Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ IV

Państwo

Szczep, gospodarujący na podstawie niewolnictwa, jest zarodem państwa. Staje się on państwem albo raczej założycielem państwa, kiedy się stale na jednym terytorium osiedla. Dopóki prowadzi życie koczownicze, dopóki tylko przejściowo, na rok lub kilka lat, zajmuje pewne terytorium, aby potem szukać innej gleby niewyczerpanej jeszcze, a zatem urodzajniejszej, przedstawia niby państwo ruchome, przenoszące się z miejsca na miejsce. Pomijając bowiem znamię stałego siedliska, które łączymy z pojęciem państwa, szczep gospodarujący ma z państwem to wspólnego, że jest ustrojem społecznym, mającym na celu panowanie jednych nad drugimi. Chociaż w życiu koczowniczym przenosi się z miejsca na miejsce, przedstawia nam jednak ustrój społeczny, podzielony na rodziny patriarchalne, w których ojcowie rodzin dzierżą władzę nad domami swymi tj. nad żonami, dziećmi i niewolnikami. Jeżeli szczep taki stałą obiera siedzibę, jeżeli pojedynczym rodzinom patriarchalnym z zajętego kraju wydziela na własność przypadające na nie udziały, wtedy mamy przed sobą państwo pierwotnej okładające się z klasy panującej, reprezentowanej przez ojców rodzin i ich rodziny, i z masy niewolników, rozdzielonych między pojedyncze domy pańskie, szczep gospodarujący, dopóki był koczowniczym, przedstawiał niby ruchomy jeszcze zaród państwa; obrawszy stałe siedziby, tworzy stałą ramę państwa, która już tylko w dalszym rozwoju społecznym coraz bogatszą treścią się wypełnia. Temu rozwojowi wypada nam,teraz przypatrzeć się bliżej.

Znamy państwo, bo w nim żyjemy. Na każdym kroku w życiu spotykamy się z jego działaniem, doznajemy opieki jego, udajemy się do niego o pomoc. O innych państwach dziś istniejących dowiadujemy się z opisów podróży i ze statystyki. O państwach przeszłości opowiada, nam historia.

Ta ostatnia przedstawia się nam jakby olbrzymia rzeka, po której falach płyną niezliczone państwa; widzimy je wypływające, dumnie się podnoszące, następnie chylące się do upadku i ginące w jej toniach.

Najdroższe skarby moralne, które posiadamy, zawdzięczamy państwu: swobodę, własność, rodzinę i prawa osobiste. Po za obrębem ustrojów państwowych nie masz bezpieczeństwa ani osób, ani mienia. Tylko w państwie i przez państwo osiągamy i osiągnąć możemy wyższe cele ludzkie: cywilizacją, moralność, porządek prawny, nawet rozwój sztuk i umiejętności. Znając tak państwo z bezpośredniego doświadczenia, starajmy się określić jego istotę, Panujący i rządzący z jednej strony, opanowani, rządzeni czyli poddani z drugiej strony: oto wiecznie niezmienne i niechybne cechy państwa. Me było państw bez tego przeciwieństwa rządzących i rządzonych i nie możemy sobie bez tego wyobrazić żadnego państwa. Bez względu na formy wolnościowe, jakie przyjąć mogą państwa konstytucyjne czy rzeczypospolite, tę jedną niechybną cechę każdego państwa znajdziemy zawsze wyrytą głęboko na każdym ustroju politycznym bez różnicy: w monarchii despotycznej, demokracji, rzeczpospolitej lub jakiejkolwiek innej formie państwowej. Jakiekolwiek świadczy ludzkości dobrodziejstwo państwo, jakiekolwiek szczytne cele ono osiąga. Wszelka działalność jego warunkuje się tym stosunkiem rządzenia i poddaństwa, który przenika całą jego organizacją od najwyższego szczebla do najgłębszych podstaw. Jeżeli zaś stosunek ten rządzenia i poddaństwa natrafiamy wszędzie i zawsze, jako nieuniknioną cechę każdego państwa; jeżeli stosunek ten uznać musimy jako konieczny warunek wszelkiego tak skutecznego i dobroczynnego działania państwa: to nie popełnimy chyba błędu jeżeli istotę państwa określimy jako organizację panowania jednych nad drugimi.

