Herbert Spencer

Dane socjologii

Rozdział XIX. Miejsca święte, świątynie i ołtarze; ofiary, posty i przejednywania, chwała, modlitwa itd.

§ 136. Napisy na kamieniach grobowych zwykle poczynają się od słów: "Poświęcone pamięci N." (Sacred to the memory of). Świętość przypisywana tutaj grobowi, rozciąga się na wszystko, cokolwiek było lub jest związane z nieboszczykiem. Do sypialni, w której leży ciało zmarłego, wchodzi się po cichutku, słowa wymawia się głosem przyciszonym; na koniec, powściągliwym zachowywaniem się wyrażamy tam uczucie, zawierające w sobie zawsze pierwiastek szacunku, jakkolwiek zmienne pod względem pierwiastków innych.

Uczucie to, jakie budzi w nas bądź zmarły, bądź miejsce w jakiem się on znajduje, bądź też przedmioty mające bezpośredni z nim związek, różniąc się bez wątpienia częściowo od uczuć człowieka pierwotnego, w istocie swojej jest jednak do nich podobnym. Kiedy czytamy o dzikich w ogóle, jak np. o Dakotach: "iż mają wielką cześć dla duchów zmarłych," oraz, że wiele plemion, jak np. Hotentoci "pozostawiają nietkniętymi chaty w których ktoś umarł" wraz z ich zawartością, wówczas dowiadujemy się, iż strach jest głównym pierwiastkiem składowym tego uczucia. Uciekanie z pokoju zmarłego, jakie widujemy wśród nas samych, jak również odraza do przechodzenia przez cmentarz w nocy, pochodzą po części z pewnej nieokreślonej obawy. Uczucie to, wspólne ludziom cywilizowanym i niecywilizowanym, zabarwia wszystkie idee, jakie budzi w nas pamięć zmarłych.

Niezależnie jednak od tej równoległości zjawisk, posiadamy liczne bezpośrednie dowody tego, iż miejsce pobytu zmarłych, nabawia dzikich uczucia strachu; zbliżają się oni do niego z pewnym wahaniem, i miejsce to nabywa dlań charakteru świętości. Na wyspach Tonga cmentarze, zawierające zwłoki największych wodzów, uważane są za święte. Kiedy w Nowej Zelandii wódz pogrzebanym zostanie w jakiejś wiosce, cała ona staje się tabu: nikomu pod karą śmierci nie wolno zbliżać się do niej. Tahitańczycy nie przebywają w domu, w którym ktoś umarł: dom ten i wszystko cokolwiek należało do nieboszczyka staje się również tabu. Nowozelandczycy pozostawiają dla zmarłych pożywienie "w świętych tykwach;" w Aneiteum gaje, w których się składa ofiary z pokarmów dla zmarłych przodków, są "gajami świętymi; " na koniec Aszantyowie na miasto Bantama "zapatrują się jak na święte, z powodu, iż zawiera w sobie dom fetyszów, stanowiący Mauzoleum ich królów."

Faktem, jaki tu zauważyć mamy, jest ten, iż owa cześć, wzbudzana przez zmarłych, wyrasta na uczucie podobne tym, jakie budzą w nas miejsca i przedmioty, używane do celów religijnych. Pokrewieństwo tych dwóch uczuć narzuci się naszej uwadze, kiedy dowiemy się od Cooc'a o mieszkańcach wysp Sandwich, że Morai zdaje się być zarówno ich panteonem, jak i ich cmentarzem, albo jeszcze, że Morai, czyli miejsca grzebalne Tahitańczyków, są również miejscami modłów. Ale pokrewieństwo to uwydatni się przed nami najwyraźniej, gdy wyśledzimy pochodzenie świątyń i ołtarzy.

§ 137. Weddahowie, mieszkający w jaskiniach, aż do czasów nowszych porzucali nieboszczyka tam, gdzie umarł: żywi szukali dla siebie innej jaskini, pozostawiając tę, w której śmierć się przytrafiła, dla ducha zmarłego. Bongowie, jak to wykazano już w związku z wierzeniem innym, nie odważali się wchodzić do pewnej jaskini, o której powiadali, iż była nawiedzaną przez duchy zmarłych tam zbiegów. Dalej ku południowi "nikt nie odważał się wejść do Lohaheng czyli jaskini, powszechne bowiem było mniemanie, iż stanowiła ona mieszkanie Bóstwa. " Na koniec, w podaniach Izdubara Heabani, przestawiany jako mieszkaniec jaskini, miał być po śmierci wziętym przez swoją "matkę ziemię," upiór zaś jego wynurzył się z ziemi. Przypominając sobie tedy, iż ludzie pierwotni mieszkali w jaskiniach i grzebali w nich zmarłych, oraz dodawszy nadto, że, kiedy przestali używać jaskiń do mieszkania, to używali ich jeszcze jako cmentarzy, przypominając sobie dalej o powszechnym zwyczaju noszenia ofiar na miejsca spoczynku zmarłych, widzimy, w jaki sposób powstaje jaskinia święta czyli jaskiniowa świątynia. Dość jest widocznym, że jaskiniowe świątynie Egiptu powstały w ten właśnie sposób. W rozmaitych częściach świata napotykamy groty przyrodzone, których ściany zamazane są grubymi freskami, oraz jaskinie sztuczne, gdzie pochowanymi byli niektórzy z królów Egipskich, i gdzie widzimy długie przejścia i komnaty grzebalne, okryte malowidłami. Jeżeli przyjmiemy, że tym zachowanym ciałom królewskim, jak w ogóle trupom w Egipcie, składano ofiary, to będziemy musieli wywnioskować, iż święta jaskinia grzebalna stawała się jaskiniową świątynią. Na koniec, dowiadując się, że gdzie indziej znów w Egipcie istnieją świątynie jaskiniowe bardziej złożone, które nie były miejscem grzebania, możemy słusznie zapatrywać się na nie jako na pochodne; nieprawdopodobnym bowiem byłoby przypuszczenie, iż ludzie poczęli wyrąbywać w twardej skale swoje przybytki modłów, nie znając uprzednio obyczaju, który by im tę myśl podsunął.

Odnośnie do innej kategorii świątyń inne mamy źródło, wypływające z innego znów sposobu grzebania. Arawakowie umieszczają ciało w "małym korjalu, łódce, i grzebią je w chacie. wśród plemion gujańskich "wykopuje się dół w chałupie i składa się w nim ciało." U Krików mieszkanie zmarłego staje się miejscem jego pochowania. Podobnie też dzieje się w Afryce. Fantyjowie "chowają nieboszczyka w jego własnym domu;" Dahomejczycy grzebią zmarłego w jego własnym domu, lub, w mieszkaniu jednego z przodków; na koniec, grzebanie domowe spotykamy wśród Fulahów, Bagów i tubylców Wybrzeża Złotego. Dom taki dąży do stania się świątynią odpowiednio do tego, czy jest lub tez nie jest opuszczanym. W wypadkach takich, jak w § 117, gdzie żywi nie przestają w nim mieszkać po jednym lub więcej pogrzebaniu, miejsce to nie może nabyć charakteru świętości. Kiedy Landa powiada nam o Jukatańczykach, że "pospolicie opuszczają oni dom, i pozostawiają go niezamieszkałym po pogrzebaniu, jeżeli tylko wśród jego mieszkańców nie znajdzie się kilku, co przezwyciężą obawę przed zmarłym towarzyszem, " wówczas widzimy tak początek uczucia (religijnego), jak i następstwa jego odziaływania, gdy nie jest krępowanym. Stąd też, kiedy nam mówią o Karaibach, że "pochowawszy ciało w samym środku mieszkania" (jeżeli zmarły był panem domu), krewni "opuszczali całkowicie domostwo i wznosili sobie inne — w znacznej odległości; " kiedy mówią nam o Indianach brazylijskich, że nieboszczyk ich grzebanym bywa w chacie, która — jeśli zmarły był człowiekiem dorosłym- opuszczaną jest, a na jej miejsce buduje się inną; na koniec, kiedy mówią nam, "że starożytni Peruwianie grzebali często swych zmarłych w mieszkaniach i opuszczali je potem" - nie możemy nie dostrzec, że domy, pozostawiane w ten sposób dla upiora zmarłego, stają się miejscem, na które spoglądano ze czcią niejaką. Co większa, ponieważ powtarzało się tam składanie zapasów pożywienia, ponieważ obok tych ofiar odbywały się inne akty błagalne — przeto opuszczone domy mieszkalne, zmienione na domy śmierci, nabywały cech świątyni.

Tam, gdzie grzebanie domowe nie jest w obyczaju, tam budowa ochronna, wznoszona ponad grobem lub ponad pomostem, na którym składano ciało, staje się zarodem budowli świętych. Wśród niektórych ludów Nowej Gwinei spotykamy jakby "sklepienie szczytowe, wznoszone nad miejscem grzebalnym." Za czasów Cook'a, Tahitańczycy kładli ciało zmarłego na pewnego rodzaju marach, umieszczonych na żerdziach i przykrytych daszkiem. Tak samo też na Sumatrze, gdzie nad grobem "buduje się pewien rodzaj szopy;" tak samo wreszcie na wyspach Tonga. Rzecz jasna, iż szopy te mogą być rozszerzane i bardziej wykończone. Dajakowie budują na niektórych miejscach mauzolea takie jak domy — wysokie stóp 18 i ozdobnie rzeźbione, a wewnątrz zawierające rzeczy zmarłego: jego miecz, tarczę, wiosło i t. d. Kiedy czytamy, że Fidżyanie chowają ciała swych wodzów w małych mbure'ach czyli świątyniach, to możemy śmiało wnioskować, że te tak zwane świątynie są to po prostu bardziej rozwinięte budowle ochronne. Opisując pogrzeb tabityjskiego wodza, pochowanego pod szopą ochronną, Ellis powiada, iż ciało było odziane "i umieszczone w postawie siedzącej; przed nim wzniesiono mały ołtarzyk, na którym codziennie bądź krewni, bądź wyznaczony do służenia ciału kapłan, składali ofiary z owoców, pokarmów i kwiatów. " Tutaj więc, szopa stała się miejscem modłów. Zwyczaje Peruwiańczyków wskazują nam jeszcze wyraźniej, że budowla wznoszona nad ciałem zmarłego rozwija się w świątynię. Acosta powiada nam, iż "każdy z tych królów (Inkasów) pozostawiał wszystkie swe skarby i dochody na utrzymanie miejsca modłów, gdzie złożonym było jego ciało, i że było wielu dygnitarzy, przeznaczonych do pełnienia wraz z całą jego rodziną tej służby.

