoływane naprzód w wypadkach nadzwyczajnych, weszły stopniowo w zwyczaj i służyły ku rozstrzyganiu wszelkich ważniejszych spraw publicznych. Powtarzanie się ich wprowadziło większą prawidłowość samej procedury, oraz większą określoność ich podziałów, aż wreszcie dało początek złożonym zwierzchnictwom politycznym, na czele których stali obieralni przywódcy. Że zaś tak się działo w owych dawnych okresach, o jakich doszły nas tylko niewyraźne wiadomości, ukazuje się z tego faktu, że podobna, jakkolwiek nieco bardziej określona sprawa, odbywała się później we Florencji, po obaleniu szlacheckich uzurpatorów. Kroniki powiadają nam, że w r. 1250 „obywatele zgromadzili się w tej chwili na placu Santa Croce; podzielili się oni na piętnaście grup, z których każda obrała sobie przywódcę a w ten sposób utworzono kompanie milicji: rada złożona z owych oficerów, była pierworodną, władzą, tej wskrzeszonej na nowo rzeczypospolitej”. Jasnym jest, że władztwo ludu, cechujące przez jakiś czas owe maleńkie rządy, byłoby powstało niechybnie, gdyby forma polityczna wyłoniła się z pierwotnego zgromadzenia publicznego, gdy tymczasem nie łatwo mogłoby się ono ukazać, gdyby forma polityczna była sztucznym wytworem klasy ograniczonej.

Że tłumaczenie takie zgadza się z faktami z czasów nowożytnych — tego niema prawie potrzeby zaznaczać. W rozmiarach daleko większych i w sposób pod wieloma względami zmieniony, tu pod wpływem powolnego rozprzęgała się dawnego reżimu, owdzie zaś pod wpływem zespolenia się w wojnie, powstanie pierwszej rzeczypospolitej francuskiej, tudzież amerykańskiej republiki uwydatniło przed nami również ową dążność do przybierania pierwotnej formy organizacji politycznej, w takich razach, kiedy upadają rządy, bądź przestarzałe, bądź też w inny sposób nieuzdolnione Jakkolwiek przeobrażenia te zaciemniane były przez okoliczności komplikujące, oraz szczególne wypadki, to jednak możemy rozpoznać w nich grę tych samych przyczyn ogólnych.

§ 488. W rozdziale ostatnim widzieliśmy, że pod wpływem odpowiednich warunków, najpierwszy z czynników trójjedynej budowy politycznej może wyróżniczkować się z drugiego rozmaitymi sposoby: występując naprzód w postaci wojennego wodza, trochę tylko przeważającego nad wodzami innymi i przeobrażając się ostatecznie na króla, wielce różniącego się już od nielicznej otaczającej go rzeszy wybranych. Przykłady poprzednie wskazały nam, że, w odpowiednich warunkach, pierwiastek drugi różniczkuje się z trzeciego: na jednym krańcu różni się on odeń jakościowo w stopniu wysokim i oddzielony jest przegrodą nieprzebytą, na drugim zaś zlewa się z nim prawie zupełnie.

Tutaj dochodzimy do pewnej prawdy, którą, właśnie należy roztrząsnąć: warunki określają nie tylko rozmaite postacie złożonego zwierzchnictwa, ale też stanowią one o rozmaitych jego przeobrażeniach. Istnieją dwa główne rodzaje takich przeobrażeń, te, dzięki którym zwierzchnictwo złożone przybiera postać mniej ludowładczą, oraz takie, pod wpływem których przybiera ono bardziej ludowładcza formę. przyjrzymy się im w takim właśnie porządku.

