Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ X

Stany średnie i hierarchia władzy

W tak prosty sposób, jak to powyżej przedstawiliśmy, walka społeczna nigdy się nie odbywa. Jest to tylko ogólny schemat, są to kontury walki. Być może, że odbyłaby się ona w sposób powyższy, gdyby w ustroju państwowym nie było nigdy więcej klas jak tylko te dwie ściśle od siebie odgraniczone: panów i poddanych. Tak prosty jednak skład państwa nigdzie nie trwa długo. Rozwój gospodarczy i fakty historyczne stwarzają wszędzie mnogość klas i stanów; jednakowe zaś dążenia polityczne wszystkich klas i stanów stwarzają wielce skomplikowany porządek prawno-polityczny, zawiłe prawo publiczne, mocą którego między najwyższym stanem panującym a najniższą klasą poddanych powstają klasy i stany średnie, które względnie i panują i są opanowane. Mogą one trzymać w zawisłości od siebie klasy niższe, same zaś być zawisłymi od wyższych, albo mogą w pewnych dziedzinach życia publicznego być zawisłymi i opanowanymi, na innych znów wywierać wpływ i władzę nad wyższymi i niższymi klasami. Te stosunki wzajemne tworzą sieć zawikłaną hierarchii władzy, w której jedne klasy od drugich nawzajem są zawisłe.

Najprostszy ustrój państwowy, składający się z panów i niewolników, najprostsza „civitas” rzymska traci równowagę swoje przez wpływ zewnętrzny, wywarty na nią przez zagranicznych kupców. Tę chwilę krytyczną w rozwoju pierwotnego państwa, to wstrząśnięcie dotychczasowej równowagi najprostszego ustroju państwowego, przedstawia nam znakomicie Juliusz Cezar w swych pamiętnikach. „Belgowie, powiada on, ze wszystkich ludów Galii są najwaleczniejszymi, ponieważ najwięcej oddaleni są od kultury i cywilizacji prowincji rzymskiej i rzadziej do nich zachodzą kupcy przywożący towary, które przyczyniają się do zniewieścienia umysłów". Otóż to jest okoliczność, która wstrząsa silnymi podstawami pierwotnego ustroju państwowego, składającego się jedynie z panów i niewolników; kupcy szukający zysku, zjawiający się u bram pierwotnej „civitas", które im się otwierają, dzięki powabowi wywieranemu przez ich „przednie towary" na ludzi prostych i niewykształconych. I drugi historyk rzymski u schyłku starożytności, Tacyt, wie, że „handel toruje drogę kulturze" (per commercia cultus) i on także mówiąc o handlu, ma na myśli obcych kupców, przywożących towary surowe z dalekich stron. Prawda, że kupcy ci torują drogę cywilizacji! Odkrywają oni najdziksze ludy i kraje; nieznane okolice oni pierwsi zwiedzają jako „apostołowie" handlu. Ryzykują mienie i życie, a choć tysiące z nich ginie wśród dzikich ludów, inne znów tysiące, gnane chęcią zysku i wyzysku, z odwagą godną lepszej sprawy (a zresztą może i ta sprawa obiektywnie jako sprawa cywilizacji równie jest wzniosłą?) wożą na nowo towar swój w nieznane dotąd kraje, między barbarzyńskie ludy. Że tak zawsze bywało, liczne na to mamy świadectwa historyczne, takie jak powyżej przytoczone; świadczy o tym zresztą nie tylko historia dawniejszych kolonizacyj europejskich, ale żywa teraźniejszość. Któż to dzisiaj pierwszy przedziera się do głębi Afryki między ludożerców, do źródeł Kongo i Nigru? Hamburski kupiec, potomek dawnej hanzy, która niegdyś pierwsza może pod nie więcej korzystnymi warunkami, przeprowadzała towary swe w głąb Rosji; „handlarz zysku chciwy" pierwszy zatknął dziś sztandar Niemiec wśród pierwotnych ustrojów państwowych nad Kongo; za nim dopiero spieszą „szlachetni panowie" i wielcy mężowie stanu, by spełnić „posłannictwo historyczne" i „nieść cywilizację" między barbarzyńców. Tak zawsze i wszędzie bywało, tak i dzisiaj się dzieje. Koniec końców, pierwotny-ustrój państwowy z dwóch tylko złożony żywiołów społecznych przyjmuje kupca, najprzód jako gościa, który sprowadza towary na sprzedaż. Jest on osobiście wolnym i umie zachować tę wolność. Nie należy ani do panów, ani do poddanych, — ale wnet staje się niezbędnym dla jednych i dla drugich. Towary jego podobają się, rozbudzają nowe potrzeby, wymagające zaspokojenia. Jedni więc pracują więcej, drudzy szczędzą więcej, aby tylko móc zaspokoić nowe potrzeby. Zaczyna się Tacytowskie „zniewieścienie" ale zarazem „kultura i cywilizacja". 1).

