Herbert Spencer

Instytucje eklezjastyczne

R. IV. Najstarsi potomkowie jak quasi-kapłani

§ 597. Chociaż w najwcześniejszych stadiach ofiary dla ducha człowieka zmarłego składają jego potomkowie w ogólności, to jednak, zgo­dnie z prawem niestabilności tego, co homogeniczne, wkrótce powstaje nierówność: funkcja przejednywania przechodzi w ręce jednego z członków grupy. O Samoańczykach czytamy, że ,,ojciec rodziny był arcykapłanem". Jest to też prawdą w odniesieniu do Tahitańczyków: "w rodzinie... kapłanem był ojciec". O Madagaaskarczykach Drury powiada- "każdy człowiek tutaj... jest kapłanem dla siebie i rodziny". Podobnie w Azji. Pośród Ostyaków "ojciec rodziny sam jest kapłanem, czarownikiem i wytwórcą bożków [god maker]", a wśród Gondów ryty religijne są "w większości sprawowane przez kogoś z wiekowych krewnych". Podobnie jest, czy było wśród ras wyższych. U współczesnych Hindusów codzienne ofiary dla przodków sprawowane są przez głowę rodziny. Podczas gdy "każdy dobry Chińczyk regularnie, każdego dnia pali kadzidło przed tabliczką ku pamięci swego ojca" przy ważnych okazjach ryty sprawowane są przez głowę braterstwa. Bycie głową rodziny pociąga za sobą podobne obowiązki w kulcie przodków [manes-worship] pośród Greków i Rzymian, czego nie trzeba wykazywać. Mówiąc o pierwotnych Sabeanach Palgrave powiada - "przewodnictwo w kulcie było, jak się zdaje, przywilejem tylko starszych wiekiem albo głów rodzin"; a nawet wśród Żydów, którym przejednywanie zmarłych było zakazane, długo trwał zwyczaj, który z niego wyrósł. Kuenen wspomina, że chociaż aż do czasów Dawida, "kompetencja każdego Izraelity do składania ofiary nie była poddawana w wątpliwość", a jeszcze, "to królowie, głowy plemion i rodzin szczególnie korzystali z tego przywileju".

Z biegiem ewolucji pod wszystkimi jej formami, zróżnicowanie zmierza zawsze by stać się bardziej określone i ustalone; a zróżnicowanie powyżej wskazane nie jest wyjątkiem. Ostatecznie utrwalił się zwyczaj taki, że spełnianie ofiarnych rytów dla przodków było zastrzeżone poszczególnym potomkom. Mówiąc o starożytnych Aryjczykach Sir Henry Maine powiada - "nie tylko czczony przodek musi być męskim przodkiem, ale czciciel musi być synem albo innym męskim potomkiem".

§ 598. Stąd zanim będziemy mogli prawidłowo zrozumieć instytucje, które ostatecznie się ustaliły, musimy odnotować pewne sekwencje. W starożytnym Egipcie "najważniejsze było, że człowiek powinien mieć wyznaczonego syna, który miał zająć miejsce po nim, i który powinien sprawować należne ryty [ofiar dla jego ka, czy sobowtóra HS] i pilnował, by były sprawowane przez innych". Jeszcze silniej potrzebę tę odczuwali starożytni Ariowie. Duncker powiada, "zgodnie z prawem [Brahmanów HS] każdy mężczyzna powinien się ożenić; musi mieć syna, który będzie mógł pewnego dnia wylewać dla niego libacje dla zmarłych". A dalej czytamy o nich: -

"ale głównym powodem [przyzwolenia na poligamię HS] była konieczność urodzenia syna, aby ten mógł ofiarowywać dla ojca libacje za zmarłych. Jeśli prawowita żona była bezpłodna, albo dawała mu tylko córki, brakowi temu można było zaradzić dzięki drugiej żonie. Nawet teraz żony Hindusów w podobnych przypadkach nalegają na swych mężów, aby połączyli się z drugą żoną żeby nie umarły bez męskiego potomka. Jak silnie odczuwano tę konieczność w czasach starożytnych pokazuje wskazanie Rygwedy, gdzie bezdzietna wdowa wzywa swego szwagra do łoża, a także opowiadanie w Eposie o wdowach króla, który umarł nie doczekawszy się syna, a dzieci dla niego zostały powołane do życia dzięki krewnemu, i dzieci te zostały wliczone w grono potomstwa zmarłego króla (s. 85, 101). Prawo ukazuje, że taki zwyczaj istniał rzeczywiście i nie jest tylko poetyckim wymsyłem. Pozwala ono by syn został spłodzony przez brata męża albo najbliższego krewnego po nim; w każdym wypadku przez mężczyznę tej samej rasy (gotra), nawet za życia męża za jego zgodą".

