Herbert Spencer

Instytucje eklezjastyczne

R. I. Idea religijna

§583. Nie może być prawidłowej koncepcji struktury bez prawidłowej koncepcji jej funkcji. Aby zrozumieć jak organizacja powstała i rozwinęła się, jest rzeczą niezbędną zrozumieć potrzebę, którą wspomagała [subserve] na początku, a także potem. Aby prawidłowo naszkicować rozwój instytucji eklezjastycznych, musimy wiedzieć skąd się wzięły idee i uczucia, które instytucje te zakładają. Czy są one wrodzone czy też pochodne?

Nie tylko teologowie w ogólności, ale także niektórzy traktujący religię racjonalistycznie, utrzymują, że człowiek jest istotą religijną z samej swej konstrukcji. Spekulacje prof. Maxa Müllera przeniknięte są tym założeniem; w takich zaś książkach jak The Progress of the Intellect pana R. W. Mackaya, utrzymuje się, iż człowiek z natury jest monoteistą. Ale doktryna ta, niegdyś powszechnie akceptowana, została gwałtownie podważona przez fakty, które wydobyli na światło dzienne antropologowie i psychologowie.

Istnieje niezbity dowód tego, że umysły, które od dzieciństwa były pozbawione, w skutek pewnych cielesnych defektów, możności obcowania z umysłami dorosłymi, pozbawione są idei religijnych. Głuchoniemy dr Kitto, w swej książce Lost Senses (str. 200 ) przytacza świadectwo pewnej głuchoniemej Amerykanki, wykształconej w wieku dojrzałym. Powiada on: "idea, że świat musi mieć Stwórcę, nigdy nie przyszła do głowy ani jej, ani żadnej innej z pomiędzy kilku inteligentnych wychowanek w tym samym wieku". Podobnie Wielebny Samuel Smith po "dwudziestu ośmiu latach codziennego prawie kontaktu" z pewnym głuchoniemym, powiada o nim: "nie ma on żadnego wyobrażenia swej nieŔ?miertelnej natury i nie natrafiono na żaden przykład, by niewykształcony głuchoniemy posiadał jakąkolwiek koncepcję Istoty Najwyższej, jako Stwórcy i Władcy- świata" .

Wynika stąd, iż ludzie cywilizowani nie maja żadnej wrodzonej skłonności do formułowania idei religijnych; wniosek, że pośród rozmaitych ludów dzikich idee religijne nie istnieją, wspierają liczne dowody. Sir John Lubbock przytoczył wiele z nich w swych: Prehistoric Times oraz Origin of Civilization ; a można też przytoczyć inne. Tak np. pan Hartshorne pisze o pewnym Weddzie, który, gdy przechodził szkolenie w więzieniu: "Nie miał żadnej idei duszy, Istoty Najwyższej, ani stanu przyszłego." Odnośnie rasy Afrykańskiej Heuglin powiada: "Dorowie zdają się nie posiadać koncepcji, we właściwym sensie religijnych, ale wierzą w duchy." Dowiadujemy się od Schweinfurtha, że "Bongowie nie mają najsłabszego pojęcia nieśmiertelności. (...) Wszelka religia, w naszym rozumieniu słowa religia, jest raczej nieznana Bongom." Co prawda jednak w takich wypadkach występuje zwykle pewne pojęcie, raz wyraźne, raz niewyraźne czegoś nadprzyrodzonego, wiążącego się ze zmarłymi. Podczas gdy raz w odpowiedzi na pytanie dziki, zapewnia, że śmierć prowadzi do unicestwienia, innym razem okazuje wielki strach przed miejscami, gdzie przebywają zmarli: wskazuje to na uformowaną albo na wpół uformowaną ideę, że zmarły może się nagle przebudzić jak śpiący człowiek, albo jakieś słabe podjęcie sobowtóra [double]. Ale nawet takie pojęcie nie występuje we wszystkich przypadkach: dobrze to ukazuje rozmowa Sir Samuela Bakera z wodzem Latuków, plemienia znad Nilu.

"Nie wierzysz w przyszłe istnienie, po śmierci?...
Commoro. Istnienia po śmierci! Jak to możliwe? Czy zmarły człowiek może wyjść z grobu, jeśli go nie wykopiemy?
- "Sądzisz, że człowiek jest jako zwierzę, które umiera i koniec?
Commoro. Z pewnością, wół jest silniejszy od człowieka, ale umiera, a jego kości trwają dłużej-są one większe. Kości człowieka łamią się szybko, jest on słaby.
- Czyż człowiek nie przewyższa wołu rozsądkiem? Nie ma rozumu, któryby kierował jego działaniami?
Commoro. Niektórzy ludzie nie są tak sprytni jak wół. Ludzie muszą siać zboże, aby zdobyć żywność, ale wół i dzikie zwierzęta umieją zdobywać ją bez siania.
- Nie wiesz, że jest w tobie duch oprócz ciała? Czy nie śnisz i nie wędrujesz w myśli do dalekich miejsc w swych snach? A jednak twoje ciało pozostaje w jednym miejscu. Jak to tłumaczysz?
Commoro, śmiejąc się: Dobrze, a jak ty to tłumaczysz? Jest to coś, czego nie potrafię zrozumień; zdarza mi się to każdej nocy.
***
- Nie masz żadnego pojęcia istnienia duchów wyższych niż człowiek i zwierzęta? Czy oprócz tego zła, które spowodowane jest cielesnymi przyczynami, nie boisz się żadnego?
Commoro. Boję się słoni i innych zwierząt, kiedy jestem w dżungli nocą, ale niczego więcej.
Więc nie wierzysz w nic ani w dobrego, ani w złego ducha! A utrzymujesz natomiast, że kiedy umrzesz, to będzie koniec ciała i ducha; że jesteś jak inne zwierzęta, że nie ma żadnej różnicy między ludźmi a zwierzętami; zarówno jedni jak i drugie znikają, i kończą się wraz ze śmiercią?
Commoro. Naturalnie, że tak.

Dalej znów, w odpowiedzi na przytoczoną przez Bakera argumentację św. Pawła, o nasieniu gnijącym, na który kładzie się nacisk w naszych obrządkach pogrzebowych, Commoro rzekł:

"Jest dokładnie tak; to ja rozumiem. Ale pierwotne ziarno nie powstaje znowu, gnije tak jak zmarły człowiek i taki jego koniec; powstały owoc nie jest tym samym ziarnem, które zagrzebaliśmy, ale wytworem tego ziarna: tak samo z człowiekiem, umieram i rozkładam się, i taki jest mój koniec, ale moje dzieci wyrastają jak owoce z ziarna. Niektórzy ludzie nie mają dzieci, a niektóre ziarna giną bez owocu, wówczas wszystko się kończy."

Oczywistym jest zatem, że idee religijne nie mają nadprzyrodzonego pochodzenia, jakie zwykle się im się przypisuje, stąd też wynika dla nas, że mają one pochodzenie naturalne. Jak one powstają?

§ 584. W pierwszym tomie tej pracy, niemal 20 rozdziałów poświęcono wyjaśnieniu pierwotnych idei w ogólności, zwłaszcza idei dotyczących natury i działań czynników nadprzyrodzonych. Zamiast odsyłać czytelnika z powrotem do tych rozdziałów, sądzę, że lepiej sformułować na nowo, w skrócie twierdzenia, którą zawierają. Czynię tak częściowo dlatego, że koncepcja ta, pozostająca w niezgodzie zarówno z panującymi poglądami jak i przekonaniami mitologów, domaga się ponownego podkreślenia, częściowo zaś dlatego, iż przytoczenie dalszych ilustracji wzmocni dowód, a częściowo dlatego, że przez doprowadzenie do ściślejszego powiązania kilku grup faktów i wniosków, można uzyskać większy efekt.

Jako przykład na taką genezę koncepcji religijnych, którą nakreślono w tym rozdziale, można przytoczyć najpierw świadectwo dostarczone przez pana Brougha Smitha, w jego szczegółowym opracowaniu The Aborigines of Victoria . Kiedy Australijczyk, odznaczający się jako myśliwy albo członek rady, zostanie pochowany, uzdrowiciel (medicine-man), siedzący albo leżący przy grobie, wychwalając zmarłego i nasłuchując jego odpowiedzi, mówi: "zmarły obiecał, że jeżeli jego śmierć zostanie wystarczająco pomszczona, jego duch nie nawiedzi plemienia, ani nie będzie go straszył, nie będzie prowadził go na błędne ścieżki, nie będzie sprowadzał chorób, ani czynił hałasów w nocy". Możemy tu rozpoznać istotne elementy kultu. Jest tu wiara w byt z rodzaju, który nazywamy nadprzyrodzonym - w ducha. Są tu pochwały tego bytu, których, jak się przypuszcza, on słyszy. Pod warunkiem spełnienia jego nakazów, on ma obiecywać, że nie będzie robił złośliwego użytku ze swych nadprzyrodzonych mocy - nie będzie szkodził żyjącym zarazą, ani zwodził ich czy straszył.

Czyż nie jest oczywistym, że z tego rodzaju zarodków mogą się rozwijać złożone religie? Kiedy, jak wśród Malagaszów, oddających cześć przodkom, znajdujemy, jak podaje pan Reville , modlitwę - "Nyang, méchant et puissant esprit, ne fais pas gronder le tonnerre sur nos tetes. Dis a la mer de rester dans ses bords. Épargne, Nyang, les fruits qui murissent. No seche pas le riz dans sa fleur" to trudno oprzeć się wnioskowi, że Nyang jest tylko bardziej rozwiniętą formą ducha takiego, jak tamten, którego starał się przebłagać i do którego zanosił modły Australijczyk. Czytając japońskie powiedzenie, że "duchy zmarłych ciągle istnieją w niewidzialnym świecie, który jest wszędzie wokół nas, i że wszystkie stają się bogami o różnym charakterze i stopniu wpływu", a także, że "bogów, którzy szkodzą należy uspakajać, aby nie ukarały tych, którzy ich znieważyli, a wszystkich bogów należy czcić, aby zwiększyć ich przychylność", umacniamy się w podejrzeniu, że ci zło- i dobro-czyniący bogowie pochodzą wszyscy od "duchów zmarłych o różnym charakterze i wpływie". Dalsze wsparcie tego poglądu uzyskujemy z tej okoliczności, że w Indiach, jak powiada nam Sir Alfred Lyall, "mogłoby się zdawać, że cześć, oddawana najpierw wszystkim duchom zmarłych, stopniowo koncentruje się w czci boskiej, oddawanej Manes [duchom przodków] dostojników" . A kiedy fakty podobne przypomną nam, że pośród Greków, aż do czasu Platona, analogiczne wierzenia były powszechne, jak to jest ukazane w Republice, gdy Sokrates grupuje wśród "najważniejszych" wymagań "kult bogów, półbogów i bohaterów oraz grzebanie zmarłych też i jak im trzeba służyć, żeby ich sobie usposobić łaskawie" dowodzi to, że nadal utrzymywał się "ten strach przed gniewem zmarłych, który tak silnie panował nad umysłem wczesnego Greka", to zyskujemy z tego pokrewieństwa wierzeń ras oddalonych w czasie, przestrzeni i kulturowo, silny dowód wniosku, że przejednywanie duchów zmarłych jest początkiem wszystkich religii.

