Herbert Spencer

ROZDZIAŁ V

FORMY I SIŁY POLITYCZNE

§ 464. koncepcje biologów znacznie się rozszerzyły pod wpływem odkrycia, że ustroje, nie mające na pozór, w stanie dojrzałości, prawie nic wspólnego ze sobą, były w stadiach swych początkowych bardzo do siebie podobne oraz, że wszystkie organizmy poczynają rozwój swój od pewnej budowy wspólnej. Uznanie tej prawdy sprawiło nie tylko przewrót w ich wyobrażeniach, dotyczących wzajemnego stosunku organizmów, ale nadto i wzajemnego stosunku części każdego ustroju.

Jeżeli społeczeństwa rozwijały się stopniowo, oraz jeżeli owa wzajemna zależność ich części, jakiej domyślać się każe współdziałanie, stopniowo bywała osiąganą, tedy domyślać się stąd trzeba, że, jakkolwiek niepodobną byłaby ich budowa rozwinięta, musi istnieć jakaś pierwotna budowa, od której wszystkie one rozwój swój zaczynały. Gdyby też można było uznać podobną jedność początkową, uznanie jej dopomogłoby nam do zrozumienia późniejszej rozmaitości. Zrozumielibyśmy lepiej, jak w każdym społeczeństwie rozmaite składniki machiny politycznej stały się tym, czym je dziś widzimy, a również w jakim stosunku takie składniki jednego społeczeństwa zostają względem składników drugiego.

Rozpocząwszy rzecz naszą od niezorganizowanej hordy, zawierającej w sobie jednostki obu płci i wszelkiego wieku, zapytajmy, coby się zdarzyć musiało, gdyby potrzeba tam było rozstrzygnąć jakieś pytanie, dotyczące sprawy ogólnej np. przesiedlenia się albo obrony przed wrogiem. Zgromadzone jednostki rozpadłyby się mniej lub więcej wyraźnie na dwa działy. Starsi, silniejsi oraz ci, o których rozsądku i odwadze przekonano się doświadczalnie, wytworzą, część mniejszą, która roztrząsać będzie sprawę, gdy tymczasem większa część, utworzona z młodych, słabych i niewybitnych jednostek, będzie słuchała, wyrażając tylko od czasu zgodę swą lub niezgodność. Śmiało też wyprowadzić możemy pewien wniosek dalszy. W gromadce ludzi wybitniejszych znajdzie się na pewno jeden o znaczeniu większym, niż ktokolwiek bądź inny — jakiś podeszły wiekiem myśliwiec, jakiś wojownik wybitny, jakiś przebiegły znachor, który zaważy więcej, niż inne jednostki w powziętym postanowieniu ostatecznym. To znaczy, iż całe zgromadzenie podzieli się na trzy części. Używając przenośni biologicznej powiemy, że z ogólnej masy wyróżniczkuje się tutaj jądro i jąderko.

Te pierwsze ślady budowy politycznej, o których samorzutnym powstawaniu wywnioskowaliśmy a priori, powstają, jak się okazuje wśród ludów najpierwotniejszych, przy czym powtarzanie tak dalece je umocniło, iż wytworzył się stąd pewien trwały porządek. Kiedy wśród krajowców Wiktorii plemię jakieś snuje plany zemsty na innym plemieniu, które, podług przypuszczenia, zabiło jednego z jego członków, wówczas „zwołuje się radę ze starszych mężczyzn plemienia... kobiety tworzą krąg zewnętrzny dokoła mężczyzn, a wódz (po prostu „krajowiec cieszący się wpływem”) zagaja radę”. To samo zaś, co widzimy tutaj w takim zgromadzeniu, nie posiadającym żadnych większych wyróżnień oprócz tych, jakie wspierają się na sile, wieku lub zdolności, zdarza się również później, gdy przyrodzone owe wyróżnienia zdobędą większą określoność. Jako przykład można przytoczyć tutaj podane przez Schoolcraft'a opowiadanie o narodach Chipewaów, Ottawaów i Pottowatomów z pewnymi komisarzami Stanów Zjednoczonych; sam Schoolcraft był na nich obecny. Po przemówieniu głównego komisarza Stanów, rozmowę przy pomocy Indian prowadzili już dalej główniejsi wodzowie, przy czym przewodnictwo wziął na siebie „pewien mężczyzna szanowny wiekiem i stanowiskiem”. Jakkolwiek Schoolcraft nie wspomina w opisie o obecności tłumu, to jednak świadczy o niej pewien urywek mowy jednego z krajowców. „Baczność! patrzcie, oto bracia moi zarówno młodzi jak i starzy, wodzowie i wojownicy, kobiety i dzieci mego narodu”. Że zaś porządek polityczny, w wypadku tym zachowany, był rzeczą zwykłą, tego domyślać się każe upowszechnienie jego nawet w takich częściach Ameryki, gdzie wodzowie odznaczają się już przepisywanym im szlachectwem; jako przykład służyć może opowiadanie o jednym z plemion Ameryki środkowej: „miewają oni częste zgromadzenia w swoich domach radnych w nocy. Izba bywa wówczas oświetlona dużym ogniem, ludzie zaś siedzą z odkrytymi głowami, słuchając z uszanowaniem uwag i spostrzeżeń ahualów — mężczyzn mających przeszło czterdzieści lat wieku, którzy zajmowali stanowiska publiczne albo odznaczyli się w jakiś sposób”. Wśród ludów innego typu oraz odległych krajów znajdujemy również tę pierwotną, formę rządu, zmienioną w szczegółach, lecz podobną z charakteru ogólnego. Z pomiędzy górskich plemion Indii wymienić można Kondów, o których czytamy, że „zwoływane bywają zgromadzenia całego plemienia lub kilku jego poddziałów ku rozstrzyganiu zagadnień doniosłości ogólnej. Jednakże, członkowie każdej społeczności mają prawo obecnymi być na wszystkich ich naradach oraz dawać głosy w poruszanych przez nich sprawach, jakkolwiek tylko patriarchowie biorą udział w publicznym ich roztrząsaniu”... „patriarchowie związkowi w podobny też sposób naradzają się ze zwierzchnikami plemion, a gdy tego potrzeba zwołują całą ludność grupy związkowej”. Dalej, w Nowej Zelandii rządy sprawowano również zgodnie z opinią publiczną wyrażaną na zgromadzeniach ogólnych; wodzowie zaś „nie mogli wypowiadać wojny lub zawierać pokoju albo też czynić czegokolwiek bądź takiego, co dotyczyło całej ludności bez przyzwolenia większości klanu”. O Tahityjczykach Ellis powiada nam:” że doradcami króla było paru tylko wodzów, ale że nie przedsiębrano tam żadnej sprawy doniosłości ogólnonarodowej, nie poradziwszy się drugorzędnych zarządców kraju oraz, że zwoływano też zgromadzenia publiczne. Podobnie też słyszymy o Malgesach. „Największą radą narodową na Madagaskarze jest zgromadzenie ludności stolicy oraz zwierzchników prowincji , miast, wiosek i t. p. „Król przewodniczy im zazwyczaj osobiście.

