Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ II

Stosunki między plemienne

Przedstawienie powyższe doprowadziło nas do tego stopnia rozwoju pierwotnej hordy, który nam nastręcza sposobność do zastanowienia się nad stosunkami między pojedynczymi hordami. Wzajemne porywanie kobiet nie było jedyną przyczyną wojen i starć między niemi. Chęć łupu i rabunku w ogóle była wiecznym bodźcem, wieczną podnietą do wypraw, których rezultatem miały być kiedyś organizacje państwowe. Im dalej cofamy się wstecz w badaniach i rozpatrywaniach stosunków międzyszczepowych czy międzyplemiennych, tym powszechniejszymi są krwawe walki, wyprawy wojenne, wzajemne napaści i rozboje między pojedynczymi gromadami ludzkimi. Nie sielankowy stan pokoju, jak to przedstawiali sobie niektórzy filozofowie i poeci, ale wieczna wojna była normalnym stanem ludzkości po wszystkie czasy. Wszak dzieje ludzkości, jak i żywa teraźniejszość, przedstawiają nam obraz bezustannych walk plemion przeciw plemionom, szczepów przeciw szczepom, ludów i narodów przeciw ludom i narodom, państw przeciw państwom. Oto główna treść dziejów. Celem tych walk jest zawsze to samo, mianowicie, chcąc rzecz najogólniejszym nazwać wyrazem: wyzysk obcych. Wyzysk ten polega na sprowadzeniu obcych do takiego stanu, albo wprowadzeniu ich w takie położenie, w którym można by ich użyć do zaspokojenia własnych potrzeb. Rzecz zostaje się zawsze ta sama, jakkolwiek formy jej zmieniają się według czasu i okoliczności. Na najniższym półzwierzęcym jeszcze stopniu kultury, ludożercza horda napada drugą, aby sobie sprawić dobrą ucztę. Jest ta wyzysk w najpierwotniejszej formie. Na wyższym stopniu rozwoju, kiedy władze umysłowe więcej się rozwinęły, kiedy przemyślność się zwiększyła, zwycięska horda robi sobie ze zwyciężonych bydło robocze, niewolników, tym sposobem, już więcej cywilizowanym, używając ich do zaspokojenia swych potrzeb materialnych. W czasach i okolicznościach, kiedy uprowadzenie w niewolę podbitego szczepu czy ludu jest niemożliwym, zwycięska horda rozciąga nad podbitymi panowanie swe w formie organizacji państwowej i tym sposobem wyzyskuje lud podbity. Jeżeli i to jest niemożliwe, zwycięzca nakłada na zwyciężonego haracz czy kontrybucją, zadowalając się tą formą wyzysku. Ale zawsze i wszędzie stosunek między różnorodnymi żywiołami społecznymi da się wyrazić tą jedną formułką: „wyzysk". Formułka ta jest wyrazem prawa natury, rządzącego stosunkami między różnorodnymi żywiołami społecznymi, bez różnicy, czy żywioły te istnieją odrębnie obok siebie, czy połączone w jakikolwiek sposób w jeden ustrój społeczny. Pod tę formułkę, jako pod wspólny mianownik, sprowadzić się dadzą wszelkie stosunki międzynarodowe, wszelkie dzieje polityczne, bez względu na różnicę czasów i cywilizacji Europy, Azji, Ameryki czy Afryki i Australii.