Zresztą, nie tylko wśród plemion niższych możemy wyśledzić pochodzenie świątyń od domów przeznaczonych wyłącznie dla nieboszczyków. To samo, co dawni podróżnicy hiszpańscy mówią nam o Peruwianach — to samo starożytni podróżnicy greccy mówią o Egipcie. Zupełnie tak samo jak Cieza zwraca uwagę na to, jak mało (Collowie) "troszczyli się o posiadanie dużych i wygodnych domów dla żyjących, podczas gdy okazywali tak wiele troskliwości o groby, w których pochowani byli ich zmarli," tak samo też Diodor, tłumacząc nam szczupłość mieszkań egipskich w przeciwstawieniu do okazałości ich grobów, powiada: "nazywali oni domy żyjących — zajazdami, gdyż popasają w nich krótką tylko chwilę, ale przybytki zmarłych nazywają siedzibami wiekuistemu" Ponieważ te groby Egipcjan, podobne, typem swym, do ich domów, chociaż o tyle wyższe jakością, — były miejscami, na których składano ofiary zmarłym, przeto, w istocie swej, były to świątynie. Istotnie, skoro wątpliwym jest, czy owa najbardziej starożytna budowla podziemna, przylegająca do wielkiej piramidy, była grobowcem czy też świątynią — skoro Serapeum (również podziemne), gdzie grzebanym był bóg Oziris-Apis po każdym wcieleniu, "podobne było z pozoru do innych świątyń egipskich, nawet do tych, co nie nosiły charakteru miejsc grzebalnych," tedy mamy powody sądzić, iż za dawnych czasów Egiptu świątynia, jako coś całkiem odrębnego od grobowca — nie istniała. Na Wschodzie owe budowle śmierci dość często łączyły w sobie cechy świątyń jaskiniowych i świątyń z domów mieszkalnych. Zarówno w Petra, w Cyrene i w Etruryi, groby uszeregowane były wzdłuż opoki, "jak domy w ulicy," i w "każdym kraju były naśladowaniem komnat mieszkalnych;" do tego zaś dodać potrzeba, że Etruskowie posiadali świątynie podziemne — tak samo, jak podziemne groby, podobne do pierwotnych podziemnych mieszkań. Świątynia mawalipauroamska w stylu druidyjskim nasuwa myśl, że w Indyach świątynie skalne były pierwotnie grobowcami: jest tam pewna figura spoczywająca (umarły?), której się cześć oddaje. Dalej znów, grobowiec Dariusza, wykuty w skale, "jest ścisłym odtworzeniem" jego pałacu, na jednaką nawet skalę. Mogę tu zakończyć uwagą Mr. Fergusson'a, który, pisząc o świątyniach chaldejskich i wskazując na podobieństwo grobu Cyrusa do świątyni, powiada: "najznakomitszy przykład tej formy jest (przez pisarzy starożytnych) równie często nazywany tak grobem, jak i świątynią Belusa, u plemienia zaś turańskiego grób i świątynia mogą być uważane jako rzecz ta sama."

Czasy późniejsze widziały dążność oczywistą do wytworzenia takiegoż początku świątyń de novo. Na oazach Sahary istnieją kaplice, wzniesione nad szczątkami Marabutów, czyli mahometańskich świętych; pobożni odbywają też pielgrzymki do tych kaplic i składają tam ofiary. Oczywiście też, kaplica osłaniająca grób świętego w kościołach rzymsko-katolickich, jest małą świątynią, zawartą w większej. Na koniec, wszelki pojedynczy grobowiec, przykrywający kości człowieka wybitnego, zwiedzanym bywa przez ludzi z pewnym uczuciem, pokrewnym uczuciom religijnym i jest jakby zaczątkiem miejsca religijnego kultu.

§ 138. Kiedy od kreślenia początków przybytku świętego, bądź jaskini, bądź opuszczonego domostwa, lub wyłącznego domu śmierci, bądź świątyni — przystąpimy do kreślenia początków ołtarza — świętej budowli, wznoszonej wewnątrz owego przybytku, wówczas, przede wszystkim, napotykamy coś pośredniego. W Indiach znajdują się wysoce złożone budowle święte, łączące w sobie cechy obojga.

Mogiła, wyrastająca w kopiec, którego objętość się zmienia odpowiednio do godności nieboszczyka, niekiedy z pagórka ziemnego przeobraża się w pagórek złożony częścią z ziemi, częścią zaś z kamieni, albo całkowicie składający się z kamieni, lub wreszcie przeobraża się w budowlę kamienną — zrazu jeszcze wypełnioną wewnątrz jak kopiec i mniej więcej z kształtu do niego podobną, ale już wysoce wypracowaną pod względem architektonicznym. Zamiast świętego gmachu, wylęgłego z izby grzebalnej, mamy, w indyjskim topie, budowlę świętą, wyłonioną z samego kopca mogilnego. "Top jest w prostej linii potomkiem grobowego pagórka" — powiada Mr. Fergusson: albo też, mówiąc słowami uczonego dzieła jen. Cunningham'a, jest to "foremnie zbudowany stos kamieni, " jak tego domyślać się każe jego nazwa. Nie które z tych topów indyjskich, zawierają w sobie relikwie Sakyamuniego; inne zaś — szczątki jego głównych uczniów, kapłanów i świętych: tylko szczątki dla tego, iż, co do Sakyamuniego, "części jego zwłok rozniesione zostały po rozmaitych miejscowościach," co zaś do innych, to po przyjęciu przez buddystów indyjskich zwyczaju palenia zwłok, grób stał się odbiorcą nie ciała zmarłego, lecz tylko szczątków. O ile więc pozwala na to owa zmiana zwyczaju — topy są grobowcami; modlitwy zaś do nich zanoszone, procesje odbywane dokoła nich, i okazywane im uwielbienie (widoczne z płaskorzeźby na ich własnych powierzchniach), dowodzą, iż są one po prostu tylko masywnymi, nie zaś próżnymi wewnątrz świątyniami. Dalszym tego dowodem może być jeszcze nazwa dawana niektórym z nich; Chaitya znaczy po sanskrycku "ołtarz, świątynia, jak również wszelki monument, wzniesiony na miejscu mogilnego kopca."

Powracając znów do nasypu grobowego — w jego postaci pierwotnej, musimy przede wszystkim przypomnieć sobie ten fakt, że (§ 85), pośród dzikich, przechowujących zwyczaj grzebania, oraz noszących zmarłym zapasy żywności, nasyp grobowy staje się tym samem nasypem ofiarnym. Składając się — tu z samej tylko ziemi lub darni, owdzie częścią z kamieni, gdzie indziej zaś z kamieni całkowicie — pozostaje on w takim samym stosunku do ofiar dla zmarłych, jak ołtarz względem ofiar, składanych bóstwu.

Tam, gdzie ciała umieszczane bywają na pewnego rodzaju pomostach, na których również składa się zapasy pożywienia, tam pomosty owe stają się faktycznie ołtarzami; mamy też dowody, że w niektórych wypadkach, ołtarze służące do odprawiania modłów, powstały właśnie z owych pomostów. Za bytności Kuka, na wyspach Tahiti, ołtarze, na których tubylcy składali swoje ofiary bogom, podobnymi były do mar, na których umieszczali swych nieboszczyków: jedne i drugie były to niewielkie nosze, umieszczone na drewnianych słupkach, mających od pięciu do siedmiu stóp wysokości. Na wyspach Sandwich posługiwano się podobnym sprzętem dla umieszczenia zapasów żywności, złożonych na grobie jednego z majtków Kuka. gdzie indziej ani prosty nasyp mogilny, ani wzniesiony pomost nie odgrywa roli wzniesienia ofiarnego. Ximenes powiada nam o mieszkańcach Ameryki środkowej, że "kiedy w grobie pochowano niewolników obok ich pana, pozostałą przestrzeń wypełniono ziemią i wyrównano ją. Później wznieśli oni na grobie ołtarz, rodzaj wysokiego sześcianu z wapna i kamieni, na którym pospolicie palono wiele kadzidła i składano ofiary:" Na koniec wśród ludów, które mają zwyczaj powiększania mogilnego kopca, budowla ta, unosząca na sobie napój i żywność, mieści się tuż przy grobie; przykład podobny widzimy nawet teraz przed rozległym nasypem grobowym jednego z cesarzów chińskich.

Wśród dawnych mieszkańców Wschodu pochodzenie ołtarzy miało taki sam początek; pewien obrzęd jednego ze świąt egipskich, polegał na osypywaniu kwiatami grobu Ozirysa; w podobny też sposób umieszczali oni wieńce na sarkofagach osób zmarłych, Na ołtarzach, "znajdujących się na zewnątrz drzwi katakumb w Tebach..... przedstawione były za pomocą płaskorzeźby rozmaite rodzaje składanych przez nich ofiar — takich samych, jak i te, które wyobraża malowidło grobów, " jest to przykład wskazujący, że tam, gdzie ołtarz, będąc miejscem składania ofiar, mieści się na czele grobu, że tam nosi on jeszcze ślady pierwotnego swego przeznaczenia — siedziby trupa. Jeszcze jeden przykład. Jakkolwiek hebrajczycy, w miarę oddalania się od najwcześniejszego swego stanu pasterskiego, odbiegli prawdopodobnie trochę od pierwotnych swoich obrzędów pogrzebowych i ofiarnych, to jednak opisy ich ołtarzów, nasuwają myśl o takim samym początku. Były one budowane bądź z darni, przypominając tym nasypy mogilne, bądź też nieociosanych kamieni, a wówczas również przypominały mogilne kopce. Pamiętając o tym, iż zwyczaje religijne należą do najbardziej niepodatnych — czego świadkiem jest używanie noży krzemiennych przy obrzezaniu, możemy podejrzewać, iż przyczyną nakazu używania kamieni nieociosanych do budowy ołtarzów, było to, że posługiwanie się niemi przetrwało od tych czasów, kiedy tworzyły one pierwotnie stos mogilny. Prawdą jest, że najwcześniejsze podania hebrajskie każą domyślać się grzebania w jaskiniach, i że później grzebali oni w jaskiniach sztucznych, czyli grobowcach; ale plemiona pasterskie, koczujące po rozległej równinie, nie mogły były grzebać tak zawsze. Sposobem pospolitym był prawdopodobnie ten, jakim dziś jeszcze posługuje się tak dzikie plemię semickie, jak Beduini, których zmarli mają "kamienie nagromadzone na grobie," i którzy "składają ofiary, mordując pobożnie owcę lub wielbłąda, na grobach swych zmarłych krewnych," przez co oczywiście stos kamieni zamienia się na ołtarz.

