Herbert Spencer

Segregacja

Pierwsze zasady-rozdział XXI

§ 163. Ogólne tłumaczenie ewolucji bynajmniej nie dosięgło jeszcze swego kresu w rozdziałach poprzedzających. Zanim zdołamy wytworzyć sobie określone pojmowanie istoty sprawy, musimy przyjrzeć się jej zmianom w innej jeszcze postaci. Jakkolwiek prawa, wyprowadzone dotychczas, dają nam klucz do ponownego uporządkowania (rearrangement) części procesu ewolucji o tyle, o ile jest ona postępem od jednopostaciowości ku wielopostaciowości, to jednak nie pozwalają one nam uporządkować jej tam, gdzie stanowi ona postęp od nieokreśloności ku określoności. Badając, odbywające się wszędzie działania i przeciwdziałania, widzieliśmy, iż niechybnie, wynikają one z pewnej zasady początkowej, że jednorodność musi rozpaść się na różnorodność; ale nie wykryliśmy dlaczego pozostające pod rozmaitym działaniem części jakiejś prostej całości, stając się niepodobnymi do siebie, jednocześnie jasno wyodrębniają się jedna od drugiej. Dotychczas nie wskazano żadnej przyczyny tego, dlaczego nie miałaby zazwyczaj powstawać jakaś różnorodność bezładna, zamiast owej uporządkowanej różnorodności ewolucyjnej. Pozostaje nam jeszcze odnaleźć przyczynę owej integracji miejscowej, towarzyszącej miejscowemu zróżniczkowaniu —przyczynę owego stopniowo odbywającego się wyodrębniania jednostek w grupę, wyraźnie oddzieloną od grup sąsiednich, z których każda składa się z jednostek innego rodzaju. Właściwym będzie przyczyny owej poszukać w paru przykładach, w których będziemy mogli śledzić ten proces wyodrębnienia (proces segregacjny).

Kiedy ku końcowi września drzewa zaczynają przybierać swe barwy jesienne i gdy spodziewamy się ujrzeć niebawem dalsze zmiany, potęgujące jeszcze bardziej piękność krajobrazu, zdarza się często, iż doznajemy zawodu wskutek ukazania się wiatrów równonocnych. Ze zmieszanej masy listowia na każdej gałęzi silny prąd powietrza unosi zamierające i jaskrawo zabarwione liście, nie mogąc jednak oderwać tych, co się jeszcze zielenią. Kiedy zaś te, nastroszone i zeschłe wskutek ciągłego uderzania się jednych o drugie albo też o gałązki, nadadzą ciemną barwę drzewom, jednocześnie żółte, czerwone i pomarańczowe liście zbierają się razem w rowach za ogrodzeniem i w kątach ogrodu, gdzie nagromadza je wicher. To znaczy, iż pod wpływem jednostajnej siły, jaką wiatr oddziaływa na oba rodzaje liści, umierające zostają wyrwane spośród żywych jeszcze swych towarzyszy i same przez się gromadzą się w osobnych miejscach. W podobny też sposób rok rocznie widzimy po drogach w marcu jak oddzielają się od siebie cząsteczki rozmaitej objętości kurzu, piasku i żwiru. To też od czasów Homera aż do dni naszych naturalna lub sztuczna siła prądów powietrznych, pozwalająca oddzielać im cząsteczki o niejednakim ciężarze gatunkowym, zużytkowywana bywała przy wianiu zboża. W każdej rzece widzimy, jak unoszone przez wodę różnorodne cząsteczki układają się oddzielnie; jak w strumieniach bystrych na dnie mogą leżeć spokojnie tylko żwir i kamyki; gdy prąd nie jest tak silny — opada piasek, zaś w wodach stojących osadza się muł. Ta czynność oddzielania cząstek przez wodę bieżącą pospolicie stosowana jest w sztuce dla otrzymania mas cząsteczek rozmaitego stopnia delikatności. Przy wyrobie szmergla np. po rozdrobnieniu brył puszcza się je na wodę, z wolna przepływającą przez rozmaite oddziały; w pierwszym opadają ziarna największe, w drugim ziarnka, zdążające opaść zanim woda przepłynie, są już cokolwiek mniejsze; w trzecim jeszcze mniejsze, aż na koniec w ostatnim opadają tylko te najmniejsze cząsteczki, które tak wolno opuszczają się w wodzie, iż przedtem nie zdążyły dosięgnąć dna. W pewien inny, jakkolwiek równie znaczący sposób, można uzmysłowić sobie to segregacjne działanie wody, będącej w ruchu, uciekając się do przykładu oddzielania przez nią rozpuszczalnych, cząstek materii od nierozpuszczalnych — czego zastosowanie zdarza się co chwila w każdej pracowni chemicznej. Tym skutkom działania jednostajnych sił strumieni powietrza i wody, odpowiadają równolegle jednostajne siły innych porządków. Przyciąganie elektryczne oddziela również małe ciała od wielkich, albo ciężkie od lekkich. Za pomocą magnetyzmu grudki żelaza mogą być oddzielone z pomiędzy innych; dzięki temu właśnie pytel sheffieldski ze swoim namagnetyzowanym filtrem gazowym oddziela pył stalowy, (odrywający nie od koła), od pyłu kamiennego, który mu towarzyszy. Na koniec prawie każde doświadczenie chemiczne uczy nas, jak powinowactwo danego czynnika, działając rozmaicie na części składowe pewnego ciała, pozwala oddzielać od nich jeden ze składników, z pozostawieniem wszystkich innych.

Jakąż tedy prawdę ogólną uwydatniają wszystkie te różnorodne przykłady? Jak można te rozmaite i tysiące podobnych im faktów wyrazić w jednej formule, która by je wszystkie ogarniała? W każdym wypadku widzimy tu działanie siły. która może być uważaną jako prosta albo jednopostaciowa: ruch płynu o pewnym kierunku i pewnej szybkości; przyciąganie elektryczne albo magnetyczne o danym stopniu natężenia; powinowactwo chemiczne jakiegoś szczególnego rodzaju itd., albo raczej, mówiąc ściśle, siła działająca składa się z jednej z wymienionych i pewnych innych sił jednakich, jak ciążenie itp. W każdym też wypadku mamy tu skupienie, składające się z jednostek niepodobnych — bądź atomów różnorodnych substancyj, połączonych ze sobą lub ściśle zmieszanych, bądź odłamków jednej substancji lecz rozmaitej objętości, bądź też innych części składowych, różniących się ciężarem gatunkowym, kształtem albo innymi cechami. Na koniec w każdym z wypadków owe niepodobne jednostki lub grupy jednostek, z których składają się skupienia, pod wpływem jakiejś (siły) wypadkowej, działającej na nie jednostajnie, zostają oddzielone jedne od drugich — zostają wyodrębnione w mniejsze skupienia, składające się z jednostek, podobnych do siebie pojedynczo, lecz niepodobnych do jednostek innych mniejszych skupień. Gdy taką jest ogólna postać tych przemian, przypatrzmy się teraz ogólnemu ich wytłumaczeniu.

