Herbert Spencer

Dane socjologii

ROZDZIAŁ XVII. Działacze nadprzyrodzeni jako przyczyna epilepsji i drgawek, gorączki i obłąkania, chorób i śmierci

§ 121. Zjawisk ewolucji niepodobna byłoby przedstawić w porządku szeregowym. Zawsze zdarzają się tutaj zboczenia główne i wtórne, oddalające je od owego porządku. Rozpocząwszy rzecz naszą od pierwotnych wyobrażeń bezczuciowości, śmierci, i upiora nakreśliliśmy podług pewnych kierunków drogi rozwoju dla wyobrażeń innego życia i innego świata, po innych zaś drogach śledziliśmy rozwój wyobrażenia działaczy nadprzyrodzonych, mających znajdywać się wszędzie. Obecnie, rozpoczynając znowu od bezczuciowości cielesnej, mamy zobaczyć, w jaki sposób przy pomocy wyobrażeń przez nas już rozważonych, rozwinęła się jednocześnie pewna nowa ich klasa.

We śnie, w omdleniu, w letargu, w apopleksji widzimy spokój prawie zupełny, w wypadku śmierci spokój ten staje się bezwzględnym. Zazwyczaj więc, w ciągu mniemanej nieobecności sobowtóra, ciało zostaje bezczynnym. Ale oto, niekiedy, leżąc na ziemi z zamkniętymi oczami, szamocze się ono gwałtownie; kiedy zaś nastąpi powrót do stanu zwykłego, osobnik przeczy, iżby się miał rzucać — powiada, iż nie wie nic o tych działaniach swego ciała, jakie oglądali obecni. Oczywistym jest, iż jego sobowtór był nieobecnym. Ale w jakiż sposób ciało mogło się zachowywać tak dziwnie pod jego nieobecność?

Odpowiedź, dawana tutaj przez człowieka pierwotnego, jest najracjonalniejszą z tych, jakie on dać może.

§ 112. Jeżeli w ciągu stanów bezczuciowości wszelkiego rodzaju dusza wędruje sobie, po powrocie zaś pozwala ciału odzyskiwać jego zwykłą działalność, jeżeli dusza może nie tylko oddalać się z ciała, ale i powracać doń, to czy nie może tam wejść również jaka inna dusza? Dziki sądzi, że to jest możliwym.

Wynika też stąd objaśnienie epilepsji. Mieszkańcy Kongo przypisują ją nawiedzeniu przez demona. Wśród Afrykańczyków wschodnich, "padaczka, " jest szczególnie upowszechnioną; Burton też sądzi, że dala ona początek upowszechnionemu wśród nich po jęciu opętania. Z pomiędzy plemion Azjatyckich można przytoczyć, jako przykład, Kałmyków: koczownicy ci, zapatrują się na epileptyków, jako na osoby, w które wstąpił zły duch, Jasnym jest, iż Żydzi w taki sam sposób tłumaczyli fakty; na koniec, mowa arabska tym samym wyrazem oznacza epilepsję i opętanie. Niema potrzeby wykazywać, że objaśnienie to przetrwało nawet wśród ludów ucywilizowanych do czasów stosunkowo niedawnych.

Pierwotnym więc wnioskiem jest tutaj ten, że, kiedy sobowtór pacjenta odejdzie, wówczas jakiś duch ubezcieleśniony przywłaszcza sobie jego miejsce i posługuje się ciałem, potrząsając nim tak gwałtownie. Tam, gdzie koncepcja ta przedstawia się w formie najwcześniejszej, dowiadujemy się, iż mniemanym działaczem nadprzyrodzonym jest jakiś upiór. Z indagacji biskupa Callawaja, przeprowadzonej względem pewnego Amazulusa wynika twierdzenie, że kiedy wróżbita jakiś nawiedzony zostaje przez Itongo (duchy przodków), "miewa lekkie drgawki." Co większa, świadek pewien, który "udał się do jednej z osób, zapytując ją poufale o chłopczyka... cierpiącego na drgawki," otrzymał odpowiedź: "jest on nawiedzany przez duchów przodków."

§ 123. Umysłowi człowieka pierwotnego nastręcza się dalej nowe pytanie, dostarczając mu nowego racjonalnego dowodu, który z kolei rozwija się w szereg ciekawych, lecz konsekwentnych wyobrażeń.