Zwyczaje plemion europejskich również dostarczają nam świadectwa takiego pochodzenia ołtarzy. Niektóre dowody znajdujemy tu częścią w Dictionary of Theology Blunt'a, częścią zaś w źródłach innych. Najstarożytniejszym ze znanych ołtarzy, jest "pewien rodzaj próżnej wewnątrz skrzyni, na której wieku, Mensa, odprawiano ofiarę Eucharystii." Z formą tą łączył się "dawny zwyczaj chrześcijański umieszczania relikwii świętych męczenników" pod ołtarzem; na koniec do dziś dnia w kościele katolickim panuje stanowczy przepis zamykania w ołtarzu szczątków świętego. "Sobory czwartego stulecia zaleciły kamień do budowania ołtarzy, a to wskutek kojarzenia ołtarza z grobem Chrystusa, " co większa, "chrześcijanie pierwotni odbywali swe zgromadzenia przeważnie u grobów świętych męczenników, gdzie też święcili tajemnice swojej religii." Na koniec, do twierdzenia Mr. Fergussona, że w wiekach średnich "sarkofag kamienny stał się ołtarzem, " można dodać ten fakt, że kościoły nasze zawierają w sobie dotąd "ołtarze-groby."

To samo, czego jasno nauczyły nas praktyki plemion niecywilizowanych, to samo wskazują też praktyki ludów cywilizowanych. Ołtarzem pierwotnym było to, co służyło do składania ofiar zmarłemu; stąd to rozmaite formy ołtarzy — wyniosłość darniowa, stos kamieni, pomost wzniesiony lub kamienna trumna.

§ 139. Ołtarze każą domyślać się ofiar; drogą też naturalną przechodzimy od początku jednych do powstawania drugich.

Już w § 84, przytoczono liczne przykłady zwyczaju zaopatrywania zmarłego w pokarm; liczbę ich, gdyby miejsce pozwalało na to, można byłoby podwoić. Dalej, można byłoby położyć nacisk na rozmaite tego zwyczaju pobudki, wygłaszane przez rozmaite ludy. przez mieszkańców Kalifornii niższej, wśród których kapłan prosi o zapasy żywności "na drogę dla ducha;" przez Korów z Meksyku, którzy po śmierci danej jednostki "umieszczali nieco pożywienia na tyczkach w polu, z obawy, aby nieboszczyk nie przyszedł po nie do trzody, stanowiącej przedtem jego własność;" przez Damarczyków, którzy, przynosząc pokarm na grób zmarłego, proszą "go, aby jadł i przebywał w weselu;" w zamian zaś wzywają "jego błogosławieństwa" i pomocy. Inną znów prawdą, również uwydatnioną w przykładach (§ 85), którą jednak dobrze będzie uzmysłowić tutaj ponownie, jako mającą bezpośredni związek z naszym założeniem, jest ta prawda, iż ofiary owe powtarzają się w rozmaitych odstępach czasu: gdzieniegdzie w krótkich, gdzieniegdzie w długich.

O mieszkańcach Ziemi Vancouver'a powiadają nam, iż "przez kilka dni po śmierci, krewni zmarłego palą przed jego grobem łososia, albo sarninę;" wśród Indian zaś plemienia Moskitów "wdowa obowiązaną była dostarczać przez cały rok zapasów żywności;" kiedy do praktyk tego rodzaju dodamy takie, jakie panują wśród Karenów, z których każdy sądzi, iż jest otoczony przez duchy zmarłych, i że "potrzeba je ujmować rozmaitymi i nieustannymi ofiarami," wówczas nie omieszkamy uznać owego przejścia od ponadgrobowej obiaty do ofiar religijnych.

Pokrewieństwo ich, dalej, stanie się widocznym, gdy zauważymy, iż w obu wypadkach, obok zwyczajnych ofiar istnieją nadto ofiarnicze święta. Wzmiankowani przed chwilą Karenowie, przynoszący ofiary zwykłe, miewają również doroczne uroczystości, poświęcone pamięci zmarłych, których duchy proszone są, aby jadły i piły. O Bodach i Dhimalach Hodgson powiada nam, że "w porze żniw ofiarują oni owoce i drób swym zmarłym krewnym. " Takie ofiary doroczne, jakie w listopadzie przypadają wśród tubylców niziny meksykańskiej, składających wówczas żywe zwierzęta, pokarmy i kwiaty na grobach swoich krewnych i przyjaciół, albo takie, jakie w sierpniu odbywają się wśród Pueblów, umieszczających zboże, chleb, mięso, i t. p., w uroczyskach nawiedzanych przez nieboszczyków," — szerokie miały upowszechnienie: przykładów dostarczają dziś jeszcze Chińczycy nowożytni — tak samo, jak dawniej dostarczali ich starożytni Peruwianie i Aztekowie.

Co większa, istnieją jeszcze ofiary, z powodu okoliczności szczególnych, które o potrzebie ich przypominają: "przechodząc przez cmentarz, rzucają oni (Dajakowie nadmorscy), cokolwiek, co uważają za rzecz przyjemną dla nieboszczyka;" Hotentoci zaś, mijając miejsce grzebalne, pozostawiają tam jakąkolwiek ofiarę, i proszą duchy zmarłe o opiekę. Na wyspach Samoa, gdzie się przypuszcza, że dusze nieboszczyków włóczą się po zaroślach, "ludzie udający się na robotę daleko w głąb kraju, rzucają dla nich kawałki jadła, wymawiając jedno lub dwa słowa modlitwy z prośbą o opiekę." Rozwój obiat pogrzebowych w zwyczajne ofiary posuwa się o jedno stadium dalej tam, gdzie panuje zwyczaj zachowywania dla zmarłych cząstki każdej potrawy. Na wyspach Fidży "tubylcy jedząc lub pijąc cokolwiek, odrzucają cząstkę na stronę i, mówią, że to dla zmarłych przodków. " Bhilowie, gdy się im da jakiegoś napoju, zawsze ulewają go trochę na ziemię przed wypiciem; ponieważ zaś bogami ich są ich pradziadowie, przeto znaczenie tego zwyczaju jest oczywistym. Tak samo też Araukanowie ulewają trochę napojów, i rzucają nieco pokarmów zanim poczną jeść i pić; na koniec, Wircymberowie madagaskarscy, zabierając się do posiłku, "biorą kąsek mięsa i rzucają go po przez głowę, mówiąc: oto kawałeczek dla ducha; " starożytne ludy historyczne, również zachowywały podobne zwyczaje.

Pobudki tych ofiar często są jawnie wyznawane. Czytamy u Livingstona, że pewien Berotse, cierpiąc na ból głowy, mówił: "mój ojciec karci mię za to, że nie dałem mu nic z mego posiłku. Spytałem go, gdzie jest jego ojciec? Wśród Barymów (bogów) — była odpowiedź." Kafrów opisuje się, jako przypisujących wszelki niepomyślny wypadek duchowi zmarłego, oraz jako "zabijających bydlę, w celu odzyskania jego łaski." Amazulowie przykładem swym wskazują nam na to samo. "Oto więc wasz pokarm," powiadają oni, "wy wszystkie duchy naszego plemienia zwołajcie się wzajem. Nie powiadam: taki a taki, oto jest twój posiłek, — gdyż wy jesteście zazdrośni, ale ty, taki a taki, który sprawiasz, iż człowiek ten jest chory, zwołaj wszystkich duchów; chodźcie wszyscy spożywać ten posiłek."

