Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ VII

Ogólne prawa naturalne

Wiemy już o co chodzi socjologii: chce ona poznać proces naturalny rozwoju społecznego; wiemy już, co to jest zjawisko społeczne i co to są procesy naturalne; poznaliśmy tak­że podmiot rozwoju społecznego, ród ludzki jako przedmiot socjologii. Wiedząc zaś, że umiejętność dąży zawsze do pozna­nia praw rządzących przebiegiem procesów naturalnych: winni­śmy jeszcze tylko zdać sobie dokładnie sprawę z pojęcia ta­kiego prawa. W tym celu rozważymy najprzód pojęcie ogólne­go prawa naturalnego, a następnie pojęcie prawa naturalnego rządzącego rozwojem społecznym, czyli krócej się wyrażając prawa społecznego. Największym tryumfem nowożytnej umie­jętności przyrodniczej było udowodnienie że „duch ludzki" pod­lega prawom fizycznym; że zjawiska psychiczne są tylko wypły­wem materii i jako takie następstwem praw fizycznych. Ale wszystkie te świetne rezultaty umiejętności przyrodniczej nie zdołały jeszcze ugruntować przekonania umiejętnego, że i zjawi­ska społeczne podlegają prawom naturalnym. Zawsze bowiem jeszcze między zjawiskami psychicznymi, zawisłymi od praw materii a zjawiskami społecznymi, stawała tajemnicza wolna wola, która na pozór stosunki społeczne kształtuje i porządkuje we­dług upodobania.

