Ludwik Gumplowicz

ROZDZIAŁ III

Wpływ stanowiska ekonomicznego na jednostkę

Powiedzieliśmy, że życie społeczne tworzy myśli i zapatrywania jednostki. Musimy choć w jednym kierunku zdanie to bliżej uzasadnić — mianowicie w kierunku wpływu życia ekonomicznego na umysł jednostki.

Stanowisko bowiem ekonomiczne zmusza człowieka do pewnego sposobu życia i budzi w nim odpowiedne pewne myśli i zapatrywania. Otóż widzieliśmy, że, pominąwszy drobne różnice, we wszystkich ustrojach państwowych, z natury rzeczy wytwarzają się trzy wielkie koła społeczne, polegające na różnicy stanowiska ekonomicznego, a mianowicie: klasa panująca, klasa średnia kupców, przemysłowców i rękodzielników i klasa włościan. Każda z tych klas społecznych wychowuje jednostki do niej należące, wzwyczajając je do pewnych właściwych jej zapatrywań, obyczajów, zwyczajów i przepisów moralnych, i zmuszając je przez wytknięcie im pewnego stanowiska ekonomicznego do pewnego trybu życia, z którym odpowiednie zapatrywania i wy-. obrażenia są nierozłączne. Tym sposobem młody „panicz" przyzwyczaja się do rozkazywania i rządzenia i do pewnych wygód życia dostarczanych mu przez usługi obce; powstaje stąd wysokie o osobie swej mniemanie i pewna zarozumiałość; stąd pewność siebie i lekceważenie innych ludzi wspólnymi są rysami charakterystycznymi arystokracji wszelkich narodów i krajów, we wszystkich częściach ziemi, po wszystkie czasy.

Natomiast klasa „chłopów" wszędzie i zawsze żywi przeciwko „panom" te same uczucia skrytej nienawiści, które z pokoleń na pokolenia dziedzicznie przechodzą; nienawiści, która tylko hamuje świadomość bezsilności ekonomicznej i umysłowej, ale która przy danej sposobności wybucha tym gwałtowniej. Któż nie zna owej głębokiej nieufności, jaką chłopi wszystkich narodów i wszystkich krajów żywią przeciwko klasom panującym! Pod tym względem chłop francuski ani o włos nie różni się od chłopa naszego — ani niemiecki od włoskiego itd. Żadne perswazje, żadna dobroć lub łaski wyświadczone nie wykorzenią nigdy z dusz włościan tej nieufności przeciwko „panom" i „mieszczanom". Jakkolwiek przyzwyczajenie i odziedziczone zapatrywania sprawiają, że klasa włościan z losem swoim się oswaja, a tu i owdzie wytworzone uczucia poszanowania wyrabiają w niej nawet przekonanie o słuszności istniejącego porządku rzeczy: jednak w ogóle usposobienie klasy tej przeciw klasom wyższym jest takie, że tylko organizacja siły zbrojnej państwa jest rękojmią bezpieczeństwa i spokoju z tej strony.

Należący do klasy średniej wychowani są w tradycjach, „interesów". Od dzieciństwa ideałami ich są zyski, wynikające z handlu, przemysłu i spekulacji. Mają oni ciągle przed oczyma pojedyncze przykłady nabywania bogactw i dobrobytu przez zabiegliwość i zręczne korzystanie z okoliczności „koniunktur" handlowych i przemysłowych. Więc pogoń za szczęściem, za bogactwami — myśl obca zupełnie włościaninowi jak i magnatowi — staje się celem myślenia i działania człowieka klasy średniej. Ta myśl ma stanowczy wpływ na cały system myśli jego, tworzy w nim odrębny zupełnie świat wyobrażeń i zapatrywań.

Włościanin, przykuty stosunkami czy ustawami do gleby ojczystej, w rzadkich tylko wypadkach może myśleć o zmianie zawodu swego; najczęściej myśl taka nawet nie może powstać w jego głowie. Na skromnym stanowisku ekonomicznym trzyma go taka poważna moc stosunków, taki żelazny porządek społeczny, że o obaleniu tych stosunków, o przełamaniu tego porządku ani myśleć nie może.

