Herbert Spencer

Instytucje obrzędowe

ROZDZIAŁ XI. MODA

§ 423. Nie powiedzieć nic o modzie, mówiąc o instytucjach obrzędowych (ceremonialnych) w ogólności — byłoby to pozostawić pewną lukę; a jednak trudno jest roztrząsać ten przedmiot w jakiś sposób systematyczny. W wielu formach kontroli towarzyskiej, dotąd przez nas badanych, znajdowaliśmy pewne cechy powszechniejsze, których wspólny początek można było wyśledzić; wnioski też nasze, z tego źródła osiągane, odznaczały się określonością. Ale te pogmatwane i wiecznie zmienne przepisy postępowania, noszące ogólną, nazwę mody, nie dadzą się wytłumaczyć w sposób podobny; nadto jedno tłumaczenie nie wystarczy tu dla nich wszystkich

W Skaleczeniach, Podarkach, Odwiedzinach, Ukłonach, Formach zwracania się, Tytułach i Ubiorach i t. d. widzieliśmy z konieczności nie podobieństwo pomiędzy czynami wyższego i niższego, ale właśnie brak podobieństwa: tego, co robi władca, podwładny robić nie powinien, tego zaś, co nakazanym jest podwładnymi, unika władca. Ale w owych przemianach zachowywania się, ubiorów, sposobu życia i t. p., jakie stanowią, modę, kładzie się nacisk na podobieństwo, nie zaś niepodobieństwo. Szacunek należy tu okazywać przez naśladowanie osób władnych, nie zaś przez wyróżnianie się od nich. W jaki sposób powstało takie przeciwieństwo?

Objaśnienie może tu być, jak się zdaje, takie: Moda z istoty swej jest naśladowczą. Naśladowanie wypływać może z dwóch bardzo odmiennych pobudek. Może być ono wynikiem szacunku względem osoby naśladowanej, albo też wyłaniać się może z żądzy zaznaczenia swojej z nią równości. Pomiędzy objawami naśladownictwa, wynikającymi z tych odmiennych pobudek, niepodobna przeprowadzić żadnej różnicy wyraźnej; stąd też możliwym bywa przejście od owych hołdowniczych objawów naśladownictwa, ukazujących się obok większej poddańczości, do owych przykładów naśladownictwa współzawodniczego, jakie cechują stan niezależności względnej.

Uważając pogląd taki za klucz do rozwiązania zagadki, zobaczmy teraz, w jaki sposób powstają owe objawy naśladownictwa, wyrażającego szacunek, oraz jak rozpoczyna się przechodzenie od nich do naśladownictwa współzawodniczego.

§ 424. Jeżeli wyobrazimy sobie społeczeństwo, cechujące się służalczą podległością, to zachodzi pytanie: w jakich wypadkach niżsi będą mogli zjednywać sobie wyższych przez naśladowanie ich? Pod jakim względem przyznawanie się do równości z nimi będzie mogło być dla nich pochlebnym? Tylko pod względem ich wad.

Z pomiędzy zwyczajów takich tyrańsko-ceremonialnych ludów dzikich, zwyczaje Fidżijan mogą dostarczyć nam przykładu, dobrze uwydatniającego zarówno pobudki, jak i następstwa czynów podobnych. „Wódz pewnego dnia poszedł ścieżką górską, a za nim ciągnął się długi łańcuch jego ludzi; przypadkiem potknął się i upadł; wszyscy inni uczynili to samo z wyjątkiem jednego mężczyzny, do którego zaraz tamci przystąpili, zapytując, czyby siebie uważał za coś lepszego od wodza”.

Wiliams, pisząc o usiłowaniu swym przejścia przez śliski mostek, zrobiony z jednego pnia kokosowego, powiada: „w chwili, kiedym rozpoczynał próbę, poganin pewien rzekł z wielką żywością: „dzisiaj będę miał muszkiet”... kiedym go zapytał, dlaczego mówił o muszkiecie, odpowiedział mi:, byłem pewny, że upadniesz, usiłując przejść tamtędy i ja również byłbym upadł po panu (t. j. okazałby się równie niezgrabnym); ponieważ zaś most jest wysoki, woda bystra, pan zaś jesteś szlachcicem, więc nie pomyślałbyś o obdarowaniu mnie czymś mniej cennym, niż muszkiet”.

Jeszcze bardziej uderzającym jest pewien zwyczaj pokrewny w Afryce wśród tubylców Darfuru. „Jeżeli sułtan, jadąc konno, spadnie przypadkiem, wszyscy jego przyboczni muszą spaść podobnież; gdyby zaś ktokolwiek nie dokonał tej formalności, to bez względu na godność swą zostałby zsadzony z konia i obity”.