Jakkolwiek w przykładach ostatnich spostrzegamy znaczną zmianę względnej potęgi owych trzech składników, gdyż garstka, składająca część wewnętrzną, zdobywa władzę kosztem wielu jednostek, stanowiących część zewnętrzną, to jednak wszystkie trzy pierwiastki są tu jeszcze obecne; spostrzegamy je również, przechodząc do wielu ludów historycznych. Nawet o Fenicjanach Movers robi uwagę, że „za czasów Aleksandra, Tyryjczycy postanowili prowadzić wojnę, nie czekając przyzwolenia nieobecnego króla, przy czym senat działał tu łącznie ze zgromadzeniem narodowym. Dalej, inny pospolity przykład znajdujemy wśród Greków homerowych, których agora, pozostająca pod prezydencją króla, była: „zgromadzeniem, służącym do mówienia o rzeczach publicznych, powiadamiania o nich i roztrząsania w pewnej mierze przez wodzów wobec ludu słuchającego i wyrażającego sympatię”, a siedzącego dokoła; że zaś lud nie zawsze był bierny, o tym świadczą dzieje Tersytesa, który, jakkolwiek sponiewierany przez Odyseusza i wyśmiany przez tłuszczę za przeszkadzanie, niemniej jednak pierwszy wypowiedział swoją przemowę. Dalej znowu król, senat, oraz ludzie wolni z dawnych czasów rzymskich znajdowali się względem siebie w stosunkach, jakie się wyłoniły widocznie ze stosunków pierwotnego zgromadzenia; jakkolwiek bowiem wszystko troje nie działali jednocześnie, to jednak w wypadkach ważniejszych król zawiadamiał o swoich zamiarach zgromadzenie obywateli miasta, którzy wyrażali uznanie swe albo niezadowolenie; jakkolwiek zaś wodzowie klanów, tworzący senat, nie odbywali swych narad publicznie, to jednak w połączeniu mieli władzę tak wielką, iż niekiedy mogli uchylić postanowienia króla i obywateli. O Germanach pierwotnych Tacyt, w tłumaczeniu Mr. Freemana, pisze: „o sprawach drobniejszych radzą wodzowie, o ważniejszych wszyscy, ale w taki sposób, iż rzeczy, o stanowieniu których orzeka cały naród, obrabiane są naprzód przez wodzów... tłum siedzi zbrojnie w porządku, jaki mu się podoba; do milczenia przywołują kapłani, którzy mają również władzę zmusić do niego. Następnie, wysłuchuje się króla lub wodza odpowiednio do wieku każdego, do jego urodzenia, do jego sławy wojennej, przemawiają zaś oni raczej trafiając do przekonania, nie zaś posługując się władzą rozkazu. Gdy zdanie ich razi, przepędza się ich krzykiem, gdy zasługują na uznanie, słuchacze szczękają włóczniami”. Podobnie też dzieje się wśród Skandynawów, gdzie obok powszechnego althsing'u, zwoływanego corocznie, „w którym nie brać udziału niesławą było dla szlachcica” a na którym: „faktycznie ludzie wszelkich klas rozbijali swoje namioty”, odbywały się zgromadzenia miejscowe zwane warthing'ami, „w których brali udział wszyscy ludzie wolni danego okręgu oraz tłumy ich stronników... zarówno dla roztrząsania spraw publicznych, jak i dla wymierzania sprawiedliwości... wewnątrz koła (utworzonego z przedstawicieli sprawiedliwości) siedzieli sędziowie lud zaś stał na okół”. W opowiadaniu Mr. Freemana o dorocznych zgromadzeniach w kantonach szwajcarskich Uri i Apenzel możemy dotąd jeszcze odnaleźć ślady tej początkowej formy politycznej; jakkolwiek bowiem zaznacza się głównie obecność ludu, to jednak w odniesieniu do kantonu Uri np. wspomina się o grupie urzędników albo wybranych przywódców, tworzących pierwiastek drugi, juk również o urzędniku głównym, stanowiącym trzeci pierwiastek. na koniec, znajdujemy pośredni dowód tego, że w starożytnej Anglii istniała również podobna konstytucja witenagemot'u; świadczy o tym następujący wyciąg z pracy Freemana: Growth of the English Constilution: „żaden z pomników starożytnych nie daje nam jasnego albo urzędowego opisu konstytucji tego ciała. Mówi się o nim pospolicie w sposób niewyraźny, jako o zgromadzeniu mężów mądrych, szlachetnych i wielkich. Ale obok takich ustępów napotykamy inne, mówiące o nim w sposób, który każe domyślać się konstytucji o wiele bardziej ludowładczej. O Edwardzie mówi się, iż obrany został na króla przez „cały lud”. Hrabia Godwine „przemawia w obliczu króla oraz całej ludności kraju”. „Domyślnym zaś tego wywodem, jak zaznacza Mr. Freeman, jest to, że udział ludu w posiedzeniach polegał na wyrażaniu krzykami uznania albo nagany.

