Herbert Spencer

Dane socjologii

Rozdział XIV. Wyobrażenia życia drugiego

§ 99. Wiara w zmartwychwstanie każe domyślać się wiary w życie, trwające po śmierci. Człowiek pierwotny, niezdolny myśleć rozważnie i pozbawiony języka, nadającego się do rozważnego myślenia, musi sobie o życiu tym tworzyć pojęcie takie, na jakie go stać. Stąd też pochodzi ów zamęt w wyobrażeniach, odnoszących się do pośmiertnego stanu nieboszczyka. Nawet wśród plemion, zapatrujących się na śmierć, jako na unicestwienie, znajdujemy jeszcze niezgodne z poglądem tym mniemania, jak np. u niektórych, przez Szweinfurtha zwiedzanych Afrykańczyków, co unikali pewnych jaskiń z obawy przed złymi duchami zmarłych tam zbiegów.

Jakkolwiek niespójnymi są zrazu wszystkie owe pojęcia o życiu przyszłym, zaznaczyć tu musimy ich rysy główne, oraz stadia ich rozwoju w kierunku większej spójności. Wierzenie odnośne bywa pierwotnie ściśle określonym i cząstkowemu W rozdziale ostatnim widzieliśmy, iż niektórzy sądzą, że zmartwychwstanie zależy od obchodzenia się z ciałem, i że zniszczenie tegoż staje się przyczyną unicestwienia. Co większa, drugimu życiu można niekiedy położyć koniec przemocą: sobowtór nieboszczyka może być na nowo uśmierconym w bitwie, albo też zabitym być może w powrocie swym do ojczyzny zmarłego, albo wreszcie — pożartym przez bogów. Dalej, w pewnych wypadkach spotykamy pod tym względem ograniczenia kastowe: na wyspach Tonga przypuszcza się, że tylko wodzowie mają duszę. Gdzie indziej znów mówi się, iż zmartwychwstanie zależnym jest od sprawowania się i od jego owoców. Niektóre plemiona sądzą, iż życic pozagrobowe zdobywa się męstwem: takim jest mniemanie Komanczów, którzy obiecują je tylko ludziom dobrym — odważnym w zdobywaniu skalpów i kradzieży koni. Przeciwnie: "jedno łagodne i niewojownicze plemię gwatemalskie... przekonanym było, że umrzeć jakąkolwiek bądź śmiercią nienaturalną — znaczy to pozbawić się wszelkiej nadziei przyszłego żywota, dla tego też pozostawiano tam ciała zabitych na pożarcie zwierzętom i sępom. " Albo też jeszcze: życie pośmiertne zależnym jest od upodobania bogów; takim było przeświadczenie starożytnych Ariów, którzy modlili się i składali ofiary — w celu pozyskania go. Na koniec, w wielu wypadkach znajdujemy przypuszczenie domyślne, że drugie życie kończy się drugą śmiercią ostateczną.

Zanim pod innymi względami rozważymy pierwotną koncepcję życia przyszłego — spojrzymy na ten rys jego ostatni — na jego przeciąg.

§ 100. Jedno z doświadczeń, nasuwających myśl o życiu przyszłym, należy właśnie do takich, które zarazem napomykają o jego ograniczoności: doświadczeniem tym — jest ukazywanie się nieboszczyka w marzeniach sennych. Pierwszym, który to zaznaczył — był, jak mniemam, Sir John Lubbock. Osoby zmarłych, poznawane we śnie, muszą oczywiście należeć do liczby tych, jakie znał śpiący; tym samem też o człowieku dawno zmarłym, który przestaje ukazywać się we snach, nie myśli się już jako o istniejącym jeszcze. Dzicy, jak np. Maugondżowie "wyraźnie opierają swą wiarę w życie przyszłe, na tym fakcie, że zmarli ich przyjaciele odwiedzają ich we śnie, " naturalnie też przychodzą do wniosku, że kiedy przyjaciele przestają ich odwiedzać, to znaczy, iż przestali już istnieć. Stąd to owo przeciwieństwo, o jakiem, powołując się na Du Chaillu, wspomina sir John Lubbock. "Spytajcie murzyna, "gdzie jest duch jego prapradziada, a powie wam, że nic o tym nie wie i koniec; ale zapytany o ducha ojca swego lub brata zmarłego wczoraj, jest pełen strachu i przerażenia," Zresztą, jak zobaczymy później, roztrząsając zagadnienie inne, świadectwo snów utrwala w umysłach Amazulów taką samą wybitną różnicę pomiędzy duszami osób niedawno zmarłych i zmarłych od dawna; o tych ostatnich sądzą oni, że umarły już ostatecznie.

Pominąć tu musimy sprawę, w jaki sposób pojęcie o życiu przyszłym czasowym, przeradza się na pojęcie życia trwającego wiecznie. Dla celów naszych obecnych wystarczy, gdy zaznaczymy tutaj, że do tego ostatniego pojęcia dochodzi się drogą stadiów pośrednich.

§ 101. Jakim też jest charakter tego drugiego życia, które jednym przedstawia się w sposób nieokreślony i zmienny, innym jako byt czasowy, innym zaś jako stały?