Skutkiem tej słabości jest coraz ciaśniejszy widnokrąg umysłowy, niesięgający po za parafią własną. Uwięzionemu w tych stosunkach nie pozostaje inny wybór, jak praca i wiara w lepszą przyszłość pozagrobową albo nędza i śmierć lub — kara doczesna.

Inaczej mieszczanin! Przemysł i handel rozszerzają jego widnokrąg umysłowy; świat przed nim otwarty—to też w umyśle jego kiełkują coraz śmielsze plany, które mu dodają odwagi i pobudzają do walki przeciwko wszelkim ograniczeniom politycznym. Szeroki bowiem widnokrąg umysłowy z jednej, a ograniczenia polityczne z drugiej strony, wydają z koniecznością myśl reformy, poprawy, rewolucji. To też w klasie średniej najprzód wylęga się myśl rewolucyjna — mieszczaństwo pierwsze domaga się zmiany form politycznych i wprawia w ruch lawinę kwestii socjalnej. W takiej atmosferze socjalnej rodzi się, wychowuje się i żyje mieszczanin; w takiej atmosferze rosną i rozwijają się jego myśli i zapatrywania. Konserwatyzmowi klasy panującej przeciwstawia on swoje „postępowość", staje się malkontentem, organizuje opozycję, pobudza do walki niedołężne masy ludu.

Pan, mieszczanin i włościanin—oto trzy typy społeczne, dopóki ustrój państwowy pozostaje na odpowiednim stopniu rozwoju. Wiemy jednak, że rozwój ten, postępując dalej, wytwarza inne jeszcze różnice społeczne, coraz nowe koła społeczne, a tym samom i nowe typy społeczne.

Niepodobna wyczerpać umiejętnie tematu tego; tylko sztuka wyręczyć tu potrafi umiejętność. Tylko poeci potrafią nam z całą prawdą życia przedstawić niezliczone typy wytworzone przez życie społeczne. To ich rzecz; my tu dodamy tylko jeszcze kilka uwag.

Klasa panujących z postępem rozwoju rozszczepia się na kilka kół społecznych, mianowicie: dygnitarzy i urzędników cywilnych, wojskowych i wielkich właścicieli ziemskich. Każde z tych kół, odpowiednio do osobnego zawodu, ma odrębne swoje interesy — wytwarza odrębny tryb życia, odrębne obyczaje i zapatrywania. Jakże różnymi są w każdym z tych kół społecznych wyobrażenia i zapatrywania na cel i zadanie życia, na wolność działania i obowiązki człowieka!

Podobnie ma się rzecz z odrębnymi kołami społecznymi, które powoli wyróżnicowały się ze stanu średniego.

Jakże różne są zapatrywania i wyobrażenia rękodzielników, kupców i przemysłowców. Jakież znów odrębności znajdujemy w różnych kółkach kupieckich, stosownie do tego, czy mamy do czynienia z kramarzem czy hurtownikiem, z giełdzistą czy eksporterem. Te zaś różnice zapatrywań i sposobu myślenia są nie-tylko osobiste ale i społeczne i nie są zawisłe od woli jednostek, ale spadają na jednostki jako przeznaczenie, jako fatum społeczne.

Jakże np. inaczej wykształcić się musi sposób myślenia, całe usposobienie umysłowe i charakter u dziecka rękodzielnika, które od pierwszych lat dziecięcych patrzy na bezustanną pracę w domu, na zarobek z dnia na dzień, na monotonność życia, przerywaną chyba rozrywkami niedzielnymi i świątecznymi, a jak inaczej u dziecka giełdzisty, żyjącego wśród wiecznej gry hazardowej, której koleje zmieniają się tak nagle i połączone są z sensacyjnymi wypadkami politycznemu.