Z wolna obcy pozyskuje pewien szacunek i przybywa częściej, bo mu się to opłaca, odkrywa bowiem w obcym kraju skarby podziemne, bogactwa flory i fauny, z których nikt dotąd nie korzystał. Nabywa on je teraz w zamian za sprowadzane zagraniczne specjały i zbytki. Z upływem czasu osiada stale w kraju, z którym dotąd pozostawał w stosunkach handlowych. Za nim ściągają do nowych siedzib liczni rodacy. I tak z wolna pomiędzy panujących a poddanych klinem wsuwa się, stan trzeci. Osobiście wolni członkowie jego nie biorą udziału w rządzie. Tworzą oni własną korporację na nabytym gruncie, gdzie później wyrasta miasto. Z panami zawierają prawne umowy, zyskują dla osady swojej pewne przywileje, tworzą państwo w państwie; odosobnieni od panów i od poddanych, na własnym prawie siedząc w rozwijającym się mieście. Na rozwój zaś państwa wpływa tym samym nowy czynnik, nowy żywioł społeczny, stan średni. Teraz dopiero rozwój tym szybciej się odbywa, bo przybyło mu nowego fermentu.

Handel z zewnątrz zapłodnił pracę produkcyjną wewnątrz państwa, obudził rękodzieła i przemysł. Każda zaś nowa gałąź przemysłu i rękodzieła łączy wspólnym interesem oddających się jej ludzi, tworzy z nich grupę, będącą zarodem cechu, który broni wspólnych interesów, żąda prawnej opieki, dąży do wspólnych celów i walczy w obronie swego prawa. To prawo zaś nie jest niczym innym jak obstawaniem za osiągniętą raz potęgą, wywieraniem osiągniętego raz wpływu w obrębie porządku państwowego.

Określmy jednak bliżej tę potęgę pojedynczych żywiołów społecznych i sposób, w jaki one wpływ wywierają.

Potęga ta, według czasu i okoliczności, polegać może na różnych środkach, istota jej jest zawsze ta sama. W ogóle potęga społeczna polega na posiadaniu środków zaspokojenia potrzeb ludzkich; od ilości i wartości tych posiadanych środków zależy wielkość wywieranego wpływu czyli potęga społeczna.

Widzieliśmy, że najcenniejszym środkiem zaspokojenia potrzeb ludzkich jest praca ludzką: albowiem dźwignięcie się pierwsze dobrobytu mogło nastąpić tylko za pomocą użycia pracy drugich na swoje cele. Owo więc posiadanie środków zaspokojenia potrzeb ludzkich, które jest podstawą potęgi społecznej, musi Przede wszystkim umożliwić użycie obcej pracy na swoje cele. Bez tej możliwości, wszelkie mienie jest martwym, wszelkie posiadanie nic warte. Posiadacz najkosztowniejszych skarbów byłby nędzarzem, gdyby nie mógł za nie nabyć pracy ludzkiej; miarą wartości wszelkiego mienia jest tylko możliwość nabywania za jego pomocą większej lub mniejszej ilości pracy ludzkiej. Jeżeli tej możliwości nie ma, wartość mienia i posiadania spada do zera.

