I. Rzym w epoce Cezarów

Hegel,Wykłady o filozofii dziejów

W okresie tym Rzymianie wchodzą w zetknięcie z narodem, który jest przeznaczony do tego, aby się stać po nich narodem historycznym, i okres ten musimy rozpatrywać z dwóch stron zasadniczych, świeckiej i duchowej. W stronie świeckiej wyróżnić należy znowu dwa główne momenty: przede wszystkim moment panującego, a następnie przeznaczenie jednostek jako takich do stania się osobami, świat prawa.

Co dotyczy naprzód cesarstwa, zaznaczyć należy, iż panowanie w Rzymie było tak pozbawione znaczenia, że wielkie przejście do cesarstwa nic prawie w ustroju nie zmieniło. Tylko zgromadzenia narodowe nie były już na miejscu i znikły. Cesarz był princeps senatus, był cenzorem, konsulem, trybunem: jednoczył w sobie wszystkie te pozostałe jeszcze z imienia godności, co jednak najważniejsza,władza wojskowa była jedynie w jego rękach. Ustrój był pozbawioną zgoła substancji formą, z której uleciała wszelka żywotność, a wraz z nią władza i siła; prostym zaś środkiem do utrzymania ich, jako takich, były legiony, które cesarz ustawicznie trzymał w pobliżu Rzymu. Sprawy państwowe były, oczywiście, wnoszone przed senat, a cesarz zjawiał się tam, jak każdy inny członek, ale senat musiał być posłusznym, i kto się sprzeciwiał, był karany śmiercią, majątek zaś konfiskowano. Zdarzało się też, że ci, którzy stali wobec niechybnej śmierci, popełniali samobójstwo, aby utrzymać przynajmniej majątek dla rodziny. Najbardziej znienawidzony był Rzymianom Tyberiusz, wskutek swej obłudy; umiał on dobrze korzystać z nikczemności senatu, aby z jego łona gubić tych, których się obawiał. Potęga cesarza spoczywała, jak się rzekło, na armii i straży przybocznej, która go otaczała. Niedługo jednak trwało, i legiony, a zwłaszcza pretorianie, doszli do świadomości swego znaczenia i powzięli uroszczenie do obsadzenia tronu. Z początku okazywali jeszcze pewne poważanie dla rodziny cesarza Augusta, później jednak legiony wybierały swoich wodzów, głównie zaś takich, którzy pozyskali ich skłonności i łaskę po części dzięki odwadze i rozsądkowi, po części też dzięki darom i pobłażaniu pod względem karności.

Przy całej swej władzy cesarze zachowywali się zupełnie prosto i nie otaczali się na sposób wschodni potęgą i blaskiem. Znajdujemy u nich rysy prostoty, które zdumiewają. Tak np. August pisze do Horacego list, w którym czyni mu zarzut, że jeszcze nie skierował do niego żadnego wiersza, i zapytuje, czy sądzi, że go to zhańbi wobec potomności. Parę razy senat chciał znowu zyskać sobie powagę, mianując Cesarzy; ale ci albo się wcale utrzymać nie mogli, albo tylko dzięki temu, że pozyskali darami pretorian. Wybór senatorów i utworzenie senatu było i tak całkowicie pozo stawione samowoli cesarza. Instytucje publiczne były zjednoczone w osobie cesarza, żadna spójnia moralna już nie istniała, wola cesarza była nad wszystkim, wobec niej wszystko było równe. Wyzwoleńcy, otaczający cesarza, byli często ludźmi najpotężniejszymi w państwie. W osobie imperatora podmiotowość prywatna doszła do rzeczywistości zgoła bez miary. Duch zupełnie się zatracił, gdyż skończoność bytu i chęci stała się czymś nieskończonym. Jedną też tylko granicę posiada ta samowola, granicę wszystkiego, co ludzkie, śmierć; a nawet śmierć stała się odegraniem tragedii. Tak Nero umarł śmiercią, która może być przykładem najszlachetniejszego bohaterstwa, jak również najwyższej rezygnacji. Podmiotowość prywatna przy całkowitym swym rozpętaniu nie posiada życia wewnętrznego, nie zawiera postępu ani cofania się, nie zawiera żalu, ani nadziei, ani obawy, nie zawiera myśli gdyż to wszystko ma w sobie pewne ustalone wyznaczniki i cele; tutaj zaś każdy wyznacznik jest zupełnie przypadkowy. Jest ona żądzą, rozkoszą, namiętnością, zachcianką, krótko mówiąc, samowolą w całej jej bezgraniczności. W woli innych ludzi nie posiada ona szranków, ile że stosunek jednej woli do drugiej jest raczej stosunkiem bezgranicznego panowania i niewoli. Ludzie wiedzą, że na znanej części ziemi nie ma woli, która by była poza wolą imperatora. Wszelako pod panowaniem tej jedności wszystko jest w porządku; gdyż skoro ona jest, jest w porządku, a panowanie polega właśnie na tym, żeby wszystko było w harmonii z jednością. Konkretny charakter imperatorów jest przeto sam przez się nieciekawy, ponieważ nie jest tą właśnie konkretnością, o którą chodzi. Tak np. byli cesarze o szlachetnym charakterze i szlachetnym usposobieniu, którzy odznaczyli się szczególnie wykształceniem. Tytus, Trajan, Antoninowie są znani jako takie nader surowe dla siebie charaktery; ale i oni nie dokonali żadnych zmian w państwie; nigdy nie było u nich mowy o tym, aby nadać ludowi rzymskiemu ustrój wolnego współżycia; byli oni tylko jak przypadek szczęśliwy, który przemija bez śladu i pozostawia stan takim, jaki był. Albowiem jednostki znajdują się tu na stanowisku, na którym nie działają, bo nie napotykają żadnego przedmiotu jako oporu; powinni tylko chcieć, dobrze czy źle, i tak jest. Po godnych chwały cesarzach Wespazjanie i Tytusie nastąpił wysoce nieokrzesany i największej pogardy godny tyran Domicjan; a przecież czytamy u dziejopisów rzymskich, że pod jego panowaniem świat rzymski odetchnął. Owe poszczególne jasne punkty nic nie zmieniły; całe państwo ulegało uciskowi podatkowemu oraz łupiestwu, Włochy się wyludniły, najżyźniejsze ziemie były nieuprawione. Stan ten jak fatum zawisł nad światem rzymskim.

