Herbert Spencer

ROZDZIAŁ XII

PRZESZŁOŚĆ I PRZYSZŁOŚĆ STOSUNKÓW DOMOWYCH

§ 336. W ciągu rozdziałów poprzedzających indukcja cieszyła się znakomitą, przewagą nad dedukcją; to też ci z pomiędzy czytelników, którzy pamiętają, że w zakończeniu Części II-ej wyrażono zamiar dedukcyjnego tłumaczenia zjawisk społecznych, mogli przyjść do wniosku, że albo zamiar ów stracono z oczu, albo też, że traktowanie faktów życia domowego — inaczej niż za pomocą, uogólnień empirycznych — okazało się niemożliwym. Zbierając jednak wszystkie nici naszego rozumowania, znajdziemy, iż główne wywody, do jakich popycha nas oczywistość, są, właśnie takimi, jakich domyślać się każe ewolucja.

Mamy naprzód ten fakt, że geneza rodziny uwydatnia przed nami prawo ewolucji w jego postaciach głównych. Wśród najbardziej pierwotnych grup społecznych nie istnieje nic takiego, co by można było nazwać małżeństwem: związki tam są krańcowo niespójne. Grupy rodzinne, składające się z matki oraz takich dzieci, jakie wypielęgnowanymi być mogą bez stałej opieki ojcowskiej — z konieczności są małe i rozprzęgają, się rychło: integracja ich jest słaba. Wewnątrz każdej z tych grup pokrewieństwo określane bywa mniej ściśle, gdyż dzieci są, sobie najczęściej przyrodnimi braćmi lub siostrami, ojcostwo zaś bywa częstokroć niepewne. Z takich rodzin pierwotnych — małych, niespójnych i nieokreślonych — powstają, zgodnie z prawem ewolucji, rozbieżne i dwukrotnie rozbieżne typy rodzin; z tych jedne cechują się mieszaniny poliandrii i poligamii, inne, poliandryczne, różniczkują się na bratnie i nie bratnie, jeszcze inne, poligamiczne, różniczkują się na takie, które z pomiędzy owych rodzajów i gatunków rodziny te, jakieśmy napotykali wśród społeczeństw wyższych, są właśnie najbardziej spójne, najbardziej określone i najbardziej złożone. Nie zatrzymując się. dłużej przy typach pośrednich, a zestawiając tylko ów pierwotny rodzaj grupy rodzinnej z rodzajem najwyższym rodziny, jaką. napotykamy wśród ludów cywilizowanych, spostrzeżemy, o ile znaczny już jest stosunkowo ewolucja tej ostatniej. Stosunek małżonków stał się już tutaj całkiem określony, a dr. lej, niezmiernie spójny, gdyż trwający niekiedy całe życie; grupa rodzinna w postaci swojej pierwotnej powiększyła się (gdyż liczba dzieci, wychowywanych przez dzikiego, jest stosunkowo małą), w postaci zaś pochodnej, ogarniającej wnuki, prawnuki i t. p., co wszystko razem przedstawia dające się łatwo określić skupienie, rozrosła się ona stosunkowo bardzo znacznie, a duże to skupienie składa się z członków, spokrewnionych ze sobą bardzo różnorodnie. Nadto, rozwijająca się rodzina ludzka w stopniu coraz większym odtwarza rysy, będące, jakeśmy widzieli na wstępie, cechami coraz to wyższych urządzeń rozrodczych w królestwie zwierzęcym. Utrzymanie gatunku jest celem, któremu z konieczności podporządkowane być musi utrzymanie życia osobniczego, ale w miarę wznoszenia się po drabinie ustrojowej, spostrzegamy coraz mniejszą ofiarę z tegoż życia przy osiąganiu owego celu; kiedy zaś przebywamy kolejne stopnie uspołecznienia, znajdujemy w coraz wyższych formach rodziny dalszy postęp w tym samym kierunku. Rasy ludzkie typu niższego, w porównaniu z rasami wyższych typów, wykazują nam większą, ofiarę z osobników dojrzałych na korzyść gatunku; uwydatnia się to zarówno w krótkości okresu przedrozrodczego, we względnej ciężkości daniny, jakiej wymaga od nich pielęgnowanie dzieci w warunkach życia dzikiego, a na koniec — w skróceniu porozrodczego okresu: szczególnie kobiety, wydające wcześnie potomstwo i wyczerpane trudami macierzyństwa, dosięgają, starości przedwczesnej i umierają rychło. W wyższych typach rodziny mniejszą jest również ofiara z życia młodych: dzieciobójstwo, nakazywane w pierwotnych ubogich grupach ludzkich koniecznością zachowania społeczeństwa, staje się rzadsze; jednocześnie też zmniejsza się śmiertelność dzieci, będąca wynikiem innych przyczyn. Dalej, wraz ze zmniejszaniem się ofiar z życia dojrzałego, spostrzegamy też coraz większą kompensatę tych poświęceń, jakie jeszcze ponosić trzeba. Wyższymi się stają i bardziej długotrwałymi rozkosze wychowywania potomstwa. Zamiast takich stanów, w których dzieci wcześnie pozostawionymi bywają, samym sobie, lub kiedy, jak to się dzieje wśród Buszmonów, ojcowie, kłócąc się z synami, wzajemnie usiłują się zabić, albo, jak to zaznacza Burton o Afrykańczykach wschodnich, "kiedy po przejściu dzieciństwa ojciec i syn stają się naturalnymi wrogami, na wzór dzikich zwierząt" — zamiast takich etanów, następuje inny, w którym żywe zainteresowanie się pomyślnością synów i córek trwa przez całe życie rodziców. Na koniec, do tej przyjemnej troski o potomstwo, trwającej coraz dłużej, w miarę rozwoju rodziny, potrzeba dodać pewien, całkiem nowy czynnik — przyjemną pieczę dzieci o rodzicach — czynnik, który, słabym jeszcze będąc, gdy rodzina jest w stanie zaczątkowym, a zyskując na sile w miarę jej rozwoju, inną jeszcze drogą prowadzi do zmniejszania się ofiary z osobników na korzyść gatunku i poczyna, przeciwnie, tak wpływać na gatunek, iżby ten dopomagał do przedłużania oraz podnoszenia życia osobników.

