Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ I

Pierwotna horda.

Podobnie jak świadomość budzi się w człowieku do­piero w czasie, kiedy umysł przebył już pierwsze s stopnie rozwoju swego; jak budząca się refleksja nad zjawiskami natury zastaje już tylko ciała złożone, których pierwiastki dopiero po żmudnym rozbiorze poznać można; tak samo i budząca się myśl polityczna napotyka w świecie społecz­nym już tylko same ustroje skomplikowane: szczepy, ludy i na­rody, tak, że umiejętność dopiero po przez te komplikacje społeczne, za pomocą trudnej analizy, torować sobie musi drogę do poznania pierwotnych żywiołów, z których ustroje te powstały Tą drogą idąc wstecz od ustrojów społecznych dzisiejszych do coraz prostszych i pierwotniejszych żywiołów, natrafiamy na pierwotną hordę, której obraz możemy sobie ułożyć częścią z ró­żnych szczątków pozostałych w wyobrażeniach, zwyczajach i obyczajach późniejszych czasów; częścią z rysów charaktery­stycznych, które nam przedstawiają dzisiejsza gromady dzikich ludów w nowo odkrytych częściach ziemi i krajach. Tak np. Darwin jako naoczny świadek, kreśli nam obraz hordy Patagończyków, którą obserwował w podróżach swoich w południowej Ameryce. „Nigdy nie zapomnę zdziwienia, którego dozna­łem, powiada on, kiedy po raz pierwszy nad skalistym brzegiem dostrzegłem gromadę Patagończyków; pierwsza myśl, która mi na widok ten błysnęła, była, że takimi byli nasi przodkowie, ludzie ci byli zupełnie nadzy, ciało jednak mieli pomalowane; długi włos był kołtunowato skręcony, usta spienione z irytacji, wyraz twarzy dziki, zdziwiony i podejrzliwy. Nie posiadając najmniejszej zręczności rękodzielniczej, żyją jak zwierzęta z te­go, co ułowią. Najmniejszego śladu rządu jakiegoś nie widać u nich, dla każdego zaś nie należącego do ich hordy są bez miłosierdzia". Z tych słów wielkiego przyrodnika, którego świadectwo daleko większej jest wagi, niż tysiące innych świa­dectw podróżników, możemy sobie zrobić pojęcie o pierwotnej hordzie. Jaki zaś niegdyś istniał ustrój społeczny w większej części pierwotnych hord, to nowożytnej umiejętności socjologicznej udało się odkryć za pomocą utrzymanych poniekąd do dziś dnia szczątków prastarej instytucji społecznej, którą nazwiemy „macierzyństwem". Oswojeni z formą rodziny, jaka w ciągu kilkudziesięciu wieków wykształciła się w Azji i Euro­pie, przywykli do rodziny, na której czele stoją „ojcowie” ucze­ni europejscy od czasów Greków i Rzymian przyzwyczaili się uwa­żać formę tę jako ustanowioną przez samą „naturę", istniejącą od najpierwotniejszego początku, jako zaród wszelkich później­szych ustrojów społecznych. Dopiero badania umiejętne najno­wszych czasów okazały mylność tych zapatrywań, uczony nie­miecki, Bachofen, pierwszy wykazał to dowodnie, że w pier­wotnych czasach ludzkości, ojcostwo, jako instytucja społeczna i prawna, było zupełnie nieznanym; matki zaś jako głowy rodzin posiadały wszystkie te prawa, które później przywłaszczyli so­bie ojcowie 1). Powiadam „przywłaszczyli", bo ostatecznie trudno rozstrzygnąć, po stronie którego poglądu jest większa racja, czy po stronie macierzyństwa, czy ojcostwa? Kto ma posiadać większe prawo nad dziećmi, stanowić węzeł rodzinny, być osią, koło której grupuje się rodzeństwo—matka czy ojciec? Tej kwestii nie rozstrzygnęła żadna słuszność naturalna, żaden argu­ment prawny; był czas, kiedy panowało w obyczaju i zwyczaju macierzyństwo; dziś u nas panuje ojcostwo. Są to fakty, któ­re przez wiekowe istnienie wytworzyły zapatrywania etyczne; inne fakty w czasie dawniejszym były podstawą innych zapa­trywań etycznych. Te czasy dawniejsze nie znały naszej dzi­siejszej rodziny. „Urządzenia rodzinne starożytności historycz­nej, powiada Bachofen, nie są pierwotnymi, ale tylko następ­stwami i skutkami poprzedzających je form życia społecznego. Same przez się rozważane, przedstawiają się tylko jako rzeczywi­stość niewytłumaczona, jako odosobnione fakty, które mogą być zrozumiane i pojęte. Rzymski system ojcostwa właśnie przez nieubłaganą grozę swego panowania każe przypuszczać jakiś dawniejszy, przezeń zniesiony i obalony”. Tym dawniejszym systemem jest „ginajkokracja” (panowanie kobiet) czyli macierzyństwo, „Bachofenowi nie udałoby się nigdy udowodnić tak ważnego faktu, gdyby nie stał na stanowisku przedmiotowo-przyrodniczym, z którego zjawiska społeczne uważają się nie ja­ko objawy indywidualnego życia tego lub owego szczepu albo ludu, ale jako konieczne objawy powszechnej natury ludzkiej, jako charakterystyczne rysy, odnoszące się do historii maturalnej ludzkości. „Tylko przez najdalsze rozszerzenie widnokręgu, powiada Bachofen, można osiągnąć prawdziwe zrozumienie (zjawisk społecznych) i myśl umiejętna zdoła dojść do owej jasności i skończoności, bez których nie masz dokładnego po­znania”. „Macierzyństwo nie jest właściwością jednego ludu ale cechą pewnego stopnia rozwoju życia społecznego, a wsku­tek tożsamości natury ludzkości, nie jest ono ani uwarunkowane, ani ograniczone żadnymi pokrewieństwami narodowymi”, Jest ono cząstką kultury poprzedzającej system ojcostwa; zanim to ostatnie się rozwielmożniło, macierzyństwo było w pełnym roz­kwicie; zwycięstwo systemu ojcostwa zadało mu cios śmiertelny. Bachofen ograniczył się głównie na wykazaniu śladów