Takie przykłady żądzy podobania się władcy przez unikanie wszelkich pozorów wyższości w odniesieniu do niego, wydadzą się nam mniej niewiarogodnymi, gdy znajdziemy, iż pośród ludów europejskich zdarzały się jeżeli nie takie same, to pokrewne wypadki. W r. 1461 książę Filip Burgundzki, obciąwszy sobie włosy w czasie choroby, „wydał rozkaz, aby cała szlachta jego państwa ostrzygła się również. Przeszło 500 osób... poświęciło swe włosy”. Od tego przykładu, w którym władca domaga się, aby jego wada naśladowana, była przez podwładnych przeciwko ich woli (wielu bowiem nie usłuchało), możemy przejść do przykładu innego, w którym naśladowanie było dobrowolne. We Francji w r. 1665, po operacji wrzodu, dokonanej na Ludwiku XIV, niemoc królewska stała się modą wśród dworzan: „niektórzy z tych, co pierwej starali się ją ukryć, nie wstydzili się jej obecnie. Znajdowali się nawet dworzanie, którzy pragnęli podlegać operacji w Wersalu, gdyż król bywał wówczas powiadamiany o wszystkich okolicznościach choroby... Widziałem przeszło trzydziestu, którzy chcieli poddać się operacji, a których głupota była tak wielką, iż zdawali się być zmartwieni, gdy im powiedziano, że nie było żadnej po temu potrzeby. „

na koniec, jeżeli do takich wypadków dodamy inne, w których pewna zmiana ubioru, jaką król wprowadza w celu ukrycia jakiejś ułomności, (jak np. wysoki kołnierz, gdy potrzeba ukryć szyję skrofuliczną) naśladowaną jest przez dworzan i szerzy się dalej, to zobaczymy, jak z owej żądzy zjednywania, budzącej uroszczenie do ułomności takiej samej, może powstać pewna moda w ubiorach, oraz jak z aprobaty naśladownictwa togo może nieznacznie wyłonić się tolerancja względem innych wypadków naśladowania.

§ 425. Nie znaczy to, iżby przyczyna owa miała sama przez się wywoływać taki skutek. Istnieje też pewna przyczyna współdzielcza, korzystająca z uczynionego w ten sposób początku. Naśladownictwo współzawodniczę, zawsze czynne, o ile pozwala na to władza, zużytkowuje na swoją korzyść wszelką, sposobność, jaką tylko daje jej naśladowanie, będące wyrazem szacunku. Owo naśladownicze współzawodnictwo poczyna się równie wcześnie, jak i hołdownicze. Członkowie plemion dzikich, pchani żądzą oklasków, popadają częstokroć w rozrzutność większą, niźli ludzie cywilizowani. Istnieją ludy barbarzyńskie, wśród których wymagane przyjęcia na weselu córki np. są tak kosztowne, iż usprawiedliwiają tam zabijanie niemowląt płci żeńskiej wymówką, że w przeciwnym razie wychowywanie córki pociągnęłoby za sobą wydatek rujnujący. Thomson i Angas opisują, zgodnie wybryki, do jakich popychani są wodzowie nowozelandzcy dzięki modzie dawania wielkich uczt, co często staje się przyczyną głodu; do uczt takich wodzowie poczynają przygotowywać się rok przedtem, przy czym oczekuje się, iż każdy z nich przewyższy swego sąsiada hojnością. na koniec pobudka taka, ukazująca się wcześnie w rozwoju społecznym, a nakazująca równym prześcigać się wzajem, podobnie też oddziaływa na niższych, o ile tylko pozwoli się im iść w zawody z wyższymi. Wszędzie i zawsze dążność niższego do wypowiedzenia się bywała w sprzeczności z nałożonymi nań więzami, najpowszechniejszym zaś sposobem wypowiadania się, było przybieranie stroju, środków i zwyczajów, podobnych do zwyczajów i środków jego zwierzchnika. Zazwyczaj istniało parę stopni podrzędnych, którym z takiej lub innej przyczyny dozwalano wdzierać się przez naśladownictwo do szeregów wyższych; zazwyczaj też dążono do pomnożenia odnośnych precedensów i do nadania w ten sposób klasom obszerniejszym wolności ubierania się i życia na modłę klas mniej licznych.

Zdarzało się to szczególnie w miarę tego, jak bogactwo przestawało ukazywać się w parze z wybitnością stanowiska — czyli w miarę tego, jak przemysłowość wytwarzała ludzi dość już bogatych, aby mogli naśladować rodzaj życia tych, co przewyższali ich dostojeństwem. po części wskutek większych środków, po części zaś wskutek wynikającej stąd większej siły, nabywanej przez górne szeregi wytwórców i rozdzielców, na koniec po części wskutek coraz większej doniosłości pomocy pieniężnej, jaką mogli oni dawać klasom rządzącym w sprawach publicznych i domowych, ustawicznie zmniejszał się opór, nie pozwalający im przybierać zwyczajów, jakie początkowo przysługiwały jedynie osobom wysoko urodzonym. Więzy, umacniane w czasach dawniejszych wielokrotnie przy pomocy praw o zbytku, słabły stopniowo, aż wreszcie naśladowanie wyższych przez niższych, upowszechniając się coraz niżej, nie napotykało oporu w niczym, z wyjątkiem tylko sarkazmu i ośmieszania.

