Herbert Spencer

Instytucje obrzędowe

ROZDZIAŁ IX. GODŁA I UBIORY

§ 408. Poszukiwanie objaśnień raz jeszcze każe nam się cofnąć do zwycięstw, odnoszonych nad ludźmi albo nad zwierzętami. Godła pochodzą od trofeów, z którymi w czasach wcześniejszych są identyczne. Widzieliśmy, iż u Szoszonów wojownikowi wolno jest nosić łapę i szpony szarego niedźwiedzia, co stanowi ich „najwyższe oznaki chwały” — jedynie wtedy, gdy sam zabije już choć jednego: w ten sposób trofeum przeistacza się tutaj w uznaną odznakę zaszczytną. Widząc też zwyczaj podobny, nie możemy wątpić, że rogi bawołu, zdobiące głowę wodza Mandańczyków, a wskazujące jego godność, początkowo noszone były jako zdobycz myśliwska, którą się chlubił: każe to domyślać się pochodzenia godeł od trofeów, co nadaje też pewne znaczenie ubiorom głowy niektórych boskich i ludzkich istot., wśród ludów starożytnych.

Począwszy się jako odznaka osobista będąca naturalnym następstwem osobistej dzielności, jak np. lwia skóra, jaką przywdział Herkules, oraz trofea-godła, noszone zrazu przez wojowników, którzy wyższością swą zdobyli sobie zwierzchnictwo, dają z biegiem czasu początek godłom rodzinnym; te zaś znowu stają się godłem (oznaką) pewnego urzędowania, jeśli potomkowie zdołają zatrzymać przy sobie władzę. stąd też naturalnymi są te fakty, że w Ukini „ze skóry (lwa)... wyrabia się strój dla sułtana, gdyż inny nie śmiałby jej nosić”; że „płaszcz ze skóry lamparta jest oznaką dostojeństwa wśród Zulów”, oraz, że w Uganda niektórzy z przybocznych króla noszą: „przepaski ze skóry lamparta dokoła bioder swoich, jako oznakę krwi królewskiej. „

Rzecz naturalna, że kiedy skóra, lub inne części zabitych zwierząt, nabierają w ten sposób znaczenia godeł, to tak samo dzieje się z częściami zabitych ludzi. „Cziczimekowie obdzierają im (zwyciężonym nieprzyjaciołom) głowy i wdziewają skórę na głowy własne ze wszystkimi włosami, a w ten sposób noszą ją jako oznakę męstwa, aż dopóki nie rozpadnie się na kawałki”. Tutaj więc, skalp, świadczący o zwycięstwie wojownika, użytym jest do odznaczenia go, jako osobistości godnej szacunku. Podobnie też, kiedy Landa powiada o Yukatańczykach, że: „po zwycięstwie, wyrywali oni zabitemu nieprzyjacielowi kość szczękową, a oczyściwszy ją z mięsa, wdziewali ją na ramię”, możemy również rozpoznać powstawanie innego godła z innych trofeów. Jakkolwiek nie masz dowodów tego, ze szczęki stają się godłami, to jednak mamy wystarczające powody mniemać, że w roli takiej występują przedmioty, mające je reprezentować. Po wojnie Anglików z Aszantami, w której, jak żeśmy widzieli, szczęki brane były zazwyczaj jako trofea, przywożono do Anglii, obok innych osobliwości, małe modele szczęk zrobione ze złota, a używane ku ozdobie osobistej. na koniec, fakty, które przytoczymy poniżej, pozwalają mniemać, iż, będąc początkowo godłami noszonymi przez tych, którzy istotnie zdobyli szczękę na nieprzyjacielu, przybierały one później znaczenie ozdoby.

§ 409. Ludzie pobici nie tylko tracą czasem rozmaite części swego ciała, które stają się następnie trofeami, ale nieuchronnie tracą zawsze broń swoją, która również takiego samego nabierze znaczenia; tak działo się np. wśród Greków, tak też było znowu za czasów Karola Wielkiego, któremu przynoszono miecze wodzów pokonanych. Skoro zaś, jak żeśmy to widzieli, części ciała zwyciężonych wrogów, zarówno ludzkich jak i zwierzęcych, stawały się godłami, gdy je noszono później, tedy oczekiwać możemy, że broń zabitych nieprzyjaciół noszona przez zwycięzców, zdobędzie również znaczenie godeł.

Istnieją pośrednie, jeżeli nie bezpośrednie dowody tego, że miecze przeobrażają się w taki właśnie sposób z trofeów w godła. W Japonii „stałym probierzem (dostojeństwa) jest noszenie mieczów. Wyższe warstwy noszą po dwa... Przedstawiciele szóstego stopnia godności noszą po jednym... warstwom niższym noszenie miecza surowo jest zakazanym. „Ponieważ zaś zwyczaj tak niedogodny, jak noszenie zbytecznego miecza, nie utrwalił się chyba bez powodu, przeto wywnioskować można, że „człowiek o dwóch mieczach”, jak go tam nazywają, był początkowo tym, który, obok swego własnego miecza, nosił drugi wzięty na wrogu: w takim zaś wypadku to, co obecnie jest godłem, było niegdyś trofeum. Nawet wtedy, gdy się nie nosi obu mieczów, spostrzegamy, że ponieważ człowiek pobity zostaje rozbrojonym, przeto miecz zwycięzcy cechuje go jako pana, w przeciwstawieniu do rozbrojonego jako do niewolnika. stąd też pochodzi fakt, że w rozmaitych krajach miecz jest symbolem władzy. stąd i ten jeszcze fakt, że w czasach dawnych inwestytury książąt dokonywano w wielu razach, przypasując im miecze. stąd na koniec używanie miecza jako oznaki władzy sądowej. Oręż ten, każący domyślać się władzy i stanowiska, jest również oznaką zaszczytna, która na równi z innymi dążyła do upowszechnienia się; tak np: działo się aż dotąd w Japonii, gdzie ludzie pozbawieni miecza zdobywali sposobami pokątnymi przywilej noszenia go; tak samo też było we Francji, gdzie przed dwoma wiekami wymierzano jeszcze kary za nieprawne noszenie mieczów.