Nie mniejsze różnice wpływów moralnych przedstawiają różne kółka społeczne, wyróżniające się z klasy zawodów uczonych. Lekarze, adwokaci, sędziowie, nauczyciele, technicy i t. d są to typy społeczne, bo stanowiska ich i zasady wpływają na ich sposób myślenia i czucia, które znów udzielają mimowiednie i mimowolnie swym rodzinom i potomstwu. Bo każde z tych kółek społecznych wytwarza odrębną atmosferę społeczną, w której następujące pokolenie rodzi się i wychowuje. Tym to sposobem myśli i uczucia jednostki nie są jej produktem, nie od jej woli zależą, ale wpajane i wszczepiane bywają w wieku bierności umysłowej, który trwa daleko dłużej aniżeli to zwykle sobie wyobrażamy; w tych dziesiątkach łat bierności umysłowej koło społeczne wytwarza i wykształca umysł jednostki i daje mu kierunek, bodaj na całe życie.

W procesie tym moment antropologiczny, pochodzenie genealogiczne gra bardzo małą rolę: są to wyłącznie prawie czynniki moralne, które tworzą umysł jednostki. Niechaj sobie materiał antropologiczny i genealogiczny będzie jaki chce, jeśli tylko zawczasu dostaje siew obcą atmosferę społeczną i j ej wpływami moralnie się żywi i karmi, asymilacja moralna następuje niechybnie.

Stąd to pochodzi, że chociaż antropologowie nas zapewniają, iż niema już na świecie ras czystych, niezmieszanych i chociaż codzienne doświadczenie w jednych i tych samych kolach społecznych pokazuje nam najrozmaitsze typy antropologiczne: to niemniej jednak każda grupa społeczna przedstawia nam niewątpliwie jednolity typ moralny, społeczny.

Rozmaitość antropologiczna i jednolitość typu moralnego — oto charakter wszystkich społeczeństw dzisiejszych nie tylko w Europie, ale we wszystkich prawie częściach świata! Przy tym wrażenie, jakie czyni na nas typ moralny czy społeczny, jest tak silne i przeważające, że obok niego słabnie i znika zupełnie wrażenie typu antropologicznego.

Ponieważ w ogóle w człowieku interesuje nas głównie treść ludzka, a więc umysłowość i wyraz jej, dlatego też najsilniejsze na nas wrażenie robi zawsze typ społeczny, ów rezultat wpływów społecznych, gdy tymczasem typ antropologiczny najczęściej uchodzi zupełnie naszej uwagi. Stąd pochodzi, że na widok człowieka obcego uderza nas najprzód wszystko to, co jest wpływem społeczeństwa jego, a więc ubiór, fryzura i t. p. zewnętrzne oznaki, według których sądzimy o przynależności jego społecznej, nie zwracając wcale uwagi na typ jego antropologiczny. Według takich oznak zewnętrznych tworzy się w umyśle naszym pojęcie różnych typów narodowych np. chińczyka z pod-golonym łbem i warkoczem w tył zwieszonym, albo turka w turbanie i z brodą — i łatwo się też zdarza, że takie zewnętrzne oznaki wprowadzają nas w błąd, bo więcej na nie zważamy aniżeli na oznaki antropologiczne, dla których nie mamy należytego zmysłu, a których zresztą umiejętność nie zdołała jeszcze ściśle określić.

Stąd to dalej pochodzi, że gwoli tym zewnętrznym oznakom wszyscy Chińczycy zdają nam się być do siebie podobni, choć między nimi są takie same różnice antropologiczne, jak między nami. Tak samo jednak chińczykowi pewnie wszyscy europejczycy zdają się być do siebie podobni—bo w jednym i drugim przypadku zdanie o wyglądzie tworzy się na zasadzie typu społecznego, a nie na zasadzie typu antropologicznego. Tymczasem umiejętna antropologia i kraniologia, zapatrująca się wyłącznie na znamiona antropologiczne i kraniologiczne, wykazuje nam wielorakość ras w każdym z tych na pozór i pierwszy rzut oka jednolitych społeczeństw.

