Herbert Spencer

Dane socjologii

Rozdział XVIII. Natchnienie, wróżba, egzorcyzmy i czary

§ 128. Jeżeli w ciało człowieka wstąpić może "niedobra dusza zmarłego" wroga, to czyż nie może w nią wstąpić również jakaś dusza przyjazna? Jeżeli szamotanie się epileptyka, wściekłość chorego na gorączkę, samookaleczenie się obłąkańca są sprawkami jakiegoś usadowionego w ciele demona, to czyliż okazywana niekiedy nadprzyrodzona władza, lub biegłość cudowna nie musi również spowodowaną być przez usadowionego wewnątrz ducha przyjaznego? Jeżeli, nawet w stanie zupełnej świadomości osobnika, upiór nieprzyjaciela może łącznie z jego własną duszą zajmować jego ciało i na przekór jemu kierować postępkami, wywołując w ten sposób czkawkę, kichanie, ziewanie, to czyż nie można uznać takiegoż łącznego zajmowania ciała, przez jakiegoś upiora przodka. który dopomaga mu zamiast się sprzeciwiać, darząc w ten sposób, bądź siłą niezwykłą, bądź wiedzą, bądź też przebiegłością?

Na pytania te, idąc konsekwentnie, dziki odpowiada twierdząco. Powstają stąd wyobrażenia, którym teraz właśnie przyjrzeć się mamy.

§ 129. Z tego faktu, iż maniacy w ciągu owych napadów są wiele silniejsi, niż ludzie znajdujący się w stanie zwykłym, rodzi się jakeśmy widzieli wiara, że owi działacze nadprzyrodzeni, mają siłę nadludzką.

Wśród dawnych podań znajdujemy dowody, że objawy niezwykłej woli i siły, w taki właśnie sposób bywają tłumaczone. Minerwa, dodając odwagi Ganimedowi, powiada: "do piersi twej posłałam nieustraszoną odwagę twego ojca, jaką posiadał potrząsający tarczą Tydeusz" słowa te każą się domyślać pewnego rodzaju natchnienia, pewnego jak gdyby wdmuchnięcia weń duszy, którą ojciec jego był wyzionął. Jeszcze wyraźniej występuje to domniemanie w niektórych legendach historycznych Egipcjan. W trzecim papirusie Saillera, opowiadającym o pewnym podboju, Ramzes II wzywa swego "ojca Ammona, " i otrzymuje odpowiedź: "Ramzesie Miamonie, oto jestem z tobą, ja twój ojciec Ra... starcze za 100000, połączonych w jednym. " Kiedy zaś Ramzes, opuszczony przez własne wojsko, poczyna sani mordować armię nieprzyjaciół, mają oni mówić: "nie jest wcale śmiertelnikiem ten oto, który się wśród nas znajduje."

Zauważyć tu się dają pewne cechy znamienne. Duchem nawiedzającym był upiór przodka, dający nadludzką siłę. Wraz z przeobrażaniem się tego upiora przodków w wielkie bóstwo postępował też wzrost owej siły: od stopnia nie wiele przewyższającego moc ludzką do potęgi niezmierzenie wyższej. Koncepcję wspólną wszystkim tym ludom starożytnym Egipcjanom, Babilończykom, Asyryjczykom, Grekom — był ten pogląd, iż bogowie, tak bardzo podobni ludziom pod innymi, względami, różnili się od nich nadludzką siłą; koncepcja zaś ta, niczym nie krępowana, łatwo rozwinęła się w koncepcję wszechmocy. Nieodłącznym tego wszystkiego wynikiem było to, iż wszelki objaw siły cielesnej, przekraczający miarę zwykłą, budził w umysłach widzów podejrzenie, że albo mają przed sobą fakt nawiedzenia kogoś przez istotę nadprzyrodzoną, albo, że sama ta istota pod postacią przybraną znajduje się przed ich oczami.

§ 130. Podobnie też działo się z niezwykłą siłą ducha. Skoro duch wcielony, bądź w postaci swojej pierwotnej upiora przodka, bądź w jakiej zmienionej i rozwiniętej postaci, może nadawać ciału siłę nadludzką, to może on też obdarzać nadludzką inteligencją lub uczuciem.

Jesteśmy dzisiaj tak dalekimi od owej doktryny natchnienia, iż trudno nam jest pomyśleć, iżby ją kiedykolwiek uznawano dosłownie. Niektóre z plemion istniejących, jak Tahitajczycy, pozwalają nam jednak obejrzeć w jego postaci pierwotnej owo wierzenie, iż kapłan natchniony "przestawał czynić lub mówić, jako działacz mający własną wolę, lecz poruszał się i mówił, jako podległy całkowicie wpływowi nadprzyrodzonemu," w ten sposób wcielają oni dla nas owo wierzenie starożytne, iż prorocy byli jak gdyby trąbami głosu buskiego. Ale mniej może wyraźnie przedstawia się nam ta prawda, że i natchnienie poety początkowo pojmowano również w ten sposób. Słowa: "Opiewaj bogini niszczący gniew Achillesa" nie były, tak jak późniejsze wezwania muz, zwrotem krasomówczym, ale istotną modlitwą o nawiedzenie. Wiarą Homera było, iż "wszystkie wielkie i sławne myśli pochodzą od jakiegoś boga." Rzecz jasna, iż taki sposób pojmowania myśli i uczuć daje się rozciągać nieograniczenie; a stąd uznawanie przyczyny nadprzyrodzonej za poszeptem najlepszym staje się sprawą zwykłą. W Iliadzie Helena przedstawia się nam, jako żywiąca pewne uczucie zwykłe, lecz rozbudzone w niej przez Irydę, która "natchnęła jej serce słodką tęsknotą za pierwszym jej mężem, za ojczyzną i krewnymi. " Nadto objaśnienie takie rozciąga się nie tylko do podniecenia uczuć, lub umysłu. Zdaniem Homera "nie sami sprawcy złego czynu, ale bogowie, którzy natchnęli ich odnośnym celem, są istotnymi zbrodniarzami;" na koniec, nawet zwyczajny błąd rozumowania Grek starożytny tłumaczy sobie, mówiąc: "bóg jakiś uwiódł mnie, abym to uczynił. "

