Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ V

Powstanie państwa

Istotę każdego zjawiska najlepiej się poznaje z badania jego powstania i rozwoju: to też chcąc poznać istotę państwa, którego cechy główne wskazaliśmy, przede wszystkim zastanowić się musimy nad jego powstaniem.

Dwojakie dawniej panowało pod tym względem zapatrywanie. Pierwotnie uważano państwo jako dzieło „założycieli", „prawodawców." Zapatrywanie to właściwe jest umysłowi ludzkiemu na początkowym stopniu jego rozwoju, kiedy każde zjawisko wywodzi od jakiegoś twórcy, który je do życia powołał. Wynika to z naiwnego jeszcze rozumowania, że wszystko co istnieje, musiał ktoś niegdyś stworzyć, zrobić, założyć. Przypisywano więc „założenie" państwa osobom mitycznym, bogom czy półbogom, prawodawcom, założycielom. Takie zapatrywanie panuje w biblii, w mitologii greckiej, w pierwotnym Rzymie, którego założenie przypisywano Romulusowi itd. Filozofowie zaś i politycy dawniejszych wieków, obdarzeni zmysłem krytycznym, odrzucali to zapatrywanie mitologiczne i tłumaczyli sobie powstanie państwa przez powolne rozrośniecie się i powiększenie rodziny, w której widzieli zaród i prototyp państwa". Jak dzieci i niewolnicy poddani są ojcom rodzin, tak samo lud poddanym jest królowi; państwo według tego zapatrywania było tylko powiększoną rodziną, na której czele stanął najpotężniejszy ojciec rodzin.

W wieku osiemnastym w Europie najwięcej przyczynił się do rozpowszechnienia innej teorii Jan Jakub Russo. Choć nie on pierwszy wygłosił teorią „urnowy państwowej", uzasadnił ją jednak świetną swoją retoryką i zapewnił jej na długi czas wyłączne prawie panowanie w literaturze politycznej, według tej teorii państwo zawdzięcza powstanie swe „umowie", którą pewnego poranku zawarli między sobą „równi i wolni" ludzie, aby sobie zapewnić wzajemną pomoc, prawo i sprawiedliwość 1).

Na tej pięknej teorii budowali Francuzi, a za nimi Niemcy systemy „państwa prawnego" (Rechtsstaat), wywodząc konieczność żądanych przez partię liberalną reform wolnościowych z treści i tendencji owej pierwotnej „umowy państwowej" (Staatsvertrag, contrat social). Nawet tak wielki filozof jak Kant na tej „umowie państwowej" buduje naukę swoje o państwie i prawie.

Żadnej z tych teorii nie potwierdza historia. Fakty historyczne świadczą niewątpliwie o zupełnie innym powstawaniu państw. Nigdy i nigdzie nie powstały państwa inaczej jak drogą podboju, przez który najezdniczy jakiś szczep ludność obcoplemienną ujarzmia. Prawdziwa i wiarogodna historia nie zna prawie innego sposobu założenia czy powstania państw: Z niezliczonej ilości takich faktów historycznych wskażmy na niektóre ważniejsze. „Znany pod nazwą szczepów pasterskich lud obcy przez długie wieki panował nad ludnością tubylczą Egiptu",—tymi słowy rozpoczyna Ranke opowiadanie dziejów powszechnych. Od owego pierwszego zaś znanego nam opanowania Egiptu przez obcy lud aż do dzisiejszego panowania tam turków i anglików, historia Egiptu przedstawia długi szereg przewrotów politycznych, w ciągu którego najrozmaitsze szczepy obce panowały nad ludnością tamtejszą.

Pierwsze świadectwa historyczne o państwie babilońskim nad brzegami Tygrysu i Eufratu uczą nas, że w państwie tym szczep obcy Chaldejczyków panował nad zamieszkałą tam od dawna ludnością2).

Zjawisko takie na wschodzie według świadectwa Niebuhra (starszego) było bardzo pospolite.

„Wszędzie na Wschodzie, powiada on, znajdujemy szczep panujący. Chociaż szczep ten wobec swego panującego zostaje w stanie niewoli, względem podbitej jednak ludności jest on szczepem panującym. Książę panuje tam nad poddanymi ludami za pośrednictwem swego szczepu z tytułu władzy swej nad tym szczepem" 3). Że zaś te organizacje panowania jednych szczepów nad drugimi powstały zawsze w skutek podboju, świadczy o tym historia) jest ona nieprzerwanym ciągiem wypraw wojennych, najazdów, podbojów i zaborów, których rezultatami są właśnie te organizacje panowania jednych szczepów nad drugimi.