Wniosek ten znajduje wsparcie wszędzie, gdziekolwiek tylko spojrzymy. Tak jak do niedawna nie spodziewano się, że istnieją jakiekolwiek ślady człowieka prehistorycznego, chociaż obecnie, gdy uwaga się nań zwróciła, znajdujemy wszędzie narzędzia przez niego używane; tak, raz przyjęta hipoteza, że religie w ogólności pochodzą z kultu przodków, znajduje dowody pośród wszystkich ras i w każdym kraju. Każda nowa książka podróżnicza dostarcza świeżych dowodów, a z historii starożytnych ludów nadchodzą tym liczniejsze ilustracje im dokładniejsze są badania.

Tutaj ponownie zilustruję główne czynniki i stadia genezy wierzeń religijnych, cytując w przeważającej mierze książki, które zostały opublikowane od czasu ukazania się pierwszego tomu niniejszej pracy.

§ 585. Afrykański dziki Commoro, cytowany wyżej, który, jak przekonujemy się z ostatniej jego odpowiedzi, jest bystrzejszego umysłu, niż zadający mu pytania, nie miał żadnej teorii snów. Na pytanie, jak tłumaczy świadomość wędrowania podczas snu, odpowiedział: "jest to rzecz, której nie mogę zrozumieć". Tutaj można też przy okazji zauważyć, że tam, gdzie nie istniało pojęcie sobowtórów, wychodzących [z ciała K.K.] podczas snu, nie istniała też wiara w przetrwanie sobowtóra po śmierci. Ale u dzikich bardziej skłonnych do zaakceptowania tłumaczeń, niż Commorro, przeważa przypuszczenie, że przygody doświadczane we śnie są rzeczywistymi. Na przykład Zulusi. Jeden z nich powiedział biskupowi Callaway'owi:

"kiedy zmarły przychodzi (we śnie), nie przychodzi w formie węża ani jako zwykły cień, ale przychodzi we własnej osobie, zupełnie jak gdyby nie był zmarłym, i rozmawia z członkiem swego plemienia; ten zaś nie sądzi, by to był zmarły aż się obudzi, i mówi; "Istotnie, myślałem, że ten a ten jeszcze żyje, podczas gdy w rzeczywistości, to jego cień przyszedł do mnie" .

Podobnie Andamanie (którzy utrzymują, iż odbite wyobrażenie człowieka jest jedną z jego dusz) wierzą, że "w snach to dusza, wydobywszy się przez nozdrza, patrzy lub postępuje na sposób, jaki przedstawia się śpiącemu".

Nienormalne formy utraty zmysłów są traktowane jako wynikające z dłuższej nieobecności wędrującego sobowtóra, a jest tak, zarówno gdy utrata zmysłów zachodzi z przyczyny naturalnej jak i nienaturalnej.

O tym, że pierwotnie akceptowane tłumaczenia tych niezwykłych stanów dostrzegalnej nieświadomości były właśnie tego rodzaju, przekonujemy się z poglądu, wyrażonego przez Montaigne'a, że "dusze ludzkie, gdy są na wolności i gdy są wyzwolone z ciała bądź przez sen, bądź też przez jakąś ekstazę, przepowiadają, przewidują i widzą rzeczy, których będąc związanymi z ciałem, nie mogłyby widzieć" . Następnie, w czasach dzisiejszych wśród Warausów (Indianie gujańscy) człowiek, by pozyskać magiczną moc zażywa wyciąg z tytoniu, "a w bliskim śmierci chorobowym stanie, do którego go to doprowadza, jego duch, jak się przypuszcza, opuszcza ciało, aby odwiedzić i zaczerpnąć mocy od "yauhahu" budzących lęk istot, pod których wpływem, jak się wierzy, pozostaje on również później".

Od zwykłej nieobecności innego-ja podczas snu, oraz niezwykłej w omdleniu, apopleksji itp. przechodzimy do nieobecności nieograniczonej - w przypadku śmierci; kiedy po pewnym okresie czekania, nie spodziewają się już natychmiastowego powrotu. Nadal wierzy się, iż choć inne-ja stało się głuche na błagania, to albo powraca od czasu do czasu, albo kiedyś powróci ostatecznie. Powszechnie przypuszcza się, że duch zwleka w pobliżu ciała, albo odwiedza je; takie przekonanie panuje wśród Irokezów lub Czinuków, którzy ,,mówią o zmarłych spacerujących po nocy, kiedy, jak się wierzy, budzą się i poszukują żywności". Długo utrzymujące się wierzenie w domniemane wędrówki niematerialnych duchów, wśród wyższych ras trwa w swej pierwotnej, surowej formie w opowieściach o wampirach, powszechnych w pewnych miejscach.

Jednym z następstw pierwotnej wiary w materialność sobowtóra jest zaspakajanie takich jego życzeń, jakie objawiał on za życia. Stąd muszla zawierająca "trochę własnego jej mleka, obok grobu" dziecka, którą matka pozostawia u Andamanów; stąd to "żywność i ofiary dla umarłych" składane przez Chipewejów itd.; stąd pozostawianie przez Czinuków obok ciała wszelkich potrzebnych narzędzi; stąd "ogień utrzymuje się tam (na grobie) przez wiele tygodni", jak to bywa np. u Waranów; stąd składanie żon i niewolników w ofierze dla wodza, jak to ciągle jeszcze, zdaniem Camerona, dzieje się w Urua, w Afryce środkowej . Stąd, mówiąc krótko, uniwersalność, wśród niecywilizowanych i na wpół cywilizowanych, obrzędów pogrzebowych, zakładających wierzenie, że duch ma takie same wrażenia i uczucia jak żywy. Pierwotnie wierzenie to przyjmuje się dosłownie, jak np. wspomniany wyżej Zulus, który miał powiedzieć: "Duchy przodków przyszły i zjadły całe mięso, a kiedy ludzie wrócili z kąpieli, odkryli, że całe mięso zostało zjedzone". Ale niektóre ludy wyobrażające sobie ducha jako mniej materialnego, przypuszczają, iż korzysta on z duchowego [elementu K.K.] rzeczy ofiarowanej: przypadek Nikaraguańczyków, którzy żywność "przywiązywali do ciała przed kremacją", albo przypadek Ahtów, którzy "palą koce grzebiąc swych przyjaciół", aby ich nie ,,wysyłać trzęsących się [z zimna K.K.] do świata podziemnego".

Usługiwanie sobowtórowi zmarłego, zwykle odbywające się na pogrzebach, jest w wielu miejscach kontynuowane-tu w wypadkach szczególnych, ówdzie zaś w regularnych odstępach czasu. Jeżeli bowiem duch nie będzie należycie obsłużony, może sprowadzić szkodę. Ludzie rozmaitych typów odwiedzają swych zmarłych od czasu do czasu by przynieść im żywność, napoje itp. tak jak Gondowie, którzy na grobach szanowanych osób "składali ofiary corocznie przez lat wiele". Inni zaś, jak np. Ukiahowie i Sanelowie kalifornijscy "kruszą żywność w pewnych ulubionych miejscach często nawiedzanych przez zmarłych". Gdzie indziej wierzy się, że duchy przychodzą do miejsc, gdzie przygotowuje się dla nich jedzenie; na przykład kraj Zulusów. Biskup Callaway przytacza słowa Zulusa: "Ci zmarli są głupcami. Po co się objawili, zabijając dziecko w ten sposób i nie mówiąc mi. Idźcie i złapcie kozła, chłopcy!"

Różnie wyobraża się sobie siedziby owych sobowtórów zmarłych, którzy są jak żywi pod względem swych pragnień i namiętności. Niektóre ludy, jak Szilukowie znad Białego Nilu, "wyobrażają sobie zmarłych pozostających wśród żywych, i ciągle im pomagających". Inne ludy, jak np. Santalowie, sądzą, że duchy ich przodków zamieszkują okoliczne lasy. Pośród Sonorejczyków i Mohawów z Ameryki Północnej klify i wzgórza uchodzą za miejsca ich przebywania. "Kraina błogosławionych", powiada Shaolcraft, "nie jest w niebie. Przedstawia nam raczej nową ziemię, albo ziemską siedzibę" . Tam gdzie, jak zazwyczaj, wierzy się, że duch powraca do krainy, z której plemię przybyło, tam trzeba pokonać przeszkody. Niektórzy, jak Czibczowie, mówią o trudnych do przebycia rzekach, znajdujących się na drodze do niej; inni natomiast o morzach: Naowowie (z Australii) sądzą, że ich duchy odchodzą i zaludniają wyspy w Zatoce Spencera.

Materialistycznemu pojmowaniu Innego-Ja i jego miejsca pobytu, towarzyszy podobnie materialistyczne pojmowanie jego czynów po śmierci. Schoolcraft, opisując poniższe wierzenia hinduskie, powiada, iż zwyczajne życiowe zajęcia są kontynuowane z mniejszą zmiennością i trudem. Pojęcia zaś Czibczów było następujące: "w stanie przyszłym, każdy naród, ma osobną swoją siedzibę, tak iżby mógł uprawiać rolę". I wszędzie znajdujemy zbliżanie się do paralelizmu między życiem tutaj oraz wyobrażonym życiem w przyszłości.