Niekiedy osoba jakaś, będąc jeszcze przytomną nie może jednak zapanować nad ruchami ciała, nad czynnościami. Wykonywa ona coś mimo woli, lub nawet przeciwko woli. Czyżby więc tutaj, jakaś inna dusza wstąpiła w nią, nawet pomimo obecności jej duszy własnej? Odpowiedź twierdząca jest nieuniknioną.

Stąd też wypływa objaśnienie histerii, i jej niepowciągnionych i bezmyślnych śmiechów, łkań, oraz krzyków. Wśród Amazolusów objawy histeryczne tłumaczone są, jako oznaka stawania się Inyanga czyli zgadywaczem — osobą nawiedzoną. Uwaga Parkynsa, stosująca się do Abisyńczyków, iż "większą część "nawiedzanych," stanowią kobiety," każe również przypuszczać objaśnienie pokrewne: kobiety bowiem o wiele łatwiej podpadają histerii, niż mężczyźni. Na koniec kiedy czytamy u Marinera, że wśród Tongańczyków "natchnienie," nie jest wyłączną właściwością kapłanów, lecz, że nawiedza innych zwłaszcza płeć żeńską, możemy słusznie wywnioskować, że owymi oznakami natchnienia są właśnie objawy histeryczne. Istotnie czyż niema zresztą pomiędzy niemi takiego objawu, który może posłużyć za dowód stanowczy? Co np. można powiedzieć o przypadłości zwanej globus histericus — nagłe odczuwanie kuli wewnątrz ciała — jeżeli nie jest ona owym domniemanym duchem nawiedzającym?

Objaśnienie to, zaszedłszy już tak daleko, musiało pójść jeszcze dalej. Jeżeli owe bardzo gwałtowne czynności ciała, wykonywane na przekór woli, dają się przypisywać wpływowi ducha przywłaściciela, to tym bardziej przypisywać mu trzeba inne mniej gwałtowne działania tegoż rodzaju. Stąd to wypływa pierwotna teoria kichania i ziewania. Amazulowie zapatrują się na czynności mimowolne, jak na oznaki nawiedzenia. Kiedy człowiek ma się stać inyanga, wówczas "głowa jego zaczyna zdradzać odpowiednie objawy. Wskazuje on, iż ma zostać zgadywaczem, ziewając wielokrotnie i ustawicznie kichając. Ludzie też wtedy mówią: "doprawdy zdaje się; iż człowiek ten będzie nawiedzony przez ducha."

W innych znów wypadkach, kichanie staje się dowodem nie trwałego, lecz czasowego opętania. Kondowie oblewają wodą kapłana, gdy mają zasięgnąć jego rady. Kicha on wówczas i staje się natchnionym. Rzecz jasna, iż niema w takich razach nic, co by wskazywało, czy nawiedzenie jest sprawą ducha przyjaznego, czy też wrogiego: może to być jak wśród Zulusów upiór jakiegoś przodka, albo tez, jak wśród innych ludów, jakiś demon złośliwy. Ale bez względu na to, czy kichanie jest tak, jak u Mahometan, powodem do proszenia Allacha o osłonę przed szatanem, domniemaną tego zjawiska przyczyną, czy też, jak u chrześcijan, nastręcza ono powód do wynurzenia kichającemu niezrozumiałego dzisiaj życzenia "niech cię Bóg błogosławi," czy też stanowi ono podstawę do uważania wymówionych potem wyrazów za natchnione, bez względu na to wszystko idea zasadnicza pozostaje tutaj tą samą: oto duch jakiś, wstąpiwszy w ciało, zmusza je do wykonywania takich postępków, jakich jego własny duch wykonywać nie miał zamiaru.

Dodać tu jeszcze można dwa inne objaśnienia pokrewne. Wśród Jakutów napotykamy pewną przypadłość, której towarzyszy gwałtowna czkawka; otóż "wierzą oni uparcie, iż w ciele osoby cierpiącej znajduje się diabeł; " lud sąsiadujący z nimi, Kirgizi, przedstawiają znów przykład jeszcze dziwniejszy. Pani Atkinson powiada, iż o kobiecie, odbywającej poród, przypuszcza się, że jest nawiedzona przez diabła, istnieje też nawet zwyczaj bicia jej, a to w celu wypędzenia ducha.