W rozdziale „niestałość jednorodności" wykazano, iż jednolita jakaś siła, działając na dane skupienie, wywołuje niejednakie zmiany w jego rozmaitych częściach, zamieniając rzecz jednokształtną na wielokształtną, zaś wielokształtna na bardziej wielokształtną. Przeobrażenie, dokonane w ten sposób, polega na wyczuwalnych lub niewyczuwalnych zmianach względnego położenia jednostek, albo też zawiera w sobie jedne i drugie: bądź owe przemieszczenia drobin, zwane przez nas chemicznymi, bądź owe większe przestawienia, odróżniane przez nas jako mechaniczne, bądź też jedne i drugie. Pewien zasób siły stale czynnej, dosięgający każdej części odrębnej, czyli różnie uwarunkowanej, może być zużytkowany na zmianę wzajemnych stosunków jej składników, albo na przeniesienie owej części na inne miejsce, albo też poniekąd na pierwsze, poniekąd zaś na drugie z tych działań. Stąd też taka część siły stale czynnej, jaka nie zostaje zażytą na jedno z tych działań, musi spowodować działanie drugie. Oczywiste jest, że jeśli z pewnej siły stale czynnej, działającej na daną jednostkę złożoną pewnego skupienia, mała tylko cząstka lub nic zgoła nie zużywa się na przemieszczenie ostatecznych składników takiej złożonej jednostki, to znaczna część tej siły lub cała ona musi ujawnić się w ruchu owej złożonej jednostki —w zmianie jego miejsca w skupieniu; i na odwrót: jeśli mała tylko część owej siły zużywa się lub jeśli się ona nie zużywa wcale na wywołanie przestawień mechanicznych, to wielka jej część albo też całość nawet musi pójść na wytwarzanie zmian drobinowych. Jakież jest tego niechybne następstwo? Jakie przestawienia fizyczne wyniknąć muszą w wypadku, kiedy nic zgoła albo tylko cząstka siły wywołuje redystrybucje chemiczne? Części do siebie podobne jednakowo podlegać będą działaniu siły i jednakowo jej przeciwdziałać; na części zaś niepodobne siła oddziaływać będzie niejednako i niejednakiego dozna przeciwdziałania. Stąd to, kiedy stale czynna siła zewnętrzna całkowicie albo częściowo przeobrazi się w ruch mechaniczny jednostek, wywoła ona ruchy podobne w jednostkach podobnych, niepodobne zaś — w niepodobnych. Skoro w pewnym skupieniu, zawierającym dwa lub więcej porządków jednostek mieszanych, jednostki jednego porządku poruszanymi będą w sposób jednaki, a różniący się od sposobu innych porządków, tedy odnośne porządki muszą się wyodrębnić. Grupa cząstek podobnych, na które oddziaływają ruchy jednakie co do natężenia i kierunku, musi być przeniesioną, na inne miejsce jako grupa; jeśli zaś cząstki owe zmieszane są z jakąś grupą innych cząstek, na które oddziaływają ruchy do siebie podobne, lecz różniące si§ od ruchów pierwszej grupy bądź natężeniem, bądź kierunkiem, bądź jednym i drugiem, wówczas owe inne cząstki przeniesionymi być muszą, jako grupa, na jakieś inne miejsce — czyli że zmieszane jednostki zostaną tu jednocześnie podobierane i oddzielone (w grupy).

Dla dalszego wyjaśnienia tej sprawy dobrze będzie, gdy przytoczymy tutaj parę przykładów, z których możemy widzieć, że, caeteris paribus, określoność wyodrębnienia (oddzielenia) znajduje się w stosunku prostym do określoności różnicy pomiędzy jednostkami. Weźmy garść jakiejkolwiek substancji ważkiej, składającej się z kawałeczków wszelkiej objętości i wysypmy ją na ziemię, gdy wieje lekki wietrzyk. Kawałki większe zgromadza się razem na ziemi prawie tuż pod ręką; cokolwiek mniejsze odłamki uniesione zostaną nieco dalej; jeszcze mniejsze zatrzymują się w odległości trochę znaczniejszej, na koniec drobniutkie cząstki, zwane przez nas pyłem, odbędą długą drogę, zanim dosięgną gruntu; to znaczy, że integracja jest nieokreśloną, gdy nieokreśloną jest różnica pomiędzy odłamkami, chociaż rozbieżność jest największą tam, gdzie największą jest różnica. Gdyby przeciwnie garść napełnioną była jednostkami całkiem różnych porządków — jak kamyki, żwir i pył, to w warunkach podobnych rozdzielałyby się one ze względną określonością: kamyki upadłyby prawie pionowo; żwir w kierunku pochyłym, układając się na przestrzeni dość ściśle określonej poza kamykami, zaś pył odleciałby prawie poziomo na wielką odległość. Przykład, w którym inny rodzaj siły w grę wchodzi, jeszcze lepiej uwydatni tę prawdę. Przypuśćmy, iż przez skupienie, składające się z substancji rozpuszczalnej i nierozpuszczalnej, sączy się powoli woda. Przede wszystkim zauważymy tutaj wyraźny podział substancji, znajdujących się w stosunkach najbardziej sprzecznych do siły działającej: ciało rozpuszczalne będzie uniesione, nierozpuszczalne zaś pozostanie; następnie dostrzeżemy pewne jakkolwiek mniej określone wyodrębnianie się pomiędzy substancjami rozpuszczalnymi, gdyż pierwsza część strumienia wody uniesie w największej ilości substancje najbardziej rozpuszczalne, po rozpuszczeniu zaś ich wszystkich strumień, będzie jeszcze unosił pozostałe mniej rozpuszczalne substancje. Nawet materie nierozpuszczalne ulegną jednocześnie pewnemu podziałowi, gdyż sączący się płyn pociągnie za sobą najdrobniejsze odłamki spomiędzy większych, składając te, co mają mniejszy ciężar gatunkowy na jednym miejscu, te zaś, co odznaczają się większym — na innym. Dla zupełnego wyjaśnienia sprawy musimy spojrzeć na zjawisko odwrotne — kiedy mianowicie zmieszane jednostki, mało różniące się od siebie, poruszanymi są w sposób z lekka odmienny przez siły zewnętrzne, a tym samem oddzielonymi być mogą jedynie dzięki takiemu przystosowaniu owych sił, jakie sprawią, iż lekkie różnice stają się wyczuwalnymi czynnikami danego następstwa. Prawda ta stanie się oczywistą w przeciwstawieniu jej do przykładów wyżej przytoczonych, lecz uwydatni się ona jeszcze bardziej, gdy wybierzemy parę takich, jakich w obfitości dostarcza nam rozbiór chemiczny. Dobrym właśnie będzie tu przykład przedestylowania (oddzielania) alkoholu od wody. Mamy tu atomy, cząsteczki składające się z tlenu i wodoru, a zmieszane z atomami, które składają się z tlenu, wodoru i węgla. Te dwa porządki atomów cechują się znacznym podobieństwem swej natury, jednako zachowują one w zwykłej temperaturze postać płynów; w sposób podobny stają się one lotnymi coraz szybciej w miarę wznoszenia się temperatury; Na koniec punkty ich wrzenia niezbyt są od siebie odległe. Otóż temu względnemu podobieństwu atomów towarzyszy trudność ich oddzielania.