Pozostaje tu jeszcze fakt jeden, dotąd nie zaznaczony. Ewolucja wyższych typów rodziny, podobnie jak ewolucja wyższych typów społeczeństwa, podążała ręka w rękę z ewolucją ludzkiego umysłu i uczucia. Prawda ogólna, że istnieje pewien nieodzowny związek pomiędzy przyrodą jednostki społecznej oraz społecznego skupienia i że jedno z nich ustawicznie kształtuje drugie i samo jest przez nie kształtowane — prawda owa stosuje się zarówno do organizacji politycznej, jak i domowej. Wyobrażenia i uczucia, umożliwiające jakąś dalszą fazę życia społecznego, bądź w rodzinie bądź w państwie, każą domyślać się jakiejś fazy uprzedniej, dzięki wprawie i doświadczeniu której zostały one nabytymi; owe zaś doświadczenia i wprawa każą przypuszczać istnienie innych znów faz uprzednich i t. d., aż do początku. Zwracając się do Zasad Psychologii (wydanie roku 1872), do rozdziałów: "Rozwój koncepcji", "Uspołecznione i sympatia", "Uczucia ego-altruistyczne", "Uczucia altruistyczne", czytelnik znajdzie dowody tego, jak wyższe zdolności duchowe, mogące powstać jedynie w takim otoczeniu, jakiego dostarcza życie społeczne, rozwijają się też w miarę rozwoju owego otoczenia — tak, iż każdemu postępowi w jednym towarzyszy zaraz postęp drugich. Zobaczy też czytelnik, iż domyślać się tam należy, że skoro altruizm odgrywa ważną rolę w rozwiniętym życiu rodzinnym, to wyższe, stosunki domowe stawały się możliwymi, jedyni w miarę coraz lepszego przystosowywania się człowieka do stanu społecznego (1).

 

---------------------

(1) Doktryna ta, zawarta w ogólnej teorii przystosowywania się istot organicznych do ich otoczenia, a utrzymując;:, że duch ludzki szczególnie pod względem cech swoich moralnych ukształtował się za sprawą życia społecznego — przenika całą Statykę Społeczną; szczególny zaś na nią nacisk położono w rozdziale, zatytułowanym "Uwagi ogólne".

§ 337. Rozważając dedukcyjnie związek pomiędzy postaciami życia domowego oraz społecznego i wykazując, jak one w każdym typie społecznym wiążą się ze sobą, gdyż łącznie związane są z jednakim typem charakteru osobników, dogodnym będzie rozważyć jednocześnie: stanowisko kobiet oraz stanowisko dzieci. Życie pierwotne, podsycające wrogość stosunków względem zdobyczy i nieprzyjaciół, tak zwierzęcych jak ludzkich — codziennie dostarczające zadowolenia samolubnego z pokonywania istot obcych — codziennie dające kosztować rozkoszy czynów, które pociągają za sobą, ból — utrzymuje taki typ przyrody, jaki daje początek rządom komercyjnym, zarówno społecznym, jak i domowym. Brutalna siła, szukająca chwały w przewadze, która jej zaszczyt przynosi, i nie krępowana względami pomyślności innych, owłada pierwszą lepszą, kobietą podług upodobania i porzuca ją również samowolnie. Dzieci też, pozostając na łasce tego skrajnego sobkowstwa, utrzymują, się przy życiu tylko wtedy i o tyle, kiedy i o ile przeważy instynkt rodzicielski. Jasne jest przeto, iż słabość związków małżeńskich, nieokreślone, niespójne postacie rodziny, grubiańskie obchodzenie się z kobietami, oraz dzieciobójstwo — są przyrodzonymi objawami wojowniczości w jej postaciach skrajnych.

