Herbert Spencer

Instytucje obrzędowe

ROZDZIAŁ II. TROFEA

§ 349. Skuteczność działania wszelkiego rodzaju jest źródłem zadowolenia istoty działającej; dowody zaś tej skuteczności cenionymi są, jako takie, które zjednywają poklask. Myśliwy, opowiadający o czynach swych przy nadarzonej sposobności, przechowuje z polowania taką zdobycz, jaką tylko bez niewygody zatrzymać może. Gdy jest rybakiem, wówczas karby nacięte na rękojeści wędziska wskazują nam niekiedy liczbę i długość jego łososi, albo też w jego akwarium spostrzegamy wielkiego pstrąga, którego on kiedyś złapał. Udało mu się upolować coś z grubszej zwierzyny, niedźwiedzia? Wówczas w jego sieni lub pokoju jadalnym widzimy głowy zabitych zwierząt; ceni on je wielce, jeśli zawieszone łby mają. na sobie wiele „punktów”. Myśliwy, któremu udało się zabić tygrysa, wyżej ceni jego skórę jako dowód swojej odwagi.

Trofea tego rodzaju nawet wśród nas samych nadają swym posiadaczom pewien wpływ na otoczenie. Podróżnik, który przywiózł z Afryki parę kłów słoniowych albo też straszliwy róg nosorożca, wywiera wrażenie na tych, którzy się z nim stykają, jako człowiek odważny i zamożny a tym samem jako taki, którego nie należy lekceważyć. Wzrasta w nim jak gdyby jakaś niewyraźna władza rządząca.

Rzecz naturalna, że przez ludzi pierwotnych, których życie jest łupieżczym i których wartość w znacznej mierze zależną jest od ich zdolności myśliwskich, trofea zwierzęce są jeszcze bardziej cenione i w większym jeszcze stopniu zjednywają cześć i wpływy swym posiadaczom. stąd to ów fakt, że wśród Wateańczyków o dostojeństwie danego osobnika uprzedza liczba kości zawieszonych na jego domu. O pewnym wojowniku Szoszonów mówią nam, że „zabicie szarego niedźwiedzia również nadaje mu prawo do tego zaszczytu, gdyż pokonanie jednego z tych strasznych zwierząt uważanym jest za czyn wielki i tylko takiemu, który go dokonał wolno jest nosić najwyższe odznaki sławy: łapę albo szpony ofiary”. „W domu potężnego wodza (Miszmijów) wisi kilkaset czaszek (zwierzęcych) na ścianach podsieni, bogactwo zaś jego oblicza się zawsze odpowiednio do liczby tych trofeów, które tworzą, również pewien rodzaj pieniędzy wśród krajowców”. U Santalów „zwyczajem jest, iż się przekazuje owe trofea (czaszki zwierząt i t. p. ) z ojca na syna”. Kiedy zaś zbrojni w takie fakty, dające nam klucz zagadki, przeczytamy, że mieszkanie króla Kussów „nie różni się niczym innym, jak tylko ogonem lwa albo pantery, zwieszającym się ze środka pułapu”, to chyba nie będziemy mogli wątpić, że ten symbol królewskości był początkowo trofeum, okazywanym przez wodza, któremu odwaga zapewniła zwierzchnictwo.

Ponieważ jednak wśród plemion niecywilizowanych i na wpół cywilizowanych bardziej trzeba się obawiać wrogów ludzkich niźli zwierzęcych, ponieważ przeto zwycięstwa nad ludźmi dają. tam pochop do większych tryumfów, aniżeli zwycięstwa nad zwierzętami, przeto wynika stąd, iż dowody takich zwycięstw ceni się tam jeszcze bardziej. Wojak, powracający z bitwy nie dostąpi zaszczytów, jeśli o dziełach jego nie świadczyć nie będzie; jeżeli jednak dowiedzie, że zabił człowieka, jeśli na dowód przyniesie z sobą część jakąś zabitego, szczególnie zaś część taką., której ciało nie posiada w liczbie podwójnej, wówczas wywyższy się w oczach plemienia jego charakter a władza jego się wzmocni. Przechowywanie takich trofeów w zamiarze okazywania ich i potęgowania w ten sposób osobistego wpływu staje się przeto zwyczajem stałym. W Aszantyi „zwycięzcy noszą, na sobie mniejsze stawy, kości i zęby zabitych”. Pośród Ceriów i Opataów w Meksyku północnym „wielu gotuje i zjada mięso swych jeńców, zachowując kości jako trofea”. Inne plemię meksykańskie „Cziczimekowie nosili na sobie kość, na której po zabiciu wroga wycinali karb dla przypomnienia sobie liczby osób zabitych przez każdego z nich”.

Kiedyśmy poznali znaczenie przechowywania trofeów oraz społeczne skutki tego zwyczaju, rozważmy teraz oddzielnymi grupami rozmaite ich postacie.

§ 350. Pośród części ciała, odcinanych zabitemu wrogowi najczęściej spotykamy głowę — prawdopodobnie dlatego, iż jest ona najbardziej niewątpliwym dowodem zwycięstwa.

