Prasa o Kundalinim

Co słychać

2005 nr 25

co słychać

W Rudzienku

Czy w poddobrzańskim Rudzienku zadomowiła się sekta? Śledztwo Rzeczpospolitej i TVN wskazuje, że w połowie lat 90. właśnie rudzienkowski dworek był siedzibą wyznawców guru Danilewicza i Małgorzaty Pawlisz - przywódczyni grupy

Śladami sekty

Rudzienko to spora wioska granicząca od południa z Mlęcinem, a od północy z Dobrem. Na jej wschodnim skraju, ponad kilometr od głównej trasy stoi zabytkowy dwór otoczony gęstymi drzewami i wysokim murem. Z drogi trudno rozpoznać jakiekolwiek oznaki życia. Nawet miejscowi nie wiedzą, czy tam ktoś mieszka. A może nie chcą wiedzieć? - To prywatne, co to mnie obchodzi. Kiedyś, z dziesięć lat temu ktoś tu przyjeżdżał, do niedawna mieszkało jakieś małżeństwo z dziećmi, ale one nie wychodziły poza mur. Nawet do szkoły nie chodziły - mówi gospodarz, zacierając czerwone ręce, jakby w czerwcu mroziło.

Sekta Danilewicza zeszła do podziemia już na początku lat 90. Guru nie chciał ryzykować po serii krytycznych artykułów oraz audycji w radiu i TV. Wtedy do głosu doszła Małgorzata Pawlisz, upatrująca rozwój grupy w przenikaniu "nauczycieli" do świata polityki i finansów oraz gromadzeniu dóbr, w tym nieruchomości. Najpierw spotykali się na pranie mózgu w leśnym domu pod Kielcami, a od 1995 roku ich siedzibą stał się dworek w Rudzienku. Kupili go od wojewody (wtedy siedleckiego), który był właścicielem posesji po tym, gdy ówczesny wójt gminy Dobre, Sylwester Zbrzezny nie wyraził ochoty na jej komunalizację.

- Przez taką nonszalancję gmina straciła prawie milion złotych, bo czytałem, że na taką sumę wyceniono byłą siedzibę szkoły rolniczej - mówi jeden z byłych dobrzańskich radnych. Nikt z miejscowych do publikacji w "Rz" nie interesował się ani rudzienkowskim dworkiem, ani jego bywalcami. Słyszeli tylko, że przyjeżdżały tutaj ważne figury. Ktoś widział nawet Geremka czy Mazowieckiego, ale nikt nie wie na pewno. Kiedyś to nawet przepędzano z drogi, gdy któryś z mieszkańców nazbyt długo się tam zatrzymał. Teraz wiadomo, że w Rudzienku rezydowali członkowie sekty, a co jakiś czas przyjeżdżali tam jej nauczyciele i uczniowie.

- Poznaliśmy w "Telewizjerze", to nasz dworek - potwierdzają napotkani mieszkańcy.

Wójt Zygmunt Kordalewski wiedział, że mieszkający w dworku zarządcy nie chcą rozgłosu. Sekretarz gminy był wprawdzie u nich na opłatku z panią Pawlisz i - jak twierdzi - było miło. Potem nie pozwolili sfotografować budynku do gminnego folderu. A to przecież zabytek, więc powinien się znaleźć wśród architektonicznych skarbów dobrzańskiej ziemi. Gmina wiedziała, że posesja należy do jakiegoś stowarzyszenia współpracującego z zagranicą, ale nikt nie pomyślał, by dociekać, kto płaci podatki i czy obecność obcych nie wywołuje konfliktów z sąsiadami. Sprawdziliśmy to, idąc śladami sekty.

Na początku dworek był siedzibą Polsko-Australijskiego Centrum Naukowo-Edukacyjnego. Wtedy jeszcze można było wejść do środka, a nawet wypożyczyć książkę. Potem na wizyty z tubylcami wprowadzono szlaban, a posesją opiekowała się sprawdzona przez Pawliszową rodzina.

- Gdy przyjeżdżała pani Małgorzata (Pawlisz - przyp. red.) oni stawali na baczność. Było widać, kto tu rządzi - opowiada orzący pole sąsiad. Ostrzega też przed psami, które podobno strzegą dworku i ktoś przyjeżdża je karmić. Kto - nie wiadomo. Wiadomo zaś, że obecnymi właścicielami posesji są Małgorzata Pawlisz i Maciej Gocman. To oni płacą podatki, a ponieważ nie mają zaległości, gmina nie interesuje się tajemniczymi właścicielami.