macierzyństwa u ludów przedheleńskich, o których nam pisarze greccy i rzymscy zostawili skąpe wiadomości. Inni badacze jak Lewis H. Morgan 2), Giraud-Teulon 3), M`Lenan 4), Lubbock 5), a nareszcie sam Bachofen w późniejszych pis­mach dostarczyli dalszego materiału, dowodzącego powszechno­ści macierzyństwa u wszystkich ludów starożytnych, jako też i dzisiejszych pozostających jeszcze na pierwotnym szczeblu kultury. Niewątpliwe ślady, że i u germańskich ludów w Europie panowało macierzyństwo, wykazał w prawie staroniemieckiem Dargun 6).

Ale jakkolwiek ważnym jest stwierdzenie przedhistorycz­nego faktu powszechnego panowania macierzyństwa, to je­dnak fakt ten dla socjologii nabierze dopiero właściwego zna­czenia, jeżeli zostanie wytłumaczony, jako zjawisko konieczne, jako skutek konieczny, wypływający ze stanu społecznego pier­wotnej hordy. Wtedy bowiem fakt ten posłuży nam zarazem jako środek do odtworzenia sobie w wyobraźni stanu owego najpierwotniejszego społeczeństwa ludzkiego, do jakiego tylko, metodą analityczną wstecz się cofając, dojść możemy, stanu pierwotnej hordy ludzkiej. Oczywista bowiem, że przez wyraz „pierwotna horda” nie możemy rozumieć hordy, która właśnie co wyszła z rąk „Stwórcy”, bo i dzisiaj jeszcze w nowoodkrytych częściach ziemi istnieją takie „pierwotne hordy”. Ale rozumiemy przez wyrazy te taką gromadę ludzką, która jeszcze zostaje w najpierwotniejszym stanie społecznym, której stosunki i ustrój społeczny nie są jeszcze rezultatem żadnego przewrotu ani żadnej komplikacji społecznej. Treścią więc życia takiej gromady jest jeszcze najprostsze zaspokojenie najnaglejszych potrzeb w spo­sób przez naturę samą wskazany; jest nią proste oddziaływanie na działające w człowieku popędy zwierzęce. W liczbie tych potrzeb, w zaspokojeniu których człowiek folguje popędom natu­ralnym, ważną gra rolę kojarzenie się. Rzecz naturalna, że w pierwotnej hordzie przemijające łączenia się mężczyzn z ko­bietami, według chwili i okoliczności, to z jedną to z drugą, w mia­rę przypadkowych spotkań, w miarę słabszego lub silniejszego wzajemnego pociągu, jest formą najprostszą małżeństwa, formą, która sama się wytwarza wśród pierwotnych stosunków. Ta forma nosi nazwę wspólności kobiet, choć równym prawem można by ją nazwać wspólnością mężczyzn, a istnienie jej w pier­wotnej hordzie popiera fakt, że istnieje ona i dzisiaj jeszcze u ró­żnych dzikich ludów Ameryki, Afryki i Polinezji.