Nie potrzebujemy chodzić zbyt daleko, szukając przykładów tego zwyczaju, oraz jego pobudek. Pewna najbardziej upowszechniona książka mieści je w sobie. W księdze sędziów VII — 25 czytamy: „przy tym pojmali dwoje książąt madjańskich: Oreba i Zęba, a zabili Oreba na skale O”eb a Zęba zabili u prasy Zeb i gonili Madjanity a głowę Oreba i Zęba przynieśli do Gedeona za Jordan”. Podobnie też Dawid głowę odsieczoną Golijatowi odniósł do Jerozolimy. Zwyczaj ten istniał nadto w Egipcie. W Abon Simbel, Ramzes II przedstawiony jest z pękiem mniej więcej tuzina głów w ręku. Jeżeli zaś rasy o tyle wyższe praktykowały zwyczaj zabierania głów do domu, jako trofeów, to nie powinniśmy się dziwić, znajdując tę samą praktykę u niższych ras całej kuli ziemskiej. Cziczimekowie w Ameryce Północnej „umieszczali głowy zabitych na drągach i paradowali z niemi przez wioski na znak zwycięstwa, przy czym mieszkańcy pląsali dokoła nich”. W Ameryce Południowej wojownicy przynoszą ze sobą głowy z pola bitew, „przytroczywszy je do swoich siodeł”; zaś Mundrukowie” zdobią, swoje prostacze i nędzne lepianki tymi okropnymi trofeami”. Z pomiędzy Malajo-Polinezyjczyków, uprawiających zwyczaj podobny, można wymienić tubylców Nowej Zelandii. Krajowcy Kongo przechowują czaszki nieprzyjaciół jako trofea; zaś „czaszka i kości udowe ostatniego monarchy Dankiry dotąd jeszcze są trofeami dworu aszantyjskiego”. Wśród górskich plemion Indii, Kukowie przechowują ten zwyczaj. W Persji, zwłaszcza pod wpływem wynagrodzeń pieniężnych „jeńcy wojenni zaraz bywali ścinani, a to w celu, aby głowy ich, które natychmiast posyłano królowi, mogły stanowić o większej jego okazałości”. na koniec, o tym, że pośród innych plemion azjatyckich, pomimo jakiego takiego ich ucywilizowania się, trwa dotąd zwyczaj przechowywania głów ludzkich, przypominają nam niedawne postępki Turków, którzy w pewnych wypadkach wykopywali z ziemi ciała zabitych wrogów i odcinali im głowy.

Przykład ostatni zwraca naszą uwagę na to, iż barbarzyński ten zwyczaj przechowywanym był niegdyś i przechowuje się dotąd najszerzej tam, gdzie najbardziej żywotną była lub jest wojowniczość. W liczbie przykładów dawnych spotykamy czyny Timura z jego egzekucją. 90, 000 głów w Bagdadzie. Z pomiędzy przykładów nowych jeden najgodniejszy uwagi pochodzi z Dahomeja. „Sypialnia króla Dahomejskiego wybrukowaną była czaszkami sąsiednich wodzów i książąt, tak, aby król mógł po nich stąpać, zaś wyrzeczenie króla, że domowi „jego brakuje strzechy” służyło pospolicie „jako rozkaz rozpoczęcia wojny, wystosowany do jego dowódców, a napomykało o zwyczaju umieszczania głów zabitych w czasie wojny nieprzyjaciół albo też wybitniejszych jeńców wojennych na sufitach odwachów oraz na wrotach jego pałaców”.

Ale oto, porzuciwszy przykłady, zauważmy teraz, w jaki sposób przechowywanie głów, jako trofeów, poczyna być środkiem wzmocnienia władzy państwowej, w jaki sposób staje się ono pierwiastkiem obrzędów ofiarniczych, oraz jak wchodzi do stosunków towarzyskich w charakterze czynnika kontrolującego.

Nie podobna wątpić, że piramidy i stosy głów, wznoszone przez Timura w Bagdadzie i Aleppo, musiały popychać do uznania jego władztwa, napawając przerażeniem pokonanych, oraz budząc obawę zemsty za nieposłuszeństwo wśród jego zwolenników; widoczne też jest, że przemieszkiwanie w siedzibie, wybrukowanej i ozdobionej czaszkami, każe domyślać się w królu Dahomejskim takiego charakteru, który rodzi obawę wśród nieprzyjaciół oraz posłuszeństwo pośród poddanych. Na Celebesie północnym, gdzie do r. 1822 „czaszki ludzkie były wielką ozdobą mieszkań wodzów”, te dowody zwycięstwa w bitwie, używane jako symbole władzy, musiały niechybnie wywierać pewien wpływ ułatwiający rządy. Że zaś tak bywa istotnie, tego dowód określony mamy w tym fakcie, że wśród Mundruków posiadanie 10-ciu uwodzonych głów nieprzyjacielskich nadaje mężczyźnie prawo być obranym na wodza.