Ponieważ jednak istotę każdego zjawiska tym dokładniej poznajemy i określamy, im więcej istotnych cech i znamion jego na jaw wydobywamy i w określeniu jego umieszczamy; nie poprzestając tedy na powyższym ogólnikowym określeniu, musimy sięgnąć głębiej w istotę państwa i poznać dalsze istotne cechy tego zjawiska społecznego, Przede wszystkim więc zwróćmy uwagę na stosunek liczebny rządzących do rządzonych, panujących do opanowanych w państwie.

Rozpatrzywszy pod tym względem wszystkie państwa dawniejsze i dziś istniejące,spostrzegamy, że rządzący stanowią zawsze mniejszość a rządzeni większość panów jest zawsze bardzo mało, poddanych nierównie więcej; klasy panujące przedstawiają zawsze i wszędzie nieznaczny tylko procent całej masy narodu. Zbytecznym zaiste byłoby zestawiać liczne dowody na poparcie tego zdania; niezliczone przykłady z historii żywej teraźniejszości nasuwają się na myśl każdemu i same cisną się do głowy. W państwach teokratycznych starożytnego Wschodu szczupłe klasy kapłanów rządziły masami ludów; w starożytnej Grecji garstki greckich „demokratów" panowały nad masami „barbarzyńskich" niewolników, jak np. garstka Spartan nad masą helotów; i w Rzymie szczupła liczba rodzin patrycjuszowskich panowała nad wielką masą plebejuszów, a w czasach największego rozwoju politycznego Rzymu na początku ery naszej, kiedy państwo to obejmowało większą część znanego wtedy świata, liczono w nim: 20 milionów obywateli, posiadających pełne uprawnienie polityczne, 40 milionów ludzi wolnych, nie posiadających praw politycznych, 60 milionów - niewolników. Jaki był w państwach europejskich średnich wieków i w czasach nowych stosunek panującej klasy, szlachty, do masy poddanych, każdemu wiadomo, bo stosunek ten dziś jeszcze zbyt jest widoczny.

Możemy zatem do powyższego ogólnikowego określenia dodać jeszcze tę cechę szczegółową, że państwo jest organizacją panowania mniejszości nad większością. Jakim sposobem stosunek ten powstaje, jaka jest głębsza przyczyna i racja bytu jego, o tym jeszcze później pomówimy; tymczasem przejdziemy do trzeciej cechy charakterystycznej państwa, mianowicie do różnoplemienności składających państwo żywiołów społecznych, a w pierwszym rzędzie do etnicznej różnorodności, zachodzącej między klasą panującą i opanowaną.)

Nie ma państwa na świecie i nigdy takiego nie było, którego społeczeństwo nie składałoby się z róźnoplemiennych żywiołów, okoliczność ta należy tak bardzo do istoty państwa, że sobie bez tej różnorodności etnicznej państwa wyobrazić nie można Różnoplemienność ta w jednym państwie może być widoczniejszą jak np, w Austrii, Turcji, Anglii, w innych państwach tak zwanych „narodowych" jak np. we Francji, Włoszech może być mniej widoczną: ale różnica ta polega tylko na różnym stopniu rozwoju społecznego państwa, a mianowicie na mniej lub dalej posuniętym procesie zlania się tych różnoplemiennych żywiołów w jedne narodową całość, o którym to procesie pomówimy jeszcze później. Badania historyczne jak np. Thierry'ego nad historią Francji wykazują, że nawet takie jednolitonarodowe państwa, jak Francja, są zlewem społecznym żywiołów niegdyś różnoplemiennych; co do Włoch to rzecz ta z historii od dawna jest znaną. Lecz nie tylko państwa europejskie przedstawiają nam taką różnoplemienność swych społeczeństw; któż nie zna z opisów podróży lub z doniesień etnograficznych nieskończonej rozmaitości żywiołów różnoplemiennych, składających różne państwa północnej i południowej Ameryki?