Co więcej, stosunki społeczne w tamtym świecie, jak się sądzi nawet wśród ludów stosunkowo rozwiniętych, odtwarzają te z tego świata. "Niektóre z nich (świątynie Taouów [Taoistów? - KK]) nazywa się Kung, pałacami; i czyni się starania by przedstawiać bogów tej religii w ich niebiańskich siedzibach, siedzących na tronach w swych pałacach wymierzających sprawiedliwość albo wygłaszających pouczenia": przypomina to grecką ideę Hadesu. Taka idea przetrwała wśród wczesnych Anglików, jak interesująco pokazał Kemble w wyjątku, w którym cytuje króla Alfreda, a dotyczącym pozwolenia na ugody za odszkodowaniem za przestępstwa: ,,z wyjątkiem zdrady przeciwko panu, kiedy to nie ważyli się stosować łaski, gdyż wszechmogący Bóg ani też Chrystus nie uznaje nikogo kto nim [panem KK] wzgardził nie uzna tego, kto go sprzedał na śmierć: rozkazał zaś, aby pan był kochanym, tak jak On sam" .

Stosy grobowe, na których umieszcza się systematycznie jedzenie, jak to czynią Ulwasowie z Ameryki Środkowej, albo stosy kamieni, jak owe "obo", opisane przez Przewalskiego, których "Mongoł nigdy nie mija, nie dodając do nich kamyka, szmaty, lub pęczka wielbłądziej sierści jako ofiary" , a które, jak w Afganistanie, powstały, co oczywiste, jako przykrycie zmarłego, są dzięki takim obrządkom przeobrażane w ołtarze. W niektórych przypadkach przybierają ten charakter w sposób całkiem określony. Na grobie księcia w Vera Paz był "ołtarz kamienny wzniesiony ponad innymi, na którym palono kadzidła i składano ofiary na pamiątkę zmarłego". Różne ludy wykonują osłony nad takimi zaczątkowymi albo rozwiniętymi ołtarzami. Moskici "budują prosty szałas nad grobem, służący jako składowisko wybornego jedzenia, napoju" itp. W Afryce członkowie plemienia Wakhutu ,,zazwyczaj wznoszą małe daszki nad nimi (grobami), gdzie umieszczają ofiary z pokarmów". Praca majora Serpa Pinto zawiera rycinę, wyobrażającą mauzoleum miejscowego wodza, na której widzimy grób, przykryty budowlą na sześciu drewnianych kolumnach-budowlą, do której starczy dodać tylko kolumny drugorzędne, aby uczynić ją podobną do małej świątyni greckiej. Podobnie na Borneo. Rysunek "grobowca radży Dinda" zamieszczony przez Bocka pokazuje rozwój szopy grobowej w świątynię typu orientalnego. Podobny związek istniał wśród Greków:

"'Heroön' był rodzajem kaplicy, wznoszonej ku pamięci bohatera... Był to początkowo nagrobek (shma), otoczony świętym ogrodzeniem (temenoV); ale doniosłość kultu oddawanego bohaterom wkrótce przekształciła go w prawdziwą Hieron [świątynię HS]".

I w naszych czasach mahometanie, pomimo wyznawanego przez nich monoteizmu, ukazują nam podobną przemianę z wielką jasnością. Mauzoleum świętego w Egipcie jest "świętym budynkiem". Ludzie, przechodząc obok, zatrzymują się, jako "pobożni czciciele pana naszego Abdallaha". "W narożniku sanktuarium stoi świeca woskowa, tak długa i gruba, jak kieł słonia". Jest też otaczający tę budowlę dziedziniec z "niszami na modlitwę i z grobami szczególnie szanowanych zmarłych". Ostatni cytat zakłada coś więcej. Razem z rozwijaniem się stosów grobowych w ołtarze, a przykrycia grobów w budynki religijne, żywności dla ducha w ofiary, rozwija się wysławianie i modlitwy. Do powyższych przykładów można dodać tu dawne sprawozdanie Dappera, przetłumaczone przez Ogilby'ego , opisujące, jak Murzyni w pobliżu Gambii wznosili małe chatki nad grobami, "gdzie żyjący ich przyjaciele i znajomi w określonym czasie udają się, aby poprosić o przebaczenie za wszelkie zniewagi lub krzywdy, wyrządzone im za życia".

Rozwój kultu przodków, tak w jego poszczególnych aspektach zilustrowany, może być w jego powiązanych aspektach jasno przedstawiony przez cytat z nowej książki Africana wielebnego Duffa MacDonalda, jednego z misjonarzy z osady Blantyre. Pojedyncze zdania z tej relacji, rozrzucone tu i ówdzie na pięćdziesięciu stronach, brzmią, jak następuje:

"Człowiek może być pogrzebany w swoim własnym mieszkaniu" (str. 109). "Jego dawny dom staje się tak pewnym rodzajem świątyni" (s. 109). Zmarły jest teraz w świecie duchów i odbiera ofiary i uwielbienie" (s. 110). "Teraz on jest bogiem z mocą czuwania nad nimi, pomagania im i kierowania ich przeznaczeniem" (s. 61). "Duch zmarłego nazywa się jego Mulungu" (s. 59). Prawdopodobnie, poprawne pochodzenie tego słowa "podaje Bleek [filolog HS], według którego pierwotnie znaczył wielkiego przodka" (s. 67). "Ich bóg ukazuje się im w snach. Mogą go zobaczyć takim, jakim go znali za dawnych dni" (s. 61). "Bogowie tubylców są prawie tak liczni, jak ich zmarli" (68). "Każdy z czcicieli zwraca się w sposób najbardziej naturalny do duchów swoich własnych zmarłych krewnych" (s. 68). Wódz "składać będzie ofiary swemu własnemu, bezpośredniemu przodkowi, mówiąc: O, ojcze, nie znam wszystkich twoich krewnych, ty znasz ich wszystkich, zaproś ich, aby ucztowali z tobą'" (s. 68). "Duch dawnego wodza może mieć całą górę za swą rezydencję, ale mieszka on głównie na zasłoniętym obłokami szczycie" (s, 60). ,,Wielki wódz, który odnosił sukcesy na wojnach, nie zaciera się szybko w pamięci. Może się on stać bogiem góry albo jeziora i może odbierać hołdy, jako bóstwo miejscowe, długo po tym, jak jego właśni potomkowie opuścili już to miejsce. Kiedy odbywają się błagania o deszcz, miejscowi mieszkańcy modlą się nie tyle do swych własnych praojców, ile do boga tamtej góry, na której barkach opierają się wielkie deszczowe chmury" (s. 70). "oprócz i ponad duchów swych ojców i wodzów mieszkających na wzgórzach, Wayaowie mówią o jeszcze innych, których uważają za wyższych. Ale ich dom jest bardziej związany z krajem, który Yao opuścili; tak że i te bóstwa również w swoim czasie mogły uchodzić za miejscowe" (s.71). (Tom I, ss. 59-110) .

Przejdźmy teraz do pewnych, bardziej pośrednich konsekwencji teorii duchów. Odróżniając, wprawdzie niejasno, pozory od rzeczywistości, dziki sądzi, iż wyobrażenie partycypuje we właściwościach rzeczy [wyobrażanej KK]. Stąd wierzy, że wizerunek zmarłego (pierwotnie umieszczony na grobie) staje się siedzibą jego ducha. Ta wiara rozszerza się na wizerunki gdzie indziej umieszczane. Odnośnie "prostych figur nagich mężczyzn i kobiet", które niektórzy z lądowych Dajaków umieszczają na ścieżkach do swych zagród St. John powiada: "Mówi się o tych figurach, że każda z nich jest zamieszkana przez ducha" .

Z powodu zamieszkujących je sobowtórów zmarłych, takie wizerunki w wielu przypadkach są obiektem przejednywania. O idolach wykonywanych przez lud żyjący na zachód od jeziora Nyassa, powiada się: "Ofiarowują im oni pombe, mąkę, bhang, tytoń i ogień do zapalenia go. Wyobrażają one zmarłych ojca czy matkę i przypuszcza się, że podoba się im [rodzicom KK] składanie ofiar tym wyobrażeniom (...) Niekiedy nadaje się im imiona wodzów". Bastian powiada nam, że pewna Murzynka w Sierra Leone miała w pokoju cztery bożki, których usta codziennie mazała kukurydzą oraz olejem palmowym: jeden był dla niej samej, drugi dla jej męża, zaś po jednym dla każdego z dzieci . Często wyobrażenie jest bardzo uproszczone. Damarowie mają "idole składające się z dwóch kawałków drzewa, które, jak przypuszczają, reprezentują bóstwo domowe, albo raczej ubóstwionego rodzica", które wynosi się przy pewnych okazjach. A o Bhilach czytamy: "ich zwykłe obrzędy polegają po prostu na tym, że bożka, który często jest bezkształtnym kamieniem, mazano cynobrem, minią ołowianą albo oliwą; ofiarowują oni wraz z zapewnieniami i błaganiami zwierzę oraz nieco trunku".

Widzimy tutaj przejście do tej postaci fetyszyzmu, kiedy przedmiot wykazujący tylko bardzo dalekie podobieństwo do istoty ludzkiej albo w ogóle żadnego podobieństwa niemniej przypuszcza się, że jest zamieszkiwany przez ducha. Mogę dodać, że ten związek między rozwojem teorii ducha a rozwojem fetyszyzmu, jest pouczająco ukazany przez nieobecność obu u ludu Afrykańskiego opisanego przez Thomsona.

"Lud Wahebe wydaje się być wolny od przesądnych pojęć jak żadne z plemion jakie widziałem nie było tam zupełnie zwykłych oznak fetyszyzmu, który jest tak rozpowszechniony gdzie indziej. Zdają się oni jednak wcale nie żywić szacunku dla swych zmarłych; ciała zazwyczaj wrzuca się w dżunglę na pożarcie hienom" .

Dokładnie taki sam związek faktów ujawnia się w relacji o Masajach niedawno przez niego dostarczonej.

Utożsamianie przodków ze zwierzętami i wynikająca z niego cześć dla zwierząt powstają na kilku różnych drogach; raz doprowadza do przesądnego szacunku dla nich, innym razem do kultu [worship]. Stworzenia, często występujące w miejscach grzebalnych czy miejscach, o których sądzi się, że są nawiedzane przez duchy, jak również stworzenia, które latają w nocy, łatwo mogą być wzięte za formy przyjęte przez zmarłego. Tak np. Bongo obawiają się

"duchów, które, jak się twierdzi, zamieszkują w cienistym mroku lasów. Duchy, diabły i wiedźmy objęte są ogólnym terminem bitaboh; leśne gobliny mają specjalną nazwę: ronga. Tym samem terminem objęte są wszystkie nietoperze ... jak również sowy wszystkich rodzajów".