Okazuje się przeto, iż owa postać rządzenia jest postacią zasadniczą; widać to zarówno z obecności jej w zaraniu życia społecznego, jak i z dalszego jej trwania w warunkach odmiennych. Znajdujemy ją nie tylko pośród ludów typu wyższego, jak np. pośród niektórych Semitów, ale nadto wśród wielu Malajo-polinezyjczyków, pośród czerwonoskórych Ameryki północnej, drawidyjskich plemion gór Hinduskich, pośród tubylców Australii. Faktycznie, jak to już napomknięto, organizacja rządowa nie mogła się była rozpocząć w jakiś inny sposób. Z jednej strony nie istnieje w początkach żadna kontrola z wyjątkiem woli zbiorowej, objawiającej się w zgromadzonej hordzie. Z drugiej strony przeważny udział w określaniu tej woli zbiorowej muszą wziąć niechybnie jednostki nieliczne o uznanej wyższości. Z pomiędzy zaś tych niewielu przeważających jeden, na pewno uzyska przewagę największą. Jako rzecz znamienną, zaznaczyć tu potrzeba nie to, że wolna forma rządu jest formą pierwotną, jakkolwiek domyślnie można by kłaść na to nacisk. Niemniej też nie powinien nas obchodzić głównie ten fakt, że już na samym początku ukazuje się ów rozdział niewielu wyższych od mnóstwa niższych, jaki się zarysuje później, jakkolwiek to również jest faktem, który można by było wyodrębnić i uwydatnić. na koniec, uwagi naszej nie mamy przeważnie zwracać na owo wczesne ukazywanie się jednostki o większej władzy kontrolującej, niż wszystkie inne, jakkolwiek na poparcie tego można by przytoczyć dowody. Natomiast, przede wszystkim musimy zaznaczyć tutaj tę prawdę, że już od samego początku dają się odróżniać zarysy trój-jedynej budowy politycznej.

§ 465. Rzecz jasna, iż stosunek siły owych trzech składników, nawet w dwu jakichś wypadkach nie może być całkiem jednaki; jak zaś domyślać się każą liczne z pomiędzy przykładów powyższych, stosunek ten podlega wszędzie mniejszej lub większej zmianie — już pod wpływem emocjonalnej przyrody jednostek, stanowiących grupę, już pod działaniem okoliczności fizycznych, bądź sprzyjających niezależności, bądź też ją krępujących, bądź za sprawą działalności wojowniczej albo pokojowej, już wreszcie dzięki wyjątkowemu charakterowi jednostek poszczególnych.

Niezwykły spryt, biegłość lub siła, uważane pospolicie przez człowieka pierwotnego za rzecz nadprzyrodzoną, może nadać jakiemuś członkowi plemienia wpływ, ten zaś, przechodząc na jego spadkobiercę, dziedziczącego, jak się przypuszcza, ów charakter nadprzyrodzony, ustanawia władzę, poddającą sobie zarówno innych przywódców jak i masę. Albo też z takiego podziału pracy, przy którym jedni są wyłącznie wojownikami, inni zaś oddają się odpowiednio zajęciom innym, wyniknąć może to, że dwa wyższe składniki machiny politycznej zdobędą moc ujarzmienia trzeciego. Albo też, członkowie tej części trzeciej, przybrawszy zwyczaje, utrudniające lub uniemożliwiające przymus nad nimi, mogą zachować pewną przewagę ogólną nad tamtymi dwoma. na koniec, stosunki tych trzech pierwiastków rządzących do całej społeczności mogą ulec i ulegają zazwyczaj zmianie wskutek wytworzenia się klasy biernej, odsuniętej od ich narad — klasy składającej się zrazu z kobiet, zaś później zawierającej również niewolników oraz różne jednostki zależne.

Wojna, prowadzona pomyślnie nie tylko stwarza klasę bierną ale nadto, powodując, jak to bywa, poddanie się przywódcom, zmienia mniej lub więcej stanowczo względną potęgę owych trzech części machiny politycznej. Ponieważ, wobec innych warunków jednakich, grupy o małej karności ujarzmiane bywają przez grupy o karności większej, przeto ukazuje się dążność do ostawania się przy życiu oraz szerzenia się takich grup, których nadzorcza władza niewielu jednostek panujących staje się stosunkowo wielką. W podobny też sposób, ponieważ powodzenie na wojnie znakomicie zależnym jest od szybkości i spójności działania, jakie nadaje jej wola pojedyncza, przeto tam, gdzie wojna jest ustawiczną, musi wśród członków grupy rządzącej ukazać się dążenie do coraz większego posłuszeństwa względem jej przywódcy, gdyż niepowodzenie w walce o byt pomiędzy plemionami, skądinąd równymi, bywa zazwyczaj wynikiem nieposłuszeństwa. na koniec zaznaczyć też trzeba, że najścia jednych społeczności przez drugie, powtarzając się wielokrotnie, jak to często bywa, w następstwie swym zaciemniają i zacierają ślady budowy pierwotnej.

Uznając jednakże fakt, że w ciągu ewolucji politycznej wzajemny stosunek owych trzech składników pierwotnych zmienia się rozmaitymi sposoby i w rozmaitym stopniu, tak dalece, że niektóre z nich przechodzą w stan szczątkowy albo zanikają zupełnie, znacznie zmienimy naszą, koncepcji form politycznych, przypominając sobie, iż wszystkie one powstały z owej formy pierwotnej — że despotyzm, oligarchia lub demokracja są typami rządów, których jeden z pierwotnych składników rozwinął się wielce kosztem dwu innych oraz, że rozmaite typy mieszane porządkować należy odpowiednio do znaczenia wpływu, jaki w każdym z nich posiada jeden z owych pierwotnych składników.

§ 466. Czy istnieje też jaka zasadnicza jedność sił politycznych, towarzysząca owej zasadniczej jedności politycznych form? Tracąc z oka wspólne pochodzenie danych narządów, czyliż nie stajemy się również zbyt mało świadomi wspólnego źródła ich potęg? Godną może tu być chwilowego zastanowienia ta okoliczność, iż zbyt pochopni jesteśmy do zapominania o rzeczach najdalszych, gdy myślimy o najbliższych.

Każdy, kto w czasie burzy przypatruje się rozbiciu okrętu albo przerwaniu tamy morskiej, doznaje wrażenia olbrzymiej energii bałwanów. Rzecz jasna, że kiedy się mu wskaże, iż bez wiatru nie byłoby zgoła takich skutków, uzna on tę prawdę, że morze samo w sobie jest bezsilnym oraz, że siłę, pozwalającą mu burzyć statki i tamy, nadają mu prądy powietrza, burzące jego powierzchnię. Jeżeli jednak zastanowi się nad tym pokrótce, to znowu nie będzie mógł oznaczyć siły, która powoduje owe zmiany uderzające. Wewnętrznie powietrze zupełnie jest tak samo bierne jak i woda. Nie byłoby wcale wiatrów, gdyby nie istniały rozmaite oddziaływania ciepła słonecznego na rozmaite części powierzchni ziemskiej. Nawet, gdyby cofnął się wstecz aż do owej siły podkopującej skały podwodne i roztrzaskującej okręty, nie dotarłby jeszcze do źródła; w braku bowiem owego ustawicznego ześrodkowywania się masy słonecznej pod wpływem wzajemnego ciążenia jej cząsteczek nie byłoby zgoła promieniowania słońca.