Monizm bowiem, który zwycięsko wykazywał rząd jed­nych i tych samych praw naturalnych we wszystkich dziedzinach matury, nie wyłączając dziedziny ducha, nie dotarł dowodami swymi aż do dziedziny zjawisk społecznych. Ograniczył on się na poddaniu prawom fizycznym wszelkich zjawisk psychicz­nych. Dualizm więc, rozróżniający ściśle między dziedziną materii a ducha, pobity przez monizm w dziedzinie psychicznej, cofnął się na pole zjawisk społecznych i tutaj silnie się obwaro­wał. Niechby sobie już Moleschott objawy duszy oso­bnika tłumaczył funkcjami żołądka, twierdząc, że człowiek tym jest, co je (Der Mensch ist das was er isst); niechby sobie już materialiści myśli człowieka tłumaczyli jako fosforescencją mózgu, a cnotę i występek wyprowadzali z układu nerwów i zwojów mózgowych: w instytucjach społecznych, w rozwoju społecznym, któż śmie zaprzeczać działania ducha ludzkiego, objawów wolnej woli ludzkiej? Dopóki monizm nie wyprze dualizmu z tej ostatniej, na pozór silnie obwarowa­nej, pozycji—zwycięstwo jego nie jest zupełne. Chcąc przy­stąpić do tego zadania 1), trzeba było przede wszystkim, jak to uczyniliśmy, ustanowić różnicę jasną między zjawiskami psychicznymi a społecznymi. Stara to bowiem reguła taktyczna rozłą­czyć nieprzyjaciela i na rozłączone uderzyć oddziały. Zasadni­czą więc kwestią monizmu na polu społecznym, od której szczę­śliwego rozwiązania zależy jego uprawnienie, jest kwestia: czy istnieją ogólne prawa naturalne, które rządzą zjawiskami nie tylko na polu fizycznym i psychicznym, ale także na polu społecznym? Jeżeli takie prawa dadzą się wykazać, monizm ma słusz­ność, teoria monistyczna ma podstawę; jeżeli takich ogólnych we wszystkich dziedzinach zjawisk działających praw niema, wtedy monizm jest tak samo nieudowodnioną hipotezą jak dua­lizm. Dotychczas zaś kwestia takich ogólnych praw natural­nych, działających zarówno we wszystkich trzech dziedzinach zjawisk, napotykała zewsząd co najmniej na niedowierzanie i wątpliwości. Wina tego spada po części także na dotychcza­sowych obrońców monizmu. Z większą bowiem gorliwością niż rozwagą starali się oni prawa, działające w dziedzinie świata fi­zycznego, przenieść żywcem na dziedzinę zjawisk umysłowych. Rozprawiali więc jak np. Mirabaud we Francji, Supiński u nas o siłach przyciągania i odpychania, o siłach rzutu i ciężkości jako działających w dziedzinie zjawisk umysłowych i społecznych. Inni znowu, jak to widzieliśmy, starali się przenieść na tę dziedzinę społeczną prawa rozwoju życia zwierzęcego. Nic dziwnego, że takimi pomysłami, polegającymi na grubych błę­dach i powierzchownych analogiach, nie tylko nie oddali oni ża­dnych usług teorii monizmu, ale owszem chcąc jej służyć, zdys­kredytowali ją u wszystkich trzeźwo myślących. Ale te błędy w szczegółowym przeprowadzeniu i zastosowaniu teorii nie zmie­niają rzeczy samej, nie znoszą prawdziwości głównej myśli. Faktycznie bowiem istnieją takie ogólne prawa naturalne, które rządzą zarówno zjawiskami wszystkich wspomnianych trzech dziedzin. Od umiejętnego ich wykazania zależy uprawnienie socjologii jako umiejętności. Niektóre z tych praw wyliczymy tutaj szczegółowo. Zanim to jednak uczynimy, zastanówmy się najprzód, o ile tak różnorodne zjawiska, jak fizycznej psychiczne i społeczne, mogą być rządzone przez wspólne ogólne prawa. Oczywiście, nie trzeba przy tym zejść za głęboko do tych szcze­gółów zjawisk, które stanowią ich różnicę gatunkową; bo tam, gdzie się zaczyna odrębność gatunkowa zjawisk, ustaje rząd wspólnych, ogólnych praw. Gdzie zatem zaczyna się odrębność gatunkowa zjawisk fizycznych, tam ustaje wspólność rządu tych praw, które tyczą się wyłącznie zjawisk umysłowych i społecz­nych. I przeciwnie, gdzie się zaczyna odrębność gatunkowa zjawisk umysłowych lub społecznych, tam ustaje działalność tych praw, które rządzą wyłącznie zjawiskami fizycznymi. Przy­kład to wyjaśni. Prawo przyciągania i ciężkości może tylko się odnosić do ciał materialnych; niestosownym by było mówić o przyciąganiu i ciężkości w dziedzinie zjawisk umysłowych. Prawo egoizmu może tylko działać w świecie społecznym; nie może się ono stosować do zjawisk fizycznych, gdzie nie ma świadomości i poczucia osobistości. Jeżeli więc nie wahamy się twierdzić, że istnieją ogólne prawa naturalne, rządzące zarówno rozwojem zjawisk w dziedzinie fizycznej, umysłowej i społecz­nej, możemy mieć na myśli tylko takie najogólniejsze prawa, które nie sięgają do głębi różnic gatunkowych tych trzech dzie­dzin, ale niejako tyczą się tylko wspólnych warunków istnienia i rozwoju zjawisk, do trzech tych dziedzin należących. Wiem, że czeka mnie tu zarzut, że dla uratowania tych praw ogólnych sięgam do owej najogólniejszej sfery abstrakcji, gdzie wszelkie własności indywidualne zjawisk znikają i gubią się w mglistym pojęciu bytu. Zarzut ten nie jest uzasadnionym, albowiem tych praw ogólnych nie biorę z najwyższej sfery pojęcia bytu, gdzie oczywiście nie trudno je znaleźć (np. że każde zjawisko wystę­puje w czasie i przestrzeni itp.), ale ze sfery szczegółowych właściwości gatunkowych tych trzech dziedzin, a mianowicie ze sfery warunków bytu. Oczywista, ze sfery samych tych wła­ściwości gatunkowych nie mogę ich brać; wszak tym właśnie grzeszyli poprzednicy na polu socjologii, że ze sfery właściwo­ści zjawisk fizycznych chcieli wyciągnąć prawa dla zjawisk mo­ralnych. Podobnego błędu musimy się wystrzegać. Me wolno nam zatem, jak to niektórzy czynili, ze sfery zjawisk organicz­nych wyciągnięte prawa stosować do zjawisk społecznych. Ale musimy i możemy szukać tych ogólnych praw naturalnych w sferze warunków i form bytu wszelkiego istnienia i zadowolić się, jeżeli te prawa posłużą nam za klucze, które, że tu uży­jemy wyrażenia Bastiana „różne drzwi otwierają". Myśl nasze wyliczenie niektórych takich praw bliżej wyjaśni.

a) Prawo przyczynowości.