Tak więc, to ofiarowywanie pokarmów i napojów zmarłemu, zarówno pod względem pobudek swych, jak i sposobów, odpowiada ofiarom z pokarmów i napojów, przynoszonym bóstwu. Zaznaczmy tu ich punkty styczne: oddawanie części posiłku jest wspólne obydwom. Na wyspach Sandwich, powiada Cook, kapłani przed rozpoczęciem posiłku odmawiają pewien rodzaj modlitwy, potem zaś ofiarowują nieco żywności bóstwu. Tak u owych Polinezyjczyków, jak i u Greków Homera: "oddawane bogom części wina, które płynie i mięsa, które dymi się na biesiadnym stole, " odpowiadają owym cząstkom, rzucanym przez rozmaite ludy dla duchów przodków. To samo też stosuje się do różnych większych ofiar okolicznościowych. Gdy mówią nam, iż wódz Kafrów zabija byczka, aby przez to zjednać sobie w wojnie pomoc zmarłego przodka, wówczas przypominamy, że "Agamemnon, król ludzi, zabił tłustego wołu pięcioletniego, dla wszechpotężnego syna Chronosa." Kiedy wśród Amazulów, po "obfitym żniwie, głowa wioski miewa niekiedy sen, w którym mówi się doń: jak się to stało, że wy, otrzymawszy tak wielką ilość pożywienia, nie składacie za nie podzięki?" i kiedy potem wyprawia on ucztę dla Amatongo (duchów zmarłych), to postępek jego żadną miarą nie różni się od owego, praktykowanego gdzie indziej, przynoszenia pierwszych płodów bogom. Na koniec, kiedy inną razem "opowiada on sen swój i dodaje: złóżmy ofiarę za grzechy, aby ltongo, rozgniewawszy się, nie pozabijał nas," wtedy również przypominamy sobie o podobnych ofiarach, składanych przez rozmaite ludy, w celu odwrócenia zemsty boskiej. Niemniej też dokładną równoległość spostrzegamy pomiędzy ofiarami, przynoszonymi w porach oznaczonych. Jak wskazano wyżej, obok innych świąt, poświęconych pamięci nieboszczyków, istnieją święta doroczne; te zaś odpowiadają dorocznym uroczystościom na cześć bogów. Co większa, czas jednych i drugich określany bywa biegiem zjawisk astronomicznych. Równoległość stosuje się także do rzeczy ofiarowywanych; w obu wypadkach mamy tu woły, kozy i t. p.; w obu znajdujemy chleb i ciasta; w jednym i w drugim występują miejscowe napoje — tu wino, owdzie, jak u plemion amerykańskich, chicha, piwo u różnych ludów Afryki; w obu wypadkach widzimy używanie kadzidła, kwiatów, słowem — wszelkie najdroższe przedmioty spożycia, aż do tytoniu nawet. Widzieliśmy już wyżej wodza afrykańskiego, który miał nadzieję zjednać sobie pomoc bogów, wypróżniając dla nich swą tabakierkę; wśród Kafrów zaś, kiedy duchy "zapraszane bywają na ucztę, dodaje się do niej zwykle piwo i tabakę;" niema tu również różnicy w sposobach przygotowywania ofiar. Tak dla duchów, jak i dla bóstw, składane bywają ofiary surowe i pieczone. Jeszcze jedno podobieństwo potrzeba wymienić. Zarówno o bogach, jak i upiorach, przypuszcza się, iż jednako korzystają z ofiar, i że jednako są im one miłymi. Jedną z podawanych w Iliadzie przyczyn, dla jakich Zeus sprzyja Trojanom, jest ta, iż "ołtarzom moim nigdy nie brakło uczty przystojnej, ofiar z napojów i ofiar pieczonych, czci nam należnej, " w Odysei Atena, podług opisu, przychodzi osobiście odebrać ofiarowaną jej jałówkę pieczoną i nagrodzić ofiarodawcę. Na koniec, mamy ten fakt jeszcze, iż w wielu wypadkach ofiary dla duchów i bogów, istnieją wespół w postaci jednakiej. Mieszkańcy wysp Sandwich umieszczają zapasy żywności zarówno przed nieboszczykami, jak i przed wyobrażeniami bogów. Wśród Egipcjan "ofiary, składane zmarłym, były podobne de zwykłych libacji, odprawianych na cześć bogów. " Mumie przechowywane były w komórkach, "z których brano je... i zanoszono przed mały ołtarz, przed którym kapłan składał ofiary," na ołtarzu zaś tym ofiarowywano kadzidła i napoje, ciasta, kwiaty i owoce."

§ 140. Jakkolwiek mało moglibyśmy się spodziewać takiego ich początku, to jednak spotykamy dowód, iż posty, jako obrzęd religijny, są następstwem obrzędów pogrzebowych. Prawdopodobnie zresztą praktyka owa nie jedną tylko rozwijała się drogą. Ponieważ człowiek pierwotny mimo woli często musiał się powstrzymywać od jadła — to zaś dawało mu możność miewania snów bardzo żywych, przeto powstrzymywanie się takie stawało się pewnym, rozmyślnie używanym sposobem dostąpienia widzeń z duchami. Taką przynajmniej jest jedna z pobudek postu — zarówno wśród licznych plemion dzikich dzisiejszych, jak i wśród żydów okresu talmudycznego. W innych wypadkach podaje się inną jego pobudkę, mówiąc, iż doprowadza on do owego pozaprzyrodzonego podniecenia, uważanego za natchnienie. Ale obok postów, z takiego wypływających źródła, istnieje jeszcze post, będący wynikiem dostarczania nadmiernej ilości pożywienia zmarłym. Post staje się wówczas domyślnie pewną przyjętą oznaką szacunku, ostatecznie zaś staje się aktem religijnym.

W § 103 wykazano już, jak wielki w niektórych wypadkach zakres przybiera niszczenie sprzętów, bydła, zapasów żywności na grobie. Przytoczyłem wzmianki, świadczące, że następstwem obrzędów pogrzebowych wśród Dajaków bywa często doprowadzenie do ubóstwa tych, co pozostali przy życiu, i że na Wybrzeżu Złotym "pogrzeb jest zazwyczaj zupełną ruiną dla rodziny biednej." Jeżeli, jak to bywało wśród wygasłych społeczeństw amerykańskich, wszystko, cokolwiek człowiek posiadał, oprócz jego ziemi, zstępowało z nim razem do grobu, — jeżeli ze śmiercią Todasa, "całe stado jego" wołów było przynoszone na ofiarę, to domniemanym stąd wnioskiem jest ten, iż wdowa jego i dzieci musiały cierpieć wielki niedostatek. O niedostatku takim niekiedy mówi się wyraźnie. Czy. tamy, że "Indianie z Gór Skalistych chowają z nieboszczykiem wszystkie jego rzeczy, a nawet rzeczy najbliższych jego krewnych, tak, iż zdarza się czasem, że rodzina jego przyprowadzoną zostaje do zupełnej nędzy;" czytamy wreszcie, że w Afryce wśród Bagów, rodzina nieboszczyka, zrujnowana przez akt zabobonny (chowanie wszelkiej własności, nie wyłączając zapasów pożywienia), utrzymywaną jest w czasie następnego żniwa przez mieszkańców wioski. " Otóż, jeżeli obok tych faktów, związanych ze sobą oczywiście jak przyczyna ze skutkiem, postawimy ten fakt, że mieszkańcy Wybrzeża Złotego do innych obrzędów żałobnych dodają posty, jeżeli nadto przypomnimy sobie i o tym fakcie, że wśród Dahomejczyków "krewni, odbywający żałobę, muszą pościć," to chyba nie będziemy mogli uniknąć wywodu, że to, co zrazu było naturalnym następstwem zbyt wielkiej, nieboszczykowi złożonej ofiary, staje się ewentualnie zwyczajem, ofiarę taką oznaczającym, i że zwyczaj ten trwa dalej nawet wówczas, kiedy do zachowywania jego nie zmusza zubożenie. Jeszcze więcej ujrzymy powodów do takiego wniosku, znajdując, iż post był obrzędem żałobnym wśród wielu wygasłych ludów, oddających się bardzo zawiłym praktykom żałobnym. Yukatańczycy "pościli na intencje zmarłych." Podobny też zwyczaj panował wśród Egipcjan: w ciągu żałoby po królu "ustanawiano post uroczysty, " nawet u Hebrajczyków post kojarzył się z noszeniem żałoby, a po pogrzebie Saula, ludność Jabesh-Gileadu pościła przez dni siedem.

Tę spójnię obrzędów i wyobrażeń umacnia inna jeszcze spójnia pokrewna, wyłaniająca się ze zwyczaju codziennych ofiar na korzyść nieboszczyków. Odrzucanie części pożywienia dla duchów przodków, zmniejszanie szczupłego zapasu, jaki posiadać mogą nieprzezorni dzicy, często prowadzi za sobą głód, a w ten sposób, dobrowolnie wywołany, staje się on wyrazem powinności względem zmarłego; jaką zaś drogą głód taki staje się wyrazem powinności względem bogów, o tym poucza nas podanie polinezyjskie o Mani i jego braciach. Odbywszy z wielkim powodzeniem połów ryb, Mani powiada do nich: "ponieważ byłem odważny i cierpliwy, nie jedzcie, dopóki nie powrócę i nie odcinajcie ryb. ale raczej pozostawcie je w spokoju do czasu, aż złożę ofiarę bogom za tak piękny połów..... wówczas powrócę i będziemy mogli odciąć ryby całkiem bezpiecznie. " Dalej opowieść dotyczę już katastrofy, jaka wynikła z boskiego gniewu za to, iż bracia zaczęli jeść przed złożeniem ofiary.

Rzecz jasna, iż posty wypływające z tego źródła, dając sposobność ćwiczenia woli, później, kiedy cel pierwotny pójdzie już w zapomnienie, służą w dalszym ciągu do takich samych ćwiczeń. Nie znika tu jednak całkowicie myśl, że za ich pośrednictwem zyskuje się aprobatę jakiejś istoty nadprzyrodzonej; trwanie zaś tej myśli służy do wzmocnienia wywodu, uczynionego przedtem.

§ 141. Od tego wywodu, wtrąconego tu nawiasowo powróćmy do naszych badań uprzednich, do badania dróg, jakimi ofiary. pogrzebowe przekształcały się — w religijne.