Coraz większe zwężanie się złożonego zwierzchnictwa jest jednym ze współobjawów ustawicznej działalności wojowniczej. Rozpoczynając rzecz naszą od przykładu Sparty, której urządzenia w dawnej swej postaci nieznacznie tylko różniły się od tego, co, jak wskazuje nam Iliada, istniało wśród Greków homerowych, widzimy naprzód dążność do ześrodkowania władzy w postanowieniu wydanym w 100 lat po Likurgu, iżby „w razie gdy naród rozstrzygnie coś niesłusznie, senat i królowie obalali jego postanowienia”; następnie zaś widzimy, iż później wskutek ześrodkowywania sio własności „liczba obywateli, mających pewne kwalifikacje, ustawicznie się zmniejszała”: domyślnym zaś z tego wywodem jest nie tylko względne wzmaganie się władzy oligarchii, ale prawdopodobnie też coraz większa przewaga członków doradczych wewnątrz oligarchii samej. Zwracając się do przykładu Rzymian wiecznie wojujących, znajdujemy, iż z biegiem czasu nierówności urosły do takiego stopnia, że senat stał się „kastą panów, piastujących godności swe drogą dziedziczenia i sprawujących zbiorowo rządy oboczne”. „Co większa, z tego źródła złego, z oligarchii wyłoniło się jeszcze większe złe: uzurpacja władzy przez rodziny poszczególne”. W rzeczypospolitych włoskich, ustawicznie wojujących ze sobą, znowu spostrzegamy takie same następstwo wojny — zwężanie się ciała rządzącego. Szlachta, opuszczając swe zamki, poczyna kierować „zarządem municypalnym miast, które wskutek tego w owym okresie republik wpadają najczęściej w ręce przedniejszymi rodzin”. Dalej, w stadium późniejszym, kiedy postęp przemysłu powołał do życia bogate klasy handlowe, te, współubiegając się o władzę ze szlachtą i ostatecznie usuwając ją, odtworzyły ten sam proces wśród swoich organów rządzących, klasa uprzywilejowana zmniejszała się ciągle, dzięki postanowieniom obostrzającym kwalifikacje, na koniec, rodziny nowo powstające wyłączonymi bywały przez starsze rody. W ten sposób, jak zaznacza Sismondi, te z pomiędzy licznych republik włoskich, jakie powstały były jeszcze nominalnie ku końcowi wieku XV, podlegając, jak np.: „Sienna i Lucca rządom jedynej kasty obywateli... nie miały już rządów ludowładczych”. Pokrewny też wynik spostrzegamy śród Duńczyków. W ciągu wojen miast flamandzkich ze szlachtą, oraz pomiędzy sobą, względnie ludowładcze rządy ich uległy zwężeniu. Większe korporacje rugowały z zarządu stowarzyszenia mniejsze; członkowie zaś tamtych: „przyodziani w purpurę municypalną... rządzili z siłą arystokracji.. rząd miejscowy bywał częstokroć oligarchią, gdy tymczasem mieszczanie odznaczali się szczególnym duchem demokratyzmu”. na koniec, do tych przykładów można dodać przykład owych kantonów szwajcarskich, które, z przyrody swej będąc mniej od innych przyjaznymi niepodległości osobistej, jednocześnie oddawały się wojnie, tak zaczepnej, jak i odpornej. Bern, Luzern Frybourg, Soluza, pozyskały konstytucję w znacznej mierze oligarchiczną, zaś w „Bernie, gdzie szlachty potęga ustawicznie rosła, cały zarząd popadł w ręce niewielu rodzin, wśród, których stał się dziedzicznym”.