Podobnie, wiara, że duchy często wracają do swych dawnych domów wiedzie do wiary, że odwiedzające domy węże są ich wcieleniami. Murzyni z okolic Blantyre, sądzą, że ,,jeśli zmarły mężczyzna chce straszyć swoją żonę, to może uparcie przychodzić jako wąż"; a "kiedy człowiek zabija węża tak powiązanego z duchem, idzie i przeprasza znieważonego boga, mówiąc: "Proszę, proszę, nie wiedziałem, że to twój wąż". Co więcej, "węże były traktowane jako przyjacielskie i domowe bóstwa u wielu ludów indoeuropejskich", a "w niektórych rejonach Polski (w roku 1772) "chłopi bardzo troszczyli się, aby dawać mleko i jaja pewnemu gatunkowi czarnego węża, który pełza koło ich (...) domów, i rozpaczaliby, gdyby gadom tym zdarzyła się najmniejsza krzywda".

Wierzenia tej samej klasy, zrodzone na innych drogach, zdarzają się w Ameryce północnej. Apacze "uważają grzechotnika za formę przybieraną po śmierci przez ludzi niegodziwych". Lud Nayarit sądził, że "w ciągu dnia wolno było im [duchom HS] przebywać z żywymi w formie much, szukając pożywienia"; przypomina to kult Filistyńczyków, a także wierzenie Babilończyków wyrażone w pierwszej legendzie Izdubara, w której mówi się, iż "bogowie Uruk Suburi (błogosławieni) zamienili się w muchy".

Utożsamianie sobowtórów zmarłych ze zwierzętami - bądź z takimi, co pojawiają się w domach czy miejscach nawiedzanych, jak się mniema, przez sobowtóry, bądź też z takimi, które są pod pewnym względem podobne do zmarłego w swej złośliwej lub dobroczynnej naturze - w innych przypadkach daje się wywieść z błędnego tłumaczenia imion. Czytamy o Ajnach z Japonii, że "najwyższą ich pochwalą jest porównanie człowieka z niedźwiedziem. Tak np. Shinondi mówił o wodzu Benri: "Jest on silny, jak niedźwiedź", a stary Fate, wychwalając Pipichari, nazywał go "młodym niedźwiedziem". Tutaj przejście od porównania do metafory ilustruje nam pochodzenie zwierzęcych imion. A gdy następnie odkrywamy, że Ajnowie czczą niedźwiedzia, chociaż go również zabijają, i że po zabiciu go, na święcie niedźwiedzia wykrzykują chórem: "Zabiliśmy cię, niedźwiedziu. Wejdź szybko z powrotem w jakiegoś Ajna", widzimy, jak zajść może utożsamienie niedźwiedzia z przodkiem Ajno, a następnie zjednywanie tegoż zwierzęcia. Stąd, gdy czytamy, że "przodkiem domu królewskiego Mongołów był wilk", i że "Wilk" było rodzinnym nazwiskiem, i kiedy wspomnimy wielość przypadków imion zwierzęcych noszonych przez północno-amerykańskich Indian, razem ze skojarzonym systemem totemicznym, to przyczyna utożsamiania przodków ze zwierzętami i w konsekwencji świętość zwierząt, stanie się wystarczająco oczywista. Nawet, nie opuszczając naszego własnego kraju [Anglii KK], znajdziemy doniosły dowód. Za dawnych dni istniała tradycja, że Siward, hrabia Northumbryjski miał dziadka, który był niedźwiedziem z norweskich lasów; a "niedźwiedź, który był przodkiem Siwarda i Ulfa, miał również, jak się zdaje, niedźwiedzie potomstwo". Otóż Siward odznaczał się "gigantyczną postawą, ogromną siłą i osobistym męstwem", stąd zaś możemy w sposób uzasadniony wnioskować, że, tak jak w wyżej przytoczonym przypadku Ajnów, domniemanie niedźwiedziego pochodzenia powstało z błędnego tłumaczenia metafory odnoszącej się do przodka o podobnej sile. W innych jeszcze przypadkach świętość pewnych zwierząt wynika z idei, że zmarli ludzie się w nie wcielili. Niektórzy z Dajaków odmawiają jedzenia dziczyzny z powodu wierzenia, że ich przodkowie "przybierają po śmierci postać jelenia"; a wśród Eskimosów "Angekok zwiastuje opłakującym zmarłego, w jakie zwierzę przeszła jego dusza". Tak więc jest kilka dróg, na których powstaje cześć, a czasami kult zwierzęcia: każda z nich jednakże implikuje utożsamienie go z istotą ludzką.

Pewien wychowanek edynburskiego zakładu dla głuchoniemych powiedział: "Zanim wstąpiłem do szkoły, sądziłem, że gwiazdy umieszczone są na firmamencie jak paleniska ognia". Przypomina to nam wierzenie niektórych ludów Ameryki Północnej, że jaśniejsze gwiazdy na Drodze Mlecznej są ogniskami rozpalanymi przez zmarłych na ich drodze do innego świata, i ukazuje jak w sposób naturalny może zachodzić utożsamianie gwiazd z osobami. Kiedy myśliwy, słysząc strzał w sąsiednim lesie, wykrzykuje: ,,To Jones" - nie przypuszcza, że Jones jest dźwiękiem; wiadomo, że sądzi, iż Jones spowodował dźwięk. Ale kiedy dziki, wskazując jakąś szczególną gwiazdę, o której początkowo myśli się, że to obozowisko takiego czy innego zmarłego człowieka, powiada: ,,Tam on jest"- to dzieci, które naucza, naturalnie przypuszczają, iż sądzi że sama gwiazda, jest owym zmarłym: zwłaszcza, gdy wypowiedź ta ma miejsce w nierozwiniętym języku. Stąd też wypływa wiara Kalifornijczyków w to, że duchy wędrują tam, "gdzie się spotyka ziemia i niebo, aby stać się gwiazdami, wodzowie przybierają przy tym postać najjaśniejszą". Stąd też takie fakty, jak ta wypowiedź Mangaian o pewnych dwóch gwiazdach, iż są to dzieci, których matka "była sekutnicą i nie dawała im spokoju" oraz, że poszedłszy na "wyniosły wierzchołek skały", "wyskoczyły w niebo", dokąd udali się za nimi rodzice, którzy ich jeszcze nie złapali. Takimi sposoby zachodzi personalizacja gwiazd i gwiazdozbiorów; a pamiętając, co właśnie pokazano, do jakiego stopnia powszechne jest utożsamianie istot ludzkich ze zwierzętami w społeczeństwach prymitywnych, możemy również dostrzec, w jaki sposób powstają zwierzęce gwiazdozbiory, jak np. Kallisto, która, zmieniona w niedźwiedzicę, stała się niedźwiedziem na niebie.

Takie metaforyczne nazewnictwo może spowodować personalizację całych niebios, na co mamy dobry dowód. Król Hawajski nosił imię Kalani-nui-Liho Liho, znaczące "niebiosa wielkie i ciemne;" skąd jasnym jest, że (odwracając porządek za którym obstają mitologowie) Zeus mógł być, naturalnie, pierwotnie żywą osobą, i że utożsamianie go z niebem wynikło z jego metaforycznego imienia.

Istnieją dowody, że podobne pomieszanie metafory z faktem prowadzi do kultu słońca. Pochlebcze nazywanie słońcem zdarza się wszędzie; a tam, gdzie wiąże się z władzą staje się dziedziczne. Wodzowie Huronów noszą imię Słońca; a Humboldt wspomina, że "Królowe-słońca wśród Natczów, przywołują na myśl Helladów z pierwszej wschodniej kolonii Rodos" . Z pomiędzy licznych przykładów z Egiptu można przytoczyć inskrypcję z Silsilis: "Witaj, o królu Egiptu! Słońce obcych ludów Życie, ratunek, zdrowie dla niego, on jest świecącym słońcem". Następnie, w takich przypadkach, kult przodka łatwo staje się kultem słońca. Podobnie zdarza się z innymi zjawiskami niebieskimi. "W szkole bejruckiej", powiada Jessup , "są i były dziewczęta nazywane Poranna Jutrzenka, Rosa, Róża... Odwiedziłem raz pewnego człowieka we wsi Brummana, który miał sześć córek, o imionach: Słońce, Poranek, Podmuch Wietrzyka" itd. Inna na imię miała Gwiazda. Tutaj znowu wyższość albo powodzenie czy losy godne uwagi jakiejś jednostki tak nazywanej mogą zapoczątkować przejednywanie upersonalizowanego zjawiska. Że personalizacja wiatru miała początek w tego rodzaju wskazuje legenda Buszmenów. "Wiatr," mówią oni, "był dawniej osobą. Stał się on czymś opierzonym. I latał, aż nie mógł już dłużej chodzić tak jak dawniej; dlatego lata i mieszka na górze zamieszkuje górską jaskinię". To również przypomina nam, że w rozmaitych częściach świata występuje wyobrażenie, że nie tylko boscy przodkowie, którzy zapoczątkowali rasę, wyszli z jaskiń, ale także bogowie przyrody [Nature-gods]. Legenda Meksykanów powiada, że Słońce i Księżyc wyszły z jaskiń; a w pojęciu jaskini zamieszkiwanej przez wiatr, współczesny Buszmen tylko powtarza za starożytnym Grekiem. Jako pochodne od tradycji jaskiniowców, opowieści tego rodzaju, z towarzyszeniem kultu są naturalne; inaczej zakładałyby nadmiar absurdalności, którą trudno by przypisać nawet najmniej inteligentnym.

Na to, że w czasach pierwotnych imiona są używane w sposób wykazujący taki brak rozróżniania, który prowadzi do pomieszania tutaj stwierdzonego, mamy dowody. Grote powiada o bogini Ate: "To samo imię stosuje się tutaj do oznaczenia osoby, czasami do oznaczenia atrybutu lub wydarzenia nieupersonifikowanego" . I znowu, wspomniano, że "u Homera Aides jest niezmiennie imieniem boga; ale w późniejszych czasach zmienił się w jego dom, jego siedzibę czy królestwo". Kult przyrody [Nature-worship] jest zatem tylko oboczną formą kultu duchów.