Widzieliśmy, że istnieją dwie pobudki do składania ofiar z ludzi na pogrzebach: jedną z nich jest chęć dostarczenia zmarłemu żywności, drugą — chęć dostarczenia mu towarzyszy ku usłudze w życiu przyszłym. Przyjrzymy się teraz obydwom w tym właśnie porządku. Pamiętając, iż nieboszczyk ma, podług przypuszczenia, zachowywać podobieństwo do żywych, znajdziemy łatwo, iż wśród ludożerców przynoszenie w ofierze mięsa ludzkiego jest nieuniknionym. Rozwój tego obyczaju uwydatnia się z tego oto urywka dzieła Turnera, Samoa. Powiada on, iż "Samoa było to imię ludożerczego bóstwa pewnej wioski na Savaii. Wcieliło się ono w człowieka, przed którym składano mięso ludzkie, gdy go zażądał. Władza tego człowieka rozciągała się na kilka wiosek i do dziś dnia można wskazać jego potomków." Albo jeszcze — okrutni ludożerczy Fidżyjanie, którzy chowali ofiary ludzkie wraz z nieboszczykami i których uapoteozowani wodzowie łączą się z innymi bogami, uważającymi "mięso ludzkie dotąd za najcenniejszą ofiarę," mogą nam wytłumaczyć cały ów szereg idących po sobie następstw — ludożerstwo za życia, ludożercze upiory, ludożercze bóstwa i ofiary z ludzi — jako obrzęd religijny. Tak samo też działo się w Meksyku starożytnym. Ludożerczym zwyczajom rasy rządzącej, towarzyszyło tam zabijanie niewolników i t. p. na pogrzebach, jak również zabijanie jeńców przed obliczem bogów; jakkolwiek zaś, w czasach późniejszych zabójstwa, dokonywane na grobach, nie były jawnie uważanymi za ofiarę żywności, to jednak możemy podejrzewać, iż tak właśnie było dawniej; przekonywamy się o tym, widząc, jak dosłownie zamordowanej na cześć bóstwa ofierze nadawano postać posiłku: wyrwawszy jej serce, wkładano je do ust bałwanowi i krwią mazano mu wargi. Kiedy, dalej, czytamy, że Chibchowie ofiarowywali mięso ludzkie Hiszpanom na pokarm i kiedy Acosta, zrobiwszy uwagę, że Chibchowie nie byli ludożercami, zapytuje: "Czyżby sądzili oni, że Hiszpanie, jako synowie Słońca (tak bowiem ich nazywali) muszą znajdywać rozkosz w barbarzyńskich całopaleniach, jakie składali słońcu?" — możemy żywić podejrzenie, że zarówno ich ofiary z ludzi na grobach, jak i takież ofiary, składane słońcu, były pozostałością wygasłego już ludożerstwa. Mając przed oczami takie fakty, jak to np., że niektórzy Kondowie wierzą, iż bóg zjada zabitą dla niego osobę, że Tahitańczycy, sądząc, iż bogowie ich żywią się duchami zmarłych, zaopatrują ich w tę żywność przez częste morderstwa i że Tongańczycy składali ofiary z dzieci swym bogom, którymi byli ich ubóstwieni wodzowie, nie możemy wątpić, iż przynoszone na grobach ofiary z ludzi miały początkowo na celu dostarczanie, obok innej żywności, ludzkiego mięsa dla duszy zmarłego i że następstwem tego było zabijanie ofiar ludzkich, jako obrzęd religijny. To samo też stosuje się do zabijania ludzi, dla towarzyszenia zmarłemu. Widzieliśmy już (§ 104), jak upowszechnionym jest wśród społeczeństw niecywilizowanych i na wpół cywilizowanych zabijanie jeńców "niewolników, żon, przyjaciół, mających, podążyć za nieboszczykiem;" w niektórych zaś wypadkach przytrafia się powtarzanie tego obrzędu. Meksykanie zabijali dodatkowy kontyngens niewolników w piąty, dziesiąty, czterdziesty, sześćdziesiąty i osiemdziesiąty dzień po pogrzebie. W Dabomeju zdarzają się często ścięcia, aby ofiary, udające się na służbę do króla na innym świecie, mogły mu zanieść wiadomości od jego następcy. Ofiary z ludzi, powtarzane w ten sposób dla zjednania łaski upiorów, oczywiście przeobrażają się bezpośrednio w periodyczne ofiary ludzkie, które pospolicie były pierwiastkiem składowym pierwotnych religii.

W § 89 zebrane były przykłady ofiarowywania krwi zmarłemu, przykłady, dotyczące najrozmaitszych ludów całego świata. Ofiary takie, jakkolwiek niedorzecznymi by były w każdym innym wypadku, nabierają znaczenia — gdy wykonawcami ich są pierwotni ludożercy. Nieprawdopodobnym się nam wydaje niemal, iżby ludzie, na podobieństwo zwierząt najdrapieżniejszych, mogli się napawać krwią — szczególnie zaś krwią istot własnego gatunku. Czytając jednak, że w Australii mięso ludzkie "jadanym jest na surowo" przez "mścicieli krwi," że wódz fidżyjski Tamoa odciął ramię swemu stryjecznemu bratu, wypił krew, ugotował ramię i zjadł je w obecności jego właściciela i że ludożercy wateańscy zdolni są odkopać, ugotować i zjeść trupa pogrzebanego nawet dawniej, niż przed trzema dniami; że wśród Hajdabów, w Stanach Pacyfiku, taanish, czyli natchniony znachor, "skacze na pierwszą spotkaną osobę, szarpie z niej i połyka jeden lub kilka kawałków ciała — bez względu na to, gdzie się wpija zębami, później rzuca się na inną, i jeszcze na inną", czytając dalej, że wśród sąsiadujących z tamtymi Nutków znachor, zamiast postępować w taki sposób, "zadawala się tym, co zęby jego zdołają wyszarpnąć z trupów po cmentarzach, " widzimy, że człowiek pierwotny dokonuje rozmaitych okropności, przekraczających naszę wyobraźnię i że, pomiędzy innymi, pija on ciepłą krew ludzką. Istotnie, możemy sądzić, że europejskie podania o wampirach w baśniach sielskich, wylęgły się z takich właśnie faktów pierwotnego kanibalizmu: że pierwotnie wampirem był sobowtór (upiór) dzikiego człowieka, usiłujący jeszcze zaspakajać swoje skłonności krwiożercze. Na koniec, nie będziemy wątpili, iż owe ofiary ze krwi były początkowo, jak są dziś jeszcze u Dahomejczyków, "napojem dla umarłych. " Istotnie: ponieważ niema większej różnicy pomiędzy wypijaniem krwi ludzkiej a zwierzęcej, niż pomiędzy jedzeniem ludzkiego a zwierzęcego mięsa, przeto wszelka wątpliwość nasza zniknie, gdy się dowiemy, że nawet teraz Samojedzi rozkoszują się ciepłą krwią zwierząt; gdy przypomnimy sobie, iż Ulises, opisując duchy, będące w Hadesie, mówi, że się tłoczą, aby napić się krwi przyniesionej przez niego dla nich ofiary i że się nią pokrzepiają. Jeżeli tedy krew, przelewana na pogrzebie, miała służyć zrazu ku pokrzepieniu upiora nieboszczyka — jeżeli, przelewana przy innej sposobności, jak np. przez krewkich Dahomejczyków dla zjednania pomocy upiora zmarłego króla na wojnie, stała się później ofiarą krwawą, przynoszoną w celu szczególnego zjednania sobie jakiejś istoty nadprzyrodzonej, to nie możemy chyba wątpić, iż ofiarowywanie z ta kich samym pobudek krwi ludzkiej bóstwu, jest tylko dalszym rozwinięciem te go zwyczaju. Typowym, pod tym względem, jest przykład Meksykanów. Ich rasy rządzące pochodziły od zwycięskich ludożerców; miały one bogów-ludożerców, których bałwany karmiono sercami ludzi; kiedy długo nie składano tych ofiar, kapłani przypominali królom, że bałwany "umierają z głodu; " wypowiadano wojnę dla zdobycia jeńców, "gdyż bogowie ich domagali się czegoś do zjedzenia" i tysiące ludzi poświęcano w tym celu rok-rocznie. Jeżeli dodamy tutaj ten fakt, że krew ofiar była składaną osobno, że Indianie dawali bogom krew swoją własną, "utoczoną z uszów," że kapłani i osoby dostojne również toczyli krew z nóg swoich i "broczyli nią świątynie" i że "niektórzy z kapłanów często, a nawet codziennie dokonywali takiego rozlewu krwi własnej, " — to dostrzeżemy oczywiste pokrewieństwo wszystkich tych zwyczajów. Nawet wspomnienia starożytnych narodów Wschodu, opisują ofiarę krwi, jako część składową obrzędów dwojakiego rodzaju. W jednym z urywków piątej księgi Mojżesza, zabraniającym kaleczenia się na cześć zmarłego, znajdujemy domyślny dowód, że zwyczaj ten przechowywał się również i wśród Hebrajczyków; że zaś sąsiedzi ich uprawiali samookaleczenie się, jako obrządek religijny, na to istnieje dowód bezpośredni. W modlitwach błagalnych prorocy Baala nacinali sobie ciało, "aż do wytryśnięcia z niego krwi."

Pozostaje tylko pytanie, jak dalece ten rodzaj ofiar przeobraził się w inny rodzaj, któremu teraz przypatrzyć się mamy -- w ofiarowywanie części ciała na znak uległości?

W § 89, przytoczono wiele przykładów kaleczenia się, odgrywającego rolę obrzędu pogrzebowego; tutaj zaś liczbę owych przykładów można by znacznie powiększyć. Wśród Nateotetenów Ameryki północnej kobieta "odcina sobie jeden staw palca po śmierci bliskiego krewnego. Dzięki zwyczajowi temu można tam widywać czasem stare niewiasty, mające po dwa tylko stawy każdego pa ca na obu rękach; " po śmierci wodza salijskiego (Salish), najdzielniejsza kobieta, oraz mężczyzna, mający być jego następcą, podług panującego zwyczaju, odcinają sobie wzajemnie po kawałku ciała i rzucają je na ogień, wraz z mięsem i pewnym korzeniem. Tym kalectwom pogrzebowym, odpowiadają znów gdzie indziej kalectwa, mające znaczenie obrzędów religijnych. Niektórzy z Meksykanów praktykowali obrzezanie (albo coś podobnego), oraz nabawiali się uszkodzeń o wiele poważniejszych, a to w celu zjednania łaski swych bóstw. Plemię peruwiańskie Guancavilkowie wyrywali po trzy zęby w każdej szczęce swym dzieciom, sadząc, iż ofiara ta jest "bardzo miłą ich bogom;" z drugiej zaś strony, jakeśmy widzieli, wybijanie jednego z zębów przednich jest obrzędem, jakiego dopełni o no na pogrzebie pewnego wodza wysp Sandwich.