Dalej, jako przyczynę stopniowego przeobrażania się zwierzchnictwa złożonego, musimy zaznaczyć to, że tak samo jak i proste zwierzchnictwo może ono łatwo ulec przewadze swoich narzędzi administracyjnych. Najważniejszym tego przykładem, jaki tu wymienić trzeba, jest przykład Sparty, w którym uwydatnia się właśnie ta sprawa tak samo, jak i w przykładzie najpóźniejszym. Eforowie, wyznaczani zrazu przez królów do wykonywania pewnych przepisanych sobie obowiązków, poddali władzy swej naprzód królów, następnie zaś senat, tak, iż faktycznie oni byli rządcami. Od tego możemy przejść do przykładu Wenecji, gdzie władza niegdyś piastowana przez naród, stopniowo popadła w ręce ciała wykonawczego, którego członkowie zazwyczaj obierani kilkakrotnie, a po śmierci zastępowani przez dzieci, stali się arystokracją, z której wreszcie urosła Bada Dziesięciu, ta zaś podobnie jak i Eforowie spartańscy „obowiązana strzec całości państwa i mająca władzę wyższą nad prawo”, a w ten sposób „nie krępowana żadnymi przepisami”, stanowiła rząd istotny. Florencja, w licznych swych przewrotach i zmianach ustroju, wykazywała również dążności podobne. Admistratorzy mianowani przez rząd, Signoria albo Pinori, w okresie swej służby dochodzili do tego, iż dla celów osobistych zawieszali nawet wykonanie konstytucji: wymuszali oni przyzwolenie zgromadzeń ludowych, otaczanych zbrojnymi zastępami. na koniec, główny urzędnik wykonawczy, którego wybór nominalnie powtarzano od czasu do czasu, lecz który faktycznie był władzą stałą, z biegiem czasu, w osobie Kosmy Medyceusza stał się założycielem zwierzchnictwa dziedzicznego.

Ale podatność złożonego zwierzchnictwa do popadania w moc własnych urzędników cywilnych jest o wiele mniejszą od łatwości, z jaką podlega ono władzy swoich wojskowych urzędników. Od czasów najdawniejszych widywano odnośne przykłady i rozwodzono się nad nimi. To też, jakkolwiek znanymi są one, muszę jednak przytaczać je i zatrzymać się przy nich dłużej, gdyż mają bezpośredni związek z jedną z najgłówniejszych spraw teorii politycznej. Poczynając rzecz naszą od Greków, spostrzegamy, że tyrani, którzy tak często obalali oligarchię, mieli w rozporządzeniu swym siłę zbrojną. Bez względu na to, czy tyran był „urzędnikiem wykonawczym, któremu sama oligarchia powierzała ważne funkcje administracyjne”, czy też był on demagogiem, który bronił domniemanych interesów społeczności „aby otoczyć” siebie samego „zbrojnymi obrońcami”, żołnierze w obu wypadkach byli narzędziem jego uzurpacji Dalej znów spostrzegamy, iż w Rzymie tak samo postępowali wodzowie, którym się wiodło. Machiavelli robi uwagę następującą: „im dalsze bowiem przedsiębrali oni (wodzowie) wyprawy, tym niezbędniejszymi wydawały się takie przedłużenia (ich urzędowań), oraz tym pospolitszymi stąd to poszło naprzód, iż tylko nieliczni obywatele rzymscy wybieranymi być mogli na dowódców, oraz, że tym samem niewielu z nich mogło dochodzić do znacznej wprawy albo rozgłosu; z drugiej zaś strony, kiedy tylko wódz naczelny przez dłuższy czas pozostawał na swym stanowisku, miał on sposobność znieprawić armię do takiego stopnia, iż żołnierze całkowicie wyłamywali się od posłuszeństwa senatowi i nie uznawali żadnej innej władzy oprócz niego. Dzięki temu to właśnie, Sulla i Maryjusz znaleźli środki zdemoralizowania swoich żołnierzy i wciągnięcia ich do walki przeciwko ojczyźnie; dzięki też temu, Juliusz Cezar mógł się stać władcą absolutnym w Rzymie”.

