Herbert Spencer

ROZDZIAŁ VI

POLITYCZNI ZWIERZCHNICY, KRÓLOWIE, WODZOWIE ITP

§ 471. Mamy obecnie śledzić rozwój pierwszego z owych trzech składników trójjedynej budowy politycznej, dającej się wyśledzić na początku. Już w dwóch rozdziałach ostatnich powiedziano nieco, a więcej jeszcze dano do myślenia o owym najważniejszym zróżniczkowaniu, wynikającym z ustanowienia zwierzchnictwa. To, co tam wskazano w ogólnej formie, należy rozwinąć tutaj z uwzględnieniem form szczególnych.

„Kiedy Ring zapytał Nikobarczyków, kto pomiędzy nimi był wodzem, odpowiedzieli mu, śmiejąc się i dziwiąc, iż mógł przypuszczać, że jeden będzie miał władzę nad tyloma”. Przytaczam to ku przypomnieniu, że istnieje na początku opór przeciwko uznawaniu zwierzchnictwa jednego członka grupy — opór, który jakkolwiek nieznaczny jest w pewnych typach ludzkości, bywa jednak najczęściej znacznym, niekiedy zaś bardzo wielkim. Do podanych już przykładów plemion, nie posiadających faktycznie wodza, można dodać jeszcze: z Ameryki — Hejdahów, wśród których „wszyscy ludzie starali się być równymi”, plemiona kalifornijskie, gdzie „każda jednostka postępuje jak się jej podoba”, Nawajów, pomiędzy którymi „każdy jest panem swoich praw, jako wojownik”; na koniec, z Azji, można przytoczyć Angainajów, którzy „nie mają żadnego zwierzchnika albo wodza, jakkolwiek wybierają mówcę, który we wszelkich. zamiarach i celach jest bezsilny i nieodpowiedzialny”.

Jedyna karność, jaką widzimy wśród grup niższych, objawia się wówczas, gdy nieodzowną jest potrzeba łącznego działania, oraz, gdy niezbędną się staje kontrola dla jego skuteczności. Zamiast przypominać podane wyżej przykłady czasowego zwierzchnictwa, mogę przytoczyć tu parę innych. O Kalifornijczykach dolnych czytamy: „w czasie łowów albo wojny, mają oni jednego albo więcej przywódców, wybieranych tylko na dany wypadek”. O wodzach Indian „płaskogłowych” mówi się, że „władza ich ustaje wraz z wojną”. Wśród Indian z nad cieśniny (Soud Indiana), wódz „nie ma żadnej władzy i tylko kieruje ruchami swej bandy w czasie napadów wojennych”.

Pierwotna owa niekarność, jak to zauważono na innym miejscu, odgrywa mniejszą lub większą rolę, odpowiednio do otoczenia i zwyczajów, sprzyjających lub przeszkadzających przymusowi. O Kalifornijczykach dolnych, wspomnianych wyżej, jako przykład plemienia bez wodza, Baegert powiada, iż podobni są do „stada dzikich świń, błąkających się podług upodobania, dziś zgromadzonych razem, jutro rozproszonych, aż znowu spotkają się kiedyś przypadkiem”, „wodzowie Chipewajów są dzisiaj całkiem bezwładni”, powiada Franklin; lud zaś ten istnieje w postaci małych hord wędrownych. O Abiponach, którzy nie mają „cierpliwości do rolnictwa i życia osiadłego” oraz „ustawicznie przenoszą się z miejsca na miejsce”, Dobritzhofer pisze: „nie szanują oni kacyka swego jako pana, nie płacą mu daniny, ani mu też służą, jak to się dzieje zwykle u innych narodów''. Podobnie też bywa w okolicznościach podobnych wśród innych plemion znacznie odmiennego typu. O Beduinach Burkhardt robi uwagę, że „szeik nie ma żadnej władzy stałej”. Zgodnie zaś z pisarzem innym: „wodza, który do zbytku zacieśni więzy posłuszeństwa, obalają oni lub opuszczają i staje się on zwykłym członkiem plemienia, albo też bywa go całkiem pozbawiony”.

Teraz zaś, zaznaczywszy początkową nieobecność kontroli politycznej, opór, z jakim się spotyka, oraz okoliczności, ułatwiające uchylanie się od niej, możemy zapytać siebie, jakie przyczyny dopomagają jej wzrostowi. Jest ich kilka, zwierzchnictwo zaś utrwala się, o ile one mu współdziałają.

§ 472. Wśród członków grupy pierwotnej, z lekka do siebie niepodobnych pod rozmaitymi względami i w rozmaitym stopniu, na pewno znajdzie się choć jeden osobnik o wyższości uznanej. Cechy lej wyższości mogą. być kilku rodzajów; przypatrzymy się im teraz pokrótce.

Jakkolwiek wyjątkowo, należy jednak uznać takie wypadki, w których wyższość przypisywaną będzie obcemu osiedleńcowi. Przywódcy Kondów „są zazwyczaj potomkami jakiegoś śmiałego awanturnika, krwi hinduskiej”. Forsyth robi podobną też uwagę o „większości wodzów” w górskich krajach Azji środkowej. na koniec, podania o Bochica wśród Chibchów, o Amalivaca wśród Tamanaków, o Quetzelcoatlu wśród Meksykańczyków każą, również domyślać się podobnego pochodzenia ich zwierzchników. Tutaj jednak głównie zajmować nas będą, cechy wyższości, objawiające się wśród plemienia.

Naprzód wymienić należy tę, jaka towarzyszy starszeństwu. Jakkolwiek wiek, doprowadzający już do zupełnej nieudolności często bywa, wśród ludów pierwotnych, powodem tak złego obchodzenia się, że starzy są. zabijani lub pozostawiani na pastwę śmierci, to jednak dopóki jeszcze trwają. zdolności, większe doświadczenie, towarzyszące wiekowi, pospolicie zapewnia wpływ większy. Nie mający wodzów Eskimowie okazują „poważanie ludziom starszym i silnym”. Burchell powiada, że wśród Buszmenów, starcy zdają się w pewnej mierze wykonywać władzę wodzów; podobnie też powiedzieć można o krajowcach Australii. Wśród mieszkańców Ziemi Ognistej „słowo starca przyjmowane jest, jako prawo przez młodzież”. Każda część Weddahów skalnych, „ma przywódcę najbardziej energicznego ze starszych mężczyzn plemienia”, który rozdziela miód i t. p. Stosuje się to nawet do wielu ludów bardziej już rozwiniętych. Dajakowie z północnej części Borneo „nie mają żadnych ustalonych wodzów, lecz każdy z nich słucha rad człowieka starszego, z którym jest spokrewniony”. na koniec, Edwards powiada o niemających rządu Karaibach, że „starcom swoim istotnie pozostawiają oni pewien rodzaj władzy”.

Rzecz prosta, że w społeczeństwach pierwotnych silna pięść daje również przewagę. Obok wpływów wieku „jedynie tylko siła cielesna zapewnia wyróżnienie” wśród Buszmenów. Przywódcami Tasmańczyków byli rośli i silni mężczyźni: „zamiast przywództwa obieralnego albo dziedzicznego miejsc naczelnych ustępowano miejscowym zuchom”. Uwaga Sturta każe domyślać się podobnego też pochodzenia zwierzchnictwa wśród Australijczyków. Podobnież dzieje się w Ameryce południowej. O ludzie z nad Topajas, Bates powiada nam, że „ślady nóg wodza można odróżnić od innych z wielkich ich rozmiarów oraz szerokości kroku”. W plemionach zaś Beduińskich, „najdzikszy, najsilniejszy i najzręczniejszy zupełnie zapanowuje nad swymi towarzyszami”. W ciągu stadiów wyższych, siła fizyczna przez długi jeszcze czas nie przestaje być przymiotem wszechwładnym; tak było np. wśród Greków Homera, gdzie nawet wiek sędziwy nie mógł zrównoważyć upadku siły; „stary wódz, jak Peleus i Laertes nie może utrzymać się na swym stanowisku”. Każdy wie, że w Europie średniowiecznej utrzymanie zwierzchnictwa w znacznej mierze zależało od sprawności cielesnej. na koniec, nawet przed dwoma wiekami w Wester-Isles Szkocji, „każdy heir, czyli młody wódz plemienia, musiał w imię, honoru odbyć publiczny popis ze swego męstwa, zanim został posiadaczem oraz zanim ogłoszono go rządcą. „.

Wyższość umysłowa sama, lub w połączeniu z przymiotami innymi, jest dość pospolitą przyczyna przewagi. Wśród Indian Wężowych, wódz nie jest niczym więcej, jak tylko „najbardziej godną zaufania osobą między wojownikami”. Schoolcraft powiada o wodzu uznawanym przez Krików, że „jest on wybitnym wśród innych tylko z powodu swych wyższych talentów, oraz zdolności politycznych”, a dalej, że wśród Komanczów „stanowisko wodza nie jest dziedziczne, lecz wynika z jego własnej większej chytrości, wiedzy lub powodzenia na wojnie”. Wodzem Koronadów bywa taki, „który z powodu siły swej, chytrości i męstwa, uzyskał nad nimi pewną, przewagę. na koniec, Ostjakowie „okazują (płacą) szacunek w najdokładniejszym znaczeniu słowa wodzowi, gdy jest mądry i mężny, ale hołd ten jest objawem dobrowolnym nie zaś przywilejem jego stanowiska”.

Innym jeszcze źródłem władzy rządzącej bywa wśród plemion pierwotnych zamożność, gdyż bogactwo jest zarazem pośrednią cechą wyższości, oraz bezpośrednią przyczyną wpływu. U Takuljów „każdy może stać się miuty czyli wodzem, kto tylko wyda ucztę wiosce”, „pośród Tolewaów kraju del Norte pieniądze robią wodza”. Spokanowie nie mają żadnego stale uznawanego wodza”, „ale rozumny i bogaty człowiek często kieruje tam plemieniem, dzięki swemu wpływowi”, O nie mających wodza Nawajach czytamy, że „każdy człowiek bogaty posiada wielu podwładnych sobie stronników, którzy słuchają jego woli, tak w czasie pokoju, jak i na wojnie”. na koniec, do innego świadectwa, że podobnie dzieje się w Afryce, można dodać twierdzenie Heuglina, iż „wodzem Dorów jest pospolicie najbogatszy i najbardziej znany mężczyzna w wiosce lub okolicy”.

Ale rzecz jasna, że, w społecznościach nierozwiniętych jeszcze politycznie, uznana wyższość łatwo może bywać przedmiotem sporu, albo ustępować miejsca innej wyższości, nowo powstałej; „jeżeli Arabowi w towarzystwie tylko jego krewnych, powiedzie się w kilku wycieczkach łupieżczych przeciwko wrogom, to przyłączają się do niego inni przyjaciele, i, jeśli powodzenie trwa dalej, wówczas rozchodzi się o nim wieść, iż jest „szczęśliwy”, a w ten sposób tworzy on pewien rodzaj drugorzędnego albo niższego przywództwa w plemieniu”. Tak samo też na Sumatrze, „postawa rozkazująca, ujmujące obejście, płynność mowy, na koniec, przenikliwość i spryt w rozjaśnianiu małych zawiłości ich sporów, są to przymioty, które prawie zawsze zapewniają swemu posiadaczowi poszanowanie i wpływ, niekiedy nawet większy od wpływu uznanego wodza”. na koniec, zastępstwa podobnego rodzaju zdarzają się też wśród Tongańczyków i Dajaków.