Jeśli płyn zmieszany ogrzejemy zbyt mocno, wówczas znaczna, ilość wody przedestyluje się wraz z wyskokiem: zaledwie w bardzo ważkich granicach temperatury tylko jednego porządku atomy mogą się ulatniać, ale i wtedy nawet spora ilość atomów drugiego płynu im towarzyszy. Najciekawszych jednak i najbardziej pouczających przykładów dostarczaj ą pewne zjawiska krystalizacji. Gdy kilka soli, odznaczających się małym podobieństwem budowy, rozpuścimy w jednej masie wody, wówczas bez. wielkiego trudu oddzielą, się one od siebie dzięki krystalizacji: jednostki każdej z nich, poruszając się ku sobie, jak sądzą fizycy, za sprawą sił biegunowych, wyodrębniają się w kryształy właściwego sobie rodzaju; kryształy każdej soli, co prawda, zawierają w sobie zazwyczaj pewne małe ilości innych soli obecnych w rozczynie — jeśli zwłaszcza krystalizacja odbywała się szybko; ale od tych domieszek można je uwolnić przez ponowne rozpuszczania i krystalizację. Zauważmy jednak, iż dzieje się wprost przeciwnie, gdy sole zawarte w tej samej masie wody są chemicznymi homologami. Azotan barytu i ołowiu, albo siarczan cynku, sodu i magnezu łączą się ze sobą w jednych kryształach; nie będą też one krystalizować się osobno, jeśli owe kryształy rozpuścimy na nowo i, z wielką nawet ostrożnością, do ponownej doprowadzimy krystalizacji. Szukając przyczyny tej anomalii, chemicy znaleźli, iż sole takie są izomorficzne — że atomy ich, jakkolwiek nie identyczne pod względem chemicznym, są identycznymi pod względem ilościowych stosunków kwasu, zasady i wody, z jakich się składają, i pod względem swej krystalicznej postaci; stąd też wywnioskowano, że złożone ich atomy są prawie jednakiej budowy. W ten więc sposób uwydatnia się prawda, że jednostki rodzajów odmiennych oddzielane bywają od siebie i wyodrębniane z szybkością odpowiadającą stopniowi ich niepodobieństwa. W pierwszym wypadku widzimy, iż dane atomy nie podobne do siebie z postaci, lecz podobne o tyle, iż są rozpuszczalne w wodzie, wobec pewnej temperatury — dają się oddzielić od siebie, jakkolwiek niedokładnie. W drugim wypadku widzimy, iż atomy, podobne nie tylko z rozpuszczalności swej w tym samym środku, ale odznaczające się nadto wielkim, podobieństwem budowy, nie oddzielają się — że mogą być rozgatunkowanymi i wyodrębnionymi od siebie jedynie w warunkach całkiem, szczególnych, a i wówczas bardzo niedokładnie. To znaczy, iż zewnętrzna siła wzajemnej biegunowości wywołuje w zmieszanych jednostkach ruchy tym bardziej niepodobne, im mniej podobnymi są do siebie owe jednostki, a przeto im bardziej są one] niepodobnymi, tym bardziej dąży owa siła do ułożenia ich w oddzielnych miejscach.

Istnieje jeszcze wprost przeciwna przyczyna segregacji, którą pożytecznym będzie rozpatrzeć tu z jednakową dokładnością. Jeśli różne jednostki pod działaniem tej samej siły muszą układać się różnie, to nadto również jednostki tego samego rodzaju będą się różnie układały pod, działaniem sił różnych. Przypuśćmy, iż pewna grupa jednostek tworzących część jednorodnego skupienia podlega działaniu jakiejś siły niepodobnej z natężenia swego lub kierunku do pozostałej części skupienia; otóż ta grupa jednostek oddzieli się od innych, byleby tylko z siły na, nią działającej pozostała jeszcze jakaś cząstka, nie rozproszona na drgania drobinowe, lub też nie pochłonięta na wytwarzaniu drobinowych przestawień. Po wszystkim co powiedziano wyżej, twierdzenie to nie potrzebuje obrony.

Zanim skończymy nasz wykład przygotowawczy, potrzeba tu będzie zaznaczyć pewną prawdę dodatkową, a mianowicie: że siły zmieszane oddzielanymi bywają od siebie dzięki przeciwdziałaniu jednakiej materii, zupełnie tak samo, jak mieszanina materii zostaje rozsegregowaną pod działaniem jednakich sił. Dokładnym i wystarczającym uzmysłowieniem tej zasady, może być rozpraszanie się światła załamanego. Pęk światła, składający się z falowań eterycznych rozmaitego porządku, niejednostajnemu podlega zboczeniu pod wpływem jednorodnego ciała załamującego. Ale rozmaite składające go porządki fal odchylają się pod rozmaitymi kontami, wynikiem zaś tego bywa, iż owe rozmaite porządki fal zostają oddzielone od siebie i zintegrowane, wytwarzając w ten sposób to, co poznajemy, jako barwy widma. Innego rodzaju segregacja zdarza się wtedy, gdy promienie światła przebywają jakiś środek zatrzymujący. Te z promieni, które składają się z lal stosunkowo krótkich, pochłoniętymi zostają pierwej niż te, co się składają ze stosunkowo długich, i same tylko promienie czerwone składające się z fal najdłuższych zdołają przeniknąć, jeśli przeszkoda jest bardzo wielką. W jaki sposób na odwrót odbywa się oddzielenie sił podobnych pod wpływem przeciwdziałania niepodobnej materii, to staje się również widocznym ze zjawisk załamania gdyż przylegające do siebie i równoległe promienie światła rozbiegają się, padając na substancje niepodobne lub przechodząc przez nie.

§ 164. Gwiazdy i planety, jeśli się przyjmie ich początek mgławicowy, uwydatniają przykładem swym owe zaznaczoną powyżej przyczynę segregacji materii — działanie sił niepodobnych na jednostki podobne.

W jednym z rozdziałów poprzedzających (§ 150) widzieliśmy, iż jeśli materia istniała kiedykolwiek w stanie rozpierzchłym, to równomierny jej układ nie mógł nigdy być trwałym, lecz musiała ona skupiać się w masy odrębne. Wykazano tam, iż w braku doskonałej równowagi wzajemnego ciążenia atomów, rozproszonych po przestrzeni nieograniczonej, musiały powstawać przerwy ciągłości w wytworzonym przez nie skupieniu i pewne ześrodkowywanie się jego w kierunku środków przeważającego ciążenia. Gdziekolwiek ukazywała się taka przerwa — tam atomy, przylegające przedtem do siebie, oddzielały się — a to wskutek różnicy sił, jakim każdy z nich zaczynał podlegać. Atomy, znajdujące się z jednej strony przerwy, wystawionymi bywały na działania pewnego nadmiaru siły ciążenia w kierunku, w którym zaczynały się poruszać, zaś atomy będące po drugiej stronie przerwy, podlegały nadmiarowi ciążenia w kierunku przeciwnym. To znaczy, iż przyległe do siebie grupy jednostek podobnych podlegały tu niejednakim siłom wypadkowym, a odpowiednio do tego, oddzielały się i integrowały.

Tworzenie się i odrywanie pierścieni mgławicowych jest przykładem tej samej zasady ogólnej. Wnioskować; jak to uczynił Laplace, że cześć równikowa wirującej sferoidy mgławicowej, w ciągu jej ześrodkowywania się, nabędzie takiej siły odśrodkowej, iż ta nie pozwoli jej podążać za pozostałą częścią ześrodkowującej się masy, wnioskować tak — znaczy to twierdzić, że takie właśnie części pozostaną poza innymi, jakie w ogóle podlegają pewnej sile różnicowej. Linia, oddzielająca pierścień od sferoidy, musi być tą właśnie, na wewnątrz której siła skupiająca jest większą, niż siła stawiająca opór skupieniu, na zewnątrz zaś — druga większą jest od pierwszej. Tak wiec, sprawa tu rozpatrzona zgadza się z owym prawem, iż pod działaniem sił niejednakich — z pomiędzy jednostek podobnych wyodrębniają się te, co uwarunkowane są podobnie — od tych, co uwarunkowane są niepodobnie.