Tak np. Medowie podbili Asyrią i ustalili tam swoje panowanie, dopóki sami znowu nie zostali podbici przez persów, którzy założyli monarchią światową, sięgającą aż do brzegów morza Śródziemnego, i panowali w niej nad wielką liczbą obcych szczepów i ludów.

Nie inny charakter miało starożytne państwo indyjskie. Założyły je szczepy tak zwane aryjskie, które na 3000 lat przed naszą erą z wyżyn Pamiru wtargnęły do Indii i podbiły mieszkającą tam ludność. Te szczepy aryjskie stanowiły w założonych tam państwach klasy panujące, ludność zaś podbita stanowiła w różnych stopniowaniach społecznych klasy pracujące i niewolnicze.

Równocześnie prawie z założeniem starożytnego państwa indyjskiego (3000 przed Chr.) żyzny kraj nad rzekami Wang-ho- i Jang-tse-kiang, zaludniony przez pierwotnych (o ile my wiemy) mieszkańców Chin, został podbity przez szczepy najezdnicze z Zachodu, które założyły państwo chińskie. Od owego czasu panowanie nad pierwotną ludnością Chin przechodziło kilkakrotnie na różne szczepy, a wspomnieliśmy już wyżej, że dzisiaj panowanie to dzierżą Mandżurowie.

W jaki sposób „wybrany przez Boga" naród Izraela założył państwo swoje w Palestynie, wiadomo z opowiadań Pisma świętego. Wtargnąwszy z wyżyn Antylibanu do pięknego kraju Kanaanitów, część ich wymordował, część ujarzmił i rozgospodarował się w podbitym kraju, jako szlachta żyjąca z pracy ujarzmionych Kanaanitów.

Takie same krwawe dramaty, których treścią jest zakładanie i powstawanie państw, odgrywają się w Grecji. Doryjskie szczepy z gór tesalskich wdzierają się do Peloponezu-, podbijają zamieszkałą tam ludność i zakładają „rzeczypospolite" jak np. Spartę, Teby, Argos i inne. Zdobywcy stanowią szlachtę, a podbitych traktują jak bydło. Spartanie nawet, z obawy zbyt wielkiego rozmnożenia się swoich helotów, od czasu do czasu urządzają na nich polowania.

Tradycje rzymskie i stosunek patrycjuszów do plebejuszów czynią prawdopodobnym domysł, że i res publica romana powstała w ten sposób, iż kilka szczepów latyńskich (Ramnes, Titiesi, Luceres) podbiło dawniejszą (może etruskiego pochodzenia) ludność nad Tybrem osiadłą. Ale chociażby „założenia" Rzymu nie można było użyć za ilustrację naszej teorii, toć cała historia państwa rzymskiego nie jest niczym innym, jak jednym ciągiem podbojów, w których Rzymianie panowaniu swemu poddając coraz inne ludy i szczepy, budują swoje monarchią uniwersalną.

Natomiast na gruzach państwa rzymskiego wszędzie widzimy nowe państwa powstające tylko przez podbój obcych szczepów.

W roku 409-ym szczepy Wandalów, Swewów i Alanów wpadają do Hiszpanii i zakładają tam państwa nowe. W roku 428-ym Wandalowie przeprawiają się do Afryki i zakładają tam nowe państwo, podbijając lady miejscowe. W r. 414-ym szczep germański Burgundów wpada do Galii i zakłada tam królestwo; w r. 416-ym Wizygoci w południowej Galii zakładaj ą państwo akwitańskie; następnie ci sami Wizygoci na gruzach państwa Swewów zakładają królestwo swoje w Hiszpanii. W roku 450-ym Sasi pod Hengistem i Horsem przeprawiają się do Anglii i zakładają tam państwo swoje; w roku 486-ym herulowie pod Odoakrem czynią to samo we Włoszech; w roku 481-ym frankowie pod Chlodowigiem zakładają królestwo w Galii. W roku 568-ym Longobardowie pod Alboinem wznoszą państwo nowe we Włoszech północnych. W r. 678-ym Bułgarzy pod Asparushem przechodzą przez Dunaj, podbijają szczepy słowiańskie i zakładają państwo bułgarskie itd. Przykładów tych bez liku podaje nam historia. Rzecz zostaje zawsze ta sama. Szczep obcy wpada do kraju i zostawszy zwycięzcą, panuje nad zwyciężonymi, stanowiąc klasę odrębną panów czyli panujących i traktując podbitych jako niewolników czy poddanych. Formy tego poddaństwa mogą być różne, istota rzeczy zawsze ta sama; zawsze poddani muszą albo osobistą pracą, albo podatkami i daninami utrzymywać panujących.

