Herbert Spencer

ROZDZIAŁ IV

RÓŻNICZKOWANIE POLITYCZNE

§ 454. Jak zaznaczono już w Pierwszych Zasadach (§ 154), do społecznego skupienia, tak samo jak i do każdego innego, stosuje się ta prawda, iż jego jednorodność jest stanem nietrwałym oraz, że tam, gdzie jest już pewna różnorodność, spostrzegamy dążenie ku większej jeszcze różnorodności.

Upadek jednorodności wszakże, albo raczej wzrost takiej różnorodności, jaka istnieje zwykle, wymaga różnorodnego uwarunkowania części; to też wszystko, cokolwiek przeszkadza do powstawania różnic pomiędzy warunkami, przeszkadza również wzrostowi różnorodności. Jednym z domyślnych tego wywodów jest to, iż nie mogą odbywać się tutaj ustawiczne zmiany w rozkładzie części. Jeżeli już to jedna, już inna część zajmuje to samo położenie w stosunku do całości, to nie mogą wytworzyć się stałe różnice budowy. Musi więc istnieć taka pomiędzy częściami spoistość, iżby zapobiegała łatwemu ich przestawianiu.

Uzmysłowienie tej prawdy widzimy na najprostszych ustrojach osobniczych. Nisko uorganizowana korzenionóżka, której substancja posiada ruchliwość prawie taką samą, jak płyny, pozostaje prawie jednorodną; każda bowiem jej cząstka staje co chwila w nowym stosunku do części innych oraz do otoczenia. Podobnie powiedzieć można o najprostszych społecznościach. Odnośnie do członków małych, nieosiadłych grup mieszkańców Ziemi Ognistej, Cook robi uwagę, że „żaden nie był więcej szanowanym od innych”. Weddahowie, Andamanie, Australijczycy, Tasmańczycy mogą być również wzięci za przykład zgromadzeń luźnych, w których nie spostrzegamy stałych różnic społecznego stanowiska; jeżeli zaś różnice takie istnieje, jak o tym mówią niektórzy podróżnicy, to są ono tak niewyraźne, że inni nie uznają ich wcale. na koniec, w takich hordach wędrownych, jak Koroadowie Ameryki południowej, utworzonych z jednostek, które tak słabo zespojonymi są ze sobą, iż łączą się stosownie do upodobania z taką lub inną hordą, różnice części są tylko nominalne.

Przeciwnie, spodziewać się można, że tam, gdzie kilka części społecznego skupienia stale podlegają warunkom odmiennym, tam odpowiednio też staną się one różnorodnymi. Zobaczymy to jaśniej, zająwszy stanowisko inne.

§ 455. Prawo ogólne, że podobne jednostki, podlegając siłom podobnym, dążą do integracji, uzmysłowionym było w rozdziale ostatnim na przykładzie tworzenia się grup społecznych. Tutaj rozważyć będziemy musieli inne prawo, odpowiadające tamtemu, że w miarę tego, jak podobne jednostki skupienia podlegają działaniu sił niepodobnych, dążą one do wytworzenia zróżniczkowanych części tegoż skupienia; prawo to rozważymy w zastosowaniu jego do owych grup, jako drugie stadium ewolucji społecznej.

Pierwotne różniczkowanie polityczne poczyna się z pierwotnego rodzinnego różniczkowania. Ponieważ kobieta i mężczyzna, wskutek niepodobieństwa ich czynności płciowych, podlegają wpływom odmiennym, przeto od początku poczynają oni zajmować odmienne stanowisko w społeczności, tak samo jak zajmują w rodzinie. Bardzo wcześnie tworzą oni dwie klasy polityczne: rządzących i rządzonych. Jak dalece zaś takie niepodobieństwo ich stanowisk społecznych wypływa z niepodobieństwa stosunków ich do działań otaczających, o tym przekonamy się, zauważywszy, że pierwsze z tych niepodobieństw niniejszym bywa lub większym, stosownie do tego czy większym lub niniejszym jest drugie. Mówiąc o położeniu kobiet, zaznaczyliśmy, że pomiędzy Chippendalami oraz, w stopniu jeszcze większym, wśród Clatsopów i Czinuków, „którzy żywią się rybami i korzonkami w dostarczaniu czego kobiety są zarówno biegłe jak i mężczyźni , pierwsze cieszą się stanowiskiem i wpływem rzadko napotykanym wśród Indian”. Widzieliśmy również, że na Kubie, gdzie kobiety łączą się z mężczyznami w wojnie: „walcząc u ich boku”, stanowisko ich o wiele jest wyższe, niż to bywa zwykle wśród ludów nieokrzesanych; na koniec, że podobnie też w Dahomeju, gdzie kobiety są wojownikami, zarówno jak i mężczyźni , poważa się je tak dalece, że w organizacji politycznej „kobieta jest urzędownie wyższą”. Zestawiając te wypadki wyjątkowe ze zwykłymi, w których mężczyźni , jedynie oddający się, wojnie i łowom, posiadają władzę nieograniczoną, gdy tymczasem kobiety, zajęte gromadzeniem rozmaitej drobniejszej żywności i dźwiganiem ciężarów, są upośledzonymi niewolnicami, przekonamy się jasno, że odmienność stosunków do działań otaczających daje początek odmienności społecznych stosunków. na koniec, jak żeśmy widzieli w § 327, dalszym uzmysłowieniem tej prawdy mogą być przykłady owych nielicznych społeczeństw niecywilizowanych, pędzących, w zwykłym stanie rzeczy, życie pokojowe, jak np. Bodowie i Dimalowie z gór Hinduskich i starożytni Pueblowie Ameryki północnej — społeczeństw, wśród których zajęcia nie dzielą się lub nie dzieliły znacznie na walkę i pracę i stanowiły obowiązek płci obu, oraz wśród których obok małej stosunkowo różnicy zajęć ukazują się lub ukazywały nieznaczne różnice stanowisk społecznych. Tak samo też będzie, gdy przejdziemy od większego lub mniejszego politycznego różniczkowania, towarzyszącego różnicy płci do takiego, które jest od niej niezależnym, do zróżniczkowania, jakie się ukazuje wśród samych mężczyzn. Tam, gdzie życie jest stale pokojowe, tam określone wyróżnienia klasowe nie istnieją. Wymienimy tu znowu jedno z górskich plemion Indian, o którym już wspominałem, jako o przykładzie uczciwości, rzetelności i przyjacielskości, towarzyszących życiu czysto przemysłowemu. Hodson powiada: „wszyscy Bodowie i Dimalowie są sobie równi — w obliczu prawa absolutnie, w rzeczywistości zaś w sposób zadziwiający”. Podobnie też mówi się o innym niewojowniczym i przyjacielskim plemieniu górskim na koniec, z pomiędzy przedstawicieli rasy odmiennej, Papuańskiej, można wymienić pokojowych Arafurów, jako takich, którzy odznaczają się „bratnią względem siebie miłością „i nie mają żadnych podziałów i dostojeństw.

§ 456. Tak samo jak zrazu domowy stosunek mężczyzny do kobiety staje się stosunkiem politycznym tak, iż w grupach wojowniczych mężczyźni i kobiety przedstawiają klasę rządzącą i podwładną, tak samo też stosunek pomiędzy panem a niewolnikiem, będący początkowo stosunkiem domowym, zamienia się na polityczny (państwowy), w miarę tego, jak pod wpływem ciągłej wojny, uprowadzanie w niewolę staje się powszechnym. Właśnie z utworzeniem się klasy niewolników rozpoczyna się owo różniczkowanie narządów kierowniczych oraz utrzymujących, które trwa później przez wszystkie stadia ewolucji społecznej.