Republiki włoskie znowu dostarczają nam wielu przykładów. Z początkiem wieku XIV wszystkie rzeczypospolite lombardzkie „podlegały wojskowej władzy pewnych szlachciców, którym powierzyły przywództwo nad swymi milicjami a w ten sposób wszystkie utraciły wolność”. Późniejsze czasy i kraje bliższe dostarczają, również przykładów. W Anglii dzieje Cromwella wskazują nam, jak cieszący się powodzeniem dowódca łacno może się stać autokratą. W Niderlandach to samo spostrzegamy na przykładzie Van Astewelde'ów, ojca i syna, oraz na przykładzie Maurycego nassauskiego; na koniec, tylko pro forma potrzeba wspomnieć tutaj o Napoleonie I, Należałoby dodać, że dowódca wojskowy, nie tylko dzięki możności przywodzenia siłom zbrojnym, zdolny bywa do zagarnięcia władzy najwyższej, ale, że nadto nabyta przezeń popularność, szczególnie wśród ludu wojowniczego stawia go w położeniu, które uzurpację taką czyni stosunkowo łatwą. Ani doświadczenie własne, ani losy innych narodów nie przeszkodziły Francuzom w czasach ostatnich uczynić marszałka Mac-Mahona najwyższą władzą wykonawczą; na koniec, nawet Amerykanie, wybierając nie jednokrotnie jenerała Granta na prezydenta Stanów, dowiedli nam, że jakkolwiek przemysłową jest ich społeczność, to jednak działania wojenne szybko poczęły już wprowadzać zmianę w kierunku wojowniczego typu, którego cechą zasadniczą jest zjednoczenie cywilnego, oraz wojskowego zwierzchnictwa.