Włócznia jeszcze lepiej od miecza uwydatnia nam powstawanie godeł z trofeów. Podczas bowiem, kiedy miecz, stając się godłem, zachowuje swój kształt pierwotny, włócznia w takich wypadkach traci częściowo postać oręża. W formie swej nieprzeobrażonej jeszcze służy ona jako oznaka władzy wpośród ludów na wpół cywilizowanych. Mr Ellis, podróżując po Madagaskarze, zauważył, że wśród rozmaitych napotykanych przez niego drużyn „wódz miewał zwykle włócznię lub pałkę, albo jedną i drugą”. „Nikomu nie wolno nosić jakiejkolwiek bądź broni w pałacu” powiada Speke, mówiąc o Uganda”, ale król nosi zazwyczaj parę włóczni”: to podwojenie oręża, tak samo jak i owe dwa miecze przypomina nam o trofeach. W Japonii szlachetnie urodzeni” mają prawo na mocy swego stanowiska kazać nieść przed sobą włócznię, gdy występują w charakterze urzędowym”. Ewald wnioskuje z pierwszej księgi królewskiej (XVIII — 10; XXVI — 12 — 22), że dziryt był symbolem władzy wśród Hebrajczyków. na koniec, istnieje fakt jeszcze bardziej znamienny, że dzida albo włócznia, za czasów Pauzaniasza, czczona była jako berło Zeusa. Dawne dzieje Europy dostarczają nam nowych dowodów; „dzida była oznaką władzy królewskiej” wśród Franków, powiada Waitz; kiedy zaś Guntram usynawiał Hildeberta swego synowca, dał mu do rąk włócznię, mówiąc: „jest to znak, żem ci oddał całe królestwo”. Dodajmy do tego dowody, jakie osiągnąć można z kształtu jej ozdobnego zakończenia, a niewątpliwie przyjdziemy do wniosku, że berło jest zmienioną włócznią, która, przestając służyć jako oręż, utraciła przydatność swą do celów niszczycielskich, lecz natomiast przyozdobiła się w złoto i drogie kamienie. Że charakter jej, jako oręża, stopniowo jedynie zanika, tego domyślać się możemy z faktu, że prałat, pomazujący Ottona w r. 937, mówił: „berłem tym będziesz po ojcowsku karcił twoich poddanych”. na koniec wnosić możemy, że podczas kiedy włócznie władców najwyższych przeobrażały się na berła, to włócznie podwładnych, będące oznaką powierzonej im władzy, stopniowo zmieniały się na urzędowe laski, sygnałowe pałki i buławy.

Inne fakty, pochodzące z rozmaitych dziedzin, popierają również wniosek, że wszystkie takie oznaki władzy urzędowej powstały z broni i przyborów, jakie nosili wojownicy. Wśród Araukańczyków godłem, wyróżniającym Toqui (najwyższego wodza), jest pewien rodzaj wojennego topora z porfiru albo z marmuru. Opisując wielkorządcę prowincji Uganda, Speke powiada: „godłem jego urzędowania jest żelazna siekierka, wykładana miedzią i oprawna w kość słoniową''. Dalej znów Francyja średniowieczna dostarcza nam dwóch przykładów, w których dwie inne części przyborów wojownika stają się godłami. Zbroję płaską (plate armour), noszoną, początkowo przez rycerzy ku obronie, zachowała szlachta nawet później, gdy, jak powiada Quicherat, stała się ona oznaką dostojeństwa; na koniec ostrogi, będące początkowo również przynależnością rycerza, zmieniły się później na oznakę zaszczytną, upowszechniając się od biskupów aż do zwykłego duchowieństwa.

§ 410. Inny symbol władzy, chorągiew albo sztandar, miał, jak się zdaje, źródło pokrewne. Jest to również zmieniona i rozwinięta włócznia.

Dowodu dostarczą, nam niektóre zwyczaje Peruwiańczyków. Garcillasso powiada: „włócznia przyozdobiona była różnobarwnymi piórami, ciągnącymi się od ostrza jej aż do tulejki, a przymocowanymi za pomocą złotych pierścieni. To samo znamię służyło jako sztandar w czasie wojny”. Poucza nas to, że owe dodatki do włóczni, używane zrazu ku ozdobie, niekiedy stawały się środkiem rozpoznawania wodza, dzięki czemu można było spostrzegać miejsce jego pobytu. na koniec, twierdzenie Mr Markhama, że zatykanie włóczni z chorągwią u szczytu było, jak się zdaje, oznaką obecności króla, potwierdza nasz wniosek, że włócznia przez skojarzenie stawała się oznaką władzy rządowej, a jednocześnie poucza nas, w jaki sposób z rozwojem jej części dekoracyjnej powstawały sztandary.