Istnieją też jasne dowody tego, że głowy składane bywają w ofierze zmarłym i że ceremonia ofiarowywania ich staje się w ten sposób częścią pewnego rodzaju kultu. Jeden z takich dowodów daje nam wzmiankowana wyżej ludność Celebesu. „Kiedy wódz umierał, grób jego musiał być przyozdobiony dwiema świeżymi głowami ludzkimi i jeśli nie można było dostać głów nieprzyjacielskich zabijano na ten koniec niewolników”. Pośród Dajaków, którzy, jakkolwiek pod wielu względami rozwinięci wysoko, przechowywali ten zwyczaj barbarzyński, uświęcony przez tradycję, dzieje się też podobnie: „sędziwy wojownik nie będzie miał spokoju w grobie, dopóki krewni nie utną komu głowy w jego imieniu”. Wśród Kuków Indii północnych, ofiarnicza praktyka ścinania głów posuwa się jeszcze dalej. Kiedy robili wycieczki po dolinie w celu zaopatrzenia się w głowy „widziano ich pewnej nocy, jak unosili z 50 czaszek. Używa się ich w pewnych ceremoniach wykonywanych w czasie pogrzebu wodzów, zaś najścia owe zdarzają się zawsze po śmierci któregokolwiek z ich radżów”. Następujący wyciąg z St. John'a świadczy, że posiadanie tych okropnych oznak zwycięstwa nadaje wpływ pewien w stosunkach towarzyskich: „polowanie na głowy jest nie tyle obrzędem religijnym wśród Pakatanów w Borneo, jak właściwie służy do wykazania ich odwagi i męskości. Kiedy się kłócą ze sobą, wówczas zwykłem w ich ustach zapytaniem bywa takie: „ile głów twój ojciec albo dziad zdobył?” jeżeli się okaże, iż zdobył mniej, niż on sam, wówczas przeciwnik mówi: „dobrze, nie masz powodu być dumnym”.

§ 351. Głowa wroga sprawia pewien kłopot swymi rozmiarami; kiedy zaś droga do domu bywa daleką, wówczas powstaje pytanie: czy też nie można złożyć dowodu tego, że się zabiło wroga, przynosząc do domu tylko część głowy? W niektórych miejscowościach dziki przychodzi do wniosku potwierdzającego i odpowiednio też postępuje.

Przeobrażanie się tego zwyczaju i znaczenie takiej jego modyfikacji widzimy jasno wśród Aszantów, gdzie „wódz, będący na wyprawie wojennej, posyła do stolicy szczęki zabitych wrogów”. Gdy po raz pierwszy odkryto Tahityjczyków, pokazywali oni również tryumfująco kości szczękowe swych nieprzyjaciół, zaś Cook widział 15 takich szczęk, umocowanych na szczycie domu. Podobnie też o Wateańczykach, gdzie „im większy jest wódz, tym większy widzi się zbiór kości'', czytamy, że jeśli zabity nieprzyjaciel należał do takich, którzy „źle mówili o wodzu, to szczęki jego zawieszano w domu wodza jako trofea”: była to jak gdyby milcząca groźba dla tych, którzy go poniżali. Pewna nowsza opowieść o innym plemieniu Papuasów, zamieszkałem w Boigu na pobrzeżu Nowej Gwinei, dalej ilustruje nam ten zwyczaj oraz jego wpływy towarzyskie. Mr. Stone pisze; „z przyrody swej lud ten jest krwiożerczy i wojowniczy nawet u siebie w domu; często robią oni wycieczki do „Dużego Kraju” i powracają stamtąd w tryumfie, niosąc głowy i szczęki zabitych ofiar, przy czym pierwsze stanowią własność tego, kto je oderznie od ciała, zaś drugie są własnością zabójcy. Szczękę przeto uważa się, jako trofeum najbardziej cenne, a im więcej posiada ich wojownik tym większym staje się on w oczach swych bliźnich''. Dodajmy tutaj, że w Ameryce północnej niektóre plemiona Tupiów, ku uczczeniu zwycięskiego wojaka „zawieszają usta (jego ofiary) na orężu jego, jak bransoletkę”.

Obok zwyczaju używania szczęk jako trofeów, można wymienić pokrewny zwyczaj takiegoż posługiwania się zębami. Ameryka dostarcza nam odnośnych przykładów. Karaibowie „znizują razem zęby zabitych przez siebie na wojnie nieprzyjaciół i noszą je na rękach i nogach”. Tupiowie, pożarłszy jeńca, zachowywali jego zęby „nanizane jako naszyjnik”. Kobiety Monów „nosiły naszyjniki z zębów nieprzyjaciół, zabitych na wojnie przez ich mężów”. Mieszkańcy Ameryki środkowej zrobili bałwana „w usta zaś jego wetknięte były zęby wyrwane zabitym przez nich Hiszpanom”.

Inne części głowy, dające się łatwo oddzielać i nosić, służą również tym celom. Tam, gdzie pada wielu nieprzyjaciół, tam uszy ich dają możność zliczenia zabitych, nie obarczając zwycięzców zbyt wielkim brzemieniem; prawdopodobnie też Czin-gis-han to właśnie miał na widoku, kiedy w Polsce „napełnił 9 worów prawymi uszami zabitych”. Niekiedy znowu wybiera się nosy, jako trofea łatwo dające się porachować. W starożytności Konstantyn V „przyjął tacę nosów, jako upominek przyjemny”; obecnie zaś żołnierze czarnogórscy odnoszą dowódcom zdobyte przez siebie nosy. Prawda, że zabici Turcy pozbawiani w ten sposób nosów, niekiedy w liczbie 500 w czasie jednej tylko bitwy, znosić to musieli w odwet za ścinanie głów, jakiego dopuszczali się sami; ale wymówka ta nie zmienia faktu „że wodzów czarnogórskich niepodobna nakłonić do zaniechania zwyczaju płacenia współziomkom odpowiednio do liczby zdobytych przez nich nosów”.