Od wpływów zwężających zwierzchnictwo polityczne, albo też przeobrażających je w zwierzchnictwo proste, przejdźmy teraz do takich wpływów, które je rozszerzają, Najpierwej nastręcza się tutaj naturalnie przykład Aten. Aby go zrozumieć, musimy przypomnieć sobie, że do czasów Solona, rząd demokratyczny nie istniał w Grecji Bywały tam jedynie rządy oligarchiczne albo despotyczne; za owych zaś dni dawnych, przed ukazaniem się spekulacji politycznej, nie łacno chyba mogła być uznaną w teorii taka forma społeczna, jakiej w praktyce nie znano zupełnie. Musimy przeto wyłączyć przypuszczenie, iżby rząd ludowładczy miał w Atenach powstać pod działaniem jakiejś z góry powziętej idei. W tym samym duchu przemawia i ten fakt, że w Atenach, rządzonych wówczas przez oligarchię, prawodawstwo Solona służyło tylko do określenia i rozszerzenia oligarchii, oraz do usunięcia niesprawiedliwości krzyczących. Szukając przyczyn zmiany, których narzędziem był Solon, a które umożliwiały w dalszym ciągu rozpoczętą przez niego reorganizację, znajdziemy, iż tkwią one w pośrednich lub bezpośrednich wpływach handlu. Grote rozwodzi się nad „troskliwością tak Solona jak i Drakona, mającą na celu zaszczepienie w pośród współobywateli ich nałogów przemysłowych i umiejętności radzenia sobie”: jest to dowodem, że nawet przed epoką Solona nie ganiono w Attyce zgoła lub prawie nie ganiono „spokojnego przemysłu, który w innych częściach Grecji uważano za rzecz względnie bezczeszczącą”. Co większa, Solon w zaraniu życia swego sam był handlarzem; prawodawstwo zaś jego „zapewniło kupcom i rzemieślnikom nową siedzibę w Atenach, dając najpierwsza zachętę do owego tak licznego zaludnienia zarówno miasta jak i Pireurn, jakie spostrzegamy tam już w wieku następnym”. Przesiedleńców zlatujących się do Aten, z powodu większego ich bezpieczeństwa, Solon usiłował zwrócić raczej ku przemysłowi rękodzielniczemu, nie zaś do uprawy roli ubogiej z przyrody; jednym też z wyników tego było „oddalenie się od początkowego charakteru Attyków, którzy mieli skłonność do życia kantonalnego i do wiejskich zajęć; drugim zaś wynikiem był wzrost ludności, stojącej po za owymi podziałami na rody i frakcje, jakie były współobjawami patriarchalnego typu i rządów osobistych. To też wprowadzane przez Solona zmiany ustroju wiodły głównie do organizacji przemysłowej. Wprowadzenie własnościowej kwalifikacji klas, zamiast kwalifikacji płynącej z urodzenia, zmniejszyło sztywność form politycznych; nabywanie bowiem bogactw za sprawą przemysłu albo też inaczej, umożliwiało przyjmowanie tych lub owych do liczby oligarchów albo też do rzędu innych istot uprzywilejowanych. Zakazując dłużnikowi sprzedawania się w niewolę i oswabadzając tych, którzy się byli zaprzedali, prawodawstwo jego wpłynęło na znaczne powiększenie się klasy ludzi wolnych w odróżnieniu od klasy niewolników. Z drugiej strony, zmiana ta, pozostawiając nietkniętymi umowy słuszne, zapobiegała takim niesłusznym ugodom, w których człowiek, nakładając na siebie więzy, dawał coś więcej niż zastaw na sumę wypożyczoną. na koniec, wraz ze zmniejszaniem się liczby takich wypadków, w jakich istniały stosunki pana do niewolnika, powiększała się również liczba wypadków takich, w których wzajemne przysługi świadczono sobie na podstawie spólnej ugody. Kiedy znikła nienawiść do pożyczania na taki procent, jaki ostatecznie doprowadzał dłużników do niewolnictwa, wówczas pożyczanie prawowite stało się powszechnym i nie napotykało przeciwników; stopę procentu pozostawiało się dowolną, zarazem też dawało się możność gromadzenia kapitałów. Dalej, jako przyczyna współdziałająca a zarazem, jako coraz znaczniejsze następstwo, ukazywał się wzrost ludności, mającej łatwą możność działania zgodnego. Mieszkańcy miast, którzy, obcując ze sobą codziennie, przejmują się wzajemnie myślami swymi i uczuciami, a którzy, dzięki szybkiemu rozchodzeniu się wiadomości, zbierają się szybko, mogą działać wespół o wiele łatwiej niż ludzie rozproszeni po okręgach wiejskich. Do wszystkich tych pośrednich i „bezpośrednich wyników rozwoju przemysłowego, należy dodać wynik ostateczny, to jest wpływ, jaki na charakter ludności wywiera codzienne wykonywanie i egzekwowanie umów; jest to praktyka, która, domagając się od każdego uznania praw innych, wymaga odeń również, aby przestrzegał własnych. W samym Solonie uwydatniała się bardzo dobrze owa postawa, jednocząca w sobie zaznaczanie praw swoich, oraz poszanowanie cudzych; kiedy bowiem wpływ jego był wielki, nie zechciał on stać się despotą, jakkolwiek nalegano nań o to silnie, zaś za dni jego późniejszych opierał się on, narażając się nawet na śmierć, wprowadzenie despotyzmu. rozmaitymi przeto sposoby wzrastająca działalność przemysłowa dążyła do rozszerzenia początkowej budowy oligarchii. Jakkolwiek zaś te skutki industrializmu, oraz inne nagromadzające się później, przez długi, czas hamowanymi były wskutek uzurpacji Pizistratydów, to jednak gotowymi będąc ujawnić się wtedy, gdy w jakiś czas po wygnaniu owych panów, nastąpił przewrót Kteistenesa, przyczyniły się one niewątpliwie do zapoczątkowania wówczas ludowładczej formy rządu.

Te same przyczyny wpływały również na rozluźnienie oligarchii rzymskiej, jakkolwiek w stopniu mniej znacznym. Rzym „zawdzięczał początki swego znaczenia handlowi międzynarodowemu” i jak wykazuje Mommens „różnicę pomiędzy Rzymem, a masą innych miast latyńskich przypisać należy niewątpliwie jego położeniu handlowemu, oraz typowi charakteru, jaki położenie to wytworzyło... Rzym, było to emporium dzielnic latyńskich”. Co większa, tak samo jak w Atenach, jakkolwiek bez wątpienia w stopniu mniejszym, handel spowodował tu coraz częstsze osiedlania się cudzoziemców którym nadawano prawa, a którzy łącznie z wyzwoleńcami i klientami tworzyli ludność przemysłową; ostateczne wcielenie jej do masy mieszczaństwa było przyczyną owego rozszerzenia się swobód konstytucyjnych, jakiego dokonał Serwiusz Tuliusz