Kane robi uwagę, że: „niewolnictwo, w jego postaci najsurowszej, istnieje wśród Indian całego pobrzeża, poczynając od Kalifornii aż do cieśniny Beringa, przy czym plemiona silniejsze biorą do niewoli wszystkie inne, jakie mogą. tylko pokonać. Wewnątrz lądu, gdzie wojowniczość jest słaba, niewolnictwo nie istnieje”. Twierdze nie to przedstawia nam w innej tylko formie prawdę wszędzie widoczną. Pewne dowody napomykają nam, że zwyczaj brania do niewoli stopniowo wyłonił się ze zwyczaju ludożerstwa. O Nutkach czytamy, że „niewolnicy bywają niekiedy składani w ofierze i spożywani na ucztach”; kiedy zaś ze zwyczajem tym zestawimy pospolity gdzie indziej zwyczaj natychmiastowego zabijania i pożerania jeńców, to będziemy mogli wywnioskować, że zagarnięcie w niewolę jednostek zbyt licznych, iżby je można było zjeść zaraz, obok zamiaru zjedzenia ich jednak później, mogło poprowadzić do tymczasowego użytkowania z nich, a tym samem, przyczyniając się do odkrycia, że usługi ich mogą posiadać większą wartość niż mięso, dało początek zatrzymywaniu ich jako niewolników. Jakkolwiek bądź jednak, znajdujemy, że bardzo pospolicie wśród plemion, którym długo trwająca wojowniczość nadała już jaką taką odpowiednią budowę, zatrzymywanie jeńców w niewoli staje się zwyczajem stałym. Oczywistym jest, że kobiety i dzieci, jak również mężczyźni , których nie zabito, popadają tu w całkowitą niewolę. Należą oni bezwzględnie do tych, którzy ich ujęli, a którzy, mogąc ich zabić zaraz, zachowali sobie na później prawo zamordowania ich, gdy się im spodoba. Stają się oni własnością, z której zrobić można wszelki użytek.

Nabywanie niewolników, będące zrazu tylko przygodą wojenną staje się więc teraz przedmiotem wojny. O Nutkach czytamy, że: „na niektóre z pomniejszych plemion północnej części wyspy patrzy się faktycznie jako na plemiona, rodzące niewolników; jakoż co pewien czas napastowanymi one są przez plemiona silniejsze”. Podobnie też dzieje się wśród Czinuków. Tak samo było w starożytnym Vera Paz, gdzie periodycznie dokonywano: „wtargnięcia do kraju nieprzyjaciela... i brano do niewoli tylu, ilu było potrzeba”. na koniec, to samo było w Hondurasie, którego mieszkańcy, wypowiadając wojnę, oświadczali tylko swym wrogom, iż „potrzebują niewolników”. Podobnie miała się rzecz z rozmaitymi ludami istniejącymi. St. John powiada, że „wielu z Dajaków bardziej pragnie otrzymać niewolnika, niż głowę; napadłszy zaś na wioskę zabijają oni tylko tych, którzy stawią opór lub usiłują uciec”. na koniec, nie potrzeba dowodzić, że w Afryce pospolitymi są również wyprawy po niewolników.

Podział na klasy, począwszy się tedy z wojny, później już, utrzymuje się i umacnia różnymi sposoby. Bardzo wcześnie powstaje zwyczaj kupowania. Czinukowie, oprócz niewolników wziętych na wojnie, posiadają innych, kupionych jako dzieci od sąsiadów; jak żeśmy zaś widzieli, mówiąc o stosunkach domowych, sprzedawanie własnych dzieci do niewoli, bynajmniej nie jest rzeczą bardzo rzadką u dzikich. Dalej klasa niewolnicza, powiększana już tak wcześnie drogą kupna, następnie zwiększa się jeszcze inaczej, Spostrzegamy dobrowolne oddawanie się w niewolę w celach obrony, branie do niewoli za dług, oraz za przestępstwo.

Pomijając szczegóły, musimy tu tylko zaznaczyć, że owo różniczkowanie polityczne, jakiemu początek daje wojna, dokonywa się nie przez ryczałtowe wcielanie innych społeczeństw albo ich klas poszczególnych, lecz drogą wcielania ich pojedynczych członków oraz drogą podobnych temu przyrostów jednostkowych. Klasa niewolnicza, składająca się z jednostek oderwanych od ich uprzednich stosunków społecznych i od współtowarzyszy, zaś bezwzględnie zespolonych ze swymi posiadaczami, z razu niewyraźnie przedstawia się jeszcze, jako odrębna warstwa społeczna. Zyskuje ona odrębność ową dopiero wtedy, gdy się ukażą pewne ograniczenia władzy posiadacza. Przestając już zajmować stanowisko roboczego bydła, niewolnicy poczynają tworzyć część ciała politycznego (państwowego), z chwilą gdy ich wymagania uwzględnionymi już są, jako ograniczenie wymagań ich panów.

§ 457. Przypuszcza się pospolicie, że pańszczyzna powstaje jako złagodzona postać niewolnictwa; jednakże, zbadanie faktu świadczy, iż ukazuje się ona inną drogą. Podczas kiedy klasa niewolników bezwzględnych powstaje w plemionach pierwotnych w ciągu owych najwcześniejszych zapasów o byt, kiedy walczący rozrastają się wzajemnym swym kosztem, wydzierając poszczególne jednostki, brane do niewoli, to znowu tworzenie się klasy sług pańszczyźnianych, o wiele wyższej i zajmującej odrębne stanowisko społeczne towarzyszy owej późniejszej i szerszej sprawie rozrostu, kiedy dana społeczność wchłania w siebie całkowite społeczności inne. Pańszczyzna poczyna się wraz z podbojem i przyłączaniem nowych dzielnic.