Nie potrzeba wykazywać szczegółowo, iż teoria ta, której postać pierwotną widzimy wśród takich np. dzikich, jak mieszkańcy Kongo, przypisujący konwulsyjne ruchy kapłanów natchnieniu fetysza, a która różniczkuje się w teorię natchnień boskich i szatańskich, przetrwała aż dotąd i rozwinęła się. Żyje ona zarówno w umysłach duchowych jak świeckich; podobieństwo zaś pomiędzy najwcześniejszą i najpóźniejszą jej postacią jest o wiele większe niż przypuszczamy. Czytając u Brintona, że wśród Tahkaliów kapłan zazwyczaj kładzie rękę na głowie najbliższego krewnego nieboszczyka i że wdmuchuje weń duszę zmarłego, który, według przypuszczeń ożywa w najbliższym swym dziecięciu, " czytając to, przypominamy sobie, iż w modlitwie przy wyświęcaniu znajdują się słowa: "odbierz ducha świętego, abyś pełnił służbę i obowiązki kapłańskie w kościele bożym, obowiązki, które oto powierzamy tobie przez włożenie rąk naszych." nie tylko w teorii następstwa apostolskiego widzimy zmienioną postać owej wiary dzikich w natchnienie, ale, z pewną różnicą, widzimy ją również w wyobrażeniach naszej najmniej kapłańskiej sekty — Kwakrów. Być pod wpływem kierowniczym ducha — to znaczy w ich rozumieniu być czasowo nawiedzionym albo natchnionym. Na koniec odwieczne stosowanie tego pojęcia pozostawiło po sobie ślady w owym upatrywaniu różnicy jakościowej jaką niektórzy widzą pomiędzy geniuszem a talentem.

§ 131. Pomiędzy faktami, nagromadzonymi wyżej pod nazwą natchnienia, oraz inną grupą faktów, jakie teraz pod nazwą zgadywania i wróżenia zestawić mamy, istnieje tylko pewna różnica nazwy.

Wróżbita bowiem jest po prostu tylko natchnionym, używającym swej nadprzyrodzonej władzy do pewnych celów szczególnych.

Możemy tu znowuż wziąć za przykład typowy wyobrażenia Amazulów, stwierdzone tak dokładnie. Zauważmy naprzód, iż zwykłym tutaj wstępem bywa zakłócenie cielesne, prowadzące do zaburzenia duchowego. Post stanowi niezbędny warunek przygotowania. Powiadają oni: "ciało ustawicznie napychane nie może widzieć rzeczy tajemnych," co większa, "człowiek mający stać się inyanga... nie sypia... sen jego jest tylko dorywczy," "staje się on przybytkiem snów". Zauważmy dalej, iż zaburzenie duchowe, po dosięgnięciu pewnego stopnia, uważanym jest jako dowód natchnienia. Kiedy dowód nie jest zbyt oczywistym: "niektórzy podają go w wątpliwość, mówiąc: nie, towarzysz jest tylko chory. nie masz w nim Itonga (ducha przodka)," inni znów powiadają "o, jest w nim Itongo; już on się stał inyanga," na koniec, zauważmy jeszcze, iż dowodem domniemanego nawiedzenia bywa powodzenie wróżbity, niewierni mówią wówczas: zgodzilibyśmy się z tym, iż on jest inyanga, gdybyście coś przed nim ukryli i gdyby on odnalazł rzecz przez was ukrytą.

koncepcja, której tak łatwo tutaj domyślać się można, daje się też wyśledzić we wszystkich innych wypadkach; główną różnicę stanowi tylko domniemana przyroda nawiedzającego działacza nadprzyrodzonego. Wszędzie, jako przygotowanie do obowiązków wróżbiarza uważanym jest rodzaj życia sprowadzający pewne podniecenie niezwykłe. Wszędzie też owo podniecenie przypisuje się nawiedzeniu przez upiora, demona, lub bóstwo; słowa, wypowiadane przez nawiedzonego, również z tego samego wypływają źródła. O natchnionym kapłanie Fidżyjskim Wiliams powiada: "wszystkie jego słowa i czyny nie są już uważane za jego własne, lecz poczytywane są za własność bóstwa, które weń wstąpiło... gdy kapłan odpowiada na pytanie, oczy jego wychodzą z osady, obracając się jak w przystępie szaleństwa; głos jego staje się nienaturalnym, twarz blednie, wargi sinieją, oddech staje się krótki, a cała postać przybiera pozór furiata."