Na początku przeto, jedynym pierwiastkiem organizacji jest to, cośmy odróżnili pierwej, jako pierwiastek skuteczności. Takie przywództwo polityczne, jakie już istnieje, zdobywanym bywa przez tych, których przydatność objawia się w postaci późniejszego wieku, większej mądrości, woli silniejszej, szerszej wiedzy, bystrzejszego poglądu albo znaczniejszych bogactw; ale oczy wistem jest, iż zwierzchnictwo, zależne w ten sposób wyłącznie od przymiotów osobistych, bywa tylko przemijającym. Łacno ustąpić ono może miejsca zwierzchnictwu innego, bardziej zdolnego człowieka, ukazującego się od czasu do czasu; kiedy zaś nie ustępuje, kończy się wraz ze śmiercią. Musimy przeto zbadać, w jaki sposób utrwala się przywództwo stałe. Przedtem jednak, musimy w sposób bardziej dokładny rozważyć oba rodzaje wyższości, szczególnie prowadzące do przywództwa oraz ich sposób działania.

§ 473. Tak samo jak siła fizyczna bywa przyczyną przewagi wśród plemienia w wypadkach życia codziennego, tak jeszcze więcej w wypadku wojny, w połączeniu z odwagą, staje się ona przyczyną takiej przewagi. Wojna przeto dąży do uwydatnienia wszelkiej tego rodzaju zaczątkowej władzy. Jakkolwiekby się opierali inni członkowie plemienia z uznaniem przewodnictwa jednego z pośród siebie, to opór ten pokonanym zostanie łatwo przez ich żądzę bezpieczeństwa, gdy uznają, że przywództwo jego bezpieczeństwu owemu sprzyja.

To wznoszenie się do władzy najsilniejszego i najodważniejszego wojownika, jest zrazu samorzutne, później zaś towarzyszy mu mniej lub więcej określone przyzwolenie, na koniec, czasem łączy się to ze sprawą odbycia próby. Gdzie, tak jak w Australii, każdy szanowanym jest przez innych tylko o tyle, o ile wykaże swą biegłość w rzucaniu albo unikaniu włóczni, tam wywnioskować można, że okazana w ten sposób zdolność wojownicza rodzi sama przez się owo przywództwo czasowe. Gdzie, tak jak wśród Komanczów, każdy, kto się wyróżni zdobyciem wielu „koni albo skalpów, może dążyć do zaszczytów dowództwa i stopniowo dochodzi do niego za wspólną milczącą zgodą ludu”, tam jasno uwydatnia się ten przyrodzony początek. Bardzo pospolitym jest jednak, iż mamy do czynienia z wyborem rozważnym; tak np, dzieje się wśród Indian płaskogłowych, gdzie „z wyjątkiem wodzów wojennych nikt nie ma władzy istotnej”. Biegłość, siła, odwaga i wytrwałość poddawane bywają niekiedy umyślnym próbom. Próbę tego rodzaju przebywać musi król Tongańczyków; rzuca się w niego trzy włócznie, których on powinien uniknąć. „Biegłość w spinaniu się na dużą żerdź, dobrze wytłuszczoną, jest niezbędnym przymiotem wojennego wodza pośród Dajaków nadmorskich”. na koniec, St. John powiada, że w wypadkach niektórych „zwyczajem było, iż dla rozstrzygnięcia, kto będzie wodzem, współzawodnicy rozchodzili się na połów głowy (ludzkiej); pierwszy, co ją znalazł, bywał zwycięzcą.

Co większa, potrzeba umiejętnego wodza dąży zawsze do ponownego ustanowienia przywództwa, gdy dawne stanie się już nominalnym lub słabym Edward powiada o Karaibach, iż „na wojnie doświadczenie nauczyło ich, że uległość była tak niezbędną, jak i odwaga; wybierali oni przeto swych wodzów na wielkich zgromadzeniach ogólnych bardzo uroczyście” i „poddawali uroszczenia ich próbie, w sposób odrażający, barbarzyński”. Podobnie też, „jakkolwiek Abiponowie nie boją się swego kacyka, jako sędzi, ani też nie szanują go, jako pana, to jednak drużyna jego idzie za nim, jako za wodzem wojennym, gdy tylko potrzeba napaść na nieprzyjaciela albo go wypłoszyć”.

Te i tym podobne fakty, których jest wielka obfitość, każą domyślać się trzech wniosków pokrewnych. Jednym z nich jest to, że ciągłość wojny prowadzi do stałości przywództwa. Drugim, że wódz wraz ze wzrostem jego wpływu, jako kierownika wojny, zdobywa też wpływy, jako cywilny zwierzchnik. Trzecim wnioskiem jest ten, że w taki sposób rodzi się związek, trwający w ciągu późniejszych faz społecznego rozwoju pomiędzy zwierzchnictwem wojskowym a politycznym nie tylko wśród nieucywilizowanych Hotentotów, Malgesów, oraz innych, wódz albo król jest zarazem dowódcą wojska, nie tylko wśród takich na wpół cywilizowanych ludów, jak Peruwianie albo Meksykańczycy, znajdujemy, iż monarcha stanowi jedno z wodzem naczelnym, ale nadto dzieje wygasłych i żyjących narodów całego świata uwydatniają przed nami ten związek. W Egipcie, „w wiekach dawnych obowiązki króla i wodza były nierozdzielne”. Rzeźby i napisy Asyryjskie przedstawiają nam despotycznego władcę zarazem jako zdobywczego wojaka; to samo też stosuje się do pomników hebrajskich. Cywilne i wojskowe przywództwo łączyło się u Greków Homera; zaś w Rzymie pierwotnym „sam król bywał zazwyczaj wodzem”. O tym, że w całej historii Europy działo się tak samo, częściowo zaś wśród społeczeństw bardziej wojowniczych dzieje się jeszcze dzisiaj, nie potrzeba wspominać.

W jaki sposób szersze zwierzchnictwo podąża w ślad za zwierzchnictwem wojennym, niełatwo dojrzymy w społeczeństwach, nie mających żadnych pomników; możemy tylko wnioskować, że wraz ze wzrostem władzy przymusu, jaką zdobywa szczęśliwy wódz wojenny, potęguje się też władza rządzenia w cywilnych sprawach. Istnieją dowody, że tak było w istocie wśród ludów, których dzieje są znane. O Germanach pierwotnych Sohm robi uwagę, że najazdy rzymskie miały jeden wynik: „władza królewska zespoliła się z dowództwem (już stałem) w wojsku, w następstwie zaś tego wzniosła się do potęgi (instytucji) w państwie. Karność wojskowa względem króla-wodza przyśpieszała wzrost politycznej karności względem króla... królestwo po najazdach staje się władzą o prawach najwyższych — królestwem w znaczeniu naszym”.

W podobny też sposób Ranke zauważył, że w ciągu wojen z Anglikami, w stuleciu XV, „monarchia francuska, walcząc o sam swój byt, zdobyła jednocześnie, jako wynik walki, mocniejszą organizację. Urządzenia, jakimi posługiwano się do staczania zapasów, urosły tak samo jak i w wielu innych ważnych wypadkach do poziomu instytucyj urzędowych”.

na koniec, współczesnych nam przykładów owego związku pomiędzy wojowaniem pomyślnym, oraz potęgowaniem się kontroli politycznej, dostarcza zawód Napoleona oraz niedawne dzieje cesarstwa niemieckiego.

Tak więc, zwierzchnictwo społeczne, począwszy się pospolicie wraz z wpływem, zdobywanym przez najsilniejszego i najzdolniejszego wojownika, utrwala się wówczas, gdy działalność jego na wojnie daje mu sposobność okazania wyższości jego, oraz wytworzenia karności; później zaś trwa dalej wzrost cywilnego zarządu, wiążąc się zrazu z wykonywaniem czynności wojennych.

§ 474. Bardzo błędne jednak mielibyśmy wyobrażenie o rzeczy, gdybyśmy nie wymienili tutaj żadnego innego źródła zwierzchnictwa politycznego. Istnieje pewien rodzaj wpływu, niemniej ważnego a działającego niekiedy wyłącznie, niekiedy zaś wespół z tamtym. Mam tu na myśli wpływ, jaki posiadają znachorzy.

Nie podobna chyba powiedzieć, iżby wpływ ten objawiał się tak wcześnie jak i inny; dopóki bowiem nie zarysuje się teoria upiorów, nie ma on żadnego źródła. Kiedy jednak upowszechni się wiara w duchy zmarłych, wówczas na znachora, oznajmiającego o swej zdolności kierowania niemi, a umiejącego natchnąć wiarą w słuszność swych uroszczeń, spogląda się z obawą, która oczywiście sprowadza posłuch. Kiedy czytamy o Thlinkitach, że „najwyższym dziełem władzy zaklinacza jest wszczepić podwładnego mu ducha w ciało takiego, co w jego potęgę nie wierzy, po czym nawiedzony podpada mdłościom i paroksyzmom”, to możemy wyobrazić sobie, jaką budzi on obawę i jaką, tym samem zdobywa władzę. Przykłady odnośne znajdujemy wszędzie, poczynając od plemion najniższych. Fitzroy mówi o „lekarzu-czarodzieju wśród mieszkańców Ziemi Ognistej”, że jest najbardziej chytrym i przebiegłym w swoim plemieniu, oraz, że ma wielki wpływ na współtowarzyszy. „Jakkolwiek Tasmańczycy wolnymi byli od despotyzmu władców, to jednak słuchali rad, ulegali sztukom lub poddawali się obawie pewnych mędrców czyli doktorów. Ci nie tylko łagodzili cierpienia ale i zadawali je”. Wódz Hejdahów „zdaje się być najgłówniejszym czarodziejem i w istocie posiada niewielką wagę, oprócz tej, jaka się wiąże z jego zdolnościami nadludzkimi”. Znachorzy Dakotów „są największymi hultajami w ple mieniu i posiadają ogromny wpływ na umysły młodzieży, wychowywanej w przekonaniu o ich zdolnościach nadprzyrodzonych”... wodzem wojennym, prowadzącym daną grupę na wojnę, jest zawsze jeden z owych znachorów; wierzy się też, iż posiada on moc doprowadzania drużyny do zwycięstw lub osłonięcia jej przed porażką.