Przedstawiono tu liczne dowody tego, że obcinanie włosów na pogrzebie jest upowszechnionym wśród dzikich zwyczajem; praktyka ta miewa również znaczenie ofiary religijnej. Na wyspach Sandwich, kiedy podczas wybuchu wulkanu w r. 1803 złożono wiele ofiar na próżno w celu przejednania bogów, król Tamchameha uciął sobie część włosów, uważanych za świętość, i rzucił je do strumienia, jako ofiarę najcenniejszą. Nadto, Peruwianie składali włosy, jako oznakę czci. "Przynosząc ofiarę, wyrywali oni sobie włosy z brwi," powiada Garcillasso; Arriagu zaś i Jos. de Acosta podobnie też opisują składanie brwi i rzęs na ofiarę bogom. W starożytnej Ameryce Środkowej część obrzędu ślubnego polegała na ofiarowywaniu włosów. Nawet wśród Greków istniał też obrzęd podobny: w czasie zaślubin narzeczona poświęcała kędzior swych włosów Afrodycie.

Widzimy przeto, że zarówno w sprawie zabijania ofiar ludzkich, w ofiarowywaniu krwi człowieka żywego lub konającego, w składaniu na ofiarę części ciała, a nawet w ofiarowywaniu włosów — obrzędom pogrzebowym odpowiadają obrzędy religijne.

142. Czy niema też żadnych innych środków zapewnienia sobie przychylności owych istot niewidzialnych. ? Jeżeli dzicy w ogóle sądzą, jak to widzimy na mieszkańcach wysp Aleutskich, że cienie zmarłych należy zjednywać sobie "jako takie, co mogą dawać nam złe i dobre," to czyż nie zadadzą sobie oni tego pytania i czy nie odpowiedzą nań twierdząco? Jeżeli krewni ich za życia lubowali się w pochwałach, teraz zaś, jakkolwiek niewidzialni, znajdują się często w pobliżu, to pochwala podobać się im będzie również. Stąd wypływa pewna inna grupa obrzędów.

Bancroft przytacza opowiadanie naocznego świadka o pewnym pogrzebie, na którym Indianin północno-atnerykańgki, przyniósłszy na grzbiecie swym żonę do jaskini grzebalnej, wyrażał swój żal po stracie, — wyśpiewując jej rozmaite cnoty; obecni powtarzali za nim jego słowa. Zwyczaj ten, będąc w znacznej mierze przyrodzonym wyrazem poniesionej straty, jest bardzo upowszechniony i zawiera w sobie również ideę zjednywania. Tupisowie na uroczystościach pogrzebowych "śpiewali pieśni na cześć zmarłych." Wśród mieszkańców Kalifornii Dolnej, jedną z oznak czci, składanej nieboszczykowi jest to, że "quama czyli kapłan śpiewa mu pochwały," zaś Chippewajowie nadają pochwałom tym stałość, umieszczając na grobie słup z "opowieścią, zaznaczającą ile razy zmarły brał udział w bitwie, oraz ile był zdobył skalpów." U ludów amerykańskich, nieco już cywilizowanych, owe pochwały nadgrobne były o wiele więcej wypracowane. Na Sau-Salvadorze "wyśpiewywano rodowód i pamiętne czyny zmarłego" — przez cztery dni i noce; Chibchowie "śpiewali hymny żałobne i opiewali znakomite dzieła nieboszczyka;" na koniec, na pogrzebach starożytnych Peruwiańczyków orszak przeciągał przez wioskę, "oznajmiając w pieśniach swych o czynach zmarłego wodza." Podobne obrzędy znajdujemy też w Polinezji. Na wyspach Tahiti, w wypadku czyjejś śmierci "układane, bywają przez bardów ballady elegijne i śpiewane ku pocieszeniu rodziny." Tę samą praktykę dostrzegamy też w Afryce. Maudingowie wygłaszają na pogrzebie pochwałę (eulogium) nieboszczyka; wśród starożytnych wreszcie Egipcjan zwyczaj ten dosięgnął był stopnia rozwoju, odpowiadającego rozwojowi ich życia społecznego. Śpiewali oni hymny pochwalne nie tylko w razie śmierci króla, ale podobne też chwalby były u nich w obyczaju powszechnym na pogrzebach; posiadali płatnych żałobników, wyliczających cnoty zmarłego; kiedy zaś składano do grobu człowieka wybitnego, kapłan odczytywał z papirusu opis uczynków dobrych nieboszczyka, a tłum, biorąc udział w tej chwalbie — wygłaszał od czasu do czasu pewien rodzaj odpowiedzi.

Częstokroć pochwały te nie kończyły się wraz z pogrzebem. Indianie brazylijscy "śpiewają na cześć zmarłych, ilekroć przechodzą koło ich grobów." Czytamy u Bancrofta, że "przez długi czas po śmierci, krewni ukazują się co dzień — o wschodzie i zachodzie słońca — w pobliżu grobu, aby śpiewać tam pieśni żałobne i pochwalne." W Peru przez cały miesiąc po śmierci gromko głosili oni o czynach zmarłego Inkasa, dokonanych na wojnie, oraz o dobrem, jakie zdziałał dla kraju... Po miesiącu robili to samo, co dwa tygodnie, przy każdej zmianie księżyca i trwało to cały rok." Co większa, "wyznaczano bardów i minstrelów, aby zapisywali jego dzieła sławne," a pieśni ich "słuchano jeszcze później na wielkich uroczystościach."

Pobudkom tym odpowiadają w zupełności pobudki religijne. Wśród Amazulów owe pochwały zmarłych powtarzane bywają w celu wyraźnie wypowiadanym — dla pozyskania względów lub uniknięcia kary. Odpowiadając na zarzuty zagniewanego upiora swego brata, Zulus oświadcza: "wzywam cię i chwalę twymi pochwalnymi imionami." Albo jeszcze: "gdy panuje choroba we wsi, najstarszy syn chwali go (ojca) pochwalnymi przezwiskami, jakie zdobył on sobie w walce z nieprzyjaciółmi, a jednocześnie też chwali wszystkich innych Amatongów" (duchów przodków). Dalej, mamy dowody tego, iż owe duchy przodków zazdrosnymi są o te pochwały. Kiedy, przy pomocy wróżbity określono, który z duchów-przodków był sprawcą choroby, duchowi temu wyznaczono pochwały osobne. Oto jest wyjaśnienie odnośne pewnego Zulusa, nazwiskiem Umpengula Mbanda: "Przeto wzywanym jest on najpierw słowami: "taki a taki, synu takiego a takiego," przy czym chwalimy go jego pochwalnymi imionami; dalej przechodzi się do jego ojca, którego imię również wymawia się w związku z chorobą; w ten sposób z czasem dochodzi się do ostatniego, kończy się zaś wszystko, kiedy powiemy: "wy ludu Gwala, którzy uczyniliście to i to (wielkie czyny już wymienione), przyjdźcie tu wszyscy."

Tak więc, poczynając od pochwały zmarłemu, jako obrzędu pogrzebowego, przechodząc zrazu do pochwał, oddawanych przez czas jakiś, dalej do pochwał okolicznościowych i periodycznych już ustalonych — zbliżamy się do znamiennych cech hołdów religijnych. Co większa, jedne i drugie są do siebie podobne z tego, iż istoty nadprzyrodzone zarówno mogą ich wymagać, — dalej z treści swojej — gdyż głoszą o czynach sławnych, na koniec z pobudki, jaką jest: chęć otrzymania dobrodziejstw lub uniknięcia złego.

§ 143. Jeszcze jedną zaznaczymy tu równoległość. Obok pochwał dla nieboszczyków, znajdujemy też zanoszone ku nim modlitwy. Bambirowie "modlą się do zmarłych wodzów i krewnych;" w Afryce zaś podrównikowej, w czasie klęski ludność udaje się do lasów, przesyłając krzyki ku duchom zmarłych; Amazulowie do ofiar swych dodają modły. Jedna z osób, dostarczających wskazówek Callaway'owi, powiada: "Właściciel wołu modlił się do Amatongów, mówiąc: "oto jest wół dla was, wy, duchy naszego ludu; " modląc się, wymieniał zmarłych dziadów swoich i babki swoje i mówił: "oto żywność wasza; modlę się o zdrowie, o wygodne życie, ty zaś, taki a taki, miej miłosierdzie dla mnie, oranaty, taki a taki," i wymieniał po kolei wszystkich zmarłych członków swej rodziny."

Weddahowie, znowu, sądzą, iż są strzeżeni od duchów "swych przodków i dzieci;" "w każdym nieszczęściu, w każdej potrzebie wołają do nich o pomoc," "przywołują swych zmarłych przodków po imieniu: chodź i weź udział w tym! Osłaniaj nas jakeś czynił za życia." Dakota, udając się na łowy, odmawia modlitwę: "duchy czyli upiory, bądźcie miłosiernymi dla mnie, i wskażcie mi gdzie mogę znaleźć jelenia; " mieszkańcy wyspy Banksa "odmawiają zazwyczaj modlitwy do zmarłych, nie zaś do duchów." Turner, opisując Wateańczyków, którzy "czczą duchy swych przodków," powiada: "modlą się oni do nich nad czarą napoju kawa, o zdrowie i pomyślność;" na koniec, opisując sąsiednich Tanneńczyków mówi, iż wódz ich żyjący, składając zmarłym i ubóstwionym wodzom ofiarę z pierwszych płodów, modli się głośno tak: "miłosierny ojcze, oto nieco żywności dla ciebie; spożywaj ją; bądź dobrym dla nas za nią."

Modlitwy podobne tym różnią sią od modłów plemion bardziej cywilizowanych tym tylko, że innym jest tutaj domniemany początek albo przyroda istot nadprzyrodzonych, do których się zanosi modlitwę. W Iljadzie przedstawionym jest Chryzes, kapłan Apollona, gdy mówi: "o Sminthensie, jeśli kiedykolwiek zbudowałem ci przyjemną, twoim oczom świątynię, lub jeśli ofiarowałem ci pieczone tłuste uda wołów, albo kóz, spełnij dziś moje pragnienia; spraw, aby Danaje zapłacili za moje łzy swymi strzałami;" tak samo też Kamzes, prosząc Ammona o pomoc w bitwie, przypomina mu 30000 wołów, przyniesionych dlań na ofiarę1). Pomiędzy Trojańczykiem i Egipcjaninym a Zulusem, lub Nowo-Kaledończykiem nie masz tu żadnej różnicy, tak co do wyobrażenia, jak i uczucia.