Postęp owych, najniższych grup społecznych, nie mogących nawet nosić nazwy społeczeństw, w kierunku grup większych, albo mających więcej zawiłą budowę, albo wreszcie posiadających obie te cechy, każe domyślać się spotęgowanego współdziałania. Współdziałanie owo może być przymusowe lub dobrowolne, albo też być może, i bywa zazwyczaj, częścią jednego częścią zaś drugiego. Widzieliśmy, że wojowniczość domyślać się każe przewagi współdziałania przymusowego. Tutaj zauważyć marny, że tak samo, jakeśmy znaleźli w drodze indukcji, tak też dedukcyjnie wykazać można z całą oczywistością, że odnośne stosunki domowe w każdym wypadku odpowiadają danym stosunkom społecznym. Przyroda osobnika, która ćwiczy się w wykonywaniu owej despotycznej kontroli, oraz w poddawaniu się owej uległości skrajnej, jakich społeczeństwach rozwiniętych domyślać się każe wybitna wojowniczość — przyroda osobnika grubiejąca też jednocześnie w życiu, poświęcone ciągłej wojnie, niechybnie sprowadzać musi w domu takie urządzenia, jakie wywołuje po za domom. Stąd to owo nieuwzględnianie wymagań kobiety, objawiające się w wykradaniu i kupowaniu jej; stąd owa, z wielożeństwa wynikła, nierówność położenia dwojga płci; stąd posługiwanie się kobietami, jako niewolnicami; stąd prawo życia i śmierci nad żoną i dziećmi; stąd na koniec ów porządek rodziny, poddający wszystkich jej członków najstarszemu mężczyźnie. Przeciwnie, typ przyrody osobnika, rozwinięty pod wpływem współdziałania dobrowolnego, w społeczeństwach wybitnie przemysłowych, bez względu na to, czy to będą społeczności pokojowe, proste plemiona, lub narody, które w znacznej mierze już wyrosły z wojowniczości — przedstawia się, jako typ przyrody względnie altruistycznej. Codzienny nałóg wymiany usług, lub odstępowania wytworów przedstawiających pracę za pieniądze, które również pracę przedstawiają — występuje jako nałóg starania się o takie tylko zadowolenie samolubne, na jakie pozwala również samolubne zadowolenie tych, z którymi ma się do czynienia. Narzuca, się tu mimo woli poszanowanie wymagań innego; towarzyszy temu myślowe wyobrażenie tychże wymagań, każące, w odpowiedniej mierze, domyślać się bliźniego uczucia; na koniec, niema tu owego tłumienia tych uczuć, jakiego domyślać się każe porządek komercyjny. Niechybnie też typ charakteru, wylęgły w ten sposób, wpływając na zmianę działań i urządzeń społecznych, wpływa też jednocześnie na zmianę domowych działań i urządzeń. Ta sama praktyka, która prowadzi za sobą większe uznanie wymagań bliźniego — popycha też do większego uznawania wymagań kobiet i dzieci. Zwyczaj uwzględniania woli tych, z kim ma się do czynienia po za domem, prowadzi do zwyczaju rachowania się z wolą tych, z którymi działa się wespół w domu. Stosunek małżonków — z obcowania pana z poddaną, zmienia się na obcowanie prawie równych sobie towarzyszów, jednocześnie też więzy, łączące ich, tracą, coraz bardziej cechę władzy prawnej, zaś coraz więcej zabarwiają się wzajemnym przywiązaniem. Stosunki rodziców do dzieci przestają, być rodzajom tyranii, poświęcającej dziecko rodzicowi lub rodzicielce, a natomiast stają się takimi, w których raczej wola rodziców podporządkowuje się pomyślności dziecka. Tak więc, wyniki, dające się przez wnioskowanie wyprowadzić z samej przyrody wojowniczości oraz przemysłowości, są właśnie takimi, jakie znaleźliśmy w rzeczywistości. Dla uwydatnienia zaś bezpośredniości zaznaczonego tu związku mogę przytoczyć pewien przykład, wykazujący, że w tym samem społeczeństwie stosunki domowe części jego wojującej zatrzymują na sobie piętno wojowniczości, gdy tymczasem domowe stosunki części przemysłowej przybierają, charakter przemysłowy. Koenigswarter, mówiąc o prawie spadkowym w dawnej Francji, w odniesieniu do dzieci rozmaitej płci i wieku, robi uwagę, że "zawsze rodziny feudalne i szlacheckie przechylają się właśnie ku zasadzie nierówności, gdy tymczasem zasada równości przedostaje się wszędzie do rodzin roturier'ów i bourgoeis". Podobnie też Thierry, mówiąc o nowej ustawie wieku XIII, równającej prawa własności płci obojga oraz dzieci, powiada: "To prawo burżuazji — przeciwne prawu szlachty — różniło się odeń zasadniczo. Podstawą jogo była równość przyrodzona".

§ 338. Obecnie wreszcie dochodzimy do ciekawego pytania: co też można wnioskować o przyszłości stosunków domowych? Widzieliśmy, jak dalece ogólne prawo ewolucji iściło się w sprawie pochodzenia rodziny. Widzieliśmy również, jak w ciągu cywilizacji, jeszcze dalej posunęło się owo godzenie interesów gatunku, rodziców i potomstwo, odbywające się przez ciąg całej ewolucji organicznej w ogóle. Co większa, zaznaczyliśmy, że owe wyższe cechy stosunków dwojga płci względem siebie i względem dzieci, jakie towarzyszyły ewolucji społecznej, możliwymi stawały się dzięki owym wyższym cechom umysłu i uczucia, wytwarzanym za sprawą doświadczenia i praktyki coraz to wyższych stanów uspołecznieni. Na koniec, zauważyliśmy związki pomiędzy nabytymi w ten sposób cechami szczególnymi oraz szczególnymi typami społecznej budowy i działalności. Przyjmując tedy, że ewolucja dalej podążać będzie tymi samymi drogami, rozważmy, jakich w dalszym ciągu, zmian można się tutaj spodziewać?