Rzeczypospolite włoskie w czasach późniejszych dają nam znowu liczne przykłady owego związku pomiędzy działalnością handlową, oraz wolniejszą postacią rządów. Miasta były tam centrami przemysłu „kupcy Genui, Pizy, Florencji i Wenecji zaopatrywali Europę w płody śródziemnomorza, oraz Wschodu i bankierzy Lombardii uczyli świat tajemnic finansowych i zagranicznego handlu; rzemieślnicy włoscy doprowadzili pracowników innych krajów do najwyższej wprawy w rękodziełach ściągających się do wyrobów ze stali, żelaza, brązu, jedwabiu, szkła, porcelany i drogich kamieni. Warsztaty włoskie z ich blaskiem oślepiającym budziły podziw i zazdrość w przybyszach z krajów mniej szczęśliwych. „

dalej, zagłębiając się w dziejach zawodów przemysłowych, spostrzegamy, iż stanowiły one podstawę ich organizacji politycznej, że wyższe klasy kupiecki stawały się zarządcami, rugując niekiedy szlachtę, oraz, że podczas kiedy wojny zewnętrzny albo wewnętrzny niesnaski dążyły ustawicznie do wskrzeszenia węższej lub bardziej osobistej postaci rządów, to znowu rozkosz obywateli przemysłowych, wybuchając od czasu do czasu, dążył do przywrócenia ludowładczych rządów.

Kiedy do przykładów powyższych dodamy przykład podobnego ogólnego związku zjawisk z życia Niderlandów i miast hanzeatyckich, gdy przypominamy sobie, że w samej Anglii liberalizacja urządzeń państwowych posuwała się wraz z rozrostem przemysłowości — kiedy zauważymy, że miasta więcej od prowincji , zaś wielkie centry przemysłowe, więcej od centrów małych, przyczyniały się do owych przeobrażeń, to niewątpliwie się stanie, że podczas, kiedy wzrost działalności wojowniczej wpływa na zwężenie zwierzchnictwa złożonego, to z drugiej strony rozszerza się ono w miarę wzrastającej przewagi działań przemysłowych.

489. Wywody powyższe, łącznie z tymi, jakich dosięgliśmy w rozdziałach poprzedzających, wskazują nam, że typy organizacji politycznej nie są bynajmniej następstwem świadomego wyboru. Pospolitym jest, że się mówi o społeczeństwie tak, jak gdyby w danym jakimś czasie miało ono stanowić o tym, jaka postać rządu istnieć w nim będzie. Nawet Mr. Grote, porównywając urządzenia dawnej Grecji, oraz Europy średniowiecznej (T. III str. 10 — 12), domyślnie każe przypuszczać, że pojęcia pożytku lub szkodliwości takich albo innych urządzeń stawały się pobudkami ku zaprowadzeniu ich lub zachowywaniu. Ale fakty w zestawieniu, jakiego dokonaliśmy w paragrafach poprzedzających, wskazują nam, że o pochodzeniu zarówno prostych, jak i złożonych zwierzchnictw politycznych orzekają warunki nie zaś zamiary.

Uznając tę prawdę, że niepodległość charakteru jest tutaj pewnym czynnikiem, ale przypisując ową niepodległość wpływowi ciągłego pobytu rasy w takiej siedzibie, która umożliwia unikanie nadzoru, widzieliśmy, że wobec takiej i tak uwarunkowanej przyrody współdziałanie wojenne prowadzi do jednoczenia się na postawach równości wszystkie grupy, których wodzowie łączą się, tworząc radę kierowniczą. Odpowiednio zaś do tego, czy składowe te grupy mają rząd mniej albo więcej samowładny, rada kierownicza stanie się mniej lub więcej oligarchiczną. Widzieliśmy, że w miejscowościach tak bardzo od siebie różnych, jak: okolice górskie, bagna, albo wyspy iłowe i moczary, ludzie rozmaitych plemion wytwarzali pośród siebie zwierzchnictwa polityczne takiego właśnie złożonego typu. Zauważywszy zaś, iż miejscowości te, tak odmienne pod innymi względami, podobne jednak są z tego, że dostęp do każdej z nich bywa trudny, nie możemy powątpiewać, iż tej właśnie okoliczności głównie przypisywać należy ową formę rządów, pod jaką jednoczą się ich mieszkańcy.