W tym ostatnim wypadku, tak samo jak i we wszystkich innych, spostrzegamy mimowolne skurcze mięśni. Słusznie więc można przypisywać je opętaniu, jeżeli przypisuje sio mu ruchy epileptyczne; widzimy w końcu, iż tłumaczenie epilepsji przez opętanie wypływa "domyślnie z pierwotnej teorii upiorów.

§ 124. Pewne zjawiska pokrewne dające się wytłumaczyć, w sposób podobny, lecz nie wytłumaczalne w inny, popierają w dalszym ciągu doktrynę opętania. Mam tu na myśli zjawiska gorączki i obłąkania.

Co się stało temu oto człowiekowi, który leży rozciągnięty, nie przyjmując pokarmów i nie poznając nikogo z otoczenia. Już szepcze on niespójnie lub mówi nie do rzeczy, już rozmawia z kimś, kogo obecni dojrzeć nie mogą, już cofa się z przerażeniem przed jakimś wrogiem niewidzialnym, już wreszcie śmieje się bez przyczyny? Na koniec czym się to dzieje, że kiedy się już uspokoił, wówczas albo nie wie nic o tych swoich dziwnych postępkach, albo też opowiada rzeczy, których nikt nie był świadkiem? Oczywiście jeden z owych rojących się dokoła duchów, lub upiorów, wstąpił w jego ciało w nocy pod nieobecność sobowtóra i igra z nim sobie w taki sposób. Niewiele posiadamy dowodów tego, iżby dzicy tłumaczyli tak te takty: pochodzi to zapewne stąd, iż podróżnicy rzadko bywają wśród nich świadkami tego rodzaju zakłóceń duchowych. Pomimo to jednak Petherick powiada, iż Arabowie przypuszczają, że "kiedy ktoś bredzi w silnej gorączce, to znaczy, iż nawiedzonym jest od diabła."

Ale gdy od obłędu czasowego przejdziemy do ciągłego obłąkania, znajdziemy dowód, że istotnie takie sanie tłumaczenie nada je się i w tej sprawie. Samoańczycy przypisują obłąkanie obecności złego ducha; tak samo też postępują Tongańczycy. Sumatrzanie uważają lunatyków za nawiedzonych. Wśród plemion, bardziej w rozwoju posuniętych, utrzymywało się, lub utrzymuje dotąd takie same tłumaczenie rzeczy. Kiedy autor dzieła Rambles in Syria powiada nam, iż "na wschodzie obłąkanie jest synonimem natchnienia," wówczas przypominamy sobie, że jeżeli pomiędzy tą koncepcją, a poglądami starożytności istnieje jakakolwiek różnica to dotyczy ona jedynie przyrody ducha nawiedzającego. Owe podania dawniejsze dostarczają nam nadto dowodów, że pierwotna postać tej wiary bywa właśnie taką, jak wywnioskowaliśmy wyżej: "zdaniem historyka Józefa, demony są to duchy złych nieboszczyków: wchodzą one do ciał ludzi żyjących," ponieważ o opętanych mówiło się, iż uczęszczają oni do miejsc grzebalnych, o demonach zaś przypuszczano, iż szczególnie lubią, przebywać na grobach, możemy przeto wnosić, iż Żydzi w ogólności pojmowali pierwotnie ducha nawiedzającego, jako upiora,

Trwanie tego poglądu na obłąkanych, przez ciąg wieków średnich, aż do dnia, kiedy 72-gi kanon kościoła anglikańskiego, wcielił go w sobie domyślnie, zabraniając wypędzać diabła bez szczególnego zezwolenia, trwanie to łatwo jest zrozumieć. Dopiero wówczas, gdy nauka oswoiła nas z myślą, że stany naszego ducha są wynikiem działań nerwowych, mogących ulegać zaburzeniem za sprawą przyczyn fizycznych, dopiero wówczas możliwym się dla nas stało pojmowanie dziwnych myśli i uczuć wariata inaczej — niż jako wyraz działania pewnej, do niego niepodobnej istoty.