Wiele z pomiędzy obrzędów pogrzebowych, opisanych w rozdziale ostatnim, rodzi w nas domniemanie, iż o życiu przyszłym przypuszcza się, że się nie różni ono niczym od obecnego. Czinukowie twierdzą, iż w nocy nieboszczyk "budzi się i błąka, szukając pożywienia. " Niewątpliwie też w związku z taką samą wiarą w konieczność zaspakajania potrzeb materialnych, myślą Komanczowie, że nieboszczykom "wolno odwiedzać ziemię w nocy, lecz że muszą oni powracać z nastąpieniem dnia" — przesąd przypominający nam jeden z zabobonów, upowszechniony dziś jeszcze w Europie. Dalej, wśród plemion południowo-amerykańskich, drugie to życie pojmuje się, jako nieodmienny ciąg dalszy pierwszego: śmierć bowiem, jak powiadają Indianie yukatańscy, jest "tylko jednym z przypadków życia." Tupisowie chowali ciała zmarłych w domach "w postawie siedzącej, ustawiając przed nimi pokarm; byli bowiem niektórzy, co wierzyli, że duch poszedł sobie hulać w góry, i że powróci aby się posilić i odpocząć."

Nawet tam, gdzie się sądzi, iż życie przyszłe oddzielonym jest od obecnego granicą bardziej stanowczą, znajdujemy również, iż przeciwieństwo to błahe jest lub prawie nie istnieje. To, co się mówi o Fidżyanach, można powiedzieć i o innych. Po śmierci "mnożą się oni, żyją rodzinami, walczą i, mówiąc, krótko robią to samo, co robią ludzie na tym świecie. " Zaznaczmy tu powszechną pod tym względem zgodność poglądów.

§ 102. Zapasy żywności, z jakich czerpią zmarli, różnią się od pokarmów, do jakich przywykli byli, tym tylko, iż są lepsze i bardziej obfite. Innici mają nadzieję raczyć się mięsem renifera, Krikowie udają się po śmierci tam, gdzie Jest obfitość zwierzyny, gdzie wszystko jest bardzo tanie, gdzie zboże rośnie przez cały rok okrągły, a źródła czystej wody nigdy nie wysychają." Komanczowie spodziewają się polować na bawoły "liczne i tłuste," gdy tymczasem Patagończycy mają nadzieję "napawać się szczęśliwością wiekuistego pijaństwa." koncepcje te różnią się od siebie o tyle tylko, o ile różni się ziemski pokarm i t. p. Mieszkańcy Nowych Hebrydów wierzą, że w życiu przyszłym "orzechy kokosowe i owoce drzewa chlebowego są lepsze, i tak obfite, że zapas ich nigdy się nie wyczerpie. " Arryaga mówi, że Peruwiańczycy, "nie znają większej szczęśliwości ani w tym ani w przyszłym życiu, jak posiadać dobrą fermę dostarczającą jadła i napoju. " Na koniec, ludy pasterskie okazują też podobne przystosowanie się wierzeń. Todasowie myślą, że po śmierci bawoły ich połączą się z nimi, aby jak przedtem dostarczać im mleka.

Obok podobieństwa pokarmów i napojów, znajdujemy też podobieństwo zajęć. Tasmańczycy spodziewali się "uprawiać łowy z niestrudzonym zapałem i niezachwianym powodzeniem." Dakoto wie, oprócz zabijania w swym niebie niezliczonej zwierzyny, mają nadzieję "wojować z uprzednimi swymi wrogami." Na koniec, "przypominając sobie codzienne walisi i uczty pośmiertne, jakich oczekiwały plemiona Skandynawskie, przekonywamy się o przewadze tych wyobrażeń wśród ludów bardzo odległych rasą i siedzibą. Aby zobaczyć, jak żywymi są owe wyobrażenia, musimy uprzytomnić sobie obrzędy, do jakich one prowadzą.

§ 103. Dzieła podróżnicze oswoiły większą część czytelników, ze zwyczajem grzebania wraz z umarłym jego ruchomości. Zwyczaj ten wyrabia się, w miarę przechodzenia społecznego rozwoju przez jego stadia wcześniejsze. Oto kilka odnośnych przykładów, oraz wnioski, jakie na ich podstawie musimy zbudować.

Nieboszczyk dzikich, mający polować i walczyć musi być uzbrojony; stąd owo składanie broni i narzędzi wraz z ciałem. Plemiona Tungnsów broń owa wraz z innymi rzeczami umieszczają "na grobie, aby wszystko było gotowe w chwili obudzenia się nieboszczyka, powstania jego z tego, co uważają oni za spoczynek doczesny. " Podobnie też postępują Kahuyki, Eskimosi, Irokezi, Araukanowie, Murzyni wnętrza Afryki, Nagasowie i inne, zbyt liczne aby je można było wymienić, plemiona dzikie i na wpół cywilizowane: niektóre z nich nadto, uznając też podobne potrzeby kobiet i dzieci, grzebią wraz z kobietami ich narzędzia domowe, z dziećmi zaś ich zabawki.