Podczas kiedy pierwszy stosunek każe domyślać się, że jeńcy wyrywani są ze swoich siedzib, to znowu w drugim wypadku widzimy, że lud ujarzmiony pozostaje w siedzibach tych nadal. Thomson robi uwagę, że „wśród Nowozelandczyków całe plemiona stają się niekiedy nominalnie niewolnikami w razie podbicia ich, jakkolwiek pozwala im się mieszkać w zwykłych ich miejscach pobytu z warunkiem płacenia daniny z żywności i t. p. „; twierdzenie to wskazuje nam początek podobnych urządzeń wśród społeczeństw pokrewnych. Ellis pisze o rządzie wysp Sandwich zaraz po ich poznaniu, jako o takim, który składa się z króla oraz burzliwych wodzów, niezbyt dawno jeszcze podbitych: „na lud prosty spogląda się pospolicie, jako na przytwierdzony do roli; przechodzi też on wraz z krajem od jednego wodza do drugiego”. Do czasu ostatnich zmian na wyspach Fidżi były tam całe niewolnicze okręgi; o mieszkańcach zaś ich czytamy, że mieli oni zaopatrywać domy wodzów „w żywność codzienną, budować je oraz naprawiać w razie potrzeby”. Jakkolwiek ludy podbite, będące w takim położeniu, znacznie różnią się stopniem swego poddaństwa (gdyż na jednym, jak na wyspach, Fidżi krańcu słudzy ci mogą być w razie potrzeby zjadani, na drugim zaś wymaga się od nich tylko pewnej daniny z owoców ich pracy), to jednak wszystkie podobne są do siebie z tego, iż nie odrywa się ich od pierwotnego miejsca ich pobytu. Istnieje słuszny powód do mniemania, że w podobny też sposób poczęła się pańszczyzna w Europie. W Grecji mamy przykład Krety, gdzie pod zdobywczymi Doryjczykami żyła pewna ludność lennicza, złożona, jak się zdaje, częścią z tubylców, częścią zaś ze zdobywców uprzednich; pierwsi stanowili klasę sług pańszczyźnianych, przytwierdzonych do roli w dobrach państwowych lub prywatnych, drudzy zaś stali się lennymi właścicielami ziemskimi. W Sparcie podobne przyczyny wpłynęły również na wytworzenie stosunków podobnych. Byli tam heloci, mieszkający na roli swoich spartańskich panów oraz periojkowie, którzy przed podbojem doryckim byli prawdopodobnie klasą wyższą. Tak samo też było w koloniach greckich, zakładanych później, jak np. Syrakuzy, gdzie tubylcy stali się sługami pańszczyźnianymi Podobnież działo się w czasach późniejszych i w krajach nam bliższych. Kiedy Galia najechaną została przez Rzymian i później, kiedy zromanizowana Galia podpadła najazdowi Franków, rolnicy miejscowi nie zmienili prawie swoich siedzib, lecz tylko po prostu zeszli na niższe stanowisko społeczne: niewątpliwie niższe pod względem politycznym, zaś pan Guizot sądzi, że niższe również pod względem przemysłu. Sama Anglia dostarcza odnośnych przykładów: „z pomiędzy highlanderów szkockich o niektórych mówi się, iż całe septy albo klany popadły w niewolę innych klanów; na samym zaś zaraniu dziejów Irlandii spostrzegamy już różnicę pomiędzy plemionami wolnymi oraz płacącymi rentę, co prawdopodobnie każe domyślać się takiego samego stosunku wyższości albo poddaństwa”. Za dawnych czasów brytańskich, powiada Pearson: „prawdopodobnym jest, że częściowo przynajmniej, istniały wioski pańszczyźniane, zajęte przez rasę pokrewną, ale podbitą przez najpierwszych uprawiaczy danego gruntu”. Bardziej wiarogodnym jest świadectwo, dochodzące nas z dawnych czasów angielskich i normandzkich. Profesor Stubbs powiada: „ceorl miał prawo do wspólnych gruntów miejskich; łacińskie jego miano villanus było symbolem wolności, lecz przywileje jego związane; były z ziemią i kiedy pan normandzki ją odebrał, zabrał z nią. razem i villanusa. Jednakże ten ostatni zachował jeszcze swe prawa zwyczajowe, dom swój i rolę, „prawo drzewa i siana”; zamożność jego pana zależną była od jego pracy; jakoż w rozumieniu przez pana własnego interesu miał on pewien rodzaj osłony, tak samo jak woły jego i konie”. na koniec, podobnego też znaczenia jest oto ten urywek z Innesa: „powiedziałem, że z mieszkańców Grange'u najniższe stanowisko zajmował ceorl, przytwierdzony, sługa albo villanus, który przechodzić mógł na własność innych, tak samo jak ziemia, którą uprawiał, a którego wolno było schwytać i przyprowadzić z powrotem, gdy usiłował uciec, tak samo jak zbłąkanego wołu lub owcę. Prawna jego nazwa nativus albo neyf, którą znalazłem jedynie w Brytanii zdaje się wskazywać, iż należy on z pochodzenia do rasy tubylczej do pierwotnych posiadaczy gruntu... w rejestrze Dunfermeline'u istnieją liczne „genealogie” albo księgi rodowodowe, pozwalające panu wyśledzić cały jakiś szczep jego sług z danego potomka i zażądać powrotu tegoż szczepu. Zauważyć można, że większość ich ma imiona celtyckie”.

Jasnym jest tedy, że podbitą ziemię, która byłaby nieużyteczną bez rolników, pozostawiano w rękach początkowych ich uprawiaczy, gdyż nic się nie zyskiwało przez osadzanie nowych na ich miejscu nawet wówczas, gdy odpowiednią liczbę nowych posiadano. stąd też stało się interesem zdobywcy przytwierdzić do roli każdego z początkowych uprawiaczy, z drugiej zaś strony w interesie jego było również pozostawienie mu takiej ilości płodów jego pracy, iżby mógł utrzymać siebie i wychować potomstwo; na koniec, w interesie pana było ochraniać go przed wszelką szkodą, mogącą go po zbawić zdolności do pracy.

Dla wykazania jak zasadniczą jest różnica pomiędzy niewolnictwem pierwotnego typu, oraz więzami pańszczyzny, dość będzie powiedzieć tutaj, że, podczas kiedy pierwsze może istnieć i istnieje wśród plemion dzikich i pasterskich, to druga staje się możliwą dopiero po osiągnięciu stadiów rolnictwa, tylko wtedy bowiem mogą się zdarzać ryczałtowe przyłączania jednej społeczności przez drugą i tylko wtedy może być mowa o jakimś przytwierdzaniu do roli.

§ 458. Zespoleni ze sobą ludzie, żyjący z łowiectwa, dla których zajmowana przez nich przestrzeń o tyle tylko posiada wartość, o ile jest siedliskiem zwierzyny, nie mogą posiadać prawie nic więcej ponad udział w użytkowaniu z owej zajmowanej przestrzeni: takie władanie nią musi być władaniem zbiorowym. Rzecz naturalna przeto, że z początku wszyscy mężczyźni dojrzali, będący zarazem myśliwcami i wojownikami, są wspólnymi posiadaczami niepodzielonej ziemi i razem stawiają opór plenieniom innym, które by na nią wtargnąć chciały. Jakkolwiek we wcześniejszym życiu pasterskim, szczególnie kiedy niepłodność okolicy zmusza do wielkiego rozpraszania się, niema żadnej określonej własności szlaków, po których się koczuje, to jednak, jak o tym świadczą spory o pastwiska pomiędzy pasterzami Abrahama i Lota, poczynają już tu objawiać się pewne uroszczenia do użytkowania wyłącznego; na koniec, w późniejszym życiu na wpół pasterskim, jak np. wśród starożytnych Germanów, wędrówki każdej gromady odbywają się w pewnych zakreślonych granicach.

