Herbert Spencer

Instytucje obrzędowe

ROZDZIAŁ V. WIZYTY

§ 378. Może ktoś pójść do domu człowieka nagannego w celu robienia mu wyrzutów, albo też do domu osoby od siebie niższej dla dania jej pomocy w potrzebie, albo też do domu znanego dziwaka dla zaspokojenia, ciekawości: odwiedziny przeto same w sobie nie są oznaką hołdu. Pewne wszakże rodzaje odwiedzin stają się podobną oznaką — zewnętrznie. Składanie upominku w swojej formie pierwotnej każe domyślać się odwiedzenia osoby, której uczynić mamy podarek. stąd też, przez skojarzenie, ten akt sam przez się poczyna być wskazówką uszanowania, a niekiedy przybiera charakter ceremonii poczesnej.

Z tego wynika, że zupełnie tak samo, jak dobrowolny niegdyś podarunek urasta na podarunek przymusowy, a ostatecznie na daninę płaconą periodycznie, tak również towarzyszące mu odwiedziny tracą swój charakter dobrowolny i, w miarę wzmacniania się zwierzchnictwa państwowego, stają się wyrazem podległości, jakiego co pewien czas wymaga władca.

§ 379. ceremonia ta, naturalnie nie przybiera kształtów określonych tam, gdzie władza zwierzchnicza nie jest jeszcze stanowcza; stąd też nie spotykamy jej jeszcze, jako zwyczaju wśród plemion prostych. Nawet w społeczeństwach częściowo już złożonych, cechuje ona w mniejszym stopniu stosunki pomiędzy gminem oraz zwierzchnikami jego bezpośrednimi, aniżeli stosunki pomiędzy tymi drugorzędnymi władcami oraz władcami wyższymi. Jednakże, są miejscowości, gdzie poddani okazują miejscowym zwierzchnikom swoim szacunek, za pomocą tego aktu. Niektórzy z Murzynów nadbrzeżnych, Jolofowie np., przychodzą codziennie do swoich zwierzchników wioskowych, w celu pozdrowienia ich, zaś pośród Kafrów Wielkie Miejsce (tuk nazywaną jest rezydencja wodza) jest miejscem schadzki wszystkich wybitniejszych mężów plemienia, którzy czekają, „aby złożyć uszanowanie wodzowi”.

Ale, jak napomknięto przed chwilą, jako pierwiastek rządu ceremonii, najgłówniej zaznaczyć wypada takie wizyty, jakie składać muszą władcy drugorzędni oraz urzędnicy pewnych stopni. W społeczeństwie złożonym, mającym na czele swym wodza, który był zwycięzcą innych wodzów, rodzi się potrzeba periodycznego okazywania podległości. Zazwyczaj władca główny, wiedząc, że owych ujarzmionych władców miejscowych musi jątrzyć ich poniżenie, a nawet podejrzewając pomiędzy nimi spiski, domaga się częstszej ich obecności w miejscu swego pobytu. W ten sposób zadowala on siebie dwojako: odbiera ponowne zapewnienia prawomyślności, a to dzięki przynoszonym podarkom i hołdowi, jaki mu składają, oraz otrzymuje dowód, że goście jego nie są wówczas zaprzątnięci usiłowaniem zrzucenia jego jarzma.