W dziedzinie zjawisk społecznych, tak samo jak w dziedzinie zjawisk fizycznych i umysłowych, panuje prawo przyczyno­wości. Każde zjawisko społeczne jest skutkiem poprzedniej ja­kiejś przyczyny. Żaden fakt, żadne zjawisko społeczne, nie wy­stępuje bez przyczyn społecznych, nie jest nigdy dziełem kapry­su lub zachcenia jednostki. Pewnik logiczny o wystarczającej (vom zureichenden Grunde) ważnym jest także dla zjawisk społecznych. Każde zjawisko społeczne polityczne, prawne, czy gospodarcze musi być wywołane przez wy­starczającą przyczynę, zdolną wywołać zjawisko społeczne. Przy tym także między skutkiem a przyczyną, tak samo jak na polu zjawisk fizycznych i psychicznych, musi zachodzić pewien stosunek równości lub proporcjonalności siły. Fakt indywi­dualny nie wywoła nigdy faktu społecznego, choć często pozór w tym względzie nas łudzi. Czyn jednostki nigdy nie stworzy stanu społecznego ani go nie zmieni—tylko jeden stan społeczny może wywołać następny inny. W danych wypadkach wykaza­nie tych przemian społecznych, tych przejść z jednego stanu w drugi jest zadaniem prawdziwie pragmatycznego dziejopi­sarstwa.

b) Prawo rozwoju.

Równoległym (jeżeli się tak wyrazić wolno) z prawem przyczynowości, a może wypływem tego prawa jest prawo rozwoju. Każde zjawisko społeczne, tak samo jak każde fizyczne i umy­słowe, jest tylko punktem jednym, fazą chwilową rozwoju, który od widocznego lub niewidocznego początku przebiega do pewne­go kresu lub ku pewnemu, choć niewidocznemu jeszcze, kresowi. Każdy ustrój społeczny, każde państwo, każda społeczność, ka­żde prawo, każda gałąź gospodarstwa społecznego przebiega pe­wien rozwój. W każdym danym wypadku odróżnić możemy początek, wzrost i rozrost, często także już rozkład i upadek.

Oczywista, że objawów prawa tego na polu społecznym nie wolno ani utożsamiać, ani zamieniać z objawami tegoż na po­lu fizycznym. Nie wolno w ustrojach społecznych dopatrywać się komórek, zarodków, liści, łodyg, owoców albo jaj, zarodków, oskrzeli, płuc, żołądków itd.; takie analogie spychają z drogi umiejętnych badań, odwodzą od prawdy, zaciemniają widnokrąg umiejętności i nie prowadzą do żadnych rezultatów. Objaw prawa rozwoju na polu społecznym przybiera formy społeczne i w każdym osobnym wypadku odpowiednie do matury społecznej tego zjawiska.

Chcąc zatem dojść do rezultatów umiejętnych, nie trzeba nigdy spuszczać z oka społecznej natury danego zjawiska i nie zwracać się do objawów prawa tego na innym polu zjawisk. A więc badając państwo, nie trzeba ani na chwilę zapominać, że państwo nie jest organizmem, a badając organizm, trzeba pamiętać, że zbiorowość komórek organizmu nie jest społeczeństwem.

c) Prawidłowość rozwoju.

Samo przez się pojęcie rozwoju nie zawiera jeszcze w sobie pojęcia prawidłowości tegoż t. j. rozwoju przebiegającego przez szeregi równych lub podobnych przemian. W istocie zaś rozwój zjawisk we wszystkich trzech dziedzinach jest zawsze prawidło­wym. Wykazanie tej prawidłowości rozwoju zjawisk społecz­nych jest zasługą szkół historycznych tak dobrze na polu prawa jak i ekonomii politycznej, jak nareszcie na polu umiejętności religii i lingwistyki, które to ostatnie dwie umiejętności, według powyższego określenia naszego, musimy również uważać za ga­łęzie socjologii. Ta prawidłowość rozwoju, którą podziwiamy w dziedzinie całej natury fizycznej, niemniej jasną jest w rozwo­ju prawa, państwa, gospodarstwa społecznego, religii, moralno­ści, sztuki i języka.

d) Prawo periodyczności.