§ 165. Zmiany geologiczne, znane zazwyczaj pod imieniem „wodnych", dają nam liczne postacie i przykłady rozmaitych form oddzielania (segregacji) jednostek niepodobnych przez jednostajną siłę zewnętrzną. U brzegów morskich fale wiecznie gatunkują i rozdzielają zmieszany materiał ciał stałych, o które się rozbijają. Z każdej bryły podmytej i spadłej wzbierający, i ustępujący przypływ unosi naprzód wszystkie te cząstki, które w skutek lekkości swe mogą długo zawieszonymi być w wodzie; w pewnej zaś odległości od brzegów fala układa je w postaci cienkich osadów. Cząstki większe, spadając ze względną szybkością, gromadzą się w piaskowe łożyska tuż poniżej linii odpływu. Gruby żwir i małe kamyki zbierają się razem na pochyłościach, ponad którymi przepływają fale, na samym zaś dnie tych pochyłości leżą większe kamienie i bryły. Niekiedy zauważyć można bardziej szczegółową jeszcze segregację. Kamyki płaskie, pochodzące z łupania się skał łupkowych, gromadzą się czasem osobno w jednej części krzemienistej ławicy. U jednego brzegu osad składa się całkowicie z mułu, u innego zaś z piasku. Tu znajdujemy zagłębienie, napełnione małymi kamykami, prawie jednakowej objętości, tam znów w wygiętej zatoce, której jedna strona jest bardziej otwarta, niż druga, widzimy stopniowy wzrost objętości nagromadzonych kamieni, w miarę posuwania się od mniej otwartego końca ku bardziej otwartemu. Śledząc historię każdego osadu geologicznego, rychło stwierdzimy ten fakt, że zmieszane odłamki materyj, różniące się objętością lub wagą, wystawionymi będąc na działanie unoszącej je wody, połączone z przyciąganiem ziemi, zostają rozgatunkowane i łączą się w grupy odłamków względnie podobnych. Widzimy też, iż oddzielenie ich, caeteris paribus, bywa tym bardziej określonym, im wybitniejszymi są ich różnice. Pokłady osadowe wraz po ich utworzeniu się, objawiają znów segregację innego rodzaju. Krzemienie i bryłki pirytów żelaznych, znajdywane w pokładach kredowych, jak również twory krzemionkowe, zdarzające się niekiedy w kamieniach wapiennych, można wytłumaczyć sobie jedynie, jako skupienia atomów krzemionki lub siarki żelaza, rozproszonych pierwotnie po całej warstwie prawie równomierniej ale później nagromadzanych do koła pewnych ośrodków, pomimo stałego lub na wpół stałego stanu materii otaczającej. Warunki i następstwa takiej sprawy uwydatnią nam w sposób jeszcze bardziej oczywisty tak zwana żółta ruda żelazna.

Wśród zmian ogniowych nie znajdujemy tak wielu przykładów opisanego wyżej procesu. W odróżnieniu ewolucji prostej od złożonej zaznaczyliśmy dawniej (§ 102), iż nadmiar utajonego ruchu drobinowego odbiera cechę stałości owym redystrybucjom wtórnym, stanowiącym istotę ewolucji złożonej. Niemniej wszakże, zjawiska geologiczne tego porządku nie są pozbawione przykładów. Tam, gdzie zmieszane materie, stanowiące skorupę ziemską, wzniosły się były do temperatury bardzo wysokiej, segregacja rozpoczynała się zazwyczaj ze zmniejszeniem się temperatury. Mnóstwo substancji, ulatujących z wulkanów w postaci lotnej, krystalizując się w zetknięciu z powierzchniami chłodnymi oraz przychodząc w stan stały zazwyczaj w temperaturach różnych osadzało się w różnych częściach rozpadlin, przez jakie wydobywały się razem. Najlepszym przykładem jednak jest ten, jakiego dostarczają nam zmiany, przytrafiające się w ciągu powolnego stygnięcia skał ogniowych. Kiedy od czasu do czasu przez jedną z rozpadlin, tworzących się w twardej skorupie ziemskiej, wydobędzie się część roztopionego jądra i kiedy dzięki swobodnemu promieniowaniu oraz sąsiedztwu mas chłodnych owe roztopione ciała ostygną stosunkowo szybko, pozostanie wówczas substancja, znana pod imieniem trapu albo bazaltu — substancja jednostajna co do utkania, jakkolwiek utworzona z rozmaitych składników. Ale gdy taka część roztopionego jądra, nie przedostawszy się przez warstwy wierzchnie, stygnie powoli, staje się ona tym, co nazywamy granitem: mieszaniną cząsteczek kwarcu, spatu polnego i miki, utrzymywanych przez czas długi w stanie płynnym, lub na wpół płynnym— w stanie względnej ruchliwości i podlegających takim zmianom położenia, jakie sprowadza oddziaływająca na nie siła jednostek sąsiednich. Mając dość czasu, aby spowodować odpowiednie ruchy atomów, odmienne siły biegunowe wyodrębniają tu kwarc, felcbat i mikę w osobne kryształy. Jak dalece załeżnym to jest od długotrwałego poruszania się zmieszanych cząsteczek i od wynikłej stąd długotrwałej ruchliwości za sprawą drobnych sił różniczkujących (biegunowych), dowodzi ten fakt, że kryształy zajmujące środek żył granitowych, gdzie płynność lub stan na wpół płynny trwały dłużej, są wiele większe, niż kryształy na kresach — gdzie zetknięcie ze skałami sąsiednimi wpływało na szybsze zastyganie i krzepnięcie granitu,

§ 166. Działania odbywające się w organizmie są tak zawiłe i subtelne, iż nie możemy się tu spodziewać wykazania poszczególnych sił, będących przyczyną poszczególnych segregacj. Wśród niewielu przykładów, pozwalających na jakie takie wytłumaczenie, najlepszymi są te, których siła działająca bywa mechaniczne ciśnienie lub natężenie; odnajdziemy niektóre z nich, badając kościec zwierząt wyższych.