Jest jednak forma bezpośredniego rozrządzania pracą ludzką, bez pośrednictwa majątku i posiadania; tej formy użyli pierwsi założyciele państwa, zabezpieczając sobie usługi i prace; swych niewolników. Przemoc fizyczna i umysłowa zastępuje tutaj wszelkie inne środki, surowa dyscyplina i karność wojskowa, słowem—sztuka panowania czyni zbytecznym posiadanie środków materialnych. Potęga, osiągnięta tym sposobem, może z czasem zostać wzmocnioną przez różne środki materialne i moralne; może jednak także przez brak karności i słabości podupaść, lub nareszcie zostać obaloną przez energiczny upór poddanych.

Do środków materialnych utrzymania i wzmocnienia władzy należy także posiadanie zasobów żywności i innych środków zaspokojenia potrzeb ludzkich lub materiałów do ich sporządzenia. Zasoby takie umożliwiają ciągłe rozporządzanie pracą ludzką. Najsilniejszym zaś środkiem moralnym utrzymania władzy jest oswojenie i przywyknięcie, które wywiera tak silny wpływ na naturę ludzką, że do czego człowiek przywyka, to mu się z czasem zdaje rzeczą naturalną, świętą, na wyższym jakimś porządku rzeczy ugruntowaną. Żadne panowanie jednych nad drugimi nie mogłoby się nigdy ustalić, gdyby opanowani nie przywykli do tego porządku rzeczy i gdyby przez to porządek ten nie stał im się z czasem nie tylko naturalnym ale nawet niezbędnym.

Przyzwyczajenie staje się drugą naturą, powiada słusznie przysłowie, a inne przysłowie niemieckie, nie mniej trafne, nazywa człowieka „zwierzęciem przywykającym", co tyle ma znaczyć, że człowiek jest niewolnikiem przyzwyczajenia. To też przyzwyczajenie gra ważną rolę w życiu społecznym, mianowicie w rozwoju porządku prawnego i politycznego. Zwycięzcy potrzebują tylko przełamać pierwsze lody i ugiąć karki zwyciężonych przemocą na czas jakiś. Wnet przyzwyczajenie, najsilniejszy sprzymierzeniec zwycięzców, przychodzi im w pomoc — a z czasem dźwiganie jarzma staje się drugą naturą zwyciężonych. Trafnie o sile przyzwyczajenia wyraża się jeden pisarz niemiecki. „Tajemniczą w cichym demonicznym swym działaniu, jest siła przyzwyczajenia. Jak w życiu codziennym czynnościami i myślami naszymi, tak samo włada ona na polu dziejów ludzkości. Niejasny ten popęd wszelkiego jestestwa do ustalenia się wśród wiecznych zmian, do osiągnięcia punktu spoczynku w bezustannym ruchu wszechświata, do nadania pozoru spokoju nieskończonym oscylacjom bytu, przez regularność uderzeń zegarowych, ten to popęd głównie użycza wszelkim, umysłowym działaniom rodu naszego punktu ciężkości i równowagi. Z naturalnej skłonności powtarzania tych samych ruchów wynika ustalenie i ucieleśnienie się tych powtarzań, w prawidłowym przywyknięciu. Ileż to świadomych rozumowań, myśli i chęci przemienia się tym sposobem na bezmyślny mechanizm nieświadomych funkcyj! — Reguły, porządki, zwyczaje i prawa, z pokolenia na pokolenie przechodzące dziedzicznie i dźwigające rozwój cywilizacji, —ta cała prawidłowość życia naszego jest dziełem tajemniczej owej siły przyzwyczajenia".