Przede wszystkim, wnioskować wolno, że przez całą, przyszłość stosunki domowo rozmaitych ludów, ziemię zamieszkujących, będą, również do siebie niepodobne. Musimy się wystrzegać przypuszczenia, że społeczności rozwinięte staną się społecznościami powszechnymi. Tak samo jak w ewolucji organicznej, tak też i w nadorganicznej ewolucji wytwarzanie się form wyższych nie każe jeszcze przypuszczać zagłady wszystkich form niższych. Tak samo jak wyższe gatunki zwierzęco, rugując niektóre, współzawodniczące z niemi, gatunki niższe, pozostawiają jednak wiele gatunków niższych przy ich niższych siedzibach; tak też wyższe typy społeczeństw, rugując te z pomiędzy typów niższych, które zajmują siedliska przydatne dla nich, rugować nie będą takich społeczności, co zamieszkują okolice niepłodne lub nieprzyjazne. Ludy cywilizowane nie wyrugują chyba Eskimosów. Mieszkańcy Ziemi Ognistej prawdopodobnie ostają się przy życiu dzięki temu, że wyspa ich nie mogłaby utrzymać ludności cywilizowanej. Wątpliwe jest, czy grupy Semitów koczujących, którzy przez ostatnie tysiąclecia zajmowali pustynie wschodu, zostaną, wyparowane przez narody stojące wyżej. Może też być, że niektóre parne i zaraźliwe okolice między-zwrotnikowe pozostaną na zawsze niedostępnymi dla ras, zdolnych do wysokiej kultury. Stąd też, zarówno domowe jak i społeczne stosunki, właściwe niższym odmianom ludzkim, nie łacno zaginą. Poliandria może przetrwać w Tybecie;

poligamia przez całą przyszłość będzie mogła istnieć w niektórych częściach Afryki; pośród zaś najbardziej odległych grup hyperborejskich prawdopodobnie trwać będą, w dalszym ciągu, mieszano i nieuporządkowane stosunki płci.

Możliwe jest nadto, że w pewnych okolicach ostać się będzie mogła wojowniczość, i że obok właściwych jej stosunków państwowych, utrzymają się przy życiu odpowiednie domowe stosunki. Okolice rozlegle — jak pp. Północny Wschód Azji — nie mogące utrzymać ludności o tyle gęstej, iżby wytworzyła społeczeństwa przemysłowe typu wyższego — prawdopodobnie pozostaną, nadal siedzibą społeczności, mających owe niedoskonałe formy państwowe i rodzinne, jakie ukazują, się obok działalności zaczepnej i odpornej.

Pominąwszy takie szczątkowe typy niższe, ograniczmy się do typów o ewolucji dalej już posuniętej, do typów, jakie przedstawiają nam narody cywilizowane. Przyjmując, że wśród tych ostatnich przemysłowość wzmagać się będzie, wojowniczość zaś słabnąć, zapytajmy tu siebie, jakiego rodzaju stosunki domowo istnieć będą mogły obok zupełnego rozkwitu przemysłowości.

§ 339. Monogamiczna postać stosunków płciowych jest oczywiście postacią ostateczną, to też wszelka zmiana, jakiej tu spodziewać się można, będzie musiała iść w kierunku uzupełniania jej i upowszechnienia. Zauważywszy jakiego rodzaju istnieje możliwość większego oddalenia się od urządzeń i zwyczajów przeszłości, dostrzeżemy, jakie zmiany w przyszłości są możliwymi.

Wiele postępków, uchodzących za zwykłe wśród ludzi niecywilizowanych, poczytuje cię za wykroczenie lub zbrodnię przez człowieka, cywilizowanego. Luźność stosunków płciowych ( promiscuity), niepowściągana niegdyś niczym, podlegała, w miarę postępu społeczeństw, coraz większemu potępieniu. Uprowadzanie kobiet — zrazu przynoszące zaszczyt, jest obecnie występnym. Żenienie się z dwiema lub więcej kobietami, dozwolone i ważne wśród społeczności niższych, stało się — w społeczeństwach wyższych — wiarołomstwem. Stąd też spodziewać się można, że ewolucja przyszłości, podążając po drogach dotychczasowych — rozszerzy stosunek monogamiczny przez wyplenienie luźności oraz przez usunięcie takich przestępstw, jak dwużeństwo i cudzołóstwo. Można również oczekiwać wykorzenienie z małżeństwa pierwiastków kupczych. Po wykradaniu żon nastąpiło ich kupowanie, a wówczas wylęgły się zwyczaje, które nadawały i nadają dotąd przewagę względom posiadania jakiejś własności nad względami wyboru osobistego. Jasne jest, iż kupowanie żon oraz kupowanie mężów (istniejące jeszcze wśród pewnych społeczeństw napółcywilizowanych), jakkolwiek utraciło grubą, swoją postać pierwotną, trwa jeszcze dotąd w formie zmienionej. Już dzisiaj daje się słyszeć tu i ówdzie nagana dla tych, co wstępuje w związki małżeńskie dla pieniędzy lub stanowiska; opinię zaś taks, zyskując na sile, oczyści, jak przypuszczać wolno, związek monogamiczny, czyniąc go we wszystkich wypadkach rzeczywistym, zamiast tego, co by miał być, jak to się zdarza dzisiaj, w wielu razach tylko nominalnym.