Nie powinniśmy też przeoczać tego, iż zachowywanie się wariatów dostarcza dowodów na korzyść wiary w otaczające upiory lub duchy. Człowiek niecywilizowany lub na wpół cywilizowany nie wie nic o złudzeniach podmiotowych. Cóż więc musi on myśleć, słysząc np. jak maniak rozmawia zapamiętale z jakąś osobą niewidzialną, lub miota pociski na istotę, której nie dostrzegają inni, a którą on niby odpędza" Szalone jego ruchy, oczy wściekłe, głos przejmujący, nie pozwalają powątpiewać o sile jego przeświadczenia. Oczywista przeto, iż dokoła nas istnieją demony złośliwe — widoczne dla niego, lecz nie dostrzegalne dla obecnych. Ktokolwiek wątpiłby o istnieniu działaczy nadprzyrodzonych, nie mógłby tu już wątpić dłużej.

Z tego samego źródła wyłania się jeszcze jedno uwagi godne pojęcie. W napadach swych osoba obłąkana zdradza niezmierną siłę, tak iż sama jedna może podołać kilku ludziom. Jakiż stąd wniosek? oto demon nawiedzający posiada siłę nadludzką. Nasuwające się w ten sposób mniemanie przedstawia, w rozwoju swym pewne następstwa dalsze, które poniżej śledzić będziemy.

125. Ten sposób tłumaczenia niezwykłych działań duchowych

i cielesnych, raz się utrwaliwszy, rozwija się sam przez się. Niezależnie od zboczeń w rodzaju tych, jakich przykłady mieliśmy wyżej, rozciąga się on na zboczenia innych rodzajów. Niebawem choroby zostają również wkluczone do tej teorii. Ponieważ w gorączce, obok zaburzeń cielesnych istnieją też duchowe przeto wnioskuje się, iż ten sam czynnik jest przyczyną obojga. Skoro zaś niektóre stany chorobowe są wytworem wstępujących w ciało demonów, to i inne mogą z tejże przyczyny wynikać. Złośliwy duch albo się wprowadził do ciała, albo, krążąc w pobliżu, zadaje mu ciosy.

Pierwotną formę takiego tłumaczenia rzeczy spotykamy wśród Amazulów. Nawet kłucie w boku tłumaczą oni w ten sposób: "jeżeli choroba ciągnie sio długo" powiadają "iż nawiedzonym jest przez Kongo, że jest nawiedzonym przez swoich, którzy pomarli. " Samoańczycy przypuszczali, iż duchy zmarłych "mają moc powracania, oraz sprowadzania choroby i śmierci na innych członków rodziny. Jakeśmy widzieli w § 92-im, Nowokaledończycy sądzą, iż "ludzie biali są duchami zmarłych i nosicielami chorób" Dajakowie, którzy na podobieństwo Australijczyków przypisują wszelką chorobę duchom, podobnie też jak tamci, uosabiają choroby. Nie nazwą oni np. ospy jej mianem, ale zapytują: "czy ona cię już opuściła?" Niekiedy zowią ją "wodzem." W wypadkach tych za sprawców choroby uważane są upiory, czasem zaś domyślnie albo jawnie mówi się o nawiedzeniu ciała chorego. W innych razach, nie określając bliżej pochodzenia działacza nadprzyrodzonego, zdają się oni uważać go za czynnik zewnętrzny. Arawakowie nazywają ból "strzałą złego ducha". Dajakowie zaś z nizin, wierzą, iż choroba niekiedy "wywoływaną bywa przez duchy zadające ludziom rany niewidzialne za pomocą niewidzialnych włóczni. " Bądź co bądź domniemana przyczyna złego wszędzie jest osobową. W Azji Karenowie "przypisują choroby wpływowi niewidzialnych duchów". Lepchasowie wszelką niemoc, "uważają za sprawę diabła, " tak samo też czynią Bodowie i Dhimalowie. W Afryce murzyni nadbrzeżni przyczynę niezdrowia widzą w czarach, lub w działaniu bogów; Kussowie sądzą, iż sprawcami jego są wrogowie i złe duchy; na koniec, obrażony przodek pewnego Zulusa, miał zawołać: "dam się ja wam poznać przez chorobę. " W Ameryce Komanczowie myślą, iż źródłem choroby jest "zaraźliwe tchnienie" jakiegoś wroga, Mudrakowie zaś zapatrują się nań, jako na urok, rzucony przez niewiadomego nieprzyjaciela.