Zupełnie takie same pierwiastki składowe tej wiary spostrzegamy też wśród Santalów. Kapłan ich, poszcząc przez dni kilka, doprowadza siebie do stanu połowicznego obłąkania. Odpowiada wówczas na pytania, mocą bóstwa, które go nawiedziło; w wypadku zaś, wzmiankowanym przez Sherwila, bóg ten był "dawniej wodzem pomiędzy nimi."

Potrzeba tu wspomnieć tylko o poglądach ludów na wpół cywilizowanych i cywilizowanych, aby wykazać ich pokrewieństwa z uprzednim. Podług Homera "bogowie utrzymują stosunki z ludźmi; w ten to poniekąd sposób dokonuje się zwykłe oddziaływanie ich opatrzności, stosunki zaś owe polegają głównie na objawianiu woli bożej a zwłaszcza wydarzeń przyszłych za pośrednictwem głosu wyroczni" itd. Tutaj ukazuje się nam podobieństwo przyrody, obok pewnej różnicy formy pomiędzy orzeczeniami greckiej wyroczni, a Zuluańskiego inyanga do którego duch upiora powiada: "nie będziesz mówił do narodu; my sami odpowiemy im, o cokolwiek dopytywać się będą." W panujących pojęciach Chrystianizmu widzimy jeszcze większe zboczenie cech drugorzędnych tej sprawy obok niezmienności cech istotnych; widzimy to wszędzie poczynając od "natchnionych pisarzy," których słowa przypisywano zamieszkałemu w nich duchowi bożemu, kończąc na papieżu, utrzymującym, iż, jego nieomylne wyroki podobne mają źródło.

§ 133. Wyobrażenia te nieuchronnie dalszemu muszą podlegać rozwojowi. Gdy upiór wroga wstąpi w czyje ciało, czyż niema sposobu wypędzenia go stamtąd? Jeżeli zaś tego nie można uczynić inaczej, to czy nie podołałaby zadaniu jakaś pomoc nadprzyrodzona? Skoro niektórzy ludzie ku szkodzie ich nawiedzanymi bywają przez duchów złego, podczas gdy innych ku pożytkowi ich nawiedzają duchy przyjazne, mniej lub więcej potężne, to czyż nie jest możliwym, przy pomocy owych duchów dobrych, odrobić złe jakie zdziałali tamci — a może pokonać ich lub wypędzić. Możliwość tę z całą słusznością można przypuścić. Tu biorą początek egzorcyzmy.

Znachor jest początkowo egzorcystą. To samo co Rowlatt mówi nam o Miszmisach, iż, w razie choroby, do chorego posyła się kapłana, aby wypędził zeń złego ducha, to samo, jawnie albo domyślnie mówią nam inne niezliczone przykłady. Pierwotny sposób postępowania zasadza się tu na tym, iżby ciało chorego uczynić tak nieprzyjemnym miejscem pobytu, że demon, nie zechce w nim pozostać. Niekiedy te środki działania bywają zbyt heroiczne. Tak np. postępują Sumatrzanie, którzy w wypadku wariacji, usiłują wypędzić ducha, wrzucają obłąkanego do chałupy i, zapaliwszy ją, sposób wydobycia się z ognia zostawiają własnemu jego przemysłowi. Prawdopodobnie też rozmaite inne z pomiędzy opisywanych a skrajnych sposobów i środków jak np. połykanie rzeczy okropnych, wytwarzanie nieznośnych zapachów, mają również na celu zniechęcenie intruza. Pospolicie tez egzorcysta usiłuje nastraszyć niebezpiecznego gościa hałasem, ruchami i Strasznymi minami. Wśród plemion Kalifornijskich doktór "przykucnąwszy na przeciwko chorego, przez kilka godzin szczeka, na podobieństwo wściekłego psa", zaś doktor Koniagów miewa przy sobie zwykle kobietę, która jęczy i wyje. Czasem obok innych środków używa się też siły fizycznej. Wśród Indian Kolumbijskich znachor "usiłuje wygnać ducha z chorego uciskając zwartymi pięściami z całej siły brzuch pacjenta." Jako typowy przykład podobnego rodzaju sposobów, można przytoczyć tutaj sposób, przypisywany przez Herrerę Indianom Cumana. "Kiedy choroba się wzmagała, mówili oni, iż pacjent nawiedzony jest przez duchy, bili po całym ciele, używali słów odczyniających, lizali niektóre z otworów ciała, i ssali je mówiąc, iż wyciągają duchów; brali laseczkę z pewnego drzewa, którego własność znana jest tylko lekarzowi, łechtali nią siebie samych po podgardlu, aż do wywołania wymiotów, i zakrwawienia go; łkali, ryczeli, trzęśli się, uderzali nogą, wyrabiali tysiące min, pocili się przez parę godzin i na koniec wyrzucali ze siebie pewien rodzaj gęstej flegmy, w której znajdowała się mają czarna twarda kuleczka; brał ją ktokolwiek z bliskich chorego osób, i wyrzucał na pole, mówiąc: "idź precz diable." Ale w tym, co można uważać za bardziej rozwiniętą postać egzorcyzmu, używa się jednego demona do wypędzenia drugiego. Znachor, albo kapłan zwycięża demona w pacjencie, przy pomocy innego, który przebywa w nim samym, albo też jeszcze wzywa on pomocy jakiejś przyjaznej potęgi nadprzyrodzonej.