Uzmysłowiona tutaj, a właściwa wszystkim w pewnym stopniu, najczęściej zaś właściwa w stopniu wielkim dążność do kojarzenia sił z objawiającym ją czynnikiem widomym raczej, nie zaś z niewidomym jej źródłem wywiera, jak napomknięto wyżej, wpływ paczący na nasze koncepcje w ogólności, zaś pomiędzy innymi na koncepcje polityczne. Jakkolwiek tak powszechny w czasach ubiegłych nałóg spoglądania na władzę rządu, jako na tkwiącą w nim samym uległ znacznemu ograniczeniu, dzięki wzrostowi urządzeń ludowładczych, to jednak nawet dzisiaj niema jeszcze jasnego pojmowania tego faktu, że rządy nie są same przez się władnymi lecz, że są narzędziem władzy. Władza ta istniała przed powstaniem rządów, same one zostały przez nią wytworzone; wiecznie też nie przestaje ona być tym, co w przebraniu, mniej lub więcej zupełnym, działa za jego pośrednictwem. Cofnijmy się do początków.

Grenlandczycy nie mają zgoła kontroli politycznej, nie posiadając nic takiego, coby wyobrażało ją w sposób bardziej dokładny, niż wyróżnienie w opinii ogółu pewnych starców biegłych w łapaniu fok lub przepowiadaniu pogody. Ale Grenlandczyk, pokrzywdzony przez współziomka, znajduje ucieczkę w tym, co się tam nazywa walką śpiewów. Układa on poemat satyryczny i wyzywa swego przeciwnika na satyryczny pojedynek w obliczu plemienia: „ten, kto będzie miał słowo ostatnie, wychodzi zwycięsko z próby”. Dalej zaś Crantz dodaje: „nic tak skutecznie nie powstrzymuje Grenlandczyka od występku, jak obawa niełaski ogółu”. Tutaj właśnie widzimy początkowe, nieograniczone jeszcze, działanie rządzące uczuć powszechności, które poprzedza bardziej szczególne rządzące wpływy. Obawę nagany towarzyskiej potęguje niekiedy strach wygnania. Australijczycy, nie dający się ujmować w inne karby, „karzą siebie niekiedy za takie wykroczenia, jak złodziejstwo przez wygnanie z obozu”. O jednym z plemion kolumbijskich czytamy, że: „o Selajach (Salish) prawie nie można powiedzieć, iżby mieli regularną formę rządu”; następnie zaś czytamy dalej, że” przestępcy karani bywają niekiedy wygnaniem z ich plemion”. Niektórzy z tubylców gór Hinduskich, bardzo niepodobni typem oraz sposobem życia do Kolumbijczyków, odsłaniają przed nami również podobny stosunek nierozwiniętych więzów politycznych oraz więzów uczucia zbiorowego. Pośród Bodów i Dhimalów, których wodzowie wioskowi są to po prostu szanowane jednostki starsze bez żadnej władaj przymusu, ludzi, którzy zgrzeszą przeciwko zwyczajom napomina się okłada karą pieniężną albo się wyklina, stosownie do stopnia ich winy”. Ale, kontrolujący wpływ uczucia powszechnego w grupach o słabej organizacji albo niezorganizowanych uwydatnia się najlepiej w owej sile, z jaką oddziaływa na jednostki, obowiązane do pomszczenia morderstwa. O tubylcach australijskich Sir George Grey pisze: „najświętszym obowiązkiem krajowca jest pomszczenie śmierci najbliższego z jego krewnych; dopóki nie spełni tego zadania, ustawicznie wyszydzanym bywa przez starsze kobiety; żony jego, jeśli jest żonaty, rychło go opuszczą, jeżeli nie jest żonatym ani jedna młoda kobieta rozmawiać z nim nie będzie; matka jego będzie wiecznie wydawać jęki i zawodzić, iż mogła była dać życie tak wyrodnemu synowi; ojciec traktować go będzie pogardliwie a wyrzuty rozlegać się będą w jego uszach. „

Następnie zaznaczyć musimy, że kontrola polityczna przez długi czas po ukazaniu się swym ulega widocznie owej kontroli powszechnego uczucia, zarówno dlatego, że, kiedy niema jeszcze rozwiniętych narządów rządzących, to zwierzchnik posiada słabą zaledwie możność narzucania swej woli, jako i dlatego, że niewłaściwe wykonywanie nawet takiej, jaką posiada, władzy sprowadzałoby dezercję . Wszystkie części świata dostarczą nam tutaj przykładów. W Ameryce pośród Indian Wężowych „każdy jest panem siebie samego, jedyną zaś kontrolą, której podpada jego postępowanie jest rada wodza, opierającego się na wpływie, jaki wywiera na przekonania pozostałych członków”. O pewnym wodzu Czynuków mówią nam, że „jego zdolność świadczenia usług sąsiadom oraz wynikające stąd wzięcie jest zarazem podstawą i miarą jego władzy”. Kiedy Dakota „pragnie uczynić coś złego, to jedynym środkiem, za pomocą którego wódz może na niego wpłynąć, jest dać mu cośkolwiek, czyli zapłacić dla odwiedzenia go od złych zamiarów. Wódz nie ma władzy działania w imieniu plemienia i nie waży się tego robić. na koniec, pośród Kryków, jakkolwiek bardziej już posuniętych w organizacji politycznej, władza obranych wodzów „trwa dzięki dobremu ich postępowaniu. Nagana ogółu ludności jest skuteczną zaporą w wykonywaniu Czynności ich i władzy”. Zwracając się do Azji, czytamy, że Bejowie czyli wodzowie Kirgizów, „posiadają małą nad nimi władzę w złem lub dobrem. Ze względu na ich wiek i krew okazuje się pewne wyróżnienie ich zdaniu, ale nic nad to”. Ostjakowie okazują (płacą) szacunek w najzupełniejszym znaczeniu słowa wodzowi swemu, „gdy mądry bywa i mężny; ale hołd ten jest dobrowolny i opiera się na względach osobistych”. na koniec, o wodzach Nagaów, Buttler powiada: „rozkazów ich słucha się o tyle tylko, o ile zgadzają się one z życzeniami i pożytkiem danej społeczności”. Tak samo też dzieje się w różnych częściach Afryki, jak o tym świadczy przykład Hotentotów Koranna: „zwierzchnik albo wódz przewodniczy każdemu klanowi, czyli kralowi, a jest nim zazwyczaj osoba najzamożniejsza, lecz władza jego jest niezmiernie ograniczoną i cieszy się posłuchem o tyle tylko, o ile ją spotyka uznanie ogólne”. na koniec, nawet wśród bardziej już zorganizowanych pod względem politycznym Kafrów, napotykamy również ograniczenie podobne. Król „stanowi prawa i wykonywa je podług jedynej swej woli. Jednakże, w ludzie istnieje pewna władza przeciwważna: rządzi on dopóty tylko, dopóki oni chcą słuchać”, porzucają go, jeśli rządzi niedobrze.