Tak samo jak monogamia stanie się prawdopodobnie wyższą, za sprawą, powszechnego uczucia, domagającego się aby więzy prawa nie ukazywały się inaczej, jak tylko w roli przedstawiciela więzów przyrodzonych, tak stać się też może, iż utrzymywanie więzów prawnych uważane będzie za niewłaściwe w wypadku nieobecności więzów przyrodzonych. Już dzisiaj większa łatwość rozwodu zdaje się zapowiadać możliwość tego, że, podczas kiedy — w okresie rozwijania się monogamii stałej — związek prawny (będący pierwotnie aktem kupna) uważano za część istotna; małżeństwa, zaś więzy uczucia za część nieistotną; podczas kiedy obecnie związek prawny uważa się za rzecz ważniejszą, zaś związek uczuć — za mniej ważną., to nadejdzie czas, gdy związek uczuć uważanym będzie za czynnik drugorzędny: stąd zaś wyniknie potępienie takich stosunków małżeńskich, w których związek uczuć ustanie. Powiedzieć mogę, że obecnie wniosek powyższy na pewno wyda się nie do przyjęcia. Wydając sąd o jakimś urządzeniu, zapowiadane na przyszłość, prawie wszyscy ludzie błądzą wskutek tego, iż rozważają następstwa domniemanej zmiany, pozostawiając w myśli niezmienionymi wszystkie stosunki inne. Tymczasem, należy przyjmować, że i rzeczy inne zmieniać się też będą pari passu. Uczucia wyższe, towarzyszące związkom płci, nie istniejące wśród ludzi pierwotnych i mniej rozwinięte we wcześniejszych okresach dziejów Europy (jak o tym świadczy przeciwieństwo pomiędzy piśmiennictwem dawnym a nowym) rozwiną, się, jak oczekiwać wolno, jeszcze bardziej, w miarę tego, jak słabnięcie wojowniczości i wzrost przemysłowości podsycać będą. altruizm; sympatia bowiem, będąca korzeniem altruizmu, jest głównym owych uczuć pierwiastkiem. Co większa, ze wzrostem altruizmu musi też ukazywać się słabnięcie rozdźwięków domowych; stąd zaś, jednocześnie wzmacniać się muszą więzy moralne i coraz bardziej słabnąć siły, dążące do ich rozprzężenia. W ten sposób, zmiany, mogące w pewnych warunkach ułatwiać w dalszym ciągu rozwód, są właśnie takimi zmianami, jakie powodować będą coraz rzadsze ukazywanie się owych warunków.

Nadto, można się spodziewać również wzmocnienia więzów małżeńskich, wynikających ze wspólnego oddania się dzieciom. We wszystkich społeczeństwach jest to czynnik ważny, mający niekiedy wielki wpływ nawet na ludy nieokrzesane. Falkner robi uwagę, że chociaż małżeństwa Patagończyków "są całkiem dowolne, to jednak gdy strony się dobrze dobiorą, a mają dzieci, rzadko porzucają, siebie nawet w najgłębszej starości". Czynnik zaś ten musi stawać się coraz bardziej skutecznym, w miarę tego, jak zwiększać się będzie i przedłużać troska o dzieci, co, jakeśmy widzieli, ukazuje się wraz z postępem cywilizacji i bez wątpienia ukazywać się będzie.

Pozostawiając jednak otwarte owo pytanie, jakimi mogą być prawdopodobne zmiany w przyszłości, potęgujące raczej rzeczywistą nie zaś nominalną spójnię, możemy wyprowadzić tu jeden wniosek z wielką pewnością. Przypominając sobie trzy cele, jakim służyć ma małżeństwo, odpowiednio do względnej wagi każdego z nich — pomyślność gatunku, pomyślność potomstwa i pomyślność rodziców — oraz spostrzegając, że w stadiach, dzisiaj przez ludy cywilizowane osiągniętych, pomyślność gatunku zapewnioną bywa o tyle, o ile pewnym jest rozrost liczebny, domyślić się możemy wywodu, że później pomyślność potomstwa określać bodzie kierunek ewolucji domowej. Społeczeństwa, wytwarzające z pokolenia na pokolenie dostateczną liczbę nowych osobników, które, odpowiednio do wymagań, najlepsze są pod względem cielesnym, moralnym i umysłowym, społeczeństwa takie muszą uzyskać przewagę i drogą spokojnego procesu współzawodnictwa przemysłowego dążyć będą do zastąpienia innych społeczeństw. Dlatego też upowszechniać się muszą takie stosunki małżeńskie, które wynikowi temu sprzyjać będą w stopniu najwyższym; gdy tymczasem, przeważające uczucia i wyobrażenia kształtować się będą musiały o tyle harmonijnie z niemi, iż wszelkie stosunki inne ulegną potępieniu, jako niemoralne.

§ 340. Jeżeli, kierując się jeszcze wskazówkami spostrzeżeń nad biegiem ewolucji ubiegłej, zapytamy siebie jakich zmian spodziewać się można w położeniu kobiet, to odpowiedzieć będzie potrzeba, iż nastąpi dalsze zbliżanie się stanowisk obu płci w kierunku równości.

Ze zmniejszeniem się wojowniczości oraz ze wzrostem przemysłowości — z osłabnięciem współdziałania przymusowego a spotęgowaniem się dobrowolnego współdziałania — ze wzmocnieniem poczucia praw osobistych, oraz towarzyszącego mu poczucia osobistych praw innych muszą zmniejszać się stopniowo polityczne i domowe niedogodności stanowiska kobiet, aż na koniec, pozostaną tylko takie różnice, jakie pociąga za sobą odmienna ich organizacja.