O faktach powyższych, wspominam tutaj, dla wykazania początkowej już tożsamości klasy wojowniczej, oraz klasy władającej ziemią. Kiedy bowiem grupa należy do tych, które żyją z łowów, albo do takich, co trudnią się chowem bydła, wówczas niewolnicy, jakich posiadają ich członkowie całkiem pozbawionymi są własności rolnej: ludzie wolni, będący zarazem ludźmi walczącymi, stają się naturalnie właścicielami ich ziemi. Związek ten w postaciach rozmaicie zmienionych trwa przez czas długi; jakoż, nie może być prawie inaczej. Ponieważ rola w osiadłościach najdawniejszych jest jedynym prawie źródłem bogactwa, przeto zdarza się nieuchronnie, że w czasie kiedy zasada, iż siła jest prawem, pozostaje w całej swej mocy, władza osobista oraz posiadanie ziemi ukazują się społem. stąd to pochodzi ten fakt, że tam, gdzie rola, nie należąc już do całego społeczeństwa, rozdrobnioną zostaje pomiędzy składowe gminy wioskowe albo rodziny, albo też pomiędzy jednostki, tam posiadanie jej ukazuje się zwykle społem obok prawa noszenia oręża. W starożytnym Egipcie „każdy żołnierz był posiadaczem ziemskim”— „posiadał kawałek roli wynoszący około sześciu akrów”. W Grecji najeźdźcy helleńscy, wydarłszy ziemię jej posiadaczom pierwotnym, połączyli służbę wojskową z władaniem ziemią. Nadto, w Rzymie „każdy wolny posiadacz ziemi, poczynając od 17 aż do 60 roku jego życia, obowiązany był do służby... tak, że nawet wyzwoleniec musiał służyć, gdy przypadkiem wyjątkowym doszedł do posiadania własności rolnej”. Podobnie też działo się w dawnej społeczności teutońskiej Obok wojowników z zawodu, wojsko jej zawierało w sobie „masę ludzi wolnych, ugrupowanych podług rodzin, a walczących za domostwo swoje i ogniska”. Tacy ludzie wolni albo markmani władali ziemią po części wspólnie, po części zaś jako posiadacze osobiści. Albo jeszcze, oto jak się mówi, o tych samych urządzeniach wśród dawnych Anglików: „zajmowanie przez nich ziemi w charakterze cognationes było wynikiem ich zaciągania się do wojska, gdzie każdy z krewniaków wstępował pod rozkazy oficera swego własnego szczepu i wyboru”; tak ścisłą zaś była owa zależność, że szlachcic tracił swą posiadłość gdy pokpił sprawę w bitwie.

Obok owego początkowego związku pomiędzy wojowaniem a posiadaniem roli, związku, który drogą naturalną wyłania się z tego, iż ludzie, posiadający ziemię i zajmujący ją bądź pojedynczo bądź zbiorowo, uczuwają wspólny interes w bronieniu jej przed zaborcami, ukazuje się później inna jeszcze spójnia. Ponieważ wraz z powodzeniem spraw wojennych postępuje również ewolucja społeczna, nadająca głównemu władcy większą potęgę, przeto staje się zwyczajem jego, iż wybitniejszych żołnierzy swoich nagradza donacjami rolnymi Dawniejsi królowie egipscy „nadawali wybitnym urzędnikom wojskowym” części dóbr koronnych. Kiedy barbarzyńców poczęto zaciągać do wojska rzymskiego, „płacono im również przez wyznaczanie kawałków gruntu, a to zgodnie ze zwyczajem, jaki panował w wojskach cesarskich. Ziemie te oddawano im na własność pod warunkiem, że syn będzie tak samo żołnierzem, jak i ojciec”. na koniec, powszechnie znaną jest prawdą, że zwyczaje pokrewne pospolitymi były przez cały okres feudalny: taką istotnie była konstytucja dzierżaw lenniczych, a niezdolność noszenia oręża, była właśnie przyczyną wykluczenia kobiet od spadków. Aby uwydatnić charakter ustanowionego w ten sposób stosunku, wystarczy zaznaczyć tutaj ten fakt, że „Wilhelm Zdobywca... rozdzielił królestwo swoje mniej więcej na 60 tysięcy cząstek prawie równej wartości (już to pozostawionych w ręku posiadaczy uprzednich, już wreszcie oddanych jego przybocznym, jako właścicielom albo suzerainom), z których każda obowiązana była dostarczać jednego żołnierza; dalej zaś, zaznaczymy fakt, że jedno z jego praw wymagało, aby wszyscy posiadacze ziemscy „przysięgli, że stają się wasalami czyli dzierżawcami” oraz, że będą „bronić ziem swego pana i tytułu, jak również jego osoby” przez „służbę żołnierską pieszą albo konną”.

O tym, że ów pierwotny stosunek pomiędzy wojowniczością a władaniem ziemią trwał jeszcze długo, przekonywamy się z herbów rodzin szlacheckich oraz z familijnych portretów przodków, którzy najczęściej przedstawiani są w stroju wojskowym.

§ 459. Skoro rzecz rozpoczęła się od tego, iż naprzód była klasa wojowników czyli ludzi noszących zbroję, którzy w społecznościach pierwotnych byli zarazem posiadaczami ziemi, władając nią bądź zbiorowo, bądź osobiście, bądź też po części jednym po części drugim sposobem, tedy powstaje pytanie, w jaki sposób klasa ta zróżniczkowała się na szlachtę oraz ludzi wolnych? Odpowiedzią najogólniejszą będzie tu naturalnie taka, że skoro stan jednorodności jest nieuchronnie niestałym, tedy czas sprowadzić musi nieodzownie pewne nierówności stanowisk pomiędzy tymi, których stanowiska pierwotne były równe. Przed dosięgnięciem stanu połowicznej cywilizacji zróżniczkowanie nie może być stanowczym; niemożliwym jest bowiem wówczas nagromadzanie się bogactw, zaś prawa rodowodowe nie sprzyjają utrzymaniu takich nawet zbiorów, jakie są możliwymi. Ale w społeczności pasterskiej, a jeszcze bardziej w rolniczej, szczególnie po ustanowieniu rodowodu w linii męskiej, poczyna w grę wchodzić kilka przyczyn zróżniczkowania. Pierwszą jest różnica pomiędzy dalszymi krewnymi, a głową rodziny. Rzecz jasna, że z biegiem pokoleń młodsi potomkowie młodszych coraz dalej spokrewnionymi są z najstarszym potomkiem najstarszego; wypływa zaś stąd pewna niższość społeczna. Tak samo jak obowiązek krwawej zemsty za zamordowanego członka rodziny nie sięga po za pewien stopień pokrewieństwa (w dawnej Francji nie przekraczał stopnia siódmego), tak też i samo odróżnianie stopni nie sięgało dalej. Z tej samej przyczyny wypływała też pewna niższość pod względem własnościowym. Dziedziczenie przez najstarszego z pokolenia na pokolenie sprowadza ten skutek, że ci, co są najdalej spokrewnionymi z głową grupy, są też zarazem najbiedniejsi. Dalej, czynnikom owym współdziała tutaj inny, z nich wypływający, a mianowicie większa władza, jaką nadaje większe bogactwo. Kiedy bowiem powstaną spory wśród plemienia, bogatsi są właśnie tymi, którzy, dzięki lepszym środkom obrony oraz większej łatwości opłacania sprzymierzeńców, mają naturalną przewagę nad biedniejszymi. W fakcie, przytoczonym przez Sir Henryka Maine'a, znajdujemy dowód, iż jest to przyczyna potężna. „Twórcy jednej części naszej współczesnej arystokracji europejskiej, Duńczycy, byli, jak wiadomo, początkowo wieśniakami, którzy obwarowywali swe domy w czasie śmiertelnych zapasów wioskowych, później zaś wyzyskiwali tę przewagę”. Takie wywyższenie stanowiska, raz się ukazawszy, potęguje się inną jeszcze drogą. Już w rozdziale ostatnim widzieliśmy, że społeczności powiększają się w pewnym stopniu, dzięki przybywaniu zbiegów ze społeczności innych — niekiedy przestępców, niekiedy zaś jednostek uciskanych. Podczas kiedy w takich miejscowościach, gdzie podobni zbiegowie należą do ras wyższych, stają się oni często władcami (jak np. wśród wielu górskich plemion Indii, których Radżowie są pochodzenia Hinduskiego), to znowu w wypadkach kiedy są tej samej rasy i nie mogą; tego uczynić, przystają oni do władniejszych jednostek swego nowoprzybranego plemienia. Niekiedy oddają wolność za ochronę; mężczyzna robi się niewolnikiem, krusząc włócznię w obecności tego, kogo wybrał sobie za pana, jak to np. bywa wśród Afrykańczyków wschodnich, albo też zadając sobie jakieś małe kalectwo, jak robią Fellahowie. W Rzymie starożytnym klasa półniewolnicza, odróżniana pod nazwą klientów, powstała była właśnie drogą takiego dobrowolnego przyjmowania poddaństwa w zamian za ochronę. Ale w wypadkach, kiedy pomoc jego może być pożyteczną na wojnie, zbieg ofiaruje się na wojownika w zamian za utrzymanie i przytułek. Wobec innych warunków równych, wybiera on sobie na pana kogoś takiego, co się odznacza potęgą i mieniem, a w ten sposób jednostce już panującej daje możność jeszcze większej przewagi. Tacy podwładni zbrojni, nie mając, jako ludzie obcy, żadnych uroszczeń do gruntów danej grupy, a łącząc się z przełożonym swym więzami hołdownictwa, stanowiskiem swym odpowiadają owym comites, jakich znajdujemy w starożytnych gminach niemieckich, a jakich przykładem mogą być również staroangielscy „huscarlas”, którymi otaczała się szlachta. Nadto, widocznym jest, że przybocznicy tego rodzaju, mając interesy wspólne ze swym protektorem, oraz nie mając żadnych wspólnych interesów z pozostałymi członkami gminy, stają się w jego ręku narzędziem przywłaszczania praw innych oraz wywyższania go kosztem ucisku społecznego.