Tak więc, w postaci swej pierwotnej władzą polityczną jest uczucie społeczności, działające za pomocą narządów ustanowionych, bądź formalnie, bądź też nieformalnie. bez wątpienia od początku władza zwierzchnika jest już po części osobistą: większa jego siła, odwaga lub przebiegłość, pozwala mu w pewnym stopniu narzucać jego wolę indywidualną. Ale, jak świadczą dowody, ta wola indywidualna jest tylko drobnym czynnikiem, władza zaś, w jaką się ona przyobleka, pozostaje w stosunku prostym do tego, o ile jest wyrazicielką woli pozostałych członków.

§ 467. Owo uczucie publiczne, działające zrazu samo przez się, później zaś częściowo przez jakieś narzędzie, wytwarza się w pewnej mierze samorzutnie śród jednostek zainteresowanych, z drugiej strony w daleko większym stopniu jest ono wytworem narzuconej albo przepisanej im opinii. Naprzód, przyroda emocjonalna, wpływająca na postępowanie ich w ogólności pochodzi od przodków — jest wytworem wszelkiego działania pokoleń minionych; po wtóre pragnienia poszczególne, pośrednio lub bezpośrednio określające dany bieg postępków, wszczepiane bywają w dzieciństwie przez starszych i znajdują posłuch dzięki odziedziczonym wierzeniom i zwyczajom. Słowem, uczucie rządzące jest głównie nagromadzonym i zorganizowanym uczuciem przeszłości.

Potrzeba tylko przypomnieć sobie ów przykry nowicjat, jakiemu w wieku określonym podlega każdy członek plemienia (poddając się obrzezaniu, wybijaniu zębów, kaleczeniu ciała albo tatuowaniu) — potrzeba tylko przypomnieć, iż niema żadnej ucieczki przed owymi samowładnymi zwyczajami, aby dojrzeć, że siłą kierowniczą, istniejącą, przed powstaniem machiny politycznej i czyniącą z niej później swój narząd, jest wytwarzająca się stopniowo opinia niezliczonych pokoleń uprzednich albo raczej nie opinia, która, mówiąc ściśle, jest wytworem umysłowym, całkiem bezsilnym, lecz skojarzona z opinia emocja Tę ostatnią właśnie znajdujemy wszędzie, jako najgłówniejsza na początku władzę kontrolującą.

Przekonanie Tupiów, że „gdy zboczą od zwyczajów swoich praojców, ulegną zagładzie”, można wymienić tutaj, jako określony objaw siły działania owej przekazanej opinii. Wśród jednego z najbardziej nieokrzesanych plemion gór Hinduskich, wśród Dżuangów, mniej przyodzianych, nawet niż byli podług opowieści Adam i Ewa, kobiety przez długi czas nie chciały się rozstać ze swymi wiązkami liści, wierząc, iż wszelka zmiana byłaby występną. O Hotentotach Koranna czytamy, że „kiedy dawne zwyczaje nie stają na drodze, każdy robi to, co jest słusznym w jego własnych oczach”. Jakkolwiek wodzowie Damarczyków „posiadają władzę rządów samowolnych, to jednak szanują zwyczaje i podania swych przodków''. Smith powiada: „nie można prawie powiedzieć, iżby Araukańczycy posiadali jakieś prawa, jakkolwiek istnieje wiele dawnych zwyczajów, uważanych przez nich za święte i ściśle przestrzeganych”. Zdaniem Brooke'a, wśród Dajaków zwyczaj, jak się zdaje, stał się po prostu prawem, pogwałcenie zaś jego pociąga za sobą karę. W umysłach ludności niektórych klanów malgeskich: „innowacja i zniewaga, są... nierozdzielny wszelka zaś myśl ulepszeń jest zgoła nie do przyjęcia”.

Owa kontrola odziedziczonych zwyczajów, wśród grup ludzi politycznie niezorganizowanych lub zorganizowanych słabo nie jest

0 tyle tylko silną, o ile wśród bardziej posuniętych plemion lub narodów, ale jest silniejszą. Jak zauważył Sir John Lubbock, „żaden dziki nie jest wolny. Na całym świecie żywot jego codzienny podlega reglamentacji ze strony zawiłego i pozornie najbardziej niedogodnego mechanizmu zwyczajów (równie przymusowych, jak i prawa), stanowczych zakazów i przywilejów”. Jakkolwiek owe społeczności pierwotne zdają się być całkiem pozbawione budowy, to jednak idee pewne i zwyczaje tworzą tam jakby rodzaj niewidzialnych karbów, mocno krępujących niektóre kategorie ich czynów. Niewidzialne zaś te karby kształtowały się powoli i nieświadomie w ciągu działań powszednich, wylęgłych z uczuć panujących, kierowanych przez panujące myśli, a to w szeregu pokoleń, sięgających w daleką przeszłość.

Krótko mówiąc tedy, zanim się rozwinie określone narzędzie kontroli społecznej, istnieje już inna kontrola, wypływająca po części z powszechnej opinii żywych, lecz w znaczniejszej mierze z opinii powszechnej zmarłych.