Pośród bardziej rozwiniętych ludów Afryki domniemana zdolność kontrolowania istot niewidzialnych również nadaje wpływ, który wzmacnia władzę, nabytą już innym sposobem. Tak dzieje się u Amazulów; wódz „wykonywa czary nad innym wodzem zanim zacznie z nim walczyć”', stronnicy zaś jego pokładają w nim wielką ufność, gdy posiada rozgłos znakomitego czarodzieja. stąd to owa władza zdobyta przez Langalibalele, który, jak powiada biskup Colenzo, „zna dobrze skład owych intelezi (używanych do kierowania pogodą); nadto, zna on dobrze leki wojenne, t. j. ich części składowe, gdyż sam jest doktorem”. Jeszcze lepiej uwydatnia się zdobyty w taki sposób wpływ w rządzeniu na przykładzie króla Obbo, który w czasie suszy, zwołuje swych poddanych i tłumaczy im, „jak bardzo żałuje on, że ich postępowanie zmusiło go do nasłania na nich pogody nieprzychylnej, ale jest to własna ich wina... musiał on mieć kozy i zboże. „Niema kóz, niema deszczu, oto jest nasza ugoda moi przyjaciele”, powiada Catchiba... gdy lud jego skarży się na zbytek deszczu, grozi on, iż ześle na nich wieczną burzę i błyskawice, jeśli mu nie przyniosą tylu a tylu setek koszów zboża i t. d. i t. d.... poddam jego wierzą najzupełniej w jego potęgę”. W podobny też sposób ludność Loango przypuszcza, że król jej może kierować pogodą.

Pokrewny związek daje się wyśledzić w pomnikach różnych wygasłych ludów obu półkul. O Huitzilopochti, założycielu potęgi meksykańskiej czytamy, że „wielkim był on znachorem i czarodziejem''; każdy zaś król meksykański, wstępując na tron, musiał przysięgać, „iż nauczy syna, aby szedł jego śladem, iż sprawi, aby obłoki wylewały deszcz, aby rzeki płynęły i aby dojrzewały wszelkie owoce”. Wyrzucając poddanym swoim brak posłuszeństwa, wódz Chibchów mówił do nich, iż wiedzą, „że w jego mocy było nasłać na nich zarazę, ospę, reumatyzm i febrę, oraz sprowadzić rozrost takiej ilości traw, ziół i roślin, jakiej potrzebowali”. Starożytne pomniki egipskie świadczą również o podobnych wierzeniach pierwotnych. Thothmes III po ubóstwieniu go „uważany był za krajowego boga, przynoszącego szczęście, za osłonę przeciwko złym wpływom niedobrych duchów i czarodziejów”. Tak samo też było u Żydów: „pisma rabiniczne niezmordowanie rozwodzą się zawsze nad czarodziejską władzą mądrości Salomona. Przedstawiano go nie tylko, jako króla całej ziemi, ale nadto jako panującego diabłom i złym duchom, posiadającego władzę wyganiania ich z ciała ludzi i zwierząt, oraz oddawania ludzi im na pastwę”.

Tradycje ludów Europejskich dostarczają też przykładów pokrewnych. Jak wykazano wyżej (§ 198), opowieści sagi Heims kringla każą domyślać się, że władca skandynawski Odyn, był znachorem; takimi też byli Niord i Frey jego następcy. Przypominając zaś sobie o nadprzyrodzonym orężu i dziełach nadprzyrodzonych dawniejszych królów-bohaterów, nie możemy chyba wątpić, że kojarzono z nimi w pewnych wypadkach owe domniemane cechy czarodziejstwa, skąd pochodziła też rzekoma władza królów leczenia chorób przez dotknięcie. Jeszcze mniej o tym wątpić będziemy, znajdując, że podobną potęgę przypisywano nawet pomniejszym władcom pierwotnym. Istnieli pewni szlachcice bretońscy, o których ślinie i dotknięciu mówiono, iż posiadają własności lecznicze.

Tak wiec, jeden z ważnych czynników w powstawaniu przywództwa politycznego poczyna się wraz z teorią upiorów oraz towarzyszącym jej rozwojem mniemania, że niektórzy ludzie, zdobywszy władzę nad upiorami, mogą otrzymywać ich pomoc. Zazwyczaj wódz i znachor są to osobistości odrębne; wówczas też istnieje pomiędzy nimi pewne przeciwieństwo, władza jednego współzawodniczy tu z drugiego władzą. Ale tam, gdzie władca ze swoją w sposób naturalny zdobytą potęgą łączy ową przypisywaną mu potęgę nadprzyrodzoną, tam władza jego z konieczności znakomicie wzrasta. Buntowniczy członkowie plemienia, którzy by się mogli ważyć na stawianie mu oporu, gdyby tylko sprawność cielesna stanowiła o walce, nie odważą się na to, jeżeli tylko myślą, iż będzie mógł on zesłać jednego z possecomitatus swoich upiorów ku dręczeniu ich. W jednym wypadku mamy jasny dowód tego, iż władcy pragną jednoczyć w sobie obie to cechy. Kanonik Callaway powiada nam, że wśród Amazulów, wódz rad by był odkryć tajemnicę znachora, a potem go zabić.

§ 475. Nasuwa się tu jednak raz jeszcze zapytanie, w jaki sposób powstaje zwierzchnictwo polityczne stałe? Takie, które wypływa z siły cielesnej, odwagi lub rozsądku, nawet wówczas, gdy wspiera je rzekoma pomoc nadprzyrodzona, kończy się wraz z życiem dzikiego, który ją dobył. Pierwiastek skuteczności (sprawności) fizycznej albo duchowej, dążąc do czasowego zróżniczkowania się na rządcę i rządzonych, nie jest w stanie wytworzyć zróżniczkowania stałego. Nie ma tu jeszcze współdziałania innego czynnika, do którego przechodzimy obecnie.

Widzieliśmy już, że nawet w grupach najpierwotniejszych wiek nadaje pewną przewagę. Zarówno wśród mieszkańców Ziemi Ognistej, jak i wśród Australijczyków, nie tylko starcy ale i stare kobiety wykonywają władzę. Że zaś to poszanowanie wieku, niezależnie od wszelkich innych wybitności, jest ważnym czynnikiem w utrwalaniu karności politycznej, tego domyślać się każe ciekawy fakt, że wśród wielu społeczeństw rozwiniętych, cechujących się niezmiernie silnym uciskiem rządowym, szacunek należny wiekowi bierze pierwszeństwo przed innymi. Sharpe robi uwagę o starożytnym Egipcie, że „tutaj tak samo jak w Persyi i Indii, matka króla zajmowała częstokroć stanowisko wyższe, niż jego żona”. W Chinach, pomimo niższego stanowiska kobiety w domu i społeczeństwie, istnieje jednak zwierzchnictwo rodzicielki, ustępujące pierwszeństwa tylko rodzicowi; tak samo też dzieje się w Japonii. Na poparcie wywodu, że uległość względem rodziców toruje drogę dla uległości względem władców, mogę dodać pewien fakt odwrotny. O Koroadach, których grupy są tak niespójne, czytamy, że „paje wszakże posiada tak mały wpływ na wolę tłumu, jak i każdy inny; żyją. oni bowiem bez wszelkich więzów spójni społecznej, nie mając ani republikańskiej, ani patriarchalnej formy rządu. Nawet więzy rodzinne są w pośród nich bardzo słabe... starsi nie mają tam żadnej przewagi nad młodszymi, gdyż wiek, jak się zdaje, nie cieszy się wśród nich żadnym szacunkiem”. na koniec, na poparcie tego odwrotnego faktu, mógłbym zwrócić uwagę czytelnika na § 317, gdzie wykazano, że Mantraowie, Karaibowie, Mapuchcowie, Indianie brazylijscy, Gallinomerowie, Szoszonowie, Nawajowie, Kalifornijczycy, Komanczowie, którzy ulegają bardzo mało lub wcale nie ulegają rządom wodzów, okazują, też uległość synowską najczęściej małą i rychło ustającą.

Ale w jakich też okolicznościach poszanowanie wieku przybiera ową wybitną postać, jaką widzimy w społeczeństwach, cechujących się wielką karnością polityczną. W § 319, wykazano, że, kiedy ludzie, przeszedłszy od stanu łowiectwa do życia pasterskiego, poczynają koczować, szukając pożywienia dla swoich oswojonych zwierząt, wówczas podpadają warunkom sprzyjającym wytwarzaniu grup patriarchalnych. Widzieliśmy, że w pierwotnej hordzie pasterskiej człowiek, zwolniony od tych wcześniejszych wpływów plemienia, jakie zawadzały władzy ojcowskiej i przeszkadzały utrwaleniu się stosunków płci, znalazł się na stanowisku, które mu pomagało zdobyć przywództwo w pewnej grupie spójnej; ojciec z prawa silniejszego staje się przywódcą, posiadaczem, panem żony, dzieci, oraz wszystkiego tego, co ze sobą prowadzi. Wyliczono tam wpływy, dążące do tego, aby starszego mężczyznę uczynić patriarchą; wykazano też, że nie tylko Aryjskie, Semickie i Turańskio rasy Azji dostarczały nam przykładów takiego związku pomiędzy pasterskimi zwyczajami a organizacją patriarchalna, lecz że powtarza się on wśród ras południowoafrykańskich

Jakąkolwiek byłaby przyczyna tego, znajdujemy liczne dowody, że owe zwierzchnictwo rodzinne najstarszego mężczyzny, tak pospolite wśród ludów pasterskich, oraz tych, co przez pasterskie stadium przeszły do rolnictwa, rozwija się w zwierzchnictwo polityczne. O Santalach Hunter powiada: „rząd wioski jest iście patriarchalny. Każda z nich posiada pierwotnego założyciela (Menjhihanan), uważanego za ojca gminy. Odbiera on zaszczyty boskie w świętym grobie i przekazuje władzę swą potomkom”. O złożonej rodzinie wśród Kondów czytamy u Macfersona, że „tam ona (władza ojcowska) panuje prawie bezwzględnie”. Zasada Kondów opiewa, że „ojciec każdego jest jego Bogiem, którego nie słuchać, jest największą zbrodnią; wszyscy też członkowie rodziny żyją społem w ścisłej karności względem jej głowy aż do śmierci tejże”. na koniec, badania Sir Henryka Maine'a, oraz innych, wskazując nam przykłady dawnych Greków, Rzymian i Teutonów, tudzież istniejącą dziś jeszcze organizację społeczną Hindusów i Słowian, oswoiły nas z faktem urastania grup prostych na złożone i podwójnie złożone grupy, uznające władzę tego, kto jednoczy w sobie zwierzchnictwo rodzinne z politycznym

Tutaj więc, ukazuje się właśnie, jak widzimy, czynnik, prowadzący do utrwalenia politycznego zwierzchnictwa. Jak zaznaczono już w rozdziale poprzedzającym, podczas kiedy następstwo, podług uzdolnienia, nadaje organizacji społecznej jej plastyczność, następstwo dziedziczne nadaje jej stałość. Żaden porządek trwały nie będzie mógł powstać w społeczności pierwotnej, dopóki o czynności każdej jednostki orzekać będzie wyłącznie jej uzdolnienie, gdyż ze śmiercią jej potrzeba będzie zaprowadzenie tego porządku rozpoczynać na nowo, o tyle, o ile był on częścią, osoby zmarłej. Dopiero wtedy, gdy miejsce jej zawczasu zajęte będzie przez jednostkę o prawach uznanych, rozpocznie się różniczkowanie, które przetrwa idące po sobie pokolenia. Oczywistym też jest, że we wcześniejszych stadiach społecznego rozwoju, kiedy spójność bywa nieznaczną, zaś brak budowy wielkim, pożądanym jest, iżby zasada dziedziczenia, szczególnie w sprawie zwierzchnictwa politycznego, miała przewagę nad zasadą skuteczności (sprawności). Rzecz tę wyjaśni nam zbadanie faktów.