Oprócz zwierzchnictw złożonych, będących w ten sposób wytworem tubylczym sprzyjającej im miejscowości, istnieją inne złożone zwierzchnictwa, które powstają po obaleniu istniejących uprzednio organizacyj politycznych. Szczególnie łatwo powstawać one mogą tam, gdzie ludność nie rozproszona po rozległej dzielnicy, lecz skupiona w miastach, łatwo może się zgromadzać. Kiedy wszelkiego rodzaju nadzór zniknie, zdarzyć się wówczas może, iż zgromadzenia takie będą miały wolne pole działania, a w ten sposób, na czas jakiś utrwali się owa względnie ludowładcza postać rządzenia, będąca początkiem wszelkiego rządu; ale, wśród całej owej masy wyróżniczkowuje się garstka jednostek wyższych, zaś z pomiędzy tych ostatnich jedna uzyskuje pośrednio lub bezpośrednio przewagę największą.

Zwierzchnictwa złożone zazwyczaj z biegiem czasu stają się węższymi albo szerszymi Zwęża je wojowniczość, dążąca zawsze do ześrodkowania władzy kierowniczej w rękach mniej licznych, a w razie dłuższego trwania, prawie niechybnie przeobrażająca owe złożone zwierzchnictwa w zwierzchnictwa proste. Przeciwnie, rozszerzają się one pod wpływem przemysłowości. Ta bowiem, gromadząc pospołu ludzi obcych, którzy wyrwali się z więzów patriarchalnych, feudalnych lub innych tego rodzaju organizacyj, powiększa liczbę tych, których trzeba będzie przymuszać w odniesieniu do liczby przymuszających, a w ten sposób większość ową stawia w warunkach sprzyjających działaniu spójnemu; zastępując zaś wymuszane codziennie posłuszeństwo codziennym spełnianiem dobrowolnych zobowiązań, oraz codziennym dochodzeniem własnych praw jednostki, dąży ona ciągle do zrównania obywateli.

-------------

(1) W ciągu pisania słów powyższych niedawno wydany trzeci tom dzieła Mr Skene'a p. t. „Celtic Scotland” dostarczył mi przykładu wyżej wspomnianej sprawy. Okazuje się, że pierwotne plemiona celtyckie, które dały początek hrabstwom: Moray, Buchan, Athol, Angus, Menteith rozpadały się z biegiem czasu na klany; jak dalece zaś fizyczny charakter kraju wpływał na spowodowanie tego wyniku, widzimy z tego, iż zmiana owa przypada właśnie na górzystą (północną) część Szkocji Opisując pomniejsze owe grupy pochodne, Mr Skene powiada: „podczas gdy klan, rozpatrywany jako gmina pojedyncza, składał się w ten sposób z wodza wraz z jego krewniakami do pewnego ograniczonego stopnia pokrewieństwa, gminników, będących ludźmi tej samej krwi i noszących to samo nazwisko, oraz ich podwładnych, składających się z podrzędnych szczepów tubylczych, nie mających pretensji do wspólnego z wodzem przodka, lecz pochodzących prawdopodobnie albo od bardziej starożytnych posiadaczy gruntu, albo też będących zbiegami z innych klanów, którzy szukali jego opieki... Ci z krewnych wodza, którzy zdobywali własność ziemską, stawali się założycielami rodzin... Najbardziej wpływową z pomiędzy nich bywała rodzina najstarszego z młodszych braci, najbardziej oddalona od głównego szczepu i zazwyczaj przedstawiająca, jak gdyby dom współzawodniczy, nie o wiele mniej potężny od domu wodza.