§ 468. Ale niech nam wolno będzie zaznaczyć tutaj w sposób określony ową prawdę, jakiej domyślać się każą niektóre z przytoczonych wyżej przykładów — prawdę, że kiedy machina polityczna się rozwinie, władza jej, w znacznej mierze zależna od opinii teraźniejszej, jest, z drugiej strony, całkowicie prawie zależną od opinii powszechnej przeszłości. Władca, będący częściowo narzędziem woli swego otoczenia, jeszcze w większym stopniu jest narzędziem woli tych, którzy już pomarli; jego zaś własna wola, znacznie krępowana przez pierwszych, jest jeszcze bardziej krępowaną przez drugich, Czynność jego bowiem, jako regulatora, polega głównie na strzeżeniu odziedziczonych przepisów i zasad postępowania, wcielających uczucia

i wyobrażenia przodków. Widzimy to wszędzie. Wśród Arafurów postanowienia starszych, są: „zgodne ze zwyczajami ich praojców, przechowywanymi w największym poszanowaniu”. Tak samo dzieje się też u Kirgizów: „sądy bejów czyli szanowanych jednostek starszych wspierają się na znanych i powszechnie uznanych zwyczajach”. na koniec, na”Sumatrze, w rozmaitych swych sporach rządzą się oni za pomocą szeregu dawno ustanowionych zwyczajów (adad), przekazanych im przez przodków... kiedy wodzowie wydają wyrok, wówczas nie słyszy się, iżby mówili „tak nakazuje prawo, ale: takim jest zwyczaj”.

Gdy zwyczaj przeobraża się w prawo, zwierzchnik polityczny jeszcze widoczniej staje się narzędziem, przy pomocy którego uczucia zmarłych kontrolują postępki żyjących. O tym, że wykonywana przezeń władza jest głównie władzą, która tylko przez niego działa, przekonywamy się, widząc, jak mało może się on jej opierać, gdy tego zapragnie. Wola jego osobista jest faktycznie nieczynną, z wyjątkiem tylko tych wypadków, gdy wyraźne albo domyślne rozkazy pokoleń minionych pozostawiają mu swobodę działania. Tak np. na Madagaskarze, „w wypadkach, gdzie niema żadnego prawa, zwyczaju lub precedensu, wystarcza słowo władcy”. Wśród Afrykańczyków wschodnich „jedynym ograniczeniem władzy despotów jest Ada, czyli precedens”. O Jawajczykach Raffles pisze: „jedynym hamulcem woli zwierzchnika rządu, jest obyczaj kraju oraz względy, jakimi cieszy się wśród poddanych za swój charakter”. Na Sumatrze ludność „nie przyznaje wodzom prawa stanowienia przepisów, jakie uznają za właściwe, albo też uchylania lub zmiany dawnych ich zwyczajów, których uparcie przestrzegają i o które są bardzo zazdrośni”. O ile zaś musowym jest zgadzanie się z wierzeniami i uczuciami praojców, okazuje się z opłakanych skutków, jakie wypływać mogą z nieuwzględniania ich. „„Król Aszantyjów, jakkolwiek przedstawiany, jako monarcha despotyczny... nie jest jednak pod wszelkimi względami wolny od kontroli, musi on zachowywać zwyczaje narodowe, przekazane ludowi przez odległą starożytność; faktyczne zaś pominięcie tego obowiązku, w usiłowaniu odmiany niektórych ze zwyczajów ich praojców, pozbawiło tronu Osaiquamina'„;. Przykład ten przypomina nam, jak często władcy, rozpoczynając panowanie, zobowiązywali się nie zmieniać ustanowionego porządku; dzieje się tak dzisiaj u Hotentotów, w przeszłości podobnie też było u starożytnych Meksykańczyków oraz w całej historii ludów cywilizowanych.

§ 469. Twierdzenie, iż rząd jest głównie tylko narzędziem, przez które oddziaływa siła ogółu obecnego i minionego, wyda się bez wątpienia niezgodnym z wieloma faktami, wskazującymi, jak wielką może być potęga samego władcy. Nie mówiąc już nic o władzy tyranów odbierania życia z błahych powodów lub bez żadnego powodu, o władzy dokonywania nieuzasadnionych konfiskacyj, masowego przenoszenia poddanych z jednego miejsca na drugie, zdzierczego wymuszania daniny z pieniędzy i pracy, nie mówiąc nic o tym, już z samej władzy rozpoczynania i prowadzenia wojen, których ofiarą, pada ogół poddanych przekonywamy się na pozór, że pojedyncza jego wola może ujarzmić wolę wszystkich innych członków. W jakiż więc sposób należałoby ograniczyć nasze twierdzenie początkowe?

Utrzymując, że w niezorganizowanych grupach ludzkich, uczucie objawiające się, jako opinia powszechna, kontroluje działania polityczne, tak samo jak kontroluje postępowanie, odróżniane pod mianem ceremonialnego i religijnego, oraz utrzymując, że czynniki rządzące w ciągu stadiów swych wcześniejszych są całkowicie wytworem uczucia zbiorowego, czerpią zeń swoją siłę i są przezeń ograniczane, musimy uznać, że owe stosunki pierwotne ulegają komplikacji, kiedy, za sprawą wojny, małe grupy zespalają się wielokrotnie w większe. Tam, gdzie społeczeństwo składa się z ludu ujarzmionego, trzymanego w karbach przez siły wyższe, tam opisany wyżej stosunek normalny istnieć przestaje. Nie możemy się spodziewać, że w przepisie narzuconym przymusowo przez najeźdźcę, odnajdziemy te same cechy, jakie widzieliśmy w przepisach wylęgłych wewnątrz społeczeństwa. Społeczności, wytworzone przez podbój, mogą się składać i składają się częstokroć z dwóch społeczeństw, w znacznej mierze, jeżeli nie całkowicie sobie obcych; to też, wśród nich polityczna siła nie może powstać z woli zbiorowej. W takich warunkach zwierzchnik polityczny albo czerpie swą władzę wyłącznie w uczuciach klasy panującej, albo też, przeciwstawiając uczucia klasy wyższej uczuciom niższej klasy, zyskuje w ten sposób możność uczynienia swej woli osobistej czynnikiem głównym.