We wszystkich dziedzinach zjawisk prawidłowość prze­chodzi w periodyczność, która wszędzie tam, gdzie nam się rozwój jakiś w całości przedstawia, uwydatnia się jako okres życia, cechujący się narodzeniem czy powstaniem zjawiska, wzro­stem i wydoskonaleniem, nareszcie rozkładem i upadkiem. Wszędzie i zawsze zaś rozkład i upadek jednego zjawiska zostawia wolne pole dla nowego życia i rozwoju. Tak następują po sobie w świecie zjawisk periody życia, a każdy rozkład i każda śmierć jest zarazem początkiem nowego periodu rozwoju i życia. Oczywiste, że periodyczność ta w każdej z trzech dziedzin zjawisk objawia się inaczej.

Tutaj krążą soki, wzmacnia się ciało, rosną organa itd.; tam (w dziedzinie umysłowej) powstaje myśl, zyskuje coraz więcej gruntu i uzasadnienia, staje się powszechną i nabiera coraz więcej wagi i powagi, potem traci jedno i drugie, oka­zuje się mylną, aż nareszcie staje się „przestarzałym błędem". W dziedzinie społecznej znów powstaje stosunek społeczny jednych do drugich, rozszerza się, obejmując coraz większą licz­bę ludzi, zyskuje uznanie, wywiera na masy wpływ coraz więk­szy, rozwiązuje się z czasem i znika, ustępując miejsca innym, nowym stosunkom społecznym. Słowem, w każdej z trzech dzie­dzin objawia się prawo periodyczności w inny, naturze zjawisk odpowiedni, sposób, ale wszędzie zarówno prawo to panuje.

e) Prawo skomplikowania.

Jak w naturze fizycznej nie znajdujemy ciał prostych, je­dnolitych, tylko ciała złożone z różnych pierwiastków; jak w dziedzinie umysłowej spotykamy się z samymi komplikacjami (takimi są wyobrażenia i myśli nasze, jako też i nasze siły umysłowe), podobnie w dziedzinie społecznej otaczają nas same komplikacje tj. ustroje społeczne, które złożone są z licznych żywiołów i części elementarnych. Każde państwo, każdy na­ród, każdy szczep przedstawia nam taką komplikację najróżnorodniejszych żywiołów. Każde prawo, każda ustawa jest komplikacją prostszych żywiołów, złączeniem zapatrywań, wyobrażeń, myśli, zasad i tendencji; każde gospodarstwo społeczne jest komplikacją różnych stanów rzeczy, czynności, stosunków; ka­żdy język jest komplikacją najliczniejszych i najróżnorodniejszych żywiołów; każda religia składa się z najrozmaitszych wyobrażeń i idei, tak samo każda moralność.

Z tej ogólnie panującej kompilacyjni wynika możliwość umiejętnej analizy, która na polu fizycznym prowadzi do odkry­cia pierwiastków, na polu umysłowym do najwyższych i najprostszych pojęć, do najprostszych, elementarnych funkcji umysłowych czy nerwowych; na polu społecznym do najprostszych ustrojów społecznych, a więc od państwa i narodu do pierwotnej hordy, od wykształconego urządzenia prawnego do rozpoczyna­jącego się stosunku faktycznego, od skomplikowanego gospodar­stwa narodowego do najprostszego zaspakajania pierwszych po­trzeb materialnych, od najwspanialszego rozkwitu literatury na­rodowej do najprostszego wyrażania myśli za pomocą głosu i najbardziej naturalnej mimiki.

f) Oddziaływanie różnorodności.