§ 352. Mekkańczycy starożytni, których bogami byli deifikowani przez nich ich przodkowie ludożerczy, przodkowie, na których cześć dokonywano codziennie obrzędów najokropniejszych, brali niekiedy jako trofeum całą skórę zwyciężonego. „Pierwszy z wziętych na wojnie jeńców bywał żywcem odzierany ze skóry. Żołnierz, który go pojmał, ubierał się w jego broczącą skórę i w ten sposób przez kilka dni był bogiem bitew... ten co ubrany był w ową skórę przechodził z jednej świątyni do drugiej, a kobiety i mężczyźni szli za nim, wydając okrzyki radości”. Tutaj widzimy nie tylko, jak trofea brane były początkowo za dowód dzielności zwycięzcy, ale nadto spostrzegamy, w jaki sposób wyłania się z tego obrzęd religijny: trofea wystawiano w mniemaniu, iż sprawia się tym przyjemność bóstwom, lubującym się w rozlewie krwi. Istnieje pewien inny jeszcze dowód tego, że takimi istotnie były owe zamiary. „W czasie uroczystości boga złotników Toteca, jeden z kapłanów przywdziewał na się skórę jeńca, a ustrojony w ten sposób był obrazem tegoż boga Toteca”. Nebel (tabl. III fig. 1) podaje rysunek bazaltowej figury kapłana (albo bałwana), przybranego w skórę ludzka; na koniec pewien dowód dodatkowy znajdujemy jeszcze w obyczaju sąsiedniego stanu Yukatańskiego, gdzie „ciała rzucane były na ziemię, obdzierane ze skóry; przywdziawszy ją na siebie kapłan pląsał, ciała zaś grzebano na cmentarzu świątyni”.

Zazwyczaj jednak trofea ze skóry są stosunkowo małe: wymagało się tutaj po prostu tylko tego, aby w ciele nie było dwu takich części. Pochodzenie takiego zwyczaju uwydatnia się dobrze w opisie pewnej praktyki panującej wśród Abiponów. Przechowywali oni głowy nieprzyjaciół, „kiedy zaś przewidywanie zbliżających się wrogów zmuszało ich do szukania miejsc bezpieczniejszych, wówczas obdzierali głowy ze skóry, obcinając ją od ucha do ucha, pod nosem i zręcznie zdejmując wraz z włosami... ten z Abiponów, który posiadał najwięcej takich skór w domu, przewyższał innych swoją sławą wojenną”.

widocznym jest wszakże, iż nie potrzeba całej skóry na dowód, że się posiadało głowę. Część, okrywająca ciemię a różniąca się od innych części układem, włosów, odpowiada temu celowi. stąd początek skalpowania. Opowieści z życia Indian tak dalece oswoiły nas z tym zwyczajem, że przykłady są tu zbyteczne. Można wszakże wymienić jeden taki przykład, wzięty od Szoszonów, wskazuje on bowiem użytek trofeum, jako uznanego dowodu zwycięstwa — jako pewnego rodzaju świadectwa prawnego, uważanego jedynie za przekonywające. Czytamy, że „Wzięcie skalpu wrogowi jest zaszczytem, całkiem niezależnym od zwyciężenia go. Zabić przeciwnika nie znaczy nic, dopóki skalp nie zostanie przyniesiony z pola bitwy i gdyby wojak w potyczce jakiej zabił kilku nieprzyjaciół, zaś inni wzięli ich skalpy, lub pierwsi dotknęli się nieboszczyków — na nich spadłyby wszystkie zaszczyty, gdyż oni to przynieśli trofeum z pola”.

Jakkolwiek o zwyczaju pobierania skalpów myślimy zawsze w związku z Indianami Ameryki północnej, to jednak nie ogranicza się on tylko do nich. Herodot pisze o Scytach, iż skalpowali swoich wrogów pobitych; w czasie zaś obecnym Nagaowie z gór Indyjskich pobierają i przechowują skalpy.

Przechowywanie samych tylko włosów, jako trofeów jest mniej upowszechnione, niewątpliwie dlatego, iż osiągany stąd dowód zwycięstwa nie jest przekonywający: jedna głowa może dostarczyć włosów na dwa trofea. Jednakże zdarzają się wypadki, w których włosy nieprzyjaciela okazywane są, jako dowód powodzenia na wojnie. Grange, mówią co pewnym Nagajczyku, oznajmia, iż jego tarcza „pokryta była z wierzchu włosami zabitych przez niego nieprzyjaciół''. Tunika pewnego wodza Mandańskiego, miała podług opisu, „frędzle z kędziorów włosów, wyrwanych własnymi jego rękami z głów nieprzyjacielskich”. na koniec, o Koszymach czytamy, że „na pewnych uroczystościach czarodzieje ich... nosili długie suknie skórzane, przyozdobione ludzkimi włosami”.