Jeżeli zamiast wyrazu "upiór," czytać będziemy "działacz nadprzyrodzony," wówczas teoria dzika stanie się na wpół cywilizowaną. Najdawniejszy z zapamiętanych bohater Babilonu Izdubar miał być dotknięty dolegliwą chorobą przez boginię Isztar, którą obraził. W pierwszej księdze Iliady, przedstawia się Greków zmarłych na zarazę, jako rażonych strzałami Apollona — pogląd oczywiście pokrewny przytoczonym wyżej poglądom dzikiego. Żydzi wierzyli, iż niemota i ślepota ustają po wypędzeniu diabła, który je sprowadza, na koniec w czasach późniejszych Ojcowie kościoła utrzymywali, że demony nabawiają chorób. Jak dalece upartym było tego rodzaju pojmowanie rzeczy, widzimy z faktu, iż nawet dzisiaj ludzie niewykształceni utrzymują, że czarownicy za pomocą diabła mogą stawać się sprawcami choroby, a wreszcie z tego faktu nawet, że niektórzy z wykształconych nie przestają wierzyć w diabelskie jej pochodzenie; pewien przez państwo uświęcony wyraz tej wiary spotykamy często w działaniach księży, w modlitwie przy odwiedzaniu chorych znajdują się słowa "odnów w nim... wszystko cokolwiek zniszczyły złość i chytrość szatana."

§ 126. Po przypatrzeniu się początkowi wierzeń powyższych nie zadziwi nas już zgoła inne towarzyszące tamtym mniemanie, że śmierć jest również wynikiem działania nadprzyrodzonego.

Mniemanie to spotyka się wszędzie w takiej lub innej postaci. Wallace powiada nam, że Indianie Uaupe prawie nie zdają się sądzić, iżby śmierć mogła przytrafić się sposobem naturalnym; " zaś Hearne mówi, że Chippewajowie przypisują śmierć swych wodzów czarom — zazwyczaj czarom Eskimosów. Kałmuki wierzą, że "śmierć, spowodowaną bywa przez jakiegoś ducha z rozkazu bóstwa;" Kukowie przypisują śmierć, jak również dolegliwości ziemskie, przyczynom nadprzyrodzonym, na koniec Kondowie utrzymują, "że śmierć nie jest nieuchronnym i z góry przeznaczonym udziałem człowieka, lecz, że podlega się jej jedynie, jako szczególnej karze za obrazę bogów." Buszmeni sądzą, iż główną przyczyną śmierci jest urok. Beczuanowie zaś przypisują śmierć, nawet bardzo późną, czarom. Murzyni nadbrzeżni nie sadzaj "iżby jakakolwiek śmierć była przyrodzoną, lub przypadkową;" Burton powiada, że w Afryce, zarówno jak i w Australii, żaden, bodajby najstarszy człowiek, nie umiera śmiercią przyrodzoną; "na koniec, plemię Loango nic wierzy w śmierć naturalną, nawet z utonięcia, lub innego przypadku. Tahitańczycy w działaniu trucizny widzieli "raczej działanie niełaski bogów... nie zaś skutki samego jadu... Co do tych, którzy padali w bitwie, to przypuszczało się również, ii umierają oni za sprawą bogów. " Wreszcie wyobrażenia pokrewne upowszechnione są wśród mieszkańców wysp Sandwich, Tanneńczyków, oraz różnych innych ludów.

Potrzeba tu wspomnieć o pewnym następstwie tych wierzeń. Z biegiem czasu indywidualności poszczególnych demonów, domniemanych sprawców śmierci, pogrążają się w pewnej indywidualności ogólnej, w śmierci uosobionej: uosobienie to prawdopodobnie wszędzie bierze początek w podaniu o jakimś okrutnym wrogu, którego bezpośrednio widzialne czyny zemsty były liczne i któremu później przypisuje się coraz częściej czyny niewidzialne zemsty. Tak czy inaczej zresztą, musimy śledzić przeobrażanie się tych pojęć pierwotnych w takie, jakie istniały w czasach klasycznych i w wiekach średnich. Na pogrzebie jednego z Nagasów, przyjaciele jego zbroją się, wyzywając ducha, który był sprawcą jego śmierci. O Tasmańczykach Mr. Davis podaje, iż "w ciągu całej pierwszej nocy po śmierci któregokolwiek z członków plemienia zasiadają oni dokoła ciała trupa, powtarzając szybko i z cicha, pewną jednostajną zwrotkę, a to aby zapobiec porwaniu go przez ducha. Duchem tym bowiem jest upiór jednego z nieprzyjaciół." Z drugiej strony wśród Hotentotów Rora, koncepcja ta częściowo się uogólniła: uosabiają oni śmierć mówiąc: "śmierć na cię patrzy. " W kilku tych faktach dopatrzyć się możemy zarodów tej samej wiary, jakiej domyślać się każą dzieje Alcesta, którego z objęć silnej śmierci wyrwał silniejszy od niej Herkules; na koniec, widzimy tutaj również zalążek owej wiary jaką przypuszczać każą dawne rysunki śmierci, przedstawiające ją w postaci szkieletu, trzymającego kosę, lub jakąś broń inną.

