Erich Fromm Prorocy i kapłani

Fragment eseju w przekładzie Kamila M. Kaczmarka

Można powiedzieć bez przesady, że wielkie idee nie były tak powszechnie znane przez ludzką rasę w świecie jak dziś, i nigdy te idee nie były mniej efektywne niż są one dziś. Idee Platona, Arystotelesa, proroków i Chrystusa, Spinozy i Kanta są znane milionom spośród wykształconych klas Europy i Ameryki. Są nauczane w tysiącach instytucji wyższego nauczania a niektóre z nich są głoszone w kościołach wszystkich denominacji na całym globie.

I wszystko to na świecie, który postępuje według zasad nieograniczonego egotyzmu, który płodzi histeryczny nacjonalizm i który jest przygotowywany do obłędnej masowej rzezi. Jak można by wyjaśnić tą rozbieżność?

Idee nie wpływają na człowieka głęboko, kiedy są tylko nauczane jako idee i myśli. Zwykle, kiedy są prezentowane w ten sposób, zmieniają inne idee; nowe myśli zajmują miejsce starych; nowe słowa zajmują miejsce starych słów. Ale wszystko, co się wydarza, to zmiana w pojęciach i słowach. Dlaczego miałoby być inaczej? Jest niezmiernie trudną rzeczą by człowiek został poruszony przez idee, i uchwycił prawdę. Ażeby to się stało, potrzebuje on przezwyciężyć głęboko umiejscowiony opór inercji, strach przed zbłądzeniem lub znalezieniem się poza stadem. Po prostu: zaznajomić się z nowymi ideami to nie wszystko a nawet pomyśleć sobie, że te idee są słuszne i przekonujące. Ale idee nie oddziałują na człowieka jeśli nie są przeżywane (żyte) przez tego, kto ich naucza, jeśli nie są uosabiane przez nauczyciela, jeśli idea nie ukazuje się w ciele. Jeśli człowiek wyraża ideę pokory i sam jest pokorny wtedy ci, co go słuchają zrozumieją czym jest pokora. Oni nie tylko będą rozumieć, ale także uwierzą, że mówi o rzeczywistości, a nie tylko wymawia słowa. Tak samo ma się prawda o wszystkich ideach, które człowiek, filozof czy religijny nauczyciel może próbować przekazać.

Tych, którzy ogłaszają idee -nie koniecznie nowe - i w tym samym czasie żyją nimi, możemy nazwać prorokami. Prorocy ST postępowali dokładnie tak: ogłaszali ideę, że człowiek powinien znaleźć odpowiedź na swą egzystencję, i że tą odpowiedzią jest rozwój jego rozumu i miłości; i oni nauczali pokory i sprawiedliwości, które były nierozerwalnie związane z miłością i rozumem. Oni żyli tym, co nauczali. Nie potrzebowali siły, ale unikali jej. Oprócz mocy bycia prorokiem. Nie wpływali przez siłę, a mówili prawdę również, jeśli to prowadziło ich do uwięzienia, ostracyzmu czy śmierci. Nie byli ludźmi, którzy się odsuwają i patrzą co się wydarzy. Odpowiadali na swych bliźnich, ponieważ czuli się odpowiedzialni. Co się wydarzało innym, zdarzało się im samym. Ludzkość nie była na zewnątrz, ale w nich samych. Dokładniej - ponieważ widzieli prawdę - czuli się odpowiedzialni aby ją ogłaszać; nie grozili ale pokazywali alternatywy z którymi każdy człowiek był konfrontowany. To nie tak, że prorok życzył sobie zostać prorokiem. Jego stanie się prorokiem było dość proste, ponieważ alternatywy, które on widzi są dość proste. Prorok Amos wyraził tę ideę bardzo zwięźle: "Lew zaryczał, któż się nie lęka? Bóg powiedział, któż nie stanie się prorokiem" zwrot "Bóg powiedział" znaczy tutaj po prostu, że wybór stał się niewątpliwie wyraźny. Nie może być więcej wątpliwości. Nie może być więcej uników. A więc człowiek, który czuje się odpowiedzialny nie ma wyboru ale staje się prorokiem, czy jest pasącym owce, strzegącym swej winnicy, czy rozwijającym i nauczającym idee.

Funkcją proroka jest pokazywać rzeczywistość, pokazywać alternatywy i protestować; jego funkcją jest krzyczeć głośno, budzić człowieka z jego zwyczajowego półsnu. To jest historyczna sytuacja, która czyni prorokiem, nie oczekiwanie jakiegoś człowieka, by zostać prorokiem.

Wiele narodów miało swych proroków. Budda żył swym nauczaniem; Chrystus pojawił się w ciele; Sokrates umarł za swe idee; Spinoza żył nimi. I oni wszyscy głęboko zapisali się w ludzkiej rasie, właśnie dlatego, że ich idee zamanifestowały się w ciele każdego z nich.