Zbiegły sobowtór będzie potrzebował odzieży. Stąd to Abiponowie "wieszają szatę na drzewie, w pobliżu miejsca pogrzebania, "dla niego (dla nieboszczyka), aby mógł ją włożyć, gdy zechce wyjść z grobu; " stąd też Dahhomejczycy, obok innych przedmiotów, należących do nieboszczyka, chowają wraz z nim "sztukę odzieży na zmianę, gdy przybędzie do krainy umarłych. " Obok tego zaopatrywania w odzież (niekiedy są to ich "suknie najlepsze, " czasem zaś odbywa się przybranie szkieletów w nowe szaty w rocznicę śmierci, jak np. wśród Patagończyków), widzimy iż składa się w grobach klejnoty lub inne przedmioty cenne. Niekiedy mówi się ogólnie tylko o grzebaniu z umarłym jego mienia; tak np. bywa u Samojedów, Australijczyków Wschodnich, Damarczyków, Murzynów Afryki środkowej i Nowo-Zelandczyków; Patagończycy wraz z ciałem zmarłego kładli do grobu wszystko, "cokolwiek nieboszczyk posiadał za życia; " u Nagasów "jakiś przedmiot, do którego on albo ona szczególnie byli przywiązani," u mieszkańców Gujany, "ważniejsze kosztowności, jakie posiadali za życia," u Papuasów z Nowej Gwinei "broń i ozdoby," u Inkasów Peruwiańskich "srebrne naczynia i kosztowności, " u starożytnych Meksykańczyków "odzież jego i drogie kamienie" i t. d., u Chibchasów — złoto nieboszczyka, klejnoty i inne skarby. Z ciałem nieboszczki królowej Madagaskaru pochowano "niezmierną liczbę sukien jedwabnych, jedwabnej odzieży miejscowej, ozdoby, lustra, stół, krzesła, skrzynkę, zawierającą jedenaście tysięcy dolarów... i wiele innych rzeczy. " U Misznisów umieszcza się w domku, zbudowanym ponad grobem, wszystkie przedmioty potrzebne dla danej osoby za życia. Na koniec w Starym Kalabarze buduje się dom na brzegu, a w nim stawia się rozmaite przedmioty, należące do zmarłego, "wraz z łóżkiem, aby duch nie potrzebował spać na podłodze." Rozmiary tego zaopatrywania nieboszczyków na życie przyszłe, bywają niekiedy tak znaczne, iż przyczyniają wiele złego osobom pozostałym przy życiu. Wśród Fantyjów pogrzeb jest zazwyczaj zupełną ruiną dla rodziny biednej. Dajakowie oprócz własności zmarłego, chowają z nim czasem znaczne sumy pieniędzy i inne rzeczy wartościowe — tak iż "zdarza się często, że ojciec, którymu się nie chowają dzieci, przez wymieranie ich przyprowadzonym bywa do ubóstwa. Na koniec, w niektórych wygasłych społecznościach Ameryki, nic nie pozostawało po zmarłym dla wdowy i dzieci, oprócz ziemi, której już nie można było złożyć z nim do grobu.

Wychodząc konsekwentnie z powyższej koncepcji życia przyszłego, ludy nieucywilizowane wnioskują, że nieboszczyk potrzebować będzie nie tylko swej własności martwej, ale i ożywionej; stąd to zabijanie jego żywego dobytku. Chowając wodza, Kirgizi składają do grobu" jego ulubione konie; " tak samo też postępują Jakuci, Komanczowie, Patagończycy; u Borgów pada ofiarą koń i pies, u Beduinów wielbłąd, u Damarczyków — bydło, u Todasów dawniej "całe jego stado;" kiedy zaś umiera Watyjczyk, (Vateau), przywiązuje się do jego ręki prosię powrozem, i zabija się je. Jeżeli życie ziemskie nie było łupieżczym, lub pasterskim, lecz rolniczym, wówczas te same wyobrażenia powodują praktyki pokrewne, U Indian peruwiańskich, jak pisze Tschudi," stawia się obok trupa mały worek z kokosami, kukurydzę auinuą i t. p., aby miał czym zasiać pola na innym świecie."

§ 104. Wierzenie to pierwotne w logicznym jego rozwinięciu,każe domyślać się czegoś więcej — każe ono przypuszczać, iż nieboszczyk potrzebować będzie, nie tylko broni swej lub narzędzi odzieży, klejnotów, i innych ruchomości, jak również zwierząt domowych, ale nadto, że będzie on potrzebował towarzystwa i usług ludzkich; starania więc, jakich doznawał za życia, muszą być wznowione po śmierci.

Stąd to pochodzą owe ofiary w ludziach, tak szeroko upowszechnione niegdyś — a i dziś jeszcze. Zwyczaj zabijania na grobie wodza niewolników i przyjaciół rozwija się też w miarę posuwania się społeczeństwa po przez stadia wcześniejsze i w miarę tego, jak teoria o życiu przyszłym staje się bardziej określoną. Wśród mieszkańców Ziemi Ognistej, Andamańczyków, Tasmańczyków i Australijczyków, posiadających tak zaczątkową organizację społeczną, nie zabija się wdów, aby towarzyszyły swym zmarłym mężom, albo tez, jeśli się je zabija, to zwyczaj ten nie jest dość powszechnym, aby podróżnicy mogli go zaznaczyć. Ale praktykę taką spotykamy u ludów bardziej w rozwoju posuniętych; w Polinezyi u Nowo Kaledończyków, Fidźyan, a niekiedy u mniej barbarzyńskich Tougańczyków; w Ameryce u Czinuków, Karaibów, Dakotów; w Afryce u mieszkańców Kongo, u Murzynów środkowo-afrykańskich i nadbrzeżnych, nade wszystko zaś u Dahomejczyków. U Karaibów, Dakotów i Czinuków zabija się na grobie jeńców wojennych, aby służyli zmarłemu na innym świecie; nie wyliczając zresztą dzikich i na wpół dzikich ludów, które tak czynią, przypomnę tylko o utrzymaniu się tego zwyczaju, w stanie szczątkowym wśród Greków Homera, którzy zabili (jakkolwiek przypisując to pobudkom innym), dwunastu Trojańczyków na stosie pogrzebowym Patroklesa. Podobnie rzecz ma się ze sługami: Kajanowie i Milananowie z Borneo zabijają niewolników zmarłego; Zulusi — sługi królewskie, Murzyni wewnątrz-afrykańscy mordują eunuchów, aby towarzyszyli ich żonom; Murzyni nadbrzeżni trują, albo ścinają zaufane sługi zmarłego. Dalej, w pewnych wypadkach spotykamy zabijanie przyjaciół. Na wyspach Fidżi główny przyjaciel człowieka wybitnego zabijanym bywa, aby mu towarzyszył; podobny też zwyczaj przechowuje się wśród krewkich ludów Afryki podzwrotnikowej.