Naturalnym następstwem tej wspólności kobiet jest brak wszelkiego widocznego węzła pokrewieństwa między ojcem i dziećmi. Innymi słowy, w systemie wspólności kobiet niema ojców, bo ich się nie zna. Pozostaje zatem tylko, jako jedyny węzeł bliższego pokrewieństwa—fakt macierzyństwa, prócz którego znanym jest tylko, jako drugi dalszy stopień pokrewieństwa, fakt przynależności do hordy. W tym więc pierwotnym stanie społeczeństwa nie może istnieć inna forma rodziny prócz macierzyństwa. Do poznania tej prawdy można by było nawet dojść w drodze ścisłego rozumowania, zanim badania historyczne i etnograficzne jasno ją wykazały, gdyby pojęcia nasze wiekowymi, zapatrywaniami na formę rodziny ojcowskiej nie były z góry tak spaczone, że sobie innej formy rodziny przedstawić nie możemy. Jeżeli zaś macierzyństwo jest jedynym węzłem pokrewieństwa, wypływa stąd, że jedyną powagą w społeczeństwie są matki; wynika stąd panowanie matek, wyłączne prawo matek nad rodzinami. Ten ustrój rodzinny czasów pierwotnych w chwili, kiedy dla nas zaczynają się czasy historyczne, już miał się ku upadkowi. Liczne jednak ślady, przez wspomnianych badaczy zebrane, świadectwa historyczne, niemniej jak i tendencyjne przedstawienia rzeczy pod panowaniem późniejszego systemu ojcostwa, usiłujące usprawiedliwić podrzędne stanowisko kobiet, są dowodami, że tradycja i wspomnienie poprzedniego systemu utrzymały się jeszcze długo. Do tych tendencyjnych przedstawień zaliczamy w pierwszym rzędzie owo podanie bi­blijne, jakoby kobieta była drugorzędną istotą, którą Bóg po stworzeniu mężczyzny z żebra jego stworzył. Dziwaczne to po­danie oczywiście nie mogło mieć innej tendencji, jak uzasa­dnienie panowania mężczyzn nad kobietami. Jest to może naj­dawniejszy przykład powszechnego później procederu wszelkiej władzy faktycznej, szukającej tytułu swego panowania w wy­myślonej ad hoc teorii. Kiedy raz panowanie i powaga matek obaloną została, zwycięzcy panowanie swe starali się jeszcze po­przeć teorią pierwszorzędnego stworzenia i niejako pierwszeń­stwa naturalnego. Zwykły to los zwyciężonych i wydziedzi­czonych, że dumny zwycięzca wymyślonymi teoriami nieszczę­ściu ich urąga! Podobnie w późniejszych czasach w Europie szlachta wywodziła ród chłopów od niesfornego syna Noego, usprawiedliwiając tym sposobem smutny los poddanych grzecha­mi Chama. Są to zawsze te same sztuczki tendencyjne history­ków, zostających na pańskim żołdzie. Że pierwotna „ginajkokracja” przeszła wszędzie w czasach historycznych w „androkracją” jest faktem; jakim sposobem jednak to się stało, jakie przyczyny i czynniki sprowadziły ten przewrót społeczny, to o ile wiem, nigdzie dotąd wyjaśnione nie zostało. A jednak przedhistoryczne i antropologiczne badania wykryły drugi fakt, który nam ten przewrót społeczny dostatecznie wyjaśnia. Fak­tem tym jest zwyczaj gwałtownego porywania sobie żon (Raubehe), jeżeli zwyczaj ten pojmujemy tak, jak jedynie pojętym być powinien, to jest jako zwyczaj porywania kobiet z obcych szczepów (egzogamia).