Pośród Żydów również, chociaż ich prawo zabraniało materialnych ofiar dla zmarłych, przetrwała potrzeba syna, aby wznosił ofiarne modlitwy.

"Częściowo to skrajne pragnienie synów miało swe korzenie w fakcie, że tylko mężczyźni mogą na prawdę się modlić, że tylko mężczyźni mogą powtarzać Kadisz, modlitwę, która stała się kamieniem węgielnym Hebraizmu, jako że uważano, iż zawiera w sobie cudowną moc. Utrzymywano, że modlitwa ta wypowiedziana przez dzieci nad grobami ich rodziców wyzwala ich dusze z czyśćca, że ma ona moc przeniknąć groby i powiedzieć zmarłym rodzicom, że ich dzieci pamiętają o nich".

Tak samo jest też w Chinach, gdzie główną troską w ciągu życia jest zapewnienie sobie właściwych ofiar po śmierci. Niepowodzenie pierwszej żony, w wydaniu na świat męskiego potomka, który mógłby je zapewnić, uważa się za uprawniony powód, by wziąć sobie drugą żonę; także w Korei, gdzie ceremonie pogrzebowe są tak misterne, że żałobnicy dostają wskazówki czy płakać czy przestać płakać, widzimy quasi-kapłańską funkcję syna a także zyskujemy wskazówki świadczące o schyłku tej funkcji. Po śmierci "jakiś mężczyzna musi być natychmiast mianowany Shangjoo albo męskim Głównym Żałobnikiem. Właściwym Shangjoo jest najstarszy syn, jeśli żyje albo następujący po nim, raczej syn niż brat... Kiedy przyjaciele przybędą, lamentują razem z Shangjoo na czele". A do obowiązków Shangjoo należy wkładanie żywności do ust zmarłego: wykonuje się w tym samym czasie pełen czci pokłon obnażając jego lewe ramię.

§ 599. Pierwotne i długo utrzymujące się wierzenie w drugie życie, odtwarzające pierwsze pod względem potrzeb - wierzenie, które, jak widzimy, dawało impuls do zaskakujących zwyczajów nakazujących sprawienie sobie faktycznego lub nominalnego syna, który winien zaspakajać te potrzeby - inspiruje w innych przypadkach zwyczaj, który chociaż nieczęsty między nami był mimo to, i ciągle jest, częsty w społeczeństwach mniej oddalonych od wczesnych typów: tak częsty, że wywołuje zaskoczenie dopóki nie zrozumiemy jego źródeł. Satow powiada - "Praktyka adopcji, która dostarcza bezdzietnym spadkobierców jest powszechna na całym Wschodzie, ale jej uzasadnieniem w Japonii jest konieczność kultowywania ofiar dla przodków". Relacja o Grekach i Rzymianach ukazuje nam, że między nimi pokrewny zwyczaj miał pokrewną motywację. Chociaż, jak wskazano w §§ 319 i 452, praktyka adopcji między tymi ludami przetrwała od czasów, kiedy jej głównym celem było wzmacnianie grupy patriarchalnej, to jednak jasnym jest, że ta bardziej specyficzna forma adopcji jaka powstała miała inny cel. Taka ceremonia jak udawany poród, dzięki któremu fikcyjny syn imitował tak dalece jak to tylko możliwe prawdziwego syna, nie mogła mieć przyczyny politycznej, ale musiała mieć przyczynę rodzinną; a przyczyną tą była ta wskazana powyżej. Jak wykazał prof. Hunter, Gaius mówi o "wielkiej żądzy starożytnych by zaradzić wakującemu dziedzictwu, aby był ktoś, kto by sprawował ryty ofiarne, szczególnie wymagane przy okazji śmierci". A jako że kontekst wskazuje, że to był główny powód dla łatwej legalizacji dziedziczenia to staje się jasne, że to szybkie ustalenie dziedziczenia nie leżało pierwotnie w interesie syna, fikcyjnego czy adoptowanego, ale w interesie zmarłej osoby. Tak jak w starożytnym Egipcie, ludzie dokonywali zapisów i fundacji dla kapłanów, aby ci troszczyli się o ofiary w prywatnych świątyniach dla nich wzniesionych, tak też Rzymscy ojcowie zabezpieczali się przy pomocy posłusznych spadkobierców, udawanych jeśli nie naturalnych, by służyli ich duchom z przekazanej własności.