W swych normalnych formach, tak jak w formach nienormalnych wszyscy bogowie powstają przez apoteozę. Początkowo bóg jest wybitniejszym [superior] żywym człowiekiem, którego moc uważa się za nadludzką. Dowody płyną zarówno od niecywilizowanych ludów obecnie i od cywilizowanych w przeszłości. Pan Selous powiada: "Wódz tych kraalów Situngweesa uważany jest przez Amandebele'ów za bardzo potężnego 'Umlimo', czyli boga" . Tak też, między współczesnymi Hindusami, "Generał Nicholson był wielbiony jako bohater, za swego życia, pomimo iż gwałtownie prześladował swoich własnych wyznawców". Rigweda pokazuje, że tak samo było wśród starożytnego ludu Indii. Do swych bogów zwracali się oni: "Tyś, Agni, najdawniejszy i najbardziej podobny Angirze mędrcze" (R. W. I, 31), "Tyś, Agni, najwybitniejszy rishi" (III, 21, 3), "Tyś (Indro), jest zrodzonym w starożytności rishi" (VIII, 6, 41), "Indra jest kapłanem, Indra jest rishi" (VIII, 16, 7). Fakt, że Achilles został uapoteozowany, i że zgodnie z tradycją pytyjskie kapłanki, wolały zwracać się do Likurga, jako do boga, to przykłady dostatecznie przypominające nam o pochodzeniu od ludzi bóstw greckich. Powszechnie znanym jest również fakt, że u Rzymian oraz podległych im ludów kult cesarzy stał się rozwiniętym kultem. W "każdym galijskim mieście" "wielu ludzi tak należących do najwyższej jak i do średniej klasy było kapłanami i flaminami [flamines - kapłani służący kultowi poszczególnych bóstw, dzielili się na wyższych i niższych KK] Augusta, flaminami Druzusa, kapłanami Wespazjana lub Marka Aureliusza". "Posągi cesarzy były prawdziwymi bożyszczami, którym składano kadzidła, ofiary i modlitwy". A jak naturalne dla innych europejskich ludów w tamtych dniach były koncepcje prowadzące do takiego kultu ciekawie ukazuje wydarzenie z kampanii Tyberiusza, wówczas księcia, prowadzonej w Germanii w 5 r. n.e., kiedy Rzymianie i Teutoni stali na przeciwnych brzegach Elby.

,,Jeden z barbarzyńców, wiekowy człowiek, potężnie zbudowany i, sądząc z jego stroju, wysokiej rangi, wszedł w wydrążany pień (jakich używają jako łodzi) i przypłynął wiosłując na środek rzeki. Tam poprosił i uzyskał pozwolenie przejścia bezpiecznie na naszą stronę i widzenia księcia. Dotarłszy do brzegu najpierw przez długi czas cicho patrzył na księcia i ostatecznie wykrzyknął tymi słowy: "Szaleni są, w istocie, nasi młodzieńcy. Bo kiedy jesteście daleko oni czczą was jako bogów, a kiedy się pojawiacie oni raczej boją się waszej broni zamiast składać wam hołdy. Ale ja, dzięki waszemu łaskawemu pozwoleniu, o książę, widziałem dziś bogów, o których dawniej słyszałem"".

Że niektórzy z naszych własnych przodków uważali bogów po prostu za wybitniejszych ludzi, jest również jasnym. Jeśli Norweg ,,uważał się, za niewłaściwie potraktowanego, również przez bogów, otwarcie rugał ich i porzucał ich kult"; i przypominając sobie niektórych istniejących dzikich, czytamy o wojowniku norweskim, "żarliwie pragnącym spotkać się z Odynem, aby móc go zaatakować."

Ponieważ w pierwotnym myśleniu boskość jest synonimem wyższości, i ponieważ pierwotnie bogiem mogła być potężna żyjąca osoba (zwykle rasy zdobywczej), albo osoba zmarła, która uzyskał nadprzyrodzoną moc jako duch; to wynikają stąd dwie genezy istot półboskich - jedna: przez związek między podbijającą rasą bogów i podbitą rasą postrzeganą jako ludzi, i inna: przez przypuszczalne obcowanie między żywymi osobami a duchami. Widzieliśmy, że życie we śnie nie jest generalnie pierwotnie odróżniane od życia na jawie. A jeśli wypadki ze zwykłych snów są postrzegane jako rzeczywiste, możemy wnioskować, że współ-objawy snów pewnego rodzaju wytwarzają szczególnie silną wiarę w ich rzeczywistość. Raz ustanowione w potocznym umyśle wierzenie w ich rzeczywistość jest sporadycznie wykorzystywane. Na Hamoa (Wyspy Żeglarskie) "mają ideę, która jest bardzo korzystna dla reputacji kobiet, że niektóre z tych hotooa pow [złośliwych duchów HS] molestują je w czasie snu, w konsekwencji czego jest wiele nadprzyrodzonych poczęć". "Wśród Dajaków jest tak samo. Zarówno Brooke , jak i St. John mówią o dzieciach poczętych przez pewne duchy. Podobne pochodzenie i naturę ma doktryna Babilończyków dotycząca duchów męskich i żeńskich oraz ich potomstwa. Również wiara w inkuby i sukuby trwała w Europie do stosunkowo późnych czasów, czasami zapoczątkowując podania takie, jak to o Robercie Diable. Oczywiście wypowiedzi dotyczące natury nadprzyrodzonego rodzica są różne; bywa on demoniczny albo boski; a w rezultacie raz po raz pojawiają się opowieści, jak te Greków o ludziach pochodzących od bogów.

Tak socjologia porównawcza wykrywa wspólną genezę każdego z najważniejszych elementów religii. Koncepcję ducha wraz z mnożącymi się i komplikującymi ideami z niej powstającymi, znajdujemy wszędzie - tak w regionach arktycznych jak w tropikach, w lasach Północnej Ameryki i na pustyniach Arabii, w dolinach Himalajów i w afrykańskiej dżungli, na stokach Andów i na wyspach Polinezji. Przedstawia się ona z równą jasnością wśród ras tak odległych od siebie w typie, że kompetentni sędziowie uważają, że musiały one rozproszyć się przed ustaleniem się obecnego podziału lądów i mórz - wśród jasnowłosych, o włosach kręconych czy kędzierzawych, wśród białych, śniadych, miedzianych i czarnych. A znajdujemy je między ludami, które nie rozwinęły cywilizacji tak jak wśród na wpół cywilizowanych jak i cywilizowanych. Tak mamy obfite dowody naturalnego pochodzenia religii.

§ 586. Aby dołożyć do tych dowodów te uprzednio podane, ponownie wzmacniając, niech mi będzie wolno jednakże, zamiast podejmowania oddzielnie poszczególnych głównych koncepcji religijnych ze względu na podobieństwa jakie wykazują u różnych ludów, podjąć całą ich serię jak występują u jednego ludu jako ostateczne wzmocnienie [tych dowodów HS].

Owa wiara w realność rozgrywających się we śnie scen i postaci, która, jak widzieliśmy (§ 530), łączy Egipcjan z pierwotnymi ludami w ogólności, towarzyszy wierzeniu, również często z nim skojarzonemu, że cienie są bytami. Cień człowieka ,,uważany był za ważną część jego osobowości", a Księga Zmarłych mówi o nim, "jako o czymś substancjalnym". Znów, drugie-Ja człowieka, zwane jego ka, towarzyszyło mu za życia; i widzimy, że "król egipski często rzeźbiony był jako przejednujący swe własne ka" tak samo, jak i obecnie Karenowie. "Bezcielesna osobowość" posiada "materialną formę i substancję. Dusza miała własne ciało i mogła jeść oraz pić". Ale jak to częściowo implikuje to stwierdzenie, przypuszcza się, że każdy człowiek posiada osobowość mniej materialnego rodzaju". Po śmierci "dusza, chociaż związana z ciałem, mogła opuszczać grób i wracać do niego w ciągu dnia, w każdej formie jaką wybrała", a pewien papirus mówi o mumiach, które "rozmawiają w katakumbach o pewnych okolicznościach swego dawnego życia na ziemi". Jako, że ka posiada własne pragnienia, trzeba mu służyć; a jak powiada p. Maspero "le double des pains, des liquides, de la viande, passait dans 1'autre monde et y nourrissait le Double de 1'homme" . Razem z tym przekonaniem o cielesnych pragnieniach i ich zaspakajaniu podążała naturalnie koncepcja drugiego życia jako substancjalnie podobnego do pierwszego, jak ukazuje jego drobiazgowy opis, zawarty w starożytnych grobowcach, taki jak np. w grobowcu Ti.

Razem z obsługiwaniem żądz mniemanego materialnego, lub na wpół materialnego nieboszczyka, co wynikało z tych wierzeń, występowało obsługiwanie potrzeb innego rodzaju. W bogato przyozdobionej komnacie grobowej córki króla Mycerinusa co dzień palono kadzidło; w nocy zaś ,,utrzymywano w pokoju zapaloną" lampę. Zwyczajnie miały miejsce publiczne przejednywania zmarłych; aby skłonić wartościowego poddanego do powrotu do Egiptu, król obiecuje, że "biedni będą lamentować przy drzwiach do twego grobowca. Modlitwy będą skierowane do ciebie". Takie ofiary, pochwały i modlitwy, trwając od święta do święta, a ostatecznie z pokolenia na pokolenie wyrastają w rozwinięty kult. "Pomniki z czasu budowania piramid wspominają o kapłanach i prorokach, którzy poświęcili się służbie Cheopsowi, Chabryesowi i innym władcom i którzy składali im ofiary" - kapłani, którzy mieli swoich następców nawet do XXVI dynastii. Kapłaństwo takie było ustanawiane dla kultu nie tylko królewskich zmarłych, ale też dla kultu innych zmarłych. Aby zapewnić ofiary swym posągom wielcy ziemscy właściciele zawierali "umowy z kapłanami swoich miast", zalecając rodzaj żywności i napojów, które miałby być składane w ofiarach. System ten sięgał tak daleko, że Hapi Tefa, rządca pewnego okręgu, aby zapewnić sobie służbę "po wszystkie czasy... przewidział pensje dla kapłanów". Jak wynika z niektórych z przytoczonych wypisów, kult idoli [idol-worship] powstał przez wy-różnicowanie się [differentiation] z kultu zmarłych. Ka, jak się spodziewano miało ostatecznie powrócić i ożywić mumię, mogło wejść także w posąg z drewna czy kamienia przedstawiający zmarłego. Stąd pewna zadziwiająca misterność. W egipskim grobowcu, nazywanym niekiedy "domem sobowtóra" znajdowała się odgrodzona ścianą przestrzeń z małym otworem, który zawierał wyobrażenia zmarłego, mniej czy bardziej liczne; tak by, gdyby reanimację mumii uniemożliwiło jej zniszczenie, jeden z nich mógł być użyty w jej miejsce.