Rzecz jasna, iż wraz z rozwojem duchowym, zachodzą też zmiany tak w samych modlitwach, jak i w skojarzonych z niemi koncepcjach. Prorocy hebrajscy, którzy w czasach późniejszych przedstawiali boga Hebrajczyków, jako nie lubującego się już w zapachu ofiar, posunęli się byli oczywiście dość daleko, aby zarzucić ten pierwotny rodzaj religijnego przekupstwa, domagającego się dóbr materialnych, odpowiadających materialnym ofiarom; jednakże z oskarżeń tych samych proroków widocznym jest, że naród Hebrajski nie był jeszcze opuścił pierwotnych wierzeń i praktyk. Jakkolwiek wszakże pojęcie ludów na wpół cywilizowanych, inną ma postać niż pojęcie niecywilizowanych, to jednak co do istoty swej jest ono takim samem. Rycerz średniowieczny, który prosząc o pomoc Bogarodzicy lub świętego, obiecuje zbudować kaplicę, za uniknięcie niebezpieczeństwa, uprawia tę sarnę politykę, co i dziki, który, handlując z duchem przodka, wymienia jego opiekę na zapasy żywności.

§ 144. Istnieją też inne jeszcze równoległości, których dla braku miejsca nie możemy rozwinąć tu w całej pełni. Każdej z nich poświęcimy po jednym tylko paragrafie.

Ludy wschodniej Afryki wierzą, "iż duchy zmarłych wiedzą co robią ci, których oni pozostawili na ziemi, i że postępki owe, stosownie do tego czy są złe lub dobre, podobają się im lub się wie podobają." Indianie północno-amerykańscy, zwracając się do ducha nieboszczyka w swoich żalach pośmiertnych, obiecują mu sprawować się dobrze. Nagana duchów przodków budzi tutaj taką samą obawę, jak nagana bóstwa wśród plemion cywilizowanych; o aprobato, zaś tu i tam starać się każą pobudki pokrewne.

Istnieje nadto dowód ukazywania Się uczucia żalu, z powodu domniemanej nagany upiorów. Vambery mówi nam o Turkmenach, iż "nie może człowieka spotkać tam kara większa, jak to, gdy zostanie oskarżony przed cieniem swego zmarłego ojca lub przodka. Skargi tej dokonuje się przez zatknięcie włóczni na wierzchołku grobu... gdy tylko raz spostrzegł włócznię zatkniętą na wysokim yosku swego dziada, natychmiast wśród ciszy następnej nocy odprowadził z powrotem konia do namiotu mollaha, i uwiązał go na jego miejscu uprzednim. Ten akt restytucji, jak mi powiadał sam, będzie mu przez długi czas dolegał; lepiej jest wszakże gnić w ziemi, niż zakłócić spokój jednego z przodków."

Wśród Irokezów "wybitną częścią obrzędu (żałoby po Sachemach), było powtarzanie ich dawnych praw." Odnajdujemy tu analogię z powtarzaniem nakazów boskich, stanowiłem niekiedy obowiązek religijny.

Widzieliśmy, iż do niezbyt rzadkich obrzędów pogrzebowych" należało palenie ognia na grobie, ku pożytkowi zmarłego, i że w wypadkach niektórych ogień ten bądź utrzymywano stale, bądź też rozpalano ponownie przez długi okres czasu. Dodając do tego fakt, iż w grobach egipskich, jak również w grobowcach rzymskich, utrzymywano płonące lampy, ujrzymy, iż zwyczaj utrzymywania świętego ognia w przybytkach boskich znowu może być przykładem rozwijania się obrzędów pogrzebowych w obrzędy religijne.

Cechą przyrodzoną pogrzebów są oznaki bólu z powodu poniesionej straty; oznaki te rozwijają się w obrzędy pogrzebowe: niekiedy wśród społeczeństw bardziej posuniętych w rozwoju, na uwydatnienie tych oznak wpływają wołania płatnych żałobników. Tak działo się wśród starożytnych Egipcjan, u których też wyrzekanie było obrzędem religijnym. Raz na rok składali oni pierwsze swe płody na ołtarzu Izydy "z żałosnymi jęki." W czasie dorocznej uroczystości w Buzyrysie, gdzie było domniemane miejsce pochowania Ozyrysa, wierni poszcząc i przywdziawszy strój żałobny, zawodzili żale dokoła dymiącej się ofiary: przedmiotem żalu bywała śmierć Ozyrysa. Zwolennicy teorii mitów przyrodniczych dopatrują się, rzecz jasna, symbolicznego w tym obrzędzie znaczenia; dla innych wszakże znamiennym się wyda ten fakt, iż nowe to podobieństwo obrzędów pogrzebowych i religijnych, spotykamy właśnie u ludu, który składał tak kunsztowne ofiary zwykłym swym nieboszczykom, i który się cechował niezrównaną stałością swych zwyczajów,

W człowieku dzikim, obok wstrętu do wyjawiania swego własnego imienia, co, jak sądzi on, oddałoby go w moc pytającego, spotykamy też niechęć do wymawiania imion zmarłych: przypuszcza się bowiem, iż wywieranie na nich owej domniemanej władzy budzi ich gniew. To uczucie wstrętu jest tak silne wśród Malagasów, iż "poczytują oni za zbrodnię wspominać o nich (zmarłych) po imieniu jakie nosili za życia; " podobnie też wśród niektórych ludów wzbronionym było lub uważanym za niewłaściwe, nazywanie bogów ich istotnymi imionami. Chińczycy powiadają: "nie jest rzeczą prawowitą używać jego (najwyższego władcy) imienia wyraźnie, nazywamy go od miejsca jego pobytu, które jest w Tiem" (niebo). Dalej znów Exodus III, 13 — 15 świadczy, iż o bogu Hebrajczyków nie należało również wspominać po imieniu. Na koniec Herodot starannie unika imienia Ozyrysa2).

W kraju Kafrów grób wodza uważany jest za schronisko nietykalne; na wyspach zaś Tonga, cmentarze, zawierające zwłoki wielkich wodzów, takiej są świętości, iż wrogowie spotykając się na nich, muszą patrzyć na siebie jak na przyjaciół. Beecham powiada, że na Wybrzeżu Złotem, dom fetyszów tworzy pewien rodzaj Sanctuarium, służącego za schronisko dla niewolników. Spostrzegamy tu początek prawa świętości (nietykalności), przysługującego świątyniom bóstw wśród plemion wyższych.

Mówiąc o przysiędze wśród Nasamończyków, Herodot powiada; "kiedy człowiek przysięga, kładzie rękę na grobie kogoś takiego, co uważanym był za szczególnie sprawiedliwego i dobrego, a czyniąc to, klnie się jego imieniem. " Na Sumatrze "miejscem najbardziej uroczystych przysiąg są mogiły ich przodków; " w Europie średniowiecznej "składanie przysiąg nad grobami lub nad szczątkami świętych zdarzało się często; " rytuał zaś pewien wymagał, "aby składane były w kościele i nad relikwiami, z przywoływaniem Boga i tych świętych, których szczątki znajdywały się poniżej. " Przejście więc od postaci pierwotnej do wykończonej jest tutaj widoczne.

Zwiedzanie grobów w celu zaniesienia posiłku, powtórzenia hołdów, odwołania się o pomoc — każe przypuszczać wędrówkę; wędrówka zaś ta, — nieznaczna, gdy grób znajdywał się w pobliżu — stawała się pielgrzymką, kiedy odległość od grobu była wielka. Dowodów takiego początku pielgrzymek dostarcza nam Vambery. Opisuje on pewne łupieżcze plemiona turkmeńskie, które, uważając za męczennika kogoś ze swoich zabitych współplemieńców, czczą grób jego i "odbywają pielgrzymki do świętego miejsca, gdzie, ze łzami skruchy, błagają kanonizowanego zbója o wstawiennictwo."

Z biegiem czasu, kiedy miłość synowska przybierze postać szerszą, gdy nad upiorem przodka zacznie zapanowywać upiór jakiejś jednostki wybitnej, pielgrzymka do grobu krewnego przechodzi w pielgrzymkę religijną. Zazwyczaj mogiła jakaś jest jej kresem: miasto, w którym pochowany był, jak również to, w którym się urodził Mahomet; grób Baha-ed-dina, który uważanym jest za drugiego Mahometa; góra zawierająca szczątki Buddy, grobowiec Chrystusa. Co większa poemat Chancera przypomina nam, że groby świętych były i dotąd jeszcze bywają na stałym lądzie Europy celem pielgrzymek chrześcijan.