Dalszego znaczącego dowodu dostarcza fakt, że dziedzictwo zawierało w sobie ofiarę. Było tak u wschodnich Aryjczyków. Sir Henry Maine mówiąc o "misternej liturgii i rytuale" kultu przodków wśród Hindusów mówi - "z perspektywy starożytnego hinduskiego prawnika kapłańskiego, całe prawo dziedziczenia zależy od ich właściwego przestrzegania". Albo jak o tym ludzie wspomina Profesor Hunter: "Najwcześniejsze pojęcia dziedziczenia po zmarłych osobach wiążą się z obowiązkami raczej niż z prawami, z ofiarami raczej niż z własnością". A było tak też z zachodnimi Aryjczykami. Sir Henry Maine cytuje wezwanie greckiego oratora w imieniu procesującego się - "rozstrzygnij między nami, który z nas powinien dziedziczyć i dokonywać ofiar przy grobie". A wskazuje on, że "liczba, kosztowność i waga tych ceremonii i oblacji [dla zmarłych] wśród Rzymian" była taka, że nawet, gdy mniej na nie zaczęto zważać "opłaty za nie były wciąż ciężkim obciążeniem na dziedzictwie". Mało tego, nawet w średniowiecznym chrześcijańskim świecie przetrwały te same ogólne koncepcje w zmodyfikowanej formie. Osobista własność była ustanowiona "przede wszystkim jako fundusz na celebrację mszy, aby wybawić duszę właściciela z czyśćca".

To że te zobowiązania względem zmarłych miały religijny charakter, wskazuje fakt, że gdzie przetrwały do dnia dzisiejszego, mają pierwszeństwo nad wszystkimi innymi zobowiązaniami. W Indiach "można człowiekowi wybaczyć zaniedbanie wszystkich jego społecznych obowiązków, ale jest na zawsze przeklęty jeśli nie zdoła wypełnić obrzędów pogrzebowych dla swych rodziców i sprawić je z ofiarami im należnymi".

§ 600. Abyśmy mogli lepiej zrozumieć początkowe idee tego żądania, które jak się przypuszcza, czyni sobowtór zmarłego człowieka co do jego własności i dziedzictwa, dobrze będzie dać kilka starożytnych przykładów sposobu w jaki syn albo ktoś, kto fikcyjnie staje w pozycji syna, mówi o, albo zwraca się do swego faktycznego czy nominalnego, zmarłego ojca. W Egipcie w Beni-hassan, inskrypcja Chnumhotepa powiada - "Uświetniłem imię mego ojca i zbudowałem kaplicę dla jego ka. Sprawiłem, że przewieziono me posągi do świętego mieszkania i rozdzieliłem dla nich ofiary z czystych darów. Ustanowiłem urzędującego kapłana, któremu dałem darowiznę w ziemi i chłopach". Podobnie w Abydos, Ramzes II mówi o kulcie swego ojca Setiego I:

"Poświęciłem tobie ziemie Południa dla służby twej świątyni, a ziemie Północy przyniosą tobie swe dary przed twe piękne oblicze... Ustaliłem dla ciebie liczne pola... wielka jest ich liczba według ich wyceny w akrach. Dostarczyłem tobie mierniczych i rolników, aby dostarczali tobie dochodu w zbożu".

Oba te wyciągi pokazują spadkobiercę jako będącego pewnego rodzaju rządcą zmarłego zarządzającego na jego korzyść.

Tak też było w przyległym imperium. Asyryjski "pierwsi władcy byli nazywani 'Patesi' albo Wicekrólami Assura", a inskrypcja z Tiglath-Pileser powiada:

"Aszur [i HS] wielcy bogowie, stra­żnicy mego królestwa, których jest władza i prawa nad moimi dominiami, i rozkazali rozszerzyć granice ich terytorium, posiadając powierzonych w [moje HS] ręce ich dzielnych i wojowniczych służących, podbiłem ziemie i ludy i potężne miejsca i królów, którzy byli wrogami Aszura".