Dowodom, tak dostarczonym na to, że idolatria rozwinęła się z kultu przodków, towarzyszą dowody na to, że kult zwierząt [animal-worship] u nich występujący rozwinął się podobnie. Bóg Amon Ra przedstawiany jest jak przemawia do Totmesa III:

"Sprawiłem, że ujrzeli twój majestat, nawet, jak gdybyś był gwiazdą Seschet (wieczorną)... Sprawiłem, że ujrzeli twój majestat, jak gdybyś był bykiem młodym i pełnym ducha ... Sprawiłem, że ujrzeli twój majestat, jak gdybyś był krokodylem (i podobnie: lwem, orłem, szakalem), Ja jestem tym, który cię chroni, mój najdroższy synu, Horusie, byku mężny, panujący nad Thebaid".

Widzimy tutaj, po pierwsze, to, co żeśmy widzieli u Ajnów, że zachodzi przejście od podobieństwa do metafory: "twój majestat, jak gdybyś był bykiem", obecnie staje się: "Horusie, byku mężny". To naturalnie prowadzi, w czasach późniejszych, do pomieszania człowieka ze zwierzęciem, a w konsekwencji do kultu zwierzęcia. Dalej, możemy zobaczyć, że pochlebcze porównania z innymi zwierzętami, podobnie przechodzą poprzez metaforę w utożsamienie, łatwo mogą zrodzić wierzenie w ubóstwioną jednostkę, która posiada różne formy. Inny przypadek wskazuje nam jak z tego, co było początkowo pochwalnym imieniem miejscowego władcy, może wyrosnąć [zwyczaj] obierania wyobrażenia zwierzęcia za znaną żywą osobę. Czytamy o "Ramie, który jest panem miasta Mendes, Wielkim Bogiem, Życiem Ra, Rodzicielem, Księciem młodych kobiet". stwierdzamy, że król mówi o sobie, jako o "obrazie boskiego Ram, o żywym jego portrecie o boskim wypływie z płodnego Ram najstarszym synu Ram". I dalej, mówi się nam, że król później deifikował pierwszą ze swoich towarzyszek i "rozkazał, aby jej Ram-wizerunek został umieszczony we wszystkich świątyniach".

Tak samo literalne tłumaczenie metafor prowadzi do kultu ciał niebieskich. Tak jak wyżej wspomnianą gwiazdę Seschet, zaczyna się utożsamiać z pewnym osobnikiem; tak też, stale dzieje się ze słońcem. I tak mówi się o pewnym królu: "Mój pan, słońce, Amenhotep III, książę Teb nagrodził mnie. Jest on samym bogiem-Słońcem"; a mówi się o nim także: "żaden król nie uczynił nic podobnego od czasu panowania boga-Słońca Ra, który dzierżył ziemię". W pokrewny sposób mówi się o sarkofagu dla innego króla Amenemhata, iż "nigdy żaden podobny nie został wykonany od czasów boga Ra". Cytaty te ukazują, że ta pochlebna metafora była używana w sposób tak stanowczy, że spowodowała akceptację jej jako faktu; i tak rodzi wierzenie, że Słońce było faktycznym władcą Egiptu.

Pochodzenie wszystkich tych wierzeń od kultu przodków [ancestor-worship], tak jasne, jak powyższe dowody je uczyniły, staje się jeszcze jaśniejsze, gdy zaobserwujemy z jednej strony, jak nazwa "bóg" była stosowana do wybitniejszych żyjących jednostek, a z drugiej strony, jak zupełnie ludzcy pod względem swych atrybutów byli tak zwani bogowie. Względnie niewielką różnicę między koncepcją bóstwa i człowieka ukazuje znaczący fakt, że w hieroglifach ta sama "determinatywa" znaczy, zależnie od kontekstu, bóstwo, przodka lub dostojną osobę. Stąd też nie dziwi nas, gdy stwierdzamy, że króla Sahura z V-ej dynastii zwano "Bogiem, który smaga wszystkie narody i dosięga wszystkich krajów swym ramieniem" albo też spotykając się z podobnym ubóstwianiem innych historycznych królów i królowych, jak Mencheres i Nofert-Ari-Aáhmes. A stwierdzając wszechmoc i wszechobecność przypisuje się, że żyjącemu królowi, jak np. Ramzesowi II, widzimy, że zakres dalszej możliwej deifikacji jest niewielki. W rzeczy samej nie widzimy już dalszej możliwości; ponieważ razem z tymi egzaltowanymi koncepcjami na temat pewnych ludzi podążają niskie koncepcje na temat bogów.

"O ciałach bogów mówi się tak samo jak o ich duszach, a mają one tak części jak też i namiętności; opisuje się, iż cierpią z powodu głodu, pragnienia, starości, choroby, obawy i smutku. Pocą się, ich kończyny trzęsą się, boli ich głowa, ich zęby szczękają, ich oczy łzawią, ich nosy ciekną, "trucizna opanowuje ich ciało". Wszyscy wielcy bogowie potrzebują ochrony. Ozyrys jest bezradny wobec swych wrogów, a jego szczątki chronione są przez żonę i siostrę" .

Powiedzenie, że jedna połowa świata nie wie jak żyje druga może być porównane z powiedzeniem, że jedna połowa świata nie ma żadnej idei, co druga myśli i co myślała sama o sobie. Zwykle w późniejszym stadium umysłowym zapomina się o tym, co było dobrze znanym w stadium wcześniejszym. Zazwyczaj w dojrzałym życiu wiele myśli i uczuć dzieciństwa zaciera się tak dalece, że brak nawet zdolności do wyobrażenia ich sobie; podobnie też w świadomości ludzi kulturalnych tak dalece zanikły pewne pojęcia naturalne dla świadomości ludów niekulturalnych, iż staje się prawie nieprawdopodobnym, że mogliby kiedykolwiek je przyjmować. Ale tak jak jest pewnym, że absurdalne wierzenia, z których rodzice śmieją się gdy je dostrzegą u swych dzieci, były kiedyś ich własnymi, tak pewnym jest, że ludy zaawansowane, dla których koncepcje prymitywne wydają się bezsensownymi, miały praojców, którzy żywili takie same prymitywne koncepcje. Ich własna teoria rzeczy powstała przez powolne modyfikowanie pierwotnej teorii rzeczy, z której począwszy od przypuszczanej realności snów, wykształciła się przypuszczalna realność duchów; z nich zaś rozwinęły się wszelkie rodzaje bytów nadprzyrodzonych.

§ 587. Czy jest jakiś wyjątek od tej generalizacji? Czy mamy wnioskować, że pośród wielu religii, różniących się formą i stopniem złożoności, mających takie samo wspólne pochodzenie, istnieje jedna, która ma pochodzenie odmienne? Czy musimy przyznać, że podczas gdy cała reszta to [religie KK] przyrodzone, to religia Hebrajczyków, która dotarła do nas z modyfikacjami, jest nadprzyrodzoną?

Jeśli, szukając odpowiedzi, porównamy tę rzekomo wyjątkową religię z innymi, to nie stwierdzamy, że jest aż tak do nich niepodobna, by sugerować inne pochodzenie. Przeciwnie, stwierdzamy, iż wykazuje ona wszędzie znaczące podobieństwa do tamtych. Rozważymy je w grupach.

Po pierwsze, gąszcz przesądów z jakich wyewoluowała religia Hebrajczyków, ma tę samą naturę jak ta, którą znajdujemy wszędzie indziej. Chociaż podczas wczesnego koczowniczego stadium, wiara w stale istniejącą duszę była jeszcze nierozwinięta, pokazuje się już wiara w rzeczywistość snów i istot widzianych w snach. Na etapach późniejszych dowiadujemy się, że przypuszcza się, iż zmarli słyszą, a czasami też odpowiadają, że istniało przejednywanie zmarłych przez nacięcia ciała i obcinanie włosów; istniało dostarczanie pokarmów zmarłym; wierzono, iż duchy zmarłych nawiedzają miejsca grzebalne; a demony wstępują w ludzi powodując ich choroby i grzechy. Bardzo oddani, jak obecni dzicy, amuletom, urokom, egzorcyzmom etc., Hebrajczycy mieli również funkcjonariuszy odpowiadających uzdrowicielom - ludzi, mających "duchy opiekuńcze" [familiar spirits], czarodziejów (Izajasz VIII, 19) oraz innych, pierwotnie nazywanych widzącymi, ale później prorokami (I, Sam. IX, 9), którym dawano prezenty w zamian za informację, nawet gdy szukano zgubionych osłów. A Samuel przywołując grzmoty i deszcz, odgrywał rolę specjalisty od pogody [weather-doctor]-osobistości, ciągle spotykanej w różnych częściach świata.

[Hebrajczycy] mieli rozmaite tradycje wspólne z innymi ludami. Ich legenda o potopie oprócz tego, że pokrewna jest legendzie Akadyjczyków, była bliska tej Hindusów, wśród których Satchapatcha-brahmana mówi jak Manu został pouczony przez Wisznu, by zbudował arkę aby uciec przed zbliżającym się potopem, który przybył, jak przepowiedziano, i "porwał wszystkie żywe stworzenia, pozostawiając samego tylko Manu". Historia o narodzinach Mojżesza znajduje analogię w pewnej asyryjskiej opowieści, która mówi: "Ja jestem Sargina, wielki król... moja matka... w miejscu tajemnym urodziła mnie: włożyła mnie ona do arki z sitowia pchnęła mnie na rzekę..." etc. Podobnie też działo się z kalendarzem i przypisanymi do niego obrzędami. "asyryjski miesiąc był księżycowy... siódmy, czternasty, dwudziesty pierwszy i dwudziesty ósmy dzień były sabatami. W owe dni sabatu wszelka dodatkowa praca, a nawet misja miłosierdzia były zakazane... Postanowienia miały podobny charakter do postanowień kodeksu żydowskiego".