§ 476. Rozważyć tu potrzeba dwie postacie pierwotne dziedzicznego następstwa. System pokrewieństwa przez kobiety, upowszechniony wśród ludów bardziej pierwotnych, sprowadza w następstwie przekazywanie własności i władzy braciom albo dzieciom sióstr, gdy tymczasem system pokrewieństwa przez mężczyzn, pospolity wśród ludów w rozwoju posuniętych, sprowadza przekazywanie własności i władzy synom albo córkom. Musimy naprzód zaznaczyć, że następstwo przez kobiety mniej sprzyja trwałemu politycznemu zwierzchnictwu, niźli następstwo przez mężczyzn.

Z faktu wzmiankowanego wtedy, gdy się mówiło o stosunkach domowych, a mianowicie z tego, iż system pokrewieństwa przez kobiety powstaje wówczas, gdy związki płci są przejściowe i nieustalone, wywnioskować można, iż cechuje on społeczności nierozwinięte pod każdym względem, a więc i pod względem politycznym. Widzieliśmy w § 294, że nieprawidłowe związki każą domyśleć się ubóstwa i słabości wiadomych więzów pokrewieństwa, oraz przypuszczać każą taki typ rodziny, którego ogniw kolejnych nie wzmacniają równie liczne ogniwa boczne. Wspólnym tego następstwem jest i to również, że obok rodowodów kobiecych, albo wcale niema zwierzchnictwa” albo też wspiera się ono na podstawie zasług osobistych, albo wreszcie, gdy jest dziedziczne, bywa nietrwałym. Australijczycy i Tasmańczycy dostarczają tutaj przykładów typowych. Pośród Hejdahów, oraz innych dzikich ludów Kolumbii, „godność bywa nominalnie dziedziczoną w linii żeńskiej”, zaś przywództwo istotne „zależy w znacznym stopniu od bogactwa i wprawy wojennej”. Z pomiędzy innych plemion północnoamerykańskich Chipewajowie, Komanczowie, oraz Indianie Wężowi okazują nam system pokrewieństwa kobiecego w połączeniu, albo z brakiem utrwalonego zwierzchnika albo też z bardzo słabym jego rozwojem. Przechodząc do Ameryki południowej, można przytoczyć Arawaków i Waranów, jako takich, którzy posiadają rodowody żeńskie i prawie nominalnych, jakkolwiek dziedzicznych wodzów; to samo wreszcie da się powiedzieć o Karaibach.

Można teraz zaznaczyć pewną inną, grupę faktów wielkiego znaczenia. W wielu społeczeństwach, w których dziedziczenie własności i dostojeństw odbywa się w linii żeńskiej, wyjątek od tego ogólnego prawa etanowi zwierzchnik polityczny; społeczności zaś podobne należą, właśnie do takich, w których zwierzchnictwo polityczne jest już względnie trwałe. Jakkolwiek na Fidżi panuje system pokrewieństwa kobiecego, to jednak zdaniem Seemanna, władcą, obieranym z pośród członków królewskiej, rodziny bywa „pospolicie syn” zmarłego władcy. Na Tahiti, gdzie dwie warstwy najwyższe pilnują się pierwotnego systemu pochodzenia, prawo mężczyzn do władzy jest tak dalece uznawanym, iż wraz po przyjściu na świat najstarszego syna, ojciec staje się regentem, rządzącym w jego imienin. na koniec, wśród Malgesów, obok panującego powszechnie pokrewieństwa przez kobiety, spostrzegamy ten fakt, że „albo władca mianuje swego następcę, albo też, gdy tego nie uczyni, wyznacza go szlachta, przy czym, wybieranym zwykle bywa najstarszy syn, jeżeli tylko nie ma jakich wad wyraźnych. Afryka dostarcza również przykładów różnorodnych. Jakkolwiek ludność Kongo, murzyni nadbrzeżni, oraz wewnątrz-lądowi, potworzyli już społeczeństwa w dość znacznej objętości i złożoności, pomimo iż następstwo tronu odbywa się tam podług systemu pokrewieństwa przez kobiety, to jednak o pierwszym z tych ludów czytamy, że posłuszeństwo bywa tara „niewyraźne i niepewne”; o drugim, że „z wyjątkiem takich miejscowości, gdzie panują wolniejsze formy rządu, przedstawia się on jako niepewny i krótkotrwały despotyzm jedynowładczy; zaś o trzecim, że tam, gdzie rząd nie jest typu mieszanego, występuje on jako „surowy i niepewny despotyzm”. Z drugiej strony, w dwóch państwach najbardziej rozwiniętych, trwałość politycznego zwierzchnictwa ustala się coraz więcej, w miarę zaczątkowego lub całkowitego zarzucania systemu pokrewieństwa przez kobiety. W Aszantyi taki oto jest porządek praw do obejmowania, tronu: „brat, siostrzeniec, syn”; w Dahomeju zaś panuje prawo pierworodztwa w linii męskiej. Innych przykładów przejściowych, dostarczą nam wygasłe ludy amerykańskie. Aztekowie, zdobywcy Meksyku, wnieśli ze sobą system pokrewieństwa przez kobiety i odpowiednie też prawo następstwa tronu; ale prawo to częściowo albo całkowicie zmieniło się na prawo następstwa w linii męskiej. W Tezcuco i Tlacopan (dzielnice Meksyku), królestwo dziedziczył syn najstarszy; w Meksyku zaś wybór króla ograniczony był do synów i braci uprzedniego władcy. Dalej, o starożytnym Peru Gomara mówi: „siostrzeńcy dziedziczą, nie zaś synowie z wyjątkiem tylko tego wypadku, gdy idzie o Inków”. Ów wyjątek ma tę szczególną osobliwość, że „pierworodny tego brata i siostry (t. j. Inki, oraz jego głównej żony), był prawnym dziedzicem królestwa”; porządek taki niezwykle zwężał linię rodowodową i nadawał jej szczególną określoność. Tutaj też, powracamy znowu do Afryki, dzięki równoległości pewnej pomiędzy przykładami Peru oraz Egiptu. „W Egipcie rodowód macierzysty dawał prawo do własności i tronu. To samo też panowało w Etiopii Gdy monarcha brał żonę z rodziny niekrólewskiej, dzieciom jego nie przysługiwały prawa dziedziczenia korony”. Gdy dodamy do tego twierdzenie, iż o monarsze „przypuszczano, że w linii męskiej i żeńskiej pochodził od bogów”, oraz gdy zaznaczymy inne jeszcze twierdzenie, że wśród rodzin królewskich zdarzały się małżeństwa pomiędzy braćmi i siostrami, to spostrzeżemy, że w Egipcie i w Peru podobne przyczyny wpływały na wywołanie podobnych skutków. W Peru bowiem przypuszczano, że Inkowie są pochodzenia boskiego; dziedziczyli oni tę boskość ze stron obu i żenili się z siostrami dla utrzymania czystości krwi boskiej. na koniec, tak w Peru, jak i w Egipcie, gdzie panowało w ogóle dziedziczenie przez kobiety, w rodzinach królewskich spostrzegamy następstwo w linii męskiej. Starożytny Cejlon, gdzie „formą rządu po wszystkie czasy był nieokiełznany despotyzm”, przedstawia nam, jak się zdaje, przykład podobny; Sir. I. E. Teanant powiada bowiem, „że królowie Syngalezów często żenili się z siostrami”.

Obok tej sprawy przeobrażenia się owego prawa pochodzenia w inne, jakiej domyślać się każą fakty ostatnie, można wymienić jeszcze przykłady pokrewne, o jakich domyślnie mówią nam pierwej przytoczone fakty. W Nowej Kaledonii „wódz mianuje następcą swym, jeśli można, syna lub brata”. Pierwszy wybór każe domyślać się pochodzenia z linii męskiej, drugi zaś pozostaje w zgodzie tak z męskim jak i z żeńskim rodowodem. na koniec, na Madagaskarze, gdzie panował system pokrewieństwa przez kobiety, „władca wyznaczał swego następcę, wybierając naturalnie syna”. Dalej, widocznym jest, że tam, gdzie, tak jak w tych wypadkach, kiedy, w braku określonej nominacji, szlachta dokonywa wyboru pośród członków rodziny królewskiej, kierując się ich wybieralnością, że tam zdarzać się może i zdarza się naturalnie zbaczanie od rodowodów żeńskich; system następstwa w linii żeńskiej, raz już pogwałcony, dla kilku powodów łatwo może ulec zagładzie.

Dochodzimy tu również do innej sprawy przejściowej. Pośród przykładów powyższych wiele należy do takich, w których następstwo władzy stale przywiązanym jest do jakiejś rodziny, lecz nie do któregoś z jej członków; jest to stadium, które [domyślać się każe cząstkowej, ale nie całkowitej stałości politycznego zwierzchnictwa; kilka odnośnych przykładów znajdujemy w Afryce. „W Abisynii tron dziedzicznym jest odnośnie do rodziny, lecz obieralnym odnośnie do osoby”, powiada Bruce: „wśród Tajmanijów i Bullomów tron pozostaje w jednej rodzinie, ale wodzowie czyli starszyzna kraju, od których zależy wybór króla, mogą mianować jakąś bardzo odległą latorośl tej rodziny”. U Kafrów zaś „prawo wymaga, aby następca tronu wybierany był spośród książąt najmłodszych”. Na Jawie, jak również na wyspach Samoa, jakkolwiek następstwo tronu ograniczonym jest co do rodziny, to jednak częściowemu tylko podlega ograniczeniu co do jednostki; to samo też przed wiekiem XII stosowało się do Hiszpanii (Aragon), gdzie „mała liczba potężnych baronów wybierała sobie władcę przy każdym bezkrólewiu, jakkolwiek w każdym kraju z jednej jakiejś rodziny”.

Nie utrzymuje się tu naturalnie, że ustanowienie następstwa w linii męskiej, zapewnia już trwałość politycznego zwierzchnictwa. Zaznaczamy tu tylko, że następstwo tego rodzaju, bardziej niż jakiekolwiek bądź inne, do stałości takiej prowadzi. Jedną z prawdopodobnych tego przyczyn jest to, że w grupach patriarchalnych, rozwijających się w owych pasterskich plemionach, od których poszły najgłówniejsze narody cywilizowane, uczucie karności względem najstarszego mężczyzny, pod działaniem okoliczności przyjaznych, tak w rodzinie jak i w rodzie, staje się narzędziem szerszej karności, w tworzących się niekiedy grupach większych. Inną prawdopodobną przyczyną jest to, że przy rodowodzie w linii męskiej zwierzchnictwo częściej odznacza się zaletami istotnymi . Syn wielkiego wojownika albo też człowieka, posiadającego inne jeszcze zdolności władcy, łacniej może się odznaczać cechami pokrewnymi, aniżeli syn jego siostry; skoro zaś tak, to zdarzyć się może, iż w owych stadiach najwcześniejszych, kiedy wyższość osobista jest niezbędną na równi z prawowitością wymagań, następstwo w linii męskiej prowadzi do utrzymania władzy, a to utrudniając jej uzurpację .

