R. R. Marett

Antropologia, Rozdział I

Zadania Antropologii [fragmenty]

W tym rozdziale zamierzam zatrzymać się nieco po pierwsze nad zadaniami ostatecznymi antropologii, po wtóre nad ograniczeniami, które napotyka, po trzecie zaś w końcu nad jej stosunkiem do istniejących gałęzi wiedzy. Innymi słowy, będę roztrząsał rozległość jej roszczeń, a następnie przejdę do rozważania tego, jak dalece te roszczenia, w warunkach współczesnych nauki i wykształcenia, dadzą się urzeczywistnić.

A zatem, po pierwsze, na czym polegają ostateczne zadania antropologii ? Co winniśmy w niej zawrzeć, biorąc termin ów w całej jego rozciągłości i w najlepszym jego zrozumieniu?

Antropologia ogarnia całkowitą historię człowieka, taką, jaką idea ewolucji wypiastowała i wypracowała. Człowiek w toku rozwoju swojego, oto jej przedmiot w rozciągłości najobszerniejszej. Antropologia bada człowieka, takiego, jakim ten występuje we wszystkich znanych nam czasach, oraz we wszystkich dzielnicach świata.

Bada jego ciało i jego ducha, t.j. bada jego jestestwo cielesne, podlegające wpływom czasu i przestrzeni, to zaś jestestwo pozostaje w stosunku jak najściślejszym z życiem duchowym, które również znajduje się w obrębie działania tych samych czynników. Mając na oku zawsze te wpływy, usiłuje ona wydobyć całkowite pasmo przekształceń, zarówno cielesnych jak i w zakresie duchowości, które człowiek przebywał w toku istnienia swojego. Zadanie jej jest natury opisowej. O ile nie chce wybiec poza granice właściwe, antropologia może jedynie, a nawet musi iść od szczegółów do uogólnień, zmierzając wyłącznie do osiągnięcia wzoru opisowego, co zawarłby w sobie wszystkie ogniwa przekształceń, w których ewolucja ludzkości się zawiera.

Takim jest ideał antropologii w zwięzłym przedstawieniu. Z powodu takiej zwięzłości grzeszy formalnością i bezbarwnością. Ale, ażeby słowu dać ciało, starczy. wyszeptać jeden tylko wyraz. Tym wyrazem jest: Darwin.

Antropologia jest dzieckiem Darwina. Darwinizm umożliwił jej istnienie. Ów darwinizm nie jest zgoła całkowicie wykończoną doktryną, ani dogmatem, jeno hipotezą, umożliwiającą pracę naukową. Przypuszczacie, iż jakieś założenie jest słuszne, i prowadzicie poszukiwania, czy, w oświetleniu tej prawdy założonej, fakty nawzajem wiążą się lepiej, aniżeli na podstawie jakiegokolwiek innego przypuszczenia. Prawa zaś, wysuwane przez Darwina, tkwią jedynie w tym, że wszystkie kształty życia pozostają w ustosunkowaniu wzajemnym i że to ustosunkowanie, ujawniające się w czasie i przestrzeni pomiędzy różnymi istotami żyjącymi, jest o tyle jednostajne, iż daje się ująć w wzór powszechny, czyli w prawo ewolucji. Innymi słowy, w imię nauki istota ludzka musi stanąć w tym samym rzędzie z pozostałymi stworzeniami. W naukach, które zaprzątają się światem roślinnym, a także zwierzęcym prócz człowieka, przyrodnicy tak gorliwie hołdują zasadom Darwina, iż okres przeddarwinistyczny został przez wszystkich odrzucony pomiędzy rupiecie. Ale ilekroć człowiek dotyka się swojej osoby czcigodnej, tylekroć dostrzega się dążność do powiedzenia: przyjmujemy darwinizm dopóty, póki nie potrzebujemy się z nim zbytnio poufalić.

Antropologowie powiadają wraz z Darwinem: badajmy zarówno jakikolwiek, jak i każdy ułomek dziejów ludzkości w oświetleniu całej historii, a róbmy to w karbach historii jestestw żyjących w ogóle. Punkt widzenia, właściwy darwinizmowi, prowadzi do tego. Ani jedno z twierdzeń poszczególnych Darwina nie wytrzyma zębów czasu. Stopnieją one, skoro uczony uzna za stosowne rzucić je do tygla. Ale wątpliwa, ażeby porzucono darwinizm, jako pojmowanie przyrody, które spowinowacą nawzajem jestestwa całego świata. Bądź co bądź, antropologia będzie istniała lub upadnie wraz z założeniami, wysnutymi z darwinizmu, o zasadniczym pokrewieństwie, oraz ciągłości pomimo zmian, w obrębie wszelkich kształtów życia ludzkiego.