Powoli przeciwstawność ta się wzmacnia. Obok takich, co dobrowolnie uczynili się niewolnikami człowieka wybitniejszego, popadają jeszcze w niewolę inni bądź podczas wojen, toczonych współcześnie, bądź przegrywając siebie jako stawkę, bądź też w drodze kupna, za sprawą występku albo za długi. Z konieczności też posiadanie wielu niewolników, towarzyszące bogactwu i sile, dąży w dalszym ciągu do spotęgowania tak siły jak i bogactwa tudzież do wyraźniejszego jeszcze oddzielenia stanowisk wyższych od niższych.

na koniec, niżej stojący ludzie wolni, widzą się tak dalece na łasce owej wyższej jednostki wolnej albo szlachcica i jej zbrojnych stronników pochodzenia obcego, iż z konieczności, dla własnego bezpieczeństwa, uczynić się muszą również jej stronnikami; stosunek zaś tej zależności zrazu dobrowolny, powoli staje się coraz bardziej przymusowym. „Człowiek wolny może wybierać sobie pana, może określić słowami do kogo przystanie; ale pana musi mieć koniecznie, pana, który by zarazem był protektorem jego i osłoną”.

§ 460. Pewne wpływy współrzędne sprowadzają również duchową i cielesną różnicę pomiędzy tymi członkami gminy, którzy dosięgli stanowisk wyższych oraz tymi, co pozostali na niższych stanowiskach. Niepodobieństwo położenia, raz się ukazawszy, prowadzi do niepodobieństwa w rodzajach życia, to zaś ostatnie, powodując pewne zmiany układu, jeszcze trudniejszą czyni do usunięcia różnicę położeń.

Naprzód, ukazuje się różnica sposobów jadania oraz jej skutki. W pospolitym wśród plemion pierwotnych zwyczaju pozostawiania kobietom jedynie możności utrzymywania się kosztem resztek posiłku mężczyzn, oraz w towarzyszącej mu praktyce zakazywania młodzieży niektórych rodzajów wyborowego jadła, spożywanego przez ludzi starszych, widzimy przykład nieuchronnej skłonności silniejszego do żywienia się kosztem słabszych; kiedy zaś powstaną podziały klasowe, to zwykłym ich wynikiem bywa lepsze żywienie się klasy wyższej od niższej. Forster robi uwagę, że na wyspach Towarzyskich niższe klasy często cierpią brak żywności, co nie dotyka nigdy klas wyższych. Na wyspach Towarzyskich mięso zwierząt miejscowych jadane bywa głównie przez wodzów. O ludożerstwie wśród Fidżijan Seeman powiada: „ludowi prostemu całej tej grupy oraz kobietom zwyczaj zakazywał tego”. Przykłady te wykazują dowodnie przeciwieństwo, powstające wszędzie pomiędzy sposobem żywienia się garstki rządzących oraz tłumów poddanych. Rzecz jasna, że wskutek takich różnic w odżywianiu się oraz towarzyszących im różnie ubioru, pomieszkania i natężenia energii, ukazują się ostatecznie różnice cielesne. O Fidżijanach czytamy, że „wodzowie ich są rośli, dobrze zbudowani, muskularni, gdy tymczasem jednostki z warstw niższych odznaczają się szczupłością, która wynika z mozolnej pracy oraz skąpego pożywienia”. Wodzowie z wysp Sandwich „są rośli i silni, powierzchowność zaś ich jest o tyle wyższą od powierzchowności jednostek z gminu, iż mógłby ktoś pomyśleć, że są oni ludźmi innej rasy”. Ellis, stwierdzając zdanie Cook'a, powiada o Tahityjczykach, iż wodzowie są „prawie bez wyjątku o tyle wyższymi... od chłopstwa pod względem siły fizycznej, jak i pod względem stanowiska oraz położenia”; na koniec, Erskine zaznacza podobne przeciwieństwo pośród Tongańczyków. O tym, że podobnie też można powiedzieć o rasach afrykańskich, wywnioskować możemy z uwagi Reade'a, że „kobieta z klasy panującej wysoka jest i wytworna, płeć ma gładką i przezroczystą, piękność jej odznacza się pewnym stylem i długowiecznością. Dziewczyna z klas średnich, tak często ładna, bywa jeszcze częściej niska i niezgrabna i rychło starzeje się; gdy tymczasem jeżeli zstąpicie do klas niższych, to znajdziecie, iż dobre wyglądanie spotyka się tam rzadko, postać zaś bywa zwykle kanciasta, wynędzniała, niekiedy nawet potworna” (1). Jednocześnie też pomiędzy rządzącymi a rządzonymi ukazują, się różnice w sprawności i biegłości fizycznej, Oddając się, jak to bywa najczęściej wśród klas wyższych, polowaniu albo łowom nabywają oni przez długie lata wprawy, prowadzącej ich do rozmaitych cech wyższości fizycznej; gdy, przeciwnie, jednostki oddane rolnictwu, dźwiganiu ciężarów, oraz innym mozołom, tracą częściowo na przyrodzonej swej zręczności i zwinności. W ten sposób przewaga jednej klasy nad drugą staje się znowu łatwiejszą.

na koniec, istnieją też odpowiednie cechy duchowe, będące następstwem codziennego wykonywania władzy oraz codziennego jej ulegania. Ciągle powtarzające się wyobrażenia, uczucia i sposoby postępowania, darząc z jednej strony dziedziczną zdolnością rozkazywania, z drugiej zaś strony dziedziczną przydatnością do posłuszeństwa, sprowadzają ten wynik, iż z biegiem czasu powstaje z obu stron mniemanie, że istniejące stosunki klasowe są właśnie naturalnymi

§ 461. Objaśnienia poprzedzające, każąc domyślać się częstych wojen wśród społeczności osiadłych, tym samem też domyślać się kazały tworzenia się społeczeństw złożonych. Opisane więc tutaj podziały klasowe komplikują się nadto przez podziały dalsze, wynikające ze stosunków, jakie się utrwalają pomiędzy zwycięzcami a zwyciężonymi, których grupy posiadały już swój podział na klasy.