Wiele ludów nieco albo na wpół cywilizowanych wskazuje nam, że wraz z zespalaniem się małych społeczności w większe, co było następstwem rozwoju organizacji wojowniczej, ukazywała się potrzeba odróżniania nie tylko każdego wodza plemienia od jego towarzyszy, lecz nadto samych plemion pomiędzy sobą. W czasie wojny na wyspach Sandwich, wodzów rozmaitych stopni odróżniano podług objętości i barwy ich pierzastych płaszczów. Wśród Fidżijan, każda banda „walczy pod własną chorągwią”, zaś „chorągwie różnią się pomiędzy sobą pewnymi odznakami”. Kiedy Chibchowie zbierali wojska, „każdy kacyk i każde plemię schodzili się z rozmaitymi znakami na namiotach, a nadto ludzie odróżniali się pomiędzy sobą przy pomocy odmiennych płaszczów”. na koniec, „Meksykańczycy byli bardzo baczni w odróżnianiu, zwłaszcza na wojnie, ludzi, podług rozmaitych godeł”. Kiedy do tego ostatniego twierdzenia dodamy inne, że „herbem państwa meksykańskiego był orzeł, rzucający się na tygrysa”, co przypomina zwierzęce imiona królów, to dowiadujemy się, jak, w niektórych przynajmniej wypadkach, wyróżniające odznaki chorągwi wodzów wyobrażały ich imiona, to zaś prowadzi nas aż do owych czynów, dokonywanych na łowach lub wojnie, a dających owym imionom początek.

Że oznaki na chorągwiach w okresie wcześniejszym takiego właśnie bywały rodzaju (jakkolwiek naturalnie nie stosuje się to do wypadków podobnych przytoczonym wyżej, a dotyczących wyspiarzy z Sandwich i Fidżijan, których siedziby nie miały dzikich zwierząt drapieżnych), o tym zdaje się przekonywać fakt, że nawet dziś jeszcze drapieżne ssaki lub ptaki, od których w czasie dawniejszym pochodziły najczęściej zwierzęce imiona wojowników, tułają się po chorągwiach oraz sztandarach: przyczyną stopniowego upośledzenia roli zwierzęcia na sztandarze była prawdopodobnie wzrastająca jaskrawość barwy, która czyniła chorągiew z dala widoczną.

§ 411. Tutaj dochodzimy do upowszechnionego dziś wniosku, że godła heraldyczne (herby) powstały z owych pierwotnych godeł plemienia czyli totemów. Posiadamy dowód bezpośredni tego, że imiona plemion, brane w tak wielu częściach świata od zwierząt i częstokroć połączone z wiarą, że zwierzę, nadające imię, było istotnym plemienia przodkiem, że imiona te dają niekiedy początek godłom plemion (tribal). O Thlinkeet'ach czytamy u Bankroft'a, że: „cały naród dzieli się na dwie wielkie grupy (klasy), z których jedna nosi nazwę wilka, druga zaś kruka. Na domach swych, statkach, odzieży, tarczach i wszędzie, gdzie tylko mogą, malują oni albo wyrzynają. swój herb, heraldyczne znamię zwierzęcia albo ptaka, oznaczającego klan, do jakiego należy posiadacz”.

Wobec takiego faktu, popierającego nasz wniosek, jaki słusznie wyprowadzić, można, musimy chyba przyjąć hipotezą, że godła heraldyczne, upowszechnione dawniej wśród ludów cywilizowanych, miały również początek podobny. Kiedy czytamy, że w Chinach „mandarynowie oświaty mają na sukniach złotem wyhaftowane ptaki, oznaczające ich godność, mandarynowie wojskowi mają zwierzęta, jak np. smoka, lwa, tygrysa”, oraz „że podług tych odznak zaszczytnych ludność poznaje, do jakiego z dziewięciu stopni państwowych należy stanowisko każdego z tych urzędników”, to chyba nie możemy wyprowadzić innego wniosku, jak tylko ten, że owo używanie symbolów zwierzęcych, bez względu na większe lub mniejsze zboczenia od swego pierwotnego źródła, wyłoniło się z pierwotnego systemu przybierania imion plemiennych, oraz z plemiennych godeł, jakie były tego następstwem. na koniec, znajdując, że w ciągu wcześniejszych dziejów Europy, herby rycerstwa podobnie też odtwarzane były na ubiorach, jak również okazywane w inny sposób, musimy wywnioskować, że czy to malowano je na kolasach, czy umieszczano na naczyniu stołowym, czy wycinano na pieczęciach, zawsze te rodzinne godła musiały mieć pochodzenie pokrewne.

§ 412. Zwyczaje ludów cywilizowanych zaciemniają przed nami tę prawdę, że człowiek początkowo nie był skłonny przywdziewać na się ubioru bądź dla ogrzania się, bądź ze względów skromności. Kiedy Speke powiada nam o towarzyszących mu Afrykańczykach, że „nosząc z dumą płaszcze swe z koziej skóry, kiedy była piękna pogoda, zrzucali je, gdy deszcz padał i chodzili nago, drżąc z chłodu; albo kiedy czytamy u Heuglina, że „pośród Schiluków, mężczyźni chodzą całkiem nago, a nawet sułtan ich oraz jego wezyr ukazują się w pewnego rodzaju częściowo zabarwionych koszulach li tylko podczas przyjęć urzędowych i w wypadku uroczystości”, to przekonywamy się, że zarówno ubiór jak i godła, noszone są początkowo wskutek chęci obudzenia podziwu.

Niektóre z podanych już faktów, dotyczących Indian amerykańskich, którzy jako odznakę zaszczytną noszą skóry strasznych zabitych przez siebie zwierząt, niektóre z takich faktów nasuwają nam myśl, że godła oraz ubiory mają pochodzenie wspólne, oraz że ubiór jest czasem jak gdyby potomkiem godła w linii bocznej. Istnieje dowód, że tak było wśród dawniejszych plemion europejskich. Guhl i Koner w dziele swym Life of the Greehs and Romans robią uwagę następującą: „okrycie głowy i górnej części ciała w celu osłonięcia ich przed złą pogodą składa się początkowo ze skóry dzikich zwierząt. W ten sposób trofeum myśliwca stało się zbroją wojownika... Ten sam zwyczaj przeważał też wśród ludów Germańskich i, jak się zdaje, przybrany został przez chorążych i trębaczy rzymskich, o czym świadczą pomniki z okresów cesarstwa”.