stąd to ów fakt, że w społeczeństwach złożonych periodyczne wizyty, składane królowi, są ceremonią, polityczną. Odnośnie do podbitych ludów starożytnego Peru czytamy, że Inkasowie „rozkazali, że w ciągu pewnych miesięcy roku, wodzowie tubylczy winni przebywać na dworze w Cuzco”. Mówiąc zaś o innych władcach podrzędnych, F. de Xerea powiada: „niektórzy z tych wodzów (co przybyli aby odwiedzić Atahualpę), byli panami 30, 000 Indian, wszyscy zaś poddani Atahualpie”. W Meksyku starożytnym podobny zwyczaj miał też, jak się okazuje, źródło podobne. Od wodzów podbitej prowincji Cbalco wymagano pewnych objawów podległości; zaś „Montezuma wymagał od nich nadto, aby przychodzili do Meksyku dwa razy na rok i w ten sposób brali udział w uroczystościach”. Afryka już za dni naszych dostarcza nam przykładu, który wskazuje nam zarazem pobudkę tego zwyczaju, oraz uczucia wstrętu, z jakim mu się niekiedy ulega. W Aszantyi „na tę wielką uroczystość doroczną, wszyscy Caboceers i dowódcy, oraz większa liczba lennych królów lub wodzów oczekiwaną jest w stolicy... Niekiedy wódz jakiś, podejrzewając, iż stał się nienawistnym królowi, nie ufa stolicy inaczej, jak tylko zaopatrzywszy się w środki obrony albo przybrawszy pozory groźne”.

Dalej, na dowód tego, iż w Afryce odwiedziny są uznanym wyrazem podległości, mamy ten fakt, iż „nie jest rzeczą „etykiety”, iżby król Dahomejski odwiedzał nawet najwyższego ze swoich urzędników”. Na Madagaskarze zaś i w Sjamie napotykamy takie przykłady, w których polityczne znaczenie wizyt w tym się uwydatnia, że się składa je zastępcom władców. Ellis wspomina o pewnych wodzach malgeskich, „którzy udawali się do miejsca pobytu wielkorządcy, aby złożyć hołd temu zastępcy króla, zgodnie z krajowym zwyczajem danej pory roku”; zaś Bowring, mówiąc o „trzynastu innych królach”, znajdujących się w posiadłościach króla Syjamu, a płacących mu rok rocznie daninę, przytacza dowód tego, iż „uprzednio mieli oni zwyczaj przybywania do miasta Odia, dla dokonania swego sumbaya (co polegało na całowaniu miecza ich Wielkiego Pana); a teraz na rozkaz królewski schodzą się oni, aby wykonać to samo przed wicekrólem”. Tavernier, piszący w wieku XVII, opowiada, do jakich krańców posuwała się tego rodzaju ceremonia w państwie Mogoła. „Wszyscy, co przebywają na dworze, obowiązani są, pod groźbą znacznej kary, przychodzić dwa razy dziennie na zgromadzenie w celu pozdrowienia króla: pierwszy raz około godziny 10-ej lub 11-ej z rana, gdy tenże wymierza sprawiedliwość, drugi raz koło godziny 6-ej wieczorem”. Wszelka zaś wątpliwość, jaką słusznie moglibyśmy uczuwać na widok takiego twierdzenia, zniknie, gdy znajdziemy, że w czasach obecnych Maharadżowie w Jumoo i Kaszmirze, przyjmują co dzień odwiedziny „osób pewnego stanowiska”. Aż do czasów ostatnich Japonia dostarczała wielu rozmaitych przykładów, uwydatniających znaczenie tego zwyczaju. Istniały tam doroczne wizyty, składane przez władcę świeckiego Mikadzie, zrazu osobiście, później przez zastępcę; istniały doroczne wizyty szlachty, udającej się na dwór królewski, przy czym wyżsi składali hołd swój samemu cesarzowi, niżsi zaś jego ministrom; dalej, co jeszcze jest bardziej znaczącym, istniały tam powtarzające się wędrówki pewnych panów Siomio, którym „wolno było przebywać tylko sześć miesięcy w ich posiadłościach dziedzicznych; drugie zaś półrocze spędzać musieli w stolicy cesarskiej Jeddo, gdzie żony ich i dzieci pozostawać musiały przez cały rok okrągły, jako zakładnicy ich wierności”.