Wzmagające się różniczkowanie, jakie towarzyszy wzrostowi integracji, jasno można widzieć na przykładzie takich na wpół cywilizowanych społeczności, jaką przedstawiają np. wyspiarze z Sandwich. Spostrzegamy wśród nich podział następujący: 1) Król, królowa, rodzina królewska oraz doradca czyli pierwszy minister króla. 2) Wielkorządcy rozmaitych wysp odrębnych oraz przełożeni kilku większych dzielnic. Wielu z nich jest potomstwem tych, którzy byli królami odnośnych wysp za czasów Cook'a i aż do podboju Tamehamehy. 3) Wodzowie okręgów albo wiosek, płacący regularnie daninę za ziemię, którą uprawiają przy pomocy swych podwładnych albo dają ją w dzierżawę. Ta kategoria zawiera w sobie również dawnych książąt. 4) Klasy pracujące — ci co płacą czynsz za małe kawałki gruntu, pracują na roli za żywność i odzież, rzemieślnicy, muzycy i tancerze.

na koniec, jak się to spotyka gdzie indziej, owe klasy pracujące dzielą się jeszcze na rzemieślników, płacących podatki, pańszczyzniaków, przytwierdzonych do roli i niewolników. Przegląd odnośny wykazuje z dostateczną jasnością, że wodzowie najniżsi, niegdyś niezależni, spychanymi byli na stanowisko podrzędniejsze, gdy sąsiedni wodzowie podbijali ich, stając się miejscowymi królami oraz, że spychani bywali oni na stanowisko trzeciorzędne, wtedy kiedy ci króle miejscowi stawali się wodzami drugiego rzędu t. j. gdy za sprawą podboju utrwalało się jedno królestwo nad całą grupą. Inne społeczności, znajdujące się w pokrewnych stadiach rozwoju, ukazują nam również podziały pokrewne, które też podobnie należy tłumaczyć Wśród Nowozelandczyków istnieje sześć stopni; jest ich tyleż pośród Aszantyjów, pięć pośród Abisyńczyków; na koniec, inne mniej lub więcej złożone państwa afrykańskie przedstawiają też podziały podobne. Być może, iż starożytne Peru dostarcza nam najwyraźniejszego przykładu owego uwarstwiania się dostojeństw, jakie wynika z podbojów. W małych królestwach, skupianych przez zwycięskich Inków pozostawiano niekiedy nietkniętymi tak władcę jak i jego podwładnych; ale nad całym państwem rozpościerała się pewna wyższa organizacja zarządców Inków rozmaitego stopnia. O tym, że pokrewne przyczyny wywoływały też skutek pokrewny w dawnym Egipcie, wnioskować możemy z podań i zabytków, mówiących nam zarówno o walkach miejscowych, kończących się konsolidacją, jak i o podbojach przez rasy najezdnicze; z tego drogą naturalną mogły wyłaniać się liczne działy i podziały społeczności egipskiej: wniosek ten znajduje usprawiedliwienie w fakcie, że już za panowania rzymian odbyła się tam ponowna komplikacja przez narzucenie warstwy rzymskich sił rządzących ponad warstwą sił rządzących miejscowych. Pomijając inne przykłady starożytne, a przechodząc do bardziej znanego Anglikom faktu ich własnej ojczyzny, możemy zaznaczyć jak z drużyny zdobywczego Normandczyka powstały dwa stopnie większych i mniejszych baronów, otrzymujących ziemię wprost od króla, gdy tymczasem dawni angielscy thanes (wielkorządcy) zepchnięci zostali na stanowisko półfeudałów. Rzecz jasna, że tam, gdzie ustawiczne wojny powodują naprzód małe skupienia, później zaś większe, później wywołują ich rozkład a potem skupianie się ponowne, wreszcie zespalanie się skupień, iż wynikiem takiej sprawy muszą być podziały bardzo liczne. W królestwach Merowingów istnieli niewolnicy pochodzenia siedmiorakiego; pańszczyźniacy więcej niż jednego stopnia; wyzwoleńcy — którzy, jakkolwiek byli wyzwolonymi, nie dorównywali jednak ludziom całkowicie wolnym; na koniec, były jeszcze dwie inne klasy ludzi, znaczących mniej niż wolni: litenów i colonów. Z pomiędzy klas wolnych miano tam trzy klasy posiadaczy ziemskich niezależnych; ludzi wolnych, znajdujących się w szczególnych stosunkach do króla a którzy znowu byli rodzaju trojakiego.

Tutaj wreszcie, zauważywszy jak w owych przykładach rozmaitych większa integracja polityczna umożliwia wielkie zróżniczkowanie polityczne, możemy również zauważyć, że w stadiach wcześniejszych, kiedy spoistość społeczna słabą jest, większe zróżniczkowanie polityczne umożliwia większą polityczną integrację . Im większą będzie bowiem niespójna jeszcze masa, którą utrzymać potrzeba w skupieniu, tym liczniejszymi być muszą hierarchicznie uporządkowane czynniki, w skupieniu takim ją utrzymujące.

§ 462. Zróżniczkowania polityczne, biorące początek z wojowniczości, a zdobywające z biegiem czasu taką określoność, iż pomieszanie dostojeństw przez małżeństwo uważa się za zbrodnię, w stadiach późniejszych, w innych warunkach natrafiają na zawady, przeszkody i ulegają skrępowaniu albo też częściowej lub całkowitej zagładzie.

Tam, gdzie przez ciąg długich wieków i w stopniu rozmaitym wojna wytwarzała skupienia i sprowadzała dysolucję , tam ustawiczne rozrywanie i zadzierzgiwanie na nowo więzów społecznych zaciemnia początkowe podziały, utrwalające się w sposób, opisany wyżej: przykładem może tu być stan rzeczy, istniejący w wymienionych przed chwilą królestwach Merowingów. na koniec, tam, gdzie zamiast podboju ze strony jakiejś sąsiedniej społeczności pokrewnej, która pozostawia zwykle nietkniętymi społeczne stanowisko i mienie podbitych, spostrzeżemy bardziej barbarzyński podbój przez rasy obce, tam stopnie pierwotne mogą faktycznie ulec zupełnymi zanikowi, na ich zaś miejscu mogą ukazać się dostojeństwa nowe — całkowicie z ramienia despotycznego zdobywcy. W tych częściach Wschodu, gdzie od czasów najdawniejszych zdarzały się podobne najazdy rasy przez rasę, widzimy właśnie ziszczanie się takiego stanu rzeczy. Nie masz tam zgoła albo prawie godności dziedzicznych; jedynym zaś dostojeństwem jest to, jakie wypływa ze stanowiska urzędowego. Oprócz rozmaitych stopni mianowanych urzędników państwowych, niema tam żadnych klasowych różnic, które by posiadały znaczenie polityczne.