Otóż to przywyknięcie mas do jarzma staje się najważniejszym środkiem władzy i potęgi panujących, który działając bezustannie, wydaje po kolei: porządek społeczny, zwyczaje i prawa. Przyłączają się następnie wszystkie inne łączniki moralne, które ludzi do siebie zbliżają: język wspólny, religia, itd. Jakkolwiek bowiem różnorodnymi są w początku grupa panujących i opanowana, interes własny skłania pierwszych do zbliżenia się choćby pozornego do drugich przez przyjęcie ich języka i zaprowadzenie wspólnej religii; zbliżenie to zresztą na polu języka i wiary, przez ciągłe stykanie się i wzajemne oddziaływanie, następuje niechybnie samo przez się. Oto są najważniejsze żywioły władzy i potęgi panujących.

W inny sposób znów powstaje i tworzy się władza społeczna stanu średniego. Punktem wyjścia tej władzy jest samo posiadanie środków materialnych, służących do zaspokojenia potrzeb ludzkich. Im więcej te zasoby, znajdujące się w posiadaniu klasy średniej, kupców i przemysłowców, stają się potrzebnymi dla innych klas, tym więcej te ostatnie zmuszone są w zamian za nie do ustępowania klasie średniej równowartościowych przedmiotów, uzyskanych drogą zarobku, albo też wprost dla klasy średniej pracować, albo nareszcie przyznać tej ostatniej prawo wymagania pewnych prac. Słowem, w zamian za swoje zasoby, otrzymuje klasa średnia wartości dające się zredukować do pracy ludzkiej. Tym samym jednak i klasa średnia dostępuje wpływu w państwie, a wywierając go, bierze tym sposobem udział w panowaniu. Potęgując z czasem ten wpływ za pomocą pracy, zapobiegliwości, gorliwości, ducha wynalazków i spekulacji, klasa średnia może stać się rozstrzygającym czynnikiem w życiu publicznym. Rozumie się samo przez się, że mienie tylko w państwie może być źródłem władzy — albowiem po za obrębem państwa albo w czasach anarchii, tylko osobista siła fizyczna jest rękojmią władzy, wszelkie zaś mienie staje się łupem silniejszego. Tylko w państwie ekonomiczna potęga sama przez się, już daje pewien wpływ polityczny i przekształca się w uczestnictwo w panowaniu.

Uprzytomnijmy sobie teraz w szczególe sposób, w jaki stan średni bierze udział w panowaniu? Któż są ci, co oddają mu usługi i dostarczają prac, do których wszelkie panowanie ostatecznie musi się dać sprowadzić? Oczywista, że nie są to panowie, nie są to członkowie klasy panującej. Usługi te i prace spadają raczej także na lud poddany albo na najemników skądinąd sprowadzanych. Jakież zaś są usługi wzajemne, oddawane przez panów klasie średniej za dostarczane im przez nie środki materialne? Klasa panująca dostarcza w zamian klasie średniej albo skarbów podziemnych, nad którymi przywłaszczyła sobie monopol na mocy panowania, albo innych produktów surowych, które są własnością „pańską", albo płodów rolnictwa, otrzymanych z przymusowej pracy ludu, albo nareszcie praw i przywilejów, mocą których lud obciążonym zostaje różnymi obowiązkami na korzyść stanu średniego, np. wyłącznego prawa prowadzenia handlu artykułami potrzebnymi do zaspokojenia potrzeb ludzi, odbywania jarmarków i targów itp. O ile więc klasa panująca klasie średniej czynić musi pewne ustępstwa i nadawać jej pewne prawa i przywileje, o tyle mówić można o wpływie i władzy klasy średniej, jakkolwiek zawsze klasa panująca aż do pewnego stopnia rozwoju państwa zachowuje nad klasą średnią wielką władzę, polegającą na znacznej liczbie uprawnień i przywilejów wyłącznie „pańskich". Ale obu tych klas wpływy i władze ciążą na ludzie poddanym; panowanie obu tych klas w państwie równa się, wyrażając tę rzecz formułką matematyczną, sumie pracy wykonywanej przez lud poddany, bez tej cząstki pracy, jaka potrzebna jest do wyżywienia ludu. Lud bowiem już przez liczbę swoją reprezentuje największą sumę pracy w państwie; tworzy on wielki zbiornik siły fizycznej, z którego wyższe klasy czerpią tyle, ile im potrzeba do pędzenia całej machiny państwa.