W wielu umysłach owo pojęcie pierwotne błąka się dziś jeszcze. Jeżeli ze zdziwieniem czytamy, że dzicy, nie uznając śmierci przyrodzonej, przypisują wszelki zgon działaniu nadprzyrodzonemu, to zapominamy, iż nawet dzisiaj wskazuje się na działanie nadprzyrodzone, w takich wypadkach, gdzie przyczyna śmierci nie jest widoczną, a nawet niekiedy tam, gdzie jest ona oczywistą. Dotąd jeszcze zdarza się nam czytywać w wyrokach lekarzy sekcyjnych, "umarł nawiedzony od Boga, " wreszcie dotąd jeszcze spotykamy, takich, którzy sądzą, że pewne rodzaje śmierci, np. utonięcie tych, co pływają w niedzielę, są bezpośrednim wynikiem zemsty Boskiej: mniemanie oczywiście, różniące się od wierzeń dzikiego jedynie tylko swoją odmienną koncepcją działacza nadprzyrodzonego.

§ 127. Wszystkie owe wnioski, rozważane jako następstwa pierwotnego objaśnienia snów i wynikającej zeń teorii upiorów, dusz lub duchów, są jak najzupełniej ścisłe.

Jeżeli dusze mogą opuszczać ciało i powracać do niego znowu, to dla czegóż by, pod nieobecność ich, nie miały tam wstępować inne dusze obce? Kiedy, jak to się zdarza w epilepsji, ciało wykona pewne czyny, którym pacjent później zaprzecza, to nie masz innego wyboru, jak tylko uznać takie działanie. Na koniec, jeżeli pewne ruchy niepowściągnione jak, np. poruszenia histeryczne, jak również i inne ruchy pospolitsze — ziewanie, kichanie i czkawka, odbywają się mimo woli, to niechybnym stąd wnioskiem musi być ten, iż jakiś duch przywłaszczyciel na przekór danemu osobnikowi kieruje jego czynami.

Hipoteza ta tłumaczy nadto dziwne zachowywanie się osób, podległych gorączce, lub obłąkanych. Najlepszym dowodem tego, iż ciało maniaka popadło w moc nieprzyjaciela, jest fakt, iż popychanym on bywa do kaleczenia samego siebie. Prawy właściciel ciała, nie byłby go kąsał, lub szarpał, zresztą można słyszeć, jak demon przywłaszczyciel rozmawia z innymi demonami, których on widzi, lecz których nie dostrzegają obecni.

Na koniec, jeżeli owe, godne uwagi zakłócenia cielesne i duchowe takie mają źródło, tu widocznym się staje, że choroby, i zaburzenia mniej wybitne również od tej zależą, przyczyny. Jeżeli nie masz demona w ciele, to musi przynajmniej znajdywać się w pobliżu jakiś wróg niewidzialny, wywołujący w nim owe dziwne zakłócenia.

Śmierć, przytrafiająca się częstokroć po długo trwałej niemocy, musi również być wynikiem tego, co spowodowało chorobę. Tam, gdzie nie można wykazać żadnej innej widocznej przyczyny, przypuszczenie takie jest jedynie możliwym; wreszcie, nawet wówczas, gdy jakaś widoczna przyczyna istnieje, rzeczą jest prawdopodobną, że nie obeszło się też bez udziału diabła. Czy grunt usunął się z pod nóg towarzysza, pociągając za sobą nieszczęśliwe spadnięcie jego w przepaść, czy tez szczególny ruch przeszył dzirytem jego serce, wszystko to bardzo prawdopodobnie spowodował złośliwy duch wroga.

dr Kamil M. Kaczmarek 12 05 2012