Potrzeba tu będzie tylko przypomnieć czytelnikowi, jak w Europie feudalnej podobne też zwyczaje powstawały z przyczyn podobnych. Wasale składali periodyczne wizyty swym suzerenom, ci zaś swoim suzerenom — królom; z tych wizyt wyłaniał się długotrwały pobyt w miejscowościach stołecznych; kiedy zaś składanie podobnych wizyt stało się uznanym wyrazem uległości, wówczas nieobecność czyjaś w wypadkach oznaczonych uważaną była, jako oznaka nieposłuszeństwa. Oto, jak mówi o tym Tocqueville, dając wytłumaczenie, w którym po części uznaje się źródło tego zwyczaju, „porzucenie życia wiejskiego prze szlachtę (we Francji)... była ta niewątpliwie idea, którą prawie zawsze ścigali królowie francuscy w ciągu trzech ostatnich wieków monarchii, a to aby oddzielić szlachtę od ludu, przywabić ją do dworu i do urzędów publicznych. Działo się tak szczególnie w wieku XVII, kiedy szlachta była jeszcze przedmiotem obawy dla władzy królewskiej”.

Do tych faktów dodajmy to jeszcze, że nawet dzisiaj wśród samych Anglików, udawanie się od czasu do czasu na dwór królewski, czego oczekuje się szczególniej od wszystkich osób, zajmujących stanowiska urzędowe — pewnej skali, oraz w ogóle od wszystkich członków klas rządzących, uważanym jest za wyraz prawomyślności, oraz, że długotrwałą nieobecność tłumaczy się, jako oznakę nieuszanowania, która sprowadza niełaskę.

§ 380. W rozdziale ostatnim widzieliśmy, że zarówno osobom zmarłym, jak i żyjącym, składane są podarki przejednawcze. Obecnie zauważyć mamy, że tak w jednym jak i w drugim wypadku, następstwem tego bywają wizyty.

Ponieważ, podług wierzeń pierwotnych, władza upiorów ludzkich, większą jest, niż była władza samych ludzi, przeto wynika z tego, że składanie wizyt zmarłym rozpoczyna się nawet wcześniej, niż odwiedzanie żyjących. W § 83 wykazano, że pośród Imuitów (Eskimowie), którzy nie mają wodzów, a tym samem nie znają żadnych wizyt, wyrażających podległość polityczną, przedsiębrane są niekiedy wędrówki z darami na groby umarłych krewnych. W § 85 podane były przykłady takich wędrówek periodycznych, dokonywanych przez rozmaite ludy dzikie i na wpół cywilizowane. na koniec, w § 144 widzieliśmy, jak w stadiach późniejszych, wędrówki owe urastały na quasi-religijne i religijne pielgrzymki.

Tutaj można będzie przytoczyć dwa przykłady, wzięte ze zwyczajów ludów bardziej posuniętych w rozwoju, a wykazujące, jak ścisły zachodzi stosunek pomiędzy owymi wizytami, składanymi ubóstwionym i nieubóstwionym nieboszczykom, oraz osobom żyjącym. Opisując zwyczaje, zachowywane w dniu Wszystkich Świętych w Hiszpanii, Rose powiada: „uroczystość tę obchodzi się przez dni trzy... ulice napełnione są świętującymi. Jednakże nikt z nich nie zapomina odwiedzić siedziby swych zmarłych i popatrzeć na nią z szacunkiem”. Dalej znów w Japonii, gdzie rzeczy święte od świeckich mało się zróżniczkowały, owe wizyty, składane bogom, przodkom, zwierzchnikom i równym, ściśle się ze sobą kojarzą. Koempfer powiada: „uroczystości ich i święta są to dni poświęcone raczej wzajemnym ich uprzejmościom i grzecznościom, nie zaś uczynkom świętobliwym i pobożnym; dlatego też zwą je oni także rebi, co znaczy: dni odwiedzin. Prawda zresztą, iż uważają oni sobie za obowiązek odwiedzać w dni owe świątynię Temsio-Day-Sin, najpierwszej i najgłówniejszej istoty, będącej przedmiotem kultu, oraz świątynie innych bogów ich i wielkich nieboszczyków... Jednakże największą część czasu spędzają oni na odwiedzaniu się i świadczeniu uprzejmości swym zwierzchnikom, przyjaciołom i krewnym”.