Później rozważymy kwestia, czy ciężar ten zmniejsza się w ciągu dalszego rozwoju państwa, kiedy liczba stanów i klas społecznych się powiększa; teraz zwracamy się do tego ostatniego zjawiska.

Potrzeby materialne stworzyły stan średni, potrzeby innej wcale natury położyły pierwsze podwaliny stanu, który w rozwoju państwa niepoślednie zajmuje miejsce. Chcemy mówić o stanie kapłańskim. Nie tylko głód, pragnienie i tym podobne potrzeby cielesne wymagają zaspokojenia: człowiek ma i umysłowe potrzeby. Jedną z pierwszych jest zaspokojenie wewnętrznego niepokoju, wzniecanego w nim ciągle przez rozliczne tajemnice otaczającego wszechświata. Czy spojrzy na niebo gwiaździste, czy nagle dotknie go klęska jakaś elementarna, czy śmierć mu zabiera wiernego towarzysza — każde takie zjawisko wprawia go w stan niepokoju, polegający na niemożliwości zrozumienia i wytłumaczenia go sobie. Ten niepokój jest rodzajem ruchu umysłowego, który wymaga koniecznie jakiegoś uspokojenia. Pytania, które się w takim razie tłoczą do umysłu ludzkiego, wymagają jakiejś odpowiedzi stanowczej, która jedynie ten niepokój zażegnać potrafi. Jak głodny chwyta za jadło, a spragniony szuka napoju, tak człowiek zaniepokojony tymi zagadkami życia, żąda odpowiedzi, która by usunęła dręczące go pytania. Odpowiedź tę daje on albo sam sobie albo daje mu — kapłan. Treścią jej jest — religia. Tak na rzecz się zapatrując, trzeba religię i kapłana uznać za konieczność naturalną. Natura ludzka bez nich obejść się nie może; są one koniecznym jej uzupełnieniem. Sama treść religii nie zaspakaja człowieka; treść ta wymaga pewnych odpowiednich czynności, ceremoniału; ten ceremoniał stwarza sobie zawodową służbę w kapłanach.

Z podwójnej więc konieczności bierze początek stan kapłanów: z konieczności zaspokojenia potrzeb nadzmysłowych człowieka i z konieczności zadość uczynienia wierzeniom ludzkim zewnętrznymi czynnościami, tj. ceremoniałem. Wiara bowiem w nadzmysłowe potęgi pociąga za sobą koniecznie pewne zachowanie się ludzi względem tych potęg, pewne okazywanie im podległości, obawy, czci itp. Te czynności stają się zawodem kapłaństwa. Jak więc potrzeby materialne powołały do życia stan średni, tak samo potrzeby umysłowe i moralne powołują do życia stan kapłanów. Gdziekolwiek zaś stan ten powstaje, jako stan, musi on mieć interesy swe specjalne; popęd zachowawczy musi go tak samo ożywiać, jak każdy inny stan. Z popędu tego wynika dążenie do władzy i do panowania. Na czym władza ta polegać może? Oczywiście, że na tym samym, co i władza każdego innego stanu, bo natura władzy, istota jej. zostaje zawsze ta sama, czy o nią się ubiega ten lub ów stan—tylko forma osiągnięcia i posiadania władzy może się zmieniać. Wiemy, że istotą władzy jest możność rozrządzania pracą ludzką. Otóż stan kapłański dąży również do władzy, ale forma, w której ją posiada, jest inną aniżeli ta, w której ją posiadają inne stany i klasy. Kiedy „panowie" dostąpili władzy za pomocą podboju i utrzymują się w jej posiadaniu za pomocą organizacji panowania, jako klasa panująca, tym samym jednak całości wyświadczają pewne niezaprzeczalne usługi; kiedy kupiec klasie panującej jak i poddanym dostarcza niezbędnych artykułów życia lub komfortu, i w zamian za nie otrzymuje potrzebne mu usługi, tj. swój udział w władzy publicznej: to stan kapłański spełnia czynności obrządkowe, zaspakajając tym sposobem potrzeby moralne społeczeństwa, w zamian za co otrzymuje środki materialne albo bezpośrednie usługi ludzkie w formie robocizn.