Jednakże zauważyć trzeba, że i wśród wysoko rozwiniętych społeczeństw Ameryki starożytnej czuwano z największą troskliwością nad podobnym zapewnieniem nieboszczykowi wygód przyszłego życia. W Meksyku zabijano zawsze przybocznego kapłana każdej wybitnej osobistości, aby wykonywał w życiu przyszłym, tak samo jak w doczesnym, obrzędy religijne na jego intencje. Wśród Indian z Vera Paz "kiedy umiera pan jaki, zabijano natychmiast wszystkich jego niewolników, aby ci, wyprzedziwszy go, przygotowali dlań mieszkanie. " Oprócz sług innych, Meksykanie "poświęcali na ofiarę niektórych ludzi ułomnych, jakich król utrzymywał w swym pałacu dla rozrywki a to, aby na innym świecie dostarczali mu tej samej przyjemności, co i na ziemi. Rzecz jasna, iż tak wielkie zabiegi, skierowane ku temu, aby nieboszczykowi nie zabrakło później której bądź z wygód doczesnych, pociągały za sobą ogromny rozlew krwi. U Meksykańczyków "liczba ofiar odpowiadała wspaniałości pogrzebu i, zdaniem niektórych dziejopisów, dosięgała czasem dwustu osób. " W Peru, kiedy umierał Inkas,. jego słudzy i ulubione nałożnice, których razem liczba dochodziła czasem do tysiąca, zabijani byli na jego grobie. Na koniec, aż do czasu panowania Soui-Zin, kiedy; umierał cesarz japoński "on enterrait arec lui tons cenx qui de son vivant, approchaient sa personne."

Najlepiej zrozumiemy, jak żywą była ta wiara, rodząca podobne zwyczaje, gdy się dowiemy, że ofiary często bywają dobrowolne, niekiedy zaś niepokoją się o to, czy będą mogły umrzeć. Wśród Guaranisów dawniej niektórzy z wiernych stronników wodza "przynosili siebie na ofiarę na jego grobie." Wdowy po zmarłym Inkasie" dobrowolnie skazywały się na zabicie, a liczba ich częstokroć bywała tak wielką, że urzędnicy musieli ich nie dopuszczać do tego, mówiąc, że tymczasem dość już przeszło (do innego świata);" zaś "niektóre z kobiet w celu nadania większej ceny swojej wiernej służbie, a znajdując, iż sprawa napełniania grobu, do zbytku się odracza, same wieszały się na włosach, i w ten sposób się uśmiercały. " Podobnie tez powiada Simon o Chibchasach, że wraz z ciałem zmarłego "grzebali oni wdowy i niewolników, którzy najbardziej tego pragnęli." O Tonkinie czasów ubiegłych Tavenuer pisał: "wielu panów i pań dworskich pragną koniecznie być żywcem pogrzebanymi wraz z nim, (ze zmarłym królem), aby mu służyć tam, kędy się miał udać." W Afryce to samo dzieje się nawet dzisiaj. Wśród Yorubów na pogrzebie wybitnej osobistości "wielu z jej przyjaciół zażywa truciznę" i grzebani są wraz z nim. Dawniej w Kongo, kiedy umierał król, "z tuzin młodych dziewcząt zeskakiwało do grobu i wszystkie grzebane były żywcem, aby mu służyć mogły na innym świecie. Dziewczęta te tak były zazdrosne w sprawie tego służenia zgasłemu księciu, iż, walcząc o pierwszeństwo zabijały się wzajemnie." Na koniec, w Dahomeju zaraz po śmierci króla wdowy jego poczynają niszczyć, tak wszystkie jego sprzęty i kosztowności, jak i swoje własne, i wzajemnie się mordować. W jednym wypadku zabiło się w ten sposób dwieście osiemdziesiąt pięć kobiet, zanim nowy król zdążył położyć temu koniec (1).

Mordów owych dokonywa się niekiedy po śmierci dzieci. Kane opowiada, iż wódz Czynuków chciał zabić swą żonę, aby mogła towarzyszyć zmarłemu jego synowi; w Aneiteum zaś po śmierci ukochanego dziecka matka, ciotka, lub babka bywają duszone, aby towarzyszyły mu do świata duchów.

Chcąc wytłumaczyć sobie dalej krwawe tego rodzaju obyczaje, musimy pamiętać, iż nie tylko jednostki niższe i zależne poświęcanymi bywają na pogrzebach pomimo ich woli lub dobrowolnie, ale że w niektórych wypadkach dostojnicy nawet sami postanawiają umrzeć. Wyspy Fidżi nie są jedyną miejscowością, w której ludzie podeszli wiekiem grzebanymi bywają za życia przez swoje kochające dzieci; podobny też zwyczaj przechowuje się w Vate, gdzie stary wódz wymaga od swoich synów, aby go uśmiercili w taki sam sposób.