Dążność do podporządkowania dostojeństw pierwotnych oraz stawiania na ich miejsce nowych miewa inną jeszcze przyczynę: towarzyszy ona postępom konsolidacji politycznej. Za przykład może też posłużyć zmiana, jaka się dokonała w Chinach. Gutzlaff powiada: „jedynym tytułem później (po upadku systemu feudalnego) bywał tytuł, nadawany jako nagroda przez władcę... wyniośli zaś i potężni możnowładcy innych krajów są tutaj zależnymi i ubogimi sługami korony... rewolucyjną zasadę zrównania wszystkich klas zastosowano w Chinach w zakresie bardzo znacznym... wprowadzono ją na korzyść władcy, aby powagę jego uczynić najwyższą”.

Nie trudno jest dojrzeć przyczynę takiej zmiany. Naprzód ujarzmieni rządcy miejscowi, tracąc coraz bardziej, w miarę postępu integracji, władzę swą, tym samem coraz bardziej tracą swoje istotne, jeżeli nie nominalne dostojeństwo. Przechodzą oni z położenia władców lennych w położenie poddanych. Istotnie, zazdrość ze strony monarchy przyśpiesza niekiedy stanowcze ich odsunięcie od stanowisk wpływowych; tak było np. we Francji, gdzie: „Ludwik XIV systematycznie usuwał szlachtę od obowiązków ministerialnych” W ten sposób wyróżnienie ich zmniejsza się dalej pod wpływem współzawodnictwa dostojników, wytworzonych przez władzę państwową. Zamiast tytułów, odziedziczanych przez posiadających ziemię wodzów wojskowych, które były opisową nazwą atrybucji ich oraz stanowisk, ukazują się teraz tytuły, nadawane przez władcę. Niektóre z klas, w ten sposób ustanawianych, są jeszcze pochodzenia wojskowego. Taką była np. klasa rycerzy, których pasowano na polu bitwy, niekiedy w wielkiej liczbie przed bitwą, jak przy Agincourt, gdzie ich stworzono w ten sposób pięciuset, niekiedy zaś po bitwie w nagrodę męstwa. Inne klasy wyłaniają się z wykonywania czynności państwowych różnego stopnia; tak było we Francji, gdzie w wieku XVII nadawano szlachectwo dziedziczne urzędnikom Wielkiej Rady oraz urzędnikom kancelarii przybocznej (chamber of accounts). Nadto zawód prawniczy dawał również początek tytułom zaszczytnym. We Francji w r. 1607, nadawano szlachectwo doktorom, regensom i profesorom; zaś „sądy wyższe otrzymały w r. 1644 przywileje szlacheckie pierwszego stopnia”. W ten sposób, jak zauważył Warnkönig, „pierwotne pojęcie szlachty tak się z biegiem czasu rozszerzyło, że niepodobna już rozpoznać jego początkowego stosunku do posiadania lenności, cała zaś instytucja zdaje się być zmienioną.” Przykłady powyższe, obok innych pokrewnych im, jakich dostarcza zarówno Anglia jak i inne kraje Europy, wskazują nam zarówno skażenie pierwotnych podziałów klasowych oraz różnicę nowych podziałów, polegającą na tym, iż nie są one umiejscowionymi. Są to pokłady, przebiegające przez całe zintegrowane społeczeństwo, z tych zaś wiele nie ma żadnego związku z ziemią ani też nie łączy się ściślej z jakąś jedną miejscowością, niż z drugą. Prawda, że z pomiędzy tytułów, nadawanych sztucznie, wyższe pochodziły zwykle od nazwy okręgów albo miast: naśladowały one w ten sposób, lecz tylko naśladowały, dawne tytuły feudalne, wyrażające istotne panowanie nad danymi ziemiami. Jednakże, inne tytuły nowe, które powstały wraz z rozrostem funkcji politycznych, sądowych oraz innych, nie mają już nawet nominalnego związku z miejscowościami. Zmiana ta drogą naturalną towarzyszyć musi coraz większemu integrowaniu się części na całość oraz postępom organizacji całości z pominięciem granic pomiędzy jej częściami.

Na osłabienie owych pierwotnych podziałów politycznych, wylęgłych z wojowniczości, wpływa jeszcze bardziej rosnący industrializm. Działa on dwojako: naprzód stwarzając klasę, która ma siłę, płynącą ze źródła innego niźli posiadanie ziemi albo stanowisko urzędowe, po wtóre zaś, rodząc wyobrażenia i uczucia — niezgodne z dawnymi uroszczeniami klasowej wyższości. Jak żeśmy już widzieli, dostojeństwo i bogactwo w początkach są ze sobą zwykle zespolone. Istniejące ludy nieucywilizowane uwydatniają przed nami dotychczas ten stosunek. Wódz kraju wśród Hotentotów Koranna jest „zazwyczaj osobą największej zamożności”. W języku Bechuanów „wyraz kosi... posiada znaczenie dwojakie: wodza albo bogacza”. Odrobina władzy jaką posiada wódz Czinuków: „wspiera się na bogactwach, złożonych z żon, dzieci, niewolników, statków i muszli”. Nieokrzesane ludy Europy, jak np. Albańczycy, dostarczają również faktów pokrewnych: przełożeni ich gmin „sont en géneral les gens les plus riches”. Istotnie, oczywistym jest, że przed rozwinięciem się handlu i dopóki jeszcze samo tylko posiadanie ziemi było źródłem zamożności, panowanie i dobra ziemskie wiązały się ze sobą bezpośrednio; to też, jak zauważył Sir Henryk Maine, „przeciwieństwo, zaznaczane zwykle pomiędzy urodzeniem a bogactwem, zwłaszcza zaś bogactwem innym, niż własność ziemska, jest pochodzenia całkiem nowego”. Kiedy jednak, wraz z rozwinięciem się przemysłu już do tego stopnia, że transakcje hurtowe przynoszą zysk wielki, ukazują się kupcy, dorównywający bogactwem swym albo przewyższający wielu z pomiędzy szlachty ziemiańskiej, i kiedy, narzuciwszy pewne zobowiązania pieniężne królom i szlachcie, kupcy owi uzyskają wpływ społeczny, wówczas następuje niekiedy usunięcie przegród, istniejących pomiędzy nimi, a klasami utytułowanymi We Francji sprawa ta rozpoczęła się już w roku 1271, kiedy wydano dekret, uszlachcający Raoula — złotnika: „pierwszy dekret nadający szlachectwo osobiste” we Francji. Precedens taki, raz się ukazawszy, znajduje później następców coraz częstszych; niekiedy zaś pod naciskiem potrzeb finansowych urasta zwyczaj bądź jawnego bądź też upozorowanego sprzedawania tytułów. We Francji w r. 1702 król uszlachcił 200 osób po 3,000 liwrów, w r. 1706 — 500 osób po 6,000 liwrów za głowę. na koniec, spowodowane w ten sposób rozpadanie się podziałów politycznych, znajduje nadto poparcie w owym duchu równości, płynącym z życia przemysłowego. W miarę tego, jak ludzie przyzwyczajają się dochodzić wymagań własnych, szanując zarazem wymagania innych, co właśnie czynią w każdym akcie wymiany, bądź wymiany towarów, bądź też usług lub pracy na pieniądze, wytwarza się pewien nastrój duchowy, niezgodny z tym, jaki towarzyszy poddańczości; zaś w miarę dokonywania się tej sprawy, wyróżnienia polityczne, każące domyślać się poddaństwa, tracą coraz bardziej na owym szacunku, jaki nadawał im siłę.