Te trzy więc stany (panujących, kapłanów i przemysłowców) różnią się między sobą tylko w usługach oddawanych przez siebie całości; odbierana zaś przez nie w zamian równowartość jest zawsze ta sama tj. praca ludzka, usługi ludzkie, a przynajmniej zawsze na pracę taką i usługi zamienna.

Wprawdzie ze stanowiska płytkiego racjonalizmu podnoszono często zarzut, że jak religia w ogóle jest tylko „wynalazkiem podstępnym księży" „tak też usługi" oddawane przez stan kapłanów społeczeństwu nie mają wartości, polegają na złudzeniu i łudzeniu, tak samo jak rzekome usługi, oddawane społeczeństwu przez klasę panujących, są bardzo problematyczne albowiem „panowie" są tylko pasożytami społeczeństwa, ludzie „fruges consumere nati", bez których by się bardzo dobrze obeszło na świecie: ale rozumowania takie nie zmienią faktu przyrodniczego, że masy ludu potrzebują pociech religijnych, i że ktoś musi im ich udzielać, ani też nie zmienią faktu równie przyrodniczego, że w każdym chaosie społecznym, czy w każdej anarchii silniejsze umysłowo i fizycznie żywioły niechybnie biorą górę i przemocą czy gwałtem zaprowadzają ład i porządek, który w pierwszym rzędzie ich własną korzyść ma na celu, w dalszej zaś linii całości nieoszacowane oddaje usługi.

Socjologia zresztą nie wdaje się w krytykę natury; czy by można świat inaczej urządzić, niechaj sobie nad tym łamie głowę racjonalizm; nie pomoże mu to jednak nic, bo świat już jest urządzony stale i niezmiennie i żadna filozofia porządku jego nie zmieni. Można nad tym porządkiem unosić się albo płakać: to zależy od usposobienia osobistego; socjologia ma tylko jedno zadanie: porządek ten, niezmienny i konieczny poznać. Na pytanie zaś, czy by przynajmniej w dziedzinie społecznej nie można z dobrą wolą i pięknymi postanowieniami porządku tego zmienić; socjologia ma tylko jedne odpowiedź. Porządek ten społeczny wynika z natury ludzkiej, z popędów naturalnych; wynaturzyć się zaś mogą tylko jednostki, nigdy zaś zbiorowości. Jednostki mogą wyrzec się natury swej, popędy swe hamować, stępić, dać im inny kierunek; zbiorowości, grupy, których działanie jedynie podtrzymuje proces społeczny, nigdy natury swej nie zmieniają.