(2) Co do objaśnień historycznych w ogólności, szczególnie zaś co do objaśnień zawartych w tym dziele, to niech mi wolno będzie zaznaczyć tu jeszcze inne powody, oprócz tych, jakie podali Grote i inni, odrzucenia tradycji, iż prawa spartańskie były dziełem Likurga. Ogólna skłonność do przypisywania danego skutku jakiejś najbardziej wydatnej przyczynie najbliższej, staje się szczególnie silną, gdy wynik należy do takich, których związek przyczynowy jest zawiły. Nasza zwłaszcza epoka dostarcza pod tym względem przykładów w opinii przypisującej zniesienie praw zbożowych Sir Robertowi Peel'owi, później zaś Cobdenowi i Brightowi — z zupełnym pominięciem pułkownika Thompsona. W najbliższym pokoleniu już nikt nie posłyszy nawet, jako 0 częściowym sprawcy owej zmiany o człowieku, który przez czas jakiś walczył sam jeden, kując częstokroć oręż, jakim posługiwali się później zwycięzcy. nie dość jest wszakże mniemać, że Likurg po prostu tylko wykończył dzieło innych. Możemy z całą słusznością podejrzewać, że dzieło to nie było wcale wytworem człowieka, lecz po prostu wynikiem potrzeb i warunków. Można to widzieć np. w instytucji publicznego stołu. Kiedy się zapytamy siebie, co się stanie z małym ludem, który, rozszerzając się w ciągu pokoleń całych w charakterze zwycięzców, żywił pogardę dla wszelkiego przemysłu i który, gdy nie wojował, to spędzał czas na ćwiczeniach, przygotowujących go do wojny, to oczywistym się stanie, że zrazu codzienne zgromadzanie się w celu owych ćwiczeń pociągnie za sobą zwyczaj codziennego przynoszenia zapasów żywności przez każdego z ich uczestników. Tak samo też zdarza się na owych zabawach, w których każdy ze współbiesiadników przyczynia się do wspólnej uczty; drogą naturalną powstanie tu pewna obowiązująca norma ilości i jakości przynoszonych zapasów — norma, która, powtarzając się co dzień ze zwyczaju, stanie się prawem, aż w końcu przybierze postać szczegółowego wykazu ilości i rodzajów pożywienia. Dalej, spodziewać się można, że kiedy prawo takie powstaje w wieku, gdy żywność skąpa jest i nieurozmaicona, wówczas prostota jadłospisu, nieuchronna na razie, pocznie uchodzić za coś rozmyślnego — za jakiś umyślnie ustanowiony regulamin ascetyczny. (Pisząc to, nie wiedziałem, że, jak zaznacza profesor Paley w Fraser's Magazine z lutego 1881 r., wśród Greków doby późniejszej, pospolitym był zwyczaj jadania obiadów wspólnie, na które każdy z gości przynosił swoją cząstkę zapasów, oraz, że ci, którzy dawali mało, jedli zaś dużo, bywali przedmiotem satyry. Fakt taki zwiększa prawdopodobieństwo tego, że spartańskie uczty zbiorowe powstały w ten sposób).

(3) Village comunity równa się gminie jednej wioski, okręg więc (canton) odpowiadał mniej więcej naszej gminie. (Przyp. tłom. )

(4) Nie byłbym uważał za potrzebne kłaść nacisku na tę prawdę, tak oczywistą, gdyby nie to, że nawet dotychczas utożsamia się te rzeczy, tak bardzo od siebie różne. W ciągu ostatnich lat paru w jednym z miesięczników ukazał się artykuł wybitnego historyka, który opisuje znieprawienie republiki rzymskiej lat ostatnich, dodając na końcu, że takimi były i bywać łacno mogą skutki rządów demokratycznych.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009