Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ II

Procesy naturalne

Widzieliśmy, że zacząwszy od Comte'a wszyscy socjologowie zgadzają się z sobą w jednym punkcie, to jest w przekonaniu, że proces dziejowy odbywa się podług stałych praw tak samo jak każdy inny proces naturalny. Ta myśl ciągnie się jak nić czerwona przez dzieła Carey'a, Spencera, Schafflego, Lilienfelda i tylu innych. Ale przekonanie to tak długo zostaje tylko subiektywnym mniemaniem, dopóki się nie uda wykazać, na czym ten proces naturalny polega i według jakich praw się odbywa. W tym celu musimy najprzód wyjaśnić istotę procesu naturalnego, w ogóle poznać warunki i czynniki zasadnicze, które składają się na istotę takiego procesu, następnie wykazać, że warunki te i czynniki znajdujemy w procesie dziejowym, który zatem uznać należy za proces naturalny. Rozważanie takie istoty procesu naturalnego jest tym ważniejsze, o ile fałszywe wyobrażenie o jego istocie przyczyniło się bez wątpienia do licznych błędów popełnianych przez socjologów. Tak np. ów kierunek tzn. „organiczny" socjologii (Schäffle i Lilienfeld) ma bez wątpienia źródło swe w mniemaniu, że proces naturalny, jeżeli nie jest ani chemicznym ani roślinnym, to musi być procesem animalnym. Zważmy więc po kolei wszystkie procesy naturalne, które umiejętność dotychczas jako takie poznała. Jest ich dotąd cztery. Pierwszy jest proces planetarny, w którym pod wpływem siły przyciągania planety krążą około słońca. Proces ten odbywa się według stałych praw, dobrze dzisiaj znanych umiejętności. Są one tak stałe i niezmienne, a znajomość ich doszła do takiego stopnia dokładności, że bieg przyszły ciał niebieskich i zjawiska od niego zawisłe z góry dokładnie obliczyć dziś można.