Jako dalszy dowód tego, iż w wysoce ceremonialnej Japonii wizyta, jako oznaka podległości, odgrywa ważną rolę, przytoczę inny wyciąg, wskazujący, iż sami bogowie składają wizyty, a odsłaniający nam przez to ciekawe następstwo owej teorii Japończyków, że ich święty monarcha rządzi zarówno tamtym, jak i tym światem. „Wszyscy inni Kami czyli bogowie krajowi, obowiązani są odwiedzać go (Mikadę, żyjącego Kami) raz na rok, oraz czuwać nad jego świętą osobą, jakkolwiek w sposób niewidzialny w ciągu dziesiątego miesiąca..., który zowie się przez nich Kaminatsuki, t. j. miesiąc bez bogów..., gdyż przypuszcza się, że bogowie nie są wówczas obecnymi w domu, w świątyniach swych, ale, że przebywają na dworze, czuwając nad Dairy (cesarzem świeckim)”.

Te, oraz wiele innych faktów pokrewnych, zniewalają nas do wniosku, że z odwiedzin przejednawczych, składanych już żywym ludziom, już zmarłym, rozwinęły się owe odwiedziny, oznaczające cześć a zaliczane przez nas do religijnych. Kiedy na cmentarzach starego lądu Europy spostrzeżemy, jak krewni nieboszczyków przychodzą co pewien czas w celu nowego przyozdabiania grobów nieśmiertelnikami, kiedy spostrzeżemy, jak wianki zwiędłe na grobach nieodwiedzanych uważane są tam, jako dowód braku szacunku dla zmarłych — kiedy przypomnimy sobie, jak w krajach katolickich dokonywane bywają pod wpływem uczuć pokrewnych wędrówki do ołtarzy na wpół ubóstwionych ludzi zwanych świętymi — gdy zaznaczymy, iż różnica pomiędzy pielgrzymkami tego rodzaju, oraz dawniejszymi pielgrzymkami do grobu Zbawiciela polega po prostu na odległości przez pątników przebywanej, oraz na większej świętości, jaką się przypisuje danemu miejscu, to spostrzeżemy, że odwiedzanie przez ludzi pierwotnych grobu, gdzie, jak przypuszczano, przebywał upiór, daje początek odwiedzaniu świątyni, uważanej za miejsce pobytu Boga, i że jedne i drugie odwiedziny spokrewnione są z wizytami, składanymi na znak szacunku osobom żyjącym. Jakkolwiek odległym jest na pozór od siebie chodzenie do kościoła, oraz chodzenie na dwór królewski, to jednak oba te zwyczaje są tylko rozbieżnymi formami rzeczy tej samej. To, co wiązało kiedyś dwie te postacie, dzisiaj znikło już prawie zupełnie, ale dla uznania ich równoległości, potrzeba nam tylko cofnąć się do czasów dawnych, kiedy wędrówki do siedziby zwierzchnika żyjącego miały na celu zaniesienie mu podarku, wykonanie hołdu, wyrażenie uległości, gdy tymczasem wędrówka do świątyni przedsiębraną bywała w celu złożenia ofiar, wyznania swego posłuszeństwa, wygłoszenia pochwał. Zanim powstały wierzenia wyższe, mniemano, iż władca niewidzialny, którego odwiedzali czciciele religijni, tak samo obecnym jest w świątyni, jak władca widzialny przebywa na swoim dworze; jakkolwiek zaś dzisiaj przebywanie władcy niewidzialnego w świątyni pojmowane jest mniej wyraźnie, to jednak przypuszcza się, iż pozostaje on z nią w jakimś związku ściślejszym.

§ 381. Z ceremonią odwiedzin ma się rzecz tak samo, jak i z innymi ceremoniami. To, co się poczyna, jako przejednuje nie najpotężniejszego człowieka — bądź żyjącego, bądź zmarłego, bądź też ubóstwionego — rozszerza się do przejednuje nią ludzi mniej potężnych, aż wreszcie, upowszechniając się ciągle, przechodzi w zjednywanie ludzi równych.