Gdyby zaś ktoś mniemał, że ta różnoplemienność narodów amerykańskich jest stanem anormalnym, pochodzącym z podboju europejskiego i z kolonizacji Ameryki przez europejczyków, ten niechaj popatrzy na stan rzeczy w Azji i Afryce. Ludność Indii wschodnich przedstawia taką mieszaninę najrozmaitszych ludów, że sami poddani angielscy mówią przeszło 130-tu językami. Ludność Egiptu dzieli się na fellahów, Koptów, Nubijczyków, Sudańczyków, Turków, Greków itd.; są to plemiona najróżnorodniejsze i prawie zupełnie sobie obce. Albo może ta różnoplemienność jest tylko właściwością państw, będących na wysokim stopniu kultury, liczących długie wieki rozwoju historycznego? Bynajmniej, bo taki sam obraz przedstawiają nam ustroje państwowe, w środkowej i południowej Afryce, zostające na bardzo niskim stopniu cywilizacji. Przeciwnie, im bardziej zbliżamy się do niższych stopni cywilizacji, tern liczniejsze w ustrojach społecznych napotykamy plemiona, różniące się między sobą językiem, wiarą, obyczajem, pochodzeniem i kształtem. „Przed niedawnym czasem jeszcze, donosi Kessler 1)—odróżniano na Kaukazie przeszło sto różnych plemion i szczepów, które mówiły przeszło 60-ciu róźnymi językami i dialektami". „Jest to faktem stwierdzonym przez jednozgodne doniesienia wszystkich misjonarzy, pisze Muller2), że Murzyni afrykańscy i Indianie amerykańscy mówią nie do uwierzenia wielką liczbą języków i że rozpadają się na nieskończoną ilość szczepów; umiejętność pomimo największych starań, nie zdołała w wielkiej tej liczbie wykazać jakiegokolwiek wspólnego źródła lub powinowactwa."

Fakty te pokazują, iże różnoplemienność narodów historycznych i cywilizowanych jest tylko naturalnym następstwem pierwotnego stanu ludzkości, i że występująca tu i owdzie w państwach europejskich jednolitość narodowa może być tylko rezultatem zlania się pierwotnie różnoplemiennych żywiołów w jednolitą narodowość.

Ale różnoplemienność narodów nie byłaby cechą państwa, gdyby między nią a organizacją państwową nie istniał bliższy jakiś związek. Związek taki istnieje o tyle, że zawsze i wszędzie w państwach granice róźnoplemienności są także granicami grup panujących i opanowanych, czyli innymi słowy, że stosunek panujących do opanowanych jest zawsze stosunkiem jednoplemiennych do innoplemiennych. O przyczynie i powstaniu tego zjawiska będzie mowa później, tu kilku przykładami wskażemy na tę faktyczną koincydencją różnic stanowiska politycznego i pochodzenia, jako na cechę istotną państwa.

Badania historyczne wykazały, że nawet w jednolitonarodowych państwach europejskich szlachta, będąca klasą panującą, różni się pochodzeniem od ludu prostego. W innych państwach europejskich ta różnoplemienność panujących jest daleko widoczniejszą, W państwie niemieckim Niemcy panują nad Duńczykami, Słowianami i Francuzami w Alzacji i Lotaryngii. W Anglii szlachta panująca jest pochodzenia normandzkiego, lud pochodzenia saskiego i celtyckiego. Do niedawna w Austrii Niemcy panowali nad Słowianami i Węgrami: dziś jeszcze w Węgrzech panują Madziarowie nad różnymi Słowianami i Niemcami, podczas kiedy w Austrii Niemcy się skarżą, że Czesi i Polacy chcą ich opanować. Tak samo we wszystkich częściach ziemi, w najrozmaitszych państwach, warstwy panujących są zarazem warstwami innego niż lud pochodzenia, a rzecz ta nie jest zjawiskiem naszych czasów, ale od wieków wszędzie się tak miała. Nad Chińczykami panują od dwóch przeszło wieków Mandżurowie, nad Hindusami Anglicy, nad Malajczykami na Jawie i innych wyspach Holendrzy, nad ludami Afryki przywłaszczają sobie powoli dziś panowanie różne narody europejskie, podobnie jak to od czterech wieków uczyniły w Ameryce. Słowem gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie klasy panujące albo różniły się pochodzeniem w początkach od masy opanowanego ludu, albo jeszcze dziś od niej się różnią. Stwierdziwszy tę trzecią cechę pojęcia państwa, możemy znowu uzupełnić po-przednie nasze określenie w ten sposób: i państwo jest organizacją panowania mniejszości innoplemiennej nad innoplemienną większością. Teraz zaś przystąpimy do wytłumaczenia, skąd pochodzą te istotne cechy państwa, jaka ich racy a bytu i w jaki one sposób powstały.


1) Verhandlungen der Gesellschaft fur Erdkimde in Berlin, Tom III, str. 39.
2) Muller: Ethnographie, str. 15.

dr Kamil M. Kaczmarek 26 07 2011