§ 353. Z pośród łatwo przenośnych części ciała, zabieranych do domu na znak zwycięstwa można dalej wymienić ręce i nogi. Plemiona meksykańskie Ceryjów i Opatajów „skalpują zabitych albo tez odcinają im rękę i wyprawiają później pląsy dokoła trofeów na polu bitwy”. Podobnie też o Indianach kalifornijskich, również zdejmujących skalpy mówią nam, iż „więcej jeszcze wśród nich upowszechnionym jest inny bardziej jeszcze barbarzyński zwyczaj, obcinania padłym nieprzyjaciołom rąk, nóg lub głowy, jako trofeów zwycięstwa. Wyłupują, oni również oczy zabitym i przechowują je skrzętnie”. Jakkolwiek nie mówi się tego wyraźnie, możemy jednak sądzić, że tylko prawa albo lewa noga lub ręka bywały oznakami zwycięstwa, gdyż w braku takiego zastrzeżenia można byłoby popisywać się z pokonaniem dwóch nie zaś jednego wroga. Jakoż znajdujemy, iż w jednym wypadku różnicy takiej przestrzegano. „Obydwie partie (wrogich sobie Kondów) zawieszały prawe ręce zabitych na drzewach swych wiosek”. Ręce bywały również trofeami pośród dawnych ludów świata starożytnego. Napis na grobie El-Kaba w górnym. Egipcie opowiada nam: jak Aahmes syn Abuny, wódz sterników „zdobywszy rękę (w bitwie), uczczony został po królewsku i otrzymał złoty naszyjnik na znak swego męstwa; zaś jeden z fresków świątyni Medineta-Abona w Tebach przedstawia ofiarowanie pęku rąk ludzkich królowi.

Przykład ostatni przyprowadza nas do innego jeszcze rodzaju trofeów. Obok wiązki rąk, składanych w taki sposób przed królem, wyobrażony jest tam pęk członków męskich; napis towarzyszący temu, a opowiadający o zwycięstwie Meneptaha I-go nad Libijczykami nie tylko wzmiankuje o tym, iż „obciął on ręce wszystkim ich sojusznikom, które wieziono na osłach, ciągnących za wojskiem”, ale nadto wspomina też o owych innych trofeach, które miano zdobyć na mężczyznach narodu Libijskiego. Tutaj na koniec naturalnym biegiem rzeczy przechodzimy do trofeów rodzaju pokrewnego, których zabieranie, pospolite niegdyś, trwało jeszcze w miejscowości z Egiptem sąsiadującej aż do czasów nowożytnych. Wielkie znaczenie, jakie Bruce nadaje temu zwyczajowi Abisyńczyków, powinien usprawiedliwić nas tutaj, gdy przytoczymy część jego opowiadania. Mówi on: „ku końcowi dnia bitwy każdy wódz obowiązany jest siąść we drzwiach swego namiotu, a wówczas każdy z jego żołnierzy, który tylko zabił mężczyznę, staje po kolei przed nim uzbrojony jak do walki, prezentując przodek zabitego przez siebie mężczyzny... jeżeli zabił więcej niż jednego człowieka, to tyleż więcej razy powraca... po tej ceremonii każdy zabiera krwawą swą zdobycz i cofa się w celu sporządzenia jej tak, jak Indianie sporządzają skalpy... Cale wojsko... w pewien szczególny dzień przeglądu rzuca je do stóp króla i pozostawia u wrót pałacu”.

Godnym uwagi jest tutaj to, że trofea służące początkowo do wykazania zwycięstwa, odnoszonego przez oddzielnych wojowników, ofiarowywane zostają później władcy, następnie zaś stają się środkiem sprawdzenia liczby zabitych: fakty te sprawdzone zostały przez jednego z nowszych podróżników francuskich, d'Hericourt. Że podobnych celów dosięgano też w sposób podobny wśród Hebrajczyków o tym świadczy ustęp opowiadający, jak Saul chciał zdradzić Dawida, ofiarując mu Michol za żonę: „i rzekł Saul tak, powiedźcie Dawidowi: nie dbać król o wiano, tylko chce mieć sto nieobrzezek filistyńskich, aby się stała pomsta nad nieprzyjaciółmi królewskimi”' zaś Dawid „zabił Filistynów 200 mężów i przyniósł Dawid nieobrzezki ich i oddano je spełna królowi”.