Wszyscy wiemy, że w tej formie ostatniej egzorcyzm przetrwał cały okres cywilizacji. Hebrajczycy, za dni swoich dawniejszych, używali pewnych sposobów fizycznych, pokrewnych tym jakie znajdujemy wśród dzikich; tu należało np. wytwarzanie straszliwego swędu przez palenie rybiego serca i wątroby. Przy pomocy właśnie takiego egzorcyzmu, wskazanego przez Archanioła Rafaela, wygnanym został szatan Asmodeusz, który też uciekł do Egiptu, jak tylko "poczuł zapach" dymu. Później jednak, jak to widzimy w egzorcyzmach Chrystusa, sposoby fizyczne zastąpione zostały działaniem wyższej siły nadprzyrodzonej. W tej formie egzorcyzm istnieje dotąd w kościele Rzymsko Katolickim, który nawet umyślnie wyświęcał egzorcystów; na koniec praktyki podobne codziennymi były w kościele Anglii, za czasów Edwarda VI — kiedy niemowlęta przed ich ochrzczeniem egzorcyzmowano słowami: "nakazuję ci duchu nieczysty, w imieniu Ojca i Syna i Ducha świętego, abyś ustąpił i wyszedł z tego dziecka," egzorcyzmy przygodne trwały, aż do roku 1665, jeżeli nie dłużej; ksiądz pewien nazwiskiem Ruddle, upoważniony do egzorcyzmów przez biskupa Exetera, zdołał był, zgodnie z własnym swym opowiadaniem, wypędzić ducha z pewnej kobiety, używając środków, jakimi posługiwano się w stosunkach z diabłami, jak koło magiczne Pentaculum i t. p. Ale na tym nie koniec. Aż do czasów protestantyzmu przechował się wśród duchownych zwyczaj egzorcyzmowania wody, używanej do służby Bożej: zwyczaj który każe domyślać się pojęcia pierwotnego, iż nie widzialne demony roją się wszędzie dokoła.

Tak w tym, jak i w innych wypadkach możemy jeszcze wyśledzić pierwotną przyrodę działacza nadprzyrodzonego. Złośliwe upiory, niepokojące śmiertelników przez dręczenie ich ciała, niewiele różnią się od złych duchów, dręczących łudzi przez opętanie ich. Przykłady, przytoczone wyżej, wskazują jasno, że wypędzanie upiorów i egzorcyzmy szatanów, są tylko dwiema odmianami tej samej rzeczy. Wśród Amazulów, spotykamy też odmiany obydwie w formach, których się nie odróżnia. Oto co czytamy, np. o pewnej kobiecie, prześladowanej przez upiora swego zmarłego męża. Jeśli niepokoi ją, gdy zejdzie się z innym mężczyzną, nie będąc jeszcze zamężną; jeśli porzuca dzieci swego pierwszego męża, nieboszczyk, podąża za nią i pyta: "z kim pozostawiłaś moje dzieci? Co tutaj robisz, wracaj do dzieci Jeśli, nie usłuchasz zabiję cię." Duch ten nagle przestał dokazywać we wsi, gdyż zajął się dręczeniem tej kobiety.

Rzecz jasna, iż w miarę postępów cywilizacji, sposoby egzorcyzmu różniczkują się; to też podczas, kiedy złym duchom rozkazuje się albo się ich zaklina, gniew upiorów łagodzi się przez wykonywanie ich żądań. Skoro jednak znaczenie upiorów, duchów, demonów, diabłów, aniołów, jest zrazu jednakie to możemy wywnioskować, że to co z biegiem czasu stało się wyrzucaniem diabła, było pierwotnie wypędzaniem złośliwego sobowtóra człowieka zmarłego.

§ 133. Znachor, wypędzający złośliwych upiorów, przy pomocy upiorów przyjaznych, zapytuje siebie drogą naturalną, czy nie mógłby zużytkować pomocy duchów i dla innych celów. Czy nie może on czasem przy takiej pomocy zemścić się na nieprzyjaciołach, lub dopiąć celów, skądinąd nie możliwych? Wiara w możność dokonania tego daje początek czarom.

Pierwotną postać tego wierzenia znajdujemy wśród Kafrów; sądzą oni, iż trupy przywracane bywają do życia przez ludzi niedobrych, którzy robią z nich sobie chochlików, mających dopomagać im w robieniu złego. Mamy więc tu przykład, bezpośredniego utożsamiania demona pospolitego z nieboszczykiem. Czytając, że Tahitańczycy uważają chorobę i śmierć za następstwa uroków kapłana, który ma nakłaniać złośliwego ducha, aby wstąpił w ciało

chorego; czytając, że większą część niepowodzeń Australijczycy przypisują "władzy, jaką plemiona nieprzyjacielskie mają nad duchami i demonami, zarażającymi każdy zakątek kraju," poznajemy ten sam jakkolwiek nie tak wyraźnie wypowiedziany pogląd. Z drugiej strony w tym fakcie, iż pisarze żydowscy "określają nekromantę, jako człowieka, który pości i przebywa nocą wśród grobów, aby duch zły mógł przyjść do niego" — mamy znów objaw pokrewnego wierzenia jednej z najwcześniejszych ras historycznych. Na koniec spostrzegamy związek pomiędzy owymi pierwotnymi formami tej koncepcji, oraz formami jej pochodnymi, jakie się utrzymały przy życiu wśród ras bardziej ucywilizowanych.