We wszystkich dziedzinach zjawisk widzimy wzajemne od­działywanie na siebie różnorodnych żywiołów. Objawiając się w różnych dziedzinach w sposób najrozmaitszy, oddziaływanie to stanowi wszędzie jedne z najważniejszych i najsilniejszych sprężyn wszelkiego rozwoju. Wprawdzie od dawna domyślano się, że w tym oddziaływaniu wzajemnym leży główna sprężyna i ferment wszelkiego rozwoju społecznego, mylnie jednak szuka­no jego istoty w stosunku jednostki do jednostki (indywidualizm i atomizm) i oznaczano je bądź jako miłość, bądź jako nienawiść, bądź jako popęd towarzyski lub walkę wszystkich z wszystkimi (bellum omnium contra omnes). Mylność tego zapatrywania okaże się z późniejszych naszych poszukiwań. Nie istnieje ża­dne prawo ogólne oddziaływania wzajemnego jednostki na jedno­stkę; żadna umiejętność nie byłaby w stanie wynaleźć formuły, wyrażającej stosunek taki ze ścisłością umiejętną, by na wszelkie wypadki i wśród wszelkich okoliczności stosowaną być mogła. Bo inny jest stosunek jednych jednostek do siebie, inny innych. Nie wyraża tego stosunku, żaden z wyrazów: miłość, nienawiść, egoizm, altruizm, sympatia, antypatia, miłosierdzie, obojętność. Trudność zaś znalezienia takiej ogólnej formułki, wyrażającej ogólne prawo panujące w sto­sunkach jednostek do siebie, leży w tym, że jednostki nie są tymi naturalnymi pierwiastkami społeczeństwa, którymi są raczej grupy społeczne. Między jednostkami stosunek może być różny, nie rządzi nim żadne prawo ogólne; jedne jednostki łączy miłość i towarzyskość, inne rozdwaja nienawiść i wstręt wzajemny. Stąd też pochodzi, że filozofowie nie zgadzają się w określeniu tego stosunku. Różność ich zapatrywania wynika stąd, że jedni może mieli przed oczami jednostki ciasnej jakiejś grupy, w której widzieli węzły towarzyskie, drudzy zaś obserwowali stosunki między jednostkami różnych grup (dajmy na to: chło­pów i szlachty, albo robotników i fabrykantów), między które mi widzieli skrytą zawiść i zaciętą walkę. Jedni zatem pisali o towarzyskości, jako stosunku jednostek do siebie, drudzy o niena­wiści i wojnie wszystkich przeciw wszystkim. Jeżeli zaś dla rodzaju oddziaływań, wywołujących zjawiska społeczne, chcemy znaleźć formułkę ogólną, która by wszędzie i zawsze znalazła za­stosowanie, a zatem służyć by mogła za podstawę do umiejętnych operacyj, formułkę, która by była wyrazem ogólnego prawa naturalnego: to musimy zupełnie pominąć jednostki i zwrócić się do grup społecznych, jako elementów działających wzajemnie na siebie. Wtedy łatwo nam będzie ustanowić taką ogólną for­mułkę, jako wyraz ogólnego prawa, zawsze i wszędzie jednako­wo działającego. Bo te różnorodne gromady i grupy ludzkie, jako żywioły i pierwiastki ustrojów społecznych, wszędzie i za­wsze jednakowo na siebie oddziaływają i wpływają, gdyż oddziaływanie ich wzajemne wypływa zawsze i wszędzie z tych samych dążności naturalnych, jakkolwiek one objawiają się w różnych formach według czasu i okoliczności.

Chcąc właściwość tego wzajemnego oddziaływania pier­wiastków społecznych ująć w taką ogólną formułkę, trzeba się wy­strzegać wszelkich analogii ze zjawiskami w innych dziedzinach zjawisk i wszelkich szczegółowych form, wziętych z innych pro­cesów naturalnych. Gdybyśmy np, powiedzieli, że wzajemne to oddziaływanie różnorodnych elementów społecznych polega na absorpcji, na wzajemnym przenikaniu, to taka formułka sto­sowałaby się może do niektórych zjawisk dziedziny fizycznej; zwłaszcza do zjawisk życia roślinnego lub anorganicznego; ale na polu zjawisk społecznych byłaby to tylko nic nieznacząca analogia. Z drugiej strony znowu chciano wzajemne oddziały­wanie żywiołów i pierwiastków świata fizycznego wyrazić formułką, wziętą z rozważania zjawisk społecznych, i oznaczano to oddziaływanie jako walkę o byt, a więc formułką, która do pro­cesów fizycznych i roślinnych nie stosuje się i względem tychże może uchodzić tylko za przenośnię. Jeżeli więc chcemy uniknąć wszelkich analogij, przenośni i obrazów, a ustanowić ściśle spo­sobem umiejętnym prawo ogólne, ważne zarówno dla wszystkich trzech dziedzin zjawisk, musimy poprzestać na formułce „wza­jemnego oddziaływania różnorodności”, bliższe zaś określenie ro­dzaju i sposobu tego oddziaływania w każdej osobnej dziedzinie zjawisk odłożyć do szczegółowych formuł, które wyrażać będą szczegółowe prawa wzajemnego stosunku różnorodnych żywio­łów w każdej z tych osobnych dziedzin.