§ 354. Oprócz pobudki bezpośredniej popychającej do brania trofeów, istnieje jeszcze inna pośrednia, która prawdopodobnie znacznie się przyczynia do rozwijania się tego zwyczaju. Mówiąc o wyobrażeniach pierwotnych widzieliśmy, iż nieanalityczny umysł dzikiego sądzi, że własności danego przedmiotu tkwią we wszystkich jego częściach i że, pomiędzy innymi, w podobny też sposób pojmuje on własności istoty ludzkiej. Z tego, jak żeśmy znaleźli, powstają takie np. zwyczaje, jak połykanie części ciała zmarłych krewniaków, albo też wypijanie z wodą rozdrobnionych ich kości, w nadziei odziedziczenia ich zalet; pożeranie serca mężnego wroga po zabiciu go, a to dla zyskania jego odwagi; zjadanie jego oczu w nadziei nabycia bystrzejszego wzroku; unikanie mięsa pewnych zwierząt trwożliwych dlatego, aby nie nabyć ich bojaźliwości. Dalszym domyślnym wywodem z tego mniemania, iż duch każdego rozlewa się w nim Całym, jest to, iż posiadanie części jego ciała nadaje też posiadanie części jego ducha, a więc i władzę nad tymże duchem: wnioskuje się tutaj, że cokolwiek się wyrządzi owej zatrzymanej części ciała, wyrządzonym też będzie odpowiedniej części upiora i że w ten sposób można poddawać go przymusowi, znęcając się nad szczątkiem ciała. stąd to, jak zaznaczono wyżej (§ 133), biorą początek czary, stąd to owe, tak często przez pierwotnych znachorów używane, grzechotki z kości ludzkich; stąd „proszek z kości nieboszczyków” używany przez nekromantów peruwiańskich; stąd to części ciała zmarłych, jakie podług naszych własnych tradycyj czarodziejstwa używane były do przyrządzania uroków.

Trofea przeto służą nie tylko jako dowód zwycięstwa nad wrogiem, ale nadto służą do pokonywania jego upiora; mamy też wyraźne dowody tego, iż w pewnych wypadkach przypuszczało się, że posiadanie owych trofeów oddaje też w niewolę ducha nieprzyjaciół. Napotykane wszędzie mniemanie pierwotne, że sobowtóry ludzi i zwierząt zabitych na grobie, towarzyszą sobowtórowi zmarłego, aby mu służyć na innym świecie — mniemanie, wiodące już do mordowania żon, które mają. prowadzić przyszłe gospodarstwo nieboszczyka, już do przynoszenia na ofiarę koni, mających przewozić go w jego podróży pośmiertnej, już wreszcie do zabijania psów, mających mu służyć za przewodników — jest w wielu miejscach źródłem innego mniemania pokrewnego, że przez umieszczenie na jego grobie części ciała zwierząt i ludzi — zwierzęta owe i ludzie poddanymi zostają władzy zmarłego. Przekonywamy się o tym, widząc np. kości bydła domowego i t. p., jakimi w wielu wypadkach przyozdabiane bywają groby; widzimy to w zwyczaju umieszczania na grobach, jak to wskazano wyżej, głów nieprzyjaciół albo niewolników; widzimy na koniec w takim samem posługiwaniu się skalpami. Mówiąc o Osagach Mr Tylor przytacza fakt, iż niekiedy „umieszczają oni na skrzyni, wznoszącej się nad ciałem, żerdź z zawieszonym u jej wierzchołka skalpem nieprzyjaciela; mniemaniem ich było, że pojmawszy wroga i zawiesiwszy skalp jego nad grobem zmarłego przyjaciela, tym samem poddajemy w krainie cieniów ducha ofiary, duchowi pogrzebanego wojownika”. Odżybajowie mają też zwyczaj podobny, którego przyczyną jest zapewne takie same wyobrażenie.

§ 355. Nie należy też jeszcze zapominać o współrzędnym rozwoju takiej praktyki brania trofeów, jaka niekiedy staje się składową częścią reglamentacji rządowej. Mam tu na myśli wystawianie części ciała przestępców.