Tak też jest z ich teologią. Pod wspólnym tytułem Elohim obejmowano wybitne żywe osoby, zwykłe duchy, wyższe duchy czy bogów. To znaczy, u Hebrajczyków, tak samo jak u Egipcjan i licznych innych ludów, bóg oznaczał po prostu potężną istotę, widzialną lub niewidzialną. Tak jak egipski [termin] na boga Nutar, był rozmaicie używany na oznaczenie siły, tak Il lub El wśród Hebrajczyków, którzy stosowali go do bohaterów a także "do bogów rodowych". Z tych koncepcji wyrosło, tak jak i w innych przypadkach, zjednywanie czy kult różnych istot nadprzyrodzonych, a więc - politeizm. Abraham był półbogiem, do którego kierowano modły. ,,Ofiary czartom składali, a nie Bogu, bogom, których nie znali, nowym i świeżo przybyłym, których nie czcili ich ojce" (Dt XXXII,17). To, że wiara w bogów innych, niż Jahwe długo przetrwała, równie dobrze ukazują ofiary jakie składał im Salomon jak i oskarżenia proroków. Co więcej, po tym, jak Jahwe został uznany za wielkiego Boga [great-god], ogólna koncepcja pozostała zasadniczo politeistyczna. Ponieważ zupełnie tak jak w Iliadzie (ks. V, 1000-1120) bogowie i boginie przedstawiani są jako walczący z mieczem i włócznią w bitwach śmiertelników, których sprawy zostali zwolennikami, tak samo o aniołach i archaniołach panteonu hebrajskiego mówi się, że walczą w niebie, kiedy ludzie, którym szczególnie patronują walczą na ziemi: oba te wyobrażenia mają swe analogie u niektórych istniejących dzikich ludów.

Widząc zatem, że Jahwe był pierwotnie bogiem jednym z wielu - bogiem, który stał się najwyższym; niech nam będzie wolno spytać jaka była jego natura, jak się ona ukazuje z dokumentów. Nie zatrzymując się na opowieści o ogrodzie Eden (przejętej prawdopodobnie od Akadyjczyków), gdzie Bóg spacerował i rozmawiał zwyczajem ludzkim, i pomijając okres, kiedy "zstąpił Pan, aby oglądać miast i wieżę, którą budowali synowie Adama" [Gn II,5], możemy zająć się takimi przypadkami jak te, gdy Jakub mocował się z nim, oraz gdy "A Pan mówił do Mojżesza twarzą w twarz, jak zwykł człowiek mówić do przyjaciela swego" [Ex XXXIII,11]. Te i wiele innych pokrewnych stwierdzeń wskazują, że dla Hebrajczyków dni dawnych Jahwe "silny", "mąż wojny", był pierwotnie miejscowym panem (jak tacy, którzy nawet dziś są nazywani bogami przez Beduinów), w czasach późniejszych uważany był za najpotężniejszego pośród różnych czczonych duchów: miejsca, gdzie mu składano ofiary, były pierwotnie wysoko położonymi (2 Król. XII, 3), takimi jak te pospolicie używane do grzebania wyższych rangą osób i jakich się ciągle jeszcze w tych okolicach używa. Burkhardt powiada o Beduinach: "groby świętych są generalnie usytuowane na szczytach gór" i "do niego (świętego) wszyscy okoliczni Arabowie zwracają swe śluby" . Widzimy tu analogię do dawnych idei religijnych Greków, Skandynawów i innych, miedzy którymi bogowie, nie różniący się z wyglądu od ludzi, czasami wchodzili z nimi w konflikt nie zawsze szczęśliwie.

Co więcej, ten ,,Bóg bitew", którego surowe kary, często wymierzane, dotyczyły nieposłuszeństwa, był oczywiście bóstwem lokalnym- "Bogiem Izraela". Przykazanie: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" [Ex XX,3], nie zakładało, że innych nie było, ale, że Izraelici mieli nie uznawać ich władzy. Przyznanie, że bóg Hebrajski nie był jedynym bogiem, jest milcząco wyrażone w określeniu "nasz" bóg, używanym przez Hebrajczyków do odróżnienia Jahwe od innych. I chociaż za tym przyznawaniem, że Jahwe był jednym z wielu, podążały twierdzenia o uniwersalnym panowaniu; były one analogiczne do twierdzeń dotyczących pewnych bogów Egiptu - mało tego, przez zapewnienie dotyczące żyjącego Faraona, o którym powiedziano "nie ma miejsca bez twej dobroci. Twoje słowa są prawem każdego kraju "Ty masz miliony uszu" Cokolwiek uczyniono w tajemnicy, twoje oko widziało to".

Wraz z ograniczeniami władzy Jahwe pod względem zakresu, podążały ograniczenia jej pod względem stopnia. Nie było tu żadnych roszczeń do wszechmocy. Nie zapominając o niepowodzeniu rzekomej próby osobistego uśmiercenia Mojżesza, możemy przejść do klęski Izraelitów, którzy walczyli za jego radą, jak w dwóch bitwach z Benjaminitami oraz w bitwie z Filistynami, kiedy "skrzynię Bożą wzięto" (l Sm IV, 3-10 [11]). A następnie, poza tym, mówi nam się, że chociaż "był Pan z Judą", "a nie mógł wygładzić mieszkających w dolinie, gdyż mieli dużo wozów kosistych [tj. żelaznych]" (Judic. I, 19). To znaczy, iż były tu wypadki niezdolności równej tej przypisywanej przez inne ludy swym bogom.

Podobnie, pod względem natury intelektualnej i moralnej. Jahwe otrzymuje informacje; udaje się by sprawdzić czy doniesienia były prawdziwe; żałuje tego, co zrobił - fakty te implikują wszystko, ale nie wszechwiedzę. Podobnie jak egipscy i asyryjscy królowie, wychwala on siebie samego, a podczas gdy mówi: "a chwały mojej nie dam innemu" (Izaj. XLVIII, 11), opisuje siebie jako zazdrosnego, mściwego i bezlitosnego niszczyciela wrogów. Posyła kłamliwego ducha by wprowadzić w błąd króla, jak zrobił Zeus z Agamemnonem (2 Kron. XVIII, 20-2); według jego własnego świadectwa, chce oszukać proroka, by prorokował fałszywie zamierzając jego zagładę (Ezech. XIV, 9); zatwardza ludzkie serca, aby móc zesłać na nich zło za to, co oni wówczas zrobili i, jak wówczas, gdy skłaniał Dawida do policzenia Izraela, sugeruje przypuszczalny grzech aby móc potem karać tych, którzy go nie popełnili. Postępuje tak, jak postępowali greccy bogowie, od których, jak przypuszczano, pochodzą złe impulsy, a którzy byli podobnie nieprzebierający w swej zemście.

Formy kultu wykazują podobny paralelizm. Nie zatrzymując się na zamierzanych czy dokonanych ofiarach z ludzi (chociaż przez zgrupowanie ofiary z syna, ofiary z baranów cieląt jako metod przejednywania, które muszą być odrzucone, Micheasz zakłada w rozdziale VI, 6-9, że obie kojarzyły się w umyśle Hebrajczyków), wystarczy, podkreślić, że zalecane ceremonie w świątyni miały zwyczajny charakter jak wszędzie. Nazywane w różnych miejscach "chlebem boga" ofiary, jak te dla egipskich bogów i mumii włączające chleb, mięso, tłuszcz, oliwę, krew, napoje, owoce etc., a był tam też, jak wśród innych ludów, stale utrzymywany ogień, palenie kadzideł: dwa razy dziennie przez Hebrajczyków a cztery razy dziennie przez Meksykanów. Jahwe, jak się przypuszczało, radował się "słodkim zapachem" palonych ofiar jak zamieszkujący idole bogowie Murzynów (§161). Skojarzone z wierzeniem, że "krew jest życiem" tu też przelewana była na ziemi czy na ołtarzu, stosownie do okoliczności, była zarezerwowana dla Jahwe; jak u starożytnych Meksykanów i bogów centralnej Ameryki, dla których krew była stale ofiarowywana jednako zwierząt jak i ludzi: czasem namaszczano nią wyobrażenie boga a czasem próg świątyni. Jak Egipcjanie i Grecy, tak też Hebrajczycy składali swemu bogu hekatomby z wołów i owiec, liczące niekiedy wiele tysięcy (l król. VIII, 62-64). Hebrajczykom było dane przykazanie, że na ofiary winny być składane zwierzęta nieskalane; tak też wśród Greków "prawo postanawiało, że najlepsze bydło winno być ofiarowane Bogom", a wśród Peruwiańczyków był nakaz, że "wszystko winno być bez skazy czy wady". Istnieje jeszcze bardziej znaczące podobieństwo. Przepisy zawarte w Leviticus, według których pewne części zwierząt mają być ofiarowane Jahwe, podczas gdy inne części winny być pozostawione kapłanom, przypominają nam o tych zapisach donacyjnych, przez które egipscy posiadacze ziemscy zabezpieczali swym duchom otrzymywanie określonych części ofiarowanych zwierząt, podczas gdy pozostałe części były zapisane ka kapłanów. Dalej, tak jak widzieliśmy, bogowie Waya'ów, którzy byli duchami starożytnych wielkich wodzów, zamieszkiwali pokryte chmurami szczyty pewnych okolicznych gór; tak jak rezydencją "władającego chmurami Jowisza" był szczyt Olimpu, gdzie zbierały się burze; tak samo bóg Hebrajczyków "zstąpił w chmurze" na szczycie góry Synaj, czasami z grzmotem i błyskawicą. Co więcej, stwierdzenie, że stamtąd Mojżesz zniósł tablice z przykazaniami, rzekomo dane przez Jahwe, jest analogiczne do stwierdzenia, że z Góry Ida na Krecie, z jaskini, gdzie, jak twierdzono, Zeus przyszedł na świat (lub z pokrewnej góry Iuktas, która w starożytności cieszyła się sławą miejsca pogrzebu Zeusa) Rhadamanthus po raz pierwszy zniósł rozporządzenia Zeusa, a Minos udał się by uzyskać wzmocnienie autorytetu swych praw .