Można stąd wywnioskować, że zaszczytność godła i ubioru wyłoniła się z zaszczytności trofeów. Nie znajduję dowodu bezpośredniego, żeby posiadanie ubioru ze skóry stawało się odznaką klasową; jakkolwiek, ponieważ skóry zwierząt strasznych często bywały odznaką wodzów, zdaje się przeto prawdopodobnym, że skóra w ogóle stawała się odznaką klasy panującej tam, gdzie obok niej istniała klasa niewolnicza. W społeczeństwie pierwotnym nieuchronnie powstać musi przeciwieństwo pomiędzy tymi, którzy, oddając się łowom w chwilach wolnych od wojny, mogą zdobywać dla siebie strój skórzany, oraz tymi, którym zajęcia ich jako niewolnikom przeszkadzają w dopięciu tego celu. stąd to prawdopodobnie pochodziły w Europie średniowiecznej zakazy noszenia futer przez klasy niższe.

Ale nawet niezależnie od tego można wywnioskować, że, skoro wskutek odbierania odzieży, nagość staje się cechą jeńca, (następnie zaś niewolnika, wtedy względnie większy jej zasób będzie musiał stać się odznaką klasową. W niektórych wypadkach spostrzegamy też przesadne zaznaczenie tych różnic, będących dziełem przypadku. Tam, gdzie noszoną jest odzież przez klasy niższe, tam wyżsi usiłują wyróżnić się, przywdziewając większą liczbę ubiorów. Cook powiada o wyspiarzach z Sandwich, że ilość ubrania jest tam odznaką stanowiska, to samo też mówi o Tongańczykach; na koniec o mieszkańcach wysp Tahityjskich opowiada, że klasy wyższe zaznaczają tam swe dostojeństwo przez noszenie znacznej ilości odzieży ku wielkiej swej niewygodzie. Podobny przykład znajdziemy też w Afryce. Podług Laird'a, „zwyczajem jest króla” Fundahu „oraz jego dworzan, iż we wszelkich bardziej uroczystych okolicznościach opychają się do śmiesznych rozmiarów watą”. na koniec Arabowie dostarczają nam również faktów pokrewnych. „Modą jest” w Kaseem, „że się uwielokrotnia ten ważny artykuł stroju (koszule), nakładając drugą na pierwszą, trzecią na drugą”.

Nie potrzeba chyba dodawać, że jednocześnie też powstają różnice w kształtach i jakości ubioru władców oraz rządzonych. Oczywiście cząstkowe ubranie niewolnika musi zarówno kształtem jak

i ilością odróżniać się od całkowitego ubioru pana; oczywiście też odzież, na jaką mu się pozwala, jako niewolnikowi, będzie stosunkowo gorsza. Ale obok takich odróżnień, oznaczających stanowisko w okresach dawniejszych, muszą później powstawać odróżnienia inne tego samego rodzaju. Ponieważ wojny pomiędzy społecznościami małymi kończą, się od czasu do czasu podbojem, przeto zdarzać się musi, że, kiedy ubiór klasy rządzącej zwycięzców różni się od ubioru rządzącej klasy zwyciężonych, to stanie się on odznaką, nowej i wyższej klasy rządzącej. Istnieją, dowody, że w ten sposób powstawały podobne różnice w okresie rozszerzania się władzy Rzymian. Ci z mieszkańców Galii, którym nadawano rzymskie obywatelstwo, nosili strój rzymski, tworząc klasę uprzywilejowaną. „Galo-Rzymianie bez porównania liczniejsi... zmuszeni byli ubierać się inaczej”, przy czym wolni różnili się od niewolników, niewolnicy zaś od coloti'ów swymi płaszczami.