Kręgosłup człowieka, jako całość, podlega pewnym ogólnym siłom natężenia — jak np, waga ciała wraz z przeciwdziałaniem wszystkich ważniejszych wysiłków mięśniowych, których ona każe się domyślać; stosownie też do tego kręgosłup ów wyodrębnił się jako osobna całość. Jednocześnie zachowały też pewną odrębność i niektóre z jego części, a to wskutek podlegania rozmaitym siłom, oddziaływającym na nie w ciągu bocznych pochyleń ciała, jakich wymagają ruchy. Na koniec, gdy śledzić zaczniemy rozwój kręgosłupa od jego postaci pierwotnej od chrząstkowatej struny grzbietowej ryb najniższych, widzimy, iż przez cały ciąg tego rozwoju zachowuje ona pewien stopień integracji, odpowiadającej jedności sił, które na nią działają, oraz że objawia się w niej podział na kręgi (segmenty), odpowiadający rozmaitości tychże sił. Każdy odcinek, rozważany osobno, przedstawia bardziej prosty przykład tej samej prawdy. Krąg nie jest prostą kością, ale składa się z masy środkowej z kilkoma dodatkami czyli wyrostkami, w zaczątkowym zaś typie kręgu dodatki owe są całkiem oddzielone od masy środkowej i istnieją już przed jej ukazaniem się. Ale tych kilka kości odrębnych, stanowiących pierwotny odcinek (segment) grzbietowy, podlegają pewnemu skupieniu sił, odznaczających się większą zgodnością, niż różnicą: kości te, będące dźwignią dla pewnej grupy mięśni, działających zazwyczaj razem, wiecznie podlegają pewnym przeciwdziałaniem wspólnym. Odpowiednio też do tego widzimy, iż z biegiem rozwoju zrastają się one stopniowo. Jeszcze bardziej uderzającym jest przykład pewnych odcinków grzbietowych, zlewających się razem w wypadku, gdy jednocześnie podlegają jakiemuś przeważającemu wpływowi, Kość krzyżowa składa się z grupy kręgów mocno spojonych. U strusia i pokrewnych mu ptaków znajdujemy od 17tu do 20tu kręgów krzyżowych i nie tylko zlewają się one ze sobą, ale i z kośćmi miednicy, znajdującymi się po ich obu stron ach. Jeśli teraz przypuścimy, i' kręgi te początkowo były od siebie oddzielone, jak to znajdujemy jeszcze w stanie zarodkowym ptaka, jeśli nadto rozważymy warunki mechaniczne, jakim musiały one podlegać w tym wypadku, to zobaczymy, iż połączenie ich musiało się odbywać w sposób wyżej wskazany. Za pośrednictwem bowiem tych kręgów, cała waga ciała przenoszoną jest na kończyny dolne, gdyż nogi utrzymują luk miednicy, ten zaś — kość krzyżową, a z kością tą łączy się zestawnie pozostała część grzbietu wraz ze wszystkimi związanymi z nią członkami i narządami. Dlatego też kręgi krzyżowe, wzięte osobno, muszą utrzymać się razem, za pomocą silnie kurczących się mięśni, a tym samym nie mogą brać udziału w owych ruchach bocznych, jakim podlegają inne kręgi; muszą one podlegać wspólnemu natężeniu, będąc jednocześnie zabezpieczonymi od natężeń, mogących oddziaływać na każdy z nich rozmaicie. W ten sposób czynią one zadość warunkom, w jakich zdarza się segregacja. Ale przykładów najbardziej widocznego ustosunkowania przyczyny i skutku dostarczają nam kończyny. Kości napięstka (które u człowieka utrzymują dłoń ręki) u większości ssaków są od siebie oddzielone, gdyż oddzielne czynności palców wywołują tam oddzielne ruchy. Inaczej ma się rzecz wszakże w dziale przeżuwających i jednokopytnych. U pierwszych tylko środkowe kości napięstka (trzecia i czwarta) są rozwinięte; dosięgając zaś znacznych rozmiarów, zlewają się ze sobą, tworząc kość jedną (Cannon—bone). U koni segregacja, ta nazwaną być może pośrednią: druga i czwarta kość napięstka ukazują się tylko w stanie szczątkowym, przyczepione po obu bokach trzeciej kości, niezmiernie rozwiniętej. W ten sposób tworzą one kość środkową (Cannon—bone), tym się różniącą od takiej kości wołu, iż przedstawia walec prosty, nie zaś wynik zlania się dwóch walców razem. Śródstopie owych czworonogów przedstawia też zmiany podobne. Otóż każde z tych przeobrażeń zdarza się tam tylko, gdzie rozmaite kości razem zebrane nie wykonują już czynności różnych, lecz zachowują tylko jakąś czynność wspólną. Noga wołów i koni używana jest jedynie do celów lokomocji i nie służy, jak u ssaków obdarzonych pazurami, do działań, każących przypuszczać pewne względne ruchy kości napięstka. Tak więc, pośrednim lub bezpośrednim następstwem działania jakiejś pojedynczej siły zewnętrznej bywa tu pojedyncza masa kości, Że zaś zjawiska te pozostają że sobą w związku przyczynowym, o tym świadczy cała klasa ptaków, w których skrzydłach i nogach znajdujemy taką samą segregację, w tych samych dokonaną warunkach.

Kiedy kartki niniejsze znajdowały się już pod prasą, przyjaciel autora, profesor Huxley, zawiadomił go o innym fakcie, jeszcze lepiej uwydatniającym tę prawdę ogólną; uprzejmy profesor pozwolił autorowi zużytkować ów fakt, przez siebie jeszcze nie ogłoszony. Glyptodon — jeden z wygasłych ssaków, znajdywanych w stanie kopalnym w Ameryce Południowej — przez długi czas znany był jaka wielkie a dziwne zwierzę, spokrewnione z pancernikiem, lecz posiadające grubą zbroję skórną, złożoną z wielobocznych łusek, ściśle ze sobą spojonych i tworzących obszerny pancerz, który skutecznie przeszkadzał ciału zginać się w stopniu najlżejszym, w kierunku tak pionowym, jak poziomym. To pudło kostne, które musiało ważyć kilkaset funtów, wspierało się na grzbietowych wyrostkach kręgów, oraz na sąsiadujących z nimi kościach łuków miednicy i klatce piersiowej. Na koniec faktem znaczącym, jaki tu trzeba zaznaczyć, jest ten, iż tutaj, gdzie wszystkie kręgi podlegały razem uciskowi tej ciężkiej zbroi skórnej, a jednocześnie dzięki jej sztywności były względem siebie unieruchomione, że cały tutaj ich szereg zlewał się w jedną kość nieprzerwaną.

Tworzenie się i utrzymywanie przy życiu gatunku, rozważonego jako zbiorowisko ustrojów podobnych, daje się również wytłumaczyć w sposób pokrewny. Widzieliśmy już, że członkowie danego gatunku o tyle się różniczkują, lub dzielą na odmiany, o ile podlegają rozmaitym grupom sił zewnętrznych; tutaj zaś pozostaje dodać że w miarę tegoż podlegania jednakim siłom zewnętrznym zostają one rozsegregowane, t. j. przyprowadzone do stanu jednostajnego skupienia i w nim utrzymywane. Za sprawą bowiem „doboru naturalnego" odbywa się ciągłe oczyszczanie każdego gatunku z takich osobników, jakie zbaczają od wspólnego typu w sposób, czyniący je nie przystosowanymi do warunków ich istnienia. Wskutek tego odbywa się też ciągle pozostawianie przy życiu takich osobników, jakie pod wszelkimi względami odpowiadają owym warunkom, a więc tym sar mem są bardzo blisko do siebie podobne. Ponieważ okoliczność,!, jakim podlega dany gatunek, przedstawiają, jak widzieliśmy zawiłe skojarzenie sił zewnętrznych, ponieważ nadto członkowie gatunku posiadają wśród siebie takich, co się ponad zwykłą normę różnią od przeciętnego typu budowy, mogącej stawić czoło owym siłom, wynika stąd przeto, iż siły te stale oddzielają owe rozbieżne osobniki od innych, których jednostajności w ten sposób strzegą, zachowując ich nietykalność, jako gatunku,

Dzieje się tu zupełnie tak, jak z owymi zżółkłymi liśćmi jesieni, które wiatr unosi z pośród otaczających je liści zielonych, albo też, że użyjemy porównania profesora Huxley'a, jak z drobnymi odłamkami, które przechodzą przez sito, podczas gdy większe w nim pozostają; tak samo jednostajne oddziaływanie sił zewnętrznych wpływa na członków danej grupy ustrojów o tyle podobnie, o ile i oni są do siebie podobni, zaś różnie, o ile się różnią, a w ten sposób działanie owo wiecznie segreguje jednostki podobne, oddzielając od nich jednostki niepodobne. Nie zależy tu na tym, czy owi oddzieleni członkowie zginą, jak to się zdarza najczęściej, czy też, jak zdarza się również, pozostaną oni przy życiu i, mnożąc się, dadzą nową odmianę wskutek przystosowalności swojej do pewnych częściowo odmiennych warunków. Pierwszy wypadek stwierdzałby tylko prawo, że odmienne jednostki danego skupienia, jednako podlegając wraz z innymi jednakim siłom zewnętrznym, zostają oddzielone w grupę odrębna; drugi zaś wypadek przemawiałby na korzyść tego prawa, że jednostki podobne danego skupienia oddzielonymi bywają, i zgrupowanymi z osobna wtedy, gdy podlegają różnym siłom zewnętrznym. Na koniec, zwracając się do uwag mr. Darwina o rozbieżności cech, dowiemy się, iż wywołana w ten sposób segregacja dąży stale do coraz większej określoności.