Jak dalece na wizytę, jako na domyślny wyraz podległości, poczynają, patrzeć, jako na rzecz sobie przynależną, ci, którzy roszczą prawa do jakiejś wyższości, oraz o ile ci, którzy ją, składają poczynają uznawać ją za dowód niższości, o tym poucza nas historia, opowiedziana przez Palgrave'a. Feysul, król Wahhabitów, rozkazał synowi swemu Saudowi, złożyć wizytę Abd-Allahowi, starszemu bratu. „„Jestem gościem obcym, podczas gdy on jest mieszkańcem miasta”, odpowiedział Saud: „i rzeczą jest z obowiązkiem jego zgodną, aby sobie pierwszy przypomniał o mnie”„... Feyul nakłaniał AbdAllaba, „aby spełnił obowiązek pierwszej wizyty, ale starszy syn okazał się niemniej nieugiętym”.

Ludy rozmaitych części świata, dostarczają nam również przykładów o znaczeniu pokrewnym Dawny podróżnik Tavernier pisze: iż „Persowie są bardzo przyzwyczajeni do składania sobie wzajemnie wizyt w czasie swych uroczystości. Dostojniejsi pozostają w domach, oczekując na wizyty osób od siebie niższych”. Tak samo też dzieje się w Afryce. O pewnym bogatym handlarzu Indyjskim, mieszkającym w Unyanyembe, Grant powiada: „Muza siedział od rana do nocy... przyjmując powinszowania bogatych i biednych”. Przechodząc do Europy, mamy np. w Rzymie starożytnym ranne wizyty klientów u ich patronów. W pewnej zaś starej książce francuskiej, traktującej o zwyczajach towarzyskich a przetłumaczonej na język angielski w wieku XVII czytamy: „osobistość wielką należy odwiedzać często i zapytywać ją o zdrowie”.

Przykłady te wykazują dostatecznie owe stopniowe powstawanie wizyty ceremonialnej, która wreszcie doprowadziła do objawów zwykłej grzeczności — noszącej wszakże dotąd ślady swego pochodzenia, gdyż bardziej uważa się ją, za obowiązek niższego względem wyższego niż na odwrót, a wizytę osoby wyższej uważa się za pewien rodzaj łaskawej uprzejmości. Oczywistym jest, iż wizyty ranne przedstawiają odległe następstwo takiego systemu, w którym władca podrzędny musiał od czasu do czasu okazywać prawomyślność swą. względem głównego władcy, zjawiając się u niego dla złożenia hołdu.

§ 382. W wypadku niniejszym tak samo jak i poprzedzających, musimy zaznaczyć związek pomiędzy składaniem wizyt, oraz typami organizacji społecznej.

widocznym jest, że w plemionach prostych, nie posiadających trwałego zwierzchnictwa, zwyczaj ten nie może się stać ceremonią polityczną; jasne też istnieją dowody, że poczyna on zapanowywać w społeczeństwach złożonych drugiego i trzeciego stopnia. Jednakże grupując i zestawiając fakty, widzimy tutaj, tak samo jak i w wypadkach powyższych, iż ceremonia owa wiąże się nie tyle z rozmiarami danej społeczności ile z jej budową. Jako wyraz posłuszeństwa, kojarzy się ona z rozwojem organizacji wojowniczej. stąd też, jak wskazują, przykłady powyższe, urasta ona jako wybitny pierwiastek rządów ceremonii u narodów posiadających owe despotyczne formy rządzenia, jakie wytwarza wojowniczość: w Meksyku starożytnym i w starożytnym Peru, z pomiędzy krajów nowego świata, zaś w Chinach i Japonii — na Wschodzie. na koniec, dawniejsze stadia społeczeństw europejskich uwydatniają również ten związek.

Niemniej oczywistym jest stosunek odwrotny. Pośród Anglików, którzy dzisiaj cechują się przewagą przemysłowości nad wojowniczością, wizyta, jako objaw prawomyślności, nie jest już wymaganą. W fakcie zaś wprowadzenia kart wizytowych dostrzec możemy rosnącą w społeczeństwie dążność do obywania się bez wizyt, jako formalistycznej postaci towarzyskiego obcowania.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009