Oznaki dostojeństwa poczynają drogą naturalną wyrażać się zarówno w barwie ubiorów, jak i ich ilości, jakości, oraz kształtach. Tkaniny gorsze, dające odzież klasom niższym, muszą, rzecz prosta, cechować się barwami ciemnymi, jakimi się odznacza materiał surowy; tak było np. w Rzymie, gdzie „tylko ludzie biedni, niewolnicy i wyzwoleńcy, nosili odzież o przyrodzonej brunatnej lub czarnej barwie wełny”. Wskutek tego barwy jasne cechować zawsze będą, ubiór rządzących, którzy mogą wydawać pieniądze na kosztowne barwniki. Przykładów dostarczają nam liczne miejscowości. Na Madagaskarze używanie „całkowitego ubioru szkarłatnego jest przywilejem samego tyko władcy”, w Syjamie „książę oraz wszyscy, co towarzyszą, mu na wojnę albo łowy, ubrani są czerwono”; „Kulutuchtu (arcykapłan mongolski) oraz jego larnowie ubrani są żółto, żadnemu też z laików, z wyjątkiem księcia, nie wolno nosić tej barwy”. W Chinach również kolor żółty jest kolorem cesarskim. Noszenie go ogranicza się do cesarza oraz jego klanu; pośród chińczyków tez inne barwy, jak karmazynowe, zielona i t. d. odznaczają władców rozmaitego stopnia, gdy tymczasem szarfy i czapki rozmaitych barw jasnych są odznakami dostojeństw. Dalej, w Europie, w ciągu ostatnich lat rzeczypospolitej rzymskiej, ludzie, należący do klas bogatszych, nosili szkarłat, fiolet i purpurę, aż wreszcie później po utrwaleniu się władzy cesarskiej purpura pewnego szczególnego rodzaju stała się odznaką, cesarza. Wśród ludów późniejszych, przyczyna podobna spowodowała też podobne wyróżnienia. We Francji średniowiecznej, szkarłat, jako barwę najkosztowniejszą, nosili wyłącznie książęta, rycerze oraz kobiety dostojne. „Prawa nakazują, aby nikt z wyjątkiem szlachty nie nosił purpury, która oznacza wysokie stanowisko”, Froisaart, mówiąc o Artevelle'u, przywódcy zbuntowanych Gandaweńczyków, zaznacza, iż „był on ubrany w krwawe suknie i szkarłat, podobnie jak książę Biabantu i hrabia Hainaut”„. Rzecz jasna, że wraz z rozwojem owej kontroli ceremonialnej, jaki postępuje obok wyrabiania się budowy państwowej, rozmaite różnice ilości, jakości, kształtów i barw, łączą się ze sobą, wytwarzając znamienne ubiory klasowe. Cecha ta staje się szczególnie wybitną tam, gdzie rząd jest najbardziej despotyczny, tak np. dzieje się w Chinach, gdzie „pomiędzy mandarynem najwyższym czyli pierwszym ministrem, a najniższym konstablem istnieje dziewięć klas, z których każda cechuje się właściwym sobie ubiorem”. Tak samo też jest w Japonii, gdzie przyboczni Mikada „odziani są, podług szczególnej mody... a tak wielka istnieje pomiędzy nimi różnica co do ubiorów, iż po tym jednym łatwo jest poznać, jakiego są dostojeństwa, oraz jakie urzędowanie pełnią na dworze”; na koniec, podobnież działo się w krajach Europy w czasie panowania nieograniczonych rządów osobistych, gdy każda klasa miała swój ubiór wyróżniający.

§ 413. Te same przyczyny, jakie spowodowały powstanie, rozwój, oraz specjalizację godeł i ubiorów, działały też podobnie na ozdoby, mające istotnie takie same źródło.

W jaki sposób godła trofealne stają się ozdobami, o tym dowiemy się, zestawiając z faktami podanymi, na początku tego rozdziału, pewne inne fakty pokrewne. Indianie Gwatemalscy, upamiętniając za pomocą tańców wojennych dawne zwycięstwa, „ubierali się w skóry, wkładając łby zwierząt na swoje własne głowy”, zaś pośród Chibchów, osoby dostojne „nosiły przyłbice, robione zazwyczaj ze skóry zwierząt drapieżnych”. Gdy przypomnimy sobie przytoczono już wyżej twierdzenie, że w Europie za czasów dawnych wojownicy osłaniali głowy i ramiona swe skórą dzikiego zwierzęcia (którego łeb unosił się niekiedy nad głową wojownika), oraz kiedy dodamy tutaj twierdzenie Plutarcha, że Cymbrowie nosili hełmy, wyobrażające głowy dzikich zwierząt, to wywnioskować będziemy mogli, że zwierzęce ozdoby na hełmach metalowych poczęły się jako naśladownictwo trofeów łowieckich. Wniosek ten znajduje poparcie w przykładzie pewnym, częściowo już przytoczonym, lecz zachowanym głównie na chwilę obecną. Aszantyjowie, którzy, jak żeśmy widzieli, używają szczęk ludzkich jako trofeów, posługują się szczękami istotnymi oraz ich podobizną w dwóch różnych celach ozdoby. Zawieszając na swych narzędziach muzycznych i t. p. szczęki rzeczywiste, na sobie noszą oni metalowe ich wyobrażenia. Równoległy też proces powstawania widzimy wśród Malgesów. Czytając, że na rozmaitych częściach ciała noszą oni ozdoby srebrne, podobne do zębów krokodyla, nie możemy chyba wątpić, że zastępują one zęby prawdziwe, noszone początkowo jako trofea.

Jeszcze mniej wątpić będziemy o takim pochodzeniu zwyczaju, zauważywszy, w jak wielu częściach świata ozdoby osobiste wykonywane są z owych małych a mocnych cząstek pokonanych zwierząt i ludzi; tak np. wśród Karaibów, Tupiów, Moksów, Aszantyjów, z zębów ludzkich robi się nożne i ręczne bransolety oraz naszyjniki; w innych wypadkach zęby zwierząt, zazwyczaj strasznych, używane są w sposób podobny. Naszyjniki Dajaków lądowych zawierają w sobie zęby tygrysa; ludność Nowej Gwinei przyozdabia szyję, ramiona i biodra zębami dzików; gdy tymczasem mieszkańcy wysp Sandwich miewają bransolety z wypolerowanych kłów dzika, oraz pierścienie nanożne z zębów psa. Niektórzy Dakotowie noszą „pewien rodzaj naszyjnika ze szponów białego niedźwiedzia, trzy cale długich”; pośród Kukiów „pospolity naramiennik, jaki noszą mężczyźni, składa się z dwóch, półkolistych kłów dzika, związanych ze sobą w taki sposób, iż tworzą kółko”. Wyliczając przedmioty, zwieszające się z ucha Dajaka, Boyle wymienia: „dwa kły dzika, jeden ząb aligatora”. na koniec pewna do niewoli wzięta dziewczyna nowozelandzka, opisując, jakiem byłoby jej życie w domu, powiada ze skargą: „ząb rekina zwieszałby się z mojego ucha”. Jakkolwiek małych przedmiotów o pociągających barwach lub kształtach dziki, naturalnie, używać będzie dla ozdoby, to jednak chluba z okazywania dowodów odwagi popchnie go do tego, iż w podobny sposób zużytkuje raczej odpowiednie trofea, jeżeli je tylko posiada. Pobudka, zniewalająca Mandańczyków do tego, iżby swe szaty bawole „przyozdabiali z jednej strony frędzlami skalpowymi”, która nakłania wodza Nagajskiego do przyozdobienia kołnierza dokoła szyi „pęczkami włosów tych osób, które zabił”, która, na koniec, prowadzi Hotentotów do przyozdabiania głowy pęcherzami zabitych przez nich samych zwierząt dzikich, jak powiada Kolben, pobudka owa dążyć będzie nieuchronnie do przeobrażenia, gdzie tylko można, trofeów na ozdoby. Istotnie, w czasie pisania słów niniejszych, znalazłem dowód bezpośredni, że tak jest w rzeczy samej. Lewis i Clarke mówią o Indianach wężowych: „naszyjnikiem najbardziej cenionym, gdyż najzaszczytniejszym, jest obroża ze szponów niedźwiedzia brunatnego. Zabicie jednego z tych zwierząt jest czynem tak wybitnym, jak i uśmiercenie wroga; w istocie też, wobec ich uzbrojenia jest to większy jeszcze dowód odwagi. Szpony te zawieszone są na rzemyku, a przyozdobiwszy paciorkami, wojownicy noszą je na szyi z wielką dumą”.