Zrobiwszy jednakże to zastrzeżenie, można będzie jeszcze utrzymywać, że zazwyczaj cała prawie siła czynnika rządzącego bierze początek w uczuciu, jeżeli nie całkowitej społeczności, to przynajmniej tej części, która może objawiać swe uczucia. Jakkolwiek opinia ujarzmionej i bezbronnej społeczności niższej poczyna być mało uwzględnianą, jako czynnik polityczny, to jednak opinia panującej i uzbrojonej społeczności jest w dalszym ciągu przyczyną główną, politycznego działania. To samo, co mówią nam o ludności Kongo, że „król, który panuje despotycznie nad ludem, często niepokojony bywa w wykonywaniu swej władzy przez książąt i wasali”; to, co mówią nam o despotycznie rządzonych Dahomejczykach, że „ministrowie, wodzowie wojenni i kapłani fetyszów mogą być i bywają często karani przez króla, lecz zbiorowo są oni zbyt silni dla niego, a bez ich serdecznego udziału przestałby on rychło panować”, uznajemy jako rzecz w przeszłości lub nawet w teraźniejszości prawdziwa, w odniesieniu do rozmaitych, lepiej nam znanych społeczeństw, gdzie zwierzchnik najwyższy jest nominalnie absolutnym. Poczynając od czasów, kiedy cesarze Rzymscy wybierani byli przez żołnierzy i zabijani przez nich, gdy się im nie podobali, aż do czasów obecnych, kiedy, jak nam mówią; o innych państwach, życzenie wojska często określa wolę monarchy, było wiele przykładów tej prawdy, że autokrata jest politycznie silny lub słaby, odpowiednio do tego, czy wielu albo też niewielu z pomiędzy klas wpływowych daje mu swe poparcie; na koniec, nawet uczucia warstw, politycznie najbardziej poddańczych, wpływają niekiedy na działanie polityczne, jak o tym świadczy wpływ fanatyzmu Turków na postanowienia Sułtana.

Potrzeba byłoby przypomnieć sobie mnóstwo faktów, gdy chcemy należycie ocenić władzę woli zbiorowej w zestawieniu jej z władzą woli autokratów. Istnieje naprzód fakt, że samowładca zmuszonym bywa szanować i przechowywać mnóstwo urządzeń, będących wytworem uczuć i wyobrażeń przeszłości, a posiadających już sankcję religijną, tak, że, jak to było w Egipcie starożytnym, dynastie despotów żyły i umierały, pozostawiając porządek społeczny niezmienionym w zasadzie. Drugim faktem jest to, że poważna zmiana społecznego porządku, niezgodna z uczuciami ogółu, łatwo może być obaloną; jak np. było w Egipcie, gdy Amenotypowi IV udało się pomimo rokoszu wprowadzić religie nową, którą obalono za panowania następnego; istnieje też inny fakt pokrewny, że prawa zbyt rażąco niezgodne z wolą ogółu są zazwyczaj płodem poronionym; stosuje się to np. do praw o zbytku, stanowionych przez królów średniowiecznych, a które pomimo ciągłego ich wznawiania ustawicznie chybiały celu. Dalej, istnieje fakt, że wszechpotężny monarcha, jakkolwiekby był postawiony wysoko, oraz jakkolwiek boską przypisywano by mu przyrodę, częstokroć skrępowany bywa przez zwyczaje, które czynią życie jego codzienne niewolą: opinia żywych zmusza go do spełniania rozkazów zmarłych. Istnieje też fakt, że kiedy władca nie odpowiada uczuciom ogółu, lub gdy inną jakąś drogą, dzięki postępkom swym, zbytnio obrazi te uczucia, to słudzy jego cywilni i wojskowi odmawiają, mu posłuszeństwa lub zwracają się przeciwko niemu; w wypadkach zaś skrajnych miewamy przykład „despotyzmu, miarkowanego przez morderstwo”. na koniec, mając ten fakt ostateczny, że w takich społeczeństwach, w których autokrata, obrażający uczucia ogółu, bywa od czasu do czasu obalanym, wybiera się drugiego autokratę, wnioskować należy, że ogół rokoszan jest tego rodzaju, iż nie tylko znosi autokratyzm, ale go pożąda. To co jedni nazywają lojalnością, inni zaś służalczością, to właśnie stwarza absolutnego władcę, a zarazem nadaje mu jego władzę.

Ale prawdą najgłówniejsza, którą trudno bywa ocenić w dostatecznej mierze, jest to, iż podczas kiedy formy i prawa każdego społeczeństwa, przedstawiają skonsolidowany wytwór wzruszeń i wyobrażeń tych, którzy niegdyś byli, to z drugiej strony prawa te stają, się, czynnymi dzięki poddaniu im wzruszeń i wyobrażeń istniejących. Oswojeni jesteśmy z myślą o „martwej ręce”, kontrolującej postępki ludzi żywych w sprawach użytkowania z własności (testament); ale wpływ „martwej ręki” w kierowaniu naszego życia w ogólności za pomocą ustalonego systemu politycznego jest niezmierzenie większym. Rzeczą, wytwarzającą z godziny na godzinę posłuch, który umożliwia działanie polityczne w każdym państwie, rządzonym bądź despotycznie, bądź też inaczej, jest właśnie nagromadzone i zorganizowane uczucie, jakie się żywi względem odziedziczonych urządzeń, uświęconych przez tradycję. stąd też, niezaprzeczonym jest, że uczucie społeczności w znaczeniu jego najszerszym, bywa jedynym źródłem władzy politycznej, przynajmniej w społecznościach, nie pozostających pod panowaniem obcym Tak było na początku życia społecznego i dotąd w zasadzie jest jeszcze tak samo.

§ 470. Zasadą stało się w nauce, że wśród przyczyn, działających w danej chwili, należy wyróżniać inne, które, działając też podobnie w czasach ubiegłych, wytworzyły obecny stan rzeczy. Uznanie tej zasady oraz prowadzenie podsuniętych przez nią badań popchnęło do potwierdzenia poprzedzających.