Ponieważ pierwotnym celem działań czarownika jest zdobycie władzy nad jakąś osobą żyjącą, celem zaś wtórnym, który niekiedy staje się przeważającym, jest pozyskanie mocy nad duszami zmarłych, lub pojmowanymi inaczej działaczami nadprzyrodzonymi, przeto kierownikiem tych działań staje się pewne pojęcie, które z pożytkiem będzie można rozważyć tutaj.

Wykazaliśmy już w paragrafie 52, dla czego pierwotnie o każdej władzy lub własności przedmiotu przypuszcza się, iż jest ona obecną we wszystkich jego częściach. Ten sposób myślenia, jakeśmy widzieli prowadzi do pewnych postępków. Można tutaj przytoczyć inne jeszcze ich przykłady. Jako dowód tego mniemania, że przymioty pewnej jednostki można przyswoić sobie przez zjadanie jej, niech nam posłuży twierdzenie Stanbridge'a, że kiedy Australijczycy zabiją niemowlę, karmią nim inne dziecko starsze, wierząc, "iż, zjadłszy jak można najwięcej owej pieczeni, posiądzie ono siłę obojga." gdzie indziej znów, w myśl takiego samego mniemania, zjadanymi bywają zmarli krewni. Czytamy o Cucamach, że "jak tylko umierał jakiś krewniak, ci ludzie gromadzili się i zjadali go upiekłszy, lub ugotowawszy — stosownie do tego, czy był chudym lub tłustym. Tarianowie i Tukanowie, którzy piją popioły swoich krewnych, "wierzą iż, w ten sposób, cnoty zmarłych przeniosą do nich samych;" plemię zaś im pokrewne — Arawakowie — uważają "za najwyższą oznakę czci, jaką winni są zmarłemu, wypić jego sproszkowane i zmieszane z wodą kości. Niemniej chyba znamienny jest zwyczaj trudniącego się łowem wielorybów plemienia Koniaga. "Gdy łowca taki umrze, ciało jego kraje się na małe kawałeczki i dzieli pomiędzy towarzyszy, z tych każdy pociera nim koniec swej dzidy, a potem, ususzywszy go, przechowuje, jak pewien rodzaj talizmanu. Albo też jeszcze — ciało umieszczonej zostaje w odległej jaskini, w której przed każdą wyprawą, zgromadzają się wszyscy wielorybnicy, biorą trupa, niosą go do strumienia i zanurzywszy w wodzie, piją z niej wszyscy. Przypuszcza się, iż szczególny jakiś przymiot danego skupienia, nie tylko tkwi we wszystkich jego częściach, ale nadto rozciąga się do wszystkiego cokolwiek? nim się łączy. Nawet naśladowanie (kopię) tego przedmiotu uważa się jako pewną własność, nie mogącą istnieć w odosobnieniu od własności innych. Stąd to owa, tak często przez dzikich okazywana, niechęć do zdejmowania z nich portretów. Sądzą oni, iż wraz z żywym ich wyobrażeniem, odejdzie też od nich cząstka życia. Mniemania takie jak pogląd Czemuków, którzy, gdy ich fotografowano "wyobrażali sobie, że w ten sposób dusza ich przechodziła w moc osób innych, które będą mogły dręczyć ich do woli;" albo jeszcze poglądy takie jak Mapuehesów, którzy utrzymują, iż posiadać podobiznę człowieka — jest to posiadać nad nim władzę fatalną, poglądy takie będą przedmiotem obszerniejszego zbadania w jednym z rozdziałów następujących. Na teraz wystarczyć musi sama tylko wzmianka o tych wierzeniach, jako wykazująca nam, jakimi drogami rozwijają się dalej w umyśle nieanalitycznym koncepcje rzeczy. Jeszcze o jednej z tych dróg musimy tu nadmienić. Własności, o których była mowa, przypisują się nie tylko portretom, ale i imionom. Pogląd, jaki zdradzają wśród nas samych ludzie niewykształceni, że pomiędzy nazwą i rzeczą istnieje jakaś spójnia wewnętrzna, jeszcze wyraźniej uwydatnia się wśród dzikich. Ze wszystkich części świata otrzymujemy dowody owej żądzy ukrycia swego imienia. Burton robi uwagę odnośną o amerykanach północnych, zaś Smith, o niektórych ludach Ameryki południowej. Pobudka tej tajemniczości jasno wypowiedzianą była przez pewnego Czynuka, który sądził, iż życzenie Kane'a poznać jego imię wypływało z chęci ukradzenia go. Istotnie, jak powiada Bancroft: "imię przybiera dla nich pewną osobowość; jest ono cieniem, duchem lub sobowtórem ciała i krwi osobnika." Podobne też objaśnienie spotykamy wśród Dajaków z nizin, którzy często zmieniają imiona dzieci,. zwłaszcza gdy są chorowite "wyobrażając sobie przy tym, iż w ten sposób oszukują duchów nieprzyjaznych." Na koniec, to samo mniemanie rozwija się w innym jeszcze kierunku, mianowicie w owym szeroko upowszechnionym wstręcie do nazywania po imieniu nieboszczyków. To samo, co Dore powiada nam o Tasmańczykach, iż obawiali się oni, "wymawiać imię, pod jakiem znany był zmarły przyjaciel, jak gdyby to miało obrażać cień jego," to samo też mówią nam liczni podróżnicy inni, przytaczając lub nie przytaczając pobudek tego wierzenia. Nagromadzone w ten sposób fakty wskazują nam z dostateczną jasnością źródło wierzeń i praktyk czarownika. Wszędzie poczyna on od tego, iż dostaje albo część ciała swojej ofiary, albo też przedmiot jakiś ściśle z nią złączony, albo wreszcie robi sobie jej wyobrażenie; wtedy owej części lub wyobrażeniu czyni coś takiego, co, jak sądzi, tym samem udziela się ofierze. Patagończycy utrzymują, iż posiadanie włosów lub paznokci danej osoby pozwala czarodziejom wyrządzić jej coś złego; pogląd ten jest powszechnym. Nowozelandczycy "wszyscy boją się obcinać paznokcie z tego powodu." Wśród Amazułów "przypuszcza się, iż czarownicy mogą gubić swoją ofiarę, owładnąwszy cząstką jej ciała, włosów, lub paznokci, albo też przywłaszczywszy jakiś noszony przez nią przedmiot np. kawałek starego odzienia, oraz dodając do tego pewnych leków i chowając to wszystko w miejscu ukrytymi." Czarodzieje starożytnych Peruwiańczyków dosięgali tego samego celu, operując z krwią ofiary. Wśród Tanneńczyków tę władzę fatalną zdobywa się, operując nad resztkami posiłku. Prawdopodobnie wyobraża się tutaj, że resztki owe pozostają jeszcze w związku z częściami już zjedzonymi i że stały się częścią osoby. Wierzą oni, iż,. ludzie mogą nabawiać choroby i śmierci przez spalanie tego, co nazywają nahak. Wyraz ten oznacza resztki, głównie jednak stosuje się do resztek pokarmu. Grzebią oni w ziemi, lub wrzucają do morza podobne szczątki z obawy, aby wywoływacze chorób nie owładnęli niemi... kiedy sam czarodziej zapadał w chorobę, był on pewnym, że ktoś musiał spalić jego nahak."