Istnieje jednak wpływ bardziej potężny, przyczyniający się do utrwalenia politycznego zwierzchnictwa, a działający silniej wobec rodowodu męskiego, niźli wobec żeńskiego rodowodu — wpływ prawdopodobnie większej wagi, niż wszystkie inne.

§ 477. Wykazując w § 475, w jaki sposób poszanowanie wieku daje początek władzy patriarchalnej tam, gdzie się już ukazał system pokrewieństwa męskiego, przytoczyliśmy przykłady, które domyślnie mówiły o innym dalszym tego wyniku, mianowicie o tym, że zmarły patriarcha, czczony przez swych potomków, staje się rodzinnym bóstwem. W wielu rozdziałach tomu pierwszego przytoczono w całej rozciągłości ubiegłe i współczesne a czerpane na wielu miejscowościach i wśród licznych ludów dowody takiego pochodzenia bogów od upiorów. Tutaj wypada tylko zaznaczyć nieuchronnie wynikające stąd wzmacnianie się politycznego zwierzchnictwa.

Pochodzenie od władcy, który czynił na ludziach pewne wrażenie swoją wyższością, a którego upiór, budzący szczególną obawę, jest tak dalece czczonym, iż wyróżnia się pośród upiorów przodków w ogólności, dwiema drogami sprzyja spotęgowaniu i wzmocnieniu władzy zwierzchnika żyjącego. Przypuszcza się, iż zwierzchnik ten odziedziczył po swoim wielkim rodzicu mniejszą lub większą część potęgi, jaka cechowała tamtego, a jaka łacno poczytywaną być może za nadprzyrodzoną; kiedy zaś składa on wielkiemu swemu rodzicowi ofiary, przypuszcza się, iż wchodzi tym samem w takie z nim stosunki, jakie właśnie zapewniają pomoc boską. Ustępy w opowiadaniu kanonika Callavaya o Amazulach wskazują nam, jak wielkim jest wpływ takiego wierzenia. Mówi się tam: „Itongo (upiór przodka) przebywa z wielkim człowiekiem i rozmawia z nim''. A nadto mówi się tam również (o znachorze): „wodzowie domu Uzulu nie pozwalali nawet mówić o ludziach niższych, iż posiadają władzę nad niebem, gdyż powiadano, że niebo należało jedynie do wodza tej miejscowości”. Fakty powyższe dają jasne wytłumaczenie innych faktów, które, tak jak przytoczone poniżej, wskazują, że władza zwierzchnika ziemskiego wzmaga się, dzięki domniemanemu jego pokrewieństwu z niebieskim zwierzchnikiem; owym władcą niebieskim może być albo upiór najdalszego ze znanych przodków założyciela społeczeństwa, albo upiór zdobywczego najeźdźcy, lub też wyższego jakiegoś cudzoziemca.

O wodzach Kukiów, będących potomkami hinduskich awanturników, czytamy: „o wszystkich tych radżach przypuszcza się, iż pochodzą z tego samego szczepu, o którym panuje mniemanie, że początkowo pozostawał w pokrewieństwie z bogami; na osoby ich przeto spogląda się z największym szacunkiem i prawie z czcią przesądną; rozkazy zaś ich bywają, zawsze prawem.

O Tahityjczykach Ellis powiada: „przypuszczano pospolicie, że Bóg i król dzieła pomiędzy sobą. władzę nad ludźmi. Ten ostatni uosabia niekiedy pierwszego... na niektórych wyspach przypuszczano, iż królowie pochodzą, od Bogów. Osoby ich były zawsze święte”. Zdaniem Marinera, „Toritonga i Wiczi (dziedziczni wodzowie boscy na Tonga) uznawani są za potomków głównych bóstw, które dawniej zwiedzały wyspy Tonga”. na koniec, w starożytnym Peru, „Inka dawał im (wasalom) do zrozumienia, że wszystko, cokolwiek względem nich czynił, było skutkiem rozkazu albo objawienia jego ojca, Słońca”. To wzmocnienie władzy przyrodzonej przez istotę nadprzyrodzoną dosięga najwyższego kresu, gdy władca, będący potomkiem bogów, jest zarazem sam bogiem; takie skojarzenie godności pospolitym bywa wśród ludów, nie odróżniających tak, jak my, boskości od człowieczeństwa. Tak było w dopiero co przytoczonym przykładzie Peruwiańczyków Tak samo też działo się wśród starożytnych Egipcjan: „monarcha był przedstawicielem bóstwa na ziemi, oraz składał się z tej samej substancji”. nie tylko w wielu wypadkach stawał się on bogiem po śmierci, ale oddawano mu też cześć boską za życia, jak o tym świadczy modlitwa do Ramzesa II. „Gdy przyszli przed króla... padli na ziemię i wzniósłszy ręce modlili się do króla. Wysławiali oni swego boskiego dobroczyńcę... mówiąc tak: przyszliśmy przed ciebie, panie nieba, panie ziemi, słońce, życie całego świata, panie czasów... panie pomyślności, stwórco żniw, nadający kształty i postać śmiertelnym, rozdawco tchnienia wszystkich ludzi, ożywicielu całego grona bogów... ty, twórco rzeczy wielkich, stwórco małych... ty, nasz panie, nasze słońce, przez którego słowa 7. ust twoich płynące... Tum żyje... daj nam żywot z rąk twoich i oraz tchnienie nozdrzom naszym”.

Modlitwa ta pozwala nam zrobić pewne godne uwagi zestawienie. Ramzesa, którego potęgę, uwydatniającą się w podbojach, uważano za nadprzyrodzoną, opisuje się tutaj, jako władcę, nie tylko świata niższego ale i wyższego; podobną też potęgę królewską uznaje się w dwóch społecznościach dzisiejszych, gdzie panuje równie nieograniczony absolutyzm — w Chinach i Japonii. Jak żeśmy już wykazali, mówiąc o Instytucjach Obrzędowych (§ 347), zarówno chiński cesarz, jak i mikado japoński mają taką władzę w niebie, iż dowolnie rozdają rozmaite godności jego mieszkańcom.

Nie trzeba też wykazywać, że przykłady takiego wzmacniania zwierzchnictwa politycznego, jeśli nie przez domniemaną boskość to przynajmniej przez pochodzenie od boga (bądź od ubóstwionego przodka plemienia, bądź też od jednego z bóstw starszych), zdarzały się wśród Greków pierwotnych. Napotykamy je również u północnych Arjów. „Zgodnie z pewnym wierzeniem pogańskim, rodowód królów Saskich, Angielskich, Duńskich, Norweskich i Szwedzkich a prawdopodobnie też Germańskich i Skandynawskich sięgał zwykle Odyna albo któregokolwiek z bezpośrednich jego towarzyszy lub bohaterskich synów”.

Dalej zaznaczyć wypada, iż od boga pochodzący władca a zarazem główny kapłan bogów, jak to bywa zwykle, otrzymuje bardziej skuteczną, pomoc nadprzyrodzoną, niźli taki władca, któremu jedynie tylko potęga czarnoksięska jest przypisywaną. Naprzód bowiem ci niewidzialni działacze, do jakich odwołuje się czarodziej, nie są uważani za istoty porządku najwyższego, gdy tymczasem władca o pochodzeniu boskim utrzymuje, jak się przypuszcza, pomoc najwyższego działacza niewidzialnego. Po wtóre zaś, jedna z tych dwóch form oddziaływania na straszne istoty nadludzkie nie tak łacno może się stać stałą atrybucją władcy, jak druga. Jakkolwiek wśród Chibchów znajdujemy przykład przelewania władzy czarnoksięskiej na następcę — jakkolwiek kacyk z Sogamoso oznajmił, że „on (Bochika) uczynił go dziedzicem całej swej świętości, oraz, że posiada taką samą władzę robienia deszczu, kiedy mu się podoba”, tudzież dawania zdrowia lub choroby (w co lud jego wierzy), to jednak jest to przykład wyjątkowy. Mówiąc ogólnie, wódz, którego stosunki ze światem innym wypływają z jego władzy czarnoksięskiej, nie przekazuje tych swoich stosunków; tym samem nie ustanawia on dynastii nadprzyrodzonej, jak to czyni wódz o pochodzeniu boskim.

§ 478. Rozważywszy rozmaite czynniki, współdziałające ustanowieniu zwierzchnictwa politycznego, rozważmy teraz sprawę tego współdziałania w jej stadiach wstępujących. Naprzód zaznaczyć potrzeba tę prawdę, że kolejno idące po sobie zjawiska, zdarzające się w grupach najprostszych, powtarzają się zwykle w takim samym porządku w złożonych grupach, a potem w podwójnie złożonych.

Tak samo jak w grupie prostej spotykamy na razie stan, w którym nie masz żadnego zwierzchnictwa, tak też wówczas, kiedy proste grupy, mające już politycznych zwierzchników o władzy nieznacznej, skojarzą się ze sobą, nie spostrzegamy zrazu zwierzchnictwa, rozciągającego się nad całym skupieniem. Czinukowie dostarczają nam tutaj przykładu. Opisując ich, Lewis i Clarke mówią: „kiedy te rodziny rozrastają się stopniowo na gromady, plemiona albo narody, wówczas władzę ojcowską przedstawia wódz każdego ze stowarzyszeń. Przywództwo to jednak nie dziedziczne. Dalej zaś mamy jeszcze ten fakt, szczególnie nas tutaj obchodzący, że „wodzowie oddzielnych wiosek są od siebie niezależni”; niema tu przywódcy ogólnego.

Tak samo jak w prostej grupie zwierzchnictwo, zrazu tylko czasowe, ustaje wraz z końcem wojny, która mu dała początek, tak też w skupieniu grup prostych, mających swoich wodzów, zwierzchnictwo wspólne bywa tylko zrazu wynikiem wojny i trwa nie dłużej od niej. Falkner powiada: „w razie wojny powszechnej, kiedy wiele narodów zawiera sojusz przeciwko wspólnemu wrogowi”, Patagończycy „wybierają sobie Apo czyli naczelnego wodza z pomiędzy najstarszych i najsławniejszych kacyków”. Indianie z nad górnego Orinoko żyją. „w gromadach po 40 lub 50 ludzi pod rządem rodzinnym, wspólnego zaś wodza uznają tylko w czasie wojny”. Tak samo też dzieje się na Borneo. „W ciągu wojny wodzowie Dajaków sarebskich ulegają poniekąd głównemu wodzowi czyli dowódcy naczelnemu”. Tak samo też było w Europie. Seeley robi uwagę, że „Sabinowie miewali, jak się zdaje, rząd centralny tylko w czasie wojny”, albo jeszcze: „Germania posiadała tyle rzeczpospolitych co i plemion. Z wyjątkiem czasu wojny, nigdy nie bywało tam wodza wspólnego im wszystkim albo nawet wspólnego jakiemuś ich związkowi”.