§ 167. Znaleźliśmy, iż ewolucja duchowa, w jednej ze swych postaci najgłówniejszych, polega na tworzeniu grup podobnych przedmiotów i stosunków - na różniczkowaniu (odróżnianiu) rzeczy różnych zmieszanych początkowo w jednym zbiorowisku i na integracji każdego oddzielnego porządku rzeczy w oddzielna grupę (§ 153).

Tutaj pozostaje zaznaczyć tylko, że podczas, kiedy przyczyną takich zróżniczkowań jest niejednakowość sił zewnętrznych, przyczyna owych integracji jest tychże sił podobieństwo. Czym bowiem jest proces, dzięki któremu utrwala się klasyfikacja? Botanik, np. wspólnie z profanem zrazu uznaje tylko ów konwencjonalny podział roślin, ustanowiony przez rolników i wyróżniający kilka jedynie roślin i zbóż z zaliczeniem wszystkich innych do chaotycznej grupy roślin dzikich. W jaki sposób owe dzikie rośliny w umyśle jego grupują się w rzędy, rodzaje i gatunki? Każda ze zbadanych przezeń roślin wywiera nań pewne złożone wrażenie. Tu i ówdzie zrywa on jakaś roślinę, podobną do widzianych dawniej. Rozpoznanie zaś jej przez niego jest wytworem podobnież skojarzonych w umyśle jego wrażeń, wywołanych przez grupę podobnież skojarzonych cech rośliny.

To znaczy, iż w splocie danych nerwów wytwarza się pewna grupa zmian, dawniej już wywoływanych. Ze stanowiska analizy wszelkie takie skojarzenie zmian jest tylko pewnym skojarzeniem modyfikacji drobinowych, odbywających się w części ustroju, podległej działaniu bodźców. Przy każdym powtarzaniu się wrażenia podobnie skojarzona grupa zmian drobinowych jak gdyby ściele się na istniejące dawniej grupy, wpływając na ich spotęgowanie: w ten sposób daje ona początek wewnętrznemu wyobrażeniu, odpowiadającemu owym podobnym przedmiotom zewnętrznym. Tymczasem inny jakiś rodzaj roślin wywołuje w mózgu botanika inną znów grupę zmian skojarzonych, czyli drobinowych modyfikacji — grupę, która już nie zgadza się z jakąś przedtem rozważoną i nie pogłębia jej; dzięki zaś powtarzaniu się tego zjawiska, powstaje znów wyobrażenie odmienne, odpowiadające odmiennemu też gatunkowi. Jakąż tedy jest natura tej sprawy, wyrażonej tu w słowach ogólnych? Z jednej strony mamy tu przedmioty podobne i niepodobne, spośród których wyłaniają się grupy sił, umożliwiających ich postrzeganie; z drugiej zaś narządy zmysłów i ośrodki postrzegania, przez które owe grupy sił w drodze obserwacji przechodzą. Przechodząc przez narządy i ośrodki postrzegania, podobne grupy sił segregują się i oddzielają od niepodobnych. Na koniec, każdy taki szereg grup sił, oddzielony w ten sposób od innych, a odpowiadający jakiemuś zewnętrznemu rodzajowi lub gatunkowi, stanowi właśnie pewien stan świadomości, zwany przez nas naszym wyobrażeniem rodzaju albo gatunku. Widzieliśmy dawniej, że tak samo, jak odbywa się oddzielanie zmieszanych substancji za pomocą, jednej siły, tak samo też zdarza się oddzielanie zmieszanych sił za sprawą jednej materii. Tutaj zaś możemy zobaczyć nadto, że rozdzielone w ten sposób siły — niepodobne sprowadzają nie jednakie zmiany budowy w skupieniu, które je rozdzieliło — zmiany, z których każda jest przedstawicielką i równoważnikiem zintegrowanego szeregu ruchów, ją wywołujących.

Dzięki pewnej sprawie równoległej, skojarzenia współistności i następstwa wrażeń podlegają segregacji na rodzaje i zgrupowaniu wraz z samymi wrażeniami. Gdy dwa jakieś zjawiska, które doszły świadomości w pewnym porządku, powtórzą się w tym samym porządku, wówczas nerwy, wchodzące w grę uprzednio, podlegną działaniu, ich ponownie, takie zaś zmiany drobinowe, jakim uległy one wskutek pierwszego przechodzącego po nich ruchu, obecnie pod wpływem tego drugiego ruchu, podążającego tą samą drogą, zostaną wzmocnione. Każdy taki ruch powoduje zmianę budowy, ta zaś, zgodnie z prawem ogólnym, wyłożonym w rozdziale 9-ym każe przypuszczać zmniejszanie się oporności na wszystkie podobne ruchy późniejsze. Segregacja owych ruchów kolejnych (lub mówiąc ściślej, segregacja stale czynnych części tych ruchów, zużytkowanych na pokonanie oporu) staje się tedy przyczyną i miarą duchowego związku (connexion) pomiędzy wywieranymi przez zjawiska wrażeniami, gdy tymczasem zjawiska, poznawane, jako odmienne od tamtych, należąc do liczby tych, które tym samym działają na inne pierwiastki nerwowe, znajdą przedstawicielstwo swych skojarzeń w ruchach, odbywających się po innych drogach. Na każdej takiej drodze innej wyładowania nerwowe odbywają się z łatwością tym większą, im częściej doświadczenie odtwarza związek zjawisk. klasyfikacja stosunków musi przez to podążać pari passu z klasyfikacją ustosunkowywanych przedmiotów. Zarówno zmieszane wrażenia, jakich doznajemy od świata zewnętrznego, jak i zmieszane ich stosunki nie mogą oddziaływać na ustrój, nie podlegając mniejszej lub większej segregacji. Na koniec, wskutek tego ciągłego gatunkowania i grupowania zmian albo ruchów, stanowiących istotę czynności nerwowych, odbywa się też gatunkowanie i grupowanie materii, stanowiące o budowie nerwów.

§ 168. W ewolucji społecznej skupianie się rzeczy podobnych i rozdzielanie rzeczy niepodobnych za sprawą sił zewnętrznych objawia się początkowo w taki sam sposób, jak wśród tworów niższych. Rasy ludzkie tak samo dążą do zróżniczkowania i integracji, jak i rasy innych istot żyjących.