na koniec mnóstwo faktów zgodnie nasuwa nam tę myśl, że wiele przedmiotów, używanych ku ozdobie, początkowo zastępowało tylko trofea, zdradzając do nich niejakie podobieństwo. Kiedy Tucky powiada nam, że tubylcy Kongo robią naszyjniki swe, bransolety i t. p. z kółek żelaznych i mosiężnych, zębów lwa, paciorków, muszli, nasion roślinnych, to możemy podejrzewać, że zęby lwa pozostają w takim samym stosunku do paciorków i muszli, jak diamenty do kamieni fałszywych.

Dalej, od takich wypadków, w których ozdoba jest istotnym trofeum albo też jego naśladownictwem, przechodzimy do wypadków takich, w których jawnie zajmuje ona miejsce trofeów. Opisując zwyczaje Chibchów, Acoata powiada, że niektórzy z ich najdzielniejszych i najsilniejszych ludzi „przeszywali sobie wargi, nosy i uszy, z tych zaś zwieszały się sznury złotych kolców, których liczba odpowiadała liczbie wrogów, zabitych przez niego na wojnie”; prawdopodobnym jest tutaj, że owe ozdoby złote, przedstawiające zrazu istotne trofea, straciły z czasem podobieństwo swe do nich.

Począwszy się w taki sposób, ozdoby tego rodzaju stają się odznaką klasy wojowników; z tego zaś wynika zakaz używania ich przez klasy niższe. Zakazy takie zdarzały się w miejscowościach rozmaitych. Pośród Chibchów „malowanie, ozdoby i klejnoty na ubiorze, oraz upiększenia — były rzeczą gminowi wzbronioną”. Tak samo też w Peru „nikt z ludzi pospolitych nie mógł używać srebra lub złota, chyba tylko w drodze przywilejów szczególnych”. na koniec, nie mnożąc dowodów, czerpanych z krajów bliższych, wystarczy, gdy dodamy tutaj, iż we Francji średniowiecznej, klejnoty i srebra były odznaką dostojeństwa, jakiej nie pozwalało się używać ludziom, nie dosięgającym pewnej godności.

Rzecz jasna, iż ozdoby, ukazawszy się naprzód jako trofea rzeczywiste, przeobrażając się później w imitację trofeów, robione z drogich materiałów, a tracąc swoje do nich podobieństwo, tudzież stając się odznakami zaszczytnymi, jakie zwierzchnicy nadają mężnym wojownikom (jak np. w Rzymie cesarskim, gdzie nagrodą taką były bransolety), nieuchronnie przechodzą od względnej jednostajności do względnej różnolitości. W miarę rozwijania się społeczeństwa powstają rozmaitych rodzajów ordery: gwiazdy, krzyże, medale i t. d. Większa ich część, jeżeli nawet nie wszystkie, jest pochodzenia wojowniczego. na koniec tam, gdzie organizacja wojownicza zesztywnieje, jakkolwiek społeczeństwo samo przestało już być wojowniczym, spostrzegamy, iż ozdoby takie stają się odznakami dostojeństw innego rodzaju; tak np. ma się rzecz w Chinach, gdzie różnie zabarwione guziki oznaczają, mandarynów rozmaitego stopnia.

Nie należy jednak posądzać mię o to, iż objaśnienie takie stosuję do wszystkich wypadków. Wspomniałem już, że zaczątkowy zmysł estetyczny, popychający dzikiego do malowania ciała, bierze niewątpliwie udział w owej chęci jego posługiwania się przedmiotami pociągającymi jako ozdobami; nadto należy tu dodać dwa inne jeszcze źródła zwyczaju używania ozdób. Cook powiada nam, że Nowozelandczycy zawieszają sobie w uszach paznokcie i zęby swych zmarłych krewnych; o wiele zaś większe szczątki, noszone przez wdowy lub inne osoby pośród ras niektórych, mogą również zmieniać się niekiedy w przedmioty upiększające. Dalej, oznaki niewolnictwa, jak się zdaje, podlegają również przeobrażeniom pokrewnym. Kółko, przeciągnięte przez nos, jakiem posługiwano się przy prowadzeniu jeńców wojennych, jak to wskazują nam rzeźby Asyryjskie, jakie w Ameryce starożytnej oznaczało tych, co w charakterze kapłanów wstępowali w służbę bóstw niektórych, a jakie w okolicach Astrachania dziś jeszcze jest oznaką poddania się, t. j. uległości, kółko owo gdzie indziej utraciło, jak się zdaje, swoje znaczenie i przetrwało jako ozdoba. Zmiana zaś taka podobna jest tej, jakiej podlegały znaki naskórne (§ 364).