To przypomina nam fakt, zaznaczony już, gdy była mowa o integracji politycznej, że spoistość grup złożonych mniejsza jest niźli spoistość grup prostych, oraz, że w podwójnie złożonych jest ona jeszcze mniejsza. To co mówiło się tam o spoistości, można powiedzieć tutaj o karności, która do niej prowadzi; znajdujemy bowiem, że tam, gdzie, wskutek ustawicznej wojny, ukazało się stałe zwierzchnictwo w grupie złożonej, jest ono jeszcze mniej trwałem, niźli zwierzchnictwo grup prostych. Częstokroć tylko trwa jedynie w ciągu życia jednostki, która je zdobyła; tak dzieje się np. wśród Karenów i Magangów, przytoczonych w § 226 oraz wśród Dajaków, o których Boyle powiada: „wyjątkowo się tylko zdarza, iżby uznanym zostało zwierzchnictwo jakiegoś wodza Dajaków nad innymi wodzami. Gdy to się przytrafi, nie może on żywić żadnych innych uroszczeń do władzy, z wyjątkiem tylko zasług swych osobistych, oraz zgody uprzednich swych towarzyszy; ze śmiercią zaś jego natychmiast kończy się owo władztwo ogólne”. Nawet tam, gdzie już powstało zwierzchnictwo nad grupą złożoną, trwające nawet po śmierci swego założyciela, nie dorównywa ono trwałością swą przełożeństwu w poszczególnych grupach składowych. Pallas, opisując Mongolskich i Kałmuckioh wodzów, jako takich, którzy posiadają nieograniczoną władzę nad podwładnymi, powiada, iż chanowie mieli w ogólności niepewną, i słabą jedynie władzę nad wodzami. Odnośnie do Araukańczyków, Thompson powiada: „ulmani są pełnoprawnymi sędziami swych wasali, z tego też powodu władza ich mniej jest na szwank wystawioną, niż władza wyższych dostojników” — władców centralnych. O Kafrach czytamy; „wszyscy oni są wasalami króla zarówno wodzowie jak i ci, co się pod nimi znajdują, ale podwładni są zazwyczaj tak ślepo do wodzów swoich przywiązani, że idą za nimi przeciw królowi”. Europa dostarczała również przykładów pokrewnych. O Grekach homerowych Mr. Gladstone pisze: „prawdopodobnym jest, że uległość drugorzędnego wodza względem miejscowego władcy była większa, niźli tego ostatniego względem zwierzchnika całej Grecji”. na koniec, w ciągu wcześniejszego feudalnego okresu na Zachodzie, posłuszeństwo względem najbliższego władcy większe było, niźli posłuszeństwo względem władcy wyższego ale bardziej odległego.

W grupie złożonej, tak samo jak i w prostej, utrwalaniu się zwierzchnictwa sprzyja przejście od władzy obieralnej do dziedzicznej. W ciągu wcześniejszych stadiów rozwoju plemienia niezależnego zwierzchnictwo zdobywa się w drodze obioru, jeśli się go nie zdobyło, dzięki uznawanej powszechnie wyższości osobistej. W Ameryce północnej tak dzieje się np. u Aleutów, Komanczów i wielu innych, w Polinezji, u Dajaków lądowych, a przed podbojem mahometańskim, na Jawie. Z pomiędzy górskich plemion Indii dzieje się tak wśród Nagaów i innych. W wielu miejscowościach rozmaite plemiona tej samej rasy okazują takie przejścia do zwierzchnictwa dziedzicznego. O Karenach czytamy, że „w wielu okręgach zwierzchnictwo uważanym jest za dziedziczne, ale częściej jest ono obieralne. Niektóre z wiosek czinukskich mają wodzów dziedzicznych, w większości jednak wypadków są oni obieralni. Podobnie też grupą złożoną rządzi zrazu zwierzchnik obieralny. Kilku przykładów dostarczy nam Afryka. Bastian powiada, że „w wielu częściach Kongo król obieranym bywa przez książąt pomniejszych. Tron Yarydów nie jest dziedziczny, gdyż: „wodzowie wybierają tam zawsze najmędrszego i najsprytniejszego z pomiędzy siebie”. na koniec, król Ibu, powiada Allen, zdaje się być „obieranym przez radę sześćdziesięciu starszych, czyli wodzów wiosek większych”. W Azji tak samo ma się rzecz wśród Kukiów: „z pomiędzy wszystkich radżów każdej klasy obiera się jednego, aby był prudham czyli radżą głównym danego klanu. Godność ta nie jest dziedziczną, jak to bywa z radżostwem pomniejszeni, ale każdy z radżów piastuje ją kolejno”.

Podobnie też było w Europie. Jakkolwiek dawniejsi Grecy w znacznej mierze uznawali prawa dziedziczności, to jednak przykład Telemaka domyślać się każe, „iż praktykowanym był zwyczaj bądź zbliżony nieco do obioru, bądź też w jakiś inny sposób objawiający dowolne działanie poddanych, albo jakiejś ich części”. Nie inaczej też działo się w starożytnym Rzymie. Że władza monarchiczna była tam obieralną, „tego dowodzi istnienie w czasach późniejszych godności interrex'a, które domyślać się każe, że władza owa nie przelewała się drogą naturalną na spadkobiercę. Później tak samo też działo się wśród ludów zachodnich. Aż do początków wieku X, „istniała jeszcze formalność obioru... w każdym królestwie europejskim; nie wystarczające zaś prawo pochodzenia, potrzebowało sankcji zgody powszechnej”. Podobnie też działo się niegdyś wśród samych Anglików. Zrazu ich Bretwaldship, czyli przywództwo najwyższe nad królami pomniejszymi było obieralnym;, formalność zaś obierania można było przez długi jeszcze czas śledzie w dziejach angielskich. Co większa, zauważyć się daje, iż przejście do władzy dziedzicznej odbywało się tu za zgodą powszechną, tak samo jak i we Francji. „Pierwszych sześciu królów z tej dynastii (Kapetyngów) zapewnili sobie kooptację swych synów przez ukoronowanie ich za swego jeszcze życia. Działo się zaś to nie bez zgody najgłówniejszych wasalów”.

Trwałość zwierzchnictwa złożonego, spotęgowana już dzięki skutecznemu przywództwu na wojnie, oraz dzięki ustanowieniu tronu dziedzicznego, potęguje się jeszcze bardziej, gdy współdziała temu pewien czynnik dodatkowy — domniemane pochodzenie nadprzyrodzone albo nadprzyrodzona sankcja. Wszędzie odnaleźć możemy wpływ tego czynnika — poczynając od Nowej Zelandii, gdzie król jest jak najściślej tabu, czyli świętym; niekiedy zaś, gdy się już nie żywi uroszczeń do pochodzenia boskiego lub do czarodziejskiej władzy, oznajmia się jednak o jakimś pochodzeniu niezwykłym W Azji przykładem dla nas być może dynastia Fodli, która panowała przez 150 lat w Arabii południowej — dynastia władców sześciopalczastych, na których lud patrzył z czcią wielką z powodu owego ciągle dziedzicz onego zboczenia. Europa z okresu Merowingów, dostarcza nam również przykładu. Za czasów pogańskich królewskiemu rodowi przypisywano pochodzenie boskie, ale za chrześcijańskich czasów, powiada Waitz, kiedy już nie mogli sięgać aż do bogów, przypisywano im pochodzenie więcej niż naturalne: „potwór morski porwał żonę Klogiusza, gdy siedziała na brzegu morskim, a z uścisku tego narodził się Meroweusz. Czasy późniejsze okazują, nam stopniowe nabywanie charakteru świętości albo nadprzyrodzoności połowioznej, jeśli jej nie było na początku. Karolingowie oświadczali, iż Bóg zgadza się na ich władzę zwierzchniczą. W ciągu późniejszej epoki feudalnej, królowie, z nielicznymi wyjątkami, „niedalecy byli od mniemania, iż są w bliskim pokrewieństwie z panami niebios. Królowie i bogowie byli „kolegami”. W w. XVII mniemanie to znajdowało poparcie u duchownych. „Królowie”, powiada Bossuet, „są. bogami i w pewien sposób korzystają z boskiej niezależności.

Tak więc, zwierzchnictwo nad grupą, złożoną, ukazując się czasowo tylko w ciągu wojny, następnie utrwalając się za sprawą wyboru na okres całego życia jednostki, gdy współdziałanie grup stanie się częstszem, dalej zaś przybierając na się postać władzy dziedzicznej i zdobywając coraz większą trwałość w miarę tego, jak określa się jaśniej i utrwala prawo następstwa, — dochodzi wreszcie do najwyższej swojej trwałości dopiero wówczas, gdy na króla spogląda się, jak na potomka bogów lub kiedy, w razie nieuznawania w nim boskiej przyrody, przypuszcza się, iż posiada on pełnomocnictwo boskie.

§ 479. Przypisywanie boskiej przyrody, pochodzenia albo pełnomocnictwa nadaje, rzecz prosta, politycznemu zwierzchnikowi władzę nieograniczoną. W teorii a często też w praktyce, i to w stopniu znacznym, jest on posiadaczem swych poddanych, oraz zajmowanego przez nich terytoryum.

Tam, gdzie wojowniczość jest jeszcze wybitna, a uroszczema zdobywcy nieograniczone, tam, co prawda, dzieje się też podobnie nawet wśród owych ludów niecywilizowanych, które władcom swym nie przypisują charakteru nadprzyrodzoności. Wśród Kafrów zuluańskich, wódz „dzierży najwyższą władzę nad życiem swego ludu”; wodzowie bhelscy, „mają władzę nad życiem i własnością swych poddanych”; zaś na wyspach Fidżi poddany jest własnością. Ale jeszcze bardziej stosuje się to do takich krajów, gdzie władca uważany jest za istotę więcej niż ludzką. Astley powiada nam, że w Loango król „nosi nazwę samba i pongo, czyli boga”; zdaniem zaś Proyarta, mieszkańcy Loango „powiadają, iż życie ich i mienie należy do króla”. W Wasoro (Afryka wschodnia) „król ma nieograniczoną władzę życia i śmierci... u niektórych plemion... odbiera on prawie cześć boską”. Mieszkańcy Msambara mówią: „wszysoy jesteśmy niewolnikami Zuinbe (króla), który jest naszym mulungu” (bogiem)”. „Podług prawa państwowego, w Dahomeju, tak samo jak i w Benin wszyscy mężczyźni są niewolnikami króla, żaś wszystkie prawie kobiety są jego żonami; nadto, w Dahomeju, król nosi nazwę „ducha”. Malgesi, mówiąc o królu nazywają go „nasz Bóg”, jest też on władcą gruntów, posiadaczem wszelkiej własności i panem swych poddanych; ich czas oraz usługi są w jego mocy. Na wyspach Sandwich, król, uosabiający boga, wygłasza odpowiedzi wyroczni, władza zaś jego „rozciąga się nad własnością, wolnością i życiem jego ludu”. Różni władcy azyjatyccy, którym tytuły ich przypisują pochodzenie boskie oraz przyrodę, pozostają też w podobnym stosunku do swoich poddanych. W Sjamie „król jest panem nie tylko osoby, ale w istocie i własności swych poddanych; rozporządza się on ich pracą i kieruje ruchami ich dowolnie”. O Birmańczykach czytamy: „mienie ich również, a nawet ich osoby uważane są za jego (króla) własność; na tej też podstawie wybiera on sobie jako nałożnicę wszelką kobietę, która tylko ma szczęście podobać się jego oczom”. W Chinach „jedna tylko istota posiada władzę: cesarz... wang czyli król nie ma żadnej własności dziedzicznej i żyje na rachunek żołdu udzielanego mu przez cesarza... jest on tylko dzierżawcą własności ziemskiej”. Podobnie też mówi się o pochodzącym od bogów mikadzie japoński. „Jego królewska mość, jakkolwiek zaledwie dziecięciem bywa kilkoletniej, rozdaje godności i dostojeństwa oraz posiadłości ziemskie, których zawsze sam jest istotnym właścicielem”.