Wiemy jednak, że społeczeństwa różnią się bardzo między sobą co do stopnia spójności i że większa lub mniejsza spójność zależy od większej czy mniejszej liczby zespalających społeczeństwo węzłów, a zatem od większej lub mniejszej liczby łączących je następnie interesów: od tego, czy interesy te są chwilowe, lub trwałe, świeże lub dziedzicznie przekazane, do przeszłości się odnoszące, lub też na przyszłość trwać mające.

Otóż ten różny stopień spójności społecznej wpływa nadzwyczaj na wytworzenie i na wybitność typu społecznego. Można by sformułować prawo socjologiczne, mocą którego trwałość i żywotność typu społecznego w prostym zostaje stosunku do stopnia spójności społecznej i wytrwałości struktury wewnętrznej koła społecznego, co znowu zależy od liczby zespalających społeczeństwo węzłów. Rzecz tak się przedstawia, jak gdyby te węzły społeczne wyciskały piętna swoje na jednostce; im trwalszymi więc i liczniejszymi są te węzły, tym silniej ujmują one jednostkę i tym wybitniej ją kształtują. Stąd to pochodzi, że jednostki, należące do społeczeństw zbitych, o wielkiej spójności i niejako gęstej strukturze, okazują zwykle moralne typy wybitne, charaktery skończone i nieugięte. Jednostki takich kół społecznych są jakby z żelaza ukute, bo udziela się im snadno siła moralna ich społeczeństw, których są cząstkami. Stąd to pochodzi elementarna siła moralna jedno stek walczących w obronie społeczeństw swych, z którymi je łączą wszystkie a wszystkie węzły społeczne, z którymi czują się zespolonymi całą duszą i ciałem, do których należą jako krew z krwi i kość z kości.

Jakże różny natomiast przedstawiają widok jednostki należące do społeczeństw uległych rozprężeniu moralnemu albo takie, między którymi a ich społeczeństwami owe węzły moralne osłabiły się lub zerwały! Zamiast stałości—chwiejność, zamiast siły przekonania w obronie społeczeństwa—słabość i brak gruntu moralnego, albo co gorsza jeszcze, jakież wrażenie komiczne wywołuje jednostka występująca w obronie społeczeństwa, z którym sztuczne tylko i luźne łączą ją węzły lub żadne! Wszak na tym polega wieczna śmieszność wszelkiego parweniuszostwa, że jednostka udaje przynależność do grupy, do której świeżo się wprosiła, a z którą nie łączą jej żadne głębsze i naturalne ogniwa. Bo zawsze i wszędzie tylko prawda nam imponuje, prawda tylko zdobywa uszanowanie; fałsz zaś jest śmiesznym i wzbudza pogardę.

Dlatego śmiejemy się nie tylko, jeżeli wzbogacony mieszczuch udaje „pana", ale jeżeli np. arystokrata przed chłopem i wyborcami ubiegając się o mandat, wygłasza programy demokratyczne i ślubuje występować w obronie „ludu".

Vis comica we wszystkich tych wypadkach tkwi w braku wszelkich naturalnych węzłów społecznych między jednostką a społeczeństwem, któremu się na obrońcę narzuca.

Nienaturalność bowiem zawsze i wszędzie jest komiczną. Porównajmy z takimi postaciami jednostki, które, choćby mniej uzdolnione i mniej znane, występują jednak w obronie własnego społeczeństwa, z którym rzeczywiście na wskroś są zrośnięte: zawsze czynią one wrażenie poważne, bo w wystąpieniu ich leży prawda i moralność. Słowem, jednostka zawsze znaczy tylko tyle, o ile istotnie przedstawia jakieś społeczeństwo własne, z którym naturalne łączą ją węzły.

dr Kamil M. Kaczmarek 04 08 2011