Prorocy pojawiają się jedynie w niektórych momentach historii ludzkości. Umierają i pozostawiają swe przesłanie. Przesłanie jest akceptowane przez miliony, staje się im bliskie. To właśnie jest powodem, dla którego inni zaczynają wyzyskiwać ideę, ci, którzy mogą uczynić użytek z przywiązania ludzi do tych idei, dla swych własnych planów - ci którzy władają i kontrolują. Niech nam będzie wolno nazwać ludzi, którzy czynią użytek z idei proroków kapłanami. Prorocy żyją swymi ideami. Kapłani zarządzają nimi dla ludzi, którzy są przywiązani do idei. Idea traci swą witalność. Staje się formułą. Kapłani deklarują, że jest bardzo ważne jak idea jest sformułowana; oczywiście formułowanie staje się zawsze ważne po tym, jak umarło przeżycie (doświadczenie); jak również może ktoś kontrolować ludzi przez kontrolowanie ich myśli jak nie przez "poprawne" sformułowanie? Kapłani używają idei do organizowania ludzi, kontrolują ich myśli kontrolując właściwą ekspresję idei i kiedy już wystarczająco znieczulą ludzi deklarują, że człowiek nie jest zdolny być przebudzonym i kierować własnym życiem, i że oni, kapłani, okazują łaskę lub nawet współczucie, kiedy spełniają funkcję kierowania ludźmi, którzy kiedy boją się wolności, pozwalają im na to sami. To prawda, nie wszyscy kapłani tak postępują, ale większość, zwłaszcza ci, którzy sprawują władzę.

Kapłani występują nie tylko w religii. Znajdujemy kapłanów w filozofii i w polityce. Każda filozoficzna szkoła ma kapłanów. Często są bardzo uczeni; jest ich interesem zarządzanie ideą oryginalnego myśliciela, przedstawiać ją, interpretować ją, czynić z niej muzealny obiekt i strzec ją taką. Potem są polityczni kapłani; widzieliśmy dosyć takich przez ostatnie 150 lat. Zarządzali ideą wolności, chronili ekonomiczny interes swej klasy społecznej. W dwudziestym wieku kapłani przejęli zarząd nad ideami socjalizmu. Podczas gdy idea ma na celu wyzwolenie i niepodległość człowieka, kapłani ogłosili tą czy inną drogą, że człowiek nie jest zdolny być wolnym, albo w ostateczności, nie mógłby jeszcze przez długi czas. Aż dotąd byli zobligowani przejmować, i decydować jak idea ma być sformułowana i kto jest prawowiernym wyznawcą a kto nie. Kapłani zwykle gmatwają ludziom w głowach ponieważ zgłaszają roszczenie by być uznanymi za sukcesorów proroków, i by uznać, że żyją tak jak nauczają. Jeszcze, chociaż dziecko może zobaczyć, że żyją dokładnie przeciwnie do tego co nauczają, wielka masa ludzi ma wyprane skutecznie mózgi i ewentualnie dochodzi do przekonania, że jeśli kapłani żyją w splendorze, to czynią tak jako ofiarę, ponieważ mają reprezentować wielką ideę; lub jeśli zabijają okrutnie, to czynią tak kierowani rewolucyjną wiarą.

Żadna historyczna sytuacja nie może być bardziej korzystna dla pojawienia się proroka niż nasza. Egzystencja całej rasy ludzkiej jest zagrożona przez szaleństwo przygotowywania nuklearnej wojny. Mentalność ery kamiennej i ślepota prowadzą do punktu, gdzie ludzka rasa zdaje się być gwałtownie przesuwana w kierunku tragicznego końca jej historii w chwili, gdy jest tak blisko do jej największych dokonań. W tym punkcie ludzkość potrzebuje proroków, nawet to jest jednak wątpliwe czy ich głosy przemogą głosy kapłanów.

Komentarz tłumacza

Niewątpliwie, w powyższym tekście (fragmencie) Fromm, choć trafnie nazywa pewne zjawiska, w swych ocenach jest niesprawiedliwie jednostronny. Jego moralizatorskie zacięcie nie pozwoliło mu dostrzec pozytywnej roli kapłanów - nie tylko dla społeczeństwa (to dość łatwo), ale dla samej idei przyniesionej przez proroka.

Widziałbym to zagadnienie bardziej dialektycznie: prorok, aby być prorokiem musi być radykalny (co przyznaje w innym miejscu Fromm), ale radykalna idea pozostaje w zbyt dużym konflikcie z zastanymi warunkami. Porywa serca, ale wkrótce rozbija się o rzeczywistość. Dlatego potrzebni są kapłani, "inżynierowie kompromisu", którzy dokonają trudnego dzieła wprowadzenia wzniosłej idei w rzeczywistość społeczną, "ubytowienia" idei - jak mawiał Kozyr-Kowalski. Oczywiście, idea nie będzie już tą samą ideą, zostanie pozbawiona swego radykalizmu. Ale i rzeczywistość nie będzie już tą samą rzeczywistością.

Kamil Kaczmarek

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009