Rzecz jasna, że tam, gdzie zwierzchnik polityczny posiada władzę nieograniczoną — gdzie tak, jak względem zwycięskiego najeźdźcy, poddani pozostają na łasce jego i niełasce albo tam, gdzie woli jego, jako boskiego potomka, nie można podawać w wątpliwość, nie stając się przez to bezbożnym, albo na koniec, gdzie jednoczy on w sobie charakter zdobywcy i boga, tam naturalnie pochłania wszelkie inne rodzaje władzy. Jest on zarazem dowódcą wojsk, głową prawodawstwa, najwyższym sędzią, zwierzchnikiem kościoła. Król, w pełni swej władzy będący, jest najwyższym ośrodkiem wszelkiej budowy społecznej oraz kierownikiem wszelkiej społecznej czynności.

§ 480. W plemieniu małym wódz może faktycznie spełniać osobiście wszystkie obowiązki swego urzędowania. Oprócz przewodniczenia innym wojownikom w czasie bitwy ma on czas na rozstrzyganie sporów, może składać ofiary upiorowi przodka, utrzymywać wioskę w porządku, wymierzać kary, czuwać nad transakcjiami handlowymi, gdyż poddani jego są jeszcze nieliczni i zajmują przestrzeń ograniczoną, Kiedy zdobędzie władzę nad kilkoma plemionami zjednoczonemi, wówczas zarówno większa ilość spraw, jak i znaczniejszy obszar, zajmowany przez jego poddanych, utrudniają mu wyłącz nie osobiste spełnianie obowiązków rządzenia. Niezbędnymi jest wtedy posługiwanie się innymi, a to dla zdobywania potrzebnych wiadomości, przesyłania rozkazów, oraz czuwania nad ich wykonaniem; na koniec, z biegiem czasu, z pomocników, używanych w ten sposób, urastają stali zwierzchnicy rozmaitych dzielnic, mający przekazaną sobie władzę.

Ten rodzaj narządów rządzących zwiększa potęgę władcy, pozwalając mu załatwiać sprawy liczniejsze; ale z drugiej strony zmniejsza on ową potęgę, gdyż działania jego zmieniają się coraz bardziej za sprawą narzędzi, mających je wykonywać. Ci, którzy czuwają nad pracami administracyjnemi jakiegokolwiekbądź rodzaju, przekonywają podwładnych swych o prawdzie, iż sami są pomocą a zarazem hamulcem naczelnej władzy kierowniczej. Zarówno w stowarzyszeniach filantropijnych, w towarzystwach naukowych, w klubach — ci, którzy rządzą, spostrzegają niebawem, iż stworzony przez nich oficjalizm zorganizowany przeszkadza często ich zamiarom, niekiedy zaś je udaremnia. Jeszcze bardziej stosuje się to do rozmaitych zarządów państwowych, o wiele obszerniejszych. Władca otrzymuje wiadomości swe od pełnomocników; przez nich też wykonywanemi są jego rozkazy; to też, w miarę tego, jak związek jego ze sprawami staje się coraz bardziej pośredni, zmniejsza się jego nad niemi kontrola; w końcu, albo staje się on lalką w rękach swego głównego pełnomocnika, albo też pozbawionym zostaje przezeń swego miejsca.

Jakkolwiek dziwnym się to wyda, te same dwie przyczyny, które z początku sprzyjały utrwalaniu się politycznego zwierzchnictwa, później współdziałają temu, iżby zwierzchnik polityczny stał się automatem, spełniającym wolę stworzonych przez siebie urzędników. Naprzód, gdy się już następstwo dziedziczne utrwali w jakiejś ścisłe określonej linii rodowodowej, dzierżenie władzy staje się niezależnym od zdolności wykonywania jej. Dziedzic opróżnionego tronu często też bywa zbyt młodym do wykonywania swych obowiązków, albo być może i bywa częstokroć człowiekiem zbyt słabego umysłu, zbyt małej energii, albo jest zanadto oddany rozkoszom, jakich mu stanowisko jego dostarcza w ilości nieprzebranej. W następstwie też tego zdarza się i w pierwszym wypadku regent, w drugim zaś pierwszy minister staje się władcą istotnym. Po wtóre, owa świętość, jaką nadaje mu domniemane pochodzenie boskie, utrudnia do niego dostęp poddanym. Wszelkie obcowanie jego z nimi odbywać się musi za pośrednictwem urzędników, jakimi siebie otoczył. stąd to trudnem staje się dla niego a nieraz niemożliwym nawet dowiedzieć się czegoś więcej nad to, co oni chcą, aby wiedział; stąd też wynika niezgodność zastosowania rozkazów do wymagań, oraz niemożność przekonania się, czy rozkazy zostały spełnione. Władza jego przeto zużytkowywana jest ku nadaniu większej skuteczności zamiarom jego urzędników.

Przykład odnośny znajdujemy nawet w społeczeństwie takim jak Tongańczycy. Istnieje tam święty wódz dziedziczny, który „był początkowo wodzem jedynym, posiadającym władzę zarówno świecką jak i duchowną i uważany jest za potomka boskiego”, lecz który dzisiaj jest politycznie bezsilny. W Aibisynii spostrzegamy również coś podobnego. Nie obcując bezpośrednio z poddanymi, a odznaczając się świętością tak wielki), iż nawet w radzie państwowej siedzi niewidzalny, monarcha tameczny jest tylko manekinem”. W Gondarze, jednej z dzielnic Abisynii król musiał należeć do królewskiogo domu Salomona; ale każdy wódz burzliwy, któremu siłą oręża udało się uzyskać przewagę, stawał się ras'em, — pierwszym ministrem czyli władcą, istotnym, jakkolwiek potrzebował on zresztą „tytularnego cesarza do wykonania niezbędnej ceremonii i zamianowania ras'a”, gdyż przypuszcza się, że przynajmniej imię cesarza „niezbędnym jest do nadania istotnej prawomocności owemu tytułowi”. Przykład Tybetu można wymienić, jako jeden z takich, w którym świętość pierwotnego zwierzchnika politycznego odłączoną została od właściwego celu, jaki nadawano dziedziczności tronu. Wielki Lama bowiem uważany za „boga ojca”, a wcielający się ponownie w każdym nowym królu, wybierany bywa z pomiędzy całej ludności, za sprawą pewnych wskazówek, stwierdzających jego boskość. Ale z boskością ową, która mieści w sobie odosobnienie się od wszelkich spraw ziemskich, jednoczy się brak władzy politycznej. Podobny stan rzeczy, istnieje też w Butanie. „Na Dhurma-Radżę spoglądają Butańczycy tak samo, jak na Wielkiego Lamę jego poddani, t. j., jako na wiekuiste wcielenie bóstwa, jak na samego Buddę w formie cielesnej. W czasie przerwy pomiędzy śmiercią a ukazaniem się ponownem, albo mówiąc ściślej, epoką kiedy, dosięga wieku o tyle dojrzałego, iżby mógł wstąpić na swój tron duchowy, obowiązki Dhurmy Radży spełnia zastępca, wybrany z pomiędzy kapłanów”. Nadto, obok duchownego władcy, istnieje też władca świecki. Butan „posiada dwóch zwierzchników nominalnych znanych nam, oraz sąsiednim plemionom górskim pod indostaństkiemi nazwami Dhurma-Radży i Deba-Radży... pierwszy jest władcą duchownym, drugi zaś świeckim”. Jakkolwiek w tym wypadku władca świecki nie ma wielkiego wpływu (prawdopodobnie dla tego, iż regent-kapłan, któremu bezżeństwo nie pozwała na ustanowienie rodu panującego, przeszkadza świeckiemu zwierzchnikowi w przybraniu władzy nieograniczonej), to jednak istnienie władcy świeckiego każe domyślać się częściowego wymknięcia się czynności politycznych z rąk początkowego politycznego zwierzchnika. Ale, najgodniejszym uwagi, a zarazem najbardziej znanym jest przykład Japonii. Tutaj zastąpienie władzy dziedzicznej przez pełnomocnictwa uwydatnia się nie tylko w rządzie centralnym, ale i w miejscowych zarządach. „Najbliżej księcia, oraz jego rodziny stoją karo, czyli „starsi”. Urząd ich stał się dziedzicznym i tak samo jak książęta stanowią oni w wielu razach tylko objaw szczątkowy. Sprawy tego, co możnaby było nazwać klanem wpadają przeto w ręce wszelkiego człowieka chytrzejszego lub grupy ludzi o godności niższej; ci zaś, łącząc śmiałość z brakiem skrupułów, usuwają z widowni książąt i karo, a otoczeni znikomą godnością i kierując opiniją ogółu semarai, czyli klasy wojowniczej, przywdziewają na się władzę istotną. Nie zaniedbują jednakże wykonywać wszelkich spraw w imieniu faineants, swych panów, w ten sposób słyszymy tutaj, zupełnie tak samo jak w wypadku cesarzów, o... wykonywaniu przez daimiów dzieł... o których może nie wiedzą oni nic zgoła”.

Owo wpadanie władzy politycznej w ręce ministrów, odnośnie do rządu centralnego, uwydatnia się dwojako. Cesarze japońscy, będący spadkobiercami zdobywcy o pochodzeniu boskim, którego władza była istotną, stopniowo stawali się władcami nominalnymi — częścią z powodu świętości, która oddzielała ich od od narodu, częścią zaś z przyczyny wczesnego wieku, w jakim prawo dziedziczenia pozwalało im na tron wstępować. Wskutek tego też, ich wykonawcy zdobywali przewagę. Regencyja w wieku dziewiątym „stała się dziedziczną w rodzie Fudżiwara (pochodzącym z domu cesarskiego), zaś regenci owi stali się w końcu wszechpotężnymi. Otrzymali oni przywilej odbierania wszelkich petycyj, zanoszonych do władcy, oraz dowolnego przedstawiania mu ich albo odrzucania”. na koniec, z biegiem czasu władza owych uzurpatorów stała się w podobny też sposób przedmiotem uzurpacyi. Znowu przestrzegano tu pilnie prawa dziedziczenia władzy, co jeszcze bardziej wpłynęło na odosobnienie ich od spraw ogólnych”. Wysokie pochodzenie było jedyną kwalifikacyią na urzędnika, nieudolność zaś do spełniania danych czynności nie ważyła nic przy ich wyborze”. Oprócz czterech zaufanych dostojników szoguna, nikt inny nie mógł się do niego zbliżyć. Jakiekolwiek zbrodnie spełniano w Kama-Koura, niepodobieństwem było, dzięki intrygom tych ulubieńców, poskarżyć się na nie przed szogunem”. W następstwie tego, „rodzina ta później... utorowała drogę dowódcom wojskowym, którzy „jednakże dość często bywali sami narzędziem wodzów innych”.