g) Powszechna celowość.

Chcąc bliżej nieco określić to wzajemne oddziaływanie różnorodności, można by o nim chyba jedno powiedzieć, bez od­jęcia mu cechy ogólnego prawa tj. że ono wszędzie i zawsze okazuje pewną celowość. Musimy jednak tu wyraz celowość wziąć w znaczeniu bardzo ograniczonym i szczegółowo określonym. Powszechne bowiem oddziaływanie wzajemne różnoro­dnych żywiołów wszędzie i zawsze sprowadza stan rzeczy, przy­czyniający się do dalszego rozwoju danego zjawiska; w odniesie­niu więc do tego dalszego rozwoju poszczególnych zjawisk we wszystkich dziedzinach panuje prawo celowości, które sprawia, że każde oddziaływanie wzajemne różnorodnych żywiołów jest środkiem ku dalszemu rozwojowi.

W dziedzinie zjawisk fizycznych nauki przyrodnicze od dawna już wykazały celowość tego wzajemnego oddziaływania. Botanik wie, jaki cel osiągniętym bywa przez oddziaływanie powietrza na liście roślin i tychże liści na powietrze. Zoo­log wie, jaki cel osiągniętym bywa przez oddychanie zwierząt i przez funkcje poszczególnych ich organów. Także w dziedzi­nie umysłowej oddziaływanie idei jednych na drugie sprowadza dalszy rozwój umysłowy. Na polu społecznym sporną jest wprawdzie ta ogólna celowość, a liczne stronnictwa polityczne społeczne i filozoficzne jak np. rewolucjoniści i pesymiści za­przeczają, jakoby w rozwoju dotychczasowym społecznym prze­jawiała się rozumna celowość, którą tym goręcej wykazują inne stronnictwa konserwatywne, liberalne i optymiści. Ale pomimo tych sporów, które nawet z właściwą kwestią celowości nie mają nic do czynienia, jest rzeczą pewną, że każde zjawisko społecz­ne, każdy ustrój społeczny jest zawsze środkiem do jakiegoś dalszego celu; a nawet odmawiając celowi temu wartości, nie można nazwać bezcelowym środka, za pomocą którego on osiągniętym został. O ile więc w dziedzinie społecznej nic nie tworzy się bez celu, uznać zatem musimy i tu panowanie prawa ogólnej celowości.

h) Istotna jednakowość sił.

Wzajemne na siebie oddziaływanie różnorodnych żywio­łów odbywa się oczywiście wskutek pewnych sił, żywiołom tym właściwych lub też przy zetknięciu się ich występujących. Te siły we wszystkich trzech dziedzinach zjawisk pozostają zawsze tymi samymi co do istoty swej przez wszystkie czasy. Jest to ogólne prawo istotnej jednakowości sił. Tak samo jak w dziedzinie fizycznej siły działające były zawsze takimi samymi jak i dzisiaj, podobnież rzecz się ma ze siłami działającymi w dziedzi­nie umysłowej i społecznej. Myślenie, czucie i chcenie zawsze w jednaki sposób działały na człowieka i w człowieku i tak samo w dziedzinie społecznej siły działające tj. owe przyczyny, któ­rym przypisujemy widoczne skutki, były zawsze te same. Tak więc możemy śmiało mówić o ogólnym prawie jednakowości sił działających we wszystkich trzech dziedzinach.

i) Istotna jednakowość procesów.