Dla naszego umysłu rozwiniętego, pojęcia nieprzyjaciela, przestępcy i niewolnika są pojęciami ściśle odróżnianymi; inaczej się jednak przedstawiają one umysłowi człowieka pierwotnego. Nie mający prawie zupełnie albo nawet pozbawiony całkowicie wyobrażeń zwanych przez nas moralnymi — dzierżący przemocą wszystko, cokolwiek posiada, wydzierający słabszemu mężczyźnie kobietę lub inny jakiś przedmiot, zabijający bez wahania własne swe dziecko, gdy mu zawadza albo też żonę swą, kiedy go obrazi, chełpiący się niekiedy z tego, że uchodzi za znanego zabójcę swoich współplemieńców — człowiek dziki nie posiada wyraźnych abstrakcyjnych pojęć dobrego i złego. Bezpośrednia przyjemność lub przykrość, jakiej mu dostarczają, rzeczy lub postępki, jest dlań jedyną podstawą do klasyfikowania ich, jako dobre lub złe. stąd też postępowanie wrogie lub krzywdy, jakich bywa ofiarą, budzą w nim takie same uczucia, bez względu na to, czy napastnik pochodzi z zewnątrz plemienia czy też doń należy: nie odróżnia on wroga od złoczyńcy. Pogmatwanie to, mogące się nam wydawać dziwnym obecnie, zrozumiemy lepiej, gdy przypomnimy sobie, że nawet we wcześniejszych okresach życia ludów ucywilizowanych grupy rodzinne, tworzące jednostki grupy narodowej, były gminami w znacznej mierze niezależnymi, a pozostającymi względem siebie w stosunku bardzo podobnym do tego, w jakim pozostają wzajem narody. Posiadały one swoją małą zemstę krwawą tak samo, jak naród posiadał zemstę krwi wielką (blood-feuds). Każda grupa rodzinna odpowiedzialną była za postępki swych członków wobec innej grupy rodzinnej tak samo, jak każdy naród odpowiedzialnym był wobec narodu innego za czyny swoich obywateli. Pomsty dokonywano na niewinnych członkach rodziny, która zgrzeszyła, tak samo jak dokonywano jej na niewinnych obywatelach grzesznego narodu. W ten też sposób pod rozmaitymi względami napastnik między-rodzinny (odpowiadający nowoczesnemu zbrodniarzowi), zajmował względnie podobne stanowisko, jak i napastnik międzynarodowy. stąd też naturalnym jest, iż obchodzono się z nim w sposób podobny. Widzieliśmy już, jak w wiekach średnich, głowy pokonanych wrogów rodziny (zabójców jej członków albo złodziei jej własności) wystawiano, jako trofea. Kiedy zaś czytamy u Strabona, że u Gallów, oraz innych ludów północnych, głowy zabitych na wojnie nieprzyjaciół bywały przynoszone do domu i niekiedy przybijane do drzwi domu wodza, gdy tymczasem aż do epoki prawa salickiego, głowy zabitych nieprzyjaciół osobistych zatykano również na drągach przed tymiż drzwiami, — to przekonywamy się dowodnie, że owemu utożsamianiu wroga publicznego z osobistym, towarzyszyło też pobieranie trofeów od ich obu. Pokrewny też związek daje się wyśledzić w zwyczajach Żydów. Po odcięciu głowy Nikanora, Juda rozkazał, aby i jego ręka została odciętą, przy czym jedno i drugie przyniósł do Jerozolimy jako trofea: ręka owa była właśnie tą, którą zmarły wyciągał z bluźnierczymi przechwałkami. takiemu zaś postąpieniu z winowajcą obcym odpowiada postąpienie Dawida z pewnym nie obcym przestępcą: nie tylko zawiesił on ciała ludzi, którzy zabili Izboseta, ale „odciął im ręce i nogi”.

Można przeto wnosić z całą słusznością, że wystawianie straconych zbrodniarzy na szubienicach albo zawieszanie głów ich na gwoździach, wzięło początek od zwyczaju przynoszenia do domu trofeów, zdobywanych na wrogach zabitych. Jakkolwiek zazwyczaj wystawiało się tylko część ciała zabitego wroga, to jednak czasem losowi temu podlega całe ciało; tak bywa np., gdy zmarłego Saula bez głowy przytwierdzili Filistyńczycy do murów Betsanu. Że zaś zawieszanie ciała zbrodniarza zdarzało się częściej, pochodzi to prawdopodobnie stąd, iż nie potrzeba go było nosić daleko, jak to się zazwyczaj przytrafiało z ciałem nieprzyjaciela.

§ 356. Jakkolwiek pomiędzy zwyczajem brania trofeów a rządem ceremonij, nie istnieje żaden związek bezpośredni, to jednak fakty poprzedzające odkrywają, przed nami takie związki pośrednie, iż niezbędnym jest tutaj zaznaczenie odnośnego zwyczaju. Wchodzi on jako czynnik składowy w skład kontroli — towarzyskiej, państwowej i religijnej.

Jeżeli w państwach pierwotnych, ludzie szanowanymi są. odpowiednio do swego męstwa, jeżeli dzielność ich ocenia się: tu podług liczby głów, jakie mogą pokazać, ówdzie podług liczby szczęk, gdzie indziej zaś podług liczby skalpów — jeżeli trofea takie przechowywanymi są, jak skarby przez pokolenia, a duma rodzin pozostaje w stosunku prostym do liczby takich odziedziczonych po przodkach trofeów — jeżeli o Galiach z czasów Poaidoniusza czytamy, że „głowy swych nieprzyjaciół, którzy byli osobami najdostojniejszymi, przechowywali oni starannie w skrzyniach, balsamując je olejem cedrowym i okazując cudzoziemcom, pyszniąc się i chełpiąc” z tego, że sami albo ich praojcowie nie chcieli przyjąć wielkich sum pieniędzy aa nie, tedy oczywistym jest, iż trofea dają początek pewnego rodzaju odrębności klasowej. Czytając, iż w niektórych miejscowościach, godność człowieka zmienia się odpowiednio do liczby kości, znajdujących się na jego siedzibie lub wewnątrz niej, nie możemy zaprzeczyć, że wystawianie tych dowodów osobistej wyższości daje początek pewnemu kierowniczemu wpływowi w stosunkach towarzyskich.