Zjawiska zaś społeczne, któreśmy dotychczas poznali, a do których także tworzenie się stanów należy, wypływają z tych niepohamowanych popędów grup społecznych i odpowiadają najzupełniej naturze stosunków, jakie między tymi grupami zachodzą. Nie byłoby panów, gdyby nie było ludzi kwalifikujących się na poddanych; nie byłoby kapłanów, gdyby nie istniały dusze wierzące; nie byłoby handlarzy, gdyby nie było ludzi potrzebujących ich towarów itd. Tym sposobem zjawisko tworzenia się stanów możemy wyprowadzić z ogólnego prawa społecznego opiewającego, że: każda społeczna potrzeba stwarza sobie swoich zaspokoicieli i tym sposobem powstaje, na podstawie każdej społecznej potrzeby, odrębny stan społeczny. O ile zaś każdy stan taki zaspakaja potrzebę społeczną, jest on: 1° niezbędnym, 2° zaś otrzymuje w zamian za zaspokojenie tej potrzeby równowartość, polegającą w ostatniej linii, na usługach ludzkich i pracy ludzkiej, a zatem otrzymuje on udział swój w władzy publicznej. Każdy zaś stan społeczny, używając tej władzy, tym samym ma udział w panowaniu.

Czy na wyliczonej tutaj liczbie stanów, kończy się rozwój społeczny w tym względzie, czy prócz panów, kapłanów, przemysłowców i poddanych czyli chłopów nie może być więcej żadnego stanu? Bynajmniej. Z tego, cośmy powyżej powiedzieli o nieskończonym mnożeniu potrzeb ludzkich, w zestawieniu z prawem społecznym, że każda potrzeba społeczna stwarza sobie swoich zaspokoicieli, wynika, że coraz nowo powstające potrzeby powołują do życia coraz nowe stany i klasy społeczne. Im więcej zatem rozwinięte państwo, im wyższa kultura i cywilizacja, tym liczniejsze powstają stany i klasy, tym zawikłańszą staje się hierarchia panowania, bo wzajemne wywieranie wpływów i wykonywanie władzy publicznej w najrozmaitszy sposób się krzyżuje, tak że jedne i te same klasy w jednych sprawach panują, w drugich są opanowane, w jednych wywierają stanowczy wpływ i mają najwyższą władzę, w drugich ulegają innym i władzy ich poddać się muszą.

W ogóle zaś powiedzieć można, że ze wzrostem potrzeb rośnie liczba stanów; ważną zatem jest rzeczą zastanowić się naprzód nad wzrostem potrzeb. Poznaliśmy dotąd potrzeby materialne i moralne; jedne i drugie mają źródło swe w naturze człowieka jako jednostki, można by je zatem nazwać potrzebami pierwszorzędnymi. Tymczasem życie społeczne i rozwój cywilizacji wywołują coraz nowe potrzeby, które nazwiemy drugorzędnymi. Są to potrzeby, których człowiek na pierwotnym stopniu kultury nie czuje i które dopiero są owocem cywilizacji. Przykład niech zdanie to bliżej objaśni. W pierwotnym stanie kultury kapłan jest zarazem lekarzem. Nie daje się jeszcze uczuć potrzeba świeckiego lekarza. Z postępem wiedzy dopiero, występuje rozróżnianie między pomocą lekarską, udzielaną na podstawie znajomości chorób i leków, a pomocą, udzielaną przez zaklęcia i tym podobne środki religijne. Wtedy wytwarza się potrzeba lekarzy świeckich. Odpowiednio do tej potrzeby tworzy się na późniejszym stopniu kultury stan lekarski; w dzisiejszych państwach europejskich, zdobywa on sobie osobną organizacją, stanowisko społeczne, prawa i przywileje, słowem wywalcza sobie swoje cząstkę władzy publicznej, której przy każdej sposobności broni, którą stara się utrzymać a nawet powiększyć.

W podobny sposób powstała w państwach wysoko rozwiniętych, w skutek zawiłych stosunków prawnych, potrzeba społeczna informacji prawnych w sporach prywatnych. Potrzeba ta powołała do życia stan prawników, którego znaczenie i władza w państwie odpowiada ważności owej potrzeby. Jaki wpływ stan ten wywiera na rozwój państw nowożytnych, jaką władzę posiada, jaki udział ma w panowaniu dzisiaj, świadczy o tym historia państw nowożytnych.