§ 414. Nie możemy powiedzieć, iżby żądza zjednywania, która spowodowała upowszechnienie się zwyczaju dawania podarków, składania ukłonów, wypowiadania zwrotów pochlebczych oraz nadawania tytułu, iżby przyczyniła się ona również do upowszechnienia godeł, ubiorów i ozdób. W wypadku tym raczej klasy niższe usiłowały wznieść się na wyższe stopnie, przybierając ich oznaki wyróżniające; przypuścić też można, że tam, gdzie owych klas niższych się obawiano, tam zjednywano je, pozwalając im właśnie to uczynić.

Przelotnie zaznaczyliśmy już, jak takie np. oznaki dostojeństwa, jak miecze i ostrogi upowszechniały się coraz niżej, nawet pomimo zapasów; tutaj zaś należy dodać, że tak samo miała się rzecz z ubiorami i ozdobami. Działo się tak np. w Rzymie. „Wszystkie owe odznaki”, pisze Mommsen: „prawdopodobnie należały zrazu tylko do szlachty właściwej, t. j. do męskich potomków dostojników kurulnych; jednakże tak samo, jak i owe ozdoby, wszystkie one z biegiem czasu, poczęły się stosować do kół szerszych”. Przytacza też on, jako przykład, że purpurą lamowane togi, oznaczające początkowo godność najwyższą, już za czasów drugiej wojny Punickiej, zeszły „aż do synów wyzwoleńców”, gdy tymczasem o pokrowcu amuletowym, wyróżniającym niegdyś tryumfatora, w tym samym czasie „wspominano jedynie, jako o godle dzieci senatorów”. Tak samo też było z sygnetami. „początkowo tylko posłom, wyprawianym do krajów obcych, pozwalano nosić pierścienie złote... później senatorowie oraz inni dostojnicy równej wagi, rychło zaś potem rycerze, otrzymali jus annuli aurei. Po wojnie domowej z przywileju tego często korzystano nieprawnie. Pierwsi cesarze usiłowali umocnić dawne prawo; ponieważ jednak wielu z ich wyzwoleńców wolno było nosić złote pierścienie, przeto wyróżnienie to straciło swą wartość. Po Adryjanie, pierścień złoty przestał być oznaką dostojeństwa”. W czasach późniejszych prawa przeciwko zbytkom wskazują nam również ową różnicę ubiorów, jaka cechowała niegdyś klasy, oraz stopniowe tych wyróżnień gwałcenie; tak np. było we Francji średniowiecznej. Zaznaczywszy tu fakty, że za dni dawnych jedwabiu i aksamitu nie wolno było używać ludziom, stojącym poniżej pewnego stopnia, że za Filipa Augusta długość końców obuwia ograniczona była do 6, 12 i 24 cali, odpowiednio do towarzyskiego położenia, oraz że w wieku XVII we Francji dostojeństwa dworskie oznaczone były taką lub inną długością train'ów, wystarczy, gdy dla uwydatnienia uczuć i czynów, wywołujących takie zmiany, tudzież opierających się im, przytoczymy skargi moralistów wieku XIV i XV na to, że dzięki przesadzie w strojach „wszystkie godności były pomieszane”, oraz że w wieku XVI kobiety całymi tłumami skazywane bywały na wieżę za noszenie sukien, jakie nosiły ich zwierzchniczki.

O ile wśród samych Anglików postąpiło już, jakkolwiek nie dokonało się jeszcze całkowicie, owo upowszechnienie strojów, oznaczających stanowisko zaszczytne, oraz zarzucanie ubiorów, oznaczających niższość, o tym przekonać się możemy prawie w każdym domu. Z jednej strony mamy modne suknie kucharek i pokojówek; z drugiej zaś widzimy, że czepce muślinowe, przykrywające niegdyś całe włosy, a będące ważną dla pań odznaką klasową, marniały powoli, aż wreszcie dzisiaj przybrały postać małych płatków, umieszczanych z tyłu głowy: jest to dobry przykład tego, jak nieznaczne zmiany wpływają na przeobrażanie się zwyczajów.

§ 415. Zanim streścimy rzecz nasza, zaznaczyć tu należy, że, jakkolwiek te pierwiastki ceremonii nie przedstawiają zbyt licznych podobieństw pomiędzy rządami niebieskimi a ziemskimi, to jednak pewne takie podobieństwa istnieją. Jako przykład tego, przypomnijmy sobie zaraz, że berło — oznaka panowania — pochodzące początkowo od oręża, od włóczni — wspólną jest obu światom; drugim zaś takim przykładem jest kula, trzymana w ręku. Dalej, w krajach tak od siebie odległych, jak Polinezja i Włochy starożytne, znajdujemy taką wspólność ubiorów boskiego i ludzkiego władcy, jaka jest naturalnym następstwem powstawania bóstw z kultu przodków. Ellis powiada nam, że Tahityjczycy obchodzą wielką uroczystość religijną w czasie koronacji swych królów. W ciągu obrzędów opasany on został świętym pasem z piór czerwonych, co utożsamiało go z bogami. Dalej zaś, w Rzymie starożytnym, powiada Mommsen, królewski „ubiór był taki sam, jak i strój boga najwyższego; rydwan nawet w tej części miasta, gdzie każdy chadzał piechotą, berło z kości słoniowej z orłem, twarz umalowana karminem, wieniec ze złotych liści dębowych — stanowiły zarówno własność rzymskiego boga, jak i rzymskiego króla”.