Koniecznym następstwem wiecznej jednakowości sił jest istotna jednakowość procesów odbywających się we wszystkich, trzech dziedzinach zjawisk. W dziedzinie zjawisk fizycznych prawo to dawno już jest uznane. Nikt o tym nie wątpi, że promienie słońca, ogrzewając wilgotną ziemię, przed milionami lat; wywoływały te same procesy wegetacyjne, co dzisiaj, i że sku­tek ciepła słonecznego na wilgotną ziemię zawsze zostanie ten sam. Nikt nie wątpi, że działanie fal morskich uderzających o brzeg skalisty zawsze było, jest i będzie jednakie. Przepro­wadzeniu tej prostej zasady w badaniach geologicznych przez Lyella zawdzięcza geologia największy postęp w nowszych czasach. „Siły, które dzisiaj w ziemi i na ziemi działają, powia­da słusznie Lyell, co do rodzaju i skuteczności, muszą być takie same jak te, które w najodleglejszej przeszłości sprowadziły wszelkie zmiany geologiczne". Za pomocą tej prostej zasady, badanie sił fizycznych działających dziś w ziemi i na ziemi stało się dla geologii kluczem do rozwiązania tajemnic przemian geologicznych w najodleglejszej przeszłości.

Na polu umysłowym również nikt nie wątpi, że jednako­wość sił umysłowych człowieka wszędzie i zawsze w umyśle je­dnostki wywoływała te same procesy umysłowe. Proces np. umysłowy układania poezji po wszystkie czasy, u najrozmait­szych narodów, odbywał się tak samo. Natchnienie poetyczne i płynąca z niej koncepcja poetyczna nie zmieniły ani natury, ani istoty swej, gdziekolwiek bądź przyjazne warunki je wywo­ływały. Proces umysłowy zawsze przy tym był ten sam, czy indyjski poeta układał Mahabharatę, czy grecki Iliadę, czy serb­ski pieśń o Carze Łazarze, czy Mickiewicz Pana Tadeusza. Na­wet dzieła poetyczne, które są rezultatem tych procesów umy­słowych, co do istoty swej mają tę sarnę cechę, jakkolwiek różne są ich formy. Z tych samych przyczyn, takim samym w grun­cie rzeczy ulegając wrażeniom, nuci piosnkę Lapończyk wśród śniegów i lodów i Włoch pod skwarnym słońcem, tymi samymi pobudzony wrażeniami świata zewnętrznego. Dzięki tym sa­mym zdolnościom i siłom umysłowym w jednakowy sposób snuł myśli przed kilkoma tysięcy lat filozof chiński Konfucjusz, jak później Plato i Arystoteles, jak Kant i Hegel. Plany piramid przed kilkunastu tysięcy lat powstały tak samo w głowie architekta egipskiego, jak później w głowach architektów średniowiecznych plany tumów gotyckich i zamków rycerskich Mamy tu zawsze do czynienia z procesami psychicznymi, które w gruncie rzeczy są jednakie. Taka sama jednakowość istotna panuje na polu zjawisk społecznych, choć ją tu naj­mniej może spostrzegamy. Pochodzi to stąd, że za mało dotąd zwracano uwagi na naturalne żywioły społeczne jako na czyn­niki procesów społecznych, a rozważano zawsze tylko jednostkę i naturę jej, mylnie mniemając, że natura jednostki jest kluczem do zrozumienia procesów społecznych. Jeżeli zaś poznamy te naturalne żywioły społeczne oraz wiecznie jednakowe ich wzglę­dem siebie zachowywane się i oddziaływanie, to istotna jednako­wość procesów społecznych wystąpi w całym świetle. Wtedy poznamy, że wszędzie i zawsze w jednakowy sposób powstały: języki, religie, państwa, prawa itd. i że tak samo procesy gospodarczo-społeczne, wszędzie i zawsze kierowane tymi samymi siłami, co do istoty rzeczy wszędzie są jednakowe.

k) Podobieństwo rozwoju.