Zwyczaj ten porywania żon bądź to w czasach pierwotnych bądź w teraźniejszości u ludów dzikich, jest faktem dosta­tecznie przez etnografów i antropologów stwierdzonym i opisa­nym. Za mało jednak zwrócono uwagi przy te m na okoliczność, która stanowi główną cechę i treść tego zwyczaju, to jest, że porywanie żon ma zawsze za przedmiot kobiety obcego szczepu, obcej hordy. A jednak ten charakter porywania żon występuje niezbicie, jeżeli sobie uprzytomnimy stan pierwotnej hordy za panowania macierzyństwa. Wśród tych stosunków bowiem, jasną rzecz, że w obrębie jednej hordy porywanie żon nie może mieć miejsca, nie miałoby bowiem najmniejszego sensu. Gdzie kobiety stanowią jedyną powagę, gdzie matki stanowią jedyną klasę panującą, gdzie nadto panuje wspólność kobiet, albo jak to dzisiaj także zowią „wolna miłość”, tam, oczywiście, porywanie żon jest niemożliwe i niema zastosowania. Może ono tam być praktykowane tylko względem kobiet obcych hord. Do takiej zaś praktyki porywania żon „ginajkokracya" sama daje nie jeden powód. Pomijając bowiem już fakt, że w wyprawach rabunko­wych i wojennych jednych hord przeciw drugim, prócz obcego bydła i mienia, obca kobieta wszędzie i zawsze aż do dziś dnia stanowi najbardziej pożądany łup: to właśnie w ustroju ginajkokratycznym kobieta, porwana z obcej hordy, tym cenniejszym jest na­bytkiem, o ile wobec uprzywilejowanego stanowiska kobiet wła­snej hordy posiadacz porwanej kobiety większe, bo wyłączne, nad nią ma prawa osobistej własności, gdy tymczasem kobiety wła­snej hordy do nikogo wyłącznie nie należą, owszem jeszcze na mocy zwyczaju zajmują wyższe aniżeli mężczyźni stanowisko. W takim stanie rzeczy posiadanie kobiety porwanej z obcej hor­dy daje liczne korzyści. Nie ma ona bowiem udziału w uprzywilejowanym stanowisku kobiet swojskich, stanowi wyłączną własność „pana" swego i musi się poddać jego woli i rozkazom. Nic też dziwnego, że korzyści tego nowatorstwa przyczyniły się niemało do jego rozszerzenia się, znaczyło ono bowiem ani mniej ani więcej jak wyswobodzenie mężczyzn z pod niewygodnego jarzma kobiet. To też u wstępu znanych nam dziejów widzimy zwyczaj porywania kobiet rozpowszechniony u wszystkich na­rodów, a przynajmniej świeżą jeszcze zwyczaju tego tradycję. I tak porwanie greckiej Heleny przez małoazjatyckiego księcia stoi na czele historii greckiej, a na pierwszej karcie historii rzymskiej figuruje porwanie Sabinek przez Rzymian. Pierwszy zaś historyk europejski, Herodot, rozpoczyna dzieło swoje opowiadaniem wzajemnego porywania sobie kobiet między Gre­kami i Fenicjanami. Z pierwotnego zaś faktu porywania kobiet rozwinęła się instytucja społeczna małżeństwa rabunkowego, którego powszechne panowanie prawie u wszystkich narodów poświadczają liczne szczątki zwyczajowe, wszędzie do dzisiejsze­go dnia przechowane 7).