§ 463. Wyróżnienia klasowe, przeto, sięgają wstecz aż do początków życia społecznego. Pominąwszy owe małe skupienia wędrowne, tak dalece niespójne, że stosunek ich części składowych do siebie i do środowiska ciągle się zmienia, ujrzymy, że wszędzie, gdzie istnieje jaka taka spoistość, oraz jaka taka trwałość stosunków pomiędzy częściami, poczynają ukazywać się podziały polityczne. Względna wyższość siły, sprowadziwszy naprzód zróżniczkowanie w domu, później zaś w społeczeństwie pomiędzy działalnością obu płci, a następnie ich położeniem, w dalszym ciągu różniczkuje znów mężczyzn, pozwalając im zdobywać jeńców: powstaje klasa panów i klasa niewolników.

Tam, gdzie ludzie prowadzą w dalszym ciągu życie koczownicze, poszukując żywności dzikiej bądź dla siebie, bądź dla swego bydła, tam wytworzone z nich grupy nie mogą z wojny osiągnąć nic więcej nad wzajemne osobowe przywłaszczanie jednych osobników przez drugie; ale gdzie przeszli już do stanu rolniczego czyli osiadłego, tam możliwym się staje dla jednej społeczności całkowite przywłaszczenie innej wraz z zajmowanym przez nią terytorium Gdy to się zdarzy, powstają nowe podziały klasowe. nie tylko zwierzchnicy społeczności podbitej i płacącej daninę popadają w poddaństwo, ale cała jej ludność przechodzi w stan taki, że, mieszkając, jak dawniej, na swej roli, oddaje ona jednak, za pośrednictwem swych wodzów, część plonu zdobywcom: w tym sposób zarysowuje się już to, co się z czasem stać może klasą pańszczyźnianą

Od początku już klasa wojownicza, będąc z siły swego oręża, klasą panującą, staje się również tą, w której posiadaniu są źródła żywności — rola. W ciągu okresów łowiectwa i pasterstwa wojownicy danej grupy władają ziemią społem. Gdy przejdą do stanu osiadłego, władanie ich, po części zbiorowe, po części staje się już osobistym, a to rozmaitymi drogami; ostatecznie zaś bywa prawie całkowicie osobistym. Ale w ciągu długich okresów ewolucji społecznej władanie ziemią oraz wojowniczość są jeszcze ze sobą zespolone.

Różniczkowanie się klasowe, którego przyczyną czynną jest wojowniczość, znajduje później poparcie w ustanowieniu określonego rodowodu, szczególnie zaś rodowodu męskiego, oraz w ustawicznym przekazywaniu mienia i stanowiska najstarszemu synowi najstarszego. Prowadzi to do nierówności stanowisk i mienia wśród bliższych i dalszych krewnych; nierówności zaś takie, raz się ukazawszy, rosną coraz bardziej, gdyż dzięki im wyższy zdobywa większe środki utrzymania swej własności, a to przez nagromadzenie większej liczby narzędzi napadu i obrony.

Jednocześnie ze wzrostem takiego zróżniczkowania ukazują się jeszcze inne, a to pod wpływem imigracji zbiegów, przystających do najpotężniejszego członka grupy — już to jako podwładni pracownicy, już w charakterze świty zbrojnej, tworzącej klasę, związaną z ową jednostką panującą, lecz nie związaną z rolą. Skoro zaś w skupieniu takich grup zbiegowie gromadzą się zwykle najliczniej w grupie najsilniejszej, stając się stronnikami jej zwierzchnika, więc bywają oni narzędziem, przyśpieszającym późniejsze owe scałkowania i zróżniczkowania, do jakich doprowadzają podboje.

Nierówności stanowiska społecznego, sprowadzając różnicę zasobów i rodzajów pożywienia, odzieży oraz mieszkania, dążą do wywołania różnic fizycznych na korzyść jednostek rządzących, zaś na niekorzyść rządzonych. na koniec, oprócz fizycznych różnic wytwarzają się za sprawą odmiennych sposobów życia różnice duchowe, tak umysłowe jak i emocjonalne, potęgujące ogólne przeciwieństwo przyrody.

Kiedy się zdarzy podbój, wytwarzający społeczeństwa złożone oraz podwójnie złożone wówczas następuje nowe uwarstwienie dostojeństw. Ogólnym zaś tego wynikiem jest to, że, podczas kiedy dostojeństwa społeczności zdobywczych stają się względnie wyższymi od tych, jakie były dawniej, to znowu dostojeństwa podbitej społeczności stają się względnie niższymi

Na pogmatwanie i zaciemnienie działów klasowych, wytworzonych w ten sposób w ciągu wcześniejszych stadiów wojowniczości, wpływa konsolidowanie się wielu mniejszych społeczeństw w jedno wielkie. Urzędy, wiążące się z organizacją miejscową, ustępują powoli przed urzędami ogólnej organizacji. Zamiast takich jednostek rządzących, jakie, będąc bezpośrednimi lub pośrednimi zastępcami władzy wyższej, były zarazem wojskowymi posiadaczami rządzonych przez siebie działów, ukazują się rządzące jednostki inne, które mniej lub więcej wyraźnie tworzą warstwę, przebiegającą przez całe społeczeństwo i są współobjawem rozwiniętej organizacji politycznej.

Najgłówniej jednak zaznaczyć tu mamy, że podczas kiedy ewolucja polityczna wielkich skupień społecznych dąży do zniesienia takich podziałów godności, jakie powyrastały w małych składowych skupieniach społecznych, a to przez zastąpienie ich podziałami innymi, to znowu na usuwanie owych dostojeństw pierwotnych jeszcze silniej wpływa rozwój przemysłowości. Wytwarzając bogactwo, już nie związane z dostojeństwem, rozwój ten daje początek pewnej potędze współzawodniczej; jednocześnie, zaś ustanawiając równość obywateli wobec prawa pod względem transakcji handlowych, osłabia on owe podziały, które na początku były wyrazem właśnie nierówności stanowisk w obliczu prawa.

Ku poparciu wszystkich tych wyjaśnień mogę dodać, iż zgadzają się one z podanym już wyżej tłumaczeniem instytucyj obrzędowych. Kiedy pobity nieprzyjaciel ujęty stanie się niewolnikiem i podlegnie kalectwu z powodu wzięcia trofeum z jego ciała, wówczas widzimy początek zarówno najgłębszej różnicy politycznej, jak też i ceremonii, która ją cechuje; ze wzrostem zaś wojowniczości, powodującym wielokrotne zespalanie się grup społecznych, postępuje też rozwój owych politycznych różnic oraz cechujących je ceremonij. na koniec, tak samo, jak żeśmy widzieli, że wzrastająca przemysłowość zmniejsza rygor rządów ceremonii, tak tutaj widzimy, iż dąży ona do zniesienia owych podziałów klasowych, jakim początek daje wojowniczość, oraz do ustanowienia całkiem innych podziałów, wskazujących różnicę stanowisk, wynikłą z różnicy uzdolnień do rozmaitych czynności, jakich wymaga społeczność przemysłowa.


(1) W czasie pisania tej książki autor w świeżo wydanych „Transactions of the Antropological Institute” znalazł dowód, że nawet obecnie w Anglii jednostki z klas, poświęcających się zawodom wyzwolonym, roślejsze są i ważą więcej, niż jednostki z klas robotniczych.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009