W miarę rozwijania się kontroli państwowej, pobieranie trofeów rozmaitymi sposoby staje się narzędziem otrzymania władzy. Obok czci, jaką się uczuwa dla wodza, o którego sile niszczącej świadczą liczne jego trofea, ukazuje się cześć jeszcze większa, gdy wódz taki, urósłszy na króla, posiadającego wodzów podwładnych, i podległe sobie plemiona, zgromadzi jeszcze większą liczbę trofeów przy pomocy innych; cześć ta przeradza się w końcu w postrach, gdy w wielkiej liczbie okazuje on szczątki zabitych władców. Kiedy zwyczaj przybierze tę formę rozwiniętą, wówczas przyjmowanie takich rozmaicie zdobytych trofeów zamienia się na ceremonię państwową. Wiązka rąk składana u stóp starożytnego króla egipskiego, służyła da obudzenia jego łaskawości, tak samo jak dzisiaj służy wodzowi aszantyjskiemu masa szczęk posłanych przezeń na dwór królewski. Kiedy czytamy o żołnierzach Timura, że „okrucieństwo ich podsycanym było przez stanowczy rozkaz zdobycia odpowiedniej liczby głów”, wówczas przekonywamy się dowodnie, że przedstawianie trofeów może zakrzepnąć w pewną formę, wyrażającą posłuszeństwo. Nadto, nie tylko w taki sposób dochodzimy tu do wyników politycznych. Więzy rządowe wytwarzają się tu również przez to, że się wystawia ciała lub głowy nieposłusznych albo zbrodniarzy.

Jakkolwiek ofiarowywanie części zabitego wroga w celu ubłagania upiora nie wchodzi w skład tego, co się pospolicie nazywa ceremoniałem religijnym, to jednak widocznym jest, iż dzieje się tak wówczas, gdy ma się na celu ubłaganie Boga, przeobrażonego z upiora przodka. Odnośne stadium przejściowe tego zwyczaju możemy widzieć w takim fakcie, jak ten np., że w bitwie pomiędzy dwoma plemionami Kondów pierwszy mężczyzna, któremu udało się „zabić swego przeciwnika, odciął mu prawą rękę i rzucił się z nią do kapłana, będącego w pobliżu, który odniósł ją jako ofiarę na grób Laha Pinnu”: Laha Pinnu był ich „Bogiem oręża”. Dodając do tego fakty inne, jak ten np. że Tahityjskiemu bogu Oro często składano ofiary z ludzi, pozostałe zaś szczątki układano w ściany „wytworzone całkowicie z czaszek ludzkich”, „przeważnie jeżeli nie całkowicie pochodzących od ludzi, poległych w boju”, przekonywamy się, że bogów czci się niekiedy, przynosząc im i gromadząc dokoła ich świątyń te części wrogów zabitych — zabitych bardzo często w myśl ich mniemanych rozkazów. Wniosek ten potwierdzi się, gdy spojrzymy na podobny użytek ze zdobyczy innych rodzajów. Filistyńczycy, wystawiając rozmaicie szczątki martwego Saula, nadto „umieścili zbroję jego w domu Astarty”. Grecy poświęcali zwykle jakiemuś bóstwu trofea, składające się ze zbroi, tarcz i hełmów, zdobytych na pokonanych wrogach; Rzymianie zaś składali zdobycz wojenną w świątyni Jowisza kapitolińskiego. Podobnie też pośród Fidżijan, troskliwych o wszelkiego rodzaju błaganie ich bóstw krwiożerczych „kiedy się zdobywa chorągwie, zawsze się je zawiesza jako trofea w muury, czyli świątyni”. Że setki pozłacanych ostróg rycerzy francuskich, zwyciężonych przez Flamandczyków w bitwie pod Courtray, złożono w kościele miejscowym, oraz, że we Francji chorągwie, zdobyte na wrogach, zawieszane były u sklepień kościołów, zwyczaj nieznany w protestanckiej Anglii — są to fakty, które można byłoby dodać do powyższych, gdyby dołączenie ich nie zniewalało do niemożliwego przypuszczenia, że chrześcijanie sądzą, iż się przypodobają „Bogu miłości” czynami takimi, jakimi starają się przypodobać zwykle diabelskim swym bogom ludożercy.

Ze względu na pewien wniosek, do jakiego dojdziemy później, należy tu wspomnieć o jednej jeszcze prawdzie ogólnej, jakkolwiek jest ona tak widoczną, iż nie zasługuje prawie na wzmiankę. Pobieranie trofeów pozostaje w bezpośrednim związku z wojowniczością. Poczyna się ono w ciągu życia pierwotnego, zaprzątniętego całkowicie zwalczaniem ludzi i zwierząt; rozwija się wraz ze wzrostem społeczności zdobywczych, w których ustawiczne wojny dają początek wojowniczemu typowi budowy; zmniejsza się w miarę tego, jak wzrastająca przemysłowość coraz bardziej zastępuje działania niszczycielskie działaniami wytwórczymi; na koniec, przemysłowość zupełna sprowadza niechybnie całkowity zanik owego zwyczaju.

Najgłówniejsze jednak znaczenie praktyki brania trofeów musimy tu dopiero teraz zaznaczyć. Przyczyną, dla której roztrząsamy ją tutaj, jakkolwiek sama przez się nie łatwo daje się zaliczyć do rzędu ceremonij, jest to, iż dostarcza nam ona klucza do zrozumienia licznych ceremonij innych, upowszechnionych po całym świecie wśród ludów niecywilizowanych i na wpół cywilizowanych. Z praktyki odcinania i zabierania części ciała nieboszczykom urasta zwyczaj odcinania części żywego ciała.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009