Znany nam jest następnie proces chemiczny, który się odbywa w dziedzinie przyrody nieorganicznej a w którym działają siły powinowactwa chemicznego. Znamy dalej proces roślinny, który manifestuje się w życiu roślin. Znamy nareszcie proces animalny, objawiający się w życiu organizmów żywych a więc zwierząt i ludzi. Te cztery procesy naturalne przedstawiamy sobie jako stopniowanie, jako rozwój od niższego do wyższego; jest to atoli tylko nasze wyobrażenie subiektywne wypływające z dowolnego układania zjawisk świata w pewien system i porządek. Bo w istocie cóż za stosunek wyższości lub niższości może zachodzić między krążeniem planet a rodzeniem się i umieraniem zwierząt? Ale pojęcie nasze szuka wszędzie i zawsze pewnych punktów oparcia, aby się łatwiej orientować mogło w nieskończonym obszarze zjawisk; wszelkie zatem otaczające nas zjawiska według wrażeń, jakie na umysł nasz sprawiają lub w miarę znamion, które umysł nasz w nich dostrzega poddać się muszą zawsze jakimś klasyfikacjom i porządkom. Kryteria zaś, według których klasyfikacje te układamy, znaleźć nie trudno; albowiem te znamiona charakterystyczne niekoniecznie muszą tkwić w naturze zjawisk, ale mogą być wzięte z zasobu środków umysłowych, które nam służą do ich pojmowania. To też nie trudno dla tych czterech procesów naturalnych o takie znamiona charakterystyczne, które nadto układają się w podnoszącą się skalę, tak, że dalszy proces naturalny wydaje się zarazem być wyższym. Bierzemy bowiem za kryterium, odróżniające te cztery procesy naturalne, ilość sił, które według naszego wyobrażenia w każdym z tych procesów działają; cała więc ta operacja klasyfikacyjna polega na tym, że podsuwamy procesom naturalnym pewne przyczyny, wyobrażając sobie, że są one spowodowane przez działanie pewnych sił; w miarę zaś, ile takich sił każdemu z tych procesów podsuwamy układamy z nich skalę podnoszącą się według zwiększającej się liczby przypisywanych im przez nas sił. Klasyfikację, opartą na takim wyobrażeniu, przedstawia w bardzo jasny sposób przyrodnik francuski Quatrefages, dzieląc otaczające nas zjawiska natury na cztery państwa (z których w każdym odbywa się jeden z powyższych procesów). Według niego: po 1-sze państwo planetarne (regne sideral) cechuje się ruchem keplerowskim, który odnieść możemy do działania jednej siły tj. siły ciężkości; po 2-ie państwo mineralne cechuje się ruchem keplerowskim i objawami fizyczno chemicznymi, które to podwójne zjawiska przypisujemy dwóm siłom, w państwie tym działającym tj. sile ciężkości i eterodynamii; po 3-ie państwo roślinne cechuje się potrójnymi zjawiskami: ruchem keplerowskim, objawami fizyczno - chemicznymi i życiowymi, które wszystkie przypisujemy trzem siłom tutaj działającym: sile ciężkości, eterodynamii i sile żywotnej; po 4-e państwo zwierzęce nareszcie odznacza się poczwórnymi zjawiskami: ruchem keplerowskim, objawami fizyczno - chemicznymi, życiowymi i nareszcie ruchem dowolnym, które to zjawiska przypisujemy sile ciężkości, eterodynamii, sile żywotnej i duszy zwierzęcej. Przytaczamy tu tę klasyfikację tylko jako przykład, aby pokazać, w jaki sposób przyrodnicy starają się orientować w chaosie zjawisk; w jaki sposób usiłują zaprowadzić pewien ład i porządek w pojmowaniu rozlicznych procesów dostrzeganych w naturze. Większego znaczenia klasyfikacji takiej nie przypisujemy, bo w gruncie rzeczy jest ona zupełnie dowolną; polega na nazwach, które nadajemy nieznanym przyczynom, co zresztą i sam Quatrefages przyznaje. Ściśle biorąc, niema powodu uważać jednego procesu naturalnego za niższy lub wyższy od każdego innego. Takie przypisywanie procesów naturalnych pewnym siłom, jest, jak to słusznie uważa filozof niemiecki Laas, tylko rodzajem antropomorfizmu 1); w końcu nie mamy najmniejszego powodu do przypuszczenia, że „eterodynamia" lub „siła żywotna” są czymś innym jak „dusza zwierzęca”. Wszystkie te pomysły są tylko tymczasowymi środkami pomocniczymi umiejętności, nie dającymi nam nic pewnego o rzeczywistej istocie rzeczy i zjawisk. Niemniej jednak umiejętność skazana jest na takie klasyfikacje jako na tymczasowe rusztowania, za pomocą których dalsza budowa umiejętności skutecznie może być prowadzoną; ale pamiętać zawsze o tym należy, że rusztowania te nie należą do właściwego gmachu, który budujemy, i że w miarę postępu tej budowy rusztowania te jedne za drugimi burzyć będzie trzeba, o czym jednak uczeni często zapominają. Tak się niestety stało wobec nowo skonstatowanych zjawisk społecznych. Zdawało się uczonym, że zjawiska te koniecznie podciągnąć należy pod jedne z utworzonych rubryk; że proces społeczny zaliczony być powinien do jednego ze znanych już procesów naturalnych i odniesiony do jednej z ustanowionych „sił". Ponieważ w zjawiskach tych czynnikami byli ludzie, zdawało się rzeczą najprostszą zaliczyć je do „najwyższych” ze znanych zjawisk tj. do zjawisk animalnych i przypisać je najwyższej z owych „sił” tj. „duszy zwierzęcej”. Przeoczyli oni, że owo czteropiętrowe rusztowanie nie sięga wcale do nowego piętra budynku umiejętności; że trzeba wznieść rusztowanie nowe, nieco wyższe, z którego by nowy pokład zjawisk społecznych opanować można. Przy pomocy klasyfikacji dotychczasowej, sięgającej zaledwie do człowieka jako jednostki, nie jesteśmy w stanie ująć dalszej sfery zjawisk społecznych; ani też nie potrafimy procesu społecznego wytłumaczyć, przypisując objawy jego tylko „duszy" zwierzęcej, czy też ludzkiej jako sile indywidualnej. Przyjmując więc z jednej strony najzupełniej zdanie socjologów, ze dzieje ludzkie i rozwój każdego społeczeństwa odbywają się jako proces naturalny, a nie zgadzając się z drugiej strony na podciągnięcie tego procesu społecznego pod żadną z dotąd, ustanowionych klas tych procesów: musimy podobnie; jak już wyżej „zjawiska społeczne” przyjęliśmy za odrębną klasę zjawisk, tak samo wykazać, że proces społeczny jest procesem naturalnym: sui generis, którego z żadnym, z powyższych procesów naturalnych utożsamiać nie należy.

W tym celu rozważmy najprzód, co właściwie stanowiło istotę każdego z powyższych procesów naturalnych, co zatem danym być musi, aby w ogóle o procesie naturalnym mówić można. We wszystkich dotychczasowych procesach naturalnych jako istotę tychże widzimy odrębne żywioły, oddziałujące na siebie zawsze w ten sam sposób stale i prawidłowo, tak, że tego oddziaływanie nie możemy sobie inaczej wytłumaczyć, jak tylko przypisując tym żywiołom pewne siły niezmienne. Tak w procesie planetarnym oddziaływanie jednych ciał niebieskich na drugie przypisujemy sile wzajemnego przyciągania; w procesie chemicznym oddziaływanie różnorodnych żywiołów przypisujemy działaniu sił powinowactwa chemicznego; w procesie roślinnym oddziaływanie organizmu roślinnego na otaczającą naturę martwą przypisujemy sile żywotnej; w procesie animalnym w wyższym jeszcze spotęgowaniu istoty żywe oddziałują na naturę martwą i organiczną, a nawet na żywotną w walce o byt, które to oddziaływanie przypisujemy duszy zwierzęcej. Widzimy więc, że istotą tych procesów naturalnych, rdzeniem ich właściwym jest zawsze i wszędzie oddziaływanie wzajemne różnorodnych żywiołów na siebie.