Drugi moment, który powinniśmy podnieść, to przeznaczenie jednostek jako osób. Jednostki były zupełnie równe (niewolnictwo stanowiło niewielką różnicę) i pozbawione jakiegokolwiek prawa politycznego. Już po wojnie sprzymierzonych mieszkańcy całych Włoch zostali zrównani z obywatelami rzymskimi, a za Karakalli zniesiono wszelką różnicę pomiędzy poddanymi całego państwa rzymskiego. Prawo prywatne rozwinęło i udoskonaliło tę równość. Prawo własności było przedtem związane z wieloma różnicami, które teraz zostały zniesione. Widzieliśmy, że Rzymianie wychodzą z zasady oderwanego życia wewnętrznego, które urzeczywistnia się teraz jako osoba w prawie prywatnym. Prawem prywatnym jest mianowicie zasada, że osoba jako taka ma znaczenie w tej rzeczywistości, którą sobie zdobywa, we własności. Żywe ciało państwowe i umysłowość rzymska, która w nim żyła jako dusza, sprowadza się więc do rozdrobnienia przez martwe prawo prywatne. Gdy ciało fizyczne się rozkłada, każdy punkt zyskuje własne dla siebie życie, które jest jednak nędznym życiem robaków, podobnie i tu ustrój państwowy rozbił się na atomy osób prywatnych. W takim stanie znajduje się teraz życie rzymskie: z jednej strony fatum i oderwana ogólność panowania, z drugiej strony abstrakcja jednostkowa, osoba, której wyznacznikiem jest to, że jednostka jest czymś sama przez się, nie przez swą żywotność, przez dokonaną indywidualność, lecz jako jednostka oderwana.

Ambicją jednostek jest, aby miały znaczenie bezwzględne jako osoby prywatne; albowiem jaźń otrzymuje nieskończone uprawnienie; ale treść tego uprawnienia, własność, jest tylko rzeczą zewnętrzną, wykształcenie zaś prawa prywatnego, które wprowadziło tę wysoką zasadę, było związane z rozkładem życia politycznego. Cesarz panował tylko a nie rządził; albowiem brak było prawnego i moralnego środka pomiędzy panującym a opanowanym, brakło więzi ustawy i ustroju państwa, gdzie porządek uprawnionych zakresów życia istnieje w gminach i prowincjach, które, czynne dla spraw powszechnych, wpływają na ogólny zarząd państwowy. Istnieją wprawdzie w miastach kurie, ale są one bez znaczenia albo są używane jako środki tylko do gnębienia i systematycznego łupienia jednostek. Świadomości człowieka nie przyświecała więc ojczyzna albo jej podobna spójnia moralna, lecz był on skazany jedynie na poddanie się fatum i zdobycie zupełnej obojętności dla życia, której też poszukiwano albo w wolności myśli albo w bezpośredniej rozkoszy zmysłowej. Tak więc człowiek był albo w rozłamie z istnieniem albo oddany całkiem istnieniu zmysłowemu. Albo znajdował swe powołanie w staraniach o zdobycie środków do użycia przez uzyskanie łaski cesarza lub przez gwałt, spadkokradztwo i podstęp; albo też szukał ukojenia w filozofii, która jedynie mogła dać coś trwałego i istniejącego samo przez się i dla się; systemy bowiem ówczesne, stoicyzm, epikureizm i sceptycyzm, jakkolwiek sprzeczne z sobą, zmierzały do tego samego, mianowicie, aby uczynić ducha wewnętrznie obojętnym względem wszystkiego, co rzeczywistość nasuwa. Filozofie owe były przeto bardzo rozpowszechnione między ludźmi oświeconymi, doprowadzały do niewzruszoności wewnętrznej człowieka dzięki myśleniu czynności, która wytwarza ogólność. Ale to wewnętrzne pojednanie przez filozofię było tylko oderwane, tkwiło w czystej zasadzie osobowości; myślenie bowiem samo siebie czyniło swym przedmiotem i dochodziło do pojednania, było zupełnie bezprzedmiotowe, a niewzruszoność sceptycyzmu uczyniła celem woli samą bezcelowość. Filozofia znała tylko zaprzeczenie wszelkiej treści i światu, który nie posiadał już nic trwałego, dawała radę zwątpienia. Nie mogła ona zaspokoić żywego ducha, który pragnął pojednania wyższego.

dr Kamil M. Kaczmarek 03 09 2010