Jeszcze jedno zaznaczymy tu podobieństwo. W niektórych wypadkach żywi połykają części ciała zmarłego — a to aby natchnąć siebie w ten sposób jego dobrymi przymiotami; widzieliśmy też (§ 133), jako przypuszcza się, iż jest to jeden ze sposobów oddawania czci zmarłemu. Wykazano też, że pojęcie, w postępowaniu tym tkwiące, wiąże się z innym pojęciem — że przyroda danej istoty, przenikając wszystkie cząstki jej ciała, przenika nadto wszelką nie zjedzoną jeszcze część wszystkiego tego, co do ciała jej zostało wprowadzonym; że pomiędzy istotami spożywającymi ten sam pokarm utrwala się pewna wspólność przyrody. Stąd to pochodzą takie mniemania, jak owo, przypisywane przez Bastiana niektórym murzynom, co sądzą, iż jedząc i pijąc poświęcone pokarmy i napoje — jedzą i piją boga samego, boga, którym jest jeden z przodków i który bierze też udział w uczcie. koncepcja ta daje początek rozmaitym, przez dzikich zachowywanym obrzędom; za przykład może posłużyć wybieranie sobie totem. Wśród Indian Moskitów, "sposób pozyskania tego opiekuna polegał na tym, że się udawano na jakieś odosobnione miejsce i przynoszono tam ofiarę; ze zwierzęciem lub ptakiem, który się ukazał potem we śnie lub na jawie, zawierano sojusz na całe życie — przez utoczenie sobie krwi z rozmaitych części ciała." Krew ta, którą, jak przypuszczano, wypijało stworzenie wybrane, łączyła oboje; — życie zaś zwierzęcia "tak ściśle wiązało się z jego własnym, że śmierć jednego z nich pociągała za sobą śmierć drugiego."3) Zauważmy teraz, iż w tych samych okolicach idea ta dała początek obrzędom religijnym. Mendieta, opisując ceremonię pewną, będącą niegdyś w użyciu u Azteków, powiada: "mają oni także rodzaj komunii... Robili oni jakby małe bałwanki z ziaren zboża, i jedli je, jako ciało lub pamiątkę swych bogów." Ponieważ ziarna owe były zlepione po części krwią zabijanych na ofiarę chłopców; ponieważ bogowie ich byli ludożercami; ponieważ Huitzilopochtli, w którego kulcie zawierał się ów obrzęd, był bogiem, któremu ofiary ludzkie składano najpowszechniej — przeto jasnym jest, iż cel obrzędu polegał tu na ustaleniu pewnej z nim wspólności, a to przez wspólne spożywanie krwi. Tak więc to, co wśród pewnych, pokrewnych im plemion amerykańskich było tylko obrzędem pogrzebowym, za pomocą którego usiłowali natchnąć siebie cnotami zmarłego i zespolić się z upiorem — to samo, wśród plemion bardziej cywilizowanych, staje się takim obrzędem, który każe przypuszczać natchnienie zstępujące od jednego z bóstw, i wierność mu okazywaną.

§ 145. Tak tedy liczne a różnorodne dowody usprawiedliwiają twierdzenie, wypowiedziane na końcu ostatniego rozdziału. Zaznaczono tam, iż rozmaite może być obchodzenie się dzikich z duchami nieboszczyków, uważanymi przez nich czasem za duchy dobroczynne, lecz przeważnie poczytywanymi za sprawców złego: można je oszukiwać, opierać się im, wyganiać, albo też postępować z nimi w sposób, zapewniający ich względy, lub łagodzący ich gniew. Powiedziano tam również, że ta ostatnia polityka dała początek wszystkim obrzędom religijnym. Widzieliśmy obecnie, w jaki stało się to sposób.

Pierwotnym miejscem świętym jest miejsce pobytu zmarłych, nawiedzane, podług przypuszczenia, przez ich upiory, ukrywająca trupa jaskinia, dom, lub inny jaki jego przybytek — staje się przybytkiem świętym czyli świątynią; na koniec to, na czym kładzione są ofiary dla zmarłego, staje się świętym stołem ofiarnym, — ołtarzem. Pokarm i napój, oraz inne rzeczy składane zmarłemu, wyrastają na ofiary i libacje dla bogów, gdy tymczasem zabijanie ofiar, poświęcanie krwi, kaleczenie się, obcinanie włosów, zdarzające się pierwotnie tylko u grobów, później odbywa się przed bałwanami i to jako oznaka wierności danemu bóstwu. Post — z obrzędu pogrzebowego — przeobraża się na obrzęd religijny, a wynurzenie żalów odbywa się w postaci jednej i drugiej. Pochwały nieboszczyków, wy przedstawiłoby się pewnie tak, jak nieskończoność w stosunku do jedności.

Dalej, jeżeli dwa te szeregi obrzędów mają korzeń wspólny, to możemy dopatrzeć się, w jaki sposób poczęły one współistnieć ze sobą w postaciach, różniących się tylko stopniem wykończenia. Ale w razie przeciwnym — jak wytłumaczyć to, iż oba te szeregi obrzędów u tak licznych społeczeństw jednocześnie przestrzeganymi były lub są dotąd w sposób podobny? W Egipcie, na pogrzebach i później — w grobowcach — zmarłych wysławiano i przynoszono im ofiary zupełnie tak samo, jak wysławiano i przynoszono ofiary bóstwom. W. Meksyku codziennie przynoszono zmarłym obiaty z jadła i napoju, zabijano dla nich służbę, składano kwiaty — zupełnie tak samo, jak również co dzień dokonywano praktyk podobnego rodzaju przed obliczem bogów; na koniec, obrazy zmarłych przechowywano i czczono tak samo, jak czczono i przechowywano obrazy bogów. Peruwiańczycy przelewali krew ludzką na grobach i dawali ją bałwanom, przynosili ofiary z ludzi zmarłemu wodzowi i takież ofiary składali bóstwu; obcinali sobie włosy na intencję nieboszczyków i ofiarowywali takież włosy Słońcu; wysławiali zabalsamowane ciała i modlili się do nich — tak samo jak czynili to względem bogów; w końcu tak wobec jednych jak drugich wykonywali akty pokory. Jeżeli nie ma istnieć żaden związek pomiędzy ojcem — uważanym jako przodek, a ojcem uważanym za bóstwo, to podobieństwo tych istniejących wespół obrzędów nie daje się wytłumaczyć.

Ale na tym nie koniec. Gdyby obrzędy religijne nie pochodziły od obrzędów pogrzebowych, to niepodobna byłoby zrozumieć źródła pewnych ceremonii, tak bardzo, na pozór, niedorzecznych. Jaką drogą mogliby ludzie dojść do mniemania, jak to uczynili Meksykanie, że czara kamienna wypełniona krwią ludzką, podoba się słońcu? Albo, że temuż słońcu podoba się palenie kadzideł — jak to sądzili Egipcjanie. Jaką, dającą się wyobrazić drogą, doszli byli Peruwiańczycy do mniemania, że słońce może być przejednanym za pomocą wyrywania w jego kierunku włosów z brwi? Albo też dla czego sądzili oni, iż, zachowując się tak samo względem morza, złagodzą jego gwałtowność? Z jakich przesłanek mogło wyłonić się takie np. dziwne wyobrażenie, jak idea Santalów, którzy, czcząc "Wielką Górę" ofiarowują jej zwierzęta, kwiaty i owoce. Albo dla czego mieliby sądzić Hebrajczycy, że się przypodobają Jehowie, gdy umieszczą na ołtarzu chleb, mięso, wino i kadzidło — te same właśnie przedmioty, jakie Egipcjanie umieszczali na ołtarzach przed swymi mumiami? Przypuszczenie, iż ludzie ot tak sobie działają w sposób nieracjonalny, jest nie do przyjęcia. Jeżeli jednak owe sposoby przejednywania bóstwa wylęgły się ze sposobów przejednywania zmarłego — to pozorna ich nieracjonalność zostaje wytłumaczoną.

Tak więc rozmaite szeregi nowych dowodów, zbiegając się w jednym ognisku, same przez się dostatecznym by były do rozproszenia wszelkiej wątpliwości, co do przyrodzonego początku obrzędów religijnych. Rozwój obrzędów pogrzebowych w kult zmarłych, a następnie w kult bóstwa, rozwój dający się wyśledzić na drogach tak licznych, staje się oczywistym. Znajdziemy, iż jest on jeszcze bardziej widocznym, gdy się przyjrzymy pewnym innym faktom — w innej postaci.


1) Pytanie, dla czego zabijano tak wielką ilość zwierząt, zdaje się należeć do takich, na które niema odpowiedzi, Jednakże, od czasu pierwszego wydania tego dzieła natrafiłem na klucz zagadki. W Rig-wedzie "znajduje się ustęp, w którym Wisznu opisany jest jako unoszący rosół ze stu bawołów i z jednego wieprza. gdzie indziej mówi się (VI, 17, 11): dla ciebie, Indra, którego wielbią zgodnie wszyscy Marutowie" Puszan i Wisznu ugotowali sto bawołów; "zauważmy teraz jakie jest tego znaczenie. Mahabarata "opisuje pewnego króla imieniem Rantidewa, który codziennie zabijał dwa tysiące sztuk bydła, oprócz innych zwierząt, na użytek swej kuchni," a to dla utrzymania orszaku swego i podwładnych.

2) Prof, Max Müller sądzi (Hibert Lectures str. 85), iż twierdzenie powyższe "zadziwi'' tych, którzy przypomną sobie, że Herodot mówi o utożsamieniu przez Egipcjan Ozyrysa z Dionizosem, Otóż, zważywszy, iż w ks. II rodz. 3 Herodot zapowiada, że niektóre rzeczy, "dotyczące ich religii" powtarzać będzie "tylko wtedy, gdy się ujrzy zmuszonym do lego," oraz zważywszy, iż mówiąc o utożsamianiu Ozyrysa z Dionizosem, był on właśnie "zmuszony" wymienić obu, znajdziemy, iż wyjątek ten nie ma, jak sądzę, wielkiej doniosłości. Kiedy zaś dodam, że w ks. II, rodz. 61, Herodot opisuje uroczystości buzyryjskie, jako "odbywające się na cześć bóstwa, którego imienia skrupuł religijny nie pozwala mi wymówić", i że w rozdziałach 86, 132, 170, 171 o Ozyrysie wspomina się również jako o takim, którego nie należy nazywać po imieniu, to, jak sądzę, czytelnik będzie "zdziwiony," że prof. i Max Müller albo nie wiedział o tych faktach, albo też, wiedząc o nich, wspominał o moim twierdzeniu, jak o bezpodstawnym.

3) Znajdujemy tu klucz do zrozumienia początku rozmaitych dziwnych praktyk, jakimi ludzie starają, się wzajem połączyć, Michelet w swoich "Origines du droit francais" (II, 35), pisze: "Boire le sang l'un de l'autre, c'était pour ainsi dire se faire meme chair, Ce symbole si expressif se trouve chez un grand nombre de peuples;" daje też on przykłady z życia różnych ludów starożytnych. Ale, jakeśmy tu widzieli, praktyka ta nie poczyna się zrazu jako symbol, (żadna praktyka nie poczyna się w ten sposób), lecz wypłynęła z mniemania, że w ten sposób ustanawia się wspólność przyrody i wspólność władzy jednego nad drugim. Zamiana imion, zdarzająca się pomiędzy dzikimi, wypływa oczywiście z tegoż mniemania.

dr Kamil M. Kaczmarek 13 05 2012