Wśród społeczeństw, znajdujących się we wszelkich stadiach rozwoju, można odnaleźć przykłady owych uroków, biorących początek w mniemaniu, iż wyobrażenie przedmiotu jest z nim złączone fizycznie. Keating powiada nam o Chippewajach, że czarodzieje ich przenoszą choroby, wykonywając "drewniane wyobrażenie wroga pacjenta," przeszywając serce tej figurki i wsypując tam pewnych proszków: metoda taka identyczną jest z tymi, jakie napotykamy w opowiadaniach o czarnoksięstwie europejskim.

Gdy się zwrócimy od tych prostszych form magii do takich, w których czarodziej posługuje się działaczami nadprzyrodzonymi, to nastręczy się nam pytanie, czy czasem te drugie nie wypływają z pierwszych? Istnieją powody do mniemania, że tak jest istotnie. Przypominając sobie, jak niewielką różnicę człowiek pierwotny uznaje pomiędzy żywym a zmarłym, możemy domyślać się w nim przypuszczenia, iż na obydwóch można oddziaływać podobnie. Skoro posiadanie cząstki człowieka żywego daje nam władzę nad nim, to czyliż posiadanie cząstki nieboszczyka nie odda go tak samo w moc naszą? Wykazano już, iż niektóre ludy przypuszczają, że nieboszczyk potrzebuje wszystkich części swojego ciała. Widzieliśmy w paragrafie 88, iż Meksykanie chowają kości swych zmarłych tam, gdzie, jak sądzą, będą odnalezione przy zmartwychwstaniu; widzieliśmy też, że włosy i paznokcie zmarłego Peruwianina przechowywane dlań były na jednym miejscu. Podobny zwyczaj, motywowany też podobnie, istnieje wśród Murzynów wewnątrz — lądowych w Ardrah. Nie jestże tutaj oczywistym to domniemanie, iż ten, kto posiądzie podobne szczątki, tym samem zdobywa środki szkodzenia, a więc i powodowania zmarłym ich posiadaczem? Przyjmijmy tylko to domniemanie, a znaczenie uroków stanie się dla nas jasnym. Zazwyczaj dokonuje się tu jakiegoś zniszczenia; zazwyczaj też przedmioty zgniecione, zagrzebane, lub ugotowane są szczątkami jakichś istot umarłych, zwierząt albo łudzi, ale nade wszystko ludzi. Mówiąc o starożytnych Peruwjańczykach, Arriaga twierdzi, że za pomocą "pewnego proszku z kości zmarłych," czarodziej "odurza wszystkich mieszkańców danego domu." W Europie, za dawnych czasów, uważano za rzecz niebezpieczną "pozostawiać trupa bez dozoru, gdyż czarownice mogły go pokaleczyć, biorąc z niego ingrediencje najodpowiedniejsze do wyrabiania swych uroków. " Nawet sam parlament angielski dość późno, bo aż w roku 1604, wydał de kret skazujący na śmierć każdego, ktokolwiek by wykopał ciało, lub jego cząstkę, w celu posługiwania się niemi "w czarach, gusłach, urokach lub zaklęciach. " Ponieważ pierwotnie używano tutaj części ciała nieboszczyków, których cechą najwybitniejszą jest ich obrzydliwość, przeto rzeczy odrażające w ogóle nastręczały się same przez się, jako mające potęgować siłę "diabelskiej polewki." Zwłaszcza wówczas, gdy zaklęcia miały się stosować do duszy zwierząt lub przeobrażonych istot ludzkich, musiano się uciekać do owych dziwnych mieszaniu "jaszczurczych oczów i żabich łapek" i t. p., jakie zawierał w sobie kocioł wiedźmy 1). W domniemanej władzy imion znajdujemy znów dalszy powód do podejrzeń, że pomiędzy sposobami, używanymi przez czarodzieja, tudzież owymi wyobrażeniami dzikiego, istnieje pewne pokrewieństwo. Pojęcie pierwotne, że imię; człowieka stanowi część jego samego, oraz inne pojęcie pochodne, że nazywanie zmarłych po imieniu, dotyka ich i może obrazić, dają początek czarowniczej praktyce wzywania duchów. Wszędzie, czy to w podaniu Hebrajskiem o Samuelu, którego cień zapytuje, dla czego zakłócono jego spokój, czy to w sagach Islandzkich, opisujących, iż duchy wzywane kilkakrotnie po imieniu odpowiadają na wezwanie, znajdujemy dowód tego mniemania, że znajomość imion daje taką samą przewagę nad zmarłymi, jakiej, podług przypuszczeń, udziela tez w stosunku do istot żyjących; niemniej też podobny pogląd zawiera się domyślnie w baśniach takich jak "Sezamie otwórz się!" — z Tysiąca i jednej nocy, na koniec o mniemanym wpływie nazywania po imieniu świadczy również używane dotąd, jakkolwiek żartobliwie, przysłowie "mowa o wilku a wilk tuż". (Talk of the devil and he is sure to appear).