Wyciąganie bardzo szczegółowych wniosków jest ryzykowne: można tu wskazywać tylko możliwości i prawdopodobieństwa. Podczas, gdy w pewnych kierunkach wyzwolenie kobiet musi pójść jeszcze dalej, to znowu podejrzewać możemy, że w kierunkach innych wymagania ich posunęły się już po za granice normalne. Jeżeli od owego stadium upośledzenia pierwotnego, kiedy je zazwyczaj wykradano, kupowano i sprzedawano, kiedy robiono z nich bydlęta robocze, kiedy dziedziczono je jako własność i zabijano według upodobania — przyjdziemy do takiego stadium, gdzie, jak w Ameryce dzisiejszej, dama nie mająca miejsca do siedzenia, dopóty wpatruje się w mężczyznę, aż go jej nie ustąpi, następnie zaś zasiada bez podziękowania nawet, to możemy wnioskować, że rytm, dający się wyśledzić we wszelkich zmianach, tę oto zmianę uniósł do takiego krańca, od którego będzie musiał nastąpić odwrót. Podobnie też można powiedzieć o niektórych innych wypadkach: to, co było pierwiastkowo ustępstwem, poczęło wymagane być jako prawo, a zdobywszy sobie cechę praw uznanych, utraciło wiele z owego wdzięku, jaki posiadało, gdy było ustępstwem. Niewątpliwie wszakże w społecznych stosunkach mężczyzn i kobiet pozostaną nie tylko względy, jakie wywołuje sympatia silniejszego ku słabszemu, niezależnie od płci, a jeszcze bardziej takie względy, jakie wywołuje sympatia płci silniejszej ku słabszej; ale również takie, jakim początek daje owo, niewypowiedziane świadomie, lecz odczuwane, pragnienie wynagrodzenia kobietom pewnych niedogodności, wypływających z ich organizacji i możliwego w ten sposób zrównania warunków życia płci obu.

W życiu domowym względne stanowisko kobiet wzniesie się niewątpliwie; nieprawdopodobne jednak się zdaje, iżby osiągniętą być miała równość bezwzględna. Wyroki prawa, do których od czasu do czasu uciekać się potrzeba wskutek istniejących jeszcze różnic między małżonkami, a które pozwalają, domyślać się rychłego rozwiązania kwestii, niełatwo chyba obalą wszystkie wyroki dawniejsze. Jakkolwiekby sprawiedliwie zrównoważyło prawo wymagania płci obu, to jednak, jako złe, ostatnie, pozostanie nadal to jeszcze, iż w razie potrzeby nadawać ono będzie przewagę mężowi, jako jednostce bardziej rozsądnej, Podobnie też, w moralnych stosunkach życia małżeńskiego przewaga siły, wynikająca z większej stateczności przyrody, będzie musiała, bodajby w stopniu najmniej widomym, pozostać przy mężczyźnie.