Ci, którzy na teorią powstania państwa przez podbój zgodzić się nie chcą, wskazują na różne przykłady zakładania państw bez użycia środków gwałtownych. Takim państwem ma być rzeczpospolita wenecka, założona, o ile wiadomo, bez przelewu krwi; takim państwem mają być Stany Zjednoczone Ameryki, założone przez kolonistów europejskich, na mocy uchwalonej konstytucji; takim państwem ma być Belgia, która powstała na mocy traktatu międzynarodowego. Nietrudno jednak wykazać, że przykłady te nie zbijają wcale naszej teorii. Podobnie jak Wenecja w wiekach średnich, różne państwa handlowe wieków starożytnych jak np. Fenicja, Kartagina, powstały nie drogą podboju, ale drogą kupieckiego przemysłu. Jest to tylko inna forma podboju, w której intryga i podstęp zajmują, miejsce gwałtu i przemocy. Kupcy feniccy nie potrzebowali niewolników do uprawy roli, ale potrzebowali niewolników — majtków do pracy na okrętach. Pozyskali ich może w drodze najmu, ale historia opowiada także o gwałtach i podstępach użytych przeciwko ludności w koloniach fenickich, skąd Fenicjanie wywozili kosztowne towary, rozwożąc je po całym znanym wtedy świecie. Nie podbojem więc zdobywali Fenicjanie miasta swe na wschodnim wybrzeżu morza Śródziemnego, ale parci od wschodu przez inne szczepy wojownicze, uciekli się do handlu i żeglugi i prowadzili na wielką skalę wyzysk kolonij Azji Mniejszej, a w miastach swych dzierżyli rządy za pomocą kapitałów wydobytych z handlu morskiego. Podobnie i kupiecka szlachta w Wenecji kapitałami w handlu zdobytymi utrzymywała panowanie swe na lagunowych wysepkach; ale wiadoma też, że wzbogaciwszy się handlem, chwyciła za oręż i nie jeden kraj najemnym żołdactwem najechawszy, rozszerzała panowanie swe drogą podboju. Co się zaś tyczy Ameryki, nie trzeba zapominać, że pierwsze kolonie w Ameryce północnej pozakładane zostały przez bogatych anglików, którzy na okrętach swoich z poddanymi ludźmi i najemnikami z Anglii przeprawili się do Ameryki. Choć więc pominiemy zupełnie tę okoliczność, że pierwsi europejczycy, którzy odkryli Amerykę, mieczem i ogniem ludność tamtejszą tępili, torując drogę następującym kolonistom europejskim, to kolonizacja angielska w północnej Ameryce była tylko przeniesieniem z Anglii do Ameryki starych stosunków społecznych i prawnych, będących rezultatem dawnych podbojów saskich i normandzkich w Anglii europejskiej. Pierwsi kolonizatorowie angielscy w Stanach Zjednoczonych nie potrzebowali tam zaprowadzać na nowo panowania, bo przeprawili się już jako panowie—kapitaliści, sprowadzający z sobą zarazem najemników-robotników europejskich; przenieśli oni więc do nowej części świata stosunki społeczne i państwowe, wyrobione wiekowym rozwojem państwowym w Europie.

Posłuchajmy na poparcie zdania tego, co o pierwszych kolonizacjach w Anglii pisze najlepszy znawca tych stosunków Fryderyk Ratzel w dziele o Ameryce:

„Koncesję na wyzyskanie i osiedlenie Wirginii otrzymało towarzystwo londyńskie, na którego czele stał znany geograf Ryszard Hakluyt. Koncesję ta nie utworzyła wprawdzie nic innego, jak spółkę handlową, której nadano prawo plantacji i rybołówstwa w nowym kraju, poruczonym jej od króla jako lennictwo. Dyrektor tej spółki i rada zawiadowcza akcjonariuszy miały siedziby w Londynie; w nowej zaś kolonii przesiadywał prezydent i rada jego przyboczna, które miały zupełną swobodę działania we wszystkim, co się nie sprzeciwiało prawom ojczyzny. Spółka ta miała prawo przyjmować, jako kolonistów, wszystkich poddanych króla angielskiego, którzy chcieli emigrować i winna im była zostawić wszystkie te wolności, które im służyły w ojczyźnie. Nie przyznano jednak tym emigrantom praw politycznych nie mieli oni żadnego wpływu ani na skład rady zawiadowczej, ani rady przybocznej... Prócz nich przybyło do Wirginii bardzo wielu białych emigrantów, którzy nie mieli pieniędzy na zapłacenie przeprawy; ci aż do spłacenia długu za przeprawę, musieli pracować dla panów swych, podobnie jak niewolnicy; tym sposobem nagromadziła się w koloniach wielka masa robotników, wśród których rej wodziło niewielu posiadacz wielkich obszarów. Między tymi ostatnimi znajdowało się wielu członków możnych rodzin szlacheckich angielskich, a bogaty taki posiadacz plantacyj, rezydujący na wielkiej swojej posiadłości, wśród masy niewolników i sług, oddalony o kilkanaście mil drogi od najbliższego sąsiada, obywatela, reprezentujący lud w sejmie i w sądzie, dowodzący milicją itd., był jak kropla w kroplę podobny do staroangielskiego szlachcica". Oto obraz zakładania państw w Ameryce. Najsłabszym już zarzutem przeciwko teorii podbojowej są przykłady państw europejskich, powstałych na mocy traktatów międzynarodowych. Oczywiście, kto sądzi, że dzisiejszą Holandią i Belgią założyły mocarstwa europejskie przez podpisanie protokółu londyńskiego z d. 20 grudnia 1880 r., może wierzyć, że państwa powstają wskutek umowy międzynarodowej. Ale chcąc dzisiejszą Holandię i Belgię przytoczyć jako przykład państw wskutek umowy powstałych, trzeba zapomnieć chyba o całej przeszłości tych krajów, o czasach rzymskich, w których były one widownią wędrówek ludów podbojów i krwawych walk o panowanie. Wszak dzisiaj między uczonymi tylko o to spór jeszcze się toczy, jakiego szczepu byli ówcześni najeźdźcy tych krajów, ale że już wtedy jeden szczep nad drugimi panował, wątpić o tym nie można. Historyk niemiecki, Watterich, pisze: „Belgia była zdobyczą germańską; cokolwiek z Gallów zostało się w kraju popadło w niewolę, służyło zwycięzcom". Inni historycy są innego zdania; mniejsza o to ale faktem jest, że w Holandii i Belgii i niegdyś zakładano państwa nie w inny sposób jak wszędzie. Forma,* nadana państwom tym przez nowożytną umowę międzynarodową, nie tyczyła się porządku społecznego od wieków ustalonego; protokół londyński 1830 roku nie tknął praw posiadających i panujących, ani nie wyposażył mieniem klas opanowanych Stosunki, stanowiące jądro porządku państwowego, pozostały takimi, jakimi je wyrobiła wiekowa historia tych krajów, opowiadająca wiele o gwałtach i podbojach, nie zaś o „kontrakcie społecznym". Traktat zaś międzynarodowy europejski orzeka, co najwięcej, którego z „kochanych kuzynów" rodzina dynastów europejskich ma osadzić na jakimś opróżnionym lub nowopostawionym tronie — ale ten tron nowo postawiony nie znaczy nowozałożonego państwa, znaczy tylko postawienie jednostki mającej wpływowe stosunki i pokrewieństwa z dynastiami europejskimi na czele istniejącego już porządku społecznego; znaczy w najlepszym razie przewrót dynastyczny, ale nie polityczny, nie państwowy ani społeczny. Zresztą myli się, kto sądzi, że to dyplomacja europejska przy zielonym stole tworzy nowe państwa europejskie, jak to pozornie zdawać by się mogło; dyplomacja stwierdza tylko stan rzeczy dokonany na polach bitew; spisuje ona tylko to, co jej dyktuje zwycięski huk armat. Nie na kongresie berlińskim powstały nowe państwa nadbałkańskie, ale pod wałami Plewny i w oblanym strumieniami krwi Seraje wie.


1) teorią tę „umowy społecznej" dowcipnie ośmiesza Mickiewicz, rozwijając ją przez usta Buehmana:

„Oto ród ludzki dziki, w lasach rozpierzchniony Skupia się, zbiera, łączy dla wspólnej obrony, Obmyśla ją — to już najpierwsza obrada. Potom każdy wolności własnej cząstkę składa Dla dobra powszechnego: to pierwsza ustawa Z której, jako ze źródła, płyną wszystkie prawa. Widzimy tedy, ze rząd umową się tworzy Nie pochodząc, jak mylnie sądzą, z woli Bożej. Owóż rząd na kontrakcie oparłszy społecznym Podział władzy już tylko jest skutkiem koniecznym.

2) Porównaj Dunek er: Geschichte des Alterthuras, I, str. 203.

3) BfBrcas Niebuhr: Assur und Babel. str. 18.

dr Kamil M. Kaczmarek 27 07 2011