Telefony centrum też dziwnie milczą, bo gdyby były nieaktualne lub zajęte - słychać byłoby jakiś głos lub sygnał. W dworku panuje więc całkowita cisza, ale - jak uczy doświadczenie, może to być cisza przed politycznym cyklonem, w którego oku jest Rudzienko, gdzie przed laty przyjeżdżali politycy z pierwszych stron gazet.

J. Zbigniew Piątkowski


2005 nr 33

Od czytelników

Szanowny panie redaktorze, piszę do pana przede wszystkim, żeby podziękować za ukazanie się artykułu pańskiego autorstwa (o sekcie w Rudzienku - przyp.red.). Zarówno informacja, że właściciele nie życzyli sobie rozgłosu, nie pozwalali fotografować budynku, jak i wzmianka o goszczących tam vipach potwierdzają profil i sposób działania grupy

Śladami sekty

Informacja o rodzinie sprowadzonej do pilnowania dworu, podporządkowanej Małgorzacie Pawlisz i izolującej się wraz z dziećmi od kontaktów zewnętrznych to kolejny harakterystyczny przejaw sposobu, w jaki ludzie ci funkcjonują. Wreszcie bardzo istotne jest wymienienie Polsko-Australijskiego Centrum Naukowo-Edukacyjnego. W dokumencie Rudzienko występuje jako siedziba "Międzynarodowej Akademii Dialogu Między Kulturami i Cywilizacjami", która jest oficjalnie tworem powołanym przez Fundację Feniks, ta z kolei wyłoniła się ze Stowarzyszenia Polska Rada Azji i Pacyfiku. Adres internetowy http://www.sprap.teleos.pl świadczący o powiązaniu Rady Azji i Pacyfiku ze spółką Teleos (obydwie nazwy padają w artykułach Rzeczpospolitej), jest teraz nieaktualny. (...) Sekta, idąc z duchem czasu, a jednocześnie trzymając się swoich metod działania zmienia często nie tylko nazwy, pod którymi występuje i fizyczne adresy, ale także adresy internetowe. Strony www pojawiają się i znikają, zmieniając często treść. Dociekliwa osoba natrafi na jedną wspólną dla wszystkich podmiotów cechę, mianowicie te same nazwiska. Wyłącznie dlatego, że zmiana nazwisk w naszym kraju jest jak na razie trudna. Są to między innymi wymienieni przez pana redaktora M. Pawlisz i M. Gocman (obecnie już małżeństwo).

Fundacja wydająca na świat Centrum to klasyczny przykład działania sekty Kundaliniego, gdzie organizacje, centra, stowarzyszenia i fundacje pączkują jak drożdże. Tylko zapewniam, że ciasto upieczone na nich bywa bardzo gorzkie. Na przykład dla ludzi, którzy musieli w Rudzienku spędzić jako stróże kilka zim, przy ciągłym niedostatku opału, żywności, częstym braku energii elektrycznej (nie płacone rachunki), bez kontaktu ze światem (odłączone w związku z zadłużeniem telefony), w brudzie i wilgoci, zmagając się z chorobami wywołanymi takim położeniem.(...) Ponieważ Rudzienko było siedzibą wielu jeszcze organizacji (wyłącznie nominalnie ma się rozumieć), jestem skłonny udostępnić panu materiały świadczące o tym.

(...) Na wszelki wypadek proszę o zachowanie moich danych osobowych wyłącznie do własnej wiadomości wbrew przytoczonej przez gazety opinii o byłych członkach sekty pragnących zainteresować sobą media. *Wiedza pochodząca od takich osób jest często niepełna, zdeformowana i naznaczona piętnem subiektywności. Niekiedy też eksczłonkowie przekazują informacje nieprawdziwe, chcąc zemścić się za realne lub wyimaginowane krzywdy, które z ręki członków organizacji ich spotkały. Ja chcę zainteresować pana nie sobą, ale sprawą. W nadziei, że spisane będą czyny i rozmowy... i być może nawet los paru ludzi się poprawi.

Z wyrazami uznania dla wykonanej przez pana pracy - Rafał (nazwisko znane redakcji)



*) Redaktorowi wypadły w tym miejscu słowa: pozwolę sobie zacytować: " Ale, jak pisze Eileen Barker w studium "Nowe ruchy religijne", wiedza

ORYGINAŁY:


co słychać co słychać dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009