Z pomiędzy sił, wywołujących i utrzymujących segregację ludzkości, przede wszystkim wymienić można owe siły zewnętrzne zwane przez nas warunkami fizycznymi. Klimat i pożywienie, sprzyjające tubylcom, szkodliwymi są zazwyczaj dla jakiegoś nowego, przybywającego z odległych stron plemienia o innej budowie cielesnej. Rasy północne nie mogą przebywać stale w okolicach zwrotnikowych: jeśli nie umierają w pierwszym pokoleniu, to giną w drugiem i tak jak w Indiach, np., utrzymać się (mogą jedynie dzięki sztucznemu procesowi ciągłej imigracji. To znaczy, iż siły zewnętrzne, zarówno działając na mieszkańców danej miejscowości, dążą do wydalania spomiędzy nich takich, którzy nie należą do pewnego typu, a w ten sposób siły owe umacniają integrację takich, co do tego typu należą. Jakkolwiek gdzie indziej, jak np., wśród narodów Europy widzimy odbywającą się w pewnym zakresie ciągłą ich mieszaninę, inne dającą skutki, to jednak spostrzegamy, iż dotyczy to ras, należących do typów niezbyt odmiennych i przystosowanych do niezbyt różnych warunków. Inny rodzaj sił, sprzyjających wytwarzaniu takich segregacji narodowych, stanowią siły duchowe, objawiające się w skłonności ludzi ku podobnym sobie. Wychodźcy pragną zazwyczaj powrócić do swoich, jeśli zaś pragnieniom ich nie staje się zadość, to tylko dla tego, że krępujące ich więzy są zbyt wielkie. Jednostki danego społeczeństwa, zmuszone przebywać w innym, bardzo pospolicie tworzą kolonie wśród owych innych, tworzą, swoje własne stowarzyszenia. Rasy, rozdzielone niegdyś sztucznie, okazują silną dążność do ponownego połączenia się. Otóż, jakkolwiek owe segregacje, wynikające ze wzajemnych skłonności ludzi sobie pokrewnych, nie dają się na pozór wytłumaczyć, jako skutki wyżej wygłoszonej zasady, to jednak w istocie takim właśnie jest ich wyjaśnienie. Mówiąc o kierunku ruchu (§ 80), wskazaliśmy iż postępki ludzi, dokonywane w celu zaspokojenia ich potrzeb, bywały zawsze ruchami po liniach najmniejszego oporu. Uczucia, cechujące członka danej rasy, są to właśnie takie uczucia, jakie znajdują, zupełne zadowolenie tylko wśród członków tejże rasy; zadowolenie to pochodzi częścią z sympatii ku osobom, czującym podobnie, ale nade wszystko pochodzi ono z odpowiedniości warunków społecznych, szczególnie wybitnej tam, gdzie uczucia takie przeważają. Gdy przeto obywatel jakiegoś narodu uczuwa, jak widzieliśmy, pociąg tu innym tegoż narodu członkom, to przyczyną tego jest fakt, iż pewne czynniki, zwane przez nas pożądaniami, zmuszają go poruszać się w kierunku najmniejszego oporu. Ponieważ poruszenia ludni, tak jak i wszystkie inne ruchy, określają się układem sił, wyniku stąd przeto, iż wszelkie podobne segregacje, gdy tylko nie są wytworem sił zewnętrznych, ukazują się za sprawą takich sił, jakimi oddziaływają na siebie jednostki danej rasy.

W ciągu rozwoju każdego społeczeństwa spostrzegamy też segregacje podobne, podobnymi podążające drogami. Niektóre z pomiędzy takich segregacji ukazują się pod wpływem pomniejszych powinowactw przyrodzonych; ale segregacje najważniejsze, stanowiące istotę politycznej i przemysłowej organizacji, wynikają ze złączenia się ludzi, których wzajemne podobieństwa zrodziły się pod wpływem wychowania, jeśli wyrazu wychowanie użyjemy w jego znaczeniu najszerszym, ogarniającym sobą wszystkie sprawy, dzięki którym, obywatele przysposobionymi zostają do swoich funkcyj szczególnych. Ludzie, ćwiczący się w pracy cielesnej, nabywają pewnego do siebie podobieństwa, które pod względem zwłaszcza ich zdolności działania zaciemnia i podporządkowuje przyrodzone ich różnice; ludzie, wyćwiczeni w pracy umysłowej, odznaczają się znów pewną inną wspólnością charakteru, czyniącą ich jako jednostki społeczne bardziej podobnymi do siebie, niż do pracujących fizycznie. Jakoż powstaje zaraz podział na klasy, odpowiadający owym w ten sposób wytworzonym podobieństwom. O wiele więcej określone podziały (segregacje) powstają wśród bardziej do siebie upodobnionych członków jednej klasy, oddających się jednemu jakiemuś powołaniu. Nawet wówczas, gdy warunki ich zawodu nie pozwalają im ześrodkowywać się w jednej miejscowości, jak to wśród rzemieślników zdarza się z mularzami i zdunami, wśród kupców z drobnymi handlarzami lub też wśród ludzi powołań wolnych — z lekarzami, nawet wówczas nie brak stowarzyszeń takich jak: Operative Builders Unions (mularzy), Ghrocers societies (kupców korzennych) i Medical Associations (lekarskie), wskazujących, iż owi sztucznie do siebie upodobnieni obywatele integrują się, gdy tylko pozwalają na to warunki. Tam zaś, gdzie tak, jak wśród klas wyrobniczych, wykonywanie obowiązków nie wymaga rozpraszania się sztucznie upodobnionych obywateli, tam następuje stopniowe skupianie się ich w miejscowościach szczególnych, oraz wynikający stąd wzrost określoności podziałów przemysłowych. Jeżeli teraz szukać będziemy przyczyn owych segregacji, rozważanych, jako wyniki siły i ruchu, znajdziemy się wobec tej samej, co i przedtem, zasady ogólnej. To podobieństwo, zrodzone w danej klasie albo podklasie za sprawą wychowania, jest uzdolnieniem się ich członków do zaspakajania swych potrzeb sposobem podobnym. To znaczy, iż zajęcie, w jakiem ćwiczyła się dana jednostka, tak dla niej, jak również i dla innych, podobnież ćwiczonych jednostek, stało się linią najmniejszego oporu. Stąd to, pod wpływem owego nacisku, zniewalającego wszystkich do działania jednostki społeczne, zmienione w sposób podobny, podobnym też ulegają wrażeniom i podobny przybierają kierunek. Skoro więc znajdzie się gdziekolwiek taka miejscowość, która bądź za sprawą cech swoich fizycznych, bądź też wskutek przymiotów szczególnych, nadanych jej przez ewolucję społeczną, stanie się miejscem, przedstawiającym dla pewnych rodzajów działania przemysłowego opór mniejszy, niż inne miejscowości, wówczas z prawa kierunku ruchu wynika, że jednostki, przysposobione do tego rodzaju działań przemysłowych, podążać poczną ku owej miejscowości, czyli zintegrują się tam. Jeśli np. sąsiedztwo pokładów węgla i rudy żelaznej ze spławną rzeka nadaje Glasgow pewną przewagę w budowaniu okrętów z okuciem żelaznym (pancerników), jeśli całkowita praca, niezbędna do wytworzenia danego skutku, jako też równoważnik jej w pożywieniu i odzieży, są tam mniejsze niż gdziekolwiek bądź indziej, to nie dla czego innego, jak tylko dla tych właśnie przyczyn widzimy w Glasgow zbiorowisko rzemieślników, budujących żelazne okręty, bądź wskutek oddawania się temu zatrudnieniu ludności miejscowej, bądź pod wpływem imigracji jednostek, trudniących się przedtem gdzie indziej tym samem rzemiosłem, bądź też dla obu tych przyczyn. Ześrodkowanie to stałoby się jeszcze bardziej wybitnym, gdyby inne okręgi Anglii nie przedstawiały dogodności, równoważących zalety Glasgow. Ta sama zasada daje się zastosować i wtedy, gdy roztrząsamy zajęcia kupieckie, nie zaś rękodzielnicze. Ajenci wymiany gromadzą się w mieście, gdyż suma wysiłków, niezbędnych do wykonywania ich czynności i otrzymania pewnych zysków, jest tam mniejszą, niż w innych miejscowościach. Miejsce wymiany, raz się utrwaliwszy, staje, się takim miejscem, w którym opór, jaki każdy musi pokonać, jest mniejszym, niż gdzie indziej; podążanie zaś każdej jednostki po linii najmniejszego oporu każe właśnie przypuszczać skupianie się owych jednostek dokoła tego miejsca.