Z istotnej jednakowości sił i procesów wynika podobień­stwo ustrojów i rozwojów, które mylnie przypisywane bywa stosunkom powinowactwa, pokrewieństwa, pochodzenia lub na­śladownictwa. We wszystkich dziedzinach zjawisk, w rozpro­szeniu przez wszystkie części świata znajdujemy podobne ustro­je i podobne przebiegi rozwojów, nie znając pierwszej tych po­dobieństw przyczyny. W dziedzinie fizycznej zwykliśmy po­dobieństwa te przypisywać tożsamości działających sił fizycznych; ale już w dziedzinie umysłowej, w której wolimy zawsze upa­trywać działalność „wolnego ducha" człowieka, szukamy przy­czyn tych podobieństw w jakichś związkach i stosunkach histo­rycznych, w naśladownictwie itp. Najmniej zaś na polu społecznym skłonni byliśmy przypisywać podobieństwo ustrojów i rozwojów jakiemuś ogólnemu prawu naturalnemu, lecz zawsze szukaliśmy przyczyn w stosunkach i wpływach historycznych. Im dalej jednak rozszerzył się dzisiaj widnokrąg etnograficzny i historyczny, tym więcej napotykamy przykładów takich podobieństw ustrojów i rozwojów społecznych w tak odległych krańcach świata, u ludów, które nigdy nie miały z sobą żadnych styczności, że zmuszeni jesteśmy przyjąć działanie ogólnego prawa naturalnego, działającego wszędzie i zawsze na polu społecznym w podobnym kierunku. Póki jeszcze trzymano się po­glądu o jednoplemiennym pochodzeniu ludzkości, podobieństwa takie w ustrojach i rozwojach społecznych można było tłumaczyć jako wspólną spuściznę rodu ludzkiego po pierwszych swych przodkach; po odrzuceniu hipotezy o jednoplemienności, nie pozostaje nam nic innego, jak przyjąć działanie ogólnego prawa naturalnego, które objawia się na polu społecznym w po­dobieństwach ustrojów i rozwojów podobnie jak na polu fizycznym i umysłowym.

Istnienie takich praw ogólnych, panujących zarówno we wszystkich trzech dziedzinach zjawisk, jest najlepszym dowodem, że cały świat zjawisk polega na jednolitej zasadzie, że te troja­kie zjawiska są tylko objawem jednej i tej samej siły. Istnienie takich praw ogólnych przemawia za monizmem i przeciw duali­zmowi, który martwej materii przeciwstawia ducha panującego nad nią, przypisując temu ostatniemu odrębne istnienie i wolność. Te ogólne prawa bowiem, rządzące zarówno w dziedzinie umysło­wej jak i w społecznej, pokazują, że warunki bytu i rozwoju wszystkich trzech grup zjawisk są te same i odnosić się muszą do jednej, jednolitej zasady bytu całego świata. Czy tę jedno­litą zasadę nazwiemy przyrodą, czy Bogiem, czy po prostu nie­znaną, rządzącą światem zasadą wszelkiego bytu, to na jedno wychodzi. W każdym razie jest to jednolita zasada, objawiająca się w jedności i jednolitości praw rządzących całym światem zjawisk, nieznane nam źródło wszelkiego bytu, a zarazem niezna­na siła, wszelki byt przenikająca. Istoty jej nie znamy; że jest wszechmocną i wszechobecną, o tym na każdym kroku się przekonujemy; nawet wszechwiedzącą można by ją nazwać, W każdym razie ta nieznana nam zasada okazuje zawsze i wszędzie niezłomną konsekwencją, jednolitą politykę; objawia się wszę­dzie i zawsze jednakową tendencją i w jednakich formach.Umiejętności zaś wszelkie nie mogą mieć wyższego zadania jak badanie objawów tej jednolitej zasady we wszystkich dziedzinach zjawisk.


1) Recenzent niemieckiej mojej Socjologii w „Przeglądzie polskim" p. Piłat zarzuca mi tendencyjność, ponieważ sam wyznaję, że zamierzam bronić monizmu — pracy zaś mojej jako tendencyjnej za naukową uważać nie może. Dziwna rzecz! dualizmu materii i ducha wolno bronić bez utra­ty cechy naukowej, ale kto broni monizmu, do naukowości traci prawo!

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009