§ 105. Życie przyszłe, podobnym będąc do ziemskiego pod względem potrzeb i zajęć, podobnym też jest pod względem urządzeń społecznych. Przypuszcza się, iż taka sama hierarchiczna zależność w domu i w państwie trwać będzie zarówno tam, jak i tutaj. Do objaśnień poprzedzających można też dodać tutaj kilka odnośnych twierdzeń nowych.

Cook podaje, że Tahityjczycy dzielili nieboszczyków na klasy, podobne tym, na jakie dzielili się sami, albo tez, jak o tym świadczy ponownie Ellis, ci, "którzy byli królami, czyli areoisami na tym świecie, pozostawali nimi na zawsze po śmierci. " Wiara Tongańczyków przedstawia społeczeństwo zmarłych, jako posiadające taką samą organizacją hierarchiczną, jaka istnieje na wyspach Tonga. To samo stosuje się do Fidżijan: "dla umysłu tubylca najbardziej odrażającym jest przypuszczenie, " iżby wódz mógł ukazać się na tamtym świecie bez świty. Chibchasowie myślą, że w życiu przyszłym "korzystać będą ze starań swojej służby, tak samo jak w życiu obecnym. " Podobnie też dzieje się wśród górskich plemion Indii: "niebo Karenów ma swoich władców i poddanych, " w niebie zaś Kuków duch każdego z zabitych przez nieboszczyka wrogów, staje się jego niewolnikiem. To samo też widzimy u plemion afrykańskich. Dahomejczycy wierzą, iż podział ua klasy w życiu przyszłym jest taki sam, jak i w doczesnym. Kafrowie przypuszczają, iż społeczne i państwowe stosunki nie zmieniają się w życiu pozagrobowym. Na koniec, podobnego tez poglądu domyślać się każe twierdzenie Murzynów, Akkra, że w czasie dżdżystej pory roku, ich bogowie-stróże udają się w odwiedziny do boga najwyższego.

Nie potrzeba tu chyba nadmieniać, że taką samą analogię zdradzają tez poglądy ras wyższych. Podanie o zejściu na ziemię Astarty — Wenery assyryjskiej — wskazuje nam, iż siedziba zmarłych Assyryjczyków, podobnie jak i sama Assyrya, ma swego despotycznego władcę, oraz urzędników zbierających daninę. To samo też widzimy w pozagrobowym świecie greków. Mamy tu straszne go Hadesa z jego małżonką, Persefoną jako władców, mamy Minosa "wydającego' wyroki z tronu na nieboszczyków, którzy, stojąc i siedząc dokoła mego pytają o swe przeznaczenie." Ulisses zaś w taki oto sposób zwraca się do Achillesa: "za dni dawnych, za życia twego my, Grecy, oddawaliśmy tobie cześć boską, teraz zaś jesteś tu wielkim władcą, pomiędzy zmarłymi." Wreszcie wraz z nieboszczykami rozdzielają owo podobieństwo społecznych i politycznych stosunków niebianie. Zeus pozostaje względem innych "ściśle, w takim samym stosunku, jak samowładny monarcha względem możnowładztwa, którego jest głową." Wyobrażenia hebrajczyków o życiu pozagrobowym nie omieszkały w rozwoju swym uwydatnić również podobnej analogii. Hebrajskie Szeol, oznaczając z razu po prostu mogiłę, albo też w pewien nieokreślony sposób miejsce pobytu, lub stan nieboszczyka, później przybrało bardziej określone znaczenie jakiejś żałosnej siedziby zmarłych, jak gdyby hebrajskiego Hadesu, później zaś przekształciło się w miejsce mąk pośmiertnych — w Gehennę, ukazując nam pewną formę diabelskich rządów, przedstawiających hierarchię i stopniowanie. Na koniec, jakkolwiek koncepcja życia pozagrobowego hebrajczyków nie odtwarzała egzystencji ziemskiej, pod względem urządzeń domowych, jak to widzimy u greków, to jednak odtwarzała ją ona pod względem urządzeń politycznych. Zgodnie ze zdaniem niektórych komentatorów, przypuszczało się tam istnienie, jak gdyby "dworu" istot niebieskich. Niekiedy wyobrażano boga, jako naradzającego się ze swym orszakiem i uwzględniającego jego rady. Mówi się też o podziale wojska niebieskiego na legiony. Widzimy tam archaniołów, panujących rozmaitym żywiołom i narodom, skąd ci bogowie-zastępcy podobnymi są do pomniejszych bogów panteonu greckiego. Główna różnica polega tu na tym, iż władza ich wyraźniej jest im nadaną, podporządkowanie zaś większe. I tutaj zresztą widzimy, że subordynacja nie jest zupełną; czytamy bowiem o wojnie w niebiosach i o strąceniu buntowniczych aniołów w otchłań. Istnieją obfite dowody tego, iż paralelizm podobny przetrwał do późniejszych czasów chrześcijaństwa. W roku 1407 Petit, profesor teologii w uniwersytecie paryskim, przedstawiał boga, jako feudalnego władcę, niebo jako królestwo feudalne, zaś Lucypera jako buntowniczego wasala. "Uwiódł on mnóstwo aniołów i przyciągnął ich na swoją stronę tak, iż mieli oni okazywać mu hołd i posłuszeństwo, jak swemu zwierzchniczemu panu, w niczym nie podlegając bogu; Lucyper też miał sprawiać swe rządy, na podobieństwo boga, nie podlegając żadnym rozkazom... Święty Michał, odkrywszy jego zamiary, przyszedł doń mówiąc, iż poczyna sobie bardzo źle." "Wywiązała się pomiędzy nimi walka i wielu aniołów wzięło stronę jednego z nich, lub drugiego, ale większość okazała się za Świętym Michałem." Oczywistym tez jest, że poglądy pokrewne żywił protestancki umysł Miltona.