Z każdym dniem bowiem każde zgromadzenie publiczne uzmysławia przed nami na nowo to samo różniczkowanie, cechujące pierwotną machinę polityczną oraz na nowo uwydatnia działania odnośnych jej części. Istnieje zazwyczaj ciało wielkie, złożone z jednostek mniej wybitnych, tworzące audytorium, którego udział w sprawach polega na wyrażaniu uznania lub nagany, oraz wypowiadaniu tak albo nie na przedstawiane mu uchwały. Istnieje cząstka mniejsza — na podniesieniu — złożona z ludzi, którym wpływ nadają: bogactwo ich, stanowisko lub zdolności, z wodzów miejscowych, roztrząsających sprawę. na koniec, istnieje głowa obrana, zazwyczaj człowiek największego znaczenia, jakie uzyskać można, wykonywający pewną przyznaną sobie władzę nad mówcami i słuchaczami — jakby czasowy król. Nawet zgromadzenie, zebrane drogą nie urzędową, rychło mniej lub więcej rozpada się na te trzy części; kiedy zaś zgromadzenie staje się ciałem trwałem, jak np. ludzie tworzący stowarzyszenia handlowe, towarzystwo dobroczynne albo klub jaki, wówczas trzem owym podziałom rychło nadaje się określoność: mamy tu prezesa czyli przewodniczącego, biuro albo komitet, właścicieli albo członków. Do tego zaś dodać należy, że jakkolwiek zrazu, tak samo jak w zgromadzeniach hord pierwotnych lub współczesnych nam zgromadzeniach publicznych, nie jedno z owych stałych, dobrowolnie wytworzonych stowarzyszeń przedstawia taki podział władzy, iż garstka wybranych, oraz ich przywódca podlegają masie, to jednak, w miarę okoliczności, ten stosunek względnej władzy zmienia się zwykle w sposób mniej lub więcej stanowczy. Tam, gdzie członkowie nie tylko są. zainteresowani sprawami, ale nadto takie zajmują stanowiska, iż mogą. współdziałać łatwo, tam trzymają oni w karbach ową garstkę wybranych i jej zwierzchnika; ale tam, gdzie wielkie rozproszenie, jak np. wśród akcjonariuszy kolejowych, przeszkadza działaniu łącznemu, tam owych niewielu wybranych stają się oligarchią, z pośród zaś tej ostatniej dość często wynurza się autokrata. Układ przedstawia się wówczas, jako despotyzm, miarkowany przez rewolucję.

Mówiąc, że co godzina napotykamy dowody tego, iż siła machiny politycznej wypływa z uczucia zbiorowego, wcielającego się po części w skonsolidowany system, przekazywany nam przez przeszłość, po części zaś rodzącego się pod wpływem okoliczności bezpośrednich, nie mam jedynie na myśli tych dowodów, że wśród nas samych działania rządu określane są zazwyczaj w ten sposób, oraz, że działania wszelkich ciał pomniejszych, czasowych lub stałych, również w taki sposób bywają określane. Mam raczej na myśli przykłady owej nieodpartej kontroli uczucia ogółu, rozciągniętej nad postępowaniem naszym w ogólności. Takie fakty, jak to, że podczas kiedy opinia powszechna sprzyja pojedynkom, prawo ich zabrania, oraz, że święte nakazy, grożące potępieniem, nie mogą powstrzymać od niesprawiedliwych napaści na ludy obce, gdy popychają do tego przemożne namiętności, same te fakty mogą już nam dowieść, że kodeksy prawa i wierzenia religijne wraz z narzucającymi je władzami, bezsilne są wobec przeciwnego nastroju umysłu. Przypominając sobie żądzę publicznego poklasku oraz obawę niełaski ogółu, które podniecają lub powstrzymują ludzi, nie możemy wątpić, o tym, że rozproszone tu i owdzie objawy uczucia kierują zazwyczaj ich postępkami, gdy tylko potrzeby niezbędne zostaną już zaspokojone. Należy spojrzeć tylko na kodeks towarzyski, kierujący naszym życiem aż do przepisywania barwy wieczorowego krawatu, oraz zaznaczyć, jak ci, którzy się nie ważą na jawne gwałcenie tego kodeksu, bez wahania wymijają, go po kryjomu, aby dostrzec, że niepisane prawo, narzucone przez opinię, jest bardziej stanowczym, niźli prawo pisane, którego opinia nie narzuca. na koniec, zauważywszy, jak ludzie lekceważą słuszne wymagania wierzycieli, nie mogących odebrać pieniędzy za swój towar, gdy tymczasem troskliwi są bardzo o wypłacenie tak zwanych długów honorowych tym, którzy ani im towarów żadnych nie dostarczyli, ani też żadnych nie okazali usług, przekonamy się jeszcze bardziej, że kontrola panującego uczucia, nie wspierana przez prawo ani przez religię, może być potężniejszą, niźli prawo i religia razem, gdy mają, one za sobą jakieś uczucia słabsze. Spoglądając na całokształt czynności ludzkich, zmuszeni jesteśmy uznać, iż dotąd jeszcze, tak samo, jak to było w początkach życia społecznego, kierują się ludzie uczuciem zbiorowym — teraźniejszym i przeszłym; oraz, że machina polityczna, sama będąc stopniowo rozwiniętym wytworem takiegoż uczucia, dotąd jeszcze w mierze najgłówniejszej nie przestaje być narzędziem pewnej wyspecjalizowanej jego części, kierującej postępkami niektórych rodzajów.

Poniekąd więc, zmuszony jestem uznać tutaj ową prawdę ogólną za istotny, pierwiastek teorii politycznej. Usprawiedliwieniem dla mnie z tego, że zbyt długo może zatrzymałem się tutaj nad tym, co się wydaje wnioskiem oklepanym, być może ta okoliczność, że, jakkolwiek prawda owa uznawaną bywa nominalnie, w rzeczywistości jednak jest uznaną w bardzo małym zakresie. Nawet w samej Anglii, gdzie liczne są i rozległe urządzenia niepolityczne, wytworzone samorzutnie, oraz bardziej jeszcze w większości innych krajów, nie posiadających tej cechy, niema wcale należytej świadomości owej prawdy, że zjednoczone pobudki, działające za pośrednictwem narzędzi politycznych mogą, w braku takich narzędzi, wytworzyć sobie inne środki działania. Politycy rozumują tak, jak gdyby narzędzia państwowe posiadały jakąś władzę wewnętrzną, jakiej nie mają, oraz jak gdyby stwarzające je uczucie nie miało żadnej wewnętrznej władzy, jaką właśnie posiada. Oczywistym jest, że działania ich muszą więcej cierpieć z powodu spaczenia tych wyobrażeń.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009