W pochodzeniu godeł i ubiorów z równą, jak i w poprzednich wypadkach jasnością, widzimy, iż źródłem rządu ceremonialnego oraz czynnikiem jego rozwoju jest wojowniczość. Godła, których początki każą nam cofać się wstecz aż do trofeów, zdobywanych na ciele ludzi i zwierząt zabitych, świadczą o tym przekonywająco; niemniej też dobitnie przekonywają nas o tym te godła albo symbole władzy, które powstały z oręża zdobywanego na zwyciężonych. Znajdując, że nadto i ubiór, składający się początkowo ze skóry dzikiego zwierzęcia, posiadał zrazu znaczenie podobne i przynosił podobny zaszczyt, a nadto znajdując również, że obecność albo nieobecność ubioru poczęła być oznaką zwycięzcy lub zwyciężonego, gdyż był on zdobyczą, wydartą człowiekowi pokonanemu, albo stanowił trofeum łowieckie lub jakieś inne, znajdując na koniec, że w okresach późniejszych powstające w podobny sposób dodatkowe różnice stroju wprowadzane są przez społeczności zwycięskie, przyodziane inaczej, niż wyższe i niższe klasy społeczeństw pobitych, przekonywamy się, że na początku owe widoczne oznaki wyższości i niższości były następstwem, wojny. Spostrzegłszy zaś, jak wojna przypadkowo dała początek godłom i ubiorom, zrozumiemy, jak wyłoniło się z tego świadome uznawanie ich za dowód powodzenia w walce, oraz za odznaki z tego powodu zaszczytne. Przykładów takiego stosunku bezpośredniego dostarczą nam wojownicze społeczności Ameryki starożytnej. W Meksyku król nie mógł nosić całkowitego swego stroju, dopóki nie wziął jeńca na wojnie. W Peru „tym (z pomiędzy wasalów), którzy przyczynili się najwięcej do podbicia innych Indian,... wolno było najbardziej naśladować Inoas'a w godłach”. W jaki zaś sposób ubiory, oznaczające początkowo zwierzchnictwo wojskowe, poczęły oznaczać później polityczne zwierzchnictwo, albo wylęgłą z niego władzę polityczną, o tym dowiedzieć się możemy z twierdzenia, iż w Rzymie starożytnym „toga picta oraz toga palmata (ostatnia zwana tak od haftowanych na niej gałązek palmowych) noszone były przez wodzów zwycięskich w dzień ich tryumfu, jak również (za czasów cesarstwa) przez konsulów, wstępujących w swe obowiązki, przez pretorów w czasie pompa oircensis, oraz przez trybunów ludu podczas Augustalia.

Na poparcie tego rodzaju dowodów bezpośrednich znajdujemy też pośrednie dowody, osiągane z porównywania społeczeństw rozmaitych typów, tudzież z porównywania różnych stadiów tego samego społeczeństwa. W Chinach i Japonii, gdzie organizacja państwowa, rozwinąwszy się w czasach dawnych za sprawą wojny, nabrała sztywności, utrzymującej ją w stanie niezmiennym aż do czasów ostatnich, widzimy uporczywe trwanie owych godeł i ubiorów klasowych; zaś z pomiędzy narodów europejskich te, które zachowały typ wybitnie wojowniczy, w większym stopniu cechują się przewagą szczególnych ubiorów i ozdób, niźli te, które doszły do typu względnie przemysłowego. Kapitan Spencer robi następującą uwagę: „Nie sądzę, iżby jakikolwiek naród w Europie był bardziej wrażliwym na tytuły i ordery od Niemców, szczególnie zaś Austryjacy”. Dalej, przypominając sobie, jak odmiennym jest widok ulicy na lądzie stałym i w Anglii dzięki stosunkowej wśród anglików rzadkości — urzędowych strojów cywilnych oraz wojskowych, przypomnimy sobie inną jeszcze różnicę pokrewną. W Anglii bowiem, wpośród osób nieurzędowych, spostrzegamy mniej szczątków owych wyróżnień klasowych w stroju, jakie tak bardzo uwydatniały się wszędzie w czasach ubiegłych, bardziej wojowniczych. Bluza robotnika francuskiego cechuje go w taki sposób, w jaki nie jest nacechowany robotnik angielski, ubierający się rozmaicie; dalej, służącą we Francji łatwiej jest poznać po czepcu i sukni, aniżeli jej siostrę w Anglii. Obok takiego zacierania się różnic widomych, posuniętego dalej w Anglii niż za granicą, istnieje jeszcze inny rodzaj zanikania ich, również posuwający się dalej. Ubiory urzędowe, noszone za czasów dawnych stale, w krajach mniej wojowniczych poczęły wychodzić z użycia, z wyjątkiem tylko czasu wykonywania czynności urzędowych; zmiana ta, w Anglii zaś, bardziej wybitna, niż gdziekolwiek bądź indziej, doszła do tego, iż pozwala nawet oficerom wojska i marynarki przywdziewać ich „mufti”, gdy nie są na służbie.

Najbardziej uderzającym jednak dowodem jest tutaj owo przeciwieństwo pomiędzy kierowniczą a kierowaną częścią każdej społeczności. Te fakty, że ludzie, tworzący organizację kierowniczą, wylęgłą z wojowniczości, różnią się przewagą widomych oznak dostojeństwa od ludzi, tworzących organizację kierowaną pochodzenia przemysłowego, dalej zaś to, że część wojownicza owej organizacji, kierującej bardziej od innych cechuje się widocznością, mnogością i określonością strojów i godeł, odróżniających zarówno jej liczne podziały, jak i liczne godności każdego z nich, fakty owe niewątpliwie popierają wywód, że wojowniczość dała początek wszystkim tym odznakom wyższości i niższości.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009