Potrzeba rządów i klas panujących posługiwania się przy wykonywaniu pojedynczych czynności administracyjnych ludźmi, mającymi ku temu potrzebne kwalifikacje; z drugiej zaś strony, potrzeba ogółu znoszenia się z rządem i klasą panującą za pośrednictwem odpowiednich organów—obustronna ta potrzeba powołała do życia stan urzędników, który ma odrębne swe interesy, posiada pewną władzę i uczestniczy również w panowaniu, choć sam więcej niż którykolwiek stan pozbawiony jest wszelkiej wolności działania i na każdym kroku w życiu czuje nad sobą panowanie najwyższych przedstawicieli rządu.

W państwach, cieszących się wysokim rozwojem ekonomicznym, wielki przemysł odłączył się, jako stan osobny, od rękodzielnictwa; robotnicy stanowią osobny stan tak dobrze, jak kapitaliści lub przedsiębiorcy, nawet wielki przemysł rolniczy odłączył się od wielkiego przemysłu nierolniczego itd. Każdy z tych stanów ma swoje odrębne interesy, których broni, władzę, którą utrzymać i powiększyć się stara; każdy z nich ciąży władzą swoją na innych stanach, w miarę własnej siły i w miarę siły odpornej tych ostatnich; słowem, każdy ze stanów, w miarę siły i potęgi swej, uczestniczy w panowaniu nad państwem. Tylko ta siła i potęga (a wiemy już, na czym ona polega) stanowi o wielkości udziału każdego stanu w panowaniu, udziału, który w każdej akcji zewnętrznej, czy wewnętrznej rządu objawia się w większym lub mniejszym wpływie, wywieranym przez pojedyncze stany na odnośne postępowanie rządu, co tyle znaczy, że rząd w postępowaniu swym musi się liczyć z pojedynczymi stanami w państwie, w miarę ich siły i potęgi,musi zatem uwzględniać mniej lub więcej odnośne stanów tych interesy.

Podobnie zaś jak z jednego stanu średniego, przez zastosowanie się do rozlicznych powstałych z czasem potrzeb i przez wytwarzający się coraz większy podział pracy, powstały liczne stany wielkiego przemysłu, rękodzielnictwa, robotników, kupców itd., tak samo z jednej pierwotnej klasy „panów", przez zastosowanie do zmienionych z czasem warunków prowadzenia wojny, wytworzył się osobny stan rycerzy, który później przybrawszy, odpowiednio do nowych znów potrzeb wojskowych, liczne żywioły z innych stanów, przekształcił się w odrębny stan wojskowy. A jakkolwiek w niektórych państwach nowożytnych, gwoli pewnym doktrynom liberalnym, spróbowano stan ten jako taki rozwiązać i za pomocą powszechnego obowiązku służby wojskowej niby lud cały przekształcić w jeden stan „obrońców ojczyzny"', to jeszcze kwestia, czy eksperyment ten się udać może, czy natura rzeczy nie okaże się silniejszą aniżeli wszystkie dążności doktrynerskie i czy, pomimo to wszystko, w końcu, odpowiednio do tej jednej wielkiej potrzeby ciągłej gotowości do obrony państwa, nie wyjdzie zwycięsko jeden odrębny stan wojskowy.

1) I Tomasz z Aquinu mówi o kupcach jako o cudzoziemcach; co więcej uważa on za pożądane, aby się obywatele państwa (cives) nie zajmowali kupiectwem; jest to zapatrywanie, które, jak wiadomo, panowało i w Polsce. Handel, powiada Tomasz z Aquinu, powinni obywatele zostawić obcym (extraneis) aby nie „per negociationis usum citpiditas in cordibus cirium traducittir" porówn. Opuscuła. Venetiis 1587 p. 298 (De regimine principium).

dr Kamil M. Kaczmarek 29 07 2011