§ 426. Tak więc ceremonia i moda, plącząc się ze sobą i mieszając, posiadają wszakże odmienne źródło i znaczenie: pierwsza bowiem właściwą jest ustrojowi współdziałania przymusowego, ostatnia zaś stanowi cechę ustroju dobrowolnego współdziałania. Jasnym jest, że istnieje pewna zasadnicza różnica, a zaprawdę, pewne przeciwieństwo rdzenne, pomiędzy postępowaniem, wymaganym wskutek poddańczości względem wyższych, oraz postępowaniem, wynikającym z naśladowania tychże.

Prawda, że odróżniane tutaj reglamentacje postępowania zlewają się zazwyczaj w jednym skupieniu reglamentacji towarzyskich. Prawda, że pewne formy obrzędowe (ceremonial) poczynają być wykonywanymi jako części składowe panującej mody, oraz że o pewnych pierwiastkach mody, jak np. o zwyczaju wyścigów podczas obiadu, poczyna się myśleć jako o pierwiastkach ceremoniału. na koniec prawdą jest, że na straży jednego i drugiego stoi dzisiaj nie ucieleśniona w żadnej instytucji opinia, jednaka, jak się zdaje dla obojga. Ale, jak żeśmy widzieli wyżej, jest to złudzenie. Jakkolwiek wtedy, gdy np. za dni naszych bogaty kwakier, nie chcący nosić ubioru ludzi, jak i on sam zamożnych, nie chce też zarazem zdejmować kapelusza przed osobą, wyższą, spoglądamy zazwyczaj na te zboczenia, jako na rdzennie jednakie, to wszakże przekonamy się, iż nie są one takimi, gdy się cofniemy wstecz aż do dni owych, kiedy ukłonów dla wyższych wymagano pod jakąś karą, zaś naśladowania ubioru wyższego nie tylko nie wymagano, ale zakazywano. Postępki te kwakra występują, tutaj zaczepnie względem władzy dwojakiej: władzy rządów klasowych, które domagały się niegdyś takiego ukłonu, oraz władzy opinii publicznej, która sądzi, że niewłaściwości ubioru każą domyślać się stanu niższego.

Tak więc, jakkolwiek dziwnym się to wyda, moda różni się tym od ceremonii, iż jest towarzyszką typu przemysłowego w przeciwstawieniu go do wojowniczego typu. Potrzeba tylko zauważyć, jak np. handlarz, używający srebrnych sztućców u stołu, zaznacza równość swą z esquire'em, albo lepiej jeszcze, jak pokojówka w dzień święta współzawodniczy z panią, wystawiając na pokaz kapelusz swój ostatniej mody, aby się przekonać, o ile reglamentacje postępowania, grupujące się pod nazwą mody, każą przypuszczać wzrost wolności, podążający jednocześnie z zamianą działań wojowniczych na pokojowe.

Moda taka, jaką jest dzisiaj, przedstawia pewną, postać społecznej reglamentacji, podobnej do rządów konstytucyjnych, jako do formy reglamentacji państwowej; przedstawia ona bowiem pewną ugodę pomiędzy przymusem rządowym a osobistą, wolnością. Zupełnie tak samo, jak wraz z przechodzeniem od przymusowego współdziałania w akcji publicznej do współdziałania dobrowolnego odbywał się wzrost pierwiastków przedstawicielskich, służących do wyrażania woli przeciętnej, tak podobnież postępował ciągle wzrost owego nieokreślonego skupienia ludzi bogatych i podległych kulturze, u których pewien consensus obyczajów rządzi prywatnym życiem społeczeństwa w ogólności. na koniec tak w jednym, jak w drugim wypadku, zauważyć można, że owa wiecznie zmieniająca się ugoda pomiędzy więzami a wolnością dąży ciągle do spotęgowania tej ostatniej. Podczas bowiem gdy, biorąc ogólnie, rządowa kontrola postępowania osobistego słabnie, to znowu z drugiej strony zmniejsza się też sztywność mody, uwydatnia się to w większej swobodzie sądów osobistych, działającej w dość niejasno określonych granicach. Tak więc moda, będąc zrazu naśladowaniem naprzód ułomności wyższego, następnie zaś innych cech, jemu właściwych, dążyła zawsze do wyrównania różnic. Służąc ku zaciemnieniu, niekiedy zaś ku złagodzeniu oznak różnicy klasowej, sprzyjała ona wzrostowi indywidualizmu, a w ten sposób przyczyniała się do osłabienia obrzędowości, która, jak wiemy, każe domyślać się poddaństwa jednostki.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009