Chcąc więc dzieje ludzkie i rozwój społeczny rozważać jako proces naturalny, trzeba w nich również przez analizę dojść do takich różnorodnych żywiołów oddziałujących wzajemnie na siebie w sposób tak stały i niezmienny, aby oddziaływanie to mogło się dać ująć w jakąś formułę umiejętną, która by nam nie tylko wytłumaczyła wszystkie zjawiska społeczne, ale za pomocą której bylibyśmy także w stanie w danych warunkach i okolicznościach wydać ugruntowany jakiś sąd o prawdopodobnym przyszłym przebiegu rozwoju społeczeństwa. Otóż, czy możemy dojść do wykazania takich różnorodnych żywiołów jako ostatnich czynników procesu społecznego i do sformułowania takich najprostszych „sił”, które by tłumaczyły oddziaływanie ich wzajemne na siebie? Bez wątpienia!, jeżeli się ustrzeżemy największego błędu popełnianego dotychczas przez filozofów i socjologów w zapatrywaniu się na ród ludzki. Błąd ten polega na wyobrażeniu panującym, jakoby ród ludzki przedstawiał jednolitą gałąź genealogiczną, rozchodzącą się z jednego pnia. Wyobrażenie to wszczepione zostało w umysł nasz po części przez tradycję biblijną, po części przez powierzchowne przeniesienie doświadczeń codziennego życia na historię ludzkość. Tradycja biblijna oswoiła mas z zapatrywaniem, że ludzkość pochodzi od jednej pary, a w najnowszym czasie wszelkie pod tym względem skrupuły, które powstać musiały z poznania najróżniejszych między sobą ras ludzkich, uspokoiła teoria darwinistyczna, która największe nawet różnice fizyczne i psychiczne między rozlicznymi rasami bardzo sprytnie stara się wytłumaczyć za pomocą teorii powolnego przystosowywania się do warunków zewnętrznych, a następnie odziedziczania nabytych właściwości. Z drugiej strony doświadczenie codzienne pokazuje nam tysiączne wypadki rozlicznego potomstwa pojedynczych par ludzkich; stąd tworzy się łatwo wyobrażenie, że i ludzkość cała snadnie od jednej pary początek wziąć mogła, przypuszczenie, które atoli przy głębszym zastanowieniu okazuje się niedorzeczne. Trzymając się jednak tego wyobrażenia o jednoplemiennym powstaniu i rozwoju ludzkości i chcąc rozwój ten podciągnąć pod pojęcie procesu naturalnego, trzeba go chyba porównać z rozwojem jednostki organicznej i mówić o młodości, wieku męskim i starości rodu ludzkiego. Tak też rozwój ten wielu filozofów uważać chciało, i Comte za Pascalem w różnych miejscach tak go uważa, a niemiecki filozof Lasaulx stara się nawet zapatrywanie to umiejętnie uzasadnić. Fałsz podobnej tezy bije w oczy. Murzyni afrykańscy są dzisiaj w wieku dziecinnym, Anglicy chyba w wieku zgrzybiałym, można by złożyć całą tabelę narodów w różnym wieku będących; — jakże wobec tego ostać się może zapatrywanie o jednolitym rozwoju ludzkości ?

Chcąc rozwój ten traktować umiejętnie jako proces naturalny, trzeba przyjąć ludzkość za to, czym jest w rzeczywistości — za ogół niezliczonych różnorodnych grup społecznych, bądź to narodów, bądź szczepów, hord, gromad itp. Weźmy do tego drugi fakt niezaprzeczony, że różnorodne te grupy, gdziekolwiek się z sobą stykają oddziaływają na siebie wzajemnie, a będziemy mieli główne czynniki i warunki, składające się na istotę procesu naturalnego tj. żywioły różnorodne, zostające z sobą w stosunku wzajemnego oddziaływania. Chodzi jeszcze tylko o dwa punkty. Po pierwsze, ponieważ do istoty procesu naturalnego należy wieczna tożsamość i jednakowość odbywania się, wtedy zatem o procesie społecznym jako naturalnym, będzie mogła być mowa, jeżeli będziemy mogli przyjąć, że ród ludzki od samego początku istniał jako mnogość różnoro­dnych żywiołów etnicznych; po drugie zachodzi pytanie, czy można wzajemne oddziaływanie tych różnorodnych żywiołów sprowadzić do wspólnego mianownika, ująć w jedne formułę, czyli co na to samo wychodzi, sformułować ją jako prawo ogólne. Będę się starał udowodnić, że oba te warunki umiejętnego traktowania rozwoju społecznego, jako procesu naturalnego, najzupełniej się spełniają.

W tym to celu mówić mi wypada najprzód o początkach rodu ludzkiego, a następnie o prawach ogólnych, których działanie pojawia się nam w procesach naturalnych.


1) Erast Laas, Idealismus und Positivismus 1884, L 111, §4

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009