§ 106. Obok owej równoległości systematów życia społecznego, na tym i na tamtym świecie, można tu jeszcze wspomnieć o ścisłym obcowaniu ze sobą obu tych dziedzin życia. Życie pozagrobowe pierwotnie wiąże się z ziemskim, w szeregu stosunków częstych i bezpośrednich. Wśród Dahomejczyków dokonywane są liczne mordy, a to dla zadośćuczynienia mniemanej potrzebie dostarczania od czasu do czasu zmarłemu władcy nowego zastępu sług w świecie cieniów; dalej "jakąkolwiek czynność, bodajby najpospolitszą, wykona król na ziemi... niezwłocznie jakiś poseł męski lub żeński, musi być wyprawiony z wieścią o niej do Boga opiekuńczego." Wśród Kafrów zwyczaj zwracania się niższych ku wyższym ogarnia sobą nawet tych, co przeszli do życia innego: "duch wodza bywa tu bowiem niekiedy wzywanym, aby skłonił przodków danej jednostki do błogosławienia jej. " Na koniec, obok tego, można tu wymienić pewien inny, jeszcze dziwniejszy przykład: rozciąganie transakcji handlowych, aż na życie pozagrobowe: pożycza się np. pieniądze "na tym świecie, w zamiarze oddania ich po śmierci z grubym procentem." Tak pod tym, jak i pod innymi względami koncepcje plemion cywilizowanych, nie oddaliły się znacznie, od pojęć plemion dzikich. Czytając, że w czasie wojny pokoleń Amazulów, duchy przodków jednej strony walczą z duchami strony drugiej, przypominamy sobie o istotach nadprzyrodzonych, pomagających niegdyś w walce, bądź Grekom, bądź Trojanom; wreszcie przypominamy również, że i Hebrajczycy sądzili, iż "Aniołowie opiekuńczy narodów walczą w niebie, wówczas, gdy powierzone im ludy toczą wojnę ua ziemi. " Dalej, przypominamy sobie, że wiara chrześcijańska, w jej postaci najbardziej upowszechnionej, każe przypuszczać ścisłe obcowanie mieszkańców jednego i drugiego świata. Żyjący modlą się za umarłych; od kanonizowanych zaś nieboszczyków żąda się wstawiennictwa na korzyść żyjących.

§ 107. Życie pozagrobowe, które podług pojęć pierwotnych odtwarza byt ziemski pod innymi względami, odtwarza go również początkowo odnośnie do postępowania, uczuć i ustaw obyczajowych.

Podług kosmogonii Tybetańczyków, bogowie walczyli pomiędzy sobą. Bogowie Fidżyjau "są dumni i mściwi, toczą wojny, zabijają się i zjadają, i są też w istocie takimi, jak i oni sami, dzikimi. Zaszczytne ich przezwiska są: "cudzołóżca, " uwodziciel "mózgożerca, morderca." Na koniec duch Fidżyjskiego wodza, przybywając do krainy cieniów, zaleca się przechwałką: "Zburzyłem wiele miast i zabiłem wielu ludzi na wojnie." Ta równoległość zasad postępowania w jednym i w drugim życiu, przedstawiająca zjawisko typowe i odtwarzane wszędzie, na niższych stadiach postępu, przypomina nam o podobnej też równoległości zasad, jakiej przykłady(1) znajdujemy w doszłym do nas piśmiennictwie ludów starożytnych.

Pozagrobowe życie Greków, pod względem obyczajowym, niezbyt jest określone; o ile jednak sądzić możemy zgadzało się ono z codziennym życiem Greka na ziemi. W Hadesie Achilles myśli o zemście i cieszy się z opowiadań, o powodzeniu syna swego w bitwie. Ajaks gniewa się jeszcze na Ulisesa, za to, że go pokonał, na koniec, groźny cień Herkulesa, straszy otaczające go duchy. Na Olimpie dzieje się to samo: "walka na ziemi jest tylko dopełnieniem walki toczącej się w niebiosach." Mars czczonym jest przezwiska mi "zabójcy ludzi" krwiożercy. Zazdrość i zemsta odgrywają rolę pobudek naczelnych. Oszukując siebie samych wzajem, nieśmiertelni manią tez ludzi fałszywymi pozorami, a nawet porozumiewają się ze sobą, jak to uczynili Zeus i Atena, w celu szybszego pogwałcenia uroczyście zaprzysiężonych układów. Bogowie ci, łatwo się obrażający i nieubłagani, napawają takim samym strachem, jakim człowieka pierwotnego napawały jego demony; to też postępkiem, najniechybniej pociągającym za sobą karę, bywa tu niewykonywanie obrzędów, wyrażających poddańczość. Tak samo jak dzisiaj wśród Amazulów, wtedy tylko należy obawiać się gniewu duchów-przodków, gdy się im nie oddało należytych pochwał, lub gdy się zapomniało o nich, przy zabijaniu wołów; jak wśród Tahityjczyków "jedyną zbrodnią, przywołującą gniew ich bogów, było zaniedbanie jakiegoś obrzędu, lub ceremonii, lub też zaniechanie wymaganych ofiar," tak samo tez przypisywany Olimpijczykom charakter jest taki, iż niedającą się zgładzić obrazą ich było właśnie zaniedbanie modłów błagalnych. Niemniej wszakże zauważyć tu możemy, iż niezrównoważone niczym brutalność, przypisywane bogom w podaniach dawniejszych, zostało znacznie złagodzonym w legendach o bogach późniejszych, a to odpowiednio do zmniejszania się stopnia barbarzyństwa, w miarę postępów greckiej cywilizacji.