Jednakże, niezależnie od objaśnień poszczególnych, ogólne objaśnienie wydaje nam się dość oczywistym. Pierwotna teoria upiorów, każąca domyślać się nieznacznej tylko różnicy pomiędzy umarłym a żywym, umacnia ludzi w mniemaniu, iż na zmarłych można oddziaływać! prawie takimiż sposobami, jak i na żywych; stąd zaś wyłania się ów rodzaj magii, która, w postaci swojej wcześniejszej, polega na wywoływaniu zmarłych, w celu zasięgnięcia od nich wiadomości, jak to czyniła czarownica endorska, wywołująca ducha Samuela — w postaci zaś późniejszej każe uciekać się do demonów dla uzyskania pomocy ich w ziem.

§ 134. Od egzorcyzmów i czarów przechodzi się nieznacznie do cudów. Różnica, pomiędzy niemi istniejąca, nie tyle dotyczy przyrody osiąganych skutków, ile charakteru wywołujących je działaczy. Kiedy wyniki cudowne przypisuje się jakiejś istocie nadprzyrodzonej, wrogiej względem tych, co na nie patrzą, wówczas przyczyną ich są czary; lecz kiedy sprawcą ich ma być nadprzyrodzona istota przyjazna — zalicza się je do dziedziny cudów.

Dowodem prawdziwości tego poglądu może być spór, toczący się pomiędzy kapłanami hebrajskimi, oraz Magami Egiptu. Ze stanowiska Faraona, Aron był czarodziejem, działającym przy pomocy ducha, wrogiego jemu; gdy tymczasem jego właśni kapłani działali za sprawą przyjaznych mu bogów. Na odwrót: ze stanowiska Izraelitów, dzieła ich własnych wodzów były boskimi, czyny zaś ich przeciwników — sprawą diabelską. Obydwie wszakże strony wierzyły, że w grę tu wchodziło działanie nadprzyrodzone i że potężniejszemu z działaczy nadprzyrodzonych należało się poddać.

Mniemanym cudom starożytnym innego porządku, odpowiadają dokładnie znaczeniem swym mniemane cuda, zdarzające się dziś jeszcze codziennie w Afryce południowej: Beczuanowie biorą misjonarzy za inny rodzaj przywoływaczy deszczu; pośród Yorubów zaś "pewien stary rolnik, dostrzegłszy chmurę, rzeknie do misjonarza: proszę cię, spraw aby spadł z niej deszcz na nas." W tych okolicach niepłodnych, gdzie deszcz jest, tak samo jak na Wschodzie, synonimem błogosławieństwa, spotykamy też spory pomiędzy "doktorami od deszczu," czyli pasterzami nieba, tak samo jak pomiędzy Eliaszem a kapłanami Baala. Widzimy tu takie same dowody potęgi, i podobne też kary za niepowodzenie, W kraju Zulusów, w czasie gdy "niebo było gorące i suche," pewien doktor deszczowy "Unkquekana powiada: "niech naród patrzy na niebo o takiej a takiej porze; będzie deszcz padał..." kiedy zaś deszcz spadł istotnie, lud zawołał: "zaiste jest on doktorem..." Po roku, gdy niebo