Co między pierwotnymi hordami „dzikich" odgrywa się na małą skalę, to na dalszym stopniu rozwoju między cywilizowanymi narodami powtarza się w formach „cywilizowanych" pod szumnymi hasłami. Rzecz zostaje ta sama, bo jest wyrazem wszędzie i zawsze jednakowego prawa natury. Obraz stosunków między pojedynczymi szczepami dzisiejszych Albańczyków, skreślony niedawno przez francuskiego podróżnika, może służyć za typ stosunków międzyplemiennych wszystkich czasów i krajów: „Napaść na szczep sąsiedni, zwłaszcza, jeżeli ten jest innego wyznania, uprowadzić trzody jego, jest rozrywką, która zapewnia korzyści na dłuższy czas pokoju. Nazywają proceder ten „czetą" (czyli razzią) a znają ten zwyczaj chwalebny wszystkie szczepy stojące u progu cywilizacji. Nie szukają one też wcale pretekstów napaści; obcy jest wrogiem naturalnym albo właściwie osobą obojętną, względem której nie istnieją żadne obowiązki; niechaj się więc ma na ostrożności; karygodnym jest ten, kto niespodzianie się da napaść. Starcia w kraju tym następują z przyczyn najdrobniejszych, zwłaszcza między ludźmi różnych szczepów. Od kłótni przechodzą łatwo do używania broni; jak tylko zaś krew popłynie, cały szczep oświadcza się jako solidarny z rodziną zabitego. Pomsty trwają bez końca. Jak w Czarnogórze i Bośni, podobnież i tu, z pomsty wynikają formalne wojny, w których morderstwa i pożogi są na porządku dziennym" 1)). Podobnie opisuje życie dzisiejszych szczepów beduińskich inny podróżnik francuski: „Napaść na karawany, nie będące w przymierzu z własnym szczepem, zabrać ich trzody, zrabować mienie, zabić i mordować tych, którzy mienia swego bronią, zwłaszcza, jeżeli to są mieszczanie — oto są czyny bohaterskie beduina. My osadzilibyśmy w kryminale jako rozbójników wszystkich tych bohaterów pieśni ludowych beduińskich" 2). „Jeżeli Apaczom, opowiada naoczny świadek, zabraknie żywności, urządzają oni wyprawę pod obranym przywódcą i napadają na sąsiedni szczepy aby dostać koni lub osłów". (Tych sąsiadów samych nie pożerają oni dla tego, że mięso ich ma smak zbyt słony 3). Sławny podróżnik V arab ery, który zwiedzał środkową Azją, tak pisze o tamtejszych stosunkach: „Życie mieszkańców stepów płynęłoby też łagodnie, gdyby skłonność do rabunków i wojen nie była głównym znamieniem ich charakteru. Wojna, która wszędzie jest plagą, ma tam najokropniejsze następstwa, jakie sobie tylko wyobrazić można. Bez najmniejszej przyczyny szczep silniejszy napada na słabszy. Ci co broń noszą, zwyciężają albo giną; kobiety, dzieci i trzody poległych są łupem zwycięzców. Często się zdarza, że rodzina, która wieczorem w spokoju i szczęściu udała się na spoczynek, nazajutrz pozbawiona ojca, w niewoli i ubóstwie żyje rozproszona w najrozmaitszych stronach" 4). Czymże zaś są w gruncie rzeczy wszystkie wojny i wyprawy narodów cywilizowanych, jeżeli nie wyższymi formami tych pierwotnych wypraw rabunkowych i rozbójniczych? Tylko że te szczepy pierwotne nie okrywają celów swoich płaszczykiem „zasad" i „idei". Podejmując wyprawy, wypowiadają otwarcie że im chodzi „o konie i osły" sąsiadów. Narody cywilizowane natomiast dążą również do wyzysku sąsiednich lub dalszych narodów, ale podejmują wyprawy i wojny pod wykwintnymi pozorami, głosząc szumne hasła: „wolności", „ludzkości", „narodowości", „jedności", „wiary", „równowagi politycznej" itd. Rezultat zaś tych cywilizowanych wypraw i wojen chyba tern się różni od rezultatów wypraw Apaczów, Albańczyków i tym podobnych pierwotnych szczepów, że cywilizowany zwycięzca, zamiast zadowalać" się nędznymi trzodami, każe sobie płacić miliardy. Czyniąc to jednak, cywilizowany zwycięzca tak dobrze stoi pod rządem prawa natury, jak dziki Apacz, Albańczyk, Beduin czy kałmuk. Prawo to jest niezmienne i działa w stosunkach między różnorodnymi żywiołami i ustrojami społecznymi z taką samą niechybną koniecznością, z jaką kamień rzucony spada na ziemię pod wpływem siły ciężkości. Znamy już formułkę, prawo to wyrażającą; posiada ona ścisłość i nieomylność formułki matematycznej. Nazwaliśmy ją wyzyskiem i w najrozmaitszych stosunkach między żywiołami i ustrojami społecznymi będziemy mieli jeszcze sposobność stwierdzić jej prawdziwość i nieomylność..

1) Dumont w Revue des deux Mondes, 1872, tom VI.
2) Gabriel Charms: Voyageen Syrie, tenże rocznik 1881.
3) Czasopismo „Ausland”, 1881, str. 347.
4) Skizzen aws Mittelasien, str. 64.

dr Kamil M. Kaczmarek 26 07 2011