Niemniej podobną tez, chociaż mniej może doskonałą, równoległość spostrzegamy w zasadach hebrajskiej etyki drugiego życia. Karność jest i tutaj najwyższą cnotą: gdy się jej przestrzega, otrzymuje się przebaczenie za postępki złe, albo też postępków owych za takie się nie uważa. Posłuszny Abraham zdobywa uznanie za gotowość swą przyniesienia w ofierze Izaaka: nie masz tu żadnej oznaki nagany za tak pospieszne usłuchanie wskazówek morderczego snu, jako zesłanego z nieba. Bezlitosny Samuel z rozkazu boskiego dokonywa bez przeszkody rzezi Amalekitów; natomiast znajdujemy tam domyślne potępienie bardziej litościwego Saula. Jakkolwiek jednak Bóg hebrajczyków przedstawionym jest, jako taki, który budzi zatwardziałość w sercu Faraona, oraz, posyła Achabowi przez swych proroków ducha kłamliwego, w celu oszukania go, to jednak zauważyć należy, iż kodeks obyczajowy nieba i raju, odzwierciadlając pod pewnymi względami barbarzyństwo kodeksu ziemskiego, przedstawia nam obraz etycznie wyższy. Sprawiedliwość i miłosierdzie należą do zasad moralnych jednego i drugiego żywota, (jak o tym przynajmniej świadczą prorocy), w stopniu takim, jakiego nie ukazują nam obyczajowe zasady ludów niższych.

§ 108. Dochodzimy tu wreszcie do faktów, jakie jeszcze potrzeba zaznaczyć, a mianowicie do owej rozbieżności, coraz bardziej oddalającej wyobrażenie ludzi cywilizowanych, od wyobrażenia dzikich. Przypatrzmy się głównym ich przeciwieństwom.

Całkowita rzeczowość (substancjalność), drugiego życia, w jego pojmowaniu pierwotnym, jest nieuchronnym wynikiem substancjalnego pojmowania sobowtórów; przekonywa nas o tym jasno wykład poprzedni. Zniknąwszy w jakiś sposób z przed oczów, nieboszczyk nie przestaje jeść, pić, polować i walczyć, tak jak przed tym. Jak dalece, podług przypuszczeń, życie jego uważanym jest za materialne, widzimy to z takich np. faktów, jak ów zwyczaj Kafrów, mocą którego broń nieboszczyka, "bywa łamaną, albo zakopywaną, a to aby upiór, powróciwszy której nocy, nie mógł nią komu zaszkodzić, albo z tego faktu, gdy Australijczyk ucina wielki palec zabitemu nieprzyjacielowi, aby ducha jego pozbawić zdolności ciskania włóczni. Oczywistym jest, ie niszczenie ciała, za pomocą ognia lub innym jakim sposobem, dążąc do wytworzenia bardziej ograniczonego pojęcia o zmartwychwstaniu sobowtóra, dąży zarazem do wytworzenia bardziej ograniczonego pojęcia o fizycznej stronie życia pozagrobowego. Powstawanie takiego pojęcia, możemy już dojrzeć np. w zwyczaju palenia, łamania, lub rąbania rzeczy przeznaczonych do użytku nieboszczyka. Zaznaczyliśmy już (§ 84) wypadki, w których palono, wraz z ciałem przeznaczony dla zmarłego posiłek; gdzie indziej zaś, zgodnie z takimże wyobrażeniem, na pastwę ognia oddawane są przedmioty, stanowiące własność zmarłego. W Afryce zwyczaj ten jest powszechnym. Wśród Kuso w wdowy, wodzów "palą wszystkie sprzęty domowe, Bagowie (wybrzeże Gwinejskie), czynią podobnie, dołączając przy tym wszystkie swoje zapasy żywności: nawet ich ryż nie może uniknąć płomieni. " Palenie broni zmarłego jest w obyczaju Komanczów. Franklin powiada, o Chippewajach: "żaden przedmiot nie bywa oszczędzonym przez tych nieszczęśliwych łudzi; gdy umrze jaki bliski ich krewny, odzież i namioty swe krają oni na sztuki, łamią strzelby i psują wszelką broń inną. " Oczywistym tu domniemaniem jest to, iż duchy wszystkich tych przedmiotów udają się za nieboszczykiem; odpowiednio tez do tego spotykamy niekiedy wyraźne już oświadczenie, iż drugie życie, nie jest pod względem fizycznym podobnym do pierwszego: mówi się np., że duchy zmarłych zjadają tylko istotę składanych sobie ofiar, nie zaś ich substancją. Jeszcze bardziej stanowczo zdaje się występować pojęcie różnicy pomiędzy życiem przed i poza grobowym w zwyczaju niszczenia modelów rzeczy zmarłego. O zwyczaju tym, upowszechnionym wśród Chińczyków, świadczy znów, w ostatnich czasach Mr. J. Thomson; opisuje on dwie lamentujące wdowy po zmarłym mandarynie, które w jego oczach oddały na pastwę płomieni "duże papierowe modele domów i sprzętów, łodzi i lektyk, dam dworu i paziów." Oczywistym jest, iż takie życie pozagrobowe, w którym pożytecznymi są spalone podobizny przedmiotów, musi wyobrażanym być, jako coś bardzo niepochwytnego.

