Herbert Spencer

Instytucje obrzędowe

ADDENDA

Skaleczenia. W rozdziale III i załączonym tam przypisku, uzasadniono wniosek, że znaki naskórne (z wyjątkiem niektórych, wynikających z naśladowania ran, otrzymanych w bitwie) dzikich, poczynając od blizn i szram wielkich, aż do linij tatuacyjnych, biorą początek w szeroko upowszechnionym zwyczaju puszczania sobie krwi dla nieboszczyków na pogrzebie: ogółem biorąc, wymieniłem tu i owdzie 14 przykładów. Podaję tam też jeden przykład pouczający, wskazany przez Becqwourth'a, „który przez wiele lat mieszkał pomiędzy” Indianami z plemienia Wron (Crows). Opisując ceremonie z powodu śmierci głównego wodza, powiada on: „krew lała się strumieniami ze wszelkich możliwych części wszystkich tych, którym wiek pozwalał już zrozumieć ich stratę. Setki palców poobcinano; włosy, z głów wyrwane, leżały w obfitości na ścieżkach; jęki i skargi zewsząd oblegały ucho... Długi Włos obciął spory kawałek swej czupryny, czego, o ile wiadomo, nie robił nigdy przedtem. Krajanie i szarpanie ludzkiego mięsa przewyższało wszystko, com widział kiedykolwiek w tej mierze: palce obcinano z taką łatwością” jak gałązki drzewa, krew rozlewano jak wodę. Wielu z wojowników robiło sobie dwa cięcia przez całą prawie długość ramienia, potem zaś, oddzieliwszy na jednym końcu skórę od mięsa, drugą ręką oddzierali ją aż do karku. Inni wycinali rozmaite godła na piersiach i barkach, zdejmując skórę w taki sam sposób, tak aby rany po zabliźnieniu się mogły być ich ozdobą”. (H. C. Yarrow, Introduation to the Study of Mortuary Customs among the North American Indians, str. 90 — 91).

Tutaj nie tylko widzimy, że ofiarom z krwi towarzyszą ofiary z palców i włosów, z jakimi je też połączyłem (wszystkie bowiem 'te czyny pozostawiają po sobie pewną cechę, która staje się oznaką posłuszeństwa i poddańczości), ale nadto znajdujemy jasny dowód przeobrażania się ich w znaki ozdobne. Niektórzy z żałobników „wycinali rozmaite godła na piersiach i barkach”, oraz „zdzierali skórę, tak aby rany po zabliźnieniu się mogły być ich ozdobą”. Dr. Tylor, który, opisując moją metodę, jako opartą na wyprowadzaniu wszystkich zwyczajów ludzkich „z praw przyrody”, napomyka, iż paczy ona me wnioski, wyraził zdanie, że wszystkie oznaki naskórne są znakami pamiątkowymi, jeżeli już nie ozdobnymi świadomie. Czytelnik po zaznajomieniu się ze szkicem dra Tylora, osądzi, czy indukcyjna podstawa takiego wniosku szerszą jest od podstawy moich wywodów, oraz czy uwydatnia się tam wyższość jego metody.

Podarki. W § 376 wymieniono wiele faktów, prowadzących do wniosku, że handel nie począł się świadomie, jako taki, lecz że wziął początek w wymianie podarków, których wartość dzięki wymaganiom zwyczaju coraz bardziej się wyrównywała. Zwrócono już później moją uwagę na pewien przykład z Iliady, potwierdzający owo założenie — gdzie na znak przyjaźni odbywa się wymiana broni pomiędzy Glaukusem i Diomedem. „Mimo to jednak Zeus ogołocił Glaukusa z rozumu w tym, iż zamienił on z Diomedesem, synem Tydeusza, zbroję złotą na brązową, wartującą sto wołów — na taką, która miała wartość dziewięciu”.

Oczywistym jest, iż podług rozumienia Homera, wzajemnie dawane podarki powinny posiadać wartość mniej więcej równą; domyślać się też wolno, że wymaganiu temu pospolicie czyniono zadość. Rzecz jasna, że kiedy dar przejednawczy, ofiarowany zrazu bez nadziei uzyskania zapłaty, poczęto z biegiem czasu ofiarowywać z taką właśnie nadzieją, wówczas nieuchronnie powstać musiało targowanie się i handel.

Jasny tego przykład, wzięty od pierwotnego plemienia, dotąd jeszcze istniejącego, znajdujemy w opowiadaniu Mr. R. H. Man'a o Andamańczykach w Journal of the Antropological Institute, tom XI, str 285 — 6. Mówiąc o ludzie owym, iż „w obyczaju każdej rodziny jest to, że sama zaspakaja główne swoje potrzeby w postaci broni i żywności'', Mr. Man powiada, że „nie przywiązują oni wartości stałej do rozmaitych przedmiotów swego władania; rzadko też zdobywają lub sporządzają cośkolwiek w zamiarze prowadzenia tym handlu... Na transakcje owe (wymianę) lubią oni zapatrywać się jako na dawanie upominków; milcząco jednak uznaje się powszechnie, iż nie należy przyjmować podarku, dopóki się nie ofiaruje w zamian innego równej wartości; ponieważ zaś zdania ofiarodawcy i obdarowanego co do owej wartości mogą się w takich razach łatwo różnić, przeto kłótnia dość często bywa wynikiem owych operacyj”.

Fakty te, w połączeniu z faktami, podanymi w rozdziale IV, wykazują dowodnie, że dzicy (którzy nie wynajdują, nic, lecz nawet w robieniu narzędzi dochodzą do sporządzania takiego lub innego ich rodzaju drogą zmian nieznacznych) doszli nieświadomie, nie zaś rozmyślnie, do zwyczaju handlowania.

Mamy tu również pewien przykład, świadczący, że w ciągu społecznego rozwoju podarki są poprzednikami zapłaty stałej, czego w § 375 dowodziliśmy między innymi, za pomocą tego faktu, iż na wschodzie przybocznicy osób władnych utrzymują się głównie z upominków tych ludzi, którzy muszą, zjednywać względy władzy; przykład, o którym mowa, wykazuje nam, że sama osoba władna w podobny też sposób wynagradza, w razie potrzeby, swoich przybocznych. „Jeżeli chce zatrzymać przy sobie kogokolwiek z tych, którym dochód nie wystarcza na utrzymanie, wówczas sam daje im podarki albo dzięki swym wpływom dopomaga im w interesach, lecz nigdy nie płaci pensji” (Van Lennep, Bible Lands and Customs, II, 592).

Ostatni ten fakt, łącznie z innymi podobnymi mu, a wzmiankowanymi dawniej, każe domyślać się, że usługi płatne nie poczynają się bynajmniej jako takie: na razie świadczy się je bądź ze strachu, bądź z lojalności, bądź też dla uzyskania opieki; wszelkie zaś wynagrodzenie takich usług, po za obrębem opieki, nie jest uważanym jako równoważna zapłata, lecz jako oznaka pochwały albo też przychylności. Ten fakt, że wymiana usługi za zapłatę stałą rozwinęła się z owego zwyczaju, zgodny z tym jest i potwierdza wniosek, że wymiana towarów poczęła się również w sposób podobny.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009