znowu było skąpe, i deszcz nie padał, ludność prześladowała go niezmiernie... mówiono nawet, że go otruto. " Pospolicie znajdujemy takąż samą koncepcji doktorów od pogody, jak to np. widać ze słów biskupa Callawaya: "jest to kapłan, któremu nadaną jest moc skutecznego pośredniczenia;" zazwyczaj też znajdujemy w skutkach potwierdzenie tak owej władzy pośredniczej, jak i władzy nadprzyrodzonego działacza, na którego tamta ma wpływać. Oto np. pewien dawny podróżnik Hans Stade, opowiadając o niewoli swojej w Brazylii zaznacza: "Bóg uczynił cud dla mnie." Opowiada on, w jaki sposób — na prośbę dwóch dzikich — modlitwą swoją powstrzymał nadchodzącą burzę, która groziła przeszkodzeniem ich wyprawie rybackiej; to też "pewien dziki imieniem Parwa a mówił: teraz widzę, że rozmawiałeś z twym Bogiem:" w ten sposób poganin i chrześcijanin zgadzają się doskonale na jedno tłumaczenie tej sprawy.

Jedyną różnicę ważniejszą stanowi tutaj odległość, o jaką, pod względem przyrody swej, oddalił się pierwotny upiór-przodek, od domniemanego działacza nadprzyrodzonego, który ma tworzyć cuda za sprawą znachora, przywoływacza deszczu, proroka lub kapłana.

§ 135. Na koniec, zbliżamy się do zjawisk innego porządku, którego ewolucja postępowała jednocześnie z rozwojem tych, jakie opisywaliśmy w rozdziale niniejszym oraz w poprzedzającym.

Wierzeniem jest pierwotnym, że upiory zmarłych, wchodząc do ciała ludzi żyjących, wywołują w nich stany konwulsyjne, obłąkania, choroby i śmierć; w miarę zaś rozwoju tego wierzenia, owi pierwotni działacze nadprzyrodzeni, pojmowali jako przyczyna złego, różniczkują się w działaczów nadprzyrodzonych rozmaitego rodzaju i potęgi. Wyżej rozpatrywaliśmy niektóre z następstw tej teorii nawiedzania. Obok wiary w nawiedzenie szkodliwe, ukazuje się wiara w nawiedzenie dobroczynne, wyjednywane pod postacią nadprzyrodzonej siły, natchnienia lub wiedzy. Dalej, — z tego mniemania, iż skoro duch złośliwy może wstępować w ciało, to może też być z niego wygnanym — powitają egzorcyzmy. Na koniec, rodzi się pojęcie, że duchy te inną jeszcze drogą dadzą się pokierować — że mogą być przywoływane na pomoc — stąd zaś powstają czary i cuda.

Skoro jednak upiory zmarłych lub nadprzyrodzeni działacze pochodni — innych porządków — mogą przysparzać ludziom złego, w razie niechęci ku nim, lab też, gdy są przychylne, mogą im do pomagać i osłaniać ich, to czyż nie byłoby rzeczą mądrą tak się zachowywać, aby sobie zaskarbić dobrą ich wolę? Jest to oczywiście jeden z tych systematów polityki, jaki tu można obrać. Przypuszczając, jak to się czyni pierwotnie, że duchy owe lub dusze podobnymi są do ludzi z postrzegania swego i umysłowości, przychodzi się do wniosku, że można ich unikać i oszukiwać; albo też, jak to widać ze sposobów, opisanych powyżej — iż można przepędzać ich lub zaczepiać; albo wreszcie — można obrać drogę przejednywania ich, gdy się gniewają, lub przypodobania się im, kiedy są przyjazne.

Tę ostatnią drogę, dającą początek obrzędom religijnym w ogóle, teraz właśnie możemy rozważyć. ujrzymy niebawem, że odnośna grupa wyobrażeń i praktyk posiada takie same źródło, jak grupy praktyk i wyobrażeń, już opisanych, i że stopniowo oddala się ona od tego źródła.


Przypis

1) Właśnie po napisaniu tego, zdarzyło mi się spotkać z uderzającym potwierdzeniem zrobionego tu wywodu. W liście dziękczynnym do Mr. Bancrofta, napisanym, za przysłanie mi pierwszego tomu jego Native Races of the Pacific States, wynurzyłem zdanie, iż dla celów mych osobistych wielce sobie ważę jego mozolnie prowadzoną pracę. Mr. Bancroft, w uprzejmości swej, przysłał mi odbitki znacznej części pozostałych tomów swego dzieła. W odbitkach z tomu III, w paragrafie, znajdującym się na stronnicy 147, zawiera się opis wyświęcania Szamana wśród Thlinkitów. Udawszy się do lasów, karmiąc się przez kilka tygodni jedynie korzonkami i rośliną Panax horridum, oczekuje on aż "wódz duchów," którym jest jakiś przodek szaman, ześle mu "wydrę rzeczną, w której języku, podług przypuszczenia, ukrywa się cala potęga i tajemnica szamanizmu... jeżeli jednak duchy nie zechcą, nawiedzić przyszłego Szamana i nie dadzą mu sposobności zdobycia języka wydry, jak to opisano wyżej, to neofita udaje się na grób jednego ze zmarłych Szamanów, czuwa tam przez kilka nocy czcią przejęty, trzymając w ustach swych palec lub jeden z zębów nieboszczyka; sposób ten bardzo skutecznie zniewala duchy do zesłania mu niezbędnej wydry."

dr Kamil M. Kaczmarek 13 05 2012