Postępki i uciechy życia drugiego pojmowane zrazu, jako identyczne z uciechami i działalnością ziemskiego żywota, z biegiem czasu przedstawiają się już ludzkiemu pojęciu, jako mniej lub więcej odmienne. Widzieliśmy najprzód, iż plemiona łupieżcze spodziewają się oddawać po śmierci zajęciom łupieżczym, plemiona zaś rolnicze mają nadzieję sadzić i zbierać, jak zażycia; widzimy dalej, iż nawet tam, gdzie używanie pieniędzy każe domyślać się wysokiego stopnia społecznego rozwoju, grzebanie tychże pieniędzy wraz ze zmarłym wskazuje nam na istnienie wiary w możliwość sprzedawania i kupowania w życiu pozagrobowym; tego samego też domyślać się każe palenie fałszywych pieniędzy z szychu. Ale równoległość ta staje się powoli odmiennością. Nie zadając sobie pracy śledzenia wszystkich zmian odnośnych, wystarczy, gdy się zwrócimy do upowszechnionego wśród nas pojmowania bytu pozagrobowego, w którym codzienne zajęcia nasze i uciechy miejsca nie znajdą, w którym nie masz ani żenienia się, ani wydawania za mąż. Jednakże i tutaj, pojmowanym będąc, jako składające się z szeregu niedziel, "spędzanych na nieustających nigdy ćwiczeniach pobożnych," życie pozagrobowe częściowo przypomina żywot ziemski, jakkolwiek, biorąc ogólnie, nie jest do niego podobnym.

Z drugiej strony, przypuszczalna postać porządku społecznego, staje się również częściowo niepodobną do formy znanej na ziemi. Zrazu typ rządu, różnice kastowe, urządzenia niewolnicze, przenosimy z doświadczenia doczesnego do sfery stosunków pozagrobowych. Z biegiem czasu jednak, jakkolwiek nawet w pojęciach ludzi najbardziej ucywilizowanych nie zupełnie znika owo podobieństwo społecznego porządku dwóch bytów, to jednak byt pozagrobowy znacznie oddala się pod tym względem od doczesnego. Jakkolwiek stopniowania owe, jakich domyślać się każe hierarchia Archaniołów, Aniołów i t. p., pozostają w pewnym związku ze stopniowaniami dokoła nas samych spostrzeganymi, to jednak w myśli naszej nadajemy im inną podstawę: wyobrażane tu przez nas nierówności posiadają początek odmienny.

Podobnie też dzieje się odnośnie do pojęć i towarzyszących im uczuć etycznych. Obok zmian emocjonalnych, dokonujących się w ciągu cywilizacji, zachodziły również zmiany w wierzeniach, dotyczących kodeksu postępowania i probierza cnoty w życiu przyszłym. Religia nienawiści, czyniąca obowiązek z zemsty międzynarodowej, oraz chwałę z uwieńczonego powodzeniem ucisku, traci swych wyznawców; natomiast zapanowuje nieograniczenie religia miłości. Pomimo to jednak, niektóre z uczuć i pobudek panujących za ziemi mają pozostawać takimiż w życiu przyszłym. Żądzę pochwal, będącą tutaj namiętnością wszechwładną, wyobraża się jeszcze, jako również potężną w życiu przyszłym. Oddawanie pochwał oraz zjednywanie aprobaty wyobraża się, jako główne źródła szczęśliwości.

Na koniec, zauważmy, iż więzy łączące dwa te życia rozprzęgają się coraz bardziej. Zrazu istnieje wiara w ciągłość stosunków pomiędzy mieszkańcami jednego i drugiego świata. Dziki codziennie zjednywa sobie względy nieboszczyków, co do nich zaś, to przypuszcza się, iż równie co dzień dopomagają lub przeszkadzają jego działaniom. To ścisłe obcowanie, trwające w ciągu wcześniejszych okresów cywilizacji, stopniowo staje się mniej ścisłym. Jakkolwiek w dawaniu księżom na mszę za dusze zmarłych, oraz w przywoływaniu na pomoc świętych widywaliśmy lub widujemy dotąd ową wymianę usług, to jednak zanikanie takich zwyczajów wśród ludzi najbardziej rozwiniętych każe przypuszczać, że w myśli ich zerwała się zupełnie nić, łącząca te dwa życia.

Tak więc, jak wyobrażenie śmierci powoli wyodrębniło się od wyobrażenia o czasowym zawieszeniu życia, jak oczekiwane zmartwychwstanie ciał zaczęło przedstawiać się myślom naszym w przyszłości coraz bardziej odległej, tak samo też powoli zarysowuje się przed nami coraz bardziej stanowczo różnica pomiędzy życiem drugim, a pierwszym. Żywot pośmiertny odbiega od ziemskiego, stając się mniej materialnym, coraz bardziej niepodobnym pod względem swych zajęć, przyjmując inny porządek społeczny, przedstawiając uciechy coraz mniej podobne do uciech ziemskich, na koniec — przybierając wyższą zasadę postępowania. Odróżniając się tak coraz bardziej od życia ziemskiego pod względem swej przyrody, żywot pośmiertny coraz więcej też od niego się oddala. Obcowanie słabnie; wreszcie, pomiędzy końcem ziemskiego i początkiem pozagrobowego żywota ukazuje się przerwa coraz większa.

dr Kamil M. Kaczmarek 12 05 2012