Jeśli teraz przypomnimy, iż w Egipcie oczekiwano, że ka czy sobowtór zmarłego człowieka powróci, po długim okresie, aby ożywić swą mumię i rozpocząć ponownie swe pierwotne życie - jeśli przywołamy również przypadek Peruwian, którzy podobnie troszczą się szczegółowo o dobrobyt zmarłej osoby, podobnie wierząc, że może ostatecznie powrócić - jeśli tak cofniemy się do tego pierwotnego pojęcia, że śmierć jest po prostu na długo odroczony ożywieniem; możemy podejrzewać, że pierwotnym wyobrażeniem jest, że kiedy ożyje, człowiek zażąda zwrotu wszystkiego cokolwiek posiadał; a że stąd ktokolwiek dzierży jego własność, dzierży ją podlegając jego pierwotnemu żądaniu - dzierży ją jako pewnego rodzaju dzierżawca, który może być wywłaszczony przez właściciela, a którego świętym obowiązkiem tymczasem jest administrować tym dziedzictwem dla korzyści właściciela.

§ 601. Czy tak jest czy nie, to jednak fakty zgrupowane wyżej jasno pokazują w jaki sposób wśród przodków ludów cywilizowanych Starego Świata, podobnie jak wśród ludów, które zachowały wczesne instytucje, powstały układy kultu rodzinnego jakie tam istniały i wciąż istnieją.

Nie jest jasne, co działo się, gdy obowiązywało dziedziczenie w linii żeńskiej. Nie spotkałem się z żadnymi świadectwami wskazującymi w społeczeństwach charakteryzujących się tym zwyczajem, że obowiązek obsługiwania sobowtórów zmarłych przekazuje się raczej pewnym dzieciom niż innym. Ale powyższe fakty pokazują, że tam gdzie ustalił się system liczenia pokrewieństwa w linii męskiej, przekazanie funkcji kapłańskich opierało się na tym samym prawie co przekazanie własności; a są też inne fakty pokazujące to w sposób bardziej bezpośredni.

Współcześnie związek między tymi dwoma widoczny dobrze w Chinach, gdzie "traktuje się jako rzecz niezbędną, że powinien być ktoś 'do palenia kadzidła duchom zmarłych [manes]', po­cząwszy od najstarszego syna, aż do potomków w prostej linii od tego najstarszego syna albo własnego dziecka, albo adoptowanego"; a najstarszy syn, który tam dziedziczy więcej niż inni synowie, musi ponosić koszty ofiar. Tak też jest w Korei, gdzie jak niedawno wykazano, Shangjoo czyli główny żałobnik jest również najstarszym synem lub najstarszym synem najstarszego. Kiedy ciało jest chowane, "jeśli już w tym miejscu są groby przodków, Shangjoo składa wcześniej ofiary również dla nich informując ich o nowym przybyszu".

Fakty te wraz z poprzednimi pokazują, że przekaz urzędu ofiarnieczego towarzyszy przekazaniu własności, ponieważ własność musi pokrywać koszty ofiar. Widzimy, że w społeczeństwach charakteryzujących się patriarchalną formą organizacji tylko syn mógł dziedziczyć, tylko on mógł posiadać należne środki do służenia zmarłemu i stąd tylko on może być kapłanem. Stąd oczywiście wynika konieczność posiadania męskiego potomka jak wyżej wskazano.

Jednocześnie ukazało nam się jak w patriarchalnym typie społeczeństwa na tych początkowych stadiach [to, co KK] domowe, polityczne i eklezjastyczne nie jest rozróżniane. Ofiary sprawowane dla zmarłej głowy grupy rodzinnej [family-group] pierwotnie [mają charakter KK] domowy. Gdy grupa rodzinna rozwija się w grupę złożoną, patriarcha na jej czele przyjmuje quasi-polityczny charakter; a ofiary sprawowane dla niego po śmierci posiadające naturę trybutu jako wypełnienie przykazań jakie pozostawił, nieposłuszeństwo w stosunku do których może sprowadzić karę, gdy [patriarcha KK] powróci, implikują cywilne podporządkowanie. Jednocześnie tak dalece jak te działania wykonywane są, aby przejednywać istotę postrzeganą jako nadprzyrodzoną, ci, którzy je wykonują, przyjmują charakter quasi-kapłański.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009