Gdy przypomnimy sobie, że od czasów dzikości najniższej cywilizacja wśród innych następstw swoich powodowała coraz większe zwalnianie kobiet od pracy na chleb powszedni i że w społeczeństwach najwyższych zmuszono je ograniczyć się najbardziej do obowiązków domowych i wychowania dzieci, to będziemy mogli dziwić się anomalii, że za dni naszych ograniczenie kobiet do zajęć domowych uważane jest za krzywdę i że widzimy domaganie się wolnego współzawodnictwa z mężczyznami we wszystkich pracach pozadomowych. Anomalię tę częściowo przypisywać można niezwykłemu nadmiarowi kobiet; oczywiście też stan rzeczy, usuwający wiele z nich od przyrodzonego zawodu, w którym utrzymanie ich jest zależne od mężczyzny, usprawiedliwia owe ich wymagania wolnego oddawania się zawodom niezależnym. Przypuścić trzeba, że przeszkody, stojące na ich drodze mogą być i będą, usuniętymi. Jednocześnie też należy wnosić, iż w ten sposób nie może się wytworzyć i nie wytworzy się żadna znaczniejsza zmiana zawodów kobiecych w ogólności, i dalej, że wszelka znaczniejsza reforma wykształcenia kobiet, mająca na celu uzdolnienie ich do interesów i powołań męskich byłaby szkodliwą. Gdyby kobiety zrozumiały to wszystko, co się zawiera w zakresie życia domowego, nie żądałyby nic nad to Gdyby zobaczyły one wszystko to, czego domyślać się pozwala prawo wychowywania dzieci, a o czym koncepcji nie wytworzył sobie jeszcze żaden mężczyzna, a tym bardziej żadna kobieta, wówczas nie domagałaby się żadnej działalności wyższej. Że w przyszłości polityczne stanowisko kobiet może się wznieść do jakiej-takiej równości ze stanowiskiem mężczyzn — to zdaje się być naturalnym wywodem, który iść musi w ślad za poprzedzającymi, ale takie przybliżone zrównanie, towarzyszące w normalnym stanie rzeczy budowie społecznej typu całkiem przemysłowego, nie jest normalnym wspołobjawem typów społecznych częściowo jeszcze wojowniczych. Zaznaczywszy to, że właśnie nadanie mężczyznom i kobietom równego zakresu władzy politycznej, gdy polityczna odpowiedzialność, wynikająca z wojny, spada jedynie na mężczyzn, kazałoby domyślać się poważnej nierówności i że przeto owa żądana równość jest nie do urzeczywistnienia, dopóki wojny trwać jeszcze będą — zaznaczywszy to wszystko, można by utrzymywać, że, chociaż posiadanie praw politycznych przez kobiety, może wpłynąć na udoskonalenie społeczeństw takich, w których rządy państwa odbywają, się w granicach właściwych czystemu industrializmowi, to jednak byłoby ono szkodliwymi dla takiego społeczeństwa, gdzie rządy państwa mają zakres szerszy, cechujący typy mniej lub więcej wojownicze. Wielorakie wpływy mogłyby prowadzić tu do uwstecznienia. Większe poszanowanie władzy i słabsze poczucie wolności osobistej, cechujące przyrodę niewieścią, dążyłoby do utrzymania i pomnożenia więzów. Żądza poszczególnych i bezpośrednich wyników działania w połączeniu z nieudolnością, do oceny wyników ogólnych i odległych, czym odznacza się większość mężczyzn, a szczególnie kobiety, byłaby, w razie dojścia kobiet do władzy, pociągnęła za sobą, spotęgowanie środków przymusowych, mających na celu natychmiastowe ulepszenia, a działających kosztem klęsk przyszłych, jakie wynikałyby z nadmiaru kontroli rządowej. Istnieje wszakże bardziej bezpośrednia przyczyna, dla której spodziewać się można szkodliwości wykonywania władzy politycznej przez kobiety wówczas, gdy jeszcze forma przemysłowa politycznych rządów nie rozwinęła się całkowicie. Widzieliśmy, że pomyślność społeczeństwa wymaga tego, iżby etyka rodziny odrębna była od etyki państwa. Pierwsza największe korzyści wyznaczać musi temu, czyje zasługi są najmniejsze; w drugiej zyski muszą, być proporcjonalne do zasług. Dla niemowlęcia — nieograniczona wspaniałomyślność; dla obywateli dojrzałych — sprawiedliwość bezwzględna. Otóż, etyka rodziny utrzymuje się za sprawą instynktów i uczuć rodzicielskich, które w kobietach mniej skrępowane są uczuciami innymi, niż u mężczyzn. Już nawet takie, właściwe rodzicielstwu uczucia, jakie istnieją w mężczyznach, każą im wprowadzać etykę rodzinną do etyki państwa; szkoda zaś, stąd wynikająca, byłaby znacznie większą, gdyby na politykę ową bezpośrednio wpływały takie uczucia rodzicielskie, jakie istnieją w kobietach. Postęp urządzeń społecznych w kierunku sprawiedliwości zostałby opóźniony, a nieużyteczność więcej jeszcze żywiłaby się kosztem zasługi, niż dzisiaj.

Ale, w miarę coraz większego rozjaśnienia się pojęć czystej sprawiedliwości — w miarę tego, jak porządek dobrowolnego współdziałania sprowadza coraz doskonalszy rozwój uczucia wolności osobistej oraz związane z nim uwzględnienie takiejże wolności innych — w miarę tego, jak się zbliży taki stan rzeczy, kiedy żadne ograniczenie osobistej wolności cierpianym nie będzie, z wyjątkiem tych, jakie pociąga równa wolność współobywateli — w miarę tego, jak przemysłowość rozwinie właściwe sobie działanie polityczne, w którym, obok powierzenia mu władzy utrzymywania sprawiedliwych stosunków między współobywatelami, usunie się wszelką inną władzę reglamentacji dalszych, cechujących typ wojowniczy — w miarę tego, władza polityczna dostawać się będzie mogła kobietom bez szkody. Ewolucja moralna, która doprowadzi do tego ustępstwa, będzie tą samą ewolucją, moralną, która uczyni je nieszkodliwe, a prawdopodobnie dobroczynne.

§ 341. Żadnych, bardzo szczególnych wniosków o przyszłym położeniu dzieci wyprowadzać tutaj niepodobna.

Jeżeli można oczekiwać ogólnego wzmożenia się wolności młodzieży, to z drugiej strony podejrzewać możemy, iż w pewnych wypadkach wzrost owej wolności posunął się za daleko. Mam tu na myśli Stany Zjednoczone. Obok niesłusznego częstokroć podporządkowywania tam życia osób dorosłych, spostrzegamy, iż niezależność, jaką się cieszy młodzi, popycha ich, jak się zdaje, zbyt szybko naprzód, otwiera im zbyt wcześnie wstęp do wzruszeń właściwych dojrzałości, a w ten sposób dąży do wyczerpania powabów życia przed dosięgnięciem jeszcze jego połowy. Takie pokierowanie dziecięctwa, które poprowadziłoby do całkowitego zużytkowania działalności i przyjemności dziecinnych przed działalnością i przyjemnościami dojrzałego mężczyzny lub kobiety, korzystniejsze jest dla potomstwa, a zarazem lepsze dla rodziców.

Jak daleko sięgać ma władza rodzicielska i do jakiego stopnia krępować ją. ma władza państwowa? Są to pytania, na które niepodobna odpowiedzieć zadawalająco. Przedstawiłem już powody, nakłaniające do sądzenia, że państwo wzięło na siebie zbyt wielką część władzy i czynności rodzicielskich i że po dzisiejszej niewłaściwej dezintegracji rodziny, nastąpi prawdopodobnie jej reintegracja. Pomimo to jednak, pozostają, trudności teoretyczne przy orzekaniu, jak daleko sięgać ma władza rodzicielska nad dziećmi; do jakiego stopnia cierpieniem ma być nieuwzględnianie odpowiedzialności rodziców; kiedy dziecko przestaje być jednostką, rodziny i staje się jednostką państwową? W praktyce wszakże pytania te nie będą potrzebowały rozwiązań, gdyż te same zmiany charakteru, jakie wytwarzają, najwyższą, postać rodziny, prawie powszechnie zapobiegać będą owym starciom władzy z obowiązkami, wynikającym zazwyczaj z charakteru typu niższego, jaki etanowi cechę społeczeństw niższych.