Z rozpowszechnieniem się zaś zwyczaju porywania kobiet i małżeństwa rabunkowego, upadek ginajkokracji oraz prawa matek i macierzyństwa był niechybny. Swojskie kobiety wobec konkurencji obcych nie zdołały utrzymać się na dawnym uprzywilejowanym stanowisku. Już sam powab nowości zapewnia bran­kom pewne pierwszeństwo przed swojskimi kobietami. Wpraw­dzie nowatorstwo to było grubą obrazą obyczaju dawnego,, wiekową tradycją uświęconego, ale cóż kiedy posiadanie branek dawało mężczyznom sposobność zrzucenia wstrętnego im rządu kobiet i wyswobodzenia się z pod jarzma starego obyczaju, który stał się „nierozsądnym". Runęła więc ginajkokracja, a z nią macierzyństwo jako forma rodziny; w ślad zaś za małżeństwem rabunkowym nastąpiła rodzina ojcowska i panowanie mężczyzn,, któremu z czasem i kobiety swojskie ulec musiały. Znikł do reszty stary; obyczaj; nowy, nieznany dawniej porządek społecz­ny ustalił się, zapanowało powszechnie ojcostwo, prawo ojcostwa, rodzina ojcowska.

Razem jednak z tą nową instytucją, bo od niej nieodłącz­nie, rozpowszechniało się inne zjawisko społeczne wielkiej donio­słości. Uświęcone nowym zwyczajem śluby z obcymi kobietami torowały drogę coraz szerszym łączeniom się i pokrewieństwom różnorodnych hord i szczepów. Za pośrednictwem kobiet odrę­bne i obce żywioły społeczne wchodziły z sobą w stosunki po­krewne. Nawiązały się tym sposobem pierwsze węzły i komplikacje między jednorodnymi żywiołami etnicznymi, rozpoczął się proces, który, jak nić czerwona, ciągnie się przez dzieje rodu ludzkiego na ziemi i któremu, jak później zobaczymy, ludzkość zawdzięcza wszystkie zdobycze na polu cywilizacji. Treścią bowiem dziejów ludzkich jest coraz większe zlewanie się w wiel­kie jedności narodowe różnorodnych żywiołów etnicznych, zle­wanie, które w późniejszych czasach dokonywa się za pomocą organizacji panowania tj. za pomocą rozwijających się państw i narodowych cywilizacyj. Pierwszym zaś ogniwem tych ró­żnych łańcuchów rozwoju cywilizacji były wszędzie małżeństwa rabunkowe między różnorodnymi pierwotnymi hordami i szcze­pami.


1) Pierwszy, o ile wiem, wypowiedział myśl tę Francuz Goguet w dziele: „De 1`origine des lois, des arts et des sciences" (Paryż 1759). Pisze on: „Avant l`établissement des sociétés politiques, les deux sexes, dans le commerce qu`ils avaient ensemble, ne suivaient que leurs appétits brataux. Les femmes appartenaient á celui qai s`en saisissait le premier. Elles passaient entre les bras de quiconque avait la force de les enlever ou l`adresse de les séduire. Les enfants qui provenaient de ces eommerces déréglés ne pouvaient jamais saroir quel était leur pčre. Ils ne eonais saient que leurs mčres, dont par cette raison ils portaient le nom” Porównaj A. Regnard: L`Etat Paris 1880, str. 30.

2) Ancient Society, etc. Londyn 1877,

3) Origines de la familie. Paryż 1874.

4) Studies in Ancient history, Londyn, 1877, (studium Kinschip in Ancient Greece).

5) Les origines de la civillisation (z angielskiego tłum. przez Barbiera) Paryż 1878.

6) O pokrewieństwie przez same tyłka matki. Kraków 1882.

7) Liczne przykłady u Posta: Geschlechtsgenossenschaft der Urzeit, .str. 54-

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009