Proces ten, jakkolwiek mniej wyraźnie, uwydatnia się również w dawniejszych dziejach Europy. Królowie z dynastyi Merowingów, których się uczepiło podanie o pochodzeniu nadprzyrodzonem, a wśród których porządek następstwa tronu był tak dalece ustalonym, iż oddawał władzę nawet małoletnim, podpadli kontroli tych, którzy się stali głównymi ich ministrami. Już na długi czas przed Childerykiem, dynastia Merowingów przestała rządzić faktycznie” skarby i władza państwowa dostała się do rąk murgrabiów pałacowych, których zwano „majorami pałacowymi” i do których w istocie należała władza najwyższa. Władca musiał zadowalać się mianem króla, bujnymi kędziorami z długą, brodą, siedzeniem na stolicy państwa, oraz tym, iż przedstawiał obraz monarchy.

§ 481. Tak więc, ze stanowiska ewolucji możemy dopatrzeć się względnej dobroczynności urządzeń, które, biorąc rzecz bezwzględnie, dobroczynnymi nie są; nauczyliśmy się też spoglądać z uznaniem na czasowe trwanie tego, co budziłoby naszą odrazę, gdyby miało istnieć zawsze. Oczywistość zmusza nas uznać ten fakt, że uleganie despotom bywało w znacznej mierze narzędziem postępu cywilizacji; świadczy o tym tak indukcja jak i dedukcja.

Jeżeli, z jednej strony, zestawimy owe bezgłowe hordy wędrowne, napotykane tu i owdzie na powierzchni ziemi, to wskazują nam one, iż w braku organizacji politycznej, postęp nie mógł się posunąć daleko; kiedy zaś rozważymy osiadłe grupy proste, mające władców tylko nominalnych, to przekonamy się, że, jakkolwiek daje się tam spostrzegać pewien rozwój przemysłu oraz niejakie współdziała. nie, to jednak postępy ich są bardzo małe. Jeżeli, z drugiej strony, spojrzymy na owe wielkie społeczności starożytne, w których cywilizacja najpierwej dosięgła znacznych wyżyn, to zobaczymy, iż znajdowały się one pod rządem samowładczym, W Ameryce, czysto osobiste rządy, ograniczone tylko utrwalonymi zwyczajami, cechowały państwa: Meksyku, Ameryki Środkowej, oraz państwo Chibchów; zaś w Peru absolutyzm boskiego króla był nieograniczony. W Afryce Egipt starożytny uwidoczniał nam w sposób bardzo wyraźny ową łączność pomiędzy despotycznymi rządami a rozwojem społecznym. Poprzez całą przeszłość odległą, poczynając od cywilizacji akadyjskiej, widzimy to samo w Azji; istniejące zaś tam dotąd cywilizacje: syjamska, birmańska, chińska i japońska podobnym są tego przykładem. Nadto, dawniejsze społeczności europejskie, jeżeli nie cechowały się despotyzmem scentralizowanym, to jednak zostawały pod wpływem bardziej rozpierzchłego patriarchalnego despotyzmu. Dopiero wśród ludów nowożytnych, których przodkowie przeszli przez dyscyplinę owej formy społecznej, a które odziedziczyły skutki jej działania, cywilizacja poczyna się odłączać od ulegania woli osobistej.

Całą niezbędność absolutyzmu spostrzeżemy najłacniej, gdy zauważymy, iż, w ciągu starć międzyplemiennych i międzynarodowych, zwyciężali ci, którzy, caeteris paribus, najbardziej posłusznymi byli względem wodzów i królów. Ponieważ zaś we wczesnych stadiach rozwoju, karność wojskowa i społeczna idą zazwyczaj w parze, przeto wynika stąd, iż przez długi czas społeczeństwa zdobywcze były w dalszym ciągu społeczeństwami o rządach despotycznych. Pozorne, a podawane nam przez historię, wyjątki świadczą tylko na korzyść tego prawidła. W zatargu pomiędzy Persją a Grecją, Grecy jedynie dzięki przypadkowi nie ulegli zagładzie wskutek owego podziału rad, jaki był wynikiem braku zwierzchnictwa jedynego. na koniec, wśród Rzymian zwyczaj wyznaczania dyktatora, w razie wielkiego niebezpieczeństwa ze strony wrogów, każe przypuszczać, iż Rzymianie odkryli byli ową prawdę, że skuteczność działań wojennych wymaga władzy niepodzielnej.

Tak więc, nie rozstrzygając pytania, czy w braku wojny, koczownicze grupy pierwotne mogłyby się kiedykolwiek rozwinąć w społeczności osiadłe, wnioskujemy, że w takich warunkach, jakie istniały, owe walki o byt pomiędzy społecznościami, toczące się ustawicznie a zespalające mniejsze grupy w większe, aż do wytworzenia wielkich narodów, z konieczności spowodowały były rozwój pewnego typu społecznego, cechującego się jak najbardziej krępującymi rządami osobistymi.

§ 482, Aby wyjaśnić sobie pochodzenie tej głównej instytucji politycznej, powiemy tu pokrótce o różnych wpływach, współdziałających niegdyś jej wytworzeniu, oraz o stadiach, jakie przechodziła ona.

W grupach najpierwotniejszych, opór przeciwko przywłaszczaniu władzy przez jednostkę, przeszkadza zazwyczaj utrwalaniu się zwierzchnictwa stałego, jakkolwiek pospolicie zdobywa się wpływ pewien dzięki przewadze bądź siły, bądź odwagi, roztropności, mienia, albo też doświadczenia towarzyszącego wiekowi.

W takich grupach, oraz w plemionach, nieco bardziej posuniętych w rozwoju, szczególnie dwa rodzaje wyższości nadają przewagę: zdolności wojownika i znachora. Przymioty te, zazwyczaj od siebie oddzielone, lecz jednoczące się niekiedy w tej samej osobie, a wówczas dzielnie wzmacniające jej siłę, dążą do zapoczątkowania zwierzchnictwa politycznego, później zaś stanowią ważny czynnik w jego rozwoju.

Z początku jednak, zwierzchnictwo, zdobyte za sprawą wielkiej przyrodzonej siły albo domniemanej potęgi nadprzyrodzonej, albo też jednej i drugiej, bywa przejściowe i kończy się wraz z życiem tego, który je zdobył. Dopóki działa sama tylko zasada skuteczności (przymiotów wrodzonych), dopóty zwierzchnictwo polityczne nie może się utrwalić; utrwala się ono jedynie wówczas, gdy współdziała jej również zasada dziedziczenia.

Zwyczaj uznawania rodowodu przez kobiety, cechujący wiele społeczeństw pierwotniejszych, a utrzymujący się przy życiu nawet wśród takich, które znacznie się już rozwinęły, mniej sprzyja utrwaleniu zwierzchnictwa politycznego, niż zwyczaj uznawania rodowodów męskich; jakoż, w wielu społecznościach na wpół cywilizowanych, a cechujących się stałem zwierzchnictwem politycznym, domy panujące przestrzegają dziedziczenia w linii męskiej, gdy tymczasem w całej społeczności w ogóle, utrzymuje się jeszcze zwyczaj dziedziczenia przez kobiety.

Oprócz tego faktu, iż przestrzeganie rodowodów męskich prowadzi do większej spoistości rodziny, do większego pielęgnowania karności, oraz do bardziej prawdopodobnego zespolenia odziedziczonych stanowisk z odziedziczonymi zdolnościami, istnieje jeszcze fakt większej wagi, że zwyczaj ów sprzyja rozwojowi kultu przodków, a tym samem wzmacnia później przyrodzoną władzę przez władzę nadprzyrodzoną. Rozwój teorii upiorów, rodzący szczególną obawę duchów ludzi potężnych, aż wreszcie tam, gdzie wiele plemion zjednoczy oręż zwycięzcy, upiór jego zdobywa w podaniach przewagę bóstwa, rozwój ten, mówimy, miewa skutek dwojaki. Naprzód, o potomku zwycięzcy, rządzącym po jego śmierci, przypuszcza się, iż dzieli on boską przyrodę swego ojca; po wtóre, upowszechnia się mniemanie, iż za sprawą ofiar błagalnych można uzyskać pomoc zmarłego. W ten sposób rokosz poczyna uchodzić za rzecz równie występną, jak i daremną. Procesy, dzięki którym utrwala się zwierzchnictwo polityczne, powtarzają się też w wyższych stadiach rozwoju. W grupach prostych przywództwo jest zrazu czasowe tylko — ustaje ono wraz z wojną, która mu dała początek. Kiedy grupy proste o politycznym zwierzchnictwie stałem łączą się dla celów wojennych, wówczas przywództwo ich ogólne, bywa również tylko przejściowym. Tak samo jak w grupach prostych zwierzchnictwo bywa zrazu zazwyczaj tylko obieralne i dopiero w stadium późniejszym staje się dziedzicznym, tak samo też przywództwo w grupie złożonej bywa zrazu obieralne i dopiero później zamienia się na dziedziczne. Podobnie też bywa w niektórych wypadkach tworzenia się społeczeństw podwójnie złożonych. Dalej, owa później ustanowiona władza zwierzchnika najwyższego, płynąca naprzód z wyboru, następnie zaś dziedziczona, zazwyczaj mniejszą bywa, niż władza rządców miejscowych w odpowiednich dzielnicach; kiedy zaś staje się ona większą, należy w tym widzieć wpływ wiary w pochodzenie boskie albo też w boskie pełnomocnictwo.

Tam, gdzie wskutek domniemanego nadprzyrodzonego pochodzenia władzy, król stał się władcą bezwzględnym, gdzie, będąc właścicielem zarówno poddanych jak i ziemi, dzierży on wszelką władzę, tam, z powodu mnogości spraw, zmuszony bywa przelewać władzę swą na zastępców. Wynika z tego pewne ograniczenie zwrotne, płynące ze stworzonej przezeń machiny państwowej, która też dąży do coraz większego skrępowania go. Szczególnie, gdy ścisłe przestrzeganie praw dziedzicznych pocznie osadzać na tronie ludzi nieudolnych, albo też, gdy przypisywanie władcom boskiej przyrody sprawi, iż staną się oni dla poddanych swych niedostępnymi bezpośrednio, albo w końcu, gdy działają wespół obie te przyczyny, władza dostaje się do rąk zastępców. Władca prawowity staje się automatem, zaś główny jego pomocnik — istotnym władcą; na koniec, pomocnik ów, przechodząc również przez stadia podobne, sam staje się automatem, podwładni zaś jego rządzą naprawdę.

Ostatecznie, gromadząc i zestawiając fakty, zmuszeni byliśmy uznać pośrednie wyniki dodatnie, będące następstwem bezpośrednich ujemnych wyników, rządu osobistego. Zwierzchnictwo zdobywczego wodza towarzyszyło zazwyczaj owej integracji politycznej, bez której niemożliwym byłby prawdopodobnie wszelki wyższy stopień społecznego rozwoju. Jedynie dzięki nakazom, niezbędnym ku jednoczeniu ludzi na wojnie, popchniętymi zostali oni do współdziałania. Jedynie dzięki uleganiu takim nakazom, współdziałanie owo stawało się skutecznym. na koniec, jedynie za sprawą powstałego w ten sposób współdziałania, możliwymi stały się inne jego postacie, cechujące życie cywilizowane.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009