Co większa, zawsze pozostanie pewna podstawa bezpieczeństwa. Pobudki, popychające do zapewniania coraz większej pomyślności potomstwu, muszą się utrwalać coraz bardziej, gdyż dzieci rodziców niższych, pielęgnowane gorzej, zawsze ustępować będą miejsca dzieciom lepszych rodziców, chowanym lepiej. Tak samo jak istoty niższe w ogóle utrzymywały się przy życiu i postępowały dzięki mechaniczności instynktów rodzicielskich, jak w biegu rozwoju ludzkości stosunki domowe, wylęgłe z potrzeby przedłużania pieczy nad potomstwem, przybierały postać wyższą, tak samo jak troska o potomstwo, stawała się coraz większą i bardziej wytrwałą, tak samo też w przyszłości obok przyrody bardziej altruistycznej, towarzyszącej wyższym typom społecznym, ukażą się niewątpliwie takie stosunki

między rodzicami a dziećmi, iż nie potrzeba będzie żadnej kontroli zewnętrznej dla zapewnienia ich harmonii.

§ 342. Pozostaje tu jeszcze jeden możliwy objaw ewolucji domowej. Troska dzieci o rodziców, ostatnia w czasie, jako ogniwo zespalające rodzinę, jest zarazem czynnikiem, który największe ma przed sobą pole rozwoju. Przywiązanie synowskie — zupełnie nie napotykane wśród zwierząt, słabe wśród ludzi pierwotnych, znaczne pośród ludów częściowo cywilizowanych i dość już silne pośród najlepszych z pomiędzy tych, które nas otaczają — jest uczuciem, pozwalającym spodziewać się po sobie wielkiego jeszcze rozwoju; rozwój zaś ten niezbędnym jest do uzupełnienia kręgu przeobrażeń życia domowego. Obecnie, ostatnie dni starców, których dzieci żonate i zamężne żyją, osobno, smutne są dla braku owych rozkoszy, jakich dostarcza ciągłe towarzystwo potomków; ale można oczekiwać takiej przyszłości, kiedy owemu złemu zapobiegnie przywiązanie dojrzałych dzieci do ich podeszłych rodziców, jeżeli nie równie silne, to przynajmniej w przybliżeniu tak wielkie, jak przywiązanie rodziców do dzieci.

Dalszy jednakże rozwój w tym kierunku nie ukaże się wobec urządzeń społecznych, zwalniających częściowo rodziców od pieczy nad potomstwem. Do tego, aby dziecko żywiło silniejsze przywiązanie ku rodzicom w ich życiu późniejszym, musi koniecznie utrwalić się we wcześniejszym życiu ściślejsza pomiędzy niemi zażyłość. Owego wyższego stadium nie można będzie osiągnąć, idąc taką drogą, jaką przez ostatnie dwa tysiące lat podążali Chińczycy. Nie dosięgniemy go również, naśladując, chociażby częściowo, krewkich Meksykańczyków, których dzieci w wieku lat czterech, a czasem później, oddawane były na wychowanie księżom. Uczucie rodzinne nie ulegnie poprawie przez zbliżenie się nasze do urządzeń Kafrów kusańskich (koossa), wśród których "wszystkie dzieci starsze nad lat dziesięć albo jedenaście wychowywane są publicznie pod okiem wodza". To najpóźniejsze z uczuć domowych nie znajdzie dla siebie karmi w zwróceniu się ku zwyczajom takim, jakie cechują np. Andamańczyków, usiłujących możliwie wcześnie zmienić dziecko rodziny na dziecko plemienia. Przeciwnie postęp taki dokonywać się będzie w miarę tego, jak duchowe i cielesne wychowanie prowadzone będzie przez rodziców w takim zakresie, jakiego rzadko kto dosięgnąć usiłuje. Kiedy umysły dzieci nie będą ogłupiane i paczone za pomocą mechanicznych lekcji bezmyślnych nauczycieli — kiedy wychowanie, zamiast sprawiać wzajemną przykrość, dostarczać będzie wspólnej przyjemności, a to przez podawanie wiadomości w porządku odpowiednim do zdolności, żadnych przyswojeniu sobie pojęć właściwych, przedstawionych we właściwej formie — kiedy u dorosłych wiedza rozległa połączy się z racjonalnymi pojęciami o nauczaniu, a jednocześnie młodych umysł łatwo będzie podatnym, jak to i dziś nawet się zdarza w wypadku wyjątkowej łatwości przyswajania — kiedy wcześniejsze stadia wychowania, przebyte w kole domowym, poczną dostarczać codziennie, w sposób, o jakim dzisiaj nam się nie śniło, sposobności wzmacniania sympatii tak umysłowej, juk i moralnej — wówczas późniejsze dni życia osłodzone będą większym przywiązaniem synowskim, wywzajemniającym się za większą pieczę rodzicielską okresów wcześniejszych.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009