Rzecz jasna, iż w wypadku, dotyczącym jednostek tak złożonych, jak te, co składają społeczeństwo, oraz tak zawiłych sił, jak siły, które nimi poruszają — sprawa wyboru i rozdziału ich musi być o wiele bardziej zagmatwaną czyli o wiele mniej określoną, niż w wypadkach, rozważanych dotąd. Jakkolwiek jednak można by było zaznaczyć tu wiele anomalii, nie zgadzających się na pierwszy rzut oka z wygłoszonym prawem, to jednak ściślejsze zbadanie wykazuje, iż są one tylko bardziej subtelnym tegoż prawa uzmysłowieniem, gdyż podobieństwa ludzi do siebie, jako bardziej różnorodne, dają początek bardziej różnorodnym segregacjom. usposobień, gustów, podobieństwa, wynikłe z kultury umysłowej, wpływów wychowania szkolnego, uczuć politycznych, i potrzeba tylko rzucić okiem dokoła siebie, spojrzeć na owe klasy społeczne, stowarzyszenia filantropijne, naukowe i artystyczne, partie religijne, i stronnictwa społeczne, aby dostrzec, iż jakiś rodzaj podobieństwa wśród członków każdego z tych stowarzyszeń spowodował ich związek. Dalej zaznaczmy tu odmienny proces segregacyjny, powstający pod wpływem wzajemnego przenikania się klas, często zaś wskutek ich pośredniego antagonizmu, który mniej lub więcej zobojętnia skutki ich działania i niejedną zróżniczkowaną już klasę nie dopuszcza do integracji zupełnej. Stąd to powstają owe anomalije.

Jeżeli jednak przyczynę takiej niedokładnej segregacji rozważymy należycie, to okaże się, iż segregacje społeczne całkowicie zgodne są z tą samą, zasadą, co i wszelkie inne segregacje. Rozbiór wykaże nam, że bądź za sprawą sił zewnętrznych, bądź też pod wpływem tego, co w pewnym znaczeniu możemy uważać jako wzajemną biegunowość (polarity) sił, w łonie społeczeństwa wytwarzają się zawsze odrębne skupienia takich jednostek, jakie cechują się podobieństwem bądź przyrodzonym, bądź wynikłem z wychowania.

§ 169. Zachodzi pytanie, czy ta prawda ogólna, tak rozmaitymi uwydatniona przykładami, może być wyprowadzoną z zasady stateczności siły, podobnie jak i inne prawdy, rozpatrywano, wyżej. Prawdopodobnie wykład umieszczony mi początku rozdziału, pozwolił większej części czytelników przyjść do wniosku, że to jest możliwym.

Twierdzenia oderwane, zawarte domyślnie w faktach powyższych, są następujące: najprzód, że jednostki podobne, podlegając pewnej jednakowej sile, zdolnej wywołać w nich ruch, poruszać się będą z jednostajną szybkością i w jednostajnym kierunku. Po wtóre, że jednostki podobne, wystawione na działanie sił niepodobnych, a zdolnych do wywołania w nich ruchu, poruszać się będą rozmaicie — bądź w rozmaitych kierunkach, bądź też w kierunku jednakim, acz z rozmaitą szybkością. Po trzecie, że jednostki niepodobne, podległo działaniom siły jednakiej, zdolnej do wywołania w nich ruchu, poruszał się będą rozmaicie — bądź w różnych kierunkach, bądź też z rozmaitą szybkością w kierunku jednakim. Po czwarte, że same siły zewnętrzne muszą takiemuż podlegać działaniu: podobne siły, działając na jednostki podobne, muszą pod wpływem starcia zmieniać się jednakowy niepodobne siły, padając na jednostki podobne, mienionymi być muszą niepodobnie: na koniec, siły podobne, działając na niepodobne jednostki, zmieniają się niepodobnie. Twierdzenia te dają się sprowadzić do formuły jeszcze bardziej abstrakcyjnej, a mianowicie: że w działaniach i przeciwdziałaniach siły i materii pewne niepodobieństwo któregokolwiek z czynników sprowadza niepodobieństwo skutków, i że w braku niepodobieństwa któregokolwiek z czynników, skutki muszą być podobne.

Bezpośrednia zależność tych twierdzeń od stateczności siły, po takim ich uogólnieniu staje się oczywista. Dwie jakieś siły niepodobne do siebie, są, to właśnie siły, różniące się bądź natężeniem, bądź kierunkiem, bądź jednym i drugim; za sprawą zaś tego, co matematycy nazywają rozwiązaniem zagadnienia sił, można dowieść, iż różnica owa jest następstwem obecności w jednym z czynników jakiejś siły, nieobecnej w drugim. Podobnie też dwie dane jednostki lub cząstki materii niepodobne do siebie z objętości, wagi, postaci albo cech innych, mogą być rozpoznane przez nas, jako niepodobne jedynie dzięki pewnemu niepodobieństwu sił, jakimi oddziaływają na naszą świadomość; stąd też i to jeszcze niepodobieństwo zasadza się na obecności w jednym jakiejś siły lub sił, nieobecnych w drugim. Skoro zaś taką jest wspólna natura tych niepodobieństw, to zachodzi pytanie, jakim jest niechybnie płynący stąd wniosek? Pewne niepodobieństwo sił zewnętrznych w razie podobieństwa przedmiotów, podległych ich działaniu, musi wywołać różnicę w skutkach, inaczej bowiem siła różnicowa (stanowiąca o różnicy sił) nie wywołałaby chyba jednego skutku, a więc siła w ogóle nie byłaby stateczną. Pewne niepodobieństwo przedmiotów, podległych działaniu, w razie podobieństwa sił zewnętrznych, musi spowodować różnicę skutków, gdyż inaczej siła różnicowa, dzięki której przedmioty te są niepodobne, nie wywołałaby żadnego skutku, a więc siła w ogóle nie byłaby stateczną. I na odwrót, jeśli siły działające i przedmioty, działaniu podległe są, podobne, podobnymi też muszą być skutki; inaczej bowiem skutek różnicowy nie mógłby być wywołanym bez różnicowej przyczyny, lub siła byłaby nie stateczną,

Tak więc, ponieważ te prawdy ogólne zawierają się domyślnie, a niechybnie w zasadzie stateczności siły, przeto też wszystkie redystrybucje, określone wyżej, jako cechy ewolucji w jej rozmaitych fazach, również niechybnie wynikają ze stateczności siły. Części sił stale skutecznych, działając na dane skupienie tak, iż wywołują w jego częściach ruchy wyczuwalne, mogą dokonywać takich właśnie segregacji, jakie widzimy istotnie. Jeśli spośród zmieszanych jednostek, stanowiących takie skupienie, jednostki jednorodne, wprawiono w ruch podobny pod działaniem siły jednakiej, podczas, gdy jednostki innego rodzaju, pod działaniem tej samej siły jednakiej, poruszanymi będą w sposób mniej lub więcej inny, to dwa te rodzaje jednostek muszą się oddzielić od siebie i zintegrować. Kiedy podobnymi są jednostki, niepodobnymi zaś siły, wówczas rozdział jednostek, odmiennemu podległych działaniu, jest również nieuchronnym. W ten sposób powstają owe rozgraniczone ugrupowania, jakie wszędzie widzimy. Za sprawą tej segregacji, potęgującej się zawsze ilekroć jest po temu sposobność, zdarza się, iż zmianie jednopostaciowości na różnopostaciowość towarzyszy zmiana niewyrazistości stosunków części na ich wyrazistość. Tak samo, jak widzieliśmy dawniej, iż przeobrażenie jednorodności w różnorodność daje się wywnioskować z owej prawdy ostatecznej, przekraczającej możność dowodzenia, tak samo też widzimy tutaj, iż z tej samej prawdy ostatecznej wywnioskować się daje przeobrażenie nieokreślonej jednorodności w określoną różnorodność.

dr Kamil M. Kaczmarek 15 08 2010