Można wspomnieć krótko o różnych innych podobieństwach. Z relacji o radzie ustanowionej przez Jahwe, gdy knuto na zgubę Achaba, można porównać przekaz o naradzie bogów egipskich, zgromadzonych, aby radzić Ra, który rozważał zniszczenie świata jak również opowieść o radzie bogów greckich zwołanej przez Zeusa. Wizerunki bogów, którzy jak się przypuszczało je zamieszkiwali, zabierane były na bitwy przez różne ludy, tak też Hebrajczycy zabierali arkę przymierza zamieszkiwaną przez Jahwe. Jak u wielu dzikich, którzy nawet za życia nie lubią by ich imiona były znane, zakazane jest nazywanie zmarłego jego własnym imieniem, a dotyczy to zwłaszcza wybitnego; i jak wśród wczesnych Rzymian, gdzie "głęboko żywiono wiarę, że imię własnego ducha opiekuńczego społeczności powinno pozostawać na zawsze niewymawiane"; tak też było z Hebrajczykami w dawnych czasach: ich bóg był nienazwany. Taniec był formą oddawania czci tak wśród Hebrajczyków jak wśród Greków i wielu ludów dzikich, na przykład Irokezów [Iroquois]. Posty i pokuty, jak te Hebrajczyków istnieją albo istniały w wielu miejscach, zwłaszcza w starożytnym Meksyku, w Ameryce środkowej i w Peru, gdzie były nadzwyczaj surowe. Spełnianie się proroctw w co wierzą Hebrajczycy, znajduje znów analogię w spełnianiu się proroctw, którego spodziewali się Grecy; Grecy też w podobny sposób brali je za dowód prawdziwości swej religii. Mało tego, powiedziano nam, że nawet mieszkańcy wysp Sandwich, mówili, że śmierć kapitana Cook'a "wypełniła proroctwa kapłanów, którzy przepowiadali tę smutną katastrofę". Sprawianie cudów, przypisywane bogu Hebrajczyków, jakby było czymś osobliwym, jest jedną z cech zwykle przypisywanych bogom przez wszystkie ludy na całym świecie. Wyniesienie za życia Elijasza przywołuje chaldejską legendę o Izdubara "wyniesionym przodku Hasisadra czy Xiauthrusa"; a w mitologiach Nowego Świata również istnieją tego przypadki: Hiavatha, który został za życia wyniesiony do nieba w swym magicznym canoe oraz bohatera Arawâków-Arawanili. Tak jak Hebrajczycy opisują Jahwe jako pojawiającego się ludziom w najdawniejszych, ale nie w późniejszych czasach w ludzkiej postaci; tak samo dla Greków, teofanie uważane za częste w Iliadzie, stają się czymś rzadkimi w opowieściach z czasów późniejszych. Co więcej, podobnie działo się w starożytnej Ameryce środkowej. Indianin odpowiadając na pytanie brata Bobadille'a powiedział: "od dawna nasi bogowie nie przyszli, ani nie mówili z nimi [wyznawcami HS]. Ale dawniej, to było [w ich zwyczaju KK], jak mówią nam nasi przodkowie"

Analogii nie zabraknie nam, kiedy zwrócimy się ku bardziej rozwiniętym formom religii hebrajskiej. To, że chrześcijanie tak często opowiadają historię o osobie pochodzącej od boga [god-descended], jakby była czymś specyficznym dla ich religii, jawi się czymś dziwnym, gdy rozważymy powszechność historii o osobach pochodzących od bogów wśród Greków - Eskulap, Pitagoras, Platon. Ale nie tylko religia Greków dostarcza takich analogii. Asyryjski król Nabuchodonozor twierdził, że został zrodzony przez boga [god-begotten]. Wśród Mongołów istnieje opowieść, że Alung Goa, która sama "miała ducha za ojca", urodziła trzech synów za sprawą ducha. W starożytnym Peru, gdy któraś z dziewic słońca "okazywała się być w ciąży, mówiła, że to za sprawą słońca, i wierzono jej, dopóki nie było dowodów przeciwnych". A wśród współczesnych mieszkańców Mangaia istnieje podanie, że "śliczna Ina-ani-wai" miała dwóch synów za sprawą wielkiego boga Tangaroa. Również godność pośrednika, zajmowana przez syna o boskim pochodzeniu, ma swe odpowiedniki gdzie indziej. Wśród bogów fidżijskich "Tokairambe oraz Tui Lakemba Randidandina zdają się stać najbliżej Ndengei, będąc jego synami, a działając jako pośrednicy przez przekazywanie modlitw błagalników swemu ojcu". Z kolei mamy, w różnych miejscach obrzędy, odpowiadające eucharystii. Wszystkie takie obrzędy mają swój początek w pierwotnym wyobrażeniu, że natura człowieka tkwiąca we wszystkich jego częściach, tkwi także we wszystkim, co zostanie przez niego wcielone; tak też ustanawia się więź między tymi, którzy jedzą ten sam pokarm. Aby dostarczyć jednego z wielu przykładów, mogę przywołać Padamów, którzy "dotrzymują nienaruszone każde zobowiązanie scementowane wymianą mięsa jako pokarmu". Wierzy się, że duchy zmarłych, zachowując swe żądze, żywią się albo ofiarowanym materialnym pokarmem, albo tego pokarmu duchem, toteż koncepcja ta [partycypacji przez spożycie części KK] rozciąga się też na same duchy. Stąd powstają w różnych częściach świata uroczystości, na których, jak się mniema, żywi i umarli się jednoczą; w ten sposób odnawia się relacje podporządkowania z jednej strony i życzliwości z drugiej. A to jedzenie wspólnie z duchem czy bogiem, które Meksykanie przekształcili w "jedzenie boga" (symbolizowane przez ciasto wykonane z krwi ofiary), łączyło się z obowiązkiem służby bogu przez określony czas. Krótko zestawiając mniejsze podobieństwa, możemy odnotować: że chrześcijańskie wyprawy krzyżowe dla zdobycia świętego grobu, mają swój prototyp w świętej wojnie Greków o utrzymanie dostępu do Delf; że jak wśród chrześcijan część nabożeństwa składa się z czytania o czynach Hebrajskiego boga, proroków i królów, tak kult wśród Greków składał się częściowo z czytania o czynach homeryckich bogów i bohaterów; że świątynie greckie, tak jak chrześcijańskie katedry, bogaciły się drogocennymi darami królów i bogatych ludzi, składanymi w celu pozyskania boskiej przychylności czy przebaczenia; że [bazylika KK] św. Piotra w Rzymie zbudowana była dzięki funduszom zebranym z różnych katolickich krajów, tak jak świątynia w Delfach została przebudowana dzięki wkładowi z różnych państw greckich; że doktryna szczególnej opatrzności nad całym światem dominowała tak wśród Greków, jak i wśród chrześcijan, tak iż, mówiąc słowami Grote'a, "życie świętych przenosi nas wstecz do prostej i wszędzie obowiązującej teologii wieku homeryckiego", a ostatecznie, że te różne religie, zarówno w nowym jak i starym świecie, ukazują nam wspólnie z chrześcijaństwem: chrzest, spowiedź, kanonizację, celibat, odpuszczanie grzechów i inne pomniejsze obrzędy.

§ 588. Co mamy wnioskować ze wszystkich tych dowodów? Co musimy sądzić o tej jedności charakteru wykazywanej przez wszystkie w ogóle religie? I dalej, jeszcze bardziej szczególnie, co powinniśmy stwierdzić o tym rodzinnym podobieństwie istniejącym między wiarą chrześcijaństwa a innymi wiarami? Zwróćmy uwagę na fakty. Koncepcje religijne nie istnieją zarówno w tych umysłach pośród cywilizowanych, które w skutek wady zmysłów zostały odcięte od pouczeń oraz w umysłach różnych prymitywnych ludów. Gdziekolwiek istnieją ich rudymenty przybierają formę wierzenia w sobowtóra zmarłego i ofiary dla niego. Teoria ducha [ghost-theory], razem z wynikającym z niej przejednywaniem zwyczajnych duchów zwykle trwa razem z wiarą w byty nadprzyrodzone z rodzaju bardziej potężnych i przejednywaniem ich; znane były na początku pod tą samą nazwą rodzajową co zwyczajne duchy a wyodrębniały się małymi stopniami. A kulty domniemanych istot nadprzyrodzonych nawet aż do najwyższych mają tę samą naturę, a różnią się jedynie pod względem ich stopnia złożoności. Cóż oznaczają te zbieżności? Czyż nie oznaczają, że tak jak wszystkie inne fenomeny ukazywane przez ludzkie byty jako społecznie zgromadzone, religie również mają naturalną genezę? Mamy zrobić wyjątek dla religii powszechnej wśród nas samych? Jeśli mówimy, że jej podobieństwo do reszty skrywa transcendentne niepodobieństwo, to trzeba uznać kilka implikacji. Jedną jest, że Przyczyna, do której nie możemy przyłożyć żadnych ograniczeń w przestrzeni czy czasie i której nasz cały system słoneczny jest relatywnie nieskończenie małym skutkiem, wzięła przebranie człowieka w celu układania się z wodzem pasterzy w Syrii. Inną jest, że ta Energia, nieustannie przejawiająca się wszędzie, poprzez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość przypisała sobie pod tą ludzką formą nie tylko ograniczoną wiedzę i ograniczone moce jak to uczynił Jahwe, co ukazują różne ustępy tekstów, ale także moralne atrybuty, o których obecnie winniśmy pomyśleć jako o niegodnych istoty ludzkiej. Trzecią jest, że musimy przypuszczać intencję nawet bardziej wstrętną dla naszego zmysłu moralnego. Jeśli bowiem te liczne analogie między religią chrześcijańską a innymi religiami nie dowodzą podobieństwa pochodzenia i rozwoju, to implikuje to, że całkowite udawanie przyrodzonego przez nadprzyrodzone zostało rozmyślnie obmyślone by oszukać tych, którzy badają krytycznie to, czego zostali nauczeni. Pozory zostały zaaranżowane aby zwieść szczerych poszukiwaczy, i skazać ich na wieczne szukanie prawdy. Na tych, którzy akceptują tę ostatnią alternatywę, żadne rozumowanie nie wywrze wpływu. Tutaj ostatecznie rozstajemy się z nimi, wybierając pierwszą alternatywę; a akceptując ją, powinniśmy stwierdzić, że Instytucje Eklezjastyczne od razu dają się zrozumieć w ich powstaniu i rozwoju.

dr Kamil M. Kaczmarek 28 09 2009