Pozostaje do nadmienienia, iż antropologia dotychczas poświęciła najwięcej uwagi ludom pozostającym w stanie kultury prostaczej, znanym powszechnie pod nazwą „dzikich". Główny powód — tak przynajmniej mi się wydaje — tkwi w tym, że nikt nie czuje urazy względem darwinistycznego pojmowania historii, gdy ogranicza się ono do rzeczy postronnych. Dopiero naówczas odczuwamy je jako zniewagę, gdy zostało zastosowane do nas i do naszego otoczenia. Jednak acz dotychczas zwracała się zawsze w kierunku najmniejszego oporu, antropologia przecież nie wyrzekła się najbłahszego nawet ze swoich roszczeń do tego, ażeby być całkowitą wiedzą o człowieku, tj. wiedzą, zawierającą w sobie wszystkie jego dzieje. Czy wiedzę tę nazwiecie historią lub też antropologią, lub w końcu jeszcze inaczej, rzecz to obojętna. Ale gdy chodzi o istotę rzeczy, nie może być mowy o kompromisie jakimkolwiek. My, antropologowie, dobywamy wszelkich sił, ażeby ustalić jedno, a mianowicie iż niemożliwy jest jeden rodzaj historii w stosunku do ludów dzikich, drugi zaś w stosunku do nas, jeno istnieje tylko ten sam rodzaj, ta sama zasada rozwoju rządzi w zastosowaniu do wszystkich ludów, cywilizowanych i dzikich, jako do czasów zarówno obecnych, jak i zamierzchłych.

Tyle o zadaniach, spoczywających na antropologii. Teraz, na drugiem miejscu, winniśmy pomówić nieco o jej szrankach. Obawiam się, iż wypadnie nam tutaj dotknąć się zagadnień zarazem bardzo głębokich, jak i trudnych. Ale za wszelką cenę winniśmy starać się o jasne zrozumienie tego, iż antropologia, acz jest rzeczą olbrzymią, przecież nie jest wszystkim.

Starczy położyć tutaj nacisk na to, iż antropologia jest nauką w jednakiej mierze, jak historia; a więc nie jest filozofią, acz winna liczyć się z jej potrzebami, ani nie jest umiejętnością praktyczną, chociaż może służyć do takich celów.

Antropologia jest nauką w tym znaczeniu, iż jest wyspecjalizowanym dochodzeniem prawdy w imię samej prawdy. Nauka polega na znajomości dziedziny poszczególnej, wówczas gdy filozofia ogarnia całość w charakterze jej jako całości. Jedna wspiera drugą, i rzeczą jałową jest dociekanie, która z nich ukazała się pierwsza. Jednego pociąga wszechświat rozważany w swojej całości, ale wielu zadowala się badaniami nad którymś z jego szczegółów. I z duchem nauki całkowicie pozostaje w zgodzie zdanie, iż oto istnieje dziedzina odrębna rzeczy powiązanych nawzajem w sposób osobliwy, postarajmy się wyłuskać ideę podstawową tego powiązania. Antropologia wzięła za swój przedmiot taką dziedzinę odrębną: jestestw ludzkich [...].

Historia religii jest pobliskim przedmiotem, budzącym daleko posunięte zaciekawienie. Dostarcza ona głównego klucza do zrozumienia bardziej pierwotnych kształtów życia społecznego. Na tym szczeblu religia jest szańcem prawa i rządu. Moc zniewalająca obyczaju daje odczuć obecność swoją, otaczając się wyolbrzymiającą mgłą sankcji tajemniczej; powaga zaś przywódców społeczności tkwi w większości wypadków w potędze nadprzyrodzonej, którą im przypisują. Należy zaznajomić się starannie z religią, jeśli pragniemy zrozumieć, na jakiej drodze różne osobistości i całe ciała, ogniskujące w ręku swoim powagę, znajdują poparcie lub napotykają opór w swoich wysiłkach utrzymania karności w społeczeństwie. Ale prócz tych tak doniosłych poszukiwań istnieją jeszcze inne, niemniej poważne, do których badania nad religią torują dostęp. Jest to zagadnienie, jakim sposobem ludzie doszli do wyróżnienia doświadczenia podwójnego i do wydania, obok świata zewnętrznego zmysłów, drugiego świata, wewnętrznego, myśli i ustosunkowań jej właściwych. Wyobraźnia twórcza jest władczynią tych czynności umysłowych, które ujmujemy w terminie dość niejasnym „myśli"; wyobraźnia zaś ta jest najbardziej czynną tam, u krawędzi zewnętrznej, w rutynowej działalności umysłu naszego, kiedy nasuwające się nam pytanie, nie przyodziane w szale; wyrazu członkowanego, promieniują w dziedzinę niepoznawalnego. Wśród ludów niższych, geniusz ze swymi widzeniami uchodzi stale, zarówno w swoim własnym przeświadczeniu, jak i w przekonaniu swego społeczeństwa, za coś nadprzyrodzonego i świętego, a wszystko jedno, czy wydał on z siebie czyn zarządu lub rozporządzenie, wynalazek praktyczny lub dzieło sztuki, opowieść o przeszłości lub wizję przyszłości, wyleczenie lub niszczące przekleństwo. A tradycja społeczna karbuje w pamięci te objawienia i włączając do nich przyczynki tłumów ubogich duchem — my wszyscy bowiem miewamy własne sny i własne marzenia — wytwarza w postaci mitów, legend i opowieści, oraz w wielu innych kształtach artystycznych, nową podnietę natchnienia dla pokoleń przyszłych. Sztukę w większości wypadków, przynajmniej podczas okresów jej pierwotniejszych, da się badać w związku z religią